Niekończące się randkowanie – Roissy
9 kwiecień 2007

Jak długo można pozostawać w grze randkowej, zanim to będzie już za długo? Główna przyczyna psychicznego niepokoju i niestabilności emocjonalnej tak wielu współczesnych kobiet, a w nieco innym stopniu także współczesnych mężczyzn, tkwi w nierozwiązywalnym napięciu między naszym pradawnym dziedzictwem biologicznym a stosunkowo niedawnym pojawieniem się zaawansowanego technologicznie, pozbawionego korzeni świata, w którym mamy dziś bezprecedensowy wybór partnerów.
Większość ludzi byłaby w szoku, gdyby przeniesiono ich w czasie do epoki, w której ludzie żyli w małych plemionach i zobaczyliby młode dziewczyny rodzące dzieci w wieku 14 lat, a następnie ponownie w wieku 14 lat i 9,5 miesiąca. Istnieją społeczności utrzymujące się z gospodarki naturalnej, które również dziś funkcjonują w ten sposób. Większą część naszej prehistorii spędziliśmy w warunkach tego rodzaju, nic więc dziwnego, że nasze mózgi mają problemy z przystosowaniem się do radykalnie odmiennego środowiska, w którym porody rutynowo odkłada się do połowy trzydziestki, o ile w ogóle do nich dochodzi, a odrzucenie przez kobietę nie oznacza już zesłania na lodowe pustkowia celibatowej półśmierci, skoro mężczyzna musi jedynie przejść na drugi koniec baru, żeby spróbować ponownie.
Jedną z konsekwencji tego nowego paradygmatu jest absurdalna liczba lat spędzanych na randkowaniu.
Natura zaprojektowała kobiety tak, by rozpoczynały kolejne pokolenie, mając niewiele więcej niż 25 lat. Ryzyko poronienia lub wad rozwojowych płodu wzrasta z każdym kolejnym rokiem, a po 35. roku życia rośnie wykładniczo. Jej ciało zaczyna się zużywać, co wpływa na to, ile energii może poświęcić wychowywaniu małych dzieci. Jeśli do końca dwudziestki nie znalazła odpowiedniego partnera, zacznie zauważać, że te potężne uczucia zauroczenia, które w młodszym wieku żywiła wobec swoich obiektów westchnień, doskonale ukształtowane przez ewolucję po to, by połączyć mężczyznę i kobietę w celu spłodzenia dzieci, teraz wydają się przytłumione i zamglone.
To z kolei pozbawi doświadczenie randkowania jego najlepszych elementów, mianowicie spontaniczności, euforii i intensywnego pragnienia nawiązania więzi, pozostawiając po sobie wyschniętą atrapę randkowania, która bardziej przypomina targowanie się przy zawieraniu umowy biznesowej albo męczarnię podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Pożądanie zostaje zastąpione przez nadmierne analizowanie.
To gorzka świadomość.
Mężczyźni również musieli przystosować się do nowego systemu. Z antropologicznego punktu widzenia jeszcze nie tak dawno temu mężczyzna (lub jego najbliższa rodzina) wydawał cały swój ciężko wypracowany kapitał społeczny i materialny na zalecanie się do jednej lub dwóch kobiet w ciągu całego swojego życia. W epoce sprzed antykoncepcji, kiedy pierwszy wytrysk do pochwy kobiety często oznaczał poczęcie, a po nim lata ojcostwa, istniały ograniczenia co do liczby partnerek seksualnych, jakie przeciętny mężczyzna mógł mieć w ciągu życia. Wymagający proces zdobywania i utrzymania przy sobie najlepszej jakości kobiety, na jaką było go stać, a wkrótce potem zapewnienia utrzymania jej i ich dzieci, sprawiał, że seryjne randkowanie nie było typowym elementem życia.
Randkowanie z 40 czy 50 różnymi kobietami w ciągu roku i chaotyczne wskakiwanie w trzy- lub czteromiesięczne mini-związki, a następnie wyskakiwanie z nich, to osobliwość współczesnego życia, do której mężczyźni nie są przystosowani. Wymaga to ogromnych nakładów energii. Mężczyźni przystosowali się do tego stresującego cyklu: poznaj–zainteresuj–zdobądź–utrzymaj, na dwa sposoby: albo osiadają i żenią się z pierwszą dziewczyną, która ich zechce (zazwyczaj szkolną sympatią, która nie przeżyła jeszcze wystarczająco dużo, by wyrobić sobie nierealistycznie wyśrubowane standardy), albo uodparniają się na kobiece osądy i uczą się grać na liczby.
Gra zrodziła gracza
W gigantycznym, rozproszonym miejskim plemieniu dowolnego dużego miasta gra na liczby nie jest już strategią wysokiego ryzyka, jaką niegdyś była dla naszych odległych przodków. Wtedy nieudana próba poderwania mogła często zamknąć mężczyźnie drogę do jakichkolwiek przyszłych związków, gdy niedoszły cel albo jego blokujący rywal pobiegłby rozpowiedzieć całemu plemieniu, jakim jest on frajerem. Dziś bliskość byłych partnerek ma niewielki wpływ na potencjalne przyszłe podboje.
Dla mężczyzn oznacza to niemal nieograniczoną możliwość uprawiania seksu. Dla kobiet oznacza to utratę jednej z ich najpotężniejszych broni pozwalających zapewnić, że dostęp do ich pochwy będą mieli wyłącznie najbardziej wartościowi samcy, wyniszczającego ostracyzmu będącego konsekwencją seksualnego odrzucenia.
Z drugiej strony mężczyźni stracili pewność co do wierności wybranych przez siebie partnerek, podczas gdy kobiety zyskały wolność seksualną pozbawioną społecznego piętna, pozwalającą im przebierać w partnerach aż do chwili, gdy wreszcie pojawi się idealny mężczyzna, który zwali je z nóg.
Nie sądzę, by obecna rzeczywistość niekończącego się randkowania mogła trwać. Coś musi ustąpić. Albo ludzie ewoluują w inny rodzaj zwierzęcia społecznego, zdolnego wytrzymać dziesięciolecia przelotnych stosunków i fragmentarycznych związków bez uciekania się do pocieszenia w postaci kotów i internetowego porno, albo osoby, które seryjnie randkują i odkładają posiadanie dzieci, nie będą miały ich wystarczająco dużo, a dobór naturalny usunie je z puli genowej jako nieudany eksperyment.
Tak czy inaczej, zmiana wisi w powietrzu.
Źródło: Endless Dating
Zobacz na: Gigantyczne głowy | Whisper
Ludzkie komórki jajowe też wybierają mężczyzn
Pragnienie posiadania mistrza | Psychologia totalitaryzmu – Mattias Desmet
Najnowsze komentarze