Feminizm, trójkąt Karpmana i szukanie kozła ofiarnego

Feminizm, trójkąt Karpmana i szukanie kozła ofiarnego

W dzisiejszym materiale posłużę się trójkątem dramatycznym Karpmana by wyjaśnić, w jaki sposób ideologie marksistowskie i noeomarksistowskie organizują jednostki ludzkie w struktury społeczne które wymagają niekończących się ofiar z ludzi. Opisując schemat Karpmana, przytoczę fragmenty wpisu na Wikipedii, do których stosowne linki w znajdują się opisie oraz wykorzystam fragmenty oryginalnego tekstu traktującego o trójkącie w kontekście ideologii neomarksistowskiej.

Trójkąt Karpmana modeluje relacje pomiędzy odpowiedzialnością osobistą a władzą w sytuacjach konfliktu oraz naprzemienne i często destruktywne przyjmowanie przez aktorów (jednostki czy grupy) określonych ról.

Karpman zdefiniował 3 role w konflikcie: prześladowcę, wybawiciela oraz ofiarę.

Role te, nazwane przez niego aspektami dramatu, wpisane są w schemat odwróconego trójkąta. Stephen Karpman wybrał nazwę trójkąt dramatyczny zamiast trójkąt konfliktu, gdyż ofiara w jego modelu nie jest ofiarą sensu stricte, lecz odnosi się do osoby postrzegającej się lub zachowującej się jak ofiara.

Role w narracjach marksistowskich odpowiadają tym z trójkąta Karpamana, a role zakładane przez ideologie neomarksistowskie, co oczywiste, odpowiadają tym postulowanym przez marksizm.

Marksistowską wersją ofiary jest proletariat, a neomarksistowską wersją proletariatu są kobiety, mniejszości społeczne, osoby LGBTQ, itp.

Marksistowską wersją prześladowcy jest burżuazja, a w neomarksizmie są to mężczyźni, osoby o białym kolorze skóry, heteroseksualni, itp.

Marksistowską wersją wybawiciela jest rewolucjonista, a w przypadku neomarksizmu są to tzw. rycerze na białych koniach, neomarksistowscy sojusznicy, czy dla większości z nas, tzw. aktywiści.

Postawę ofiary można streścić słowami: “Jaka/i to nie jestem biedna/y”. Ofiara czuję się prześladowana, ciemiężona, ubezwłasnowolniona, bez nadziei na poprawę losu, pozbawiona sprawczości, czuje wstyd i zdaje się nie być w stanie podejmować żadnych decyzji, rozwiązywać problemów, cieszyć się życiem czy zdobywać wiedzę.

Ofiara, jeśli już nie jest prześladowana, zacznie takiego prześladowcę sobie szukać oraz wybawiciela, który jej przybędzie na ratunek, ale zarazem umocni negatywne sentymenty ofiary.

Rola wybawiciela sprowadza się do jednej kwestii dialogowej: “Daj mi sobie pomóc”.

Typowy przykład postawy, kiedy poczucie potrzeby udzielenia pomocy jeśli nie zrealizowane, prowadzi do poczucia winy, jednakże sam akt pomocy zarazem generuje negatywne konsekwencje. Sprawia, że ofiara czuje się zależna od wybawiciela i niejako otrzymuje przyzwolenie na ewentualną porażkę. Nagrodą za odgrywanie roli wybawiciele jest odsunięcie uwagi od samego wybawiciela, który gdy skupia swoją uwagę na innych, pozwala mu to zapomnieć o własnych problemach i lękach. Rola wybawiciela jest kluczowa, gdyż jej prawdziwym celem jest ucieczka od własnych problemów zamaskowana pod postacią troski o potrzeby ofiary.

Prześladowca, inaczej antagonista, jego kwestia dialogowa to: “To jest wyłącznie twoja wina”. Prześladowca jest krytyczny wobec ofiary, obwinia ją, jest apodyktyczny, charakteryzują go takie emocja jak gniew, wywyższanie się i cechy takie jak ja autorytatywność, nieugiętość.

Różnicą pomiędzy prześladowcą w modelu Karpmana a jego odpowiednikami marksistowskimi i neomarksistowskimi jest to, że burżuazja nie tyle wciela się w rolę prześladowcy świadomie, ale najczęściej jest stawiana w tej roli przez pozostałych uczestników tej struktury.

Mając zdefiniowane role w trójkącie Karpmana i jego odpowiedników w ideologii marksistowskiej i neomarksistowskiej, należy dodać, że aktorzy uwikłani w tę strukturę mogę ze sobą wchodzić w interakcje o różnym charakterze, o których więcej można znaleźć na Wikipedii.

Ten materiał ma na celu analizę tej trójczłonowej interakcji w kontekście ideologii marksistowskiej i neomarksistowskiej, i dalej nie będę posługiwał się terminami jak biali rycerze, mężczyźni czy osoby LBGTQ, a wyłącznie będę stosował terminologię zaproponowaną przez Karpmana.

Ofiara i wybawiciel definiują swoje wzajemne interakcje jako istniejące koniecznie w relacji do prześladowcy.

Istnieją sytuacje, w których taka dynamika się objawia, na przykład kiedy antagonista upatruje sobie ofiarę, a protagonista staje w jej obronie.

Trójkąt taki można rozpatrywać jako model opisowy takiej sytuacji. Przyjmując taką uwspólnioną tożsamość, aktorzy w tym dramacie mają dostęp do korzyści płynących z takiej interakcji. Stają się częścią grupy, która postrzega się jako nieomylna, tryumfują moralnie, ale wyłącznie do momentu, gdy aktorzy identyfikujący się jako ofiara lub wybawiciel wierzą, że taka trójstronna relacja jest odwzorowaniem rzeczywistości, wbrew faktom czy dowodom przeczącym tej wierze.

Innymi słowy, uczestnicy muszą być posłuszni i wierzyć. Każda osoba sceptyczna wobec narracji jest dla niej zagrożeniem, dlatego też każdy sprzeciw jest automatycznie traktowany jako przybieranie roli prześladowcy.

Ponieważ rzekoma ofiara wcale nie jest rzeczywistą ofiarą, a wybawiciel tak naprawdę nie jest wybawicielem, logiczną konsekwencją jest przyjęcie, że prześladowca również wcale nie jest prześladowcą.

Tak naprawdę prześladowcą odgrywa rolę kozła ofiarnego. Wszelkie występki i niecne intencje współdzielonej tożsamości ofiary i wybawiciela są rzutowane na kozła ofiarnego niczym w kafkowskim procesie. Ponieważ struktura wymaga co najmniej trzech ról, to suma aktorów odgrywających poszczególne role nie posiada górnej granicy. Jeśli jedna osoba zostaje postawiona w roli kozła ofiarnego, liczba oskarżających z grupy wspólnej tożsamości wybawicieli i ofiar może liczyć parędziesiąt, setki czy nawet tysiące osób.

– Gdy domagasz się przeprosin nie oznacza to, że druga osoba uznaje zasadność przeprosin. Druga osoba musi przemyśleć, o co prosisz, co to znaczy.
– Moje pytanie…
– Ale za co? Powiedz mi…
– OK, Micheal. Nie jesteśmy w sądzie, by grać w te gierki…
– Inne osoby mają również swoje prawa, nie tylko wy.
– Odejdź stąd, odejdź.
– Nie warto go słuchać.
– Wcale…
– Zamknij się!
– Dla całej społeczności. Rozumiesz?
– Twoją pracą i obowiązkiem jest zapewnienie poczucia bezpieczeństwa i komfortu dla studentów kampusu.
– Rozumiem.
– A tego nie dopilnowałeś. Wystosowując tego emaila straciłeś prawo bycia dziekanem. Rozumiesz to?
– Nie zgadzam się z tym stwierdzeniem.
– To po jaką k*rwę przyjąłeś to stanowisko!?
– Ponieważ…
– Kto cię do k*rwy zatrudnił!?
– Mam inną wizję niż ty.
– Powinieneś ustąpić. Jeśli tak widzisz bycie dziekanem, to zrezygnuj.
– Tu nie chodzi o tworzenie przestrzeni do rozwoju intelektualnego. Nie o to chodzi. Rozumiesz? Tu chodzi o atmosferę domową! A ty tego nie robisz!
– Powinieneś tu być gdy ona mówiła, że nie wiedziała jak zadbać o bezpieczeństwo nowych studentów. Jak to wytłumaczysz? Studenci pierwszego roku przychodzą na uczelnie i zastawiają się, co się stało z Yale? Masz tego świadomość? Opuszczą kampus, zmienią uczelnię ponieważ kiepski z ciebie opiekun studentów. To powinno ci zbierać sen z powiek. Brzydzę się tobą!

 

– Wszyscy inni już się rozeszli.
– Ta, nie wytrzymali długo.
– Ja wciąż tu jestem. Nadal tutaj jestem i apeluję o otwartą dyskusję.
– Czego ty bronisz?
– Precz z nazistami.
– Precz z nimi!
– Nie ma miejsca w debacie na rasizm i homofobię!
– To jest nasza impreza. Wy*ierdalaj!
– Pieprzony faszysta!
– Wstydziłbyś się! To jest nasza parada, nie twoja!
– Wstydź się!
– Moja droga, chodź tu do mnie!
– Wierzę w otwartą dyskusję…
– Nie ma miejsca dla nazistów!
– …biały suprematysto…
– Wstydź się! Łatwo ci tak mówić, gdy jesteś białym mężczyzną!
– Wierzę w otwartą dyskusję…
– Wierzysz w kampanię szerzącą nienawiść! Kampanię nienawiści!
– Mogę odpowiedzieć?
– Nie, nie obchodzi mnie to!
– Wierzę w otwartą dyskusję…
– Nie obchodzi mnie to. Precz z nazistami!
– Otwórz więc te drzwi, jeśli jesteś za otwartą dyskusją. Otwórz drzwi, nazisto!
– Zabierzcie go stąd. Tego śmiecia.
– Nie chcemy cię tutaj.
– Przykro mi, ale mam do tego prawo.
– Nie życzymy sobie ciebie tutaj.
– Nie jesteś tu mile widziany.

 

Jordan Peterson: Chwila, za dużo osób na raz.
– Jedno proste pytanie.
– Wybaczcie, ale tak dalej nie potrafię.
– Idę.
– Gdyby osoba poprosiła cię, byś do niej zwracał się używając zaimków “oni/ich”, zrobiłbyś to?
– Zależy, jak sformułowana będzie prośba.
– Czyli nie?
– Nie ty decydujesz, co jest czy nie jest…
– Dlaczego mam prawo decydować, co mówię? Co to w ogóle za pytanie?
– Dlaczego przypisujesz sobie prawo…
– Wyrok był zawsze taki sam: winny.
– Postradałeś zmysły.

Podobnie jak banda zbirów napada i ograbi ofiarę z ich przybytku, podobnie postać w roli wybawiciela z cała mocą atakuje dysydenta, pozbawiając siłą owego dysydenta reputacji, godności autonomii oraz serotoniny i dopaminy. Nie mam tu na myśli dosłownego wyssania z ofiary tych hormonów, lecz jest to aluzja do słynnego przykładu homarów podanego przez Petersona i tego, jaką rolę odgrywa u nich serotonina w sytuacjach negocjowania hierarchii.

Zwycięzca czuję się silniej i pewniej, natomiast przegrany czyje się słabszy i mniej pewny siebie. Ponieważ te pokazowe procesy tworzą iluzję zwycięstwa raczej niż faktyczne zwycięstwo, serotonina uwalniana do mózgu nie daje tego samego efektu, co w przypadku realnego zwycięstwa co sprawia, że tłum wywyższa się moralnie przed majestatem prawa pragnąc coraz to więcej i więcej pozytywnych bodźców płynących z przekonania o swojej wyższości moralnej, skutecznie stopniowo obniżając te standardy, co w konsekwencji sprawia, że mamy coraz więcej dowodów na ich antyspołeczne metody na zwiększanie dawki upojenia, które coraz to szerzej przebijać się do opinii publicznej.

– Wcale tak nie twierdzę…
– Powiedziałeś…
– Otóż wcale tego nie powiedziałem…
– Mówisz, że…
– Twierdzisz, że kobiety nie są na tyle inteligentne, by zarządzać tymi spółkami?
– Nie, nic takiego nie powiedziałem.
– Twierdzisz, że kobiety nie są na tyle inteligentne, by zarządzać tymi spółkami?
– Nie, nic takiego nie powiedziałem.
– …ostatecznie kobieta nie podoła, to masz na myśli?
– Zależy jaką metodę pomiaru zastosujemy.
– Czyli twierdzisz…
– Twierdzisz…
– Nic takiego nie mówię…

Jak już wspominałem w materiale o kooperacji feministek i nie-feministek gdzie przedstawiłem taki oto diagram, to było w roku 2015, ten proces przeradza się w pętlę o sprzężeniu zwrotnym, gdzie feministki gdy tracą twarz, to zaczynają się coraz bardziej świrować i coraz bardziej świrują gdy tracą twarz.

Spirala współpracy feministycznej i niefeministycznej

Źródło: https://imgur.com/a/nwtC1V3

 

Jak zwykle, stosowne linki można znaleźć w opisie. Chciałbym ten model analityczny odnieść do 3 pytań stawianych na portalu antifeministpraxis.com.

Czym jest feminizm?
Jaką pozycję przyjmują nie-feminiści w relacji do feminizmu?
Oraz co można z tym zrobić?

Po pierwsze, czym jest feminizm? Jest to ekspresja schematu zachowania wyuczonego w narcystycznej rodzinie. Osoba narcystyczna nie potrafi wziąć odpowiedzialności za swoje uczucia [i czyny], dlatego często szuka kozła ofiarnego w innych osobach. Narcystyczni rodzice mogą wybrać jedno z dzieci jako kozła ofiarnego lub zrzucić winę na inne dziecko. W przypadku tej pierwszej opcji, dzieci mają komfort zrzucania winy na inne dziecko, a w drugim scenariuszu dziecko ma przekonanie, że albo zacznie zrzucać winę na inne dziecko, albo samo stanie się kozłem ofiarnym. Tak czyn inaczej, gdy takie dzieci dorosną, w naturalny sposób zaczną preferować porządek społeczny faworyzujący instytucje kozła ofiarnego.

Warto wspomnieć, że nie tylko ideologia marksistowska budowana jest i spajana na narracji piętnującej niesprawiedliwe wybrane osoby czy grupy jako tyranów. Niedawno zerwałem kontakt z osobą o prawicowych poglądach, z którą miło mi się spędzało czas, ponieważ nie zgadzałem się z jego tyradami odnośnie rzekomo oślizgłej Sceptic Community i że Sargon of Akkad jest ich przywódcą.

Pozycja osób niesympatyzujących z feminizmem? Są wrogami, czy mają tego świadomość czy nie. Pamiętacie być może sytuację, kiedy Kaley Cuoco oświadczyła, że nie jest feministką, co wywołało burzę w mediach. Feministyczna wizja świata jest wyłącznie projekcją wyznawców feminizmu, stąd “niewierni” rzucają cień na całą tę wygodną iluzję i zatem muszą stanąć przed sądem, gdzie jedynym wyrokiem jest wina.

Co można z tym zrobić? Jaka jest najskuteczniejsza metoda walki z tymi urojonymi trójkątami? Nie angażować się w tę strukturę. Po pierwsze – bierz odpowiedzialność za własne wybory. Zawsze, gdy ktoś wypiera się odpowiedzialności siłą rzeczy zrzucą ją na kogoś innego. Po drugie – walcz sprawiedliwie. Zaznajom się z błędami logicznymi i bądź dla przeciwnika wyrozumiałym bez względu na to, który obóz reprezentują. Po trzecie – uodpornij się na lęk przed odrzuceniem.

Osoby, które w przenośni lub dosłownie dołączają do tłumu żądnego krwi, robią to wyłącznie dlatego, że mają świadomość, iż inaczej staną się wrogiem. Bezkrytyczne przyjmowanie na słowo, zaniechanie krytycznego myślenia tylko po to, by uzyskać akceptację społeczną to nic innego jak zdanie się na łaskę tłumu żądnego linczu.

Zobacz na: Narodziny Feminizmu w 1848 roku, w Seneca Falls, w stanie Nowy Jork
Dlaczego jestem antyfeministką – Janice Fiamengo
Nie wszystkie feministki takie są – Karen Straughan
Już czas, by kobiety odrzuciły feminizm – Crystal Wright
Współczesne czasy – wywiad Jordana Petersona z Camille Paglia

 

Feminizm, trójkąt Karpmana i szukanie kozła ofiarnego [napisy PL]