Znudzeni ludzie zrujnują ci życie. Zbuduj mur.

3 listopad 2026

Znudzeni ludzie zrujnują ci życie. Zbuduj mur

Znudzeni ludzie mówią i robią głupie rzeczy nie dlatego, że są głupi albo źli, lecz dlatego, że się nudzą. Kobiety wchodzą do męskich środowisk i zbierają tam dowody uznania. Spragnieni kobiecej uwagi faceci, w tym ojcowie córeczek, pozwalają im na to, wypychają wartościowych mężczyzn i wszystko psują. Bo się nudzą i łakną aprobaty.

Chodzi o kobiety, ale nie tylko o nie. Możesz mieć pieniądze i idealną rodzinę, a mimo to nudzić się tak bardzo, że wszystko spieprzysz, zarówno sobie sobie i wszystkim dookoła.

Wolność oznacza pogodzenie się z tym, że takie gówno zawsze będzie się działo i niewiele możesz na to poradzić. Możesz jedynie budować bariery, zarobić dość pieniędzy, żeby móc się od tego odciąć i pozwolić tym ludziom zniszczyć samych siebie.

I

Mam nadzieję, że jesteś podobny do mnie. W miarę normalny. Wszyscy czasem czymś się ekscytujemy. Raz Ultimate Warrior odbiera Hoganowi mistrzowski pas. Innym razem Thanos pstryka palcami.

W kilku ostatnich materiałach wspominałem o kobiecie [Winnie M. Li], która aż promieniała z ekscytacji, opowiadając o tym, jak kiedyś została „przytulona wbrew swojej woli”, czyli zgwałcona i jak dzięki temu ludzie mieli powód, żeby kupić jej książkę. Albo o innej kobiecie [Lindsay Clancy], która spojrzała na swoją rodzinę, a potem na gumy do ćwiczeń i wpadła na pewien pomysł.

Co my, do cholery, właściwie wyprawiamy?

Wystarczyły dwa pokolenia, żebyśmy przeszli od spracowanych babć, które prały ubrania, tłukąc nimi o kamienie, do tego cyrku. A wszyscy wokół powtarzają, że musimy więcej ze sobą rozmawiać. Dobra. Chcecie rozmawiać? To użyję języka waszego plemienia.

Pogadajmy.

II

Największym problemem w komunikacji jest nuda. Wszyscy się nudzą. Nie obchodzi ich, co jest najlepsze ani co jest słuszne. Obchodzi ich tylko własna nuda. Wygadują rzeczy niezgodne z faktami albo pomijają tyle istotnych informacji, że cała rozmowa staje się bezwartościowa. I robią to celowo. Bo się nudzą.

Ty się wkurzasz. Chcesz sprostować bzdury. Mamy wrodzoną potrzebę poprawiania błędnych informacji. Ich to nie obchodzi. Śmieją się z ciebie, że tak bardzo ci zależy. Albo idą w zaparte i oskarżają cię o mizoginię, bycie Hitlerem czy inne podobne gówno. Nie robią tego dlatego, że cię nienawidzą albo dlatego, że jesteś przegrywem, chociaż mogą cię nienawidzić, a ty rzeczywiście możesz być przegrywem. Robią to, bo się nudzą.

Nic nie niszczy rzeczy ważnych dla ludzi, którym naprawdę na nich zależy, skuteczniej niż ludzie, którzy po prostu się nudzą. Kobiety są najbardziej znudzone z nas wszystkich. Zrujnują wszystko, co kochasz, i zrobią to z uśmiechem na twarzy, żeby potem móc opowiadać swoją małą, osobistą historię o tym, dlaczego odeszły z alternatywnej prawicy, manosfery czy Red Pilla.

Bo przecież najważniejsze jest: „JA!”. Zbierają dowody męskiej aprobaty tak, jak ty zbierasz karty Pokémon. Nie chcą wszystkich mężczyzn. Chcą mieć możliwość zdobycia każdego mężczyzny. Nawet tamtych facetów.

Nie podobają im się tamci faceci, ale nie chcą też, żeby dostała ich jakaś inna kobieta. Dlatego wdzierają się do wszystkich tych męskich środowisk.

Nieważne, jak bardzo kujonowskie, nieatrakcyjne czy brutalne się staną. Zawsze znajdzie się tam jakaś kobieta, która kurczowo trzyma swoją nową talię kart z kolegami i liczy, że w końcu trafi jej się rzadki Chadmander, wyjątkowo atrakcyjny samiec alfa w wersji Pokémon.

 III

Przykład. Istniało kiedyś środowisko dla inceli. Mimowolnych celibatariuszy. Przegrywów bez miłości. Przeciętnych Sfrustrowanych Frajerów. Klub samotnych serc. Co pięć czy dziesięć lat dostają nową nazwę i nowy szyld, ale zawsze jest to samo żałosne, użalające się nad sobą gówno. Nawet oni mieli swoje adoratorki.

Kobiet nie obchodzi treść ani charakter danego środowiska. Widzą grupę mężczyzn pozostawionych bez kobiecego nadzoru i dochodzą do wniosku, że mogą się tam wkręcić i stworzyć sobie miękki harem facetów dostarczających im aprobaty.

Jeśli nigdy nie słyszałeś historii DDJ, znanego również jako Bob Lewis, uważaj się za szczęściarza. Jeśli słyszałeś, wiesz, że mam rację. Absurd polegający na tym, że przyprowadzasz własną żonę do środowiska mężczyzn, którzy sami określają się jako żyjący w celibacie, a potem zostajesz zdominowany przez tego gościa? A nuda działa. Działa jak cholera.

Nie dlatego, że faceci są głupi. Faceci są inteligentni, a przynajmniej wystarczająco inteligentni, bo żeby się nudzić, trzeba mieć choć trochę rozumu. Nie w tym problem. Problem polega na tym, że faceci są spragnieni. I nie chodzi tylko o jeden rodzaj pragnienia. Jest ich wiele. Ojcowie córeczek to jeden z takich przypadków. To wcale nie musi mieć podłoża seksualnego. Głód aprobaty potrafi być równie zgubny.

III

Weźmy faceta, który w młodości nie miał powodzenia u kobiet, harował jak wół i w końcu udało mu się złapać kobietę, której najlepsze lata są już za nią. Ma już dzieci albo zbliża się do końca swojego okresu płodności. Jest rozwiedziona.

Muzyka cichnie, zostało tylko jedno wolne krzesło, a nasz poczciwy Billy [Ferdek] akurat tam stoi i wydaje mu się, że wygrał los na loterii. Nie dostaje pożądania, miłości ani uznania. To raczej związek z rezygnacji, pogodzenie się z tym, co zostało. A teraz niech urodzi mu się córka. Nagle ma w swoim życiu małą kobietę, która kocha go ponad wszystko. Uwielbia go. Niemal go ubóstwia.

Problem w tym, że nigdy wcześniej nie widział, żeby jakakolwiek kobieta rozpromieniała się na jego widok, kiedy wchodzi do pokoju. I natychmiast uderza mu to do głowy. Ojcowie córeczek zmieniają się w jakichś dziwacznych supertatusiów.

Nie chodzi o to, że nie kochają swoich dzieci. Chodzi o to, że zachowują się tak, jakby byli pierwszymi mężczyznami w historii, którzy kiedykolwiek pokochali własne dziecko. I robią to kosztem wszystkich pozostałych.

Obejrzyj mój poprzedni materiał o tym, dlaczego ojcowie córeczek są najgorsi. Ale nie są jedyni.

Myślisz, że taki facet będzie cię krył w pracy?

Są jeszcze zwyczajni faceci desperacko spragnieni kobiecej uwagi. Tacy, jakimi kiedyś byli ojcowie córeczek. Kiedy kobieta miesiącami wodzi ich za nos, podtrzymując niewypowiedzianą obietnicę, że jeśli tylko postarają się trochę bardziej, w końcu ich pokocha, zmieniają się w takich samych żałosnych desperatów. I to zupełnie za darmo.

Jeśli należysz do jakiegoś środowiska, w którym są ojcowie córeczek i faceci spragnieni kobiecej aprobaty, wystarczy jedna oportunistka. Wystarczy, że zatrzepocze rzęsami i zacznie się oburzać, że ci wielcy, podli mężczyźni nie pozwalają jej bawić się w swojej piaskownicy. To wystarczy, żeby ich nakręcić.

Ci desperaci doprowadzą całe środowisko do ruiny, wyrzucą wszystkich, którym naprawdę na nim zależało, a potem będą poklepywać się po plecach za to, jakimi wspaniałymi mężczyznami okazali się wobec tych wspaniałych kobiet. A te same kobiety odwrócą się na pięcie i powiedzą, że teraz czują do nich obrzydzenie. W ostatniej chwili wyciągną im dywan spod nóg. Ale ci faceci nie potrafią przyznać, że byli wodzeni za nos, oszukani albo po prostu desperacko spragnieni kobiecej uwagi. Nie. Muszą zrzucić winę na facetów, których sami wcześniej wyrzucili. To wszystko była ich wina.

IV

Jak mawiał mój drogi, stary przyjaciel Pat Stedman:

„To zdumiewające i przygnębiające, że ludzie, którzy mieli możliwość zdobycia elitarnego wykształcenia, stabilną karierę zawodową i wsparcie kochającej rodziny, dobrowolnie rezygnują z tych wszystkich przywilejów, żeby angażować się w tak destrukcyjne zachowania”.

Małe sprostowanie. To nie powiedział Patrick. To słowa sędzi federalnej Beryl A. Howell, która nie mogła uwierzyć, że pewien facet podczas styczniowego protestu pod Kapitolem transmitował na żywo swoje poczynania i przyznawał się do popełniania przestępstw federalnych. Jej słowa ilustrują mój argument lepiej, niż sam potrafiłbym to zrobić. Pieniądze są? Super. Rodzina poukładana? Jest. Za dużo wolnego czasu? To chodźmy dopierdolić liberałom. A więc nie jest to w stu procentach problem kobiet. Ale problem istnieje.

V

Problem polega na tym, że nikt nie chce, żeby było inaczej. Jeśli chcesz, żeby ludzie skłonni do rujnowania innym życia zaczęli doświadczać prawdziwych trudności, oznacza to, że wszyscy musielibyśmy doświadczać prawdziwych trudności. Nikt tego nie chce. Cała reszta haruje jak wół właśnie po to, żeby tego uniknąć. Nie ma nic bardziej komunistycznego niż karanie całej grupy za wybryki kilku stukniętych kobiet albo Pata Stedmana.

Dlatego ty i ja reagujemy tak samo jak ta sędzia. Po jaką cholerę rozwalasz coś, co dobrze działa? Mamy całkiem nieźle poukładane życie, a ty wyskakujesz z czymś takim: zdradzasz męża z ćpunem palącym crack, szturmujesz Kapitol albo dusisz własne dzieci?

I tak oto ty i ja stajemy na rozdrożu między tym, czego deklarujemy, że chcemy, a tym, czego naprawdę chcemy. Mówimy, że chcemy, żeby kobiety zachowywały się przyzwoicie, żeby ludzie nie dawali się nabierać na pułapki zastawiane z użyciem seksualnej przynęty, żeby masło shea w drogeriach CVS nie musiało być zamykane za szklaną szybą i żeby zniknął milion innych drobnych, upokarzających absurdów. Ale czy naprawdę chcemy tego za cenę naszej wolności? Czy chcemy, żeby państwo traktowało nas z tego powodu jak małe dzieci?

Całe to narzekanie sprowadza się do jednego: chcemy wszystkich korzyści i żadnych kosztów. Wszyscy zgadzają się, że świat tak nie działa, ale kiedy rzeczywistość przypomina nam o tej zasadzie w sposób, który nam się nie podoba, zaczynamy narzekać.

Na początku powiedziałem, że problemem jest nuda. I w pewnym sensie rzeczywiście tak jest. Ty i ja rozumiemy jednak, że znudzeni ludzie, którzy wszystko rozpierdalają, są ceną, jaką płacimy za życie, w którym inni dają nam święty spokój. Wiemy, że ta swoboda nie powinna być stuprocentowa. Możemy się spierać o to, ile jej powinno być, ale obecnie granica jest całkiem wyraźna.

Jedyne, co możemy zrobić, to trzymać wariatów jak najdalej od siebie. Brakuje ci motywacji, żeby rozwijać karierę? Chęć trzymania świrów z dala od własnego podwórka jest równie dobrym powodem jak każdy inny. Boisz się, że żona cię zdradzi? Zarabianie wystarczających pieniędzy i odpowiednie zabezpieczenie się od strony prawnej, żeby móc wywalić ją na zbity pysk, zanim zrujnuje ci życie, może być równie motywujące jak dowolny wykład TED. Wysokie płoty sprzyjają dobrym stosunkom sąsiedzkim. A im bardziej wariuje świat, tym wyższy powinien być płot.

VI

Na Twitterze krąży taki żart. Łatwo jest nienawidzić bogatych. Ale czy masz odwagę nienawidzić biednych? Tutaj działa ta sama zasada. Czy masz odwagę pozwolić znudzonym ludziom zrujnować sobie życie i dość przezorności, żeby dopilnować, by nie pociągnęli cię za sobą?

Tak będzie lepiej dla twojego świętego spokoju. Ta laska z borderline, która uwielbia rujnować sobie życie, bo uważa, że nie zasługuje na nic lepszego? Zerżnij i znikaj. Nie potrzebujesz tego gówna. Ten influencer, który namawia cię, żebyś razem z nim szturmował Kapitol? Wyślij mu pięć dolców przez Super Chat i życz powodzenia.

Osobiście wybieram nudę. Przeżyłem jednak długie i bardzo interesujące życie, a emocji wystarczyłoby mi na dwa żywoty. Teraz chcę już tylko zbudować mur.

VII

Wolność ma swoją cenę. Są nią destrukcyjni, znudzeni ludzie. Zbuduj mur.

Źródło: Bored people will ruin your life. Build a wall.

 

Zobacz na: Splątane łańcuchy na huśtawce solipsyzmu
Męska matryca społeczna: powrót do piaskownicy – Ian Ironwood
Zachowania wynikające z potrzeby aprobaty [walidacji, akceptacji]
Drabina ludzkich potrzeb – od przetrwania do transcendencji
Trójkąt Karpmana
Los Imperiów i Poszukiwanie Drogi do Przetrwania – Sir John Glubb
Zaufanie jest Zasobem. Maksymy na życie w społeczeństwie niskiego zaufania
Majątek Wielopokoleniowy: Jak Go Zbudować i Nie Stracić

 

 

Znudzeni ludzie zrujnują ci życie. Zbuduj mur – Rian Stone

https://rumble.com/v7i219q-znudzeni-ludzie-zrujnuja-ci-zycie.html

Niektórzy ludzie niszczą relacje, społeczności i cudzy dorobek nie z nienawiści, lecz z nudów. Szukają emocji, konfliktów, uwagi i aprobaty. Nie interesuje ich prawda ani konsekwencje własnych działań. Liczy się chwilowa rozrywka.

Największe szkody powstają wtedy, gdy trafiają na ludzi desperacko spragnionych uznania. Wystarczy odrobina zainteresowania, żeby ci zaczęli poświęcać własne zasady, przyjaciół i interesy. W końcu niszczą nawet środowiska, na których wcześniej im zależało.

Problem nie dotyczy wyłącznie kobiet ani mężczyzn. Dotyczy ludzi, którzy mają zbyt wiele swobody, a zbyt mało odpowiedzialności za własne wybory.

Wolność ma swoją cenę. Nie da się wyeliminować wszystkich destrukcyjnych zachowań bez ograniczania swobody pozostałych ludzi.

Dlatego zamiast próbować naprawiać wszystkich, lepiej zadbać o własną niezależność. Budować majątek, zabezpieczać swoje interesy, wyznaczać granice i zachować możliwość odejścia.

Nie musisz powstrzymywać innych przed rujnowaniem własnego życia. Wystarczy, że nie pozwolisz im zrujnować swojego.