Wykształcone Kobiety i Miałkość
27 wrzesień 2015
„Kobiety uważa się za głębokie, ale dlaczego? Ponieważ nigdy nie można doszukać się w nich dna. Kobiety nie są nawet płytkie.” – Friedrich Nietzsche

Edukacja zwiększa wiedzę kobiet, ale nie zmienia ich podstawowej natury ani nie rozwija automatycznie ciekawości intelektualnej. Wykształcenie podnosi oczekiwania i status, lecz nie czyni kobiet bardziej interesującymi czy głębszymi intelektualnie.
Spis treści:
Rozczarowanie
Hipergamia akademicka w skrócie
Miałkość, głębia i „kobieca inteligencja”
Zakończenie
1.) Rozczarowanie
Wykształcenie nie obdarza kobiety rozumem ani nie usuwa chirurgicznie jej miałkości. Wykształcona kobieta jest równie miałka jak niewykształcona, ponieważ miałkość jest objawem solipsyzmu. Powszechna reputacja kobiet jako miłośniczek plotek jest jednym z najtrafniejszych kulturowych memów ukazujących miałkość kobiecej natury. A jednak często uważa się, że wykształcona kobieta jest kobietą intelektualną i że dzięki temu intelektowi nie może być miałka.
Oczywiście przekonanie to rozpada się przy pierwszym kontakcie z rzeczywistością, gdy odkrywamy, że edukacja nie daje rozumu osobie nierozumnej ani intelektu osobie pozbawionej intelektualnych predyspozycji. W najlepszym przypadku edukacja czyni filozofów z myślicieli i artystów z rysowników.
Filozof może rysować, ale nigdy nie stanie się artystą. Artysta może myśleć, ale nigdy nie stanie się filozofem. Musimy więc pogodzić się z niezmiennym wnioskiem: Edukacja rozwija istniejący talent. Nie tworzy talentu tam, gdzie go nie ma.
Jeżeli doświadczenie życiowe czegoś uczy, to tego, że choć mężczyźni spodziewają się, iż wykształcone kobiety będą mniej miałkie od niewykształconych, takie oczekiwanie niemal zawsze kończy się rozczarowaniem. Tylko w wyjątkowo sprzyjających okolicznościach okazuje się ono trafne.
Znałem wielu mężczyzn obracających się w towarzystwie wykształconych kobiet. Niektóre z nich były nawet lepiej wyedukowane od nich samych. A mimo to nieustannie powracała ta sama skarga: „Te kobiety są świetnie wykształcone, a mimo to brakuje im samoświadomości i sprawiają wrażenie zadziwiająco ograniczonych.”
Poziom wykształcenia sprawił, że mężczyzna oczekiwał wyższego poziomu intelektu. Mimo edukacji kobieta nie spełniła tych oczekiwań. Dla intelektualisty wykształcona kobieta staje się więc niezwykle osobliwym stworzeniem. Jest wykształcona, a jednocześnie stosunkowo mało bystra.
Kto naturalnie kojarzy edukację z wiedzą pozbawioną samoświadomości? Albo erudycję pozbawioną rozumu i intelektualnej ciekawości? Czy właśnie te cechy nie stanowią fundamentu wszelkiej wiedzy? Oczywiście, że stanowią. A jednak dzięki pamięciowemu przyswajaniu informacji wiedza może być przekazywana bez głębszego niż powierzchowne zrozumienia.
Nauka spod znaku kultu cargo – Richard Feynman [1974]
Fundamenty intelektualizmu są konieczne do tworzenia nowych idei. Nie są konieczne do ich powtarzania. Ktoś, kto szybko się uczy, a raczej zapamiętuje, nie musi być dobrym myślicielem. Wystarczy spojrzeć na Chińczyków, aby zobaczyć raczej naśladownictwo niż innowacyjność. Kobiety, niezależnie od narodowości, funkcjonują w podobny sposób.
Błąd mężczyzny polega na utożsamianiu edukacji z intelektualizmem. Inteligentni mężczyźni zakładają, że wykształcenie można zdobyć jedynie dzięki racjonalności, zdolności analitycznej i przede wszystkim intelektualnej ciekawości. Dlatego błędnie przypisują te cechy wykształconym kobietom, ponieważ wydaje im się niemożliwe osiągnięcie sukcesu edukacyjnego bez ich posiadania. Oczywiście taki sposób rozumowania jest błędny.
Nawet najbardziej podstawowe doświadczenie życiowe szybko pokazuje, że większość wykształconych kobiet to nic więcej niż sprawne osoby uczące się pamięciowo. Dobrze opanowały zapamiętywanie sposobu działania skomplikowanych procesów, ale są znacznie mniej zdolne do samodzielnego rozumowania wykraczającego poza to, czego zostały nauczone.
Wygląda więc na to, że w kwestii osiągnięć edukacyjnych wytrwałość i pamięć mają większe znaczenie niż intelekt. Gdyby było inaczej, nie obserwowalibyśmy tak dużej liczby wysoko wykształconych kobiet. Gdyby edukacja rzeczywiście wymagała samodzielnego myślenia, zabrakłoby absolwentów.
A liczba kobiet kończących studia? Spadłaby gwałtownie. Nie bez powodu kobiety często sprawdzają się jako księgowe. Księgowi zapamiętują procedury służące równoważeniu aktywów i zobowiązań. Miejsca na innowacyjność jest tam niewiele.
Uczenie się jako cykliczna aktualizacja obrazu rzeczywistości
Od rzeczywistości do hiperrzeczywistości
Wykład Johna Cleese’a o kreatywności (1991)
Męscy studenci wykazują większą tolerancję wobec politycznych wrogów niż studentki wobec własnych sojuszników
2.) Hipergamia akademicka w skrócie
Z wszystkich wcześniej wymienionych powodów mężczyźni oczekujący, że wykształcone kobiety będą bardziej interesujące i bardziej racjonalne, spotkają się jedynie z rozczarowaniem. Nieważne, jak bardzo wykształcisz kobietę, jej brak logicznego myślenia i powierzchowna obsesja na punkcie błahostek i drobiazgów pozostaną. Ponieważ drobiazgowość jest objawem solipsyzmu, warto uznać ją za niezmienny element kobiecej natury.
Kiedy przemawia kobieca hipergamia, brzmi to mniej więcej tak: „Dlaczego miałabym obniżać swoje standardy dla kogokolwiek?” Kobiety zazwyczaj zdobywają wykształcenie po to, aby zwiększyć swój status społeczny i poszerzyć dostęp do mężczyzn o wysokim statusie, a nie dlatego, że kieruje nimi wrodzona ciekawość intelektualna.
Wraz ze zdobywaniem kolejnych kwalifikacji ich już wysokie oczekiwania stają się jeszcze wyższe. Błędnie zakładają, że ich wykształcenie zwiększa ich atrakcyjność w oczach mężczyzn, ponieważ status jest czymś, co same uznają za atrakcyjne u mężczyzn.
Jest to nic więcej niż projekcja pomylona z rzeczywistością. To częsta przypadłość zarówno osób solipsystycznych (mających trudności z myśleniem abstrakcyjnym), jak i narcystycznych (niemających racjonalnych podstaw dla swojego poczucia wyższości).
MAKSYMA IM 101: Wykształcenie i wzrost statusu zwiększają możliwości randkowe mężczyzn, ale zmniejszają możliwości randkowe kobiet.
Powód jest prosty. Kobiety wybierają partnerów znajdujących się wyżej od siebie lub na podobnym poziomie. Mężczyźni wybierają partnerki znajdujące się niżej od siebie lub na podobnym poziomie.
Jeżeli jesteś hipergamiczna, pociągają cię wyłącznie osoby, które uznajesz za lepsze od siebie. Jeżeli jako kobieta dotrzesz na sam szczyt hierarchii, wystarczać ci będą jedynie mężczyźni znajdujący się na samym jej wierzchołku.
Jeżeli jako mężczyzna dotrzesz na szczyt, masz do wyboru wszystkie kobiety znajdujące się poniżej.
W wyniku działania zarówno hipergamii, jak i ekonomii seksualnej w skali makro, wraz ze wzrostem zbiorowych wymagań hipergamicznych kobiet kurczy się pula mężczyzn zdolnych te wymagania spełnić. Dlatego w czasach, gdy mężczyźni o intelektualnych zainteresowaniach coraz częściej unikają uniwersytetów, a nawet najbardziej miałkie kobiety są na nie przyjmowane dzięki polityce preferencyjnego traktowania, osobliwości hipergamii zaczynają stawać się szczególnie widoczne.
Jeżeli kobieta nie znajdzie odpowiedniego partnera podczas studiów i tak ukończy uczelnię. Problem polega na tym, że mężczyźni studiujący na poziomie licencjackim przestaną wydawać się jej szczególnie atrakcyjni. Dlaczego? Ponieważ sama również posiada już taki sam poziom wykształcenia. Mężczyźni z dyplomem licencjackim mogli zaspokajać jej potrzebę awansu tylko wtedy, gdy postrzegała ich jako stojących wyżej od siebie. Teraz już tak nie jest.
Od tej chwili wystarczać jej będą jedynie mężczyźni z bardziej prestiżowymi zawodami i dyplomami, tacy jak lekarze, prawnicy i inni przedstawiciele elit zawodowych.
A jeśli taka kobieta zdobędzie jeszcze tytuł magistra i nadal nie znajdzie odpowiedniego partnera? Proces powtórzy się na jeszcze wyższym poziomie. Tak długo, aż praktycznie sama wyeliminuje się z rynku matrymonialnego.
Żuk, który zakochał się w butelce po piwie | Australia
Wtedy pozostanie jej już tylko narzekać, że mężczyźni są onieśmieleni jej niezależnością finansową, zamiast przyjąć do wiadomości, że mogą być nią zwyczajnie niezainteresowani.
Mówisz: odrzuceni? Dlaczego prawdziwy mężczyzna™ miałby czuć odrzucenie? Im bardziej wykształcona kobieta, tym wyższe są jej wymagania i poczucie uprawnienia oraz roszczeniowości, a tym samym mniejsza staje się jej atrakcyjność. Wyższy status sprawia, że ludzie zachowują się bardziej narcystycznie.
O ile narcyzm jest cechą, która u mężczyzny często sprawdza się całkiem dobrze, o tyle u kobiety zwykle wygląda nienaturalnie i nieatrakcyjnie. Kobiety są z natury przyciągane do męskiego narcyzmu, ponieważ przesadna pewność siebie stanowi jeden z fundamentów skutecznej gry uwodzicielskiej. Natomiast kobiecy narcyzm jest nieatrakcyjny dla większości mężczyzn.
U kobiet przejawia się on jako rozkapryszone, rozpieszczone zachowanie typu „gorącej laski”, a mężczyźni, szczególnie ci najbardziej pożądani, nie chcą mieć poczucia, że pełnią rolę opiekuna nad przerośniętym dzieckiem.
Mężczyźni poszukują polaryzacji i kobiecości w związkach długoterminowych. Dlatego kobiety próbujące osiągnąć błędnie rozumianą równość poprzez edukację w rzeczywistości pogarszają swoje szanse na przyciągnięcie najbardziej pożądanych mężczyzn.
Kobieta, która uważa się za równą mężczyznom, z którymi się spotyka, wyłącznie dlatego, że zdobyła podobny status społeczny, jest przynajmniej psychologicznie nieatrakcyjną idiotką. To nieunikniona głupota wynikająca z przyjęcia przez kobietę podejścia „inni, ale równi” wobec mężczyzn zamiast bardziej tradycyjnego spojrzenia, które lepiej współgra z rzeczywistością.
Kiedy kobieta osiąga szczyty zawodowego statusu, te szczyty przestają wydawać jej się szczególnie imponujące. Balkon wygląda bardziej imponująco, gdy patrzy się na niego z ulicy, niż gdy samemu się na nim stoi.
Jeżeli nie może patrzeć na niego z podziwem, on nie może patrzeć na nią z życzliwą wyższością. Bez tej dynamiki nie ma atrakcyjności. A bez atrakcyjności nie ma miłości.

Skąd się bierze ta luka edukacyjna? Dlaczego mamy tak dużo kobiet po studiach i tak mało mężczyzn?
Jakaś luka edukacyjna występuje prawie wszędzie, ale w Polsce jest ona bardzo wysoka. Istnieje masa koncepcji, dlaczego tak jest, ale brakuje pogłębionych badań. Jako jedną z przyczyn można wskazać koncentrację edukacji wyższej w dużych miastach. To powoduje, że kobiety, które chcą poprawić sobie jakość życia, mają większą skłonność do migracji do dużych miast i tam zaczynają studiować. Cokolwiek.
Jadę do dużego miasta postudiować?
Jeszcze inaczej: część kobiet chce się wyrwać ze swojej małej miejscowości czy wsi, a najlepszym powodem są studia wyższe.
Pokutuje taki stereotyp, że kobiety chcą robić karierę i się edukować, a mężczyźni są oklapli i mniej ambitni. Ale wnioski z badań są inne. Nie chodzi o to, że każda kobieta chce poprzez studia zdobyć jakiś konkretny zawód, o którym marzy, albo uważa, że po tych studiach będzie zarabiać dużo pieniędzy. Częstym motywem jest to, że studia to bezpieczne wejście do dużego miasta. Mężczyźni rzadziej wykazują skłonność, żeby studiować dla studiowania i uczyć się kierunków, po których ciężko o jakiś konkretny zawód.
Czyli prywatną Wyższą Szkołę Tego i Owego kończą głównie dziewczyny?
Tak. To wynika ze statystyk. Mężczyźni bardziej cenią konkret i to, żeby zarabiać tu i teraz. Zresztą możliwości uzyskania w miarę dobrej pracy przez mężczyznę ze średnim wykształceniem są jednak lepsze niż w przypadku kobiety. Innym powodem dużej luki edukacyjnej może być to, że szkoły są jednak bardziej nastawione na kształcenie kobiet. Wysoki stopnień feminizacji wśród kadry pedagogicznej tworzy dla dziewczyn nieco lepszą atmosferę do nauki niż dla chłopców. To nie jest nic decydującego – chcę to podkreślić – ale kolejny mały czynnik tu, mały czynnik tam, no i to w końcu tworzy pewien wzorzec. Chłopcy w szkołach czują się bardziej wyobcowani, mają większą skłonność do trudności edukacyjnych, częściej powtarzają klasę i częściej nie kończą szkół niż dziewczynki. Kolejna rzecz: w wieku nastoletnim status chłopaka w grupie bardziej zależy od tego, że jest przekorny, potrafi się postawić nauczycielowi, a nie od tego, że dobrze się uczy i odrabia prace domowe.
Podsumowując ten rozdział:
Lepiej wykształcone kobiety oznaczają więcej niezadowolonych kobiet. Przyjmując męską strategię i dążąc do prestiżu zamiast rozwijania kobiecości, kobiety dosłownie wyceniają same siebie poza rynek matrymonialny.
Dlaczego rozsądny i odnoszący sukcesy mężczyzna miałby chcieć znosić nieznośność zadufanej w sobie akademiczki? Kiedy kobiety w społeczeństwie stają się lepiej wykształcone od mężczyzn, męska niechęć do narcyzmu napędzanego hipergamią rośnie równolegle z kobiecą niechęcią do wiązania się z mężczyznami o niższym statusie. Rezultat? Stare panny i ogrom wzajemnej niechęci.
3.) Miałkość, głębia i zrozumienie kobiecej inteligencji
Bardziej niż cokolwiek innego sądzę, że gdyby istniała jedna rzecz zdolna zniszczyć kobiecą miałkość, byłaby nią edukacja. Edukacja daje kobietom największą szansę na rozwinięcie intelektualnej ciekawości dotyczącej mechanizmów ukrytych za kurtyną życia. A jednak cechy te są wśród kobiet tak niezwykle rzadkie, że zaczynam się zastanawiać, co właściwie edukacja rzeczywiście z nimi robi.
Miałkość jest również produktem powierzchownych lub słabo przemyślanych przekonań. Najczęściej polega to na bezrefleksyjnym wygłaszaniu własnych odczuć, rzucaniu zbędnych uwag i formułowaniu opinii bez głębszego namysłu. Skoro miałkość jest skutkiem solipsyzmu, ma to sens. Edukacja nie unieważnia solipsyzmu.
Wykształcenie dostarcza kobietom wiedzy, która pozwala stworzyć imitację [symulakrum] intelektualizmu, ale wiedza ta wydaje się niemal całkowicie oderwana od jakiejkolwiek wrodzonej ciekawości intelektualnej.
To właśnie te przeciętne kobiety często uznają się za intelektualnie wyższe od mężczyzn bez dyplomu, mimo że wielu takich mężczyzn posiada naturalną ciekawość intelektualną, której większości kobiet z dyplomami brakuje.
Jeśli kiedykolwiek istniała jakaś szczególnie przewrotna sytuacja, to właśnie ta. Głupie wykształcone kobiety i inteligentni niewykształceni mężczyźni. Co za paradoks.
Obecnie w szkolnictwie wyższym jest więcej kobiet niż mężczyzn, a mimo to z pełnym przekonaniem twierdzę, że przeciętny niewykształcony mężczyzna jest bardziej świadomy i bardziej ciekawy intelektualnie niż jego lepiej wykształcone kobiece odpowiedniki. Powód jest prosty. To wrodzone kobiece skupienie na sprawach społecznych, mentalność stadna oraz potrzeba bycia lubianą i akceptowaną napędzają miałkość. I wydaje się, że żadna ilość edukacji nie jest w stanie tego wykorzenić.
A zatem, jeśli kobieta nie jest miałka, prawdopodobnie wynika to bardziej z jej biologicznych predyspozycji (na przykład jest autystyczna), niż z efektów formalnej edukacji. A jednak pomimo edukacyjnych sukcesów współczesnych kobiet, sukces ten wydaje się mieć minimalny wpływ na ich zainteresowania i hobby.
Edukacja nie uczyniła kobiet bardziej interesującymi. Edukacja nie dała kobietom zainteresowań znacząco różniących się od tych, które mają kobiety niewykształcone. Nie zaszczepiła też żadnego szczególnego poczucia obowiązku wynikającego z uprzywilejowanej pozycji.
Edukacja nie oderwała kobiet od społecznego umysłu roju ani nie dała im rzeczywistej autonomii intelektualnej. Nie wydaje się rozszerzać kobiecego umysłu. Wydaje się jedynie go zapełniać. I to jest smutne. Bo w epoce, w której podobno „wszystko jest konstruktem społecznym”, jeśli cokolwiek miałoby tego dokonać, powinna to być właśnie edukacja.
Wydaje się sprzeczne z intuicją, że przeciętna kobieta z dyplomem prawa czy biologii może nie przejmować się niczym poza Kim Kardashian i godzinami rozprawiać z dziecięcą fascynacją o butach, jednocześnie nie wykazując niemal żadnego zainteresowania bardziej istotnymi i intelektualnie pobudzającymi tematami, takimi jak filozofia czy polityka. A jednak tak właśnie jest.
Wiele rzeczy związanych z kobietami wydaje się na pierwszy rzut oka sprzecznych z intuicją. Ta sprzeczność płynie w ich żyłach. Gdyby było inaczej, potrzeba istnienia czerwonej pigułki byłaby znacznie mniejsza.
Zawsze znajdzie się kobieta, która powie, że nienawidzi Kim Kardashian i uwielbia Nietzschego. I jestem pewien, że takie kobiety istnieją. Ale są one wyjątkiem, a nie regułą. Nie dostrzegać, że stanowią wyjątek i używać własnego przypadku jako kontrargumentu mającego obalić tę tezę, to przejaw krótkowzroczności, jeśli nie intelektualnej nieuczciwości.
Mówimy przecież o ogólnych skłonnościach kobiet jako grupy. Nie o wyjątkowym płatku śniegu, która przeczytała całego Nietzschego i woli prowadzić poważne dyskusje o abstrakcyjnych zagadnieniach z mężczyznami niż plotkować z kobietami.
Podejrzewam, że czytelniczki Illimitable Men są bliższe tej drugiej kategorii. Ale być może się mylę. Mogę jedynie spekulować. Kobiety z reguły nie są intelektualistkami w głębi swojej natury. Posiadają natomiast wystarczająco wysoki iloraz inteligencji, aby przejść przez cały proces edukacyjny, nauczyć się materiału pamięciowo i zdawać egzaminy. I wiele z nich robi dokładnie to po to, aby uzyskać dostęp do mężczyzn o wyższym potencjale zarobkowym, jak opisano wcześniej.
Dlatego kobieta może wyglądać imponująco na papierze, a jednocześnie pozostawać całkowicie nudna z powodu braku autentycznej ciekawości intelektualnej. Wygląda na to, że podstawowa natura kobiet trwa niewzruszenie pomimo całego programu edukacyjnego.
Mówiąc prościej: W kwestiach umysłowych edukacja nie czyni kobiet bardziej podobnymi do mężczyzn. Nie daje im ani większej racjonalności, ani większej ciekawości. Daje jedynie wiedzę. Można się zdziwić, jak wiele kobiet jest „wykształconych”, a mimo to nie posiada ani krzty intelektualizmu czy oryginalnej myśli. Są mistrzyniami uczenia się. Wyraźnie skoncentrowane, zdyscyplinowane i „inteligentne” w tym sensie, że potrafią szybko przyswajać idee i procesy. A mimo to osiągają to wszystko bez najmniejszego śladu intelektualnej ciekawości czy samodzielnego myślenia.
To fascynujące zjawisko. Przypomina mi ono przekazywanie wiedzy samoświadomości pozbawionemu robotowi. Inteligentnemu. Sprawnemu. Wszechstronnie poinformowanemu. A jednocześnie z natury pozbawionemu samoświadomości. Taki robot perfekcyjnie wykonuje instrukcje. Powtarza to, czego go nauczono. Naśladuje to, co mu pokazano. Ale jeśli przestaniesz dostarczać mu wiedzę, przestanie jej szukać. Nigdy nie stanie się czymś więcej, niż jest. Nigdy nie nauczy się samodzielnie myśleć z jakimkolwiek stopniem trafności czy wiarygodności.
„Mam wrażenie, że dzisiaj studenci nie uczą się, jak leczyć ludzi, tylko jak zdawać testy. I niektórzy, niczym mistrzowie rebusów, są w tym naprawdę nieźli. Od razu znajdują tzw. klucz. Nie potrafią spokojnie pogadać, dociekać, stawiać właściwe pytania ani słuchać odpowiedzi. Najlepiej „ABCD”, bo to daje efekty i jest bezpieczne dla obu stron. Taki system premiuje lekarskiego robota, dla którego empatia, kontekst społeczny czy sytuacyjny, komunikaty pozawerbalne, uczucia, emocje, zwykła ludzka konwersacja to kompletna abstrakcja. A dla niektórych wręcz dopust boży.” – Źródło: Puls Medycyny, Marek Stankiewicz: Dzisiaj studenci nie uczą się, jak leczyć ludzi, tylko jak zdawać testy.
„Najkarygodniejszym błędem obecnego systemu wychowania jest jego fałszywa postawa psychologiczna, która przyjmuje, że mechaniczne wbijanie w pamięć całych podręczników rozwija inteligencję(…) ani na chwilę zaś nie poświęca na kształcenie umysłu i zdolności samodzielnego myślenia.. Nauka szkolna to posłuszeństwo połączone z kuciem na pamięć.” – Gustaw Le Bon (Psychologia tłumu)
Piszę to z pełnym przekonaniem, że mężczyźni byliby zachwyceni, gdyby edukacja rzeczywiście czyniła kobiety bardziej interesującymi lub naturalnie bardziej ciekawymi świata. Nie chodzi o to, że chciałbym, aby te twierdzenia były prawdziwe. Chodzi raczej o to, że moje doświadczenie i obserwacje sugerują, że właśnie tak jest.
Łatwo czytać teksty tego rodzaju i odnieść wrażenie, że ich celem jest po prostu umniejszanie kobietom. Szczerze mówiąc, moim jedynym celem jest zrozumienie, jak to możliwe, że kobiety tak inteligentne potrafią jednocześnie sprawiać wrażenie tak głupich, a następnie wyjaśnienie tego rozdźwięku mężczyznom. Jest to stanowisko realizmu, a nie pesymizmu, choć doskonale rozumiem, że oba te podejścia mogą wydawać się bardzo podobne.
4.) Zakończenie
Większość kobiet jest miałka. Miałkość jest objawem solipsyzmu, a tym samym jednym z podstawowych założeń koncepcji „Wszystkie Kobiety Są Takie”. Jest to coś, co mężczyźni muszą nauczyć się akceptować. Życzenie sobie, żeby było inaczej, jest bezcelowe, ponieważ nie zmienia rzeczywistości.
Kobiety nierozsądnie postępują, próbując przekonać nas, że jest inaczej. Mamy przecież zarówno oczy, jak i uszy. Mówiąc całkiem wprost: Zdecydowana większość kobiet jest pozbawiona pasji, miałka i nie posiada żadnych prawdziwych zainteresowań ani hobby wykraczających poza życie towarzyskie i zakupy.
Podczas gdy bardziej towarzysko nastawieni mężczyźni uznają impulsywne i skupione na sobie zachowania kobiet za urocze oraz ekscytujące, intelektualista odczuwa znudzenie, zniechęcenie i rozczarowanie.
Tak samo jak kobiety, nawet te wykształcone, często uważają intelektualnych mężczyzn, którzy nie zgłębiali sztuki uwodzenia, za nudnych, tak samo tacy mężczyźni uznają banalne, powierzchowne i nastawione wyłącznie na kontakty społeczne rozmowy kobiet za równie nużące.
Racjonalny mężczyzna, niezależnie od kwestii seksualnych, nudzi się kobietami z powodu ogromnej intelektualnej przepaści między własną głębią a tym, co postrzega jako jej brak po drugiej stronie. Wykształcona kobieta rzadko jest intelektualistką w najpełniejszym znaczeniu tego słowa. Rzadko jest kobietą jednocześnie kierującą się rozumem i ciekawością poznawczą. Dlatego rozsądny mężczyzna powinien szukać intelektualnej stymulacji i społecznej więzi przede wszystkim w towarzystwie innych mężczyzn. To tam znajdzie większe bogactwo.
Wykształcona kobieta sama w sobie nie daje mężczyźnie żadnych dodatkowych korzyści wynikających wyłącznie z jej edukacji. Jeżeli już, jej wykształcenie wzmacnia jej narcyzm kosztem osobowości. Nie jest to dokładnie to, czego oczekuje intelektualista poszukujący „intelektualnej partnerki”. Prawdę mówiąc, miałby większe szanse znaleźć warsztat Świętego Mikołaja. Intelektualna więź nie jest tym, w czym kobiety się wyróżniają. Seks owszem jest.
Źródło: Educated Women & Vapidity
Zobacz na: Język Kobieciński
Nowy sposób wyjaśniania – David Deutsch
Metoda Feynmana: zrozumieć tak głęboko, żeby nie musieć pamiętać
Metoda Feynmana: Rekonstrukcja zamiast Konsumpcji – czytanie to nie uczenie się.
Jak szkolnictwo USZKODZIŁO twój mózg (ostrzeżenie Richarda Feynmana)
Ted Turner o przyroście naturalnym i edukacji kobiet
Najnowsze komentarze