Prawie straciłem swoje 32-letnie małżeństwo, ale w trzy miesiące udało mi się wszystko odwrócić
25 październik 2019
Na początek chcę podziękować u/SorcererKing i u/Over60_FireTempered3 za to, że namówili mnie, żebym to opublikował.

TŁO
Jestem żonaty od 32 lat (ja mam 55 lat, żona 57). Mamy dwoje dzieci: 22-letnią córkę i 20-letniego syna. Mój syn jest dzieckiem ze szczególnymi potrzebami. Ma zespół Angelmana. Brakuje mu fragmentu 15. chromosomu. Wpływa to na rozwój jego zdolności motorycznych, a do tego jest mniejszy, niż wynikałoby z jego wieku. Mój syn nie potrafi chodzić ani mówić, nie jest też w stanie samodzielnie korzystać z toalety i nosi pieluchy. Chyba najbliższym porównaniem do zespołu Angelmana byłoby mózgowe porażenie dziecięce. To istotne, ponieważ moja żona jest wykwalifikowaną opiekunką medyczną, a jej pełnoetatową pracą jest zapewnianie naszemu synowi całej potrzebnej opieki, 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, 365 dni w roku.
Kiedy nasz syn się urodził, przeszliśmy przez piekło, ponieważ miał nadwrażliwość dotykową. Nie chciał być trzymany na rękach i płakał bez przerwy, dosłownie cały czas, aż kompletnie opadał z sił i zasypiał z wyczerpania. Odmawiał picia mleka i po urodzeniu stracił około 0,9 kg na wadze. Chodziliśmy od pediatry do pediatry, pytając, co zrobić z tym „dzieckiem z kolką”, ponieważ „nie rozwijało się prawidłowo”. Wywołało to potworny stres w naszym małżeństwie, bo oboje byliśmy wykończeni brakiem snu i nieustannym płaczem. W tamtym okresie moja żona uznała, że musi spać razem z nim, ponieważ martwiła się o jego zdrowie, mimo że inne rodziny mające dzieci z zespołem Angelmana tego nie robiły.
Przez 20 lat spałem sam. Wpadliśmy w małżeństwo praktycznie bez seksu. Pozostałem wierny małżeństwu ze względu na swoje przekonania religijne, ale byłem samotny, smutny i wściekły. Czułem nawet żal do własnego syna, ponieważ zabrał mi żonę, co oczywiście było kompletnie irracjonalnym myśleniem. Choć zabrzmi to dziwnie, czułem się tak, jakby moja żona miała romans z naszym synem. Mnie przestała poświęcać jakąkolwiek uwagę, a całą uwagę poświęcała jemu. Stała się zdystansowana, wredna i wiecznie niezadowolona. Czuliśmy się bardziej jak współlokatorzy niż mąż i żona.
Przez ponad 12 lat odbyłem z nią niezliczone rozmowy, prosząc, żeby zaczęła zaspokajać moje potrzeby jako męża. Zawsze się ze mną zgadzała i mówiła, że „SPRÓBUJE”. Ciągle powtarzała, że jest w „trybie mamusi” i po prostu nie czuje się seksualnie pobudzona. Problem zawsze miał leżeć po jej stronie, nie po mojej. Próbowałem więc jeszcze więcej „gry wstępnej przez obowiązki domowe”, to jest zmywałem naczynia, odkurzałem, ścierałem kurze, gotowałem itd. Nic się nie zmieniło. Przynosiłem jej kwiaty, kupowałem prezenty i robiłem całą tę resztę. I nadal nic.
GŁÓWNE STARCIE
Aż w końcu zeszłej zimy wszystko osiągnęło punkt krytyczny podczas „głównego starcia” w Boże Narodzenie 2018 roku. Kiedy nadszedł czas rozdawania i otwierania prezentów, jak myślicie, co moja kochająca i oddana żona, z którą byłem wtedy od 31 lat, kupiła mi na Gwiazdkę? NIC. ZERO. KOMPLETNIE NIC. Wszystkim innym kupiła prezenty warte setki dolarów. Byłem niewiarygodnie zraniony i upokorzony. Powiedziała, że nie wiedziała, co mi kupić, więc po prostu nie przyszło jej do głowy, żeby kupić mi cokolwiek. Ludzie, przeciwieństwem miłości nie jest nienawiść… Jest nim obojętność. W tamtej chwili zrozumiałem, że naprawdę już mnie nie kocha. Ani mnie nie kochała, ani nie była już „we mnie zakochana”. Nie byłem dla niej nawet kimś, o kim warto pomyśleć, poza tym, że przynosiłem wypłatę.
Dwa lata wcześniej wydarzyła się pewna sytuacja. Zostałem zdegradowany w pracy z powodu „politycznych” rozgrywek. Zadzwoniłem do niej, żeby przekazać jej tę wiadomość. Jak myślicie, jakie były jej pierwsze słowa? Może: „Tak mi przykro. Jak się trzymasz?” No nie. Pierwsze i jedyne, co powiedziała, brzmiało: „Obcięli ci pensję?”
Ani razu nie zapytała, jak się z tym czuję. Przez całe lata byłem dla niej tylko „wypłatą”, która pozwalała jej utrzymywać dotychczasowy styl życia. W Boże Narodzenie zrobiłem awanturę jak małe dziecko. Potężnie się pokłóciliśmy, a ona oskarżyła mnie o zrujnowanie „jej świąt”. Oczywiście miałem to kompletnie w dupie i dokładnie jej to powiedziałem.
OLŚNIENIE
Wcześniej zawsze zapewniałem ją, że rozwód nigdy nie wchodzi w grę. I naprawdę w to wierzyłem, aż do tamtego dnia. Zrozumiałem, że zaczęła traktować moje oddanie jej i temu małżeństwu jako coś oczywistego. Brała mnie i nasze małżeństwo za pewnik, dopóki nie dałem jej jasno do zrozumienia, że moje zaangażowanie w ten związek nie jest bezwarunkowo zagwarantowane. Kłótnie trwały dalej. Rozmowy również.
W pracy doznałem czegoś, co nazwano „rozłączeniem poznawczym” czyli, mówiąc wprost, załamaniem nerwowym i zaproponowano mi „terapię”. Byłem wrakiem człowieka. Nie miałem żadnego poczucia własnej wartości, żadnej pewności siebie, żadnej radości z życia. Ale choć znajdowałem się w głębokiej czarnej dziurze, nie zamierzałem pójść na dno bez walki. Terapia była beznadziejna. Terapeutka tylko pozwalała mi gadać i nie dawała mi niczego w zamian. Po czterech sesjach przestałem chodzić.
MOJE POSZUKIWANIA
Wszedłem do internetu i zacząłem szukać informacji o martwych sypialniach, to jest małżeństwach bez seksu. Trafiłem na Reddita. Poszperałem trochę i znalazłem subreddit r/marriedredpill. Zacząłem czytać materiały z panelu bocznego [zakładki]. Szukałem również na YouTube i znalazłem Bluepillprofessora. Mam dla niego szczególne miejsce w sercu. Dowiedziałem się, że moja żona przestała odczuwać do mnie pociąg, ponieważ przestałem być tym facetem, w którym się zakochała i za którego wyszła, a stałem się grubym, bluepillowym beta-frajerem. Przestałem przewodzić swojej rodzinie. Zrozumiałem, że rodzina jest jak statek, a ja jestem jego kapitanem. Moja żona jest pierwszym oficerem. Jest bardzo ważna, ale odpowiedzialność za statek spoczywa na mnie, nie na niej. Ona przejęła moje obowiązki, dosłownie i gdzieś głęboko przez wszystkie te lata miała do mnie o to żal. Byłem pijanym kapitanem, więc to ona musiała prowadzić statek.
Dzięki Red Pill, r/marriedredpill i Bluepillprofessorowi nauczyłem się, że muszę przede wszystkim wziąć odpowiedzialność za samego siebie, a następnie za swoją rodzinę. Musiałem stać się własnym mentalnym punktem odniesienia i przestać uzależniać swoją samoocenę, decyzje i kierunek życia od aprobaty innych. Musiałem przestać być „miłym gościem [facetem]”.
BIORĘ SIĘ DO ROBOTY
Byłem wrakiem. Mam ok. 178 cm wzrostu, ważyłem około 102 kg, byłem grubym i słabym skurwielem. Zacząłem przewodzić. Zacząłem podnosić ciężary, obecnie wyciskam maksymalnie ok. 118 kg, a ok. 95 kg podnoszę w układzie 8 × 3. Zacząłem lepiej się ubierać. Lepiej się zachowywać. DO CHOLERY, PO PROSTU STAŁEM SIĘ LEPSZY. W trzy miesiące zrzuciłem 18 kg. Zacząłem czytać. Pierwszą książką w moim życiu, którą przeczytałem od deski do deski, był „Mężczyzna Racjonalny” Rollo Tomassiego. Obecnie przerabiam „Koniec bycia Miłym Gościem!” dr Roberta Glovera, a potem będą następne. Codziennie biegam około 4,8 km. Jestem teraz w lepszej formie niż kiedykolwiek wcześniej. (Szkoda tylko, że czekałem z tym do 55. roku życia).
ZWROT
O mój Boże, dziewczyny i kobiety zaczęły mnie zauważać. Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzało, albo przynajmniej wcześniej tego nie zauważałem. Nie bardzo rozumiałem, co się dzieje, ale podobało mi się to zainteresowanie. Widziałem, że moja żona też to zauważa. Zwłaszcza kiedy „Amy” podeszła do mnie i dała mi swój numer. W ciągu trzech miesięcy żona zrobiła zwrot o 180 stopni.
Koniec z martwą sypialnią.
Seks wrócił do częstotliwości z czasów, kiedy się spotykaliśmy, chociaż po 33 latach trudno już dokładnie pamiętać. Rzeczy, które wcześniej w seksie w ogóle nie wchodziły w grę, teraz są robione z entuzjazmem. Zachowujemy się tak, jakbyśmy znowu ze sobą chodzili. Przynajmniej raz w miesiącu wychodzimy gdzieś sami, zatrudniamy specjalną opiekunkę do syna, a ja zabieram ją na kolację do pięciogwiazdkowych restauracji. Nie mówię jej, dokąd jedziemy. Dbam o to, żeby było ekscytująco. Mówię jej, że jej zadaniem jest ładnie wyglądać i dobrze się bawić.
Przez tyle lat, że nawet nie pamiętam, przestała nosić sukienki. Przestała zachowywać się kobieco. Teraz wszystko się zmieniło. Kupiła sobie całą nową garderobę sukienek. Znowu zależy jej na tym, jak wygląda w moich oczach. Świetnie się teraz razem bawimy. To tak, jakbyśmy zaczęli umawiać się ze sobą od nowa.
OLŚNIENIE / WNIOSKI
Wszystko, co widziałem i przeczytałem, mówi mi, że wszystkie związki przez to przechodzą. Na początku jesteś samcem alfa, który wzbudził jej zainteresowanie. Potem bierzecie ślub albo zaczynacie razem mieszkać i… BAM!!! Robisz się leniwy. Osiadasz na laurach. Tyjesz. Porzucasz swoje dawne zainteresowania. Zaczynasz ubierać się jak fleja, wiecie, dżinsy z plamami i dziurami, sprany T-shirt. Teraz tylko siedzisz na dupie i oglądasz Netflixa całymi seriami.
Stajesz się wygłodniały i sprawgniony. Łakniesz jej uwagi. Nie masz żadnych innych opcji i zaczynasz zachowywać się jak potrzebujące dziecko. Ona jest zajęta własnym życiem. Zaczyna postrzegać cię jak kolejne dziecko, a matki nie uprawiają seksu z dziećmi. Wkurzasz się. Zaczynają się kłótnie albo dotychczasowe stają się jeszcze gorsze. Ty wycofujesz się do swojego narożnika, ona do swojego. Jeżeli macie szczęście, nikt nikogo nie zdradzi. (Ale bardziej prawdopodobne jest, że jeśli pojawi się okazja, ktoś jednak zdradzi). A potem wszystko się kończy, zanim ktokolwiek zdąży naprawdę zadać sobie pytanie: „CO DO CHOLERY WYDARZYŁO SIĘ PRZEZ TE WSZYSTKIE XXXXX LAT?” Miałem szczęście. Żadne z nas nie zdradziło. Chociaż, cholera, jak bardzo mnie kusiło.
Dzień, w którym zrozumiałem, że to gówno naprawdę działa, wyglądał tak: Moja żona NIGDY nie wchodzi do łazienki, kiedy biorę prysznic. Mamy szklaną kabinę, więc wszystko w niej widać.
Pewnego dnia biorę prysznic, odwracam się, a ona stoi tam, oparta o szafkę i po prostu się na mnie gapi. Po chwili mówi: „Naprawdę się ogarnąłeś.” I miała to spojrzenie. Wiecie, o jakie spojrzenie chodzi. Spojrzenie pełne podziwu, którego nie da się udawać. Kompletnie mnie zatkało.
Ciągle słyszysz o rzeczach, które rzekomo czynią cuda. Próbujesz i próbujesz, a jedyne, co dostajesz, to kolejne rozczarowanie za rozczarowaniem. W końcu tracisz wiarę, że istnieje cokolwiek, co naprawdę działa. W okresie świątecznym dałem temu małżeństwu ostatnią szansę, zanim złożyłbym pozew o rozwód. W tamtym momencie można było już wbić we mnie widelec, byłem gotowy. Pogodziłem się z porażką.
GDZIE JESTEŚMY TERAZ
Teraz znowu robimy różne rzeczy razem. Muszę osobiście podziękować Bluepillprofessorowi za „dziesięciosekundowy pocałunek”. To mój osobisty faworyt. Nadaje ton całemu dniu. Na początku żona mówiła: „Co ty, do cholery, wyprawiasz?” Ja jednak nie odpuszczałem. Łapałem ją za tył głowy, razem z garścią włosów i robiłem to każdego dnia. Teraz sama się tego domaga. Codziennie spacerujemy około 3 km z naszym synem. Pchamy jego wózek, idziemy i rozmawiamy.
Postanowiłem zaryzykować, choć nie bardzo wiedziałem, jak właściwie zastosować dotyk fizyczny. Kiedy przyszła kolej żony na pchanie wózka naszego syna, delikatnie położyłem dłoń na dole jej pleców i po prostu ją tam trzymałem, jako swego rodzaju gest miłości i wsparcia. Pewnego dnia zapomniałem to zrobić.
Ciągle na mnie zerkała, aż w końcu zapytała: „Coś się stało?” Spojrzałem na nią i powiedziałem, że nie. Odpowiedziała, że jej nie dotykam i dlatego pomyślała, że jestem na nią zły.
Panowie: TO GÓWNO NAPRAWDĘ DZIAŁA.
Aż dziwne, jak dobrze to działa. Żałuję tylko jednego, że potrzebowałem 20 lat, żeby się o tym przekonać. Po raz pierwszy w życiu wspiąłem się na górę o wysokości 4267 metrów, Mount Evans. Zjechałem też tyrolką nad Royal Gorge, nad przepaścią mającą ok. 457 m.
Jeszcze rok wcześniej nigdy nie zrobiłbym czegoś takiego. Jestem nowym człowiekiem. Mam nowe życie. Nową misję.
Oto moja historia.
Źródło: I almost lost my marriage of 32 years and turned it around in 3 months.
Najnowsze komentarze