Kobiety i śmierć kobiecości
20 lipiec 2014

Kobiecość i męskość rozwijają się w różny sposób. To, co często wzmacnia mężczyzn, czyli trudne doświadczenia, rywalizacja i przeciwności losu niekoniecznie służy kobietom. Kobiecość najpełniej rozwija się poprzez miłość, bezpieczeństwo i relacje, a nie przez ciągłą walkę. Im bardziej kobieta staje się zgorzkniała i „zahartowana”, tym bardziej oddala się od cech, które tradycyjnie kojarzone są z kobiecością. Współczesna kultura zachęca kobiety do naśladowania mężczyzn, co ostatecznie prowadzi do utraty ich naturalnych atutów i większego poczucia niespełnienia.
Zahartowani mężczyźni są atrakcyjni, ponieważ twardość jest cechą, której zarówno mężczyźni, jak i kobiety poszukują u mężczyzn. Prawie każdy szanuje zahartowanego mężczyznę, nawet jeśli go nie lubi. Jednocześnie zahartowane kobiety stają się istotami całkowicie odpychającymi. Nie wzbudzają pożądania ani szacunku, lecz jedynie dystans i wyobcowanie. Hartowanie charakteru sprzyja rozwojowi męskości, lecz dla kobiecości jest toksyczne i wyniszczające.
Kobiety powinny szukać mądrości i ukojenia w obliczu cierpienia, a nie maskulinizacji. Jeżeli kobiety chcą zachować swój największy atut, jakim jest kobiecość, to powinny za wszelką cenę unikać maskulinizacji. Jest to zdrowsze i bardziej sprzyjające kobiecemu rozwojowi niż przyjmowanie męskiej szorstkości i zadziorności.
Kobiety są uczone porzucania własnej kobiecości w pogoni za władzą i społeczną akceptacją pod wpływem feministycznego dogmatu. Zbyt często nie zdają sobie sprawy z tego, z czego rezygnują, podporządkowując się feminizmowi. Ku własnej szkodzie podążanie ścieżką wyznaczoną przez feminizm prowadzi do osłabienia ich atrakcyjności dla mężczyzn, których najbardziej pragną.
Szczególnie istotna jest tutaj współczesna kultura. Obecny model ekonomiczny oraz dominujące wzorce społeczne popychają kobiety w stronę męskości, przedstawiając ją jako „wyzwolenie”. Feminizm sprzedaje kobietom przekonanie, że maskulinizacja oznacza wolność. Przekonuje kobiety do odrzucenia własnej natury i dążenia do stania się czymś, czym nie są. Wmawia im, że pragnienie opiekowania się innymi, wspierania ich i bycia matką jest oznaką słabości. Powinny stać się bardziej podobne do mężczyzn, czyli waleczne, asertywne, zdobywcze! Cóż za banalny frazes.
Myślałem, że spodoba mi się bycie rogaczem. Myliłem się.

Nie istnieje wartościowy mężczyzna, który marzyłby o związaniu się z legendarną feministyczną „silną kobietą”. W efekcie przeciętna kobieta stara się naśladować cechy mężczyzn zamiast doskonalić sztukę kobiecości. Takie kobiety zostały ukształtowane przez przekonania, które każą im postrzegać tradycyjną kobiecość jako coś odrażającego i słabego. W sposób niemal urojeniowy idealizują naśladowanie męskich zachowań, jednocześnie żywiąc niechęć do mężczyzn. Idealizują takie zachowania, ponieważ nauczono je, że są one konieczne do osiągnięcia sukcesu i zdobycia szacunku. Nie mogłyby bardziej się mylić.
Nic nie wywołuje u mężczyzn większej niechęci i pogardy niż kobieta próbująca uczynić mężczyzn zbędnymi poprzez ich naśladowanie. Mężczyźni nie pragną męskich kobiet. Nie chcą też z nimi rywalizować. Mężczyźni pragną kobiecych kobiet. Chcą się nimi opiekować. Mężczyźni o wysokiej wartości odrzucają kobiety pozbawione kobiecości.
Kobiety mają dwa wyraźnie odmienne wybory. Pierwszy, jak sądzę, prowadzi do głębszego i trwalszego szczęścia, a drugi już nie. Mogą rozwijać swoją kobiecość i pielęgnować ją tak, by zdobyć miłość silnego mężczyzny. Taki mężczyzna będzie zapewniał większość dochodów, a praca zostanie sprowadzona do roli hobby, nie stając się ważniejsza od rodziny, prowadzenia domu i wychowywania dzieci.
Drugą drogą jest ścieżka pracy [lub kariery] kobiety, ścieżka niezależności. To właśnie ten etos doprowadził do zbiorowej maskulinizacji, stresu i nieszczęścia współczesnych kobiet. Porzucają rozwijanie kobiecości na rzecz funkcjonowania w świecie biznesu. Aby skutecznie konkurować w takim środowisku, muszą się utwardzać i hartować. W rezultacie zmniejsza się ich atrakcyjność społeczna.
Twardość (odmienna od odporności psychicznej) zmniejsza kobiecość kobiety, a tym samym obniża jej atrakcyjność w oczach mężczyzn. Kobieta odporna psychicznie może zachować swoją kobiecość i czerpać z kobiecej siły bez maskulinizacji. Odporne kobiety nadal rozwijają i maksymalizują swoją kobiecość pomimo przeciwności losu. Nie ulegają deprawującemu urokowi maskulinizacji ani nie zatruwają się żądzą podboju. Swoją energię poświęcają na stawanie się bardziej ujmującymi, mądrymi i altruistycznymi.
Szukają schronienia w przyjaźni i współczuciu, zamiast składać swoją kobiecość na ołtarzu feminizmu. Doskonalą siebie, zamiast się zniekształcać. Nie pielęgnują zgorzknienia ani nie pozwalają, by nienawiść przeobraziła je w żałosne, kobiece karykatury męskości. Przyjmują tradycyjną kobiecość ze względu na jej wartość dla mężczyzn oraz korzyści, jakie z tego wynikają. Nie przyjmują pogardliwego kompleksu niższości charakterystycznego dla feminizmu. Nie przywiązują się do opinii „przyjaciółek”, którzy potępiają je za dążenie do tradycyjnej kobiecości.
Ludzie, którzy doświadczyli bólu, często stają się twardsi emocjonalnie jako mechanizm radzenia sobie. Wraz z twardością pojawia się pewien męski komponent. Im bardziej człowiek zostaje zraniony i doświadczony cierpieniem, tym bardziej się utwardza. To utwardzenie jest naturalną reakcją na bezradność, dysfunkcję i rozczarowanie. Hartowanie charakteru jest konieczne dla męskiego samodoskonalenia, ponieważ to na mężczyznach spoczywa ciężar przewodzenia. Mężczyźni nie mogą być atrakcyjni i spełnieni w związku, jeśli nie przewodzą. Kobiety mogą.
Mężczyźni mogą mieć wiele, mogą stawać się twardsi, a jednocześnie bardziej atrakcyjni dzięki swojej męskości. Być może wyjaśnia to również, dlaczego kobiety psychologicznie cenią u mężczyzn szorstkość i zahartowanie wynikające z doświadczenia. Mężczyźni natomiast zwykle preferują u kobiet niewinność i brak doświadczenia. Uważają te cechy nie tylko za pociągające, ale również za psychologicznie pożądane. Powód jest prosty: taka kobieta jest wolna od skażenia zgorzknieniem i cynizmem, które porażki i doświadczenia mogłyby w niej wywołać. To właśnie te cechy psychiczne są głównymi czynnikami niszczącymi kobiecość.
Niewiele kobiecości może przetrwać w obecności nieufnego cynizmu i jadowitej goryczy. Takie kobiety często pozostają niekochane i skazane na samotność, ponieważ emanują odpychającą nieatrakcyjnością. W istocie, im bardziej kobieta jest zużyta przez doświadczenia życiowe, tym mniej kobieca się staje. Podczas gdy bardziej doświadczony i „bliznami pokryty” mężczyzna staje się bardziej męski. Jest to konsekwencja twardości, ponieważ twardość jest procesem maskulinizującym.
Dlatego należy zauważyć, że mężczyźni rzeczywiście wydają się stawać bardziej męscy wraz z upływem czasu i odpowiednio dużą ilością przeciwności. Kobiety natomiast mniej kobiece. Wynika z tego, że twardość sprzyja męskości, lecz szkodzi kobiecości. Moim zdaniem mężczyźni nie preferują młodych kobiet wyłącznie ze względu na ich młodsze ciała. Cenią je również za ich większą niewinność, a więc także większą kobiecość. Być może częściowo wyjaśnia to kobiecą obsesję na punkcie dojrzałości, ponieważ dojrzałe kobiety są często postrzegane jako mniej atrakcyjne fizycznie niż niedojrzałe. Analogicznie niedojrzały mężczyzna jest znacznie mniej atrakcyjny niż mężczyzna dojrzały.
To, co jest korzystne dla jednej płci, niekoniecznie jest korzystne dla drugiej. Wygląda na to, że sama natura płci i biologii narzuca odmienne kryteria atrakcyjności kobietom i mężczyznom. Bez tych różnic nie mogłoby istnieć wzajemne dopełnianie się. Yin i yang są niezbędne do utrzymania równowagi potrzebnej, aby miłość mogła rozkwitać. Kobiety są yin, mężczyźni są yang. Kiedy próbujemy odwrócić yin i yang tak, aby kobiety stawały się męskie, a mężczyźni kobiecy, miłość monogamiczna przestaje się rozwijać. Wygląda więc na to, że pozycje yin i yang w dualizmie płci są stałymi elementami rzeczywistości.
Prowadzi mnie to do kolejnej obserwacji. Uważam, że podstawowym powodem, dla którego społeczeństwa na całym świecie od zawsze tak bardzo starały się chronić i utrzymywać kobiety, otaczając je troską niemal całkowicie nieobecną wobec mężczyzn, jest pewien instynkt dążący do zachowania duchowej kobiecości kobiet. Instynkt ten zdaje się rozumieć, że niepowodzenie w ochronie kobiet przed światem i jego okrucieństwem prowadziłoby do maskulinizacji ich charakteru, a w konsekwencji, do tragicznej i nieodwracalnej utraty kobiecości. Nie da się przecież urodzić i wychować wystarczająco wielu nowych dziewcząt, aby zastąpić całą kobiecą populację kobietami, które zachowały kobiecość.
Wygląda więc na to, że społeczeństwa na pewnym fundamentalnym poziomie dostrzegły, choć nie zawsze w sposób świadomy i wystarczająco klarowny, by to wyrazić, iż sama kobiecość posiada pewną wewnętrzną wartość niezbędną do utrzymania i zachowania społeczeństwa. I to właśnie ta wartość miała być chroniona oraz podtrzymywana. Społeczeństwa te zrozumiały, że poddanie kobiet takim samym naciskom i obciążeniom, jakim poddawani są mężczyźni, spowodowałoby utratę ich kobiecości. Takie kobiety przynosiłyby społeczeństwu większą korzyść, zachowując swoją kobiecość, niż poświęcając ją z konieczności w próbie naśladowania mężczyzn.
Jeżeli bowiem społeczeństwo zrezygnuje z kobiecości i zażąda od kobiet, aby same walczyły o przetrwanie oraz stawały się coraz bardziej szorstkie pod wpływem brutalności życia, wtedy samo społeczeństwo, które opiera się na ludziach zdolnych je podtrzymywać, odczuje wstrząsy tego procesu emancypacji. Duch kobiecości zostanie bowiem brutalnie wycięty ze społecznej psychiki, pozostawiając po sobie jedynie zbiorowość ludzi usiłujących być coraz bardziej podobnymi do mężczyzn. Bez równoważącego wpływu łagodnej, delikatnej kobiecości, która dopełnia asertywność tradycyjnej męskości, każde społeczeństwo zaczęłoby rozwijać obojętność i emocjonalny dystans poprzez nieustanną rywalizację między obywatelami, zamiast budować wspólnotę opartą na empatii i wzajemnym wsparciu.
Kobiecość nie jest wyłącznie darem dla kobiet, wolnych od ciężaru odpowiedzialności definiującej męskość oraz związanej z nią walki ekonomicznej. Jest ona również darem dla mężczyzn. To właśnie w duchu kobiecej kobiecości mężczyźni znajdują ukojenie, wsparcie emocjonalne i poczucie bezpieczeństwa. To wobec kobiety, którą kochają, pozwalają sobie na chwilową słabość i odsłonięcie najbardziej wrażliwej części swojej natury.
Kobieta, która czuje się bezpieczna i otoczona opieką, jest kobieca w najbardziej naturalny i ujmujący sposób. Na chwilę opuszcza gardę. Jest szczęśliwa. Jest ciepła. Jest życzliwa. I być może najważniejsze dla naszego gatunku, jest atrakcyjna.
Współcześnie niewiele kobiet ma już okazję doświadczać tego rodzaju niewinności. Siły feminizmu maskulinizują je, przekształcając w osobliwe hybrydy, kobiety składające się z najgorszych cech kobiecości i wszystkich jej wad, które jednocześnie przejmują również najgorsze cechy męskości. Uczy się je, by nigdy nie opuszczały gardy „w obliczu opresji”, niezależnie od tego, czy przekaz ten dociera bezpośrednio poprzez aktywizm, czy pośrednio poprzez surowość miejsca pracy i służącej mu machiny ekonomicznej.
Współczesne kobiety doświadczają emancypacji od kobiecości, podobnie jak współcześni mężczyźni doświadczają emancypacji od męskości. Sprzedaje się im narrację, według której ich naturalna natura jest niezgodna z tożsamością płciową, jakiej wymaga od nich dominująca ideologia.
Jak kobiecość ma przetrwać we współczesnym świecie, skoro jest psychologicznie wybijana z kobiet dzień po dniu? Jak kobiety mają pozostać życzliwe, opiekuńcze i wrażliwe, skoro muszą funkcjonować w świecie biznesu, maskulinizującym, a zarazem socjopatycznym świecie marż, terminów, norm, celów, wyników finansowych i politycznych gier? Samo środowisko pracy podważa rozwój kobiecości.
Zahartowana kobieta jest jedynie nieudolną karykaturą idealnego mężczyzny. Jeżeli zostanie pozbawiona swojej kobiecości przez kolejne zawody miłosne, przez szklany stół sali konferencyjnej albo przez połączenie obu tych doświadczeń, staje się chodzącym ucieleśnieniem najbrzydszych cech męskości, pozbawionym jednocześnie wszystkich jej zalet. Uczy się bowiem najgorszych aspektów męskości podczas własnej wyprawy po osobiste sukcesy, zamiast poznawać ją w całości tak, jak poznaje ją chłopiec, który stara się stać mężczyzną. Nie poznaje niuansów męskości. Nie poznaje jej obowiązku. Nie poznaje jej honoru. Nie poznaje jej ciężaru. Nie poznaje jej biologicznie zakorzenionej potrzeby chronienia i zapewniania bezpieczeństwa.
W rezultacie narzuca się innym bezwzględnie i roszczeniowo, bez refleksji nad ludźmi, których dotyka swoją obojętnością. Po drodze poniża mężczyzn, których nienawidzi. Zaraża inne kobiety własną pustą, głęboko zakorzenioną niechęcią. Namawia je, by również poświęciły swoją kobiecość pod pozorem „matczynej rady”. Zachęca młodsze kobiety, by stały się tym, czym sama się stała, czyi karykaturą mężczyzny. Kobietą naśladującą najgorsze cechy męskości bez ucieleśniania żadnej z jej szlachetniejszych i bardziej wartościowych stron.
Taka kobieta jest pasożytem. Zastanawia się, jaką wartość może zabrać innym, zamiast jaką wartość może im dać. Jest psychologicznie niezdolna do wzbudzania miłości zgodnej z męskimi pragnieniami. A jednak jakaś pozostałość kobiecości nadal w niej istnieje. Nadal pragnie być kochana, mimo że zadanie to okazuje się niemal niemożliwe. Trudno jest pokochać potwora. A mężczyźni nie kochają potworów tak, jak robią to kobiety. Brzydzą się nimi. Czasem nawet się ich boją. A w najbardziej skrajnych okolicznościach, niszczą je.
Maskulinizacja wpływa na kobiety inaczej niż na mężczyzn. U mężczyzn sprzyja rozwojowi i samorealizacji. U kobiet rodzi pogardę, dysonans i niezadowolenie. Psuje samą istotę tego, kim są. Pozbawia je wszelkiej atrakcyjności wykraczającej poza ciało. A przecież również ciało z czasem przeminie. Czy istnieje coś mniej kobiecego niż cyniczny, roszczeniowy pasożyt pozbawiony uroku i kobiecości, które mężczyźni na całym świecie podziwiali i cenili przez całe tysiąclecia? Nie. Nie istnieje.
Współczesna ideologia przedstawia ukrzyżowanie kobiecości jako walkę z męskością. To właśnie feminizm, mający na rękach najwięcej estrogenowej krwi, w największym stopniu przyczynia się do niszczenia duchowej kobiecości. Odbywa się to poprzez składanie jej na ołtarzu korporacjonizmu w imię „zrównania” kobiecości z męskością. W praktyce oznacza to uznanie naturalnej kobiecości za coś słabego. Oznacza zastąpienie jej męskimi ideałami. Wzmocnienie tych ideałów. A następnie narzucenie ich kobietom i mężczyznom tak długo, aż zaczną wierzyć, że ta wypaczona forma kobiecości jest „prawdziwą kobiecością”. Wzywa się do oddawania czci jednej, ideologicznie zatwierdzonej wersji kobiecości. Tymczasem pozostaje ona jedynie zdeprawowaną karykaturą kobiecości, która naturalnie pojawia się u kobiet wolnych od anglosaskiej inżynierii społecznej.
Feminizm nie zrozumiał jednego. Choć powierzchownie przyniósł korzyści wielu kobietom, zrobił to kosztem tego, co czyni je naprawdę kobietami. Kosztem tego, co nadaje im wartość dla mężczyzn wykraczającą poza ich ciała. Kosztem duchowego wymiaru kobiecości. Kosztem piękna wynikającego z ich naturalnej kobiecości. Feminizm niszczy kobiecość w imię równości. A ci, którzy przyczyniają się do tego procesu, wydają się tak niewiarygodnie nieświadomi, albo tak niewiarygodnie przebiegli, że trudno odróżnić jedno od drugiego, iż nie potrafią zrozumieć, dlaczego mężczyźni i kobiety, a zwłaszcza kobiety, są dziś bardziej nieszczęśliwi niż kiedykolwiek wcześniej.
Wiele osób zażywających leki przeciwdepresyjne odkrywa, że nie może ich odstawić [psychotropy]
Uważam, że jedną z najbardziej odrażających cech współczesnej kobiecej psychiki jest pogarda. Pogarda jest dla mnie stanem niezwykle fascynującym. Jest ona bowiem szczególnie kobiecą odmianą zemsty, można powiedzieć, że jest zemstą na sterydach, wzbogaconą o kobiecy pierwiastek. Pogarda pojawia się wtedy, gdy obumarła kobiecość w duszy kobiety odradza się w postaci mściwej, nasilonej socjopatii. Taka kobieta nadal nosi fizyczne cechy kobiecego ciała, lecz jej dusza zostaje spustoszona przez najbardziej odrażające, godne pogardy i najgorsze aspekty zarówno męskości, jak i kobiecości.
Kobieta kierująca się pogardą, której obecny stan jest skutkiem wydarzenia zapoczątkowującego zniszczenie jej kobiecego ducha, zaczyna naśladować cechy mężczyzn. Schodzi ze ścieżki kobiecości i wkracza na ścieżkę męskości. Nigdy jednak nie stanie się prawdziwym mężczyzną. Nie będzie posiadała męskiej logiki. Nie będzie posiadała męskiego wyglądu. Nie będzie dźwigała ciężaru ani społecznych oczekiwań nakładanych na mężczyzn. Dlatego w najlepszym przypadku jej zgorzknienie prowadzi do powstania czegoś w rodzaju quasi-kobiety, a mianowicie karykatury mężczyzny. Istoty ucieleśniającej wyłącznie najgorsze cechy kobiecości i męskości jednocześnie. Powstaje w ten sposób pusta, hybrydowa osobliwość, która nie jest już prawdziwie ani mężczyzną, ani kobietą, niezależnie od swojej anatomii.
Mężczyźni mogą stawać się lepszymi, silniejszymi i bardziej atrakcyjnymi mężczyznami dzięki wzrastaniu poprzez cierpienie i wzmacnianiu swojej naturalnej męskiej energii. Kobiety nie stają się lepszymi kobietami poprzez cierpienie, stają się bardziej podobne do mężczyzn. W rezultacie tracą to, co czyniło je atrakcyjnymi dla mężczyzn od samego początku. To, co jest korzystne dla mężczyzn, przynajmniej w tym przypadku, nie jest korzystne dla kobiet. Kiedy kobiety stają się „zahartowane”, w sposób niemal poetycki i ironiczny zostają pozbawione właśnie tej cechy, która czyni je atrakcyjnymi dla mężczyzn poza sferą czysto fizyczną. Proces ten emancypuje je od kobiecości.
Aby mężczyzna naprawdę pokochał kobietę, a nie postrzegał jej jedynie jako jednorazowej zabawki seksualnej lub w najgorszym przypadku irytującej idiotki, musi ona przyciągnąć go psychicznie i emocjonalnie, a nie wyłącznie fizycznie. Wiele kobiet potrafi przyciągnąć wzrok mężczyzny. Jednak tylko kobieta posiadająca autentyczną kobiecą energię i głębię jest w stanie zdobyć jego serce, a wraz z nim jego oddanie.
Kobiecość, podobnie jak męskość, wymaga rozwijania. Jednak w przeciwieństwie do męskości nie powinna być kształtowana przez cierpienie. Powinna być kształtowana przez miłość. Młodzieńcza, pierwsza miłość jest wyjątkiem, to jedyna miłość, która może pełnić funkcję wychowawczą wobec mężczyzn. Jest to nieuniknione doświadczenie, w którym dominuje naiwność. Chłopcy stają się mężczyznami. Na własnej skórze uczą się poprzez ból złamanego serca i ogłuszający chaos niezdecydowanego kobiecego umysłu, że jednostronne uwielbienie kobiety oraz gotowość do bezgranicznego zachwytu nad kobiecym pięknem, od dźwięku jej głosu, przez dotyk skóry, aż po zapach jej potu, jest przedsięwzięciem daremnym i prowadzącym do samozniszczenia. Mężczyźni uczą się podczas swojej drogi ku męskości, że nie powinni czcić kobiet. Powinni nimi przewodzić.
Kobiety nie wyruszają natomiast na poszukiwanie kobiecości. Rodzą się z nią. Bardzo często jednak krótkowzrocznie poświęcają ją dla władzy, ulegając złudzeniom współczesnego myślenia stadnego. Dopiero na starość, gdy ich uroda zaczyna przemijać, uświadamiają sobie, że dawno temu wymieniły swój najcenniejszy niematerialny atut na coś innego.
Źródło: Women & The Death of Femininity
Zobacz na: Lęk przed przegapieniem czegoś [FOMO]
Wdzięczność: antidotum na lęk przed przegapieniem czegoś [FOMO]
Feminizm obnażony: Nasza ślepota na kobiece zło – David Shackleton
Najnowsze komentarze