Propedeutyka Filozofii – Kazimierz Ajdukiewicz

Propedeutyka Filozofii - Kazimierz Ajdukiewicz

PROPEDEUTYKA FILOZOFII – KAZIMIERZ AJDUKIEWICZ
Propedeutyka Filozofii Dla Liceów Ogólnokształcących, Wydanie Trzecie Poprawione

KSIĄŻNICA-ATLAS, WROCŁAW – WARSZAWA 1948

Podręcznik zatwierdzony do użytku szkolnego pismem Ministerstwa Oświaty z 6 marca 1948 r. Nr VI OC — 769/45 N.
Data wydania: październik 1948 r.

Myślenie pojęciowe, a myślenie stereotypowe – Andrzej Wronka, Kazimierz Ajdukiewicz, Józef Kossecki
Leonard Peikoff: Wprowadzenie do Historii Filozofii Zachodniej (część 1 z 50)

WSTĘP

Przedmioty, którymi zajmowaliśmy się w dotychczasowej nauce szkolnej, należały przeważnie do otaczającego nas świata. Zajmowaliśmy się przyrodą żywą i martwą, uczyliśmy się o minionych dziejach ludzkości itd. Na lekcjach propedeutyki filozofii uwaga nasza zwróci się ku nam samym. Zajmować się tu będziemy najpierw sposobami, za pomocą których dochodzimy do poznania, następnie zaś przedmiotem, o którym będziemy się uczyć, będzie postępowanie człowieka. Zajmując się ludzkim poznaniem, traktować będziemy naprzód o tym, jak każdy z nas w życiu codziennym dochodzi do swych wiadomości, później zaś poświęcimy naszą uwagę sposobom, czyli metodom, stosowanym w poznaniu naukowym. Mówiąc o postępowaniu człowieka nie będziemy się zajmowali jedynie zewnętrzną stroną ludzkiego działania, a więc ruchami naszego ciała, lecz zwrócimy przede wszystkim uwagę na to, co się w naszej świadomości odbywa wtedy, gdy działamy. Zagadnienia, będące głównym tematem naszych rozważań, należą głównie do dwóch nauk filozoficznych, mianowicie do psychologii, która zajmuje się życiem psychicznym człowieka, i do logiki, która w znacznej swej części jest nauką o poznaniu naukowym.
Refleksja nad poznaniem człowieka i nad jego postępowaniem należy do zadań nauk, zwanych naukami filozoficznymi lub określonych wspólnym mianem filozofii. Niepodobna w tym wstępie zajmować się bliżej charakteryzowaniem filozofii lub też poszczególnych dyscyplin do niej należących. Tyle tylko wypada tu zaznaczyć, że refleksja nad poznaniem, jak również refleksja nad postępowaniem człowieka, otwiera nam oczy na zagadnienia, należące do innych działów filozofii, budzi zrozumienie tych zagadnień i stwarza potrzebę zajęcia się nimi. Dlatego też przedmiot nauki szkolnej, w którym głównym tematem jest poznanie i postępowanie człowieka, nosi nazwę propedeutyki filozofii, tzn. wprowadzenia w krąg filozoficznych zagadnień.

 

Część I

PSYCHOLOGIA PROCESÓW POZNAWCZYCH

 

Rozdział I

O SPOSTRZEŻENIACH

§ 1. Drogi poznania

a) Sąd. Na wstępie rozważań poświęconych poznaniu zajmiemy się kwestią, w jaki sposób dochodzimy do poznania. Lecz przed rozpatrzeniem tej kwestii zastanowimy się nad tym, co się rozgrywa w świadomości człowieka, gdy dochodzi do poznania w pewnej sprawie. Otóż osiągamy poznanie w jakiejś sprawie, gdy wyrabiamy sobie co do niej zdanie, gdy dochodzimy do jakiegoś poglądu na nią. To, co się wtedy w naszej świadomości rozgrywa, można opisać jako wewnętrzne przeświadczenie, iż w danej sprawie rzecz ma się tak a tak. Ów stan wewnętrznego przeświadczenia, że tak a tak jest lub że tak a tak nie jest, nazywa się sądem.
Wydawane przez nas sądy wyrażamy słownie za pomocą zdań. Nie każde jednak zdanie gramatyczne może służyć jako zewnętrzny wyraz sądu. Nie wyraża np. sądu zdanie rozkazujące ani zdanie pytajne, zdanie względne itp. Wyrazem sądu może być tylko takie zdanie, które jest prawdziwe lub fałszywe. Ani zdania rozkazujące, ani też zdania pytajne nie są zaś ani prawdziwe, ani fałszywe. Zdania, które są prawdziwe lub fałszywe, zowią się zdaniami orzekającymi lub powiedzeniami. Nietrudno podać przykłady zdań orzekających: „Niebo jest dziś pokryte chmurami”, „Warszawa jest stolicą Polski”, „Pięć jest liczbą parzystą”, „Woda nie jest pierwiastkiem chemicznym” — wszystko to są przykłady zdań orzekających, gdyż przytoczone zdania są bądź prawdziwe, bądź fałszywe. Za pomocą takich właśnie zdań możemy dawać zewnętrzny wyraz naszym sądom.
Zbierając te uwagi, możemy powiedzieć, iż sąd jest to myśl, którą można wyrazić za pomocą zdania orzekającego, a która polega na wewnętrznym przeświadczeniu, że tak a tak jest lub że tak a tak nie jest.

b) Źródła sądów. Ponieważ zdobycie poznania w jakiejś sprawie polega na wydaniu w tej sprawie sądu, przeto pytanie nasze, w jaki sposób dochodzimy do poznania, można zastąpić pytaniem, w jaki sposób dochodzimy do wydawania sądów.

c) Doświadczenie. Wyglądam w tej chwili przez okno i na podstawie tego, co widzę, wydaję sąd, że łąka przed moimi oknami jest skoszona. Do uszu moich dochodzi charakterystyczny warkot motoru i na tej podstawie wydaję sąd, że w pobliżu przelatuje samolot. Biorę do ręki stojącą na moim biurku szklankę z herbatą, a to, co przy tym czuję, skłania mnie do wydania sądu, że herbata w tej szklance jest gorąca. We wszystkich tych przykładach do wydania sądów skłaniało mnie to, że coś widziałem, coś słyszałem, coś czułem — jednym słowem to, że czegoś właśnie w danej chwili doświadczałem. O tych wszystkich sądach, do których wydania skłania mnie to, czego w danej chwili doświadczam, powiemy, że ich źródłem jest doświadczenie.

β) Pamięć. Jadę pociągiem po dobrze znanej mi linii i ktoś z towarzyszy podróży zapytuje mnie, po której stronie pociągu będzie najbliższa stacja. Odtwarzam sobie w myśli widzianą dawniej, niejednokrotnie, sytuację wjazdu pociągu na stację, o którą w zadanym mi pytaniu chodzi, i z obrazu, jaki mi pamięć moja nasuwa, wywodzę niejako odpowiedź; wydaję sąd: „Stacja będzie po prawej stronie pociągu”. Sąd ten wydałem dzięki mej pamięci.

γ) Wnioskowanie. Zastanawiam się nad tym, czy rok 1950 jest rokiem przestępnym, i w tym celu przeprowadzam następujące rozważania. Stwierdzam naprzód, że jeśli dany rok jest przestępny, to jego data jest podzielna przez 4; stwierdzam dalej, że data 1950 nie jest podzielna przez 4. Oba te sądy prowadzą mnie do wydania sądu trzeciego, że rok 1950 nie jest rokiem przestępnym. W przytoczonym przykładzie do wydania tego trzeciego sądu doszedłem na podstawie uprzedniego wydania dwu innych sądów. O sądach, do których wydania skłaniają mnie inne żywione przeze mnie sądy, mówimy, iż wydajemy je na drodze wnioskowania.

δ) Oczywistość. Istnieją sądy, do których wydania nie potrzebujemy ani odwoływać się do doświadczenia lub pamięci, ani też stosować jakiegokolwiek rozumowania. Wystarczy zrozumieć zdanie, które taki sąd wyraża, aby wydać ten sąd. Sądy takie nazywamy sądami oczywistymi. Jako przykłady takich sądów mogą służyć sądy wyrażone w zdaniach: „Kwadrat jest czworobokiem”, „Cokolwiek jest czerwone, to jest też kolorowe”, „Jeżeli Jan jest ojcem Pawła, to Paweł jest dzieckiem Jana” itp.
Przytoczone wyżej przykłady ilustrują różne sposoby, którymi dochodzimy do wydawania sądów. Widzieliśmy, że wydajemy niekiedy sądy na podstawie doświadczenia, czasem zawdzięczamy je pamięci, często dochodzimy do nich na drodze wnioskowania, a wreszcie wydajemy je niekiedy dzięki ich oczywistości. Wykaz ten należy uzupełnić wskazaniem jeszcze jednego sposobu, w jaki powstają nasze sądy. Sposób ten polega na dawaniu wiary temu, co inni mówią, piszą itp. Tą drogą wciska się w nasz umysł ogromna ilość zapatrywań i poglądów.

Dawanie wiary temu, co inni mówią, piszą itp., nie stanowi w wielu wypadkach sposobu dochodzenia do własnych sądów, który by się nie dał wtłoczyć w ramy sposobów omówionych poprzednio. W wielu wypadkach przychylamy się do zdania innych na skutek przeprowadzonego wnioskowania, które w formie rozwiniętej można by przedstawić w następujący sposób. Stwierdzamy naprzód, iż osobnik X twierdzi, że jest tak a tak. Mniemamy dalej, że świadectwo osobnika X zasługuje na zaufanie, czyli że jeśli osobnik X twierdzi, że jest tak a tak, to prawdopodobnie jest też tak a tak. Opierając się na obu tych sądach, dochodzimy w drodze wnioskowania do sądu, że prawdopodobnie jest tak a tak.
W ten sposób sędzia urabia sobie swój własny sąd na podstawie opinii rzeczoznawców. W podobny sposób postępuje niekiedy historyk, gdy daje wiarę źródłom historycznym opisującym zdarzenia minionej przeszłości. W taki też lub podobny sposób może wnioskować uczeń, gdy daje wiarę słowom nauczyciela pouczającego go o geografii odległych krajów, o faktach historii, o ciężarach atomowych pierwiastków, o temperaturze gwiazd itp.
Faktycznie bywa jednak zazwyczaj inaczej. Słysząc pewne zdanie w ustach drugiej osoby, wypowiadającej je w tonie przekonania, częstokroć nie wnioskujemy wcale, nie zastanawiamy się nad wiarygodnością tej osoby, lecz ulegamy wprost wpływowi jej słów. Jeśli, siedząc wieczorem w pokoju przy otwartym oknie, usłyszę nagle rozpaczliwy okrzyk: „Pali się!”, wówczas, nie badając wcale, kto woła, a tym bardziej czy wołający jest osobą wiarygodną, natychmiast dam wiarę usłyszanym słowom.
Jeśli w okresie wrogiego nastawienia jednej części ludności wobec innej grupy ktoś do zgromadzonego tłumu przybiegnie z wieścią o jakimś wystąpieniu jednej ze zwalczających się grup przeciw drugiej, wówczas najczęściej słowa te znajdą wiarę w grupie rzekomo zaatakowanej, choć nikt może nie zna zwiastuna tej wiadomości i nie wie wcale, w jakim stopniu zasługuje on na zaufanie. Przykładów takich przytaczać można by bez liku.
Świadczą one o tym, że cudze słowo działa zaraźliwie lub, jak się też mówi, posiada moc sugestywną. Sugestywnie działa nie tylko słowo mówione, lecz również i pisane (prasa). Obok wymienionych poprzednio czterech sposobów dochodzenia do wydawania sądów wymienimy więc jeszcze piąty sposób, mianowicie uleganie sugestii cudzego zdania. Z tym sposobem mamy do czynienia w tych wypadkach, gdy do wydania sądu w jakiejś sprawie skłania nas sam fakt posłyszenia zdania wyrażającego taki sąd w cudzych ustach (lub przeczytania go w jakimś źródle).
Ze wszystkich dróg wiodących nas do wydawania sądów ta ostatnia jest najbardziej niebezpieczna, zwłaszcza gdy czynimy z niej użytek bezkrytyczny, tzn. pochopnie przychylamy się do cudzego zdania, nie licząc się ani z prawdopodobieństwem, jakie temu zdaniu skądinąd przysługuje, ani z wiarygodnością źródła, z którego ono pochodzi. Biorąc jednak pod uwagę wiarygodność źródła, od którego zasłyszaną wiadomość przejmujemy, nie ulegamy już właściwie jego sugestii, lecz stosujemy metodę wnioskowania; mianowicie z tego, że ktoś pewien pogląd głosi i że ten, który go głosi, zasługuje na wiarę, wnioskujemy o słuszności tego poglądu.
W przeglądzie czynników, które prowadzą nas faktycznie do wydawania sądów, bez względu na to, czy uprawniają nas one do ich wydawania, nie możemy pominąć również czynników natury uczuciowej, które mają wpływ na żywione przez nas sądy. Są ludzie, którym każdy pozór wystarczy, by ich skłonić do uwierzenia w to, co zgadza się z ich pragnieniami. Ludzi takich zaliczamy do tzw. optymistów, tj. takich, u których nadzieja przeważa nad obawą i lękiem.
Pesymiści, ludzie, w których życiu dominuje obawa rzeczy przykrych, są znów skłonni na byle jakiej podstawie oprzeć swą wiarę w to, co stoi w sprzeczności z ich pragnieniami. Na ogół jesteśmy skłonni wierzyć w to, co usprawiedliwia nasze postępki i nasze pragnienia. Tak np. chętnie wierzymy w to, co wywyższa naszych przyjaciół, gdyż taki pogląd zdaje się usprawiedliwiać naszą miłość, a z drugiej strony dajemy łatwo wiarę temu, co rzuca cień na ludzi, dla których jesteśmy nieżyczliwie usposobieni, gdyż prawdziwość takiej opinii zdaje się czynić słuszną naszą nienawiść.
Szczególnie też wtedy, gdy względy natury uczuciowej mogą wpływać na nasz sąd, należy dbać o to, by nie wydawać go lekkomyślnie, lecz krytycznie ważyć argumenty.
W rozważaniach powyższych dokonaliśmy pobieżnego przeglądu sposobów, w jakie dochodzimy do wydawania naszych sądów. Obecnie zajmiemy się bliższym rozpatrzeniem niektórych z nich, przy czym zwracać też będziemy uwagę na to, w jakim stopniu możemy zaufać sądom wydanym wedle tych sposobów.

§ 2. Spostrzeżenie zewnętrzne i wewnętrzne

Zachodzące w naszej świadomości procesy widzenia, słyszenia, czucia itp. obejmujemy wspólną nazwą procesów spostrzegania. Procesy te są czymś niezmiernie pospolitym, z czym ustawicznie niemal mamy do czynienia, co jednak mimo to nie jest nam dokładnie znane. Wtedy bowiem, gdy coś spostrzegamy, myśl nasza zajęta jest tym, co spostrzegamy, a nie sama sobą; spostrzegając ten stół, w akcie tego spostrzegania skierowujemy się myślą ku temu stołowi, a nie ku czynności spostrzegania. Akt spostrzegania przeżywamy tylko, ale nie czynimy go przedmiotem, o którym myślimy. Stąd to pochodzi, iż procesy spostrzegania, mimo swej pospolitości, nie są na ogół ludziom dokładnie znane.
Możemy jednak równocześnie niemal z przeżywaniem aktu spostrzegania zwrócić uwagę na sam ten fakt, możemy niejako myśl swą skierować na nasze własne spostrzeganie. Możemy to uczynić w odniesieniu do każdego niemal procesu, który się rozgrywa w naszej psychice. Takie skierowanie naszej uwagi na rozgrywający się równocześnie w naszej duszy proces psychiczny zaliczamy również do spostrzeżeń.
Nazwą spostrzeżenia obejmujemy więc nie tylko akty widzenia, słyszenia, czucia itd., lecz również czynności polegające na zwróceniu uwagi na rozgrywające się w nas procesy psychiczne. Spostrzeżenia, których przedmiotami są przedmioty i procesy fizyczne, nazywamy spostrzeżeniami zewnętrznymi lub zmysłowymi, a to ze względu na to, że w dochodzeniu do skutku tych spostrzeżeń istotną rolę grają organy zmysłowe. Spostrzeżenia natomiast, w których zwracamy się ku przebiegom psychicznym równocześnie w nas się rozgrywającym, nazywamy spostrzeżeniami wewnętrznymi lub też aktami introspekcji (intra = wewnątrz).
W związku z tym mówimy też o sądach opartych na doświadczeniu zewnętrznym, mając przy tym na myśli sądy wydawane na podstawie spostrzeżeń zewnętrznych, jak i o sądach opartych na doświadczeniu wewnętrznym, tj. o sądach wydawanych na podstawie spostrzeżeń wewnętrznych.

§ 3. Sądy spostrzeżeniowe

Spostrzeżenie jakiegoś przedmiotu sprawia, że jesteśmy gotowi wydawać o tym przedmiocie szereg sądów, z tym poczuciem, że to spostrzeżenie stanowi gwarancję prawdziwości tych sądów. Są to te sądy, które wydajemy równocześnie niemal ze spostrzeżeniem, a co do których, gdyby nas zapytano, na jakiej podstawie je wydajemy, odpowiedzielibyśmy, że czynimy to na tej podstawie, iż widzimy (słyszymy, czujemy itd.), że tak właśnie jest, jak owe sądy głoszą. Sądy te nazywają się sądami spostrzeżeniowymi.
Sądy spostrzeżeniowe nie towarzyszą zawsze spostrzeżeniu w postaci wyraźnej. Nie jest tak wszakże, żebym, spoglądając na swój stół, myślał sobie: „Mój stół znajduje się teraz przede mną”, „Ma on cztery nogi”, „Jest brązowy”, „Leżą na nim książki” itd. Ta nieograniczona mnogość rozmaitych sądów spostrzegawczych, które gotów jestem na podstawie przeżywanego spostrzeżenia wydać, nie zjawia się w mojej świadomości w postaci wyraźnej. Niemniej jednak sądy te tkwią w formie niejako zarodkowej w spostrzeżeniu. O tym wszystkim, co mógłbym o przedmiocie spostrzeganym na podstawie jego spostrzeżenia orzec w sądach wyraźnych, ujętych w słowach, o tym wszystkim wiem już poniekąd, zanim sądy te sformułuję.

§ 4. Przedmiot i treść spostrzeżenia

Spostrzeżenia zewnętrzne mogą dochodzić do skutku za pośrednictwem różnych zmysłów. Zależnie od tego, który zmysł pośredniczy w dochodzeniu do skutku danego spostrzeżenia, nazywamy je spostrzeżeniem wzrokowym, słuchowym, dotykowym itp.
Przy spostrzeżeniu wzrokowym, które mam, spoglądając na dom mojego sąsiada, jawi mi się pewien widok, w którym dom ten staje się obecny mojej świadomości. Widok ten biorę po prostu za dom sąsiada, względnie za zwróconą ku mnie fasadę tego domu. Podobnie ma się rzecz w wypadku słyszenia, czyli spostrzeżenia słuchowego. Gdy słyszę świst przejeżdżającej w pobliżu lokomotywy, wówczas jawi mi się pewna charakterystyczna treść słuchowa i treść tę biorę za rzeczywiście teraz w przestrzeni rozlegający się świst.
Podobnie ma się też rzecz przy spostrzeżeniach dochodzących do skutku za pośrednictwem innych zmysłów.

Jawiący się nam w procesie spostrzegania widok wzrokowy czy też treść słuchową itp. bierzemy w tym procesie za jakiś rzeczywiście teraz w przestrzeni istniejący przedmiot. Przedmiot ten nazywamy przedmiotem spostrzeżenia. Przedmiotem spostrzeżenia opisanego w pierwszym z naszych przykładów był dom sąsiada, w drugim — obiektywny świst lokomotywy.
Spełniając normalnie akt spostrzegania, myślimy tylko o tym przedmiocie, biorąc jawiący nam się widok za ten właśnie przedmiot. Nietrudno jednak zdać sobie sprawę z tego, że widok ten nie jest identyczny z przedmiotem spostrzeżenia. Świadczy o tym fakt, że widok ów może się zmieniać, choć przedmiot spostrzeżenia nie ulega żadnej zmianie.
Przypuśćmy, że oddalam się od domu, który jest przedmiotem mego spostrzeżenia (np. przejeżdżając obok niego koleją), nie tracąc go z oczu. Widok, który przez cały ten czas jest mi obecny, ulega ciągłej zmianie. Staje się coraz mniejszy, coraz mniej wyrazisty. Tymczasem dom, na który oczy moje są skierowane, żadnej zmianie nie uległ. Nie stał się wskutek mojego odeń oddalenia ani mniejszy, ani szczegóły jego budowy nie uległy obiektywnie żadnym zmianom.
Patrząc na ten dom, wkładam na oczy czerwone okulary. Od razu zmienia się widok, który mi się pojawia przy patrzeniu na ten dom. Dom jednak obiektywnie żadnej nie uległ zmianie, nie stał się on czerwony przez to, że ja włożyłem czerwone okulary. Przeciskam palcem jedną gałkę oczną — w następstwie tego natychmiast zamiast widoku jednego domu mam widok podwójny, a przecież dom obiektywnie się nie rozdwoił.
Wszystkie te przykłady świadczą o tym, że jawiący mi się przy spostrzeganiu pewnego przedmiotu widok może się zmieniać, choć przedmiot spostrzegany nie ulega żadnej zmianie. Wynika z tego, że przedmiot spostrzeżenia i jawiący mi się przy spostrzeganiu widok nie są jednym i tym samym, a przynajmniej że nie każdy z tych zmieniających się widoków jest identyczny z przedmiotem spostrzeżenia.
Rozważania te wskazują na konieczność dokonania rozróżnienia pomiędzy jawiącym się mi przy spostrzeganiu widokiem a przedmiotem spostrzeżenia. Owe jawiące się nam przy spostrzeganiu widoki wzrokowe, treści słuchowe itp. nazywamy ogólnie zmysłowymi treściami spostrzeżenia.

§ 5. Wrażenia zmysłowe i ich przegląd

Treść spostrzeżenia, która mi się zjawia, gdy spoglądam na dom mego sąsiada, nie jest prosta. W widoku, który tę treść stanowi, wyróżniam mianowicie u dołu część zieloną (murawę), wyżej część białą, poprzerywaną ciemnymi prostokątami (ściana i okna), jeszcze wyżej część czerwoną (dachówka), całkiem zaś u góry część niebieską (niebo).
W wymienionych właśnie częściach zjawiającego się widoku mogę jeszcze dalej wyróżniać składniki jakościowo różne, np. w części czerwonej występują różne odcienie tej barwy. Mogę jednakże, biorąc pod uwagę dostatecznie małe cząstki zjawiającego mi się widoku, dojść do cząstek zupełnie jednorodnych, czyli prostych. Takie proste składniki treści zmysłowych nazywamy wrażeniami zmysłowymi.
Niekiedy cała treść zmysłowa bywa prosta, tzn. nie składa się z części jakościowo różnych (taką jest np. treść wzrokowa, która mi się zjawia, gdy leżąc na wznak spoglądam na bezchmurne niebo lub gdy znajduję się w zupełnej ciemności, treść słuchowa przeżywana przy słuchaniu monotonnego brzmienia widełek stroikowych itp.). W tych wypadkach całą treść spostrzeżenia nazwać możemy wrażeniem.
Wrażeniem nazywa się często nie samą prostą treść spostrzeżenia, lecz fakt doznawania takiej treści. W związku z tym pozostaje sposób, w jaki się wysławiamy, opisując wrażenia. Np. o wrażeniu, które w nas powstaje, gdy spoglądamy na bezchmurne niebo, nie powiemy zazwyczaj, że jest ono wrażeniem o barwie błękitnej, lecz powiemy raczej, że jest ono wrażeniem barwy błękitnej.
Ten pierwszy sposób wyrażania się (rzadko stosowany) jest właściwy, gdy terminem „wrażenie” nazywamy samą treść spostrzeżenia; treść ta istotnie posiada barwę błękitną. Drugi zaś sposób wyrażania się (zwykle stosowany) jest na miejscu, jeśli, mówiąc „wrażenie”, mamy na myśli doznawanie treści; doznawanie treści jest bowiem doznaniem barwy błękitnej. Mimo to jednak, że ten drugi sposób wyrażania się nie jest właściwy, jeśli przez wrażenie rozumiemy treść spostrzeżenia, stosuje się go także i w tym wypadku.
Spostrzeżenia nasze dochodzą do skutku za pośrednictwem zmysłów. Zależnie też od tego, jakiemu zmysłowi dane spostrzeżenie zawdzięczamy, jakość wrażeń wchodzących w skład jego treści jest zasadniczo odmienna. Bogactwo zasadniczo odmiennych gatunków wrażeń jest ogromne. Obok wrażeń wzrokowych, słuchowych, dotykowych, węchowych i smakowych wymienia się cały szereg innych jeszcze gatunków wrażeń. Mówi się więc o wrażeniach temperatury, o wrażeniach bólu, o wrażeniach stawowych, mięśniowych, wrażeniach równowagi i wrażeniach ustrojowych.
Wrażenia wzrokowe, słuchowe, dotykowe, węchowe, smakowe, wrażenia ciepła i zimna, jak również wrażenia bólu zna każdy i zwracał na nie niejednokrotnie uwagę. Nie każdy jednak wie, o jakie wrażenia chodzi, gdy mowa o wrażeniach stawowych, mięśniowych, ustrojowych i o wrażeniach równowagi. Poświęcimy im więc kilka słów.Wrażenia mięśniowe są to te wrażenia, których doznajemy za- leżnie od napięcia naszych mięśni. Wrażeniem mięśniowym kierujemy się np. przy ocenie ciężaru przedmiotu, który podnosimy lub staramy się utrzymać w ręku; wedle wrażeń mięśniowych, doznawanych przy ściskaniu przedmiotu ręką, oceniamy przed- mioty jako sztywne, sprężyste, twarde, miękkie itp. W ocenach tych obok wrażeń mięśniowych grają także rolę wrażenia dotykowe.Wrażenia stawowe to te wrażenia, które nas informują o wzajemnej pozycji członków połączonych stawami, względnie o jej zmianie. Wrażenia te są zlokalizowane w naszych stawach. Dzięki tym wrażeniom wiem nawet w zupełnej ciemności, czy palce rąk mam wyprostowane, czy zgięte, czy głowę mam zwróconą na prawo, czy na lewo itp. Rzecz jasna, że do zdobycia tych wiadomości przyczyniają się też wrażenia mięśniowe, gdy napięciem mięśni członki utrzymujemy w danej pozycji lub pozycję tę zmieniamy.Wrażenia równowagi zawdzięczamy osobnemu organowi zmysłowemu, mianowicie, mieszczącemu się w uchu wewnętrznym błędnikowi. Dzięki znajdującym się w błędniku przewodom pół- kolistym i woreczkom zawierającym otolity, odbieramy swoiste, jakkolwiek trudno uchwytne wrażenia, informujące nas o odchyleniach położenia głowy od pozycji pionowej. Innym wrażeniem zawdzięczanym błędnikowi, zaznaczającym się już bardzo wyraźnie, jest wrażenie zawrotu głowy, występujące jako następstwo dłuższego kręcenia się w koło.Nazwa wrażeń ustrojowych określa się wrażenia takie, jak np. wrażenie pustki w żołądku, wrażenie przesytu, nudności, pragnienia, wrażenie zmęczenia, wrażenie świeżości i rześkości, wrażenie duszności, senność, dreszcze itp. Charakteryzuje się je zazwyczaj jakie wrażenia, które pochodzą od wewnętrznych organów naszego ciała; charakterystyka ta jest jednak nieco zbyt obszerna. Wrażenia ustrojowe odgrywają doniosłą rolę w momentach silnych wzruszeń. Dochodzą one np. wyraźnie do głosu przy afekcie strachu, wstydu, rozpaczy, jak również w stanach ukojenia, przy bardzo radosnych wzruszeniach itp. Ale i wtedy, gdy nie jesteśmy wzruszeni, wrażenia ustrojowe towarzyszą nam stale, jakkolwiek nie zwracamy na nie uwagi. Stanowią one jak gdyby tło dla całego strumienia życia psychicznego jako tzw. poczucie zdrowia lub choroby, świeżości lub zmęczenia itp.

 

§ 6. Zależność wrażenia od podniety. Prawo Webera

 

a) Wrażenia i podniety. Wrażenia zmysłowe dochodzą zazwyczaj do skutku za pośrednictwem odpowiedniego organu zmysłowego, gdy zawarte w nim zakończenia nerwów czuciowych zostaną pobudzone do działania. Proces fizyczny, który pobudza zakończenia nerwów czuciowych do działania (czyniąc to bądź wprost, bądź też za pośrednictwem wywołanych przez się zmian w innych częściach organu zmysłowego), nazywa się podnietą fizyczną. Podniety, do których działania dany zmysł jest szczególnie przystosowany, reagując na nie wrażeniami wyrazistymi i odpowiednio do zmian podniety zróżnicowanymi, nazywają się podnietami właściwymi dla danego zmysłu i dla odpowiadających mu wrażeń. Tak np. podnietami właściwymi dla wrażeń wzrokowych są fale świetlne, dla wrażeń słuchowych — fale akustyczne itd.

Właściwości odbieranego wrażenia zależne są w wysokiej mierze od właściwości wywołującej je podniety. Przyjrzyjmy się bliżej tej zależności np. przy wrażeniach wzrokowych. Wrażenia wzrokowe mogą się różnić między sobą pod względem właściwości trojakiego rodzaju, a mianowicie pod względem swej jakości, swej jasności i swego nasycenia.

Różnica jakościowa pomiędzy wrażeniami wzrokowymi jest różnicą ich koloru, czyli tzw. tonu barwnego. Jakościowo różnią się między sobą np. wrażenie barwy żółtej i barwy czerwonej, wrażenie barwy turkusowej i seledynowej itp. Jasnością różnią się np. wrażenia, które odbieram od tego samego przedmiotu, oglądając go naprzód w pełnym świetle słonecznym, a następnie w cieniu. Różnica pod względem nasycenia zachodzi np. pomiędzy wrażeniem, jakie odbieram, patrząc na arkusz czerwonego papieru wprost, a wrażeniem, jakiego doznaję, oglądając ten sam arkusz przez matowe szkło lub przez bibułkę.

Najwyższy stopień nasycenia posiadają np. wrażenia odbierane przy spoglądaniu na kryształ, w którym załamują się promienie słoneczne, tworząc widmo tęczowe. Od wrażeń barw nasyconych przejść można w sposób ciągły poprzez wrażenia barw coraz bardziej wypłowiałych aż do takich, które są zupełnie pozbawione koloru, czyli do tzw. wrażeń barw neutralnych, tj. popielatych, białych i czarnych.

Wspomnianym trzem rodzajom własności wrażeń wzrokowych odpowiadają trzy rodzaje własności fal świetlnych, które wrażenia te wywołują, a mianowicie długość tych fal, ich amplituda i ich tzw. kształt, względnie stopień ich złożoności.

Dla zdania sprawy z zależności pomiędzy długością fali świetlnej a jakością (kolorem) wrażenia przez tę falę wywoływanego uporządkujmy wrażenia barw w tej kolejności, w jakiej jawią nam się one przy spoglądaniu na widmo słoneczne, a więc w porządku: wrażenie barwy czerwonej, pomarańczowej, żółtej, zielonej, niebieskiej i fioletowej. Otóż im dłuższa jest fala świetlna działająca na oko, tym bliższe w wymienionej poprzednio kolejności wrażeniu barwy czerwonej jest wrażenie wywoływane przez tę falę. Fala o długości 700 milionowych części milimetra wywołuje wrażenie barwy czerwonej, fala o długości 400 milionowych części milimetra wywołuje wrażenie barwy fioletowej. Fale o długości pośredniej wywołują wrażenia barw leżących w porządku tęczowym między czerwoną a fioletową.

Jasność wrażenia barwy o danej jakości jest zależna od amplitudy fali świetlnej wywołującej to wrażenie. Mianowicie wrażenie barwy wywołane przez fale danej długości nacechowane będzie tym większą jasnością, im większą amplitudę posiada dana fala.

Stopień nasycenia wrażenia barwy jest tym większy, im bardziej do fali harmonicznej prostej (sinusoidy) zbliża się swym kształtem fala wywołująca to wrażenie. Fale periodyczne (tj. takie, których wykres daje się rozbić bez reszty na części przystające) można — jak wykazała analiza matematyczna — traktować jako złożone z dwóch lub więcej fal harmonicznych prostych. Otóż im bardziej złożona jest dana fala świetlna, tym mniej nasycone jest wrażenie wywołanej przez nią barwy.

Wrażenie barwy neutralnej można wywołać, działając na oko równocześnie (lub w niezmiernie szybkim tempie na przemian) dwiema falami stosownie dobranymi, np. falą wywołującą, gdy działa sama, wrażenie barwy niebieskiej, i falą, która działając sama, wywołuje wrażenie barwy pomarańczowej, lub też falą odpowiadającą czerwieni i falą odpowiadającą zieleni itp. Jeżeli dwie fale świetlne mają te własność, że działające oddzielnie wywołują wrażenie barw kolorowych, a działające łącznie wywołują wrażenie barwy neutralnej, wówczas wrażenia, wywołane przez oddzielne działanie każdej z tych fal nazywa się wrażeniami barw nawzajem się dopełniających wrażenia wywoływane przez te fale. Wypowiada się to zwykle krócej, lecz mniej ściśle, mówiąc, że para barw dopełniających to tyle, co para takich barw, które zmieszane ze sobą tworzą barwę neutralną. Wrażeniami barw dopełniających się nawzajem są np. wrażenia barwy zielonej i czerwonej, niebieskiej i pomarańczowej, fiołkowej i żółtej. Niemal wszystkie fale występujące w świetle słonecznym dają się ułożyć w pary odpowiadające barwom dopełniającym; stąd pochodzi niemal biała barwa tego światła.

Jeśli na oko działają równocześnie dwie fale nieodpowiadające dwóm barwom dopełniającym się nawzajem, to powstanie wrażenie barwy niezupełnie nasyconej, ale też niepozbawionej zupełnie koloru (tonu barwnego), a więc niezupełnie neutralnej. Kolor odbieranego wrażenia będzie kolorem pośrednim pomiędzy kolorami wrażeń, jakie wywołałyby te fale, gdyby każda z nich działała z osobna, przy czym kolor wypadkowy będzie bliższy temu kolorowi składowemu, który odpowiada fali o większej intensywności. Ze zmieszania barwy żółtej i niebieskiej otrzymujemy zieloną, z połączenia niebieskiej z czerwoną dostajemy fiołkową, mieszając czerwoną i żółtą, dostajemy pomarańczową.

Gdy zmieszamy ze sobą trzy fale świetlne o długościach tak dobranych, że każde dwie zmieszane ze sobą wywołują wrażenie barwy dopełniającej się z barwą wywoływaną przez trzecią falę (np. fale odpowiadające barwom żółtej, niebieskiej i czerwonej), wówczas przez odpowiednie nasilanie poszczególnych fal składowych można otrzymać wrażenia o dowolnym tonie barwnym, ale o nasyceniu nie większym niż nasycenie wrażeń, jakie by te fale wywoływały, działając oddzielnie.

Na tej prawidłowości opiera się technika tzw. druku trójbarwnego. Technikę tę stosuje się przy drukowaniu rycin kolorowych odtwarzających przedmioty w barwach naturalnych. Dla uzyskania takiej ryciny dokonuje się trzech zdjęć przedmiotu, z których jedno wykonuje się przy użyciu filtru przepuszczającego tylko promienie żółte, drugie przy pomocy filtru niebieskiego, trzecie zaś przy pomocy filtru czerwonego. Z każdego z tych trzech zdjęć sporządza się kliszę. Następnie odbija się kolejno wszystkie trzy klisze w tym samym miejscu, barwiąc pierwszą z nich farbą żółtą, drugą niebieską, a trzecią farbą czerwoną. Od barwników, z których składa się powstała w ten sposób rycina, odbijają się promienie światła żółtego, niebieskiego i czerwonego w takim samym rozmieszczeniu i z tak samo zmieniającym się od miejsca do miejsca nasileniem, z jakim odbijały się od przedmiotu, i mieszając się, wywołują wrażenia o niemal takich samych barwach jak wrażenia odbierane przy spoglądaniu na przedmiot odtwarzany na rycinie.

Podobnie jak fala świetlna jest właściwą podnietą dla wrażeń wzrokowych, tak dla wrażeń słuchowych właściwą podnietą jest fala akustyczna. Z nauki akustyki wiadomo, że wysokość słyszalnego tonu (będącego wrażeniem słuchowym) zależy od długości fali akustycznej (a więc od częstości drgania, które się w niej przenosi). Barwa głosu słyszanego zależy od kształtu, względnie od złożoności fali akustycznej. Siła głosu zależy wreszcie od amplitudy fali.

b) Prawo Webera. Zwróćmy się obecnie do zagadnienia ogólniejszego, nieodnoszącego się tylko do wrażeń jednego zmysłu, mianowicie do zagadnienia, czy zmiana podniety pociąga zawsze za sobą zmianę wywołanego przez nią wrażenia. Otóż przeprowadzone w tym kierunku eksperymenty wykazały, że tak nie jest, że mianowicie zmiana podniety musi przekroczyć pewne minimum, aby nastąpiła zmiana wywoływanego przez nią wrażenia. Najmniejszy przyrost podniety potrzebny na to, by wywoływane przez nią wrażenia różniły się w sposób dostrzegalny, nazywa się progiem różnicy (absolutnym).

Podobnie jak różnica dwu podniet musi przekroczyć pewną wielkość, aby różnica wywołanych przez nie wrażeń była dostrzegalna, tak też siła podniety w ogóle musi przekroczyć pewną wielkość, aby podnieta ta wywołała w ogóle jakieś wrażenie. To minimalne nasilenie, jakie podnieta musi osiągnąć, aby wywołać jeszcze dostrzegalne wrażenie, nazywa się progiem podniety.

Próg różnicy jest różny dla podniet właściwych różnym zmysłom (np. inny dla fal świetlnych, a inny dla akustycznych). Jest on nawet różny w obrębie podniet właściwych dla jednego i tego samego zmysłu z uwagi na różne ich właściwości (np. inny z uwagi na długość fal świetlnych, a inny z uwagi na ich amplitudę). Ale nawet jeśli chodzi o podniety właściwe dla jednego i tego samego zmysłu i nawet jeśli się je rozpatruje z punktu widzenia tej samej ich własności (np. fale świetlne z punktu widzenia ich intensywności), absolutny próg różnicy nie jest wielkością stałą, lecz jest zależny od nasilenia podniety wyjściowej, którą podwyższamy o wartość progową.

Gdy np. na oko pada światło o natężeniu 100 jednostek, to najmniejsze powiększenie siły światła potrzebne do wywołania dostrzegalnego przyrostu jasności odbieranego wrażenia wynosi 1 jednostkę. Jeżeli więc działa podnieta o sile stu jednostek, absolutny próg różnicy wynosi 1 jednostkę. Gdy ekran jest oświetlony światłem o sile 200 jednostek, przyrost siły światła o 1 jednostkę nie zmieni jasności odbieranego wrażenia. Aby ta zmiana nastąpiła, potrzeba w tym wypadku powiększyć siłę światła o 2 jednostki. Przy podniecie o sile 200 jednostek absolutny próg różnicy wynosi zatem 2 jednostki. Przy 300 jednostkach działających na oko absolutny próg różnicy wynosić będzie 3 jednostki i w ogóle przy n jednostkach absolutny próg różnicy wyniesie n/100 jednostki.

Podobnie ma się rzecz przy wrażeniach dotykowych wywołanych naciskiem ciężarka na skórę. Tutaj do 300 gramów naciskających na rękę trzeba dołożyć co najmniej 100 gramów, aby przyrost ten zaznaczył się w odbieranym wrażeniu. Przy podniecie początkowej o sile 300 g próg różnicy wynosi więc 100 gram. Przy 3000 g próg różnicy wynosi 1000 g; ogólnie przy n gramach próg różnicy wynosi n/3 gramy.

Do podobnych rezultatów doprowadzają nas badania w zakresie innych jeszcze zmysłów i innych dostępnych pomiarowi właściwości podniet. Wyniki tych badań streszcza prawo następujące: Absolutny próg różnicy jest proporcjonalny do podniety działającej, którą o wartość progową powiększamy lub pomniejszamy. Nazywając stosunek pomiędzy absolutnym progiem różnicy a podnietą pierwotną względnym progiem różnicy, można powyższe prawo wysłowić również w następujący sposób: Względny próg różnicy jest liczbą stałą.

Prawo powyższe nosi nazwę prawa Webera. Prawo to jest słuszne ze znacznym stopniem przybliżenia jedynie dla podniet o średniej sile; zawodzi natomiast przy podnietach bardzo silnych i bardzo słabych. Tłumaczy nam ono szereg faktów znanych z życia codziennego (por. zadania).

Zadania i pytania

1) Widmo słoneczne nie stanowi kontinuum zamkniętego, tzn. chcąc w obrębie widma słonecznego przejść od jednego odcienia barwnego do innego w sposób ciągły (tzn. tak, aby odpowiednio małym przesunięciom odpowiadały dowolnie małe różnice jakości barw), można to uczynić tylko na jednej drodze. Np. od barwy zielonej można przejść w sposób ciągły do czerwonej jedynie poprzez barwy zielono-żółtą, żółtą, pomarańczową. Posuwając się od barwy zielonej w przeciwnym kierunku, tj. przez zielono-niebieską, niebieską i fioletową ku czerwonej, musimy, przechodząc od fioletowego końca widma do czerwieni, wykonać skok, gdyż pomiędzy krańcowym fioletem a krańcową czerwienią nie ma ciągłego przejścia. Czy możesz sobie wyobrazić barwy, którymi należałoby uzupełnić widmo słoneczne, aby z niego powstało kontinuum zamknięte?

2) Czy wszystkie barwy tęczy są jednakowo jasne?

3) Chcę przepołowić dany odcinek AB. Weźmy w cyrkiel mniej więcej jego połowę i zakreślmy od końców odcinka AB łuki wyznaczające odcinek krótszy CD. Następnie wyznaczmy na oko środek odcinka krótszego CD. Czy, postępując w ten sposób, trafniej wskażemy środek odcinka dłuższego AB, niż gdybyśmy to uczynili, połowiąc na oko ten odcinek wprost, tj. nie sięgając do wskazanej konstrukcji pomocniczej?

4) Sprawdź, czy różnica świateł i cieni widzianych gołym okiem na chmurach niezakrywających całkowicie nieba ulegnie zmianie, gdy na te chmury popatrzymy przez ciemne szkła. Jakiego wyniku każe oczekiwać prawo Webera?

5) Dlaczego w dzień nie widać gwiazd na niebie, które widać w nocy?

6) Dlaczego możemy przejrzeć się w szybie, za którą wisi czarne sukno, a nie możemy tego uczynić, gdy za szybą jest tło białe?

7) Dlaczego druk odcina się z jednakową wyrazistością od tła przy wszelkich oświetleniach o średniej sile, a przestaje się odcinać od tła o zmroku?

8) Bogacz nie odczuwa wcale strat, które dla ubogiego byłyby bardzo dotkliwe. Czy jest w tym analogia do prawa Webera?

 

§ 7. Zależność wrażenia od organu zmysłowego. Prawo swoistej energii zmysłów

 

W ustępie poprzednim zajmowaliśmy się zależnością wrażeń od wywołujących je podniet. Otóż łatwo stwierdzić, że wrażenia, które odbieramy, zależą nie tylko od właściwości wywołującej je podniety, lecz również od organu zmysłowego, na który podnieta ta działa.

Np. promień światła, działając na oko, wywołuje wrażenie jasności, działając zaś na skórę, wywołuje wrażenie ciepła. Kropla syropu, działając na zmysł smaku, wywołuje wrażenie słodyczy, działając zaś na skórę, wywołuje zupełnie inne wrażenie. Uderzenie w rękę wywołuje wrażenie dotykowe i co najwyżej jeszcze wrażenie bólu. Takie samo uderzenie wymierzone w oko wywołuje nadto wrażenie świetlne („świeczki w oczach”).

Przykłady te (a można by ich przytoczyć bez liku) świadczą dowodnie o tym, że jakość wrażenia zależna jest nie tylko od podniety, która wrażenie to wywołuje, lecz również od organu zmysłowego, na który podnieta ta działa.

Łatwo zdać sobie sprawę z tego, że jakość wrażenia w większym jeszcze stopniu zależna jest od pośredniczącego przy powstaniu wrażenia organu zmysłowego niż od właściwości podniety. Gdy bowiem podnieta się zmienia, a organ zmysłowy zostaje ten sam, to wrażenie ulega wprawdzie zmianie, ale zmiana ta nie jest zmianą zasadniczą (np. gdy na oko działają kolejno po sobie dwie fale świetlne o różnej długości, powstają dwa wrażenia różne, ale w tym zasadniczym punkcie zgodne, że oba wrażenia są wrażeniami barw). Gdy natomiast podnieta zostaje taka sama, ale działa zrazu na jeden, a następnie na inny organ zmysłowy, wówczas powstają dwa wrażenia zasadniczo różne (np. kropla syropu na języku i na skórze dłoni wywołuje dwa wrażenia zasadniczo różne; jedno z nich bowiem jest smakowe, a drugie dotykowe).

Z omówionego wyżej stanu rzeczy zdaje sprawę tzw. prawo swoistej energii zmysłów, sformułowane przez J. Müllera. Prawo to głosi: różne podniety działające na ten sam zmysł wywołują wrażenia zasadniczo tego samego rodzaju; takie same zaś podniety działające na różne zmysły wywołują wrażenia należące do dwu zasadniczo odmiennych rodzajów, właściwych tym zmysłom.

Zależność wrażeń od pośredniczących przy ich powstawaniu organów zmysłowych daje dużo do myślenia na temat wierności, z jaką odbierane przez nas wrażenia odtwarzają przedmioty, które spostrzegamy.

§ 8. Różnice indywidualne. Daltonizm

 

Ta sama podnieta działająca na ten sam narząd zmysłowy u dwóch różnych ludzi może wywoływać różne wrażenia. Ten sam bowiem zmysł może u dwóch różnych ludzi reagować inaczej na tę samą podnietę. Przedmiot, który jednemu przy dotknięciu wydaje się nieznośnie gorący, drugiemu wydaje się znośnie ciepły. Dźwięk, który człowiek o zdrowym słuchu słyszy zupełnie wyraźnie i głośno, wywołuje w świadomości osoby o przytępionym słuchu wrażenie słabe i niewyraźne. Podobnie ma się rzecz z krótkowidzem i osobą o normalnym wzroku.

Najciekawszego jednak przykładu ilustrującego fakt różnic indywidualnych między ludźmi odnośnie do sposobu reagowania wrażeniem na te same podniety dostarczają ludzie dotknięci tzw. ślepotą barw, czyli daltoniści. Daltonistów poznaje się po tym, że odbierają oni wrażenia tej samej barwy od przedmiotów, które normalnemu oku przedstawiają się jako różnobarwne. I tak np. u niektórych daltonistów dojrzała jagoda poziomki i jej liść wywołują przy dziennym świetle wrażenia niemal tej samej barwy, gdy tymczasem u większości ludzi powstaną w tych warunkach zupełnie inne wrażenia. Wynika z tego, że na pewne podniety świetlne reagują daltoniści innymi wrażeniami niż ludzie o normalnym wzroku.

Daltonizm (najczęstsza jego odmiana nazywa się dyschromatopsją) jest zjawiskiem dość pospolitym, zwłaszcza wśród mężczyzn. Około 4% mężczyzn jest dotkniętych tą przypadłością, którą dziedziczy się po dziadkach za pośrednictwem normalnie widzących matek.

O tym, jakich wrażeń doznają daltoniści pod wpływem podniet świetlnych, dowiadujemy się na podstawie zeznań osób, które jednym okiem widzą normalnie, a na drugie oko są daltonistami. Zeznania tych osób świadczą o tym, że istnieje kilka odmian ślepoty na barwy. Najpospolitsza z nich polega na tym, że osoby dotknięte tą formą daltonizmu na wszystkie bodźce świetlne reagują bądź wrażeniem barwy żółtej, bądź niebieskiej, bądź wrażeniem barwy neutralnej, nie doznają zaś wcale wrażeń czerwieni ani zieleni.

Mianowicie na te podniety świetlne, na które oko normalne reaguje wrażeniami purpury, czerwieni i wrażeniem barwy błękitnozielonej, najpospolitsza odmiana daltonistów reaguje wrażeniami o barwach neutralnych. Na wszystkie zaś inne podniety świetlne, które u człowieka normalnego wywołują wrażenia barw kolorowych, daltoniści tej odmiany reagują wrażeniami barwy żółtej lub niebieskiej o różnym tonie, nasyceniu i jasności.

Mimo że wrażenia daltonistów tak bardzo odbiegają od wrażeń odbieranych przez ludzi normalnych, żyją oni często wśród nas, nie wiedząc wcale o tym, że są daltonistami, ani nie zdradzając się przed innymi z tą wadą swego wzroku. Jakkolwiek bowiem daltonista odbiera inne wrażenia od przedmiotów niż ludzie normalni, to jednak określa barwy tych przedmiotów tymi samymi na ogół wyrazami. Więc np., jakkolwiek, patrząc na trawę, doznaje daltonista wrażenia barwy żółtej o pewnym specjalnym odcieniu (innym niż ten, który mu się jawi, gdy spogląda na przedmioty widziane okiem normalnym jako żółte), to jednak określi kolor trawy wyrazem „zielona”. Nauczył się bowiem posługiwać tym wyrazem przez naśladowanie sposobu jego używania przez innych. Ponieważ zaś inni przedmioty wywołujące u daltonistów wrażenie pewnego specjalnego odcienia barwy żółtej określali mianem zielonych, przeto i on w najlepszej wierze nazywa „zielonymi” przedmioty, które wywołują w nim wrażenie tego odcienia barwy żółtej.

Nazwę „żółty” zachowuje zaś daltonista dla przedmiotów, które i inni żółtymi nazywają, a które daltoniście jawią się jako wrażenie barwy żółtej o innym odcieniu. Daltonista określa więc na ogół przedmioty pod względem ich barwy tymi samymi nazwami, co człowiek normalny, choć widzi je inaczej. Jednakże tego, jak daltonista widzi, tzn. wrażeń, jakie on od przedmiotów odbiera, nie możemy bezpośrednio zbadać — do jego duszy nie możemy wszak wprost zajrzeć. O tym, jak ktoś widzi przedmioty pod względem barwy, wnioskujemy z tego, jakimi wyrazami określa barwy tych przedmiotów. Dopóki czyni to tak samo jak my, dopóty też przypuszczamy, że i on widzi przedmioty w tych samych barwach, w których my je widzimy. Tym się też tłumaczy, że daltonista niełatwo się demaskuje.

Wada jego wzroku ujawni się dopiero wtedy, gdy daltonista określi barwę jakiegoś przedmiotu mianem innej barwy, niżby to uczyniła większość ludzi, lub też gdy stwierdzi pomiędzy barwami dwóch przedmiotów inny stosunek niż ten, który stwierdziłaby większość. Zdradzi się więc daltonista np. przez to, że nazwie jakiś przedmiot czerwony nazwą „zielony”, albo że dwa przedmioty o wyraźnie dla normalnego oka różnych barwach uzna za tak samo lub podobnie zabarwione.

Daltonizm jest upośledzeniem wzroku, czyniącym człowieka niezdolnym do pracy w pewnych zawodach (kolej, lotnictwo itd.). Dla rozpoznawania daltonizmu obmyślono też specjalne metody. Najpospolitszą metodą jest rozpoznawanie daltonizmu za pomocą tzw. włóczek Holmgrena. Stosując tę metodę, poleca się np. osobie badanej spośród motków włóczek wszelkich odcieni dobrać do motka o barwie czysto zielonej wszystkie te, które wydają się jej podobne co do jakości, choćby różniły się jasnością. Daltonista (pewnej odmiany) dobierze wtedy obok niektórych zielonych także pewne włóczki popielate i brunatne. Nie uzna zaś za podobne niektórych zielonych, mianowicie takich, które będą miały jakąś domieszkę tonu żółtego lub niebieskiego.

Do rozpoznawania daltonizmu używa się też często tzw. pseudoizochromatycznych tablic Stillinga lub Nagla. Na tablicach tych umieszczony jest chaos plamek różnobarwnych, wśród których plamki pewnej barwy ułożone są w taki sposób, iż tworzą jakiś napis. Otóż daltonista napisu tego nie odczyta, gdyż barwa plamek, z których składa się napis, będzie mu się zlewała z barwami innych plamek stanowiących tło napisu.

§ 9. Kontrast i adaptacja

 

Człowiek, który ma silną żółtaczkę lub spożyje większą dawkę santoniny, widzi papier biały jako żółty; choroba lub spożyty lek mogą bowiem wpłynąć na oko, zmieniając jego stan w taki sposób, że nie pozostaje to bez wpływu na wrażenia dochodzące do skutku za pośrednictwem tego organu.

Na chwilowy stan organu zmysłowego mają jednak wpływ nie tylko takie czynniki, jak stan organizmu wywołany chorobą itp., lecz również podniety, które na ten organ poprzednio oddziaływały i zostawiły w nim ślad swego działania. Dzięki temu wpływają podniety dawniejsze pośrednio na właściwości wrażeń występujących w czasie, gdy te podniety już przestały działać, ale w którym jeszcze trwa ślad ich działania w organie zmysłowym.

Jeżeli np. na oko działa przez jakiś czas światło o bardzo wielkiej sile, to następnie podniety o średnim natężeniu wywoływać będą wrażenia o mniejszej jasności niż w warunkach normalnych. Po wyjściu z ciemności światło o średniej sile będzie się nam znów wydawało oślepiająco jasne. Tak samo będzie w dziedzinie akustycznej; podobnie w zakresie zmysłu temperatury, zmysłu smaku itd.

Gdy dłuższy czas przebywamy w pokoju silnie oświetlonym, to w miarę upływu czasu coraz słabiej odczuwamy tę jasność; gdy znowu dłuższy czas przebywamy w ciemności, to w miarę upływu czasu rozwidnia nam się owa ciemność coraz bardziej. Po spożyciu cukru przesłodzona herbata nie wydaje się nam wcale za słodka.

Przytoczone przykładowo fakty stanowią ilustrację następujących dwóch praw: tzw. prawa następczego kontrastu intensywności oraz prawa adaptacji intensywności.

Prawo pierwsze (wiąże się ono z faktami najpierw przytoczonymi) orzeka, że intensywność wrażenia wywołanego przez podnietę pewnego rodzaju jest tym mniejsza (resp. tym większa), im bardziej tę podnietę swą siłą przewyższała (resp. im bardziej tej podniecie pod względem swej siły ustępowała) tego samego rodzaju podnieta działająca bezpośrednio przedtem na ten sam organ zmysłowy.

Prawo drugie (zdaje ono sprawę z drugiej grupy przytoczonych wyżej przykładów) stwierdza, że w miarę upływu czasu, przez który działa pewna niezmienna (prawie) co do swej intensywności podnieta, wrażenie przez tę podnietę wywołane zbliża się ku wartościom średnim w skali intensywności.

W dziedzinie zmysłu wzroku występują prócz prawa następczego kontrastu intensywności i prawa adaptacji intensywności również analogiczne prawa dla jakości, tj. dla barw. Oto fakty, które prowadzą do tych praw. Gdy wpatruję się przez dłuższy czas w powierzchnię czerwoną, a następnie oderwę od niej wzrok i spojrzę na powierzchnię białą, to jawi mi się obraz o barwie zielonawej. Gdy o zmroku zapalę lampę i czytam przy jej świetle, a następnie spojrzę przez okno na krajobraz pokryty śniegiem, wydaje mi się on błękitno fioletowawy.

Mówiąc ogólnie: ton barwny wrażenia powstającego we mnie pod wpływem danej podniety świetlnej zależy nie tylko od tego, jaka jest ta podnieta (od długości fali), lecz również od tego, jaką długość posiadała fala świetlna działająca bezpośrednio przedtem. Mianowicie: jeżeli na oko działa przez pewien czas jakaś podnieta wywołująca wrażenie pewnej barwy kolorowej (nieneutralnej), to podnieta, która zacznie działać na oko bezpośrednio potem, nie wywoła wrażenia o jakości normalnie tej podniecie odpowiadającej, lecz wywoła wrażenie barwy przesuniętej ku barwie dopełniającej względem barwy wywołanej działaniem podniety poprzedniej. A więc pod wpływem światła białego, którego działanie następuje po dłuższym oddziaływaniu na oko światła żółtego, nie powstanie wrażenie barwy białej, lecz wrażenie barwy przesuniętej ku dopełniającej względem żółtej, tj. ku barwie fioletowej.

Prawo sformułowane przed chwilą nosi nazwę prawa następczego kontrastu barwnego. Jako szczególny wypadek tego prawa otrzymujemy twierdzenie, że jeśli jakaś fala świetlna działa na oko przez dłuższy czas, nie zmieniając (prawie) swej długości, to barwa widziana po upływie pewnego czasu nie będzie barwą odpowiadającą normalnie tej fali, lecz będzie się od tej barwy odchylać ku barwie do niej dopełniającej, a więc będzie tracić swe nasycenie. Ten szczególny wypadek prawa następczego kontrastu barwnego stanowi tzw. prawo adaptacji barwnej.

Adaptacja ta przejawia się np. w tym, że znalazłszy się w pokoju oświetlonym światłem kolorowym, np. czerwonym, zrazu widzimy przedmioty białe w tonie czerwonym; po pewnym czasie jednak przedmioty te wydają się nam, mimo czerwonego oświetlenia, znowu białe.

Dzięki kontrastowi następczemu barw podnieta A działająca na oko po podniecie B wywołuje wrażenie takiej barwy, jaką w warunkach normalnych wywołałaby wypadkowa z podniety A i z podniety dopełniającej się z podnietą B. Fakt ten nasuwa przypuszczenie, że podnieta świetlna wywołuje w siatkówce oka zmiany nie tylko podczas swego działania na oko. Przypuszczać należy, że powoduje ona też pewną modyfikację stanu siatkówki pojawiającą się po ustąpieniu podniety, i to taką, jaką wywoływałaby podnieta dopełniająca do tej podniety, która właśnie ustąpiła. Gdyby tak było, to po ustąpieniu pewnej podniety, nawet gdy żadna nowa podnieta na oko nie działa, musiałoby wystąpić wrażenie barwy dopełniającej do barwy wrażenia przed chwilą odebranego. I rzeczywiście tak jest. Gdy po dłuższym wpatrywaniu się w jasną plamę, np. żółtą, zamkniemy oczy i przysłonimy je dłońmi, to na tle ciemności śródocznej pojawia się nam plama niebieskawofioletowa. Obraz występujący w naszej świadomości w tych warunkach nazywa się negatywnym obrazem następczym. Negatywny obraz następczy nie występuje jednak od razu po ustąpieniu bodźca. W pierwszej chwili po ustąpieniu podniety trwa jeszcze przez jakiś czas wrażenie o takiej samej niemal barwie jak podczas jej działania. Ów obraz, trwający w naszej świadomości bez zmiany po ustaniu działania podniety, nazywa się obrazem następczym pozytywnym. Obraz ten trwa przy podnietach średniej siły około 1/10 sekundy, przy silniejszych — dłużej. Dopiero po upływie tego czasu pozytywny obraz następczy ustępuje miejsca obrazowi negatywnemu.

Fakt występowania pozytywnych obrazów następczych jest przejawem pewnej „bezwładności” naszej siatkówki, która pobudzona przez podnietę do pewnej funkcji nie ustaje w jej spełnianiu natychmiast po ustąpieniu podniety. Obrazy następcze pozytywne sprawiają, że gdy spoglądamy na żarzącą zapałkę obracaną w koło, widzimy nie punkt świecący w ruchu, lecz smugę; widzimy bowiem zapałkę nie tylko tam, gdzie ona rzeczywiście w danej chwili się znajduje, lecz również tam, gdzie była przed chwilą.

Ta własność naszego oka ma też ważne zastosowanie w kinematografii i w telewizji. Na ekranie kinowym pojawiają się co chwila inne obrazy, poprzegradzane momentami, w których ekran jest zupełnie ciemny. Ciemnego ekranu jednak wcale nie widzimy, gdyż w momentach obiektywnej ciemności trwa jeszcze w naszej świadomości pozytywny obraz następczy.

Przy telewizji w każdym momencie jaśnieje na ekranie tylko jeden punkt, gdy reszta punktów ekranu jest pogrążona w ciemności. Jednakże w ciągu 1/10 sekundy każdy punkt ekranu na moment zostaje trafiony przez promień światła; obrazy następcze pochodzące od każdego punktu ekranu nie mają więc jeszcze czasu zniknąć, zanim punkt ten ponownie zostanie oświetlony, wskutek czego przez cały czas mamy w naszej świadomości obraz oświetlonego całego ekranu.

Ze zjawiskami kontrastu następczego wiąże się zjawisko tzw. kontrastu współczesnego. Polega ono na tym, że gdy na tle pewnej barwy znajduje się figura o innej barwie (np. na tle czerwonym skrawek szarej bibuły), to zarówno tło, jak i figura w pobliżu linii granicznej wydają się posiadać nie swą barwę właściwą, lecz barwę przesuniętą ku barwie dopełniającej względem barwy powierzchni sąsiadującej, i to jaśniejszą lub ciemniejszą od swej barwy właściwej, zależnie od tego, czy powierzchnia sąsiadująca ma barwę ciemniejszą, czy jaśniejszą.

Zatem gdy na tle czerwonym umieścimy skrawek szarego kartonu, to karton ten na swych brzegach wydawać się będzie zielonawy, zaś czerwone tło będzie się wydawało w pobliżu kartonu nieco jaśniejsze (i to tym bardziej, im ciemniejszy jest ten karton). Zjawisko to wystąpi najwyraźniej wtedy, gdy czerwony papier wraz z szarym kartonem pokryjemy prześwietlającą bibułką.

Zjawisko kontrastu współczesnego wyjaśnia się przypuszczeniem, że światło oddziałujące na pewną część siatkówki wpływa nie tylko na tę właśnie część, ale wywołuje również zmiany w częściach sąsiednich.

Zadania i pytania

1) Zwróć uwagę na to, w jaki sposób przedstawi ci się barwa przedmiotów widzianych na ulicy, gdy przeniesiesz na nie wzrok z zielonego afisza, który właśnie czytałeś w świetle słonecznym.
2) Dlaczego cienie na śniegu o zachodzie słońca są niebieskie?
3) Czy w dziedzinie wrażeń zmysłów innych niż zmysł wzroku występuje zjawisko adaptacji lub kontrastu następczego a) intensywności, b) jakości?

§ 10. Treść spostrzeżenia jako układ spoisty wrażeń

 

W ustępach poprzednich zajmowaliśmy się czynnikami, od których zależą wrażenia. Wrażenia są częściami treści spostrzeżeń. Od tego, jakie są wrażenia, wchodzące w skład treści, zależy wobec tego i cała treść spostrzeżenia. Atoli treść spostrzeżenia zależy nie tylko od tego, jakie wrażenia się na nią składają, lecz również od tego, jak wrażenia te są względem siebie rozmieszczone. Inna będzie treść spostrzeżenia, czyli jawiący mi się widok, w skład którego wchodzić będzie u góry pas czerwony, w pośrodku biały, a u dołu niebieski, a inna, gdy u góry będzie pas biały, w pośrodku czerwony i u dołu niebieski. Otóż treść spostrzeżenia nie jest jeszcze ustalona przez wchodzące w jej skład wrażenia i ich wzajemny układ. Może ona ulegać zmianom, choć nie zmieniają się ani wrażenia, stanowiące jej części składowe, ani wzajemny ich układ.

Propedeutyka Filozofii - ryc.1

Ryc. I.

Spójrzmy np. na rycinę I. Patrząc na nią, można przeżyć dwojaką treść spostrzeżenia, zależnie od tego, czy powierzchnia czarna wystąpi w charakterze tła, zaś biała będzie miała charakter figury (przedmiotem spostrzeżenia będzie wtedy rysunek pucharu), czy też biała część powierzchni będzie tłem, a czarna figurą (wtedy przedmiotem spostrzeżenia będzie rysunek dwu profili).

Przerzucając się z jednego sposobu ujmowania jawiących się nam wrażeń na drugi, zauważamy wyraźną zmianę treści spostrzeżenia. Widok, który się nam jawi, wygląda zupełnie inaczej za jednym, a inaczej za drugim razem. Gdy figurą staje się biała część powierzchni, a czarna gra rolę tła, to biała część jak gdyby wyskakuje naprzód, a czarna cofa się w tył; gdy biała część gra rolę tła, a czarna staje się figurą, to znów część czarna wysuwa się naprzód.

Podobny fakt przeżywamy, spoglądając na rycinę II. Szereg kresek pionowych możemy ująć, traktując pary kresek bliższych (1 i 2, 3 i 4, 5 i 6, 7 i 8) jako przynależne do siebie i ujmując części powierzchni zawarte między nimi jako figurę, zaś powierzchnie zawarte między kreskami bardziej oddalonymi (2 i 3, 4 i 5, 6 i 7) jako tło. Ale możemy też spojrzeć na tę rycinę w taki sposób, że pary zawarte między bardziej oddalonymi kreskami ujmiemy jako figurę, a pary między kreskami bliższymi jako tło. I to przestawienie się z jednego sposobu ujmowania na drugi pociąga za sobą wyraźną zmianę jawiącego się nam wyglądu ryciny, czyli treści spostrzeżenia.

Propedeutyka Filozofii - ryc.2

Ryc. II.

Przykłady powyższe świadczą dowodnie o tym, że treść spostrzeżenia może ulec zmianie, mimo że wrażenia wchodzące w skład tej treści i ich wzajemny układ pozostają niezmienione. Zmiana, której w tych przykładach ulegała treść spostrzeżenia, nie dotyczyła więc elementów wrażeniowych. To, co tutaj się zmieniało, było różnym ujęciem składników treści spostrzeżenia. Z czymś podobnym mamy do czynienia, rozwiązując tzw. zagadki obrazkowe (Vexierbilder). Przy takiej zagadce mamy przed sobą mnogość kresek, których pewne powiązanie w pewne kształty i postacie narzuca się nam samo. Rozwiązując zagadkę, mamy te kreski inaczej powiązać ze sobą i dopatrzyć się w ich mnogości innych postaci niż te, które narzucają się na pierwszy rzut oka. Z chwilą, gdy uda nam się zagadkę rozwiązać, gdy w miejsce pierwotnego postaciowania występuje inne, zmienia się wygląd obrazka, zmienia się zatem treść spostrzeżenia, mimo że ani wchodzące w jej skład wrażenia, ani ich układ nie ulegają zmianie.

Ryciny III i IV przedstawiają tego rodzaju zagadki. Idzie w nich o dopatrzenie się figury A, resp. figury B, w rysunkach 1, 2, 3.

Omówione właśnie przykłady wykazały nam dostatecznie, że treść spostrzeżenia może ulec zmianie, mimo że nie zmieniają się wchodzące w jej skład wrażenia ani ich wzajemny układ.

Propedeutyka Filozofii - ryc.3

Ryc. III.

Tym, co się w owych przykładach zmieniało, był sposób ujęcia tych samych wrażeń. Wynikiem takiego lub innego ich ujęcia jest utworzenie z nich takiej lub innej postaci. Taka lub inna postać powstaje wskutek tego, że te lub inne elementy wrażeniowe ujmuję jako przynależne do siebie, wyróżniam jedne jako należące do figury, inne usuwam na plan drugi jako przynależne do tła itp.

Propedeutyka Filozofii - ryc.4

Ryc. IV.

Postać, w jaką układają mi się elementy wrażeniowe pod wpływem takiego lub innego ich ujęcia, jest od tych elementów w pewnym stopniu niezależna; taką samą bowiem postać można utworzyć z różnych elementów wrażeniowych. Równie dobrze mogę zobaczyć biały krzyż na czarnym tle, jak i żółty krzyż na czerwonym itp.; ta sama więc postać krzyża może się nakładać na zupełnie inne wrażenia.

Ta zdolność postaci do nakładania się na różne elementy wrażeniowe nazywa się ich transponowalnością. Termin ten zaczerpnięty jest z terminologii muzycznej, gdzie mówi się o tzw. transponowaniu melodii (i w ogóle utworów muzycznych) z jednej tonacji do innej. Melodia jest też typowym przykładem postaci z dziedziny akustycznej. Słuchając jakiegoś utworu muzycznego, odbieram całą masę wrażeń dźwiękowych, częściowo współbrzmiących, częściowo zaś następujących po sobie. Muzyczny sens tego utworu uchwycę dopiero wtedy, gdy potrafię dosłuchać się w chaosie dźwięków pewnych postaci, a przede wszystkim melodii.

Chwytamy zaś melodię, wiążąc pewne spośród następujących po sobie dźwięków jako przynależne do siebie, wysuwając je niejako na pierwszy plan, a usuwając pozostałe do roli tła, na którym melodia się rozwija.

Postaci występują więc nie tylko w treściach wzrokowych. Nie brak ich również w treściach słuchowych i dotykowych. Trudniej byłoby doszukiwać się ich w treściach spostrzeżeń innych zmysłów.

Fakt, że elementy wrażeniowe wiążą się na ogół w treściach naszych spostrzeżeń w pewne postacie, wyrażamy, mówiąc, że treści spostrzeżeń nie są sumami lub prostymi konglomeratami wchodzących w ich skład wrażeń, lecz że stanowią one na ogół układy spoiste.

Zadania i pytania

1) Dopatrz się w następującym szeregu zgłosek wygłaszanych monotonicznie (nie zmieniając ich porządku): „te – te – ro – ro – ma – ma – nu – nu – da – da – te – te – la – la – tę – te” takiej postaci, przy której zgłoski te utworzą sensowne zdanie w języku łacińskim.
2) Mając dany szereg wrażeń w pewnym ich układzie, można dopatrzyć się w nim różnych postaci. Od czego zależy, jaka postać raczej się nam narzuci niż inna?
3) Czy o wyrażeniach algebraicznych „a² + 2ab + b²” i „(a + b)² + 2(a + b) · (c + d) + (c + d)²” można powiedzieć, że mają taką samą postać?
4) Czy zdolność dopatrywania się stosownych postaci w rysunkach geometrycznych bywa potrzebna przy rozwiązywaniu zadań geometrycznych?

§ 11. Świadectwo doświadczenia

 

Wśród sądów, które wydajemy, wiele jest takich, które są ściśle związane z dokonywanymi właśnie w chwili ich wydawania spostrzeżeniami; związek ten polega na tym, że w spostrzeżeniach tych upatrujemy gwarancji prawdziwości dla owych sądów. O sądach takich będziemy mówić, że są wydawane na podstawie spostrzeżeń.