Jak francuscy „intelektualiści” zrujnowali Zachód: postmodernizm i jego wpływ – Helen Pluckrose
27 marzec 2017

Postmodernizm, wywodzący się z francuskiej filozofii lat 60., podważa istnienie obiektywnej prawdy, rozumu i uniwersalnych zasad, zastępując je relatywizmem, polityką tożsamości i prymatem „doświadczenia przeżywanego”. Myśliciele tacy jak Lyotard, Foucault i Derrida zakwestionowali naukę, stabilne znaczenie języka oraz ideę wspólnej ludzkiej natury, redefiniując wiedzę jako narzędzie władzy. Idee te przeniknęły ze środowiska akademickiego do aktywizmu, osłabiając liberalną demokrację, naukę i wolność słowa, sprzyjając irracjonalizmowi i plemienności. Helen Pluckrose ostrzega, że zarówno postmodernistyczna Lewica, jak i post prawdziwa Prawica prowadzą do rozpadu racjonalnego porządku. Ratunkiem jest powrót do konsekwentnego liberalizmu, rozumu, uniwersalnych praw człowieka i obrony obiektywnej wiedzy.
Postmodernizm stanowi zagrożenie nie tylko dla liberalnej demokracji, ale dla samej nowoczesności. Może to brzmieć jak śmiała, a nawet przesadzona teza, lecz w rzeczywistości zespół idei i wartości leżących u podstaw postmodernizmu wyszedł poza mury środowiska akademickiego i zdobył ogromną władzę kulturową w społeczeństwach zachodnich. Irracjonalne i tożsamościowe „symptomy” postmodernizmu są łatwo rozpoznawalne i często krytykowane, jednak etos, który za nimi stoi, jest słabo rozumiany. Dzieje się tak częściowo dlatego, że postmoderniści rzadko wyjaśniają swoje stanowiska w sposób jasny, a częściowo z powodu wewnętrznych sprzeczności i niespójności tego sposobu myślenia, który zaprzecza istnieniu stabilnej rzeczywistości oraz wiarygodnej wiedzy. Mimo to u podstaw postmodernizmu leżą spójne idee, a ich zrozumienie jest kluczowe, jeśli chcemy im się przeciwstawić. Leżą one u źródeł problemów, które dziś obserwujemy w aktywizmie sprawiedliwości społecznej, podważają wiarygodność Lewicy i grożą cofnięciem nas do irracjonalnej, plemiennej, „przednowoczesnej” kultury.
Leonard Peikoff: Heraklit z Efezu, Świat Zmiany i Sprzeczności – Historia Filozofii Zachodniej (część 3 z 50)
Leonard Peikoff: Sceptycyzm Greckich Sofistów – Historia Filozofii Zachodniej (część 7 z 50)
Leonard Peikoff: Metafizyka Platona: Świat Dostępny Zmysłom i Świat Form Idealnych – Historia Filozofii Zachodniej (część 9 z 50)
Postmodernizm, w najprostszym ujęciu, jest ruchem artystycznym i filozoficznym, który narodził się we Francji w latach 60. XX wieku i zaowocował dezorientującą sztuką oraz jeszcze bardziej dezorientującą „teorią”. Czerpał z awangardy i surrealizmu oraz z wcześniejszych idei filozoficznych, zwłaszcza Nietzschego i Heideggera, w swoim antyrealizmie i odrzuceniu koncepcji spójnej, jednolitej jednostki. Był reakcją na liberalny humanizm nowoczesnych ruchów artystycznych i intelektualnych, które jego zwolennicy postrzegali jako naiwnie uniwersalizujące zachodnie, mieszczańskie i męskie doświadczenie.
Odrzucono także filozofię ceniącą etykę, rozum i jasność, formułując wobec niej te same zarzuty. Strukturalizm to ruch, który (często z nadmierną pewnością siebie) próbował analizować kulturę i psychologię ludzką poprzez spójne struktury relacji i znalazł się pod ostrzałem. Marksizm, z jego ujmowaniem społeczeństwa poprzez klasy i struktury ekonomiczne, uznano za równie sztywny i uproszczony. Przede wszystkim jednak postmoderniści zaatakowali naukę oraz jej dążenie do obiektywnej wiedzy o rzeczywistości istniejącej niezależnie od ludzkich percepcji, uznając ją za kolejną formę skonstruowanej ideologii zdominowanej przez burżuazyjne, zachodnie założenia. Zdecydowanie lewicowy, postmodernizm łączył w sobie etos nihilistyczny i rewolucyjny, który rezonował z powojennym, post imperialnym duchem epoki na Zachodzie. W miarę jak postmodernizm rozwijał się i różnicował, jego pierwotnie silniejsza, nihilistyczna faza dekonstrukcyjna stała się wtórna (choć nadal fundamentalna) wobec rewolucyjnej fazy „polityki tożsamości”.
Spór dotyczy tego, czy postmodernizm jest reakcją przeciw nowoczesności. Epoka nowoczesna to okres, który obejmuje humanizm renesansowy, Oświecenie, rewolucję naukową oraz rozwój liberalnych wartości i praw człowieka; czas, gdy społeczeństwa Zachodu stopniowo zaczęły cenić rozum i naukę ponad wiarę i przesądy jako drogi do wiedzy oraz rozwinęły koncepcję osoby jako jednostki należącej do rodzaju ludzkiego, zasługującej na prawa i wolności, zamiast jako członka kolektywów podporządkowanych sztywnym hierarchiom społecznym.
Encyclopaedia Britannica stwierdza, że postmodernizm „w dużej mierze jest reakcją przeciw filozoficznym założeniom i wartościom nowoczesnego okresu zachodniej (ściślej: europejskiej) historii”, podczas gdy Stanford Encyclopedia of Philosophy temu zaprzecza, twierdząc, że „jego różnice mieszczą się raczej w obrębie samej nowoczesności, a postmodernizm jest kontynuacją nowoczesnego myślenia w innym trybie”.
Sugerowałabym, że różnica ta zależy od tego, czy nowoczesność postrzegamy przez pryzmat tego, co stworzyła, czy tego, co zniszczyła. Jeśli istotą nowoczesności jest rozwój nauki i rozumu oraz humanizmu i uniwersalnego liberalizmu, postmoderniści są jej przeciwnikami. Jeśli natomiast uznamy, że nowoczesność polegała na burzeniu struktur władzy takich jak feudalizmu, Kościoła, patriarchatu i Imperium to wówczas postmoderniści próbują ją kontynuować, lecz ich celami stają się dziś nauka, rozum, humanizm i liberalizm.W konsekwencji korzenie postmodernizmu są z natury polityczne i rewolucyjne, choć w sposób destrukcyjny lub, jak sami by to określili, dekonstrukcyjny.
Termin „postmodernizm” został ukuty przez Jeana-François Lyotarda w jego książce z 1979 roku Kondycja ponowoczesna. Zdefiniował on kondycję postmodernistyczną jako „niewiarę wobec metanarracji”. Metanarracja to szeroka, spójna opowieść wyjaśniająca wielkie zjawiska. Religie oraz inne totalizujące ideologie są metanarracjami w swoich próbach wyjaśnienia sensu życia lub wszystkich problemów społeczeństwa. Lyotard proponował zastąpienie ich „mininarracjami”, aby dotrzeć do mniejszych, bardziej osobistych „prawd”. W ten sposób odnosił się zarówno do chrześcijaństwa i marksizmu, jak i do nauki.
Modele mentalne, głębokie historie i prawdziwa obserwacja
Według niego „istnieje ścisły związek między rodzajem języka zwanym nauką a rodzajem języka zwanym etyką i polityką” (s. 8). Łącząc naukę i wytwarzaną przez nią wiedzę z rządem i władzą, odrzuca on jej roszczenie do obiektywności. Lyotard opisuje tę niewiarę jako stan ogólny i twierdzi, że od końca XIX wieku „wewnętrzna erozja zasady legitymizacji wiedzy” zaczęła zmieniać status wiedzy (s. 39). Do lat 60. wynikające z tego „zwątpienie” i „demoralizacja” naukowców miały wywrzeć „wpływ na centralny problem legitymizacji” (s. 8). Żadna liczba naukowców zapewniających go, że nie są zdemoralizowani ani bardziej pełni wątpliwości niż przystoi praktykom metody, której wyniki są zawsze prowizoryczne, a hipotezy nigdy „nieudowodnione”, nie była w stanie zmienić jego zdania.
U Lyotarda widzimy wyraźny relatywizm epistemiczny (przekonanie o istnieniu prawd lub faktów osobistych bądź kulturowo specyficznych) oraz postulat uprzywilejowania „doświadczenia przeżywanego” ponad dowody empiryczne. Widzimy także promowanie wersji pluralizmu, która uprzywilejowuje poglądy grup mniejszościowych ponad ogólny konsensus naukowców lub liberalno-demokratyczną etykę, przedstawianą jako autorytarna i dogmatyczna. Jest to spójne z myślą postmodernistyczną.

Jean-François LyotardKultura
Twórczość Michela Foucaulta również koncentruje się na języku i relatywizmie, choć zastosował on te idee do historii i kultury. Nazwał swoje podejście „archeologią”, ponieważ postrzegał siebie jako kogoś, kto „odsłania” aspekty kultury historycznej poprzez zapisane dyskursy (wypowiedzi, które promują lub zakładają określony punkt widzenia). Dla Foucaulta dyskursy kontrolują to, co może być „poznane”, a w różnych epokach i miejscach różne systemy władzy instytucjonalnej kontrolują dyskursy. W konsekwencji wiedza jest bezpośrednim produktem władzy.
„W każdej danej kulturze i w każdym danym momencie zawsze istnieje tylko jedna ‘episteme’, która określa warunki możliwości wszelkiej wiedzy, niezależnie od tego, czy jest ona wyrażona w teorii, czy milcząco zawarta w praktyce.” [1]
Karoń o formie komunikacji jaką jest DYSKURS, prowadzący do KONSENSUSU
Mentalny Punkt Wyjścia
Co więcej, sami ludzie są konstruowani kulturowo. „Jednostka, wraz ze swoją tożsamością i cechami, jest produktem relacji władzy sprawowanej nad ciałami, wielościami, ruchami, pragnieniami, siłami.”[2] Foucault pozostawia niemal zerową przestrzeń dla indywidualnej sprawczości lub autonomii. Jak zauważa Christopher Butler, Foucault „opiera się na przekonaniach o inherentnym[wrodzonym] złu pozycji klasowej jednostki lub jej pozycji zawodowej, postrzeganej jako ‘dyskurs’, niezależnie od moralności jej indywidualnego postępowania.”[3] Przedstawia on średniowieczny feudalizm i nowoczesną liberalną demokrację jako jednakowo opresyjne oraz postuluje krytykowanie i atakowanie instytucji w celu zdemaskowania „politycznej przemocy, która zawsze działała poprzez nie w sposób ukryty.”[4]
Pomoc Społeczna to mylny trop: powrót feudalizmu
Feminizm, trójkąt Karpmana i szukanie kozła ofiarnego
U Foucaulta widzimy najbardziej skrajną postać relatywizmu kulturowego odczytywanego przez struktury władzy, w których wspólne człowieczeństwo i indywidualność są niemal całkowicie nieobecne. Zamiast tego ludzie są konstruowani przez swoją pozycję wobec dominujących idei kulturowych jako ciemiężyciele albo uciskani. Judith Butler czerpała z Foucaulta w swojej fundamentalnej roli w teorii queer, koncentrując się na kulturowo konstruowanym charakterze płci, podobnie jak Edward Said w swojej roli w post kolonializmie i „Orientalizmie” oraz Kimberlé Crenshaw w rozwoju „intersekcjonalności” i promowaniu polityki tożsamości. Widzimy tu również utożsamienie języka z przemocą i przymusem oraz utożsamienie rozumu i uniwersalnego liberalizmu z opresją.
Queerowa polityka Michela Foucaulta
Queerowy marksizm: Peter Drucker
To Jacques Derrida wprowadził pojęcie „dekonstrukcji” i on również argumentował na rzecz konstruktywizmu kulturowego oraz kulturowej i osobistej relatywności. Skupił się jeszcze bardziej bezpośrednio na języku. Najbardziej znane stwierdzenie Derridy: „Nie ma nic poza tekstem” odnosi się do jego odrzucenia idei, że słowa odnoszą się do czegokolwiek w sposób prosty. Zamiast tego „istnieją tylko konteksty, bez żadnego centrum absolutnego zakotwiczenia.”[5]
W konsekwencji autor tekstu nie jest autorytetem w sprawie jego znaczenia. Czytelnik lub słuchacz tworzy własne, równie uprawnione znaczenie, a każdy tekst „rodzi nieskończenie wiele nowych kontekstów w sposób absolutnie nienasycalny”. Derrida ukuł termin différance, wywodząc go od czasownika différer, który oznacza zarówno „odraczać”, jak i „różnić się”. Miało to wskazywać, że znaczenie nigdy nie jest ostateczne, a ponadto jest konstruowane przez różnice, a konkretnie przez opozycje. Słowo „młody” ma sens tylko w relacji do słowa „stary”, a Derrida, idąc za Saussure’em, twierdził, że znaczenie jest konstruowane przez konflikt tych elementarnych opozycji, które w jego ujęciu zawsze tworzą biegun pozytywny i negatywny. „Mężczyzna” jest pozytywny, a „kobieta” negatywna. „Zachód” jest pozytywny, a „Wschód” negatywny. Utrzymywał, że „nie mamy do czynienia z pokojowym współistnieniem vis-à-vis, lecz z gwałtowną hierarchią. Jeden z dwóch terminów rządzi drugim (aksjologicznie, logicznie itd.) albo ma nad nim przewagę. Zdekonstrukować opozycję to przede wszystkim, w danym momencie, odwrócić hierarchię.”[6] Dekonstrukcja polega więc na odwracaniu tych postrzeganych hierarchii, czyniąc „kobietę” i „Wschód” pozytywnymi, a „mężczyznę” i „Zachód” negatywnymi. Ma się to dokonywać ironicznie, aby ujawnić kulturowo skonstruowany i arbitralny charakter tych postrzeganych opozycji pozostających w nierównej relacji konfliktu.
Karl Popper: Czym Jest Dialektyka?
Sekta, do której należy wielu, choć nie zdają sobie z tego sprawy
U Derridy widzimy dalszy relatywizm, zarówno kulturowy, jak i epistemiczny oraz dalsze uzasadnienie dla polityki tożsamości. Pojawia się wyraźne zaprzeczenie temu, że różnice mogą być czymś innym niż opozycjami, a tym samym odrzucenie oświeceniowych wartości liberalizmu, które dążą do przezwyciężania różnic oraz do skupienia się na uniwersalnych prawach człowieka i indywidualnej wolności oraz sprawczości. Widzimy tu podstawy „ironicznej mizandrii” oraz mantry „odwrotny rasizm nie istnieje”, a także idei, że tożsamość determinuje to, co można zrozumieć. Widzimy również odrzucenie potrzeby jasności w mowie i argumentacji, a także potrzeby rozumienia punktu widzenia drugiej strony i unikania nieporozumień. Intencja mówiącego jest nieistotna. Liczy się wpływ wypowiedzi. To, wraz z ideami foucaultowskimi, leży u podstaw obecnego przekonania o głęboko szkodliwym charakterze „mikroagresji” oraz o niewłaściwym użyciu terminologii związanej z płcią, rasą lub seksualnością.

Jacques Derrida
Lyotard, Foucault i Derrida to tylko trzej z „ojców założycieli” postmodernizmu, lecz ich idee dzielą wspólne motywy z innymi wpływowymi „teoretykami” i zostały podjęte przez późniejszych postmodernistów, którzy zastosowali je do coraz szerszego zakresu dyscyplin w naukach społecznych i humanistycznych. Widzieliśmy, że obejmuje to skrajną wrażliwość na język na poziomie pojedynczych słów oraz przekonanie, że to, co mówiący ma na myśli, jest mniej ważne niż to, jak jego wypowiedź zostaje odebrana, niezależnie od tego, jak radykalna jest interpretacja. Wspólne człowieczeństwo i indywidualność są zasadniczo iluzjami, a ludzie są nośnikami lub ofiarami dyskursów w zależności od swojej pozycji społecznej; pozycji zależnej od tożsamości znacznie bardziej niż od ich indywidualnego uczestnictwa w społeczeństwie. Moralność jest kulturowo relatywna, podobnie jak sama rzeczywistość. Dowody empiryczne są podejrzane, podobnie jak wszelkie kulturowo dominujące idee, w tym nauka, rozum i uniwersalny liberalizm. Są to wartości Oświecenia, które uznaje się za naiwne, totalizujące i opresyjne, a ich zniszczenie przedstawia się jako moralną konieczność. Znacznie ważniejsze są „doświadczenia przeżywane”, narracje i przekonania grup „zmarginalizowanych”, z których wszystkie są równie „prawdziwe”, lecz teraz muszą być uprzywilejowane ponad wartościami Oświecenia, aby odwrócić opresyjną, niesprawiedliwą i całkowicie arbitralną społeczną konstrukcję rzeczywistości, moralności i wiedzy.
Pragnienie „rozbijania” status quo, kwestionowania powszechnie uznawanych wartości i instytucji oraz stawania w obronie zmarginalizowanych jest w swoim etosie absolutnie liberalne. Sprzeciw wobec tego jest stanowczo konserwatywny. Taka była historyczna rzeczywistość, jednak znajdujemy się dziś w wyjątkowym momencie historii, w którym status quo jest w dużej mierze liberalne z liberalizmem podtrzymującym wartości wolności, równych praw i równych szans dla wszystkich, niezależnie od płci, rasy czy seksualności. Skutkiem jest zamieszanie, w którym wieloletni liberałowie, chcący zachować ten liberalny status quo, zaczynają być postrzegani jako konserwatyści, a ci, którzy za wszelką cenę chcą unikać konserwatyzmu, znajdują się w pozycji obrońców irracjonalizmu i nieliberalizmu. Podczas gdy pierwsi postmoderniści głównie kwestionowali dyskurs za pomocą dyskursu, aktywiści inspirowani ich ideami stają się coraz bardziej autorytarni i doprowadzają te idee do ich logicznych konsekwencji. Wolność słowa jest zagrożona, ponieważ mowa jest dziś uznawana za niebezpieczną. Tak niebezpieczną, że ludzie uważający się za liberałów potrafią dziś usprawiedliwiać reagowanie na nią przemocą. Potrzeba przekonywania za pomocą racjonalnej argumentacji jest często zastępowana odwołaniami do tożsamości i czystą wściekłością.
O żywotnej potrzebie wolności słowa – prof. Jordan Peterson
Wykład Johna Cleese’a o kreatywności (1991)
Pomimo wszystkich dowodów na to, że rasizm, seksizm, homofobia, transfobia i ksenofobia są w społeczeństwach zachodnich na historycznie niskim poziomie, lewicowi akademicy i aktywiści sprawiedliwości społecznej przejawiają fatalistyczny pesymizm, wzmacniany przez postmodernistyczne praktyki interpretacyjne, które gloryfikują błąd potwierdzenia. Autorytarna władza postmodernistycznych akademików i aktywistów wydaje się dla nich samych niewidoczna, podczas gdy dla wszystkich innych jest oczywista. Jak mówi Andrew Sullivan o intersekcjonalności:
„Postuluje ona klasyczną ortodoksję, przez którą wyjaśnia się całe ludzkie doświadczenie i przez którą musi być filtrowana wszelka mowa. … Podobnie jak niegdyś purytanizm w Nowej Anglii, intersekcjonalność kontroluje język i same warunki dyskursu.” [7]
Pragnienie posiadania mistrza | Psychologia totalitaryzmu – Mattias Desmet
Postmodernizm stał się lyotardowską metanarracją, foucaultowskim systemem władzy dyskursywnej oraz derridiańską opresyjną hierarchią.
Logiczny problem autoreferencyjności był postmodernistom wielokrotnie wskazywany przez filozofów, jednak do tej pory nie został przez nich przekonująco rozwiązany. Jak zauważa Christopher Butler, „wiarygodność twierdzenia Lyotarda o zaniku metanarracji pod koniec XX wieku ostatecznie zależy od odwołania się do kondycji kulturowej intelektualnej mniejszości.” Innymi słowy, twierdzenie Lyotarda wynika bezpośrednio z dyskursów otaczających go w jego burżuazyjnej akademickiej bańce i w istocie samo jest metanarracją, wobec której wcale nie jest on niewierzący ani sceptyczny. Podobnie argument Foucaulta, że wiedza jest historycznie uwarunkowana, sam musi być historycznie uwarunkowany i można się zastanawiać, po co Derrida z takim wysiłkiem wyjaśniał nieskończoną plastyczność tekstów, skoro mógłbym przeczytać cały jego dorobek i z równym autorytetem stwierdzić, że jest to opowieść o królikach.
Nie jest to oczywiście jedyna powszechna krytyka postmodernizmu. Najbardziej rażący problem epistemicznego relatywizmu kulturowego był wielokrotnie podejmowany przez filozofów i naukowców. Filozof David Detmer w książce Challenging Postmodernism pisze:
„Rozważmy następujący przykład podany przez Erazima Koháka: ‘Gdy próbuję, bez powodzenia, wcisnąć piłkę tenisową do butelki po winie, nie muszę próbować z wieloma butelkami i wieloma piłkami, aby — stosując kanony indukcji Milla — dojść indukcyjnie do hipotezy, że piłki tenisowe nie mieszczą się w butelkach po winie’… Jesteśmy teraz w stanie odwrócić role i zapytać [postmodernistyczne twierdzenia o relatywizmie kulturowym]: ‘Jeśli uznaję, że piłki tenisowe nie mieszczą się w butelkach po winie, czy możesz dokładnie wykazać, w jaki sposób moja płeć, historyczne i przestrzenne usytuowanie, klasa, pochodzenie etniczne itd. podważają obiektywność tego sądu?’” [8]
Nie znalazł on jednak postmodernistów skłonnych do wyjaśnienia swojego rozumowania i opisuje zdumiewającą rozmowę z postmodernistyczną filozofką Laurie Calhoun:
„Gdy miałem okazję zapytać ją, czy faktem jest, że żyrafy są wyższe od mrówek, odpowiedziała, że nie jest to fakt, lecz raczej artykuł religijnej wiary w naszej kulturze.”
Fizycy Alan Sokal i Jean Bricmont podejmują ten sam problem z perspektywy nauki w książce Fashionable Nonsense: Postmodern Intellectuals’ Abuse of Science:
„Kto dziś mógłby poważnie zaprzeczać ‘wielkiej narracji’ ewolucji, poza kimś znajdującym się pod wpływem znacznie mniej wiarygodnej metanarracji, takiej jak kreacjonizm? I kto chciałby zaprzeczać prawdziwości podstawowej fizyki? Odpowiedź brzmiała: ‘niektórzy postmoderniści.’”
oraz:
„Jest coś naprawdę osobliwego w przekonaniu, że poszukiwanie praw przyczynowych lub zunifikowanej teorii, albo pytanie, czy atomy rzeczywiście podlegają prawom mechaniki kwantowej, są działaniami z natury ‘burżuazyjnymi’, ‘eurocentrycznymi’, ‘maskulinistycznymi’, a nawet ‘militarystycznymi’.”
Jak wielkim zagrożeniem jest postmodernizm dla nauki? Z pewnością istnieją już zewnętrzne ataki. Podczas niedawnych protestów przeciwko wykładowi Charlesa Murray’a w Middlebury protestujący skandowali jednym głosem:
„Nauka zawsze była używana do legitymizowania rasizmu, seksizmu, klasizmu, transfobii, ableizmu i homofobii, wszystko to ukryte pod pozorem racjonalności i faktów oraz wspierane przez rząd i państwo. W dzisiejszym świecie niewiele jest czegoś takiego jak prawdziwy ‘fakt’.” [9]
Gdy organizatorzy Marszu dla Nauki (March for Science) napisali na Twitterze:
„kolonializm, rasizm, imigracja, prawa rdzennych ludów, seksizm, ableizm, queer-, trans- i interseksfobia oraz sprawiedliwość ekonomiczna są kwestiami naukowymi,” [10]
wielu naukowców natychmiast skrytykowało tę polityzację nauki i odejście od jej pierwotnego celu, czyli ochrony nauki na rzecz ideologii intersekcjonalnej. W Republice Południowej Afryki progresywny ruch studencki #ScienceMustFall oraz #DecolonizeScience ogłosił, że nauka jest tylko jednym ze sposobów poznania, do którego ludzi nauczono się przyzwyczajać. Jako jedną z alternatyw zaproponowano… czary. [11]
„Wokeizm” to współczesne czary – Gene Callahan
„Wokeizm” jako kobiece wzorce zachowań – Helen Andrews
Mimo to nauka jako metodologia nigdzie się nie wybiera. Nie może zostać „zaadaptowana”, by obejmować epistemiczny relatywizm i „alternatywne sposoby poznania”. Może natomiast utracić zaufanie społeczne, a w konsekwencji także finansowanie państwowe i tego zagrożenia nie należy lekceważyć. Co więcej, w czasach, gdy światowi przywódcy kwestionują zmiany klimatu, rodzice wierzą w fałszywe twierdzenia, że szczepionki powodują autyzm, a ludzie zwracają się do homeopatów i naturopatów w sprawie poważnych schorzeń, dalsze podkopywanie zaufania do nauk empirycznych stanowi zagrożenie o niemal egzystencjalnym charakterze.
Maurice Strong: żegnamy człowieka, który wynalazł „zmiany klimatu”
Badania kliniczne nie były zaprojektowane, aby wykluczyć autyzm – dr Kathryn Edwards
Nauki społeczne i humanistyka są jednak w szczególnym niebezpieczeństwie zmiany nie do poznania. Niektóre dyscypliny już się zasadniczo zmieniły. Antropologia kulturowa, socjologia, studia kulturowe i gender studies, na przykład, niemal całkowicie uległy nie tylko relatywizmowi moralnemu, ale także relatywizmowi epistemicznemu. Literatura angielska (English studies) z mojego doświadczenia również naucza dziś w pełni postmodernistycznej ortodoksji. Filozofia, jak widzieliśmy, jest podzielona. Podzielona jest także historia.
Filozofia historii według Marca Blocha
Ale skąd wiesz, że masz rację? Obiektywna teoria historii
Kto palił czarownice?
Historycy empiryczni są często krytykowani przez postmodernistów za twierdzenie, że wiedzą, co naprawdę wydarzyło się w przeszłości. Christopher Butler przytacza oskarżenie Diane Purkiss wobec Keitha Thomasa, że umożliwia on mit, który buduje męską tożsamość historyczną na „bezsilności i niemocy kobiet”, gdy przedstawiał dowody na to, że oskarżone o czary były zazwyczaj bezsilnymi, żebrzącymi kobietami. Najwyraźniej jak można wnioskować powinien był twierdzić, wbrew dowodom, że były to kobiety zamożne, a najlepiej mężczyźni. Jak pisze Butler:
„Wygląda na to, że empiryczne twierdzenia Thomasa po prostu zderzyły się z konkurencyjną zasadą organizującą narrację historyczną według Purkiss, że powinna ona służyć wspieraniu współczesnych pojęć kobiecego upodmiotowienia.” (s. 36)
Sama napotkałam podobny problem, próbując pisać o rasie i płci na przełomie XVII wieku. Twierdziłam, że publiczność Szekspira nie uznałaby pociągu Desdemony do czarnoskórego Otella, chrześcijanina i żołnierza weneckiego za szczególnie trudny do zrozumienia, ponieważ uprzedzenia oparte na kolorze skóry stały się powszechne dopiero nieco później w XVII wieku, wraz z rozwojem atlantyckiego handlu niewolnikami, a wcześniej znacznie większe znaczenie miały różnice religijne i narodowe. Zostałam jednak poinformowana przez wybitnego profesora, że jest to problematyczne i zapytano mnie, jak współczesne czarne społeczności w Ameryce mogłyby się z tym czuć. Zasugerowano, że jeśli dzisiejsi Afroamerykanie czuliby się z tym źle, to albo nie mogło to być prawdą w XVII wieku, albo jest to moralnie niewłaściwe, by w ogóle o tym wspominać. Jak zauważa Butler:
„Myśl postmodernistyczna postrzega kulturę jako zawierającą wiele nieustannie konkurujących narracji, których skuteczność zależy nie tyle od odwołania do niezależnego standardu oceny, ile od ich atrakcyjności dla społeczności, w których krążą.”
Obawiam się o przyszłość humanistyki.
Zagrożenia związane z postmodernizmem nie ograniczają się jednak do środowisk akademickich i kręgów sprawiedliwości społecznej. Idee relatywizmu, nadwrażliwość na język oraz skupienie na tożsamości zamiast na wspólnym człowieczeństwie lub indywidualności zyskały dominację także w szerszym społeczeństwie. Znacznie łatwiej jest powiedzieć, co się czuje, niż rygorystycznie zbadać dowody. Swoboda „interpretowania” rzeczywistości zgodnie z własnymi wartościami wzmacnia bardzo ludzką skłonność do błędu potwierdzenia i motywowanego rozumowania.
Coraz częściej zauważa się, że skrajna prawica wykorzystuje dziś politykę tożsamości i relatywizm epistemiczny w sposób bardzo podobny do postmodernistycznej lewicy. Oczywiście elementy skrajnej prawicy zawsze były skłonne do dzielenia ludzi ze względu na rasę, płeć i seksualność oraz do poglądów irracjonalnych i antynaukowych, jednak postmodernizm wytworzył kulturę znacznie bardziej podatną na takie podejście. Kenan Malik opisuje tę zmianę następująco:
„Gdy wcześniej sugerowałem, że idea ‘alternatywnych faktów’ czerpie z ‘zestawu pojęć, które w ostatnich dekadach były używane przez radykałów’, nie sugerowałem, że Kellyanne Conway, Steve Bannon, a tym bardziej Donald Trump czytali Foucaulta czy Baudrillarda… Chodzi raczej o to, że części środowisk akademickich i lewicy w ostatnich dekadach pomogły stworzyć kulturę, w której zrelatywizowane poglądy na fakty i wiedzę wydają się nieproblematyczne, a tym samym ułatwiły reakcyjnej prawicy nie tylko ponowne przejęcie, ale także promowanie reakcyjnych idei.” [12]
Reakcja Jest Prawdziwym Działaniem – James Lindsay
Ten „zestaw pojęć” grozi cofnięciem nas do czasów sprzed Oświecenia, gdy „rozum” był uważany nie tylko za coś gorszego od wiary, ale wręcz za grzech. James K. A. Smith, reformowany teolog i profesor filozofii, szybko dostrzegł w tym korzyści dla chrześcijaństwa i postrzega postmodernizm jako „świeży powiew Ducha, zesłany, by ożywić wyschłe kości Kościoła” (s. 18). W książce Who’s Afraid of Postmodernism?: Taking Derrida, Lyotard, and Foucault to Church pisze:
„Przemyślane zaangażowanie w postmodernizm zachęci nas do spojrzenia wstecz. Zobaczymy, że wiele z tego, co funkcjonuje pod sztandarem filozofii postmodernistycznej, ma jedno oko zwrócone ku źródłom starożytnym i średniowiecznym i stanowi znaczące odzyskanie przednowoczesnych sposobów poznawania, bycia i działania.” (s. 25)
oraz:
„Postmodernizm może być katalizatorem dla Kościoła, by odzyskać wiarę nie jako system prawdy dyktowany przez neutralny rozum, lecz jako opowieść, która wymaga ‘oczu do widzenia i uszu do słyszenia’.” (s. 125)
My, na Lewicy, powinniśmy bardzo obawiać się tego, co „nasza strona” wytworzyła. Oczywiście nie każdy problem współczesnego społeczeństwa jest winą myślenia postmodernistycznego i nie jest pomocne sugerowanie, że tak jest. Wzrost populizmu i nacjonalizmu w USA oraz w całej Europie wynika również z istnienia silnej skrajnej prawicy oraz z lęku przed islamizacją wywołaną kryzysem uchodźczym. Przyjmowanie sztywnej, skrajnie „anty-Bojownicy o Sprawiedliwość Społeczną” postawy i obarczanie tym elementem Lewicy winą za wszystko jest samo w sobie pełne motywowanego rozumowania i błędu potwierdzenia. Lewica nie jest odpowiedzialna za skrajną prawicę, religijną prawicę ani świecki nacjonalizm, ale jest odpowiedzialna za to, że nie podejmuje rozsądnych obaw w rozsądny sposób, przez co staje się trudniejsza do poparcia dla ludzi rozsądnych. Jest też odpowiedzialna za własną fragmentację, żądania ideologicznej czystości i wewnętrzne podziały, które sprawiają, że nawet skrajna prawica wydaje się przy niej stosunkowo spójna i jednolita.
Aby odzyskać wiarygodność, Lewica musi odbudować silny, spójny i rozsądny liberalizm. Aby to zrobić, musimy „przegadać” postmodernistyczną Lewicę. Musimy przeciwstawić ich podziałom, hierarchiom i opozycjom uniwersalne zasady wolności, równości i sprawiedliwości. Musi istnieć konsekwencja liberalnych zasad w sprzeciwie wobec wszelkich prób oceniania lub ograniczania ludzi ze względu na rasę, płeć czy orientację seksualną. Musimy zmierzyć się z obawami dotyczącymi imigracji, globalizmu i autorytarnej polityki tożsamości, które obecnie wzmacniają skrajną prawicę, zamiast nazywać ludzi je wyrażających „rasistami”, „seksistami” czy „homofobami” i oskarżać ich o chęć popełniania przemocy werbalnej. Możemy to robić, jednocześnie nadal sprzeciwiając się autorytarnym frakcjom prawicy, które rzeczywiście są rasistowskie, seksistowskie i homofobiczne, ale które dziś mogą ukrywać się za fasadą rozsądnego sprzeciwu wobec postmodernistycznej Lewicy.
Nasz obecny kryzys nie jest kryzysem Lewica kontra Prawica, lecz kryzysem między konsekwencją, rozumem, pokorą i uniwersalnym liberalizmem a niespójnością, irracjonalizmem, fanatyczną pewnością siebie i plemiennym autorytaryzmem. Przyszłość wolności, równości i sprawiedliwości wygląda równie ponuro, niezależnie od tego, czy wygra postmodernistyczna Lewica, czy postprawdziwa Prawica. Ci z nas, którzy cenią liberalną demokrację oraz dorobek Oświecenia, Rewolucji Naukowej i samej nowoczesności, muszą zaproponować lepszą alternatywę.
Źródło: How French “Intellectuals” Ruined the West: Postmodernism and Its Impact, Explained
Najnowsze komentarze