Nigdy się nie kłóć. Jest lepszy sposób – Rian Stone

13 styczeń 2026

Nigdy się nie kłóć. Jest lepszy sposób - Rian Stone

Mam już serdecznie dość tych samych sporów o randkowanie, małżeństwo i politykę płci, ponieważ od dziesięcioleci patrzę, jak powtarzają się w kółko, niczego przy tym nie zmieniając. Statystyki, debaty i eksperci nie naprawią twojego życia ani nie uchronią cię przed rozwodem, ponieważ nikt tak naprawdę nie żyje wewnątrz danych. Ludzie żyją historiami, myślą narracjami i działają zgodnie z określonymi ramami. Jedynym praktycznym posunięciem jest przestać spierać się o abstrakcje, nauczyć się rozpoznawać gówniane narracje, odrzucać ich założenia i zachować kontrolę nad własną Ramą.

No to jedziemy. Kręcę się po tej ogólnoświatowej, przeznaczonej dla dorosłych, koedukacyjnej grze w dwa ognie [zbijaka] już od ponad dekady i poznałem całkiem sporo ogarniętych gości, którzy spędzili w okopach dwa razy tyle czasu. Dzięki temu doświadczeniu zobaczyłem na własne oczy, jak kompletnie bezsensowne jest siedzenie w internecie i spieranie się z kobietami, debatowanie z nimi, przekonywanie ich, wywieranie na nie nacisku i negocjowanie z nimi.

Skąd to wiem? Mogę wrzucić esej z Chateau Heartiste, Dalrocka, Rollo Tomassiego albo pół tuzina innych autorów, o których pokolenie Z nigdy nawet nie słyszało i natychmiast dostanę kolejną rundę dokładnie tych samych sporów, tych samych błędnych przekonań i tych samych starych rozwiązań, które niczego nie rozwiązują.

Współczesne małżeństwo? Jesteś młodym i naiwnym facetem? Wygląda na robotę dla Jezusa. Nie, nie tego z Biblii, tego lesbijskiego, którego teraz wszyscy czczą. I nie zapominaj, że walenie konia jest grzechem… chwila, chciałem powiedzieć, że cię zabije i rozwali ci hormony, bo przecież NAÓKA!™

A może jesteś wspaniałą kobietą, która ma równie długi staż życiowy, co listę osiągnięć zawodowych? Czy mogę zaproponować zawstydzanie? Najlepiej tych facetów z najwyższej półki, którzy wolą umawiać się z młodszymi kobietami, mającymi mniej „doświadczenia zawodowego”.

Luźne randkowanie? Jesteś młodym i niedoświadczonym facetem? Wygląda na robotę dla Jezusa. Tym razem chodzi o to, żeby na randkach być jak Jezus. Niech każda randka stanie się pełnoprawną kolacją połączoną z rozmową kwalifikacyjną, podczas której będziesz zbierał punkty za potencjał na dobrego ojca i prezentował swoje doświadczenie w celibacie.

A może jesteś kobietą z karierą, której młodość już dawno minęła? Czy mogę zaproponować zawstydzanie? Znikanie kobietom z oczu bez słowa powinno być zbrodnią wojenną, bo przecież ona uzależniła swoje nadzieje, marzenia i całą listę zaplanowanych punktów programu od tego, czy zostaniesz przy niej, kiedy zrobi z ciebie pierwszego faceta, któremu każe czekać na przedsmak jej stylu życia wymagającego niezobowiązującego dostawcy zasobów.

Mógłbym tak ciągnąć i ciągnąć i ciągnąć bez końca i właściwie już to zrobiłem. Pięć książek. Wszystko, od A do Z, od podrywania aż po spuszczanie się. Sedno jest takie, że prawdopodobnie mógłbym znaleźć jakiś post na USENET-cie z 1998 roku, w którym toczono dokładnie te same spory, jakie widzisz dzisiaj w wykonaniu niezdiagnozowanych narcyzów błagających o internetową sławę, napędzanych twoim lękiem seksualnym, desperacją i pragnieniem zemsty.

Będziemy mieli kolejne pokolenia ludzi z tymi samymi problemami, prowadzących te same spory i uczestniczących w tej samej kompletnie bezproduktywnej stracie czasu dla wszystkich zaangażowanych. Jak lubię mawiać: Jestem zmęczony, szefie.

Tak się tego nie robi w 2026 roku. Zresztą w 1896 też się tego tak nie robiło, ale nie pozwól, żeby kwestia skuteczności przeszkodziła ci w zabijaniu nudy poprzez darcie się na przypadkowych ludzi w internecie.

Nie myślimy statystykami

 

Niedawno Ana Kasparian i Pearl Davies odbyły debatę. Pierwsza zasłynęła z tego, że dostała szału z powodu aplikacji na Androida, która usuwa makijaż z twarzy kobiety, a druga zasłynęła jako Karen Straughn Czerwonej Pigułki. Jeśli nie wiesz, kim są ci ludzie, nie ma to żadnego znaczenia.

Dwie rzeczy:

Po pierwsze. Dokładnie to samo przydarzyło się działaczom na rzecz praw mężczyzn w latach 90. Dużo się spierali i wykonali mnóstwo pracy, tylko po to, żeby ostatecznie pozwolić kobietom zostać swoimi cheerleaderkami.

Po drugie. Nikogo to nie obchodzi i nikogo obchodzić nie powinno.

Nie wiem, o co się spierały, ale jestem pewien, że było tam mnóstwo statystyk i faktów, którymi obie się przerzucały, jednocześnie subtelnie wbijając sobie nawzajem szpile, ubrane jak na debatę prezydencką, co zresztą dzisiaj jest właściwie tym samym.

Nikogo to nie obchodzi, nikt niczego się nie nauczył, a ty nadal w ogóle nie zaruchałeś. Twoja żona nie przestała suszyć ci jaj, a była żona nie przestała wykorzystywać dzieci jako broni przeciwko tobie, chyba że zapłacisz więcej alimentów na dzieci, czytaj: alimentów na byłą żonę z możliwością wiarygodnego zaprzeczenia, że nimi są.

Ana Kasparian vs Pearl Davis

Nie słuchaj tej papki, nie oglądaj tej papki i nie pozwól, żeby producenci tej papki wpływali na to, jak patrzysz na dynamikę między płciami w 2026 roku. Nie myślisz statystykami, statystyki nie zmieniają twojego zdania i niczego się ze statystyk nie uczysz.

Skąd to wiem? Najlepszy przykład, jaki mam, pochodzi z usuniętego już eseju Caleba Jonesa, autora BlackDragonBlog. On i Stephan Molynoux urządzili sobie debatę, przekopali się przez masę statystyk dotyczących rozwodów, po czym Caleb próbował zastosować je do własnego życia.

Oto co dają ci statystyki…

Nic.

Hej… chwileczkę… Chyba znam kogoś, kto właśnie z tego powodu celowo czekał z małżeństwem do ukończenia 25 lat, żeby zapobiec rozwodowi. Kto to był? A, no tak! To byłem ja! Celowo poczekałem do 25. roku życia, zanim się ożeniłem i miałem dzieci. A i tak się rozwiodłem.

Nikt nie żyje w statystykach.

Chyba znam też kogoś, kto przed ślubem uprawiał seks z bardzo niewielką liczbą kobiet, a mimo to i tak się rozwiódł. Kto to był? Hmm… A, no tak! To byłem ja!

Wiecie, jak katolicy dokonują wyrzeczeń podczas Wielkiego Postu? Okazuje się, że świecka wersja tego zwyczaju jest bezużyteczna. Przynajmniej katolicy mogą w piątek zjeść rybę w panierce [McFilet-O-Fish].

Hmm… Chyba znam faceta, którego rodzice nadal są małżeństwem i który poślubił kobietę, której rodzice również nadal byli małżeństwem, a mimo to i tak się rozwiódł. Kto to był? A, no tak! To byłem ja!

Zaczynasz już łapać, o co chodzi? Ludzie wykorzystują statystyki do domalowywania tarczy teksańskiego strzelca na życiu, a każdy, kto rzeczywiście próbuje żyć według statystyki, ostatecznie od statystyki ginie. A-HA!

Nie miałem dyplomu ukończenia studiów i poślubiłem kobietę, która również nie miała dyplomu! Co prawda oboje mieliśmy IQ na poziomie geniusza, ale najwyraźniej to się nie liczy. No tak, inteligencja jest gówno warta, jeśli nie masz dyplomu. Przecież każdy to wie. No dobra, chyba wreszcie rozgryzłem zagadkę! Właśnie dlatego się rozwiodłem!

Jestem zmęczony, szefie.

Wolę tę odpowiedź. Widzisz już, na czym polega problem? Dostrzegasz, jak absurdalnie głupie i oderwane od rzeczywistości jest to wszystko? Widzisz, że stosowanie szerokich statystyk do własnego, indywidualnego zachowania w takim stopniu staje się uciążliwe i zwyczajnie niewykonalne?

Jestem zmęczony, szefie

Myślimy historiami, żyjemy pod własną kontrolą

 

Nie obchodzi mnie, kogo słuchasz. Możesz kochać Pearl albo jej nienawidzić. Możesz być fanem Chrisa Williamsa, subskrybentem „naukowej metody randkowania” z DatePsych albo któregokolwiek z niezliczonych dupków dysponujących danymi i statystykami, które mają dać ci kozła ofiarnego odpowiedzialnego za twoje problemy. Nic z tego nie ma znaczenia, ponieważ wszystko to jest wyrafinowanym pierdoleniem. To jak wróżenie z kurzych kości, tyle że prowadzone z większym rygorem.

Uwaga: Jeśli nie masz pojęcia, kim są ci ludzie, to w porządku. Zawsze znajdzie się jakiś dupek w stylu „Droga Abby”, rozdający życiowe porady. Na pewno znasz przynajmniej jednego.

Z czego więc się uczymy? Z historii. Oto znacznie lepszy przykład, a zarazem powód, dla którego wolę stosować perspektywę Czerwono Pigułkową do randkowania i związków. Nigdy nie chodzi o to, co masz myśleć, lecz o sposób uporządkowania tego, jak masz myśleć. To wszystko anegdoty. Nie obiecują, że są prawdą, że przedstawiają obiektywne fakty ani że da się je powszechnie powtórzyć. Obiecują tylko tyle, że są krótkimi historiami i że rzeczywiście się wydarzyły.

Nadal to ty musisz wykonać ciężką robotę: samodzielnie myśleć i nauczyć się przyjmować, odrzucać albo modyfikować to, co czytasz i słyszysz, stosownie do własnych potrzeb.

Jeżeli więc żyjesz w 2026 roku, przestań czytać podręcznik i zacznij myśleć historiami. Raporty polowe, to jest raporty z własnych doświadczeń są historiami. Esej jest historią.

Wykształcona klasa starych panien uwielbia obnosić się ze swoim wykształceniem, ponieważ to wszystko, co mają. One nie próbują się niczego nauczyć. Desperacko próbują nadać sens latom zmarnowanym na nauki społeczne, ku zadowoleniu kobiet równie desperacko poszukujących kozła ofiarnego, którego można obwinić za własne zmarnowane życie randkowe.  A pozbawieni życia seksualnego, przeedukowani mężczyźni z największą przyjemnością biorą tę winę na siebie.

To ich brzemię, które trzymają nad głową niczym Atlas podtrzymujący świat. Zamiast tego potrzebujemy historii dających się szeroko zastosować, opartych na rzeczywistych doświadczeniach i potwierdzanych przez innych ludzi poprzez ich własne, szeroko odnoszące się do życia anegdoty o porażkach i sukcesach, wszystko to spisane w krótkich, łatwych do przyswojenia literackich kawałkach.

Na przykład, pierwszy wpis na Chateau Heartiste [Roissiego] „Niekończące się randkowanie” z 2007 roku. Opisuje w nim realia randkowania w pierwszej dekadzie XXI wieku, czyli już prawie dwadzieścia lat temu. Jest napisany sucho i kąśliwie, ale w latach dwutysięcznych trafił w niezaspokojoną potrzebę zdobywania informacji w sposób, do którego jesteśmy naturalnie przystosowani, to jest poprzez opowiadanie historii.

Roissy opisuje, jak randkowaliśmy w neolicie i jak randkujemy dzisiaj. Kobiety, które kiedyś miały ograniczony wybór i dlatego wcześnie w życiu podejmowały pragmatyczne decyzje, zostały zastąpione przez zgorzknienie kobiety mające nadmiar możliwości wyboru, uczestniczących w magicznej grze w gorące krzesła, tyle że z ogromnym balastem.

Zestawia to z mężczyznami, którzy dawniej mieli niewiele możliwości, a nieudana próba zalotów do jaskiniowej kobiety wiązała się z poważnymi konsekwencjami. Dlatego dużo inwestowali w każdą nadarzającą się okazję. Dzisiaj natomiast mają nieograniczony wybór i praktycznie zerowe ryzyko związane z odrzuceniem.

Czytasz to i widzisz siebie w tej historii. Może nie zgadza się każdy szczegół. Może nie odnosi się to do wszystkich. Ale nawet te fragmenty, które nie odnoszą się bezpośrednio do ciebie, odnoszą się do kobiet z którymi się umawiałeś, ludzi, których znasz oraz kobiet z którymi spałeś.

Nie sądzę, żeby obecna rzeczywistość niekończącego się randkowania mogła trwać wiecznie. Coś musi pęknąć. Albo ludzie wyewoluują w inne zwierzęta społeczne, zdolne wytrzymać dziesięciolecia przelotnego seksu i fragmentarycznych związków bez uciekania w pocieszenie oferowane przez koty i internetową pornografię, albo ludzie seryjnie randkujący i odkładający posiadanie dzieci będą mieli ich zbyt mało i dobór naturalny usunie ich z puli genowej jako nieudany eksperyment. Tak czy inaczej, zmiana wisi w powietrzu.

Kończy pewnego rodzaju przepowiednią.

 

Dlaczego historie są bardziej przekonujące?

 

Jesteśmy stworzeni do uczenia się poprzez historie. Słowo mówione mieliśmy na długo przed słowem pisanym. Nie znam całej tej nauki o jaskiniach i wcale nie muszę. Żyję wystarczająco długo, żeby widzieć, jak historie potrafią wypaczyć całe społeczeństwo i to szybko.

Pamiętacie lata 80. i 90., kiedy nazwanie heteroseksualnego faceta „pedałem” uchodziło za szczyt komedii? Ellen, Will & Grace i kilka innych gejowskich komedii sytuacyjnych wbijało dzieciakom do głów przekaz, że bycie gejem jest fajne i w mniej niż dekadę Obama przeszedł drogę od nienawidzącego gejów muzułmanina do gejowskiego Mesjasza, a parady Pride stały się większe i bardziej wystawne niż święto narodowe waszego kraju.

Jak? Dzięki ludziom o ogromnych zasięgach i ogromnych pieniądzach, którzy opowiedzieli tyle historii, że po prostu zaczęliśmy wierzyć w to, co nam sprzedawali. To propaganda w działaniu. Nie mówię tego jako oceny wartościującej w jedną czy drugą stronę. Ważne jest to, że do tego doszło.

Nawet Czerwona Pigułka. Stała się bardzo popularna (popularna w internecie, interpretujcie to, jak chcecie) dzięki opowiadaniu historii. Każdy feministyczny szmatławiec przez dekadę przedstawiał ją jako coś w rodzaju Hitlera napaści seksualnej. Stworzyli idealnego złoczyńcę. Potem zapomnieli, jak to działa, przez dekadę produkowali gównianą propagandę i złoczyńca stał się antybohaterem.

A potem sami staliśmy się naprawdę kiepscy w opowiadaniu historii i teraz mamy Somalijczyka na państwowej posadzie, który dyskutuje o twoim życiu seksualnym z gościem nazwanym od kości, który wysterylizował się, żeby lepiej wyglądać w lustrze. Teraz cała ta sprawa z LGBT jest pośmiewiskiem, podobnie jak Czerwona Pigułka. Mówcie, co chcecie, ale historie mają znaczenie.

Amrou Fudl vs Clavicular

Jak to się odnosi do ciebie?

 

Nie jesteś jakimś internetowym antyinfluencerem, nie sprzedajesz pigułek na kutasa ani nie tańczysz jak tresowana foka w ramach swojej kariery internetowego żebraka. Dlaczego więc miałoby cię obchodzić opowiadanie historii i jaki związek z tobą ma obrzucanie gównem tych wszystkich ludzi?

To skrajne przykłady rzeczy, które możesz robić we własnym życiu. Nawet jeśli ty nie chcesz tego robić, to inni będą. Jeśli potrafisz rozpoznać moment, w którym wymyślają historie, żeby tobą manipulować, łatwiej ci nie uczestniczyć we własnym poniżaniu.

„Kochanie, Ty nigdy nie zabierasz mnie na kolację!” O czym ona, do cholery, mówi? Przecież byliście na kolacji w zeszłym tygodniu.

„Zmieniłeś się. Potrzebuję trochę przestrzeni”. Co to właściwie znaczy? Wcale się nie zmieniłeś, dlaczego ona potrzebuje przestrzeni, żeby znowu się we mnie zakochać?

Potrzebuję przestrzeni

„Ona tylko próbowała zjechać z drogi agentom ICE, a oni ją zastrzelili!” Co, do cholery? Jakaś szalona lesbijka próbowała przejechać funkcjonariusza ICE i została postrzelona.

Renee Nicole Good

Matka z przedmieść – zamachowiec samobójca

Widzisz, o co mi chodzi? Kobiety, rozmawiając z mężczyznami, wymyślają historię całkowicie od zera, próbując wciągnąć cię w swoją Ramę odniesienia. Jeśli kupisz tę historię, zostajesz w niej uwięziony. Pierwszy facet jest teraz zobowiązany częściej zabierać ją na kolację. Drugi jest zobowiązany pozwolić żonie pojechać do Miami z jej puszczalskimi, rozwiedzionymi koleżankami, żeby odnalazła „wewnętrzny spokój”, a ostatni przypadek był po prostu smutny, ale chodzi o wzbudzenie w tobie tak wielkiego współczucia, żebyś zapomniał, że cały sens polegał na zaoszczędzeniu podatnikom z Minnesoty kilku miliardów traconych na oszustwach oraz powstrzymaniu wypierania demograficznego.

Każdego dnia jesteś wystawiony na działanie historii i każda z nich próbuje kształtować świat, w którym żyjesz oraz działania, które podejmujesz. Dlatego, jako umiejętności niezbędnej do przetrwania, musisz nauczyć się rozpoznawać historie, które opowiadasz, historie, których słuchasz, oraz Ramę, którą akceptujesz.

„Ale ja czytam obie strony”. Nie, nie czytasz. Dostałeś jedynie okno Overtona. Weźmy tę głupią sytuację z ICE. Jedna strona twierdzi, że biedna mamusia trójki dzieci próbowała wrócić do domu i piec ciasteczka, dopóki zły funkcjonariusz jej nie zastrzelił. Druga strona twierdzi, że oszalała lesbijka próbowała zabić funkcjonariuszy i dlatego zginęła. Obie „strony” sporu pomijają cały sedno sprawy: Somalijczyków zrzucono do tego stanu jak z samolotu, wyciągnęli z niego miliard dolarów na finansowanie terroryzmu, więc teraz rząd USA próbuje odesłać ich z powrotem na pirackie wody, z których przybyli.

Ponownie: to skrajny przykład czegoś, z czym cały czas spotykasz się również we własnym domu. Nazywa się to podwójnym wiązaniem, a historie są świetnym mechanizmem do jego dostarczania. Tak źle i tak niedobrze. Ile razy spokojnie zajmowałeś się swoimi sprawami, pogrążony w marzeniach, tylko po to, żeby nagle wyrwało cię z nich: „Dlaczego już mnie nie kochasz?” albo „Dlaczego jesteś na mnie zły?”, a teraz musisz się wykłócać, że przecież ją kochasz i wcale nie jesteś zły. Obie strony tego sporu wyciągnęły cię z cudownego małego marzenia o tym, że GTA 6 wreszcie wyszło i wrzuciły w świat, w którym kłócisz się ze swoją kobietą o to, czy ją kochasz, czy jej nie kochasz.

Nawet jeśli sam nie potrafisz opowiadać dobrych historii, to z całą pewnością możesz nauczyć się rozpoznawać te gówniane i odmawiać udziału w nich.

„Dlaczego już mnie nie kochasz?”powiedziała. Wyrwała cię z twoich myśli, w których z pewnością byłeś właśnie o krok od rozstrzygnięcia, czy niedźwiedź grizzly pokonałby goryla w walce w klatce, gdyby nie ta przeszkoda. W odpowiedzi rzucasz: „Próbuję właśnie wymyślić, jak cię zamordować i ukryć ciało tak, żeby mnie nie złapali. Możesz dać mi minutę?” (zgódź się i wzmocnij).

Nie musisz wierzyć mi na słowo. Sam spróbuj. Jeśli jej historia jest głupia, zgódź się z nią i wyolbrzym ją. Porównaj to z sytuacjami, kiedy nie zgadzasz się z jej historią, ale akceptujesz jej założenie. Który facet kończy w awanturze na cały głos, a który może wrócić do rozmyślania nad zakończeniem opowieści z UFC 57: Wielka Małpa kontra Miś Yogi?

Źródło: Never Argue, There’s a Better Way

 

 Zobacz na: Badania recenzowane – Święty Graal prawdy?
Czego TY chcesz? | Rob i Chest Rockwell
Paradoks wyboru – Barry Schwartz
Bronić, Wyjaśniać, Usprawiedliwiać, Racjonalizować. Kiepskie narzędzia dla ciot
Leonard Peikoff: Wprowadzenie do Historii Filozofii Zachodniej (część 1 z 50)

Nigdy się nie kłóć. Jest lepszy sposób