Standardy kobiet łatwo się rozsypują, gdy pojawią się odpowiednie bodźce

Deklarowane standardy kobiet często nie wytrzymują zderzenia z rzeczywistością. Atrakcyjność, pewność siebie i umiejętności społeczne mężczyzny sprawiają, że wcześniej deklarowane wymagania bywają szybko porzucane na rzecz kompromisu.
Maksyma nr 39: Standardy kobiety są jak domek z kart, wystarczy wyciągnąć jedną kartę z dołu, a cała konstrukcja się zawali.
Spotkałem się ze znajomymi, była to mieszana grupa, kiedy jedna z dziewczyn (7,5 na10, jej stosunek obwodu talii do obwodu bioder wynosi około 0,75, szczupła sylwetka, miseczka A, dwadzieścia kilka lat, bo przecież te informacje są absolutnie kluczowe dla każdej dyskusji) zaczęła opowiadać o swoich wymaganiach wobec mężczyzn. Przez dłuższą chwilę wyliczała, z jakim mężczyzną byłaby skłonna się umówić. (Jest singielką). Patrząc na jej wygląd, wiek i brak dzieci z poprzednich związków, miała z punktu widzenia wartości na rynku matrymonialnym podstawy, by stawiać dość wysokie wymagania. I na poziomie czysto logicznym sama była tego świadoma. Jej lista 463 punktów, którą wyrecytowała, imponowała swoją szczegółowością.
— obywatel świata, dużo podróżujący; musiał odwiedzić coś więcej niż tylko Europę,
— wysportowany; najlepiej były zawodnik futbolu amerykańskiego albo lacrosse z uczelni Division I-A,
— spontaniczny,
— hojny; przynajmniej raz w życiu powinien angażować się w wolontariat,
— przystojny, ale z odrobiną surowości; coś pomiędzy Orlando Bloomem a Christianem Bale’em,
— świetny rozmówca; potrafiący inteligentnie rozmawiać na wiele tematów, a zwłaszcza o historii kina,
— dobrze ubrany; nie typ „J. Crew”, raczej coś pomiędzy Banana Republic a Markiem Jacobsem,
— umięśniony, ale nie przesadnie napakowany; mięśnie naramienne powinny być rozwinięte niemal do perfekcji,
— wysoki, ale nie więcej niż około 20 cm wyższy od niej,
— koneser dobrego wina,
— niegrający w gry komputerowe.
To nie była pełna lista. To tylko tyle, ile zapamiętałem na potrzeby tego wpisu. Dwa tygodnie później wszyscy spotkaliśmy się ponownie. Tym razem przyszła z mężczyzną, z którym dopiero zaczęła się spotykać. Był:
— barmanem pracującym na pełny etat,
— miejscowym chłopakiem, który nigdy nie wyjechał poza granice kraju (tak, sam przyznał to z pewną dumą),
— ubrany w dżinsy i koszulę,
— zaledwie kilka centymetrów wyższy od niej (czyli mniej więcej przeciętnego wzrostu),
— absolwentem zwykłego uniwersytetu stanowego,
— wytatuowany,
— bardzo spokojnym i sympatycznym facetem; takim, z którym bez problemu poszedłbyś na piwo,
— ani szczególnie umięśnionym, ani otyłym,
— przystojniejszym od przeciętnego, ale zdecydowanie nie Christianem Bale’em,
— obytym towarzysko, lecz niespecjalnie intelektualnym,
— pewnym siebie,
— zapalonym graczem komputerowym (rozmawialiśmy nawet o szczegółach działania Kinecta).
Mam nadzieję, że dostrzegasz do czego zmierzam. To, co przedstawiała jako swoje nienaruszalne standardy, a to, z jakim mężczyzną faktycznie zaczęła się spotykać, były dwiema zupełnie różnymi rzeczami. A ona sama wydawała się zupełnie nie dostrzegać tej rozbieżności. Niech Bóg błogosławi jej uroczego chomika (ironiczne określenie na mechanizm racjonalizowania własnych decyzji).
To zresztą nie jedyny przykład tego, że deklarowane standardy kobiet bywają warte mniej niż papier, na którym zostałyby zapisane. Zapewne każdy z nas widział internetowe widowisko, w którym przeciętnie wyglądające, a nawet nieatrakcyjne i otyłe kobiety wypełniają swoje profile na portalach randkowych i ogłoszenia w serwisach takich jak Craigslist listą wymagań, które zawstydziłyby niejedną księżniczkę. Ale jakże szybko te standardy wyparowują, gdy brutalne światło rzeczywistości zaczyna padać na scenę.
Standardy kobiet, niezależnie od tego, jak stanowczo i z przekonaniem są deklarowane, bardziej przypominają fantazyjną drużynę marzeń do randkowania: pozbawione ograniczeń narzucanych przez realia wymiany na rynku matrymonialnym, pozwalają sobie na odrobinę starego, dobrego ultra urojenia.
Innymi słowy, jeśli zapytasz kobietę o jej wymagania wobec mężczyzny, nigdy i mam na myśli naprawdę nigdy, nie usłyszysz od niej całkowicie szczerej i realistycznej odpowiedzi.
Dzieje się tak dlatego, że kobiety jako grupa nie potrafią trafnie oceniać własnej wartości. Głównym życiowym imperatywem kobiety jest „sprzedać samej sobie księżyc”, czyli przekonać samą siebie, że zasługuje na absolutnie wszystko. Zadaniem mężczyzny jest natomiast uniknąć zapłacenia tej zawyżonej ceny za ten wyimaginowany „księżyc”.
Jeśli pojawią się odpowiednie bodźce, standardy każdej kobiety zaczną ustępować miejsca kompromisom. A przez „bodźce” mam na myśli wszystko, od proporcji kobiet do mężczyzn na rynku, przez rzeczywistą wartość seksualną kobiety, aż po poziom gry uwodzenia, jaką prezentuje mężczyzna.
Samotna, inteligentna sześćdziesięciolatka, dobrze sytuowana finansowo i odnosząca sukcesy zawodowe, może z największą wyniosłością i kwiecistością języka deklarować, że interesuje ją wyłącznie zamożny, wyrafinowany mężczyzna. Jednak gdy przychodzi do konfrontacji z rzeczywistością, porzuci większość swoich absurdalnie nierealistycznych wymagań dla przeciętnego starszego faceta, który sprawi, że zrobi jej się ciepło na sercu tylko dlatego, że podczas godzinnej kolacji nie zasnął przy stole. A młoda, atrakcyjna dziewczyna marząca o hollywoodzkim ideale?
Jak pokazuje opisana wcześniej historia odgrywana miliony razy dziennie w całym kraju, jeśli facet jest wyluzowany, zdystansowany, ma dobrą grę uwodzenia i dodatkowo wykonuje zawód o stosunkowo niskim statusie społecznym, który zapewnia mu stały kontakt z dużą liczbą konkurencyjnych kobiet, to nasza bohaterka z listą 463 wymagań podrze ją na strzępy niczym dokumenty Vince’a Fostera. (Dlaczego ten rozhisteryzowany pedał nie ujawnił tamtych depesz?)
Na tym właśnie polega sens Maksymy nr 39. Jeżeli masz dobrą grę uwodzenia, to tak, jakbyś wyciągnął jedną kartę z dołu jej domku z kart złożonego z wymagań. Bardzo szybko zapomni o wszystkich kartach znajdujących się wyżej, których nie spełniasz. Kobiety, ze względu na swoją konstytucyjną hipergamia, znacznie silniejszą niż u relatywnie mniej wybrednych mężczyzn, z natury mają więcej wymagań i stawiają je wyżej niż mężczyźni. Znacznie częściej też próbują znaleźć partnera, który wszystkie te wymagania spełni.
Prowadzi to do dość komicznego zjawiska, w którym samotne prawniczki po trzydziestce bezskutecznie uganiają się za dokładnie takim samym typem mężczyzn, za jakim uganiały się jeszcze na studiach. Różnica polega na tym, że tym razem ci mężczyźni nie zadają sobie już nawet trudu udawania, że są zainteresowani poważnym związkiem. Nie powinno cię to jednak odciągać od dostrzeżenia jednej bardzo ważnej prawdy:
Pomimo całej swojej buty, przechwałek i sztucznie zawyżonych wymagań, kobiety stosunkowo łatwo ulegają facetowi z naprawdę dobrym tatuażem.
Źródło: Women’s Standards Crumble Easily Given The Right Incentives
Zobacz na: Komplet Maksym Chateau Heartiste
Prawda o samoocenie kobiet i dlaczego TY masz władzę
Najnowsze komentarze