Większość facetów dobrze wypada podczas seksu, ale wszystko psuje w ciągu następnych dziewięćdziesięciu sekund

Większość facetów dobrze wypada podczas seksu, ale wszystko psuje w ciągu następnych dziewięćdziesięciu sekund

Dziesięć technik dotyczących rytmu, głębokości i wytrzymałości oraz jedna, o której prawie nikt nawet nie pomyśli, a która ma większe znaczenie niż wszystkie pozostałe razem wzięte.

Przeczytaj ten tekst do końca, ponieważ ostatnia technika na tej liście nie jest tą, której się spodziewasz. To właśnie ona decyduje o tym, czy trzy dni później ona nadal będzie o tobie myślała.

Większość facetów działa tylko na jednym biegu. Wchodzą, znajdują rytm, który odpowiada ich własnemu ciału, utrzymują go aż do wytrysku i na tym cały spektakl się kończy. Wszystko jest podporządkowane temu, co sprawia przyjemność jemu, podczas gdy dla niej niemal nic nie dzieje się świadomie ani celowo. Właśnie dlatego później dostajesz ocenę w stylu: „Było w porządku”.

Ale „w porządku” nie jest celem. „W porządku” to efekt tego, że mężczyzna nigdy nie nauczył się, iż istnieje więcej niż jeden bieg, który można wrzucić. Jest jeszcze drobiazg, który warto zrobić, zanim w ogóle znajdziesz odpowiedni rytm. Większość mężczyzn całkowicie go pomija, bo wydaje się zbyt prosty, żeby miał jakiekolwiek znaczenie.

Celowo zacznij od płytkich ruchów. Sam czubek. Drażnienie. Bez pełnego wejścia. Dlaczego działa to lepiej, niż mogłoby się wydawać?

Kobiety w trakcie seksu naprawdę słabo oceniają przestrzeń i odległości. Nie analizują ani nie „mierzą” głębokości. Dlatego jeśli najpierw przez chwilę drażnisz je płytkimi ruchami, a dopiero później wchodzisz głęboko, odbierają to jako znacznie większą zmianę, niż gdybyś od początku poruszał się na pełnej głębokości.

To zwykła iluzja i nic nie kosztuje.

To oczekiwanie wywołuje wyrzut dopaminy, a nie sama głębokość penetracji. Dopamina jest neuroprzekaźnikiem odpowiedzialnym za oczekiwanie i przewidywanie nagrody, a nie za samą przyjemność. Najpierw stań się dla niej dostawcą dopaminy, dopiero potem czegokolwiek innego.

 

Kąt, którego prawie nikt nie uwzględnia

 

Jest jeszcze jedna rzecz, którą niemal każdy facet robi źle, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Punkt G znajduje się na przedniej ścianie pochwy, a większość mężczyzn podczas penetracji porusza się po prostu na wprost. W efekcie omijają go niejako z automatu, a nie dlatego, że świadomie wybrali inny sposób. Jeśli jesteście w pozycji klasycznej (misjonarskiej), staraj się kierować ruch bardziej do góry, a nie wyłącznie prosto przed siebie. Podłożenie poduszki pod biodra partnerki automatycznie zmienia kąt ułożenia miednicy i ustawia ją w sposób ułatwiający kontakt z przednią ścianą pochwy, bez konieczności zmiany własnej pozycji.

Jeżeli partnerka jest wystarczająco rozciągnięta, przyciągnięcie jej nóg bliżej głowy daje podobny efekt, ponieważ również zmienia ustawienie bioder pod odpowiednim kątem. Warto zrozumieć, dlaczego ma to znaczenie nie tylko z oczywistych powodów. Punkt G jest wewnętrzną częścią większej struktury związanej z łechtaczką. To ta sama struktura, tylko stymulowana pod innym kątem. W przybliżeniu przypomina rozwidlony kształt litery „Y”, którego odgałęzienia biegną po obu stronach ścian pochwy.

Jeśli trafisz pod właściwym kątem, nie stymulujesz jedynie wewnętrznej okolicy punktu G, lecz jednocześnie wywierasz nacisk i tarcie na innych częściach tej samej struktury przebiegających wzdłuż górnej i bocznych ścian. W efekcie pobudzane są jednocześnie dwa obszary zamiast jednego, a większość mężczyzn nawet nie zdaje sobie sprawy, że obie te części w ogóle istnieją.

Części łechtaczki

Teraz zapamiętaj pewien mentalny trik, bo za chwilę do niego wrócimy. Mój znajomy Erik Everhard, który ma na koncie ponad 5000 partnerek seksualnych, opracował coś, co niemal nie ma nic wspólnego z samą techniką, a niemal wszystko z tym, jak liczysz w głowie. Za chwilę do tego przejdziemy. Regularność wygrywa z monotonią. Za każdym razem. Istnieje ogromna różnica między regularnością a monotonią, choć większość mężczyzn traktuje je jak to samo.

Regularny rytm daje poczucie kontroli i pozwala kobiecie stopniowo narastać do kulminacji. Monotonia to coś zupełnie innego. Jeśli zbyt długo utrzymujesz dokładnie to samo tempo, jej ciało przestaje je w ogóle rejestrować. A kiedy przestaje je zauważać, właśnie wtedy wszystko zaczyna robić się nudne. Różnica nie polega na szybkości. Polega na wyczuciu momentu, w którym warto coś zmienić, a nie na tym, czy poruszasz się szybko czy wolno.

Dla kobiety możesz być niemal wszystkim. Po prostu nie możesz być nudny. Tu jednak pojawia się subtelność, na której wielu mężczyzn się wykłada, gdy usłyszą tę radę i zaczynają stosować ją zbyt gorliwie. Nie zmieniaj czegoś tylko po to, żeby to zmienić. Jeżeli widzisz, że kobieta wyraźnie zmierza w stronę orgazmu, a ty akurat wtedy zmienisz rytm, możesz całkowicie wybić ją z tego stanu. Dla wielu kobiet taki reset oznacza utratę całego narastającego pobudzenia, a nie tylko kilku sekund.

Obserwuj jej ciało. Obserwuj oddech. Jeżeli wszystko działa i pobudzenie narasta, to utrzymuj rytm. Jeżeli nic się nie dzieje i sytuacja stoi w miejscu, to wtedy właśnie jest moment, żeby coś zmienić. Tutaj pojawia się koncepcja fal i impulsów, oparta na tej samej zasadzie, o której wspominałem wcześniej przy technice Cross-T podczas seksu oralnego.

Pobudzenie kobiety narasta warstwami, a nie liniowo. Męskie pobudzenie przypomina prostą drogę z punktu A do punktu B. Kobiece buduje się etapami, gdzie jedno doznanie nakłada się na kolejne. Dlatego to długa fala regularnego rytmu rzeczywiście prowadzi ją do kulminacji, a nie nagły wybuch intensywności pojawiający się znikąd. Impuls służy natomiast do ponownego zwiększenia wrażliwości wtedy, gdy organizm zdążył już częściowo przyzwyczaić się do tej spokojnej fali.

Pięć lub sześć mocnych, szybkich pchnięć. Potem natychmiast powrót do spokojnego, rytmicznego tempa. Dzięki temu nie wie, kiedy kolejny impuls nastąpi. A właśnie oczekiwanie tworzy napięcie i wywołuje wyrzut dopaminy. Impuls działa jednak tylko dlatego, że wcześniej istniała fala, na której został zbudowany. Jeżeli od razu zaczniesz od maksymalnej intensywności, bez wcześniejszego stopniowego narastania pobudzenia, uzyskasz jedynie ułamek efektu, jaki mógłbyś osiągnąć.

 

Dlaczego pozycja „na pieska” całkowicie zmienia układ gry

 

Znaczenie ma również sama pozycja, a pozycja „na pieska” daje możliwości, których klasyczna pozycja misjonarska po prostu nie oferuje. Unieś się nieco wyżej na nogach, zamiast leżeć całkowicie za partnerką i skieruj ruch pod niewielkim kątem w dół. W ten sposób automatycznie ustawiasz się pod odpowiednim kątem względem przedniej ściany pochwy, bez potrzeby używania poduszki. Trzymając partnerkę za biodra lub ramiona, to ty kontrolujesz teraz zarówno głębokość penetracji, jak i tempo ruchów, zamiast jedynie reagować na to, co dzieje się samo. Dzięki temu zyskujesz lepszy chwyt i większą dźwignię, co pozwala świadomie wprowadzać krótkie impulsy intensywności dokładnie wtedy, kiedy sam tego chcesz, a nie wtedy, gdy przypadkowo wymusi to ruch twojego ciała.

Mały szczegół, o którym warto wspomnieć. Sięgnij dłonią do jej głowy i chwyć przy skórze głowy, a nie za sam kucyk. Delikatnie pociągnij za włosy. Nie szarp. Nie traktuj jej włosów jak wodzy. To subtelny sygnał dominacji i działa znacznie lepiej, niż większość mężczyzn spodziewa się przy pierwszej próbie.

Zasada pięciu minut

A teraz ten mentalny trik, o którym wspomniałem wcześniej. To właśnie jego większość mężczyzn nigdy nie próbuje, bo intuicyjnie wydaje się zbyt prosty, żeby mógł działać. Przedwczesny wytrysk nie jest w gruncie rzeczy wyłącznie problemem fizycznym. To kwestia wyuczonych połączeń nerwowych, budowanych przez lata masturbowania się jak najszybciej, często z bardzo mocnym ściskiem dłoni. W ten sposób organizm uczy się kojarzyć stymulację z natychmiastowym zakończeniem.

Na szczęście można to zmienić tak samo, jak zmienia się każdy inny wyuczony nawyk. Wolniejsze ruchy. Samodzielne ćwiczenie kontroli wytrysku poprzez świadome doprowadzanie się blisko orgazmu i przerywanie stymulacji. Pozwalanie, by pobudzenie częściowo opadło, a następnie ponowne jego budowanie. Organizm reaguje na taki trening podobnie jak na trening mięśni i pod wieloma względami właśnie tak to działa. Najważniejsza jest jednak część mentalna.

Jeżeli myślisz: „Muszę wytrzymać dwadzieścia minut”, wydaje się to czymś ogromnym i niemal nieskończonym. A kiedy cel wydaje się nieskończony, umysł przestaje być obecny w chwili i zaczyna liczyć czas zamiast skupiać się na doświadczeniu.

Tu pojawia się kolejny problem, którego większość mężczyzn nawet nie zauważa. Umysł nie przetwarza zaprzeczeń w taki sposób, jak nam się wydaje. Jeżeli powtarzasz sobie: „Nie skończ za wcześnie,” to twoja uwaga i tak kieruje się na obraz skończenia za wcześnie, ponieważ właśnie taki obraz twój mózg przed chwilą stworzył.

Druga fundamentalna umiejętność, uczenie się nowych rzeczy [edukacja, praktyka, trening]

Dlatego podziel cel na małe etapy. Nie myśl o dwudziestu minutach. Myśl wyłącznie o najbliższych pięciu minutach. To jedyny cel. Wytrzymaj kolejne pięć minut. Potem podejmij decyzję, że wytrzymasz następne pięć. Małe, powtarzalne i osiągalne cele zamiast jednej ogromnej góry do zdobycia. Jeżeli będziesz robił to konsekwentnie, zauważysz, że z czasem wytrzymujesz coraz dłużej, nawet nie próbując tego świadomie wymuszać.

 

Technika, której prawie nikt nie stosuje

 

A teraz ta technika, którą obiecałem na początku. Ta, która w praktyce ma największe znaczenie i co ciekawe zaczyna się dopiero wtedy, gdy seks już się skończył. Większość mężczyzn uważa, że wszystko kończy się w chwili ich orgazmu. Sięgają po telefon. Podają kobiecie ręcznik. I wracają do swoich spraw. Niezależnie od intencji wysyła to jednak bardzo konkretny komunikat. Mówi jej, że intensywność tego, co właśnie razem przeżyliście, jest mniej ważna niż to, co w tej chwili wyświetla się na ekranie twojego telefonu. To bardzo szybko osłabia tworzenie więzi między partnerami.

I jest dokładnie tym samym nawykiem, który pojawiał się wcześniej podczas seksu, gdy mężczyzna potrafił funkcjonować wyłącznie w jednym rytmie. To ten sam problem, tylko ujawniający się w innym momencie. Nie musisz nic mówić. Połóż dłoń na jej nodze. Pozostań z nią przez kilka minut. Pozwól, aby emocje i pobudzenie naturalnie opadły, zamiast gwałtownie kończyć całe doświadczenie. To wszystko. Na tym polega cała technika. Nie kosztuje cię nic poza kilkoma minutami prawdziwej obecności, zamiast mentalnego przenoszenia się gdzie indziej natychmiast po zakończeniu.

Mężczyźni, którzy opanowali techniczną stronę seksu, ale pomijają ten element, popełniają dokładnie ten sam błąd dwa razy podczas jednej nocy. Pierwszy raz w trakcie seksu, gdy przez cały czas trzymają się jednego rytmu. Drugi raz zaraz po jego zakończeniu, gdy natychmiast odcinają się od partnerki. Oba zachowania wynikają z tego samego nawyku, odwracania uwagi dokładnie w chwili, kiedy najbardziej powinna pozostać skupiona na drugiej osobie.

Źródło: Most Guys Nail The Sex And Blow It In The Ninety Seconds After

Zobacz na: Metoda Boskiego Kochanka – Daniel Rose
Dwa punkty naraz, to właśnie odróżnia dobrego kochanka od niezapomnianego
Jedyne pytanie, które ma znaczenie: pieprzy się z tobą, czy nie? | Archwinger