Każdy mężczyzna powinien wiedzieć: dlaczego „czerwona pigułka” zabije cię od środka
18 październik 2014

Rozsiądźcie się, panowie, przysuńcie krzesło, nalejcie sobie czegoś do picia (polecam białą herbatę bez cukru) i rozgośćcie się. To długi tekst i nie będzie tu skróconych wersji, bo nie da się go sensownie skrócić. [Za rok będziesz żałować, że nie zacząłeś dzisiaj.]
Zabrałem się za czytanie tego wpisu Co Każdy mężczyzna Powinien Wiedzieć [EMSK] chyba po raz dziesiąty, bo od dawna było w nim coś… nie tak. Coś, czego nie potrafiłem od razu nazwać. A jeśli ja mam takie odczucie, wiem, że nie jestem jedyny. Oczywiście inni już na ten wpis odpowiadali, zwłaszcza popularny (i słusznie) post u/StuffDoer sprzed około miesiąca, ale nie znalazłem tekstu, który przeszedłby przez niego punkt po punkcie i omówił każdy z osobna. Niektórzy mogą uważać, że temat został już zajechany i najlepiej byłoby przestać do niego wracać, ale uznałem, że coś takiego może być pomocne dla nowszych osób, które wciąż się wahają.
Ten tekst dotyczy głównie relacji długoterminowych (LTR), ponieważ oryginalny EMSK nie porusza tematów Podrywu i moja odpowiedź również tego nie robi.
Dla kontekstu: tutaj jest link do wpisu EMSK na Archive Today.
W skrócie: To, że mężczyźni cierpią z powodu strategii seksualnych, jest niesprawiedliwe, ale to nie usprawiedliwia odwracania sytuacji i sprawiania, by cierpiały kobiety. Nikt nie zasługuje na emocjonalne znęcanie się.
Dla jasności: nie zgadzam się z u/TalShar. Nikt nie zasługuje na bycie krzywdzonym, kropka. Ale to nie znaczy, że „niesprawiedliwe” jest to, że mężczyźni doświadczają strategii seksualnych, bo one nie są stosowane w sposób niesprawiedliwy. Stosowanie strategii seksualnych jest uniwersalne: dotyczy mężczyzn, kobiet i nie potrafię sobie wyobrazić bardziej sprawiedliwego systemu. Problem polega na tym, że mężczyzn nie uczy się, jak one działają, oczekuje się po prostu, że „będą wiedzieć”, mimo że podejście do nauczania tych zasad jest zniechęcane i obrzydzane jako „niesprawiedliwe” (ironia, prawda?), a osoby, które próbują je przekazywać, są wyśmiewane jako „zacofane”. To stąd bierze się cierpienie.
[Usunięto edycje 3 i 5, ponieważ nie są istotne].
No dobrze, zaczynajmy.
Tak, zaczynajmy.
Wstęp: Zdaję sobie sprawę, że to nie jest typowy wpis o tym Co Każdy mężczyzna Powinien Wiedzieć, ale uważam go za kluczową radę dla każdego mężczyzny, który chce być szczęśliwy w heteroseksualnym związku. Nie mam nic przeciwko mężczyznom, którzy chcą być w relacjach nieheteroseksualnych; ten tekst jest skierowany do tych, których może wciągać tematyka w ramach „Czerwonej Pigułki”.
Dobrze, zaczynamy z właściwej strony. Użytkownik u/TalShar jasno przedstawia powód, dla którego to napisał, oraz to, kogo ten tekst dotyczy. Chcę zrobić to samo:
Zdaję sobie sprawę, że to może nie być typowy wpis w duchu Czerwonej Pigułki, ale traktuję go jako niezbędną radę dla każdego mężczyzny, który przeczytał wpis Co Każdy mężczyzna Powinien Wiedzieć, od którego wszystko się zaczęło i mimo to miał poczucie, że w Czerwonej Pigułce wciąż „coś jest” — coś, czego nie potrafił do końca nazwać, ale co jednak tam pozostaje. Ten tekst nie jest skierowany do osób „już całkowicie czerwonych”, że tak to ujmę, choć oczywiście są tu mile widziane. Jest on skierowany głównie do u/TalShar oraz tych, którzy zgodzili się z jego wpisem i dotyczy tego, co uważam za mocne i słabe strony jego argumentacji.
Dla niewtajemniczonych: „Czerwona Pigułka” to termin przejęty przez osoby udzielające się na forum TRP na platformie Reddit (wchodzisz na własne ryzyko, jest tam sporo nienawiści wobec kobiet).
Dobrze, uczciwie mówiąc, jest tu sporo użytkowników, którzy wciąż przechodzą fazę gniewu, i można zrozumieć, że chcą wyrazić swoje emocje. Osobiście uważam jednak, że przydałoby się to nieco przykręcić. Post będący czystym upustem frustracji sam w sobie nie jest niczym złym, ale jeśli nie wnosi nic wartościowego i sprowadza się wyłącznie do „wszystkie kobiety to dziwki i nienawidzę ich”, to moim zdaniem nie ma miejsca w Czerwonej Pigułce. Nie wiem dokładnie, gdzie takie treści powinny trafiać (poza siłownią), ale poziom emocjonalnej agresji powinien być niższy.

To oczywiście nawiązanie do filmu Matrix, w którym Morfeusz oferuje Neo wybór jednej z dwóch pigułek: niebieskiej, która pozwala zapomnieć i wrócić do wygodnego, zmanipulowanego życia w przeciętności, albo czerwonej, która budzi go do nieprzyjemnej prawdy, ale daje wielką moc.
Cóż, dokładnie taki jest zamysł nazwy tego forum na reddit. Jest w tym pewna ironia, bo wcale nie wierzymy, że daje to „wielką moc” (to domena kolesi od NoFap), ale wierzymy, że dostarcza informacji potrzebnych do tego, by jak najlepiej radzić sobie w świecie, w którym żyjemy. Czerwona Pigułka nie zakłada istnienia jakiegoś „alternatywnego świata”, do którego się wchodzi po jego zaakceptowaniu. Chodzi raczej o „odsunięcie zasłony” i zobaczenie świata takim, jaki jest.
W powszechnym dziś rozumieniu „Czerwona Pigułka” oznacza przekonanie, że mężczyźni nieustannie przegrywają wojnę tego, co użytkownicy forum TRP nazywają „strategią seksualną”. W skrócie: założenie jest takie, że kobiety mają to, czego mężczyźni chcą (seks) i mogą zmuszać ich do wyginania się w każdą stronę, by go dostać. Mają ich owiniętych wokół palca. Ci, którzy „biorą czerwoną pigułkę”, budzą się do swojego prawdziwego męskiego potencjału i uczą się zdobywać to, czego chcą, bez ulegania i bez rezygnowania ze swojej męskości.
Nie widzę w tym niczego złego. Zgodnie z założeniami Czerwonej Pigułki odmowa pozwalania innym na wykorzystywanie cię jest czymś dobrym, a jeśli kobiety faktycznie wykorzystywały mężczyzn, którzy „nie wiedzieli lepiej”, to — według tej logiki — Czerwona Pigułka ma temu zapobiegać.
Subreddit jest pełen historii sukcesu mężczyzn, którzy twierdzą, że dostali od swoich relacji dokładnie to, czego chcieli. Jeden facet pisze (parafrazuję): „Ona pierze mi ubrania i zmywa naczynia, uprawiamy seks, kiedy tylko mam ochotę, i wie, że do mnie nie należy, a jeśli kiedykolwiek się potknie albo zacznie brać mnie za pewnik, to wylatuje.” Nie chodzi o to, że nie wierzę w to, co on mówi. Wierzę. Problem polega na tym, że to, co opisuje, jest przemocą emocjonalną.
W tym punkcie muszę się jednak nie zgodzić, bo brakuje tu danych. Autor wpisu nie wspomina, a TalShar nawet nie próbuje ustalić, dlaczego kobieta miałaby godzić się na taką sytuację. Przecież nie jest niemożliwe, że jest z tego zadowolona, prawda? Że czerpie korzyści z długoterminowego związku z facetem, którego naprawdę lubi i traktuje zmywanie naczyń czy pranie jako akt miłości? Może to kobieta, która jest gotowa pracować nad relacją, a autor nie mówi nic o tym, co sam wnosi do związku (a możesz być pewien, że coś wnosi, bo inaczej wyleciałaby stamtąd szybciej niż chomik z otwartej klatki). Druga rzecz z tego akapitu, na której chcę się skupić, to:
„jeśli kiedykolwiek się potknie […], wylatuje.”
Z treści w ramach Czerwonej Pigułki wynika, że to działa dokładnie tak samo wobec mężczyzn. Utrata „ramy”, okazywanie słabości, uleganie jej gówno testom, wszystko to prowadzi do spadku jej pociągu, a po przekroczeniu pewnego punktu do odejścia. Czy mówienie, że porzucisz kobietę, jeśli „nie spełnia oczekiwań”, jest przemocą emocjonalną? Być może. Ale skoro „potknięcie” oznacza raczej coś poważnego (jak pocałowanie innego faceta), a nie „nie wyprasowałam koszul, bo wizyta koleżanki się przedłużyła”, to trudno uznać to za problem tak ogromny, jakim czyni go użytkownik TalShar.
To, co Czerwona Pigułka faktycznie promuje, to wykorzystywanie typowych słabych punktów kobiecej psychiki (z których większość występuje także u typowego mężczyzny, każdy ma słabe punkty, a wiele z nich jest wspólnych dla wszystkich ludzi, choć u jednej płci mogą być bardziej wyraźne) po to, by wywierać presję na kobiety i naginać je do własnej woli. Użytkownicy radzą m.in. trzymać ją w niepewności, zmieniać swoje oczekiwania, a potem ganić ją za to, że nie nadąża za twoimi zachciankami.
Ehe… Czerwona Pigułka otwarcie zachęca do wykorzystywania kobiet, by podporządkować je swojej woli. Wprost głosi, że „najlepszą podstawą dobrego związku jest syndrom sztokholmski”. Nie mówi: „ona to robi, bo ją uszczęśliwiasz i chce się odwdzięczyć”. Kiedy mówimy ludziom: „Bądź klarowny, ale przede wszystkim zdecydowany. Zrób plan i trzymaj się go”, wcale nie promujemy „zmieniania zdania” ani „kaprysów”.
Wielu doradza też, by nigdy nie okazywać jej uczuć, dopóki nie zrobi czegoś, co ma cię zadowolić.
Tak i nie. Pozytywne wzmacnianie jest świetne, ale przecież nie mówimy: „nie wysyłaj jej drobnych, spontanicznych prezentów jako niespodzianek”. Nigdy nie widziałem wpisu na na forum TRP, który mówiłby: „kobiety nienawidzą dostawać bukietu kwiatów bez robienia czegokolwiek, by na to zasłużyć”. Poza tym, czy użytkownik TalShar twierdzi, że „nigdy nie inicjuj” albo że „powinieneś okazywać uczucia nawet wtedy, gdy ona źle się zachowuje”? Dla porządku: nie sądzę, żeby tak było, ale to stwierdzenie było trochę niejednoznaczne (to zresztą może być też nasza wina).
„Łamiesz je tak, jak łamie się zwierzę.”
Mój umysł naprawdę ma problem ze zrozumieniem, skąd to się wzięło. My zalecamy traktowanie jej tak, jak traktowałbyś dziecko, czyli łagodnie, nagradzając dobre zachowanie i jasno pokazując, poprzez brak reakcji, że złe zachowanie donikąd nie prowadzi. To tak, jakby powiedzieć: „musisz złamać dziecko tak, jak łamie się zwierzę”. No nie. Po prostu nie.
I w niektórych przypadkach to działa cholernie skutecznie. Jeśli zrobisz to dobrze, dostaniesz to, czego chcesz.
Także wtedy, gdy tym, czego chcesz, jest stabilne, szczęśliwe i pełne miłości małżeństwo. Podziękowania należą się Ianowi Ironwoodowi i Dalrockowi za udowodnienie, że Czerwona Pigułka i małżeństwo są ze sobą jak najbardziej kompatybilne, zdecydowanie bardziej, niż twierdzą nasi krytycy (a nawet niektórzy z nas). Szkoda tylko, że „robienie tego dobrze” nie jest tym, za co uważa je użytkownik TalShar.
Ale nie powinieneś tego chcieć i oto dlaczego.
…Nie powinienem chcieć tego, czego chcę? Nie powinienem chcieć wiedzieć, jak to osiągnąć? Nie powinienem chcieć wiedzieć, jak utrzymać kobietę szczęśliwą w długim okresie? Uzytkownik TalShar przedstawia to tak, jakby „czerwono pigułkowcy znęcali się nad ludźmi, żeby dostać to, czego chcą”, ale to nie jest to, co robimy. Owszem, są ludzie tacy jak on opisuje, ale tacy ludzie są w każdej dziedzinie życia. Problem nie polega na tym, że Czerwona Pigułka zamienia X% czytelników w dupków, tylko na tym, że X% ludzi po prostu jest dupkami i dotyczy to tak samo Czerwonej Pigułki jak wszystkiego innego.
Subreddit The Red Pill jest też pełne „Niebiesko Pigułkowych historii”, w których faceci opisują, jak byli emocjonalnie wykorzystywani przez swoje dziewczyny. Opłakują to, że byli używani dla pieniędzy, mieszkania, wsparcia emocjonalnego czy czegokolwiek innego, a potem porzucani, gdy nie byli wystarczająco „alfa”, by zatrzymać kobietę. To naprawdę przykre. Nikt nie zasługuje na taki rodzaj przemocy.
Dobrze, to jest przemoc emocjonalna, gdy kobiety wykorzystują mężczyzn dla zobowiązania, nie oferując seksu, a potem odchodzą, gdy już się nasycą. Co do tego się zgadzamy. Uważam też, że moglibyśmy ograniczyć liczbę publikowanych „niebiesko pigułkowych historii” — tak, fajnie, że znalazłeś kolejny przykład faceta, którego zachowanie jest tym, czego chcemy unikać. Dorzucę go po prostu do sterty pozostałych przykładów, które już mamy.

„Nikt” obejmuje jednak także kobiety. To, co jest robione w ramach Czerwono Pigułkowych, to odwrócenie tej dynamiki władzy do góry nogami. Gdy to działa, teraz to mężczyzna jest u władzy, a kobieta cierpi. Mężczyzna dostaje seks bez konieczności angażowania się w związek w jakikolwiek realny sposób, poza regularnym, brutalnym miażdżeniem emocji swojej partnerki. Niczego nie naprawiłeś; jedynie sprawiłeś, że to twoja partnerka cierpi, a nie ty.
Ach. Ach. Zastanawiałem się, kiedy dojdziemy do tego fragmentu. Do całego argumentu w stylu „Czerwono Pigułkowe zachowania sprawiają, że ona cierpi”. Wydajesz się myśleć, że to dychotomia: albo kobieta jest u władzy i cierpi mężczyzna, albo odwrotnie i że jedyną inną opcją jest to, co ty proponujesz. Moja odpowiedź brzmi: nie ma żadnego powodu, by fakt, że mężczyzna jest stroną bardziej dominującą (tak, „u władzy”, choć to określenie nie oddaje subtelności dynamiki relacji), musiał oznaczać cierpienie kobiety, zwłaszcza jeśli mężczyzna jest zwolennikiem Czerwonej Pigułki. Co więcej, mężczyzna jak najbardziej musi wkładać wysiłek w związek i właśnie po to, by utrzymać ją szczęśliwą (i skłonną do seksu). Twierdzenie, że ty — jej emocjonalna opoka — miałbyś próbować miażdżyć jej emocje, jest po prostu absurdalne. W istocie przekracza to granicę między naginaniem faktów do własnej narracji (co robi każdy) a zwykłym kłamstwem na temat drugiej strony. To się nazywa propaganda i jestem rozczarowany, że się do niej uciekasz.
A powód, dla którego ona zostaje, jest ten sam, dla którego „Niebiesko Pigułkowi” faceci tkwią w swoich związkach: nie chcą być sami.
W rzeczywistości powodem, dla którego większość „Niebiesko Pigułkowych” facetów pozostaje w związkach, wydaje się być nadzieja, że jeśli tylko wystarczająco ją zadowolą, dostaną więcej seksu. Jasne, niektórzy zostają, bo nie chcą być sami, ale od tego świetnie sprawdza się pies (poza seksem, wy zboczeńcy). Dla wielu seks pozostaje jedynym powodem, by zostać, bo choć dostają go niewiele, zostali uwarunkowani, by wierzyć, że: a) to normalne, b) nie powinni prosić o więcej oraz c) jeśli odejdą, nie dostaną go wcale, a trochę lepsze jest niż nic.
A dopóki podtrzymujesz taką dynamikę władzy, nigdy nie dowiesz się, czym jest miłość. Bo miłość oznacza, że czujesz to, co czuje twój partner. Jeśli ją boli, boli też ciebie. Jeśli ją ranisz, odczuwasz cały jej ból i cały wstyd wynikający z tego, że wiesz, iż to ty jesteś jego przyczyną.
Więc mówisz, że jeśli twoja kobieta jest…
Jeśli naprawdę kogoś kochasz, nigdy nie będziesz chciał go skrzywdzić.
Absolutnie prawda. Jednak Czerwona Pigułka nie propaguje „ranienia” kogokolwiek, tak samo jak nie propaguje „kontrolowania” ludzi.
I nie miej żadnych wątpliwości, według ciebie właśnie tym jest Czerwona Pigułka: zimną, wyrachowaną, systematyczną torturą emocjonalną, mającą wywołać pożądaną reakcję.
Naprawdę? Czy mógłbyś podać na to jakieś dowody? Bo o ile mogę stwierdzić, to nigdy nie było istotą tego subreddita. W jaki sposób uczynienie siebie bardziej atrakcyjnym poprzez trening jest torturą emocjonalną? W jaki sposób ignorowanie prób manipulowania tobą przez kobietę jest torturą emocjonalną? Jeśli już, to jest to odmowa poddania się torturze emocjonalnej. Wiesz, czym jest tortura emocjonalna? Gdy mężczyzna celowo i całkowicie niszczy poczucie własnej wartości kobiety po to, żeby się z nim przespała. Traktowanie jej jak normalnej osoby, która nie dostaje specjalnego traktowania, dopóki na nie zasłuży, to ma być tortura emocjonalna? Na bogów, wydaje mi się, że nie masz pojęcia, czym jest tortura emocjonalna!
Metody takie jak trzymanie więźnia w niepewności, zmienianie swoich żądań, wytrącanie go z równowagi, to wszystko są techniki przesłuchań, których celem jest złamanie więźnia psychicznie i emocjonalnie oraz uzyskanie uległego „oskarżonego”.
Trzymanie więźnia w niepewności, zmienianie swoich żądań.
To brzmi podejrzanie podobnie do „gówno testu”. Z tego, co widzę, mężczyźni w ramach Czerwonej Pigułki są raczej bezpośredni w kwestii tego, czego chcą i rzadko to zmieniają. To dokładnie to samo, czego chce każdy mężczyzna: regularnego, namiętnego seksu, lojalności i miłości. Chciałbym zobaczyć jakiekolwiek dowody na to, że na forum TRP faktycznie ktoś mówi: „najlepszym sposobem, by kobieta z tobą została, jest psychiczne znęcanie się nad nią i złamanie jej woli”. O ile mi wiadomo, podstawową zasadą na forum TRP jest: „nie możesz zmusić kobiety, by cię chciała, ale możesz stać się kimś, kogo będzie chciała”. Jako analogię: osobiście nie lubię konsystencji sera. Ale gdy się go roztopi, konsystencja się zmienia i wtedy jest w porządku. Nie możesz mnie zmusić, żebym go polubił, ale możesz go zmienić tak, żebym go polubił. Czy to nie jest akt poświęcenia? Pracować nad sobą dla dobra innych (bo bądźmy szczerzy, większość z nas nie ćwiczyłaby, gdybyśmy nie zdali sobie sprawy, że kobiety chcą facetów, którzy ćwiczą; niezależnie od tego, co ktoś na forum TRP mówi o „robieniu tego dla siebie”, wielu z nas zaczęło dla kobiecej uwagi). Czy to nie jest triumf stawiania cudzych pragnień ponad własnymi?
Mówiąc wprost: nikt nie mógłby zrobić czegoś takiego osobie, którą naprawdę kocha.
Zgadzam się. Jeśli kogoś kochasz, nie będziesz go emocjonalnie krzywdzić. Będziesz natomiast jego opoką, bastionem bezpieczeństwa i latarnią w ciemności. Nie będziesz próbował go oszukiwać ani fizycznie krzywdzić. Jeśli kogoś kochasz, zrozumiesz, jak utrzymać go w szczęściu i w to właśnie materiały w ramach Czerwonej Pigułki cię wyposażają.
Jedno Czerwona Pigułka trafnie opisuje: strategia seksualna jest do dupy. Ale rozwiązaniem nie jest bycie w niej lepszym od swojej partnerki. Rozwiązaniem jest wspólna zgoda, że nie będziecie w tę grę grać. Jeśli gra zawsze będzie do dupy dla jednego gracza, a obie strony się o siebie troszczą, znajdą lepszą grę.
Znowu nie. Czerwona Pigułka wprost nie mówi „strategia seksualna jest do dupy”. Mówi: „tym właśnie jest strategia seksualna” i pozostawia nam ocenę wartościującą. Użytkownik TalShar zakłada też, że ludzie mogą „nie grać w tę grę”. Używając (zapewne nieco niedokładnie zapamiętanych) słów Roberta Greene’a: „Nie możesz wybrać, żeby nie grać”.
Chcesz zdrowego, stabilnego związku, który będzie satysfakcjonujący? Oto sekret. Pamiętaj, że twoja partnerka jest tak samo złożoną, inteligentną i podatną na zranienie istotą ludzką jak ty. Ma potrzeby, tak samo jak ty. Nawet jeśli nadaje różnym potrzebom inną wagę i wyraża je w inny sposób, są one dla niej równie ważne, jak twoje są dla ciebie.
To ciekawe, bo dokładnie to samo mówimy my. Uznajemy, że kobiety również mają potrzeby, różnica polega na tym, że są one inne niż potrzeby mężczyzny. Ona potrzebuje stabilności emocjonalnej, niezawodności, poczucia bezpieczeństwa oraz od czasu do czasu tego, by ktoś inny całkowicie przejął stery i pozwolił jej się zrelaksować. Ty też możesz czasem potrzebować tych rzeczy, ale nie możesz brać ich od niej. Możesz je otrzymać od przyjaciół, rodziców, braci, ale nie od żony. Dzisiaj dowiedziałem się, że nieobciążanie emocjonalnym bagażem osoby, którą kochasz, to „tortura psychiczna”.
Życie jest wojną. Ale jeśli chcesz ją wygrać, ty i twoja partnerka musicie stać po tej samej stronie.
Znów, zgadzamy się co do meritum. Różnimy się tylko w tym, co sprawi, że ona przy tobie zostanie.
Nie musisz „łamać” swojej dziewczyny ani żony. Musisz z nią rozmawiać. Jeśli robi coś, co cię rani, musisz jej to powiedzieć. I nie w stylu: „wolałbym, żebyś tego nie robiła”. Powiedz: „to mnie rani, kiedy tak robisz”. Jeśli jej na tobie zależy, podejmie działania, by nie sprawiać ci bólu. Pozycjonowanie się i strategiczne rozgrywanie małżeństwa po to, by dostać to, czego chcesz, oznacza rezygnację z twojego najpotężniejszego atutu: inteligentnej istoty ludzkiej, która się o ciebie troszczy i ponad wszystko chce widzieć cię szczęśliwym i która chce być szczęśliwa razem z tobą.
Znów, zacząłeś obiecująco, a potem wszystko poszło w pizdu po pierwszym zdaniu.
A jeśli nie dostajesz tego od swojej partnerki, musisz albo do tego doprowadzić, albo odejść. Jest wiele, wiele gorszych rzeczy niż bycie singlem. Jedną z nich jest tkwienie w związku przemocowym albo emocjonalnie pustym (po obu stronach — jako sprawca lub ofiara). Nie postrzegaj okresu bycia singlem jak seksualnej pustyni. Traktuj go jako czas rozwoju i odkrywania, kim jesteś. Musisz umieć zdefiniować siebie jako jednostkę, zanim będziesz gotów na związek.
Ludzie są tak różnorodni jak życie na tej planecie. Dla każdego typu istnieje kontr typ. Dla niemal każdego jest ktoś odpowiedni. Jednak żaden z twoich związków nie będzie zdrowy, dopóki nie zrozumiesz, że kobiety też są ludźmi, nie zwierzętami do łamania. Nie musisz być „Alfą”. Nie jesteś pieprzonym psem. Jesteś człowiekiem. Ludzie potrafią komunikować złożone idee, przeciwstawiać się swoim podstawowym instynktom, by znaleźć lepsze rozwiązania, a przede wszystkim, reflektować nad swoimi działaniami i empatyzować. Nie musisz ustanawiać dominacji. Musisz po prostu znaleźć kogoś, kto chce aktywnie dążyć do twojego szczęścia równolegle do własnego i sam musisz być gotów zrobić to samo dla niej. Jeśli nie jesteś na to gotów, nie jesteś gotów na zdrowy związek.
Nie istnieje „ktoś dla niemal każdego”. Istnieją ludzie, z którymi nie miałbyś nic przeciwko spędzić reszty życia, ale to brzmi niebezpiecznie blisko narracji w stylu: „znajdziesz kogoś, kto pokocha cię takim, jakim jesteś, nie musisz się zmieniać!”. A wszyscy wiemy, dokąd prowadzi ta droga.
Może i nie jestem psem, ale jestem zwierzęciem społecznym, a jak każde zwierzę społeczne, funkcjonuję w hierarchii, w której ci na szczycie biorą lwią część wszystkiego. Źle rozumiesz też pojęcie dominacji. Owszem, oznacza ono bycie tym, kto dowodzi. Oznacza jednak także bycie tym, na kim spoczywa cała odpowiedzialność; tym, kto dźwiga ciężar problemów samotnie, po to, by ci poniżej mogli być od tego ciężaru wolni. Dominacja to również słuchanie tych, którymi przewodzisz, bo często mają dobre pomysły i odrzucanie ich tylko dlatego, że nie są twoje, jest błędem.
Ale jest też dobra wiadomość… Kolejną rzeczą, w której ludzie są dobrzy, jest zmiana. Jeśli chcesz, by ktoś był gotów zmienić się dla ciebie, musisz upewnić się, że sam jesteś gotów trochę się zmienić. Wszystko działa w obie strony. Upewnij się tylko, że zmieniasz się na lepsze. Gotowość do zmiany nie oznacza wywrócenia się na plecy i robienia wszystkiego, czego się od ciebie zażąda. Tutaj „zmiana” to złe słowo. Bądź gotów się ulepszać. Nikt nie jest doskonały. Wypatrz obszary wymagające pracy (zapewniam że są takie, a jeśli ty ich nie widzisz, gwarantuję, że widzą je ludzie wokół ciebie) i zacznij nad nimi pracować.

Ten akapit to czyste złoto. Musisz być gotów stale dążyć do poprawy, na własnych warunkach. Nie powinieneś po prostu ulegać żądaniom; powinieneś codziennie starać się być lepszą wersją siebie. Nikt nie jest idealny. Zaakceptuj to. Świetna robota, TalShar.
Aby mieć zdrowy związek, najpierw musisz być zdrowym człowiekiem. Zdrowy człowiek nie używa strategii seksualnych. Zdrowy związek jest możliwy tylko wtedy, gdy obie strony odmawiają grania w tę grę.
Po raz kolejny, pierwsze pięć sekund „Save Me” budzi moje rozczarowanie. To nie są Gry Wojenne. To są lekcje WF-u w szkole średniej. Grasz, czy tego chcesz, czy nie; jedyne, co możesz wybrać, to jak dobrze grasz, a pierwszym krokiem jest zaakceptowanie faktu, że grasz.
Wspominałem wcześniej, że „Czerwona Pigułka” Morfeusza była pierwotnie symbolem przebudzenia, zarówno do prawdy, jak i do mocy, podczas gdy „Niebieska Pigułka” była metaforą pozostania w uśpieniu i utrzymania status quo.
W rzeczywistości Czerwona Pigułka w ich ujęciu nie jest żadnym prawdziwym przebudzeniem. To kapitulacja wobec fałszywej dychotomii. Prawdziwe przebudzenie polega na uświadomieniu sobie, że ludzie wokół ciebie to coś więcej niż twarze, każdy z nich ma własną historię, myśli, nadzieje i marzenia, i są tak samo złożeni jak ty. Prawdziwe przebudzenie to zrozumienie, że nie musisz ani wygrać tej walki (a tym samym nawykowo ranić kogoś, na kim rzekomo ci zależy), ani jej przegrać. Że możesz zabrać swoją piłkę i pójść do domu.
Po pierwsze, nie ma tu żadnej „walki”. Nie ma też „wygranej” (do tego wrócę w następnym fragmencie). Już wiemy, że kobiety są tak samo skomplikowane jak mężczyźni, a być może nawet bardziej. Tego, czego wcześniej nie rozumieliśmy, było to, czym się różnią oraz jak te różnice zaakceptować i sobie z nimi radzić. Czerwona Pigułka nie mówi: „ona musi porzucić swoje marzenia, żeby być z tobą”. Czerwona Pigułka nie mówi: „ona jest bezwartościowa poza rolą cichego, uległego obiektu seksualnego”. Czerwona Pigułka nie mówi: „kobiety nie są skomplikowane”. Czerwona Pigułka mówi: „nie tylko ty musisz pracować nad związkiem”.
Morfeusz strategii seksualnej oferuje ci dwie pigułki: czerwoną i niebieską. Wygrywasz strategię seksualną albo ją przegrywasz.
Nie do końca. Strategia seksualna to coś, co istnieje, a nie coś, co się „wygrywa” albo „przegrywa”. Owszem, istnieją pewne zasady prowadzące do lepszych rezultatów (spośród dwóch w pozostałym zakresie identycznych mężczyzn, bogatszy / bardziej umięśniony / pewniejszy siebie / wyższy — niepotrzebne skreślić — będzie bardziej pożądany), ale to nie są „warunki zwycięstwa”, bo strategii seksualnej się nie „wygrywa”.
Uderz go w twarz i powiedz, że nie grasz w jego pieprzoną grę.
Po raz kolejny, nie istnieje przycisk „rezygnuję z gry”. Możesz tłuc Morfeusza, ile chcesz, ale nie oczekuj, że cokolwiek się przez to zmieni.
Źródło: Deconstructing: EMSK why „the red pill” will kill you inside
Zobacz na: Dwie kategorie miłości
Twoja miłość, twoja miłość to mój narkotyk (i nazywa się Dopamina)
Prawdziwy powód, dla którego twój mąż nie chce się przed tobą otworzyć
Bronić, Wyjaśniać, Usprawiedliwiać, Racjonalizować. Kiepskie narzędzia dla ciot
Czterej Jeźdźcy (Rozwodowej) Apokalipsy według Tradycyjnego Doradztwa Małżeńskiego
Nie chcesz być naturalny w stosunku do kobiet
Sekta, do której należy wielu, choć nie zdają sobie z tego sprawy
Najnowsze komentarze