Biologiczna macocha: poradnik dotyczący opieki nad dzieckiem – Rian Stone

Najlepszy moment, żeby zapewnić sobie prawo do opieki nad dziećmi, był 20 lat temu. Drugi najlepszy moment jest dzisiaj.
Nie znoszę Działaczy na Rzecz Praw Mężczyzn (Men’s Rights Advocates – MRA). To banda jęczydupów, którzy uważają się za męskich feministów, pozwalają kobietom kierować swoim „ruchem”, o ile w ogóle można to tak nazwać, a przez ostatnie 50 lat nie dostrzegłem, żeby cokolwiek wywalczyli. Gdybym miał streścić całą tę ideę, powiedziałbym, że chodzi o mężczyzn, którzy kupili hasło równości i postanowili stworzyć feminizm, tyle że dla facetów. To nie działa, ponieważ feminizm nie jest ruchem ani ideologią, lecz taktyką. Taktyka ta polega na wykorzystaniu męskiego instynktu opiekuńczego jako broni do zdobywania coraz więcej. Więcej czego? Po prostu więcej. Więcej wolności, mniej odpowiedzialności, więcej władzy, więcej pieniędzy, więcej miejsc pracy i po prostu… więcej.
Wspominam o nich dlatego, że jednym z ich głównych zarzutów jest niesprawiedliwość systemu sądów rodzinnych. I nie mylą się. Problem nie polega jednak na tym, że sądy traktują mężczyzn jak obywateli drugiej kategorii, lecz raczej na tym, że w swoich rozstrzygnięciach przypisują mniejszą wartość rzeczom, które cenią mężczyźni. To takie typowo kobiece podejście. Na przykład przeciętny facet uważa, że jego zadaniem jest utrzymywać rodzinę i ją chronić. Zdobywa świetną pracę, kupuje broń palną i zapierdala jak wół, żeby dobrze wywiązywać się z obu tych obowiązków. Ale podczas postępowania rozwodowego żona może oskarżyć mężusia o niestabilność psychiczną i wskazać, że trzyma w domu broń. Wtedy przewrażliwione państwo wkracza, żeby zająć się jednym i drugim, tak na wszelki wypadek, oczywiście dla dobra dzieci.
Nie pomaga również to, że kiedy w tym rzadkim przypadku rzeczywiście trafi się jakiś wariat z bronią, jego historia jest nagłaśniana wszędzie, gdzie tylko się da. Służy jako straszak. To właśnie jest przyczyną Paradoksu Emaskulacji.
Nie cierpię rozmawiać o statystykach, ale w tym przypadku dobrze ilustrują one, co się dzieje. Większość rozwodów bierze się stąd, że żona nie jest szczęęęśliwa. Nie ma przemocy, nie ma zdrady, nie dzieje się właściwie nic gorszego niż zwykłe problemy finansowe, które zresztą są zjawiskiem powszechnym. Niemal zawsze chodzi o to, że żoneczka nie jest szczęęęśliwa. (Celowo przeciągam to „ęęę”). Dlatego te rzadkie, skrajne przypadki, kiedy mężczyzna zostaje aresztowany, traci podczas rozwodu ostatnią koszulę, zostaje zastrzelony przez policję albo staje się „tatą od dni powszednich” (długa historia), są wyciągane na pokaz, żeby trzymać całe to bydło w ryzach.
Działacze na Rzecz Praw Mężczyzn [MRA] wolą jęczeć, narzekać i „budować świadomość”, co jest po prostu zakamuflowanym określeniem na budowanie własnej marki osobistej bez zobowiązywania się do zrobienia czegokolwiek konkretnego. Tymczasem faceci z Czerwonej Pigułki wśród których wielu z nas jest prawnikami, jeszcze więcej jest po rozwodzie, a całkiem spora grupa uzyskała w sądach rodzinnych rozsądne lub korzystne dla siebie rozstrzygnięcia, przyjrzeli się przepisom, procedurom i decyzjom, które możemy podejmować, żeby jakoś poruszać się po tym piekielnym bagnie. I okazuje się, że prawo jest bezstronne, choć nie jest sprawiedliwe. Co to właściwie oznacza?
Chcesz pracować i mieć żonę, która siedzi w domu. Sąd uznaje więc, że zawarłeś z nią tego rodzaju układ ekonomiczny i dobrowolnie zdecydowałeś się wziąć ją na swoje utrzymanie. Nie ma żadnego powodu, żeby po rozstaniu cokolwiek zmieniać: dzieci są szczęśliwe, żona jest szczęśliwa, a wy oboje zgodziliście się na taki układ. Dlatego, pomijając realia ekonomiczne, w których większość mężczyzn ma pracujące żony, posiadanie żony zajmującej się wyłącznie domem jest dla faceta kiepskim wyborem. Po co samemu przekonywać sąd, że chcesz za nią płacić, niezależnie od tego, czy nadal ją ruchasz, czy nie?
A zatem sądy są w rzeczywistości sprawiedliwe, tyle że kryteria, którymi się posługują, faworyzują tradycyjną rolę kobiety i działają na niekorzyść tradycyjnej roli mężczyzny. Jak więc poruszać się w takim systemie? Przestań próbować odgrywać rolę patriarchy, poznaj zasady, które ci narzucono i naucz się grać tak, żeby wygrać. Brzmi to jak zbiór pustych, chwytliwych frazesów, więc czytaj dalej.
Biologiczna macocha
Pierwotnie tekst ten napisał prawnik posługujący się pseudonimem Red Curious. Rozbudowałem, zredagowałem i uporządkowałem tę koncepcję, ponieważ nie chcę, żeby ktokolwiek odniósł wrażenie, że wypowiadam się tutaj jako prawnik posiadający uprawnienia do wykonywania zawodu.
”Jako adwokat specjalizujący się w sprawach rozwodowych mam ten przywilej, że mogę obserwować:
— Dlaczego rozpada się większość małżeństw.
— Jak różne modele rodziny i wychowywania dzieci funkcjonują w kontekście nowych związków moich klientów oraz stron przeciwnych.Nie potrafię sobie wyobrazić ani jednego adwokata rozwodowego płci męskiej, który by temu zaprzeczył. Kobiety wykonujące ten zawód mają znacznie silniejsze chomiki racjonalizujące, dlatego rzadko im ufam.
Jeśli chodzi o modele rodzinne, które rzeczywiście się sprawdzają, opracowałem teorię, którą nazywam „biologiczną macochą”. Opiera się ona na jednej niepodważalnej zasadzie dotyczącej spraw rozwodowych i przyznawania opieki nad dziećmi: Mężczyźni nie otrzymują prawa do opieki nad dziećmi po rozwodzie, ponieważ w trakcie małżeństwa nie żyją tak, jakby sprawowali nad nimi wyłączną opiekę.
Wspólne rodzicielstwo to temat na inną rozmowę. Mężczyźni muszą zbudować podświadome przekonanie, że to oni sprawują opiekę nad swoimi dziećmi, zarówno w umysłach swoich żon, jak i, co jeszcze ważniejsze, w świadomości sądów.”
Kontekst prawny
„Chociaż przepisy się zmieniają, sprawy dotyczące opieki nad dziećmi zawsze pozostawiają pewien zakres swobody uznaniowej sędziom. To nigdy się nie zmieni. A ta swoboda uznaniowa zawsze będzie nieznacznie przechylać szalę na korzyść matek, niezależnie od tego, co zapisano w ustawie.
Sędziowie z natury przywiązują wagę do utrwalonych praktyk, nawet jeśli zostały już formalnie zniesione. Tradycja nakazuje traktować matkę jako domyślnego rodzica sprawującego opiekę nad dzieckiem. Wielu sędziów wykonuje ten zawód jeszcze od czasów sprzed zmiany przepisów i nie potrafi wybić sobie z głowy dawnych przyzwyczajeń.
Prawo nadal domyślnie przyznaje opiekę matce tylko dlatego, że dziecko wyszło z jej brzucha. Tymczasem mężczyzna nie może mieć nawet pewności, że jest ojcem, dopóki nie otrzyma wyników badania DNA.”
Uwaga autora: Nie wiem, czy testy DNA zamawiane przez internet mogą mieć moc prawną, ale obecnie rzeczywiście możemy zabezpieczyć swoje prawa do opieki nad dzieckiem. Przykro mi, Francjo.
„Prawo rozwodowe różni się nieco od przepisów dotyczących opieki nad dziećmi, ponieważ zakłada wspólne sprawowanie opieki przez oboje rodziców. Jednak uprzedzenia prawne wywodzące się z prawa dotyczącego nieletnich nadal funkcjonują na poziomie podświadomym, ponieważ większość sędziów orzekających w sprawach rozwodowych zajmuje się również sprawami nieletnich.
Prawo aborcyjne sugeruje, że dzieci są własnością matki. To jej ciało, więc to ona może decydować, czy dziecko będzie żyło, czy umrze. Kiedy dziecko przychodzi na świat, sytuacja nieco się zmienia, ale prawny sposób myślenia, zgodnie z którym „to ona decyduje, co stanie się z jej dzieckiem”, podświadomie przenika również do prawa rodzinnego i spraw dotyczących nieletnich.
Większość sędziów orzekających w sprawach rodzinnych i dotyczących nieletnich to kobiety. Jeśli chodzi o tych nielicznych mężczyzn, to niemal zawsze są to ukryte bety, które stawiają kobiety na piedestale. Odgrywają samców alfa, ponieważ sala sądowa należy do nich i dysponują autorytetem wynikającym z zajmowanego stanowiska, ale nie mają żadnego autorytetu wypływającego z ich własnej osobowości. Nadal rzucają z sędziowskiej ławy dowcipami w rodzaju: „Znalazł się pan tutaj, bo nie pozmywał pan naczyń, tak jak żona kazała, prawda?”.
Czy ojcowie mogą wywalczyć prawo do opieki nad dziećmi? Oczywiście. Sam robię to cały czas. Ale kobiety nie wierzą, że jest to możliwe, dopóki rzeczywiście się nie wydarzy. I to jest kluczowe. Kobiety podejmują decyzje na podstawie własnego postrzegania rzeczywistości, a nie tego, jak rzeczywistość faktycznie wygląda. Poniżej przedstawiam dwa modele rodzicielstwa, które często prowadzą do napięć w małżeństwie oraz trzeci, z którego moim zdaniem faceci mogą się czegoś nauczyć.”
Tradycyjna matka biologiczna
Matka biologiczna ma wyjątkową i niczym nieskrępowaną relację ze swoimi dziećmi. Nosi je w łonie, karmi piersią, kiedy są małe i często bierze na siebie główną odpowiedzialność za ich podstawowe potrzeby, wzrost i rozwój. Z praktycznego punktu widzenia są to jej dzieci. Dotyczy to szczególnie matek, które pozostają w domu i zajmują się wychowywaniem potomstwa.
Ty, jako ojciec, uczestniczysz w wychowaniu dzieci tylko w takim stopniu, w jakim ona uznaje twój udział za korzystny dla ich rozwoju. Jeśli zaczniesz robić coś, co jej się nie podoba, urządzi histerię albo po prostu odejdzie. Co ważniejsze, może na niezliczone sposoby podkopywać twoją relację z dziećmi. Alienacja rodzicielska naprawdę istnieje. I sika na siedząco.
Tradycyjna macocha
Macochy uznają, że to ich mąż jest najwyższym autorytetem w sprawach dotyczących dziecka. Jeśli związek się rozpadnie, macocha godzi się z faktem, że nie będzie miała żadnych praw do sprawowania nad nim opieki. W rezultacie nie bierze na siebie osobistej odpowiedzialności za wzrost i rozwój dziecka, pozostawiając ją mężowi. Uznając go za osobę odpowiedzialną, postrzega siebie jako pomocniczkę, która wspiera go w wychowywaniu dziecka.
Niestety macochy często zachowują podświadomy dystans emocjonalny. Wynika to właśnie z kwestii praw do opieki nad dzieckiem. Nie chcą tworzyć bliskiej więzi z kimś, kogo pewnego dnia mogą już nigdy więcej nie zobaczyć. Wielokrotnie słyszałem, że największym lękiem kobiety jest porzucenie. W tym przypadku nie chodzi jednak o porzucenie w związku romantycznym, lecz o utratę relacji między rodzicem a dzieckiem. Dla kobiet jest to zbyt bliska więź, żeby ryzykować jej utratę. Dlatego macochy podświadomie zachowują dystans i pozwalają swoim mężom pozostać ostatecznym autorytetem oraz emocjonalną opoką dla dzieci.
Nie żebym chciał znowu dowalać działaczom MRA, ale wielu z nich opowiada swoje łzawe historyjki o tym, jak związali się z samotną matką, potem się z nią rozstali, a następnie zostali porzuceni przez dzieci, które pokochali i przez matkę, którą znosili tylko po to, żeby nadal móc odgrywać rolę tatusia. Potrafią być naprawdę bezużytecznymi, jęczącymi nieudacznikami.
Biologiczna macocha
Jest to stosunkowo rzadkie zjawisko, występujące wtedy, gdy pary po rozwodzie lub stojące na jego krawędzi postanawiają do siebie wrócić. Dotyczy to szczególnie sytuacji, w których ojciec wykazał, że ma duże szanse uzyskać prawo do opieki nad dziećmi albo wspólne sprawowanie opieki, a matka nie będzie już automatycznie uznawana za głównego opiekuna.
Jeśli ojciec przekona do tego matkę za pomocą przemocy psychicznej typu „Lepiej nigdy ode mnie nie odchodź, bo zabiorę ci dzieci”, a ona mu uwierzy, powstaje inny model macierzyństwa, odmienny od koncepcji biologicznej macochy. Nie będę się tutaj w to zagłębiał. Wystarczy powiedzieć, że taki układ jest szkodliwy i zazwyczaj prowadzi do wychowania niezdyscyplinowanych dzieci.
Biologiczna macocha to sytuacja, w której kobieta szanuje autorytet ojca, zamiast się go bać. Kiedy tradycyjna matka biologiczna wreszcie uznaje, że dzieci nie są jej wyłączną własnością, stają się one „naszymi dziećmi”. Wiele tradycyjnych matek biologicznych używa tego określenia, ale tak naprawdę nie czują tego ani nie postępują zgodnie z nim, dopóki jedna rzecz nie zostanie im mocno wbita do głowy: prawo nie stanie po twojej stronie.
Mam tutaj wyraźną przewagę, ponieważ jestem adwokatem rozwodowym. Moja żona wie, że nie dopuszczę do sytuacji, w której to ona uzyskałaby opiekę nad dziećmi, a ja wiem, jak obalać fałszywe oskarżenia. Dla mężczyzn, którzy nie są adwokatami rozwodowymi, kluczem do wykształcenia takiego sposobu myślenia u żony jest przekonanie jej o jednym: to ty, ojciec, jesteś głównym opiekunem dzieci, a nie ona.
Postrzeganie jednego z rodziców jako głównego opiekuna ma decydujące znaczenie w zdecydowanej większości spraw o opiekę nad dziećmi, nawet w stanach, w których samo to określenie zostało usunięte z przepisów. Tradycyjne matki biologiczne, kształtując swoje podejście do rodzicielstwa, podświadomie opierają się na domyślnym założeniu, że to kobiety są głównymi opiekunami dzieci. Kiedy jednak pojawia się ryzyko utraty opieki, a kobieta chce utrzymać małżeństwo, jej podejście do kwestii wychowawczych zmienia się diametralnie.
Właśnie wtedy matka biologiczna zaczyna przejmować określone cechy macochy, nie tracąc przy tym tego, co najważniejsze w tradycyjnej więzi między biologiczną matką a dzieckiem:
— Przekazuje odpowiedzialność za wychowanie dzieci z powrotem ojcu, uznając go za osobę sprawującą nad nimi autorytet.
— Żyje tak, jakby była osobą wspierającą, której zadaniem jest wprowadzanie w życie decyzji wychowawczych podejmowanych przez męża.
— Zmienia się jej sposób funkcjonowania w domu. Cieszy się wygodą życia w jego domu, a nie w swoim domu czy ich wspólnym domu.
— Nadal łączy ją z dziećmi ta sama pełna miłości więź, którą mają tradycyjne matki biologiczne, ale nie wykorzystuje już tej więzi jako pretekstu do odbierania ojcu autorytetu. Dzieci pozostają silnie związane emocjonalnie z matką, a jednocześnie mogą rozwijać zarówno miłość, jak i szacunek do ojca. Matka wspiera ten proces, zamiast go podważać, ponieważ dzieci również podświadomie rozumieją, że to tata sprawuje nad nimi opiekę. A dodatkowy bonus? Jeśli rzeczywiście dojdzie do rozwodu, zgadnij, z kim teraz będą chciały zamieszkać?
Nie musisz się rozwodzić, żeby do tego doprowadzić.
Chcę, żebyś wzięła na siebie wszystkie obowiązki rodzica sprawującego opiekę nad dziećmi, ale jednocześnie chcę zachować autorytet wynikający z mojej pozycji. Jak mówi John Maxwell, przywództwo polega na wywieraniu wpływu, a nie na zajmowaniu określonej pozycji.
Mąż musi przyjąć następujące podejście, niezależnie od tego, czy ma ono jakikolwiek sens z prawnego punktu widzenia:
To mój dom. Zapewniłem swoim dzieciom miejsce, w którym mogą mieszkać i prawidłowo się rozwijać. Zaprosiłem ją, żeby zamieszkała tu ze mną, ponieważ tego właśnie chcę. Będę dbał o dom tak, jakby odpowiedzialność za niego spoczywała wyłącznie na mnie. Dokładnie tak samo, jak wtedy, gdybyśmy tylko ze sobą chodzili, a ona po prostu często u mnie przebywała.
A NIE:
To nasz wspólny dom i oboje ponosimy taką samą odpowiedzialność za jego utrzymanie. Lepiej niech wywiązuje się ze swojej części obowiązków.
Mój czas należy do mnie, a ja inwestuję go w wychowywanie naszych dzieci. Zapraszam ją, żeby spędzała ten czas razem ze mną, ponieważ lubię jej towarzystwo. Będę gospodarował swoim czasem w sposób, który pozwoli naszej rodzinie pogodzić efektywność, produktywność i przyjemność. Jako moją żonę zapraszam ją do uczestniczenia w tym wszystkim, ale to nie ona decyduje, jak dysponuję swoim czasem.
A NIE:
Jesteśmy małżeństwem. Oboje mamy wobec siebie zobowiązania. Musimy więc organizować swój czas tak, żeby wywiązywać się z tych wzajemnych obowiązków.
To moje pieniądze, które inwestuję w wychowanie naszych dzieci. To ja ustalam domowy budżet. Nawet jeśli ona pracuje zawodowo, dzieje się tak dlatego, że to ja kieruję sposobem, w jaki realizuje swoją rolę, zamiast pozostawać matką zajmującą się wyłącznie domem i dziećmi. Pozwalam jej wydawać pieniądze w granicach budżetu, który ustaliłem dla rodziny, ponieważ jest to dla mnie korzystne i buduje jej zaufanie.
A NIE:
Każde z nas może robić ze swoimi zarobkami, co tylko zechce. Albo: każde z nas wnosi do małżeństwa coś innego, więc oboje mamy prawo decydować o tym, na co wydajemy pieniądze.
Zmiana utrwalonych schematów
Prawdę mówiąc, gdyby doszło do rozwodu, żadne z tych twierdzeń nie obroniłoby się przed sądem. Ale pamiętaj: kobiety nie chcą czuć się jak żony. Chcą czuć się jak seksowna dziewczyna, która spotyka się z kawalerem mającym wszystko poukładane.
Właśnie dlatego, zanim została twoją żoną, czuła te wszystkie przyjemne motylki w brzuchu, a przestała je czuć, kiedy zacząłeś traktować ją jak żonę.
Kompleks Madonny i ladacznicy znów pokazuje swoją paskudną gębę.
Żyj tak, jakbyś był samotnym ojcem sprawującym wyłączną opiekę nad swoimi dziećmi, który spotyka się z seksowną laską i lubi mieć ją przy sobie. Takie podejście może wykształcić w niej sposób myślenia charakterystyczny dla macochy.
Macochy często akceptują fakt, że wchodzą w już istniejący, ukształtowany system rodzinny. Robią to, ponieważ ten system im odpowiada. Jeśli facet jest betą, pozwoli jej ten system zmienić. Problem w tym, że często sama nie jest później zadowolona z tego, co z niego zrobiła. Stąd kolejne rozwody i ponowne małżeństwa.
Jak już wielokrotnie powtarzano: kobiety nie wiedzą, czego chcą. Kiedy wydaje im się, że wiedzą i próbują to zdobyć, często kończą rozczarowane. Jeśli jednak mąż powie kobiecie, czego powinna chcieć, a następnie jej to zapewni, może wydarzyć się jedna z dwóch rzeczy:
— Okaże się, że miał rację, a ona zacznie go szanować za to, że tak dobrze ją zna i potrafi ją uszczęśliwić.
— Okaże się, że nie miał racji, ale ona uzna, że mąż czegoś spróbował i po prostu mu nie wyszło. To jego wina, że nie jest szczęśliwa, a nie jej. Przy okazji będzie zadowolona, że może obwinić kogoś innego za własne nieszczęście.
To podświadomy ratunek przed alternatywą: kobiecie nie udaje się samej siebie uszczęśliwić, co wywołuje mały kryzys, ponieważ szczęście staje się czymś nieuchwytnym, co nieustannie pozostaje poza jej zasięgiem. Odbierz jej kontrolę nad własnym szczęściem, a paradoksalnie będzie znacznie szczęśliwsza.
Matryca Standardów i Ram Czasowych
Nieszczęśliwe żony i ojcowie kochający futbol
Niektórzy faceci narzekają, że cokolwiek zrobią, ich żony i tak nie są szczęśliwe. Wiecznie są niezadowolone i skwaszone. Takim mężczyznom mówię: nie rezygnujcie z mentalności stabilnego męża.
Nawet jeśli jego sposób działania raz za razem nie uszczęśliwia żony, z czasem i tak nauczy się ona kochać stworzony przez niego system. Nie tylko dlatego, że daje jej on wymówkę dla własnej nieumiejętności rozumienia swoich emocji, ale również dlatego, że będzie czuła spełnienie, przyczyniając się do czegoś większego niż ona sama.
To trochę tak, jak wtedy, gdy mężczyzna cieszy się ze zwycięstwa swojej ulubionej drużyny sportowej. Przeżywa radość pośrednio, poprzez zawodników. Jego życie tak naprawdę w żaden sposób się nie poprawiło, ale jego stan emocjonalny się zmienia, ponieważ zmienił się stan emocjonalny zawodników.
Angażując się emocjonalnie w losy drużyny, stał się częścią jej systemu i pozwolił, by jego własne emocje zależały od jej sukcesów i porażek.
Twoja żona robi z tobą dokładnie to samo.
Warto też zauważyć, że gdybyś zobaczył na boisku drużynę grubych albo wychudzonych nałogowców od gier komputerowych i porno, to nawet gdyby jakimś cudem wygrali Super Bowl, nie byłbyś szczególnie podekscytowany ich zwycięstwem. Nie miałbyś też do nich za grosz zaufania przed kolejnym sezonem. Uznałbyś, że po prostu im się poszczęściło.
Dlatego właśnie sprawność fizyczna jest tak ważna: bądź człowiekiem, który wygrywa regularnie, a nie takim, któremu od czasu do czasu przypadkiem uda się wygrać.
Odzyskaj pozycję stabilnego męża
Najważniejsze jest po prostu to, żeby przejąć stery. Zachowuj się tak, jakbyś był samotnym ojcem, który spotyka się z seksowną laską i zaprosił ją, żeby z nim zamieszkała. Nawet jeśli nie uważasz swojej żony za seksowną i tak traktuj ją tak, jakby była. Kiedy poczuje się seksowna, zacznie bardziej się starać, żeby wyglądać jeszcze seksowniej.
Uwaga autora: Frenchie, jeden ze starszych, naprawdę wartościowych facetów ze społeczności Czerwonej Pigułki, miał taki zwyczaj, że traktował cię tak, jakbyś już robił coś zajebistego. Nie próbowałeś nawet z nim dyskutować, po prostu brałeś się za to i robiłeś swoje.
Połączyłem wszystkie kalendarze w jeden, więc teraz to ja ustalam terminy wizyt dzieci u lekarza, organizuję przyjęcia urodzinowe, lekcje pływania i całą resztę. Żona widzi, że to ja jestem głównym rodzicem odpowiedzialnym za dzieci, a ona pomaga mi realizować mój plan.
Zacząłem porządkować półkę zawaloną papierzyskami, na której od miesiąca zalegała poczta i Bóg wie co jeszcze. Żona widzi, że tam, gdzie ona zlekceważyła swoje obowiązki, ja biorę się do roboty i załatwiam sprawy.
Ogarnąłem garaż, żeby znów stał się normalną częścią domu, a nie pobojowiskiem po przejściu tornada. Naprawiłem podłogę tarasu, która zapadła się półtora tygodnia temu. Żona widzi, że jej sposób zarządzania domem zagrażał naszemu schronieniu [czytaj: podstawowej potrzebie biologicznej], podczas gdy mój przywraca mu funkcjonalność i dodatkowo je zabezpiecza.
Utrzymuję swój samochód w czystości, podczas gdy jej auto wygląda jak jeden wielki burdel. Żona widzi, że jej życie jest chaotyczne, a ja potrafię zaprowadzić porządek w dokładnie tych samych sprawach i to w znacznie trudniejszych warunkach. Następne zadanie: posprzątać również jej samochód.
— Spotykasz się z mniejszym oporem wobec swoich decyzji.
— Żona rzadziej podważa twój autorytet przy dzieciach.
— Jest ogólnie szczęśliwsza, nawet jeśli tylko dlatego, że kiedy nie jest szczęśliwa, może obwinić za to ciebie.
–Kobiet nie pociąga równość. Pociąga je mężczyzna, który je przewyższa. A ty jesteś właśnie takim mężczyzną.
Wnioski
Najbardziej podoba mi się w tym wszystkim to, że jest to podejście praktyczne. Jeśli chcesz uzyskać prawo do opieki nad swoimi dziećmi, zachowuj się tak, jakbyś już tę opiekę sprawował, a sądy będą skłonne przyznać ci rację.
Przez lata pracowałem na swoich warsztatach z facetami przechodzącymi przez podobne sytuacje. Sądy często stwierdzają, że jeśli jakiś system funkcjonuje dobrze, nie chcą go zmieniać. Właśnie dlatego, kiedy zdecydujesz się na rozwód, zazwyczaj odradza ci się wyprowadzanie z domu. Sąd może potraktować to jako porzucenie rodziny. Dlatego jeśli chcesz uzyskać opiekę nad dziećmi, żyj tak, jakbyś już ją sprawował.
Co więcej, najlepszym sposobem na uzyskanie czyjejś akceptacji jest doprowadzenie do sytuacji, w której ta osoba zaakceptuje coś już po fakcie.
To podejście dobrze współgra również z wieloma materiałami znajdującymi się na naszej liście obowiązkowych lektur, zwłaszcza tymi dotyczącymi pracy nad Ramy i Przerażenia.
Czy naprawdę jesteś seksownym samotnym ojcem, który ma dziewczynę? Nie.
Czy taka narracja pomaga ci podejmować lepsze decyzje, ponieważ stanowi dla ciebie stały punkt odniesienia? Tak.
Dlatego z twojego punktu widzenia jesteś samotnym ojcem. Oczywiście możesz teraz zadawać sobie pytanie, po co właściwie miałbyś to wszystko robić. Przecież jesteś facetem i nie zmieniasz pieluch. Ty zarabiasz pieniądze, ona zajmuje się dziećmi i koniec tematu.
Rób, jak uważasz. Ale zrozum prawne konsekwencje swoich decyzji oraz ich wpływ na rywalizację wewnątrzpłciową i zaakceptuj skutki własnych wyborów.
Nie możesz odgrywać Warda Cleavera z lat 60., a potem narzekać, że w nagrodę za swoje starania dostałeś rodzinę Bradych z lat 70.
I wreszcie twój ostatni zarzut: po co miałbyś robić którąkolwiek z tych rzeczy, skoro masz wspaniałą żonę, która i tak nigdy by się z tobą nie rozwiodła ani nie próbowała odebrać ci dzieci? Czy nie jest to zwykła strata czasu?
Na co odpowiedziałbym tak: Jestem pewien, że nie będziesz żałował tego, że bardziej zaangażowałeś się w wychowanie własnych dzieci, że nie postanowiłeś zostać pracoholikiem tylko po to, żeby twoja żona mogła rzucić pracę i że możesz cieszyć się żoną, która nie jest znudzoną gospodynią domową ruchającą się z basenowym z nudów.
A nawet jeśli okaże się, że zrobiłeś to wszystko zupełnie niepotrzebnie, jakoś przeżyjesz. Albo i nie. Może akurat potrąci cię autobus.
Powodzenia.
Źródło: The Biological Stepmothers guide to custody.
Zobacz na: Czego TY chcesz? | Rob i Chest Rockwell
Strategia rozwodowa Lepszego Bety
Kto lub co zniszczyło małżeństwo?
Czerwono Pigułkowe role: Prakseologia dominującego mężczyzny – Ian Ironwood
Czterej Jeźdźcy (Rozwodowej) Apokalipsy według Tradycyjnego Doradztwa Małżeńskiego
Powiernictwo: Struktura, Dynamika i Sterowanie

Najnowsze komentarze