Demografia ma znaczenie dla każdego faceta – Rian Stone

2 wrzesień 2026

Demografia ma znaczenie dla każdego faceta

Nienawidzę czytać cudzych tekstów opiniotwórczych o randkowaniu, seksie, związkach czy po prostu o ogólnym funkcjonowaniu rynku seksualnego z tego samego powodu, dla którego nienawidzę czytać tekstów opiniotwórczych na większość tematów: są pisane z myślą o ludziach bez żadnego doświadczenia w prawdziwym świecie, przez co skupiają się na abstrakcyjnych i wątpliwych statystykach, wciskanych na siłę po to, by zilustrować sztucznie wykreowany problem, który następnie ma zagonić ludzi do jakiejś płatnej społeczności na abonament, sprzedawanej akurat przez autora. Co gorsza, niektórzy robią to nawet nie dla pieniędzy, tylko dla samej frajdy z tej gry.

Przedstawię dwa punkty i dwa możliwe rezultaty. Na końcu nie dostaniecie ode mnie żadnej recepty, choć tak wielu ludzi uwielbia je rozdawać. Robię tak dlatego, że nie próbuję wciskać do tej dyskusji własnej inteligencji ani talentu. Nie jestem narcyzem i ten tekst nie jest o mnie. Jestem głęboko przekonany, że pod tym względem jestem niemal osamotniony. To szczerość zamiast budowania wizerunku. Zero pierdolenia. Odświeżająca odmiana.

To twoim zadaniem jest wymyślić, jak się w tym wszystkim poruszać. To ty będziesz musiał zdecydować, czego chcesz i co jesteś gotów poświęcić, żeby to zdobyć. Jeśli potrzebujesz sekty, jestem pewien, że Tate albo Sara Stock z przyjemnością powiedzą ci, co masz robić.

Nie będę też wskazywał żadnych statystyk, badań, filmów ani cudzych esejów odsyłających do statystyk, badań czy filmów. Będziesz musiał użyć własnej głowy i własnego doświadczenia, żeby ocenić, czy to, co mówię, ma znaczenie, czy nie. W naszej przestrzeni zawsze tak robiliśmy.

Jest ku temu kilka powodów. Jajogłowi w najlepszym razie produkujący „obiektywny konsensus” albo tkwią w kryzysie kompetencji i replikowalności, albo w najgorszym świadomie uprawiają propagandę wymierzoną w możliwość poznania prawdy.

To, dlaczego robią to, co robią, nie ma znaczenia. Czy naprawdę coś ci da wiedza, że jest to po prostu chciwa instytucja pełna chciwych skurwysynów próbujących zarobić na twojej uwadze, którą zdobywa się głównie poprzez strach, gniew i oburzenie? Albo że są to ludzie zapierdalający jak woły, żeby uzasadnić swoją dalszą ekonomiczną nieprzydatność?

Nieszczególnie.

Nie musisz wiedzieć, jak zbudowany jest samochód, żeby wiedzieć, jak nim jeździć i dokąd inni próbują cię skierować. Pytanie „dlaczego?” staje się nieistotnym ćwiczeniem w gapieniu się we własny pępek i łudzeniu się, że szwajcarski zegarek, jakim jest świat, da się w pełni poznać, jeśli tylko zidentyfikujesz każde kółko zębate i każdą sprężynkę. Nigdy nie zrozumiesz świata w całości i to jest w porządku. Po prostu odpuść.

Pierwsza kwestia jest taka, że kobiety wolą starszych mężczyzn bardziej, niż wolały ich, kiedy same były młodsze. Nie ma znaczenia, jak przystojny albo jak wielki sukces odnosisz w wieku dwudziestu trzech lat. Przystojny, dystyngowany facet odnoszący sukcesy, który dobija do trzydziestki piątki, zawsze będzie bardziej atrakcyjny.

Spójrz na własne doświadczenia. Czy ty po rozwodzie nie skończyłeś, pieprząc młodsze i bardziej podatne na wpływ kobiety niż ty sam, kiedy byłeś młody i wolny? Jeszcze nie spotkałem ani nawet nie słyszałem o facecie, który powiedziałby, że było odwrotnie. Może nadal jesteś młodym facetem i nie jesteś pewien, czy mam rację. W takim razie jesteś podatny na NAÓKĘ!™, statystyki i całą resztę tego pierdolenia.

Drugi punkt jest taki, że mężczyźni wolą młodsze kobiety od ich starszych wersji. Nie ma znaczenia, jak wielkie ma cycki ani jak dobrze robi laskę w wieku trzydziestu pięciu lat. Młodsza i mniej spełniona wersja tej samej kobiety w wieku dwudziestu trzech lat zawsze jest bardziej atrakcyjna.

Spójrz na własne doświadczenia. Czy po rozwodzie patrzyłeś na swoją byłą żonę i myślałeś, że gdybyś poznał ją dzisiaj, starałbyś się o nią równie mocno jak wtedy, gdy była młodą laską uwielbiającą tequilę i kutasy?

Jedyni mężczyźni, od których słyszę coś przeciwnego, to zazwyczaj faceci, którzy dochodzą do wniosku, że zdobywanie młodszych kobiet wymaga zbyt wiele wysiłku, więc uczą się lubić to, co są w stanie dostać.

Może jesteś starszą kobietą i jesteś zgorzkniała, że w ogóle ośmielam się coś takiego sugerować. Ty również jesteś podatna na NAÓKĘ!™, statystyki i całą resztę tego pierdolenia.

 

Gdzie demografia ma znaczenie

 

Druga kwestia dotyczy demografii. W rosnącej populacji jest więcej ludzi młodych niż starych. Starsi mężczyźni mają więcej możliwości wyboru, podczas gdy kobiety mają ich mniej. Ponieważ przystojni, dystyngowani, czarujący i odnoszący sukcesy mężczyźni stanowią wąskie gardło, młodsi mężczyźni również mają więcej możliwości. Kobiety nauczą się lubić to, co jest dostępne. Złapanie młodego faceta i postawienie na ten los na loterii z nadzieją, że dojedzie z nim do swojego szczytu, wcale nie jest złym interesem.

W kurczącej się populacji jest więcej ludzi starszych niż młodych. Starsi mężczyźni mają mniej możliwości, a kobiety mają mniej okazji, żeby postawić na ten „los na loterii” w postaci młodego faceta. Starsi faceci walczą o mniejszy kawałek tortu, a jednocześnie przyćmiewają młodszych mężczyzn. Konkurencja o kobiety po prostu staje się trudniejsza. Kropka.

Nie potrzebujesz statystyk, żeby to zobaczyć. Wsiądź do samolotu do Vegas, leć odwiedzić rodzinę albo wyskocz na tydzień do Meksyku, gdziekolwiek. Lotniska są pełne siwych włosów i powolnych kroków. Idź na koncert, do restauracji, na mecz baseballowy albo na dowolne inne wydarzenie skupiające przekrój społeczeństwa. Publiczność i kibice są starsi i bardziej siwi.

Nie potrzebujesz statystyk, aby to dostrzec. Potrzebujesz oczu i kontaktu z rzeczywistym światem.

A zatem, skoro starszych mężczyzn jest znacznie więcej w stosunku do młodszych kobiet niż, powiedzmy, dwadzieścia lat temu, mężczyźni znajdujący się u szczytu swojej atrakcyjności stali się wąskim gardłem. Wszystko, co obserwujesz, jest pochodną demografii. Kobiety walczące o bonanzę w postaci faceta u szczytu mają mniej innych kobiet, z którymi muszą konkurować i więcej mężczyzn do wzięcia. Jeszcze nigdy mężczyznom nie było łatwiej się przespać z kobietą.

Jednocześnie młodsi mężczyźni spotykają się z coraz gorszym nastawieniem ze strony kobiet. Tak właśnie wygląda demografia wtedy, gdy zaczyna mieć znaczenie. Istnieją tony statystyk próbujących to wszystko wyjaśnić w inny sposób poprzez omijanie prostych praw podaży i popytu. Ich autorzy bardzo ciężko nad tym pracują, a ich wyjaśnienia stają się coraz bardziej zawiłe i abstrakcyjne. W końcu ignorowanie tego, co oczywiste, wymaga mnóstwa pracy.

 

Ignoruj „dlaczego”, skup się na „co”, a potem na „jak”

 

Jeżeli dzięki temu będziesz lepiej spał w nocy, zwal wszystko na feminizm, Żydów, liberałów czy cokolwiek innego. Ten straszak, który rzekomo niszczy twoje szanse na miłość, romans i seks, jest bez znaczenia. Kimkolwiek są ci mityczni „Oni”, o których mówisz i tak nie robią tego wszystkiego po to, żeby zrobić ci na złość.

Krople deszczu tworzą kałużę, kałuże prowadzą do powodzi, nikt nie jest za nią odpowiedzialny i nikt nawet przez chwilę nie pomyślał o biednym skurwysynu, którego porwało całe to szaleństwo. Pytanie „dlaczego?” jest stratą czasu i energii.

Znacznie pilniejszą kwestią jest CO zamierzasz z tym zrobić oraz JAK zamierzasz osiągnąć owo „co”.

Mnóstwo ludzi koncertowo rozpierdala sobie życie albo odnosi spektakularne sukcesy, dając ci przy okazji pewien wgląd w potencjalne odpowiedzi na pytanie „co robić?”. Ekspaci (paszportowi bracia), tradycyjni konserwatyści, faceci budujący swoją markę na Instagramie, fanatycy aplikacji randkowych albo zwykły status quo,  poznawanie dziewczyn na studiach itd., itp.. Po prostu patrz i się ucz.

Oczywiście wszyscy kłamią i udają, że dokonali najlepszych możliwych wyborów. Każdy ma na głowie swoje wiadro i twierdzi, że jest ono pełne najlepszych żon, najlepszych cip i najlepszych rodzin na świecie, po czym będzie żądał, żebyś ty również założył takie wiadro na głowę. Możesz to zignorować. Po prostu pozwól im gadać.

Mnie na przykład zajęło zaledwie pięć lat, żeby zobaczyć, jak powinienem budować własną markę dla mojego internetowego biznesu. Obserwowałem Anthonych Johnsonów, Jonów Anthonych, Donovanów Sharpe’ów, Stirlingów Cooperów, Richów Cooperów, Rollo Tomassich, Rooshów V, MLD Jonów, Roissych i Romanów McClayów tego świata, tych nazwisk pewnie nie znasz, jak nosili swoje wiadra na głowach i dzisiaj widzę, gdzie się znaleźli. I ty też możesz to zobaczyć.

Pośród całego ich napinania muskułów, przechwałek i buńczuczności stało się bardzo jasne, komu udało się odnieść sukces ze swoim „wiadrem”, a komu nie. Niektórzy z tych facetów radzą sobie zajebiście. Inni radzą sobie całkiem nieźle. Jeszcze więcej radzi sobie koszmarnie, a kilku wręcz umarło przez własne pierdolenie. To jest lepsza robota terenowa niż cokolwiek, co dostaniesz ze statystyki wartej miliard dolarów i od influencera wartego milion, który wciska ci rozwiązania za tysiąc dolarów na cipę wartą sto dolarów.

 

Równoległa edukacja

 

I równie dobra jest równoległa informacja. Wracając do przykładów związanych z budowaniem marki: mogę nie mieć długoterminowego obrazu tego, jak ekonomicznie wygląda życie Czerwono Pigułkowych influencerów. Istnieją jednak branże o podobnych cechach, które funkcjonują wystarczająco długo, żeby taki obraz dawały. Świetnymi przykładami są branża modowa i branża odchudzania.

Branża modowa praktycznie nie ma ochrony własności intelektualnej. Zara jest dzięki temu firmą wartą wiele miliardów dolarów. Może podkradać najnowsze trendy i wypuszczać ich kopie taśmowo, bez żadnych konsekwencji. Tak samo ja mogę napisać najbardziej zajebiste książki o rozwijaniu Ramy i stosowaniu Przerażenia w kiepskim małżeństwie, tylko po to, żeby następnego dnia zobaczyć, jak wyrasta sto ich kalek.

Podobnie jak moja przestrzeń, branża modowa przypomina mecz piłki nożnej sześciolatków: ktoś kopie piłkę, czyli odnosi wielki sukces, a chwilę później cały tłum rzuca się w jej stronę i ją oblega.

Branża odchudzania z kolei praktycznie nie ma żadnych strażników przy bramie. Nie istnieje odpowiednik egzaminu adwokackiego, nie ma też konsekwencji za wciskanie ludziom bzdur. Możesz sprzedawać przemysłową chemię albo chińskie peptydy i niezależnie od tego, czy działają, czy nie, czy rozpierdalają ci wątrobę, czy nie, to interes dalej się kręci.

Co więc robisz? Ja z branży modowej biorę ideę innowacji. Oni bez przerwy wypuszczają coś nowego. Większość tych rzeczy się nie przyjmuje, ale niektóre zostają. Jeśli przez cały czas jesteś o rok przed konkurencją, zgarniesz lwią część korzyści z nowych trendów.

Dlatego zawsze pracuję nad czymś nowym i innym. Ktoś może bezczelnie zerżnąć ode mnie Ramę, ale nie będzie w stanie dotrzymać mi kroku. Ja pracuję na życie, a oni mogą co najwyżej dojść tam, gdzie ja byłem w zeszłym roku.

Z branży odchudzania biorę natomiast ideę reputacji. Sprzedawanie ludziom cudownego olejku na wszystko działa tylko wtedy, gdy jesteś chciwy, samolubny albo jedno i drugie. Istnieją drogie branże, które zarabiają dzięki zdobywaniu zaufania ludzi i niezdradzaniu tego zaufania.

Kliniki liposukcji, chirurdzy plastyczni i trenerzy fitness, którym dobrze się powodzi, mają lojalną, dobrze płacącą klientelę oraz reklamę z polecenia. Opakowują swoją działalność jako luksus. Nie sprzedają ci utraty tłuszczu, tylko sprzedają ci ekskluzywność.

Dlatego robię wszystko, co mogę, żeby kiedy zaczynam gadać, moi fani mogli ufać temu, co mówię. W krótkiej perspektywie oznacza to rezygnowanie z groszy w nadziei, że w przyszłości zaczną wpadać dolary.

Widzicie moje wiadro. Bóg jeden wie, że piszę o nim wystarczająco dużo. Możecie sami je ocenić. Jestem tylko kolejnym punktem danych, dokładnie tak samo jak wszyscy ludzie, których wcześniej wymieniłem. Zastosuj tę samą zasadę do swojego życia seksualnego.

Źródło: Demographics matter for every single man

 

Zobacz na: „Dlaczego” to cholernie głupie pytanie | Rian Stone
Od rzeczywistości do hiperrzeczywistości
Badania recenzowane – Święty Graal prawdy?
Leonard Peikoff: Arystoteles: Ojciec Logiki – Historia Filozofii Zachodniej (część 15 z 50)