Metafizyka Arystotelesa: Materia, Forma i Przyczynowość

Metafizyka Arystotelesa - Materia, Forma i Przyczynowość - Historia Filozofii Zachodniej - 16 z 50

Leonard Peikoff: Arystoteles: Filozof dla Życia tu, na Ziemi – Historia Filozofii Zachodniej (część 13 z 50)
Leonard Peikoff: Epistemologia Arystotelesa: Pojęcia, Wyjaśnianie i Istota Nauki – Historia Filozofii Zachodniej (część 14 z 50)
Leonard Peikoff: Arystoteles: Ojciec Logiki – Historia Filozofii Zachodniej (część 15 z 50)

Przyjrzyjmy się teraz nieco dokładniej niektórym z jego koncepcji metafizycznych. Wróćmy do kwestii uniwersaliów i partykulariów [bytów jednostkowych].

Mówiłem, iż dla Arystotelesa wszystko, co istnieje, jest czymś jednostkowym, jest „tym oto”, a zarazem czymś określonego rodzaju, czymś „takim”. Ma wspólne właściwości dzielone z innymi rzeczami, na podstawie których możemy je klasyfikować. A zatem w każdej rzeczy można wyróżnić dwa elementy: element partykularyzujący, czyli indywidualizujący, to, co czyni ją „tym oto”, co Arystoteles nazywał materią, oraz element wspólny, czyli uniwersalizujący, który nazywał formą. Są to dwa aspekty rozdzielne w myśli, lecz nie w rzeczywistości.

Przejdźmy teraz dalej. Arystoteles pyta w gruncie rzeczy, czy możemy jaśniej określić, co rozumiemy przez materię i formę. Materia, jak wiemy, jest tym, co czyni rzecz bytem jednostkowym, „tym oto„. To zasada indywiduacji. Ale co w rzeczy sprawia, że jest ona niepowtarzalna? Co w danej rzeczy jest elementem odpowiedzialnym za jej jednostkowość? Co czyni rzecz bytem partykularnym? I podobnie, mówił, formą nazywamy to, co czyni rzecz „taką”, to, co sprawia, że jest ona rzeczą określonego rodzaju. Ale czym jest ten element odpowiedzialny za uniwersalność? Co stanowi ów wspólny element? Chcemy więc teraz, mówiąc w istocie rzeczy, dokonać metafizycznej analizy rzeczy, rozkładając ją na dwa elementy i powiedzieć dokładnie, czym są.

Aby zrozumieć odpowiedź Arystotelesa, wyobraź sobie, że stawiam przed tobą stertę cegieł. To w gruncie rzeczy mój własny przykład, ale dobrze oddaje jego myśl. Proszę cię, żebyś z tych cegieł zbudował mi kilka domów. No dobrze, bierzesz jedną partię cegieł, składasz je w określony sposób i masz dom. Zauważ jednak, że powiedziałem: składasz je w określony sposób. Nadajesz cegłom pewną strukturę. To właśnie sprawia, że powstaje dom. Gdybyś wziął te same cegły i ułożył je inaczej, miałbyś most, płot, stół albo cokolwiek innego, ale nie dom.

Załóżmy teraz, że bierzesz kolejną partię cegieł i budujesz następny dom, i tak dalej. Powiedzmy, że zbudujesz dziesięć domów, co będzie wspólne dla nich wszystkich? Ta sama struktura, ten sam schemat organizacji, ten sam sposób powiązania elementów, czyli cegieł. I dlatego wszystkie są domami, a nie mostami, stołami i tak dalej. Ale załóżmy teraz, że wskazujemy na jeden konkretny dom i mówimy: no dobrze, co sprawia, że ten dom jest właśnie tym, a nie którymkolwiek z pozostałych? Cóż, oczywista odpowiedź brzmiałaby: no cóż, jest zbudowany z tej partii cegieł, a nie z tamtej. Tworzywo tego domu, jego materia, jest inne i właściwe tylko jemu. Struktura jest wspólna i sprawia, że jest domem. Tworzywo, czyli materiał, jest niepowtarzalne i sprawia, że jest to właśnie ten dom.

Możemy zejść jeszcze o poziom głębiej i zrobić to samo z cegłami, biorąc dowolną pojedynczą cegłę. Cegła również jest zrobiona z jakiegoś tworzywa, z jakiegoś materiału, powiedzmy z cementu. Co więc sprawia, że to właśnie ta cegła, a nie tamta? Otóż została zrobiona z tej bryły, powiedzmy, cementu, a nie z tamtej. A co sprawia, że jest cegłą? Innymi słowy: że jest pewnym określonym rodzajem rzeczy? Cóż, decyduje o tym struktura czy organizacja cementu, a nie samo to, że z tego samego cementu można zrobić posąg, wazon itd.

Ogólnie rzecz biorąc, mówi Arystoteles, wszystko jest zrobione z jakiegoś tworzywa, z jakiegoś materiału. A ten materiał jest zorganizowany, ustrukturyzowany, uformowany w pewien określony sposób. Forma, która tutaj staje się synonimem struktury, to właśnie to, co nadaje rzeczy jej charakter, jej swoistość, jej przynależność do określonej klasy. Materiał czy tworzywo jest natomiast tym, co czyni ją niepowtarzalną, tym, co sprawia, że jest tym konkretnym egzemplarzem swojej klasy, a nie jakimkolwiek innym. Dlatego Arystoteles utożsamia rozróżnienie między uniwersalnym a partykularnym z rozróżnieniem między strukturą a tworzywem. Uniwersalność bierze się ze struktury, partykularność z tworzywa. A zatem forma i materia zaczynają tu oznaczać strukturę i tworzywo i jest to dla niego punkt bardzo, bardzo istotny, z którym obiektywizm się nie zgadza.

Jeśli więc to stanowi podstawę wszystkich uniwersaliów, jak u Arystotelesa, to oczywiste jest, że pojęcia tworzywa i struktury muszą znaczyć coś więcej niż tylko fizyczne tworzywo i przestrzenną strukturę, jak w podanych dotąd przeze mnie przykładach cegieł i domów. Bo istnieją uniwersalia odnoszące się także do rzeczy innych niż byty fizyczne, takie jak cegły i domy. Musimy więc teraz bardzo poszerzyć nasze rozumienie tego, co nazywamy materią. Dla Arystotelesa materia będzie oznaczać każdą treść, każde wypełnienie, że tak powiem, dowolnego rodzaju. A forma będzie oznaczać każdą strukturę, każdą organizację, każdy układ relacji narzucony na to wypełnienie, dzięki któremu dana rzecz ma określoną naturę.

Weźmy teraz przykład całkowicie niematerialny. Dwa sylogizmy. Ten o Sokratesie, który już przytaczałem i którego nie będę teraz powtarzał.

I ułożę jeszcze jeden. Wszyscy wybitni studenci dostają na tym kursie piątkę, zakładając, że to ja wystawiałbym wam oceny. Ty jesteś wybitnym studentem, więc dostajesz na tym kursie piątkę. Otóż każdy z nich jest konkretnym sylogizmem: ten oraz tamten o Sokratesie. Każdy z nich jest sylogizmem. Cóż więc sprawia, że jest sylogizmem? Jaki jest tu wspólny mianownik? Oczywiście struktura terminów. W każdym przypadku mamy trzy terminy. Jeden jest średni, jeden mniejszy, jeden większy. Układ jest ten sam. To właśnie czyni go sylogizmem. Ale co sprawia, że sylogizm o Sokratesie jest właśnie tym, a nie tamtym sylogizmem o dostawaniu piątki? Cóż, oczywiście różni się treść. Innymi słowy, konkretne terminy. W jednym są to: Sokrates, człowiek i śmiertelny, a w drugim: wybitny student, dostać piątkę i ty. Jak już wiadomo, „materia” i „struktura” oznaczają tu treść pojęć oraz ich organizację.

Dlatego właśnie logikę Arystotelesa do dziś nazywa się logiką formalną. Arystoteles odkrył bowiem, że poprawność rozumowania zależy wyłącznie od formy, od struktury. Nie ma znaczenia, jaka jest treść. Jeśli jest uporządkowana w określony sposób, wniosek musi z niej wynikać. To oczywiście nie znaczy, że wniosek jest koniecznie prawdziwy, jeśli przesłanki są fałszywe. Ale jeśli chodzi wyłącznie o techniczne pytanie, czy wniosek wynika z przesłanek, rozstrzyga o tym forma, a nie materia. Dlatego też do dziś kursy logiki oparte na ujęciu Arystotelesa określa się mianem logiki formalnej.

Weźmy inny przykład: sonet. Żeby utwór był sonetem, musi mieć określoną formę. To właśnie czyni go sonetem: określona liczba wersów, układ rymów i tak dalej. Ale co sprawia, że ten sonet jest właśnie tym, a nie innym? Jego konkretna treść, czyli jak byśmy dziś powiedzieli, jego temat.

Dlatego u Arystotelesa „materia” ma znacznie szersze znaczenie niż materia fizyczna. Materia fizyczna jest tylko jednym z rodzajów materii w rozumieniu Arystotelesa. „Materia” oznacza tworzywo, wypełnienie, składniki, surowiec. Może to być zarówno tworzywo fizyczne, jak i na przykład tworzywo powieści, czyli epizody, sytuacje i postacie. Albo tworzywo słowa, na przykład sylaby czy litery, z których się składa. Albo tworzywo charakteru człowieka, na przykład jego namiętności, myśli czy skłonności. Albo tworzywo pojęcia.

Czym jest tworzywo, czyli materia, pojęcia? Otóż pojęcie jest pewną organizacją narzuconą danym zmysłowym. To dane zmysłowe zintegrowane i uporządkowane w określony sposób. A więc pojęcie jest po prostu strukturą narzuconą na materię. W tym przypadku jest to struktura umysłowa narzucona na materiał zmysłowy.

W każdym przypadku materia, niezależnie od swojego rodzaju, jest zawsze w jakiś sposób zorganizowana, zestawiona i ustrukturyzowana. Daje nam to określony rodzaj wytworu, zależnie od tego, jaki rodzaj struktury został narzucony materii, niezależnie od tego, czy tym wytworem jest dom, sylogizm, powieść, pojęcie czy cokolwiek innego.

Tak więc u Arystotelesa wszystkie następujące twierdzenia znaczą zasadniczo to samo: wszystko jest partykularium, jednostkowym przypadkiem pewnego rodzaju; wszystko jest materią o określonej formie; wszystko składa się z tworzywa, które jest w określony sposób ustrukturyzowane, uporządkowane lub uformowane.

To podstawowe pojęcie metafizyki Arystotelesa, to rozróżnienie między formą, materią, strukturą i tworzywem. Duża część pozostałych rozważań Arystotelesa z zakresu metafizyki polega właśnie na zastosowaniu tego podstawowego rozróżnienia. Muszę pospiesznie dodać, że zachowuje ono ważność w wielu kontekstach. Polega ona na stosowaniu tego rozróżnienia do różnych kluczowych problemów filozoficznych. Pokazuje, że jeśli uchwycimy to rozróżnienie, możemy odpowiedzieć na wiele dotąd nierozwiązanych dylematów.

Jeśli więc mam teraz prześledzić wraz z nim jeden taki dylemat, mam na myśli problem zmiany. Pamiętacie ten problem w postaci, w jakiej pozostawili go po sobie Heraklit i Parmenides. Heraklit twierdził, że zmiana pociąga za sobą sprzeczność. Bo na końcu, pamiętacie, kiedy podpaliliśmy zapałkę, jest to zarazem to samo i nie to samo.

Arystoteles mówi: owszem, to jest to samo, a zarazem nie to samo. Ale pod dwoma różnymi względami; w końcu na rzecz składają się dwa elementy: to, co czyni ją tą właśnie rzeczą, oraz to, co czyni ją takim rodzajem rzeczy, jakim jest, to właśnie nadaje jej cechy.

Otóż kiedy zapałka się zmienia, na końcu pozostaje tą samą, jednostkową zapałką. Tak, to znaczy, że materia pozostaje ta sama. Ale na końcu ma już inne cechy. To po prostu znaczy, że dana rzecz przybrała nową formę. Ta sama materia jest teraz inna pod względem swojej organizacji. I dlatego jest teraz czarna, gorąca i dymiąca, zamiast być różowa, chłodna i nie wydzielać dymu. A więc w zmianie nie ma żadnej sprzeczności.

Dla Arystotelesa zmiana to po prostu proces, w którym ta sama materia przyjmuje nową formę. W rezultacie powstaje rzecz, która jest zarazem taka sama i inna. Ale nie ma w tym sprzeczności, jeśli doprecyzujemy, pod jakimi względami.

Albo spójrzmy na ten problem z perspektywy Parmenidesa. Parmenides pytał: jak w ogóle możliwa jest zmiana? Na przykład to, czego nie ma, staje się tym, co jest, i odwrotnie. Kiedy z nasiona wyrasta kwiat, na początku kwiatu nie ma, a na końcu już jest. I odwrotnie: na początku jest nasiono, a na końcu już go nie ma. A więc zmiana rzeczywiście oznacza cudowne pojawienie się z niczego oraz cudowne zniknięcie w nicość, i na tym polega trudność.

Arystoteles powiedział jednak: spójrzcie, materia, ta podstawowa, istniała zawsze. Zmieniła jedynie swoją formę. Kiedy ziarno staje się kwiatem, nic nie powstaje ani nie przestaje istnieć. To jedynie inna forma nadana tej samej podstawowej materii. Dlatego Arystoteles dochodzi do wniosku, że zmiana nie wiąże się ze sprzecznością.

Świat, w którym zachodzi zmiana i to jest jego główna teza, jest światem inteligibilnym, czyli zrozumiałym, możliwym do rozumowego ujęcia. W przeciwieństwie do Platona, Parmenidesa i Heraklita nie chce sprowadzać tego świata do pół rzeczywistości zmieszanej z bytem i niebytem z tego tylko powodu, że zmiana miałaby być sprzeczna. Mówi: nie, ten świat jest w pełni realny i pozbawiony sprzeczności.

Jeśli zaś chodzi o pogląd, że zmiana kłóci się z zasadą tożsamości, to mówi również, oprócz tego, o czym już wspomniałem, że prawda jest dokładnie odwrotna. Zmiana, jak mówi, zakłada zasadę tożsamości. Bo co właściwie rozumiesz przez zmianę? Zmiana to przejście od czegoś do czegoś, od jednej tożsamości do innej. Gdyby nie było tożsamości, gdyby nic nie było czymś określonym, gdyby wszystko było pełne sprzeczności, wówczas zmiana nie byłaby możliwa. Zmiana czego? Z czego? W co? To oczywiście byłoby niemożliwe.

Jaki jest jego ostateczny wniosek? Masz rację, że świat się zmienia, mówi do Platona. Ale zmiana jest czymś całkowicie logicznym i racjonalnie zrozumiałym.

Dla Arystotelesa bardzo ważne jest dokładne zbadanie i zrozumienie zjawiska zmiany, bo to właśnie jest sposób na ocalenie tego świata przed platońską degradacją do pół realnego, niezrozumiałego świata. Dlatego poświęcił wiele czasu i uwagi analizie zjawiska zmiany, próbując wyodrębnić kategorie pojęciowe, dzięki którym zmiana stałaby się w pełni zrozumiała.

Chcę przez kilka minut prześledzić jego analizę zmiany i przedstawić wam niektóre z dalszych pojęć, które wprowadził, aby uczynić zmianę w pełni zrozumiałą. Zmiana, jak powiedzieliśmy, to proces, w którym materia przyjmuje nową formę. Możemy więc używać terminu „materia” nieco inaczej, niż dotąd to przedstawiałem i zacząć mówić o rzeczy jako o całości jako o materii w odniesieniu do późniejszego etapu rozwoju, do przyszłej formy, którą może przyjąć.

Możemy zacząć mówić o rzeczy jako o całości jako o materii dla jakiegoś przyszłego etapu. Na przykład weźmy cegły, z których powstaje dom. Najpierw same cegły są materią, mianowicie odpowiednio ukształtowaną substancją, której nadano formę cegły. Ale teraz spójrzmy na cegły nie same w sobie, lecz w odniesieniu do domu, który ma z nich powstać. Jeśli spojrzeć na nie z tej perspektywy, można powiedzieć, że względem przyszłego domu cegły są po prostu materią. Same w sobie są oczywiście materią uformowaną. Ale względem domu są po prostu materią. Są materią domu, który ma powstać. Materią dla domu. A sam dom, kiedy już powstanie, jest względem cegieł po prostu formą. Jest nową formą nadaną tej materii.

Albo weźmy ulubiony przykład Arystotelesa: żołądź, z którego wyrasta dąb. Sam w sobie, abstrahując od wszelkiej zmiany w tak zwanej analizie statycznej, żołądź, jak wszystko inne, jest połączeniem formy i materii. Jego różne składniki, czyli to, z czego się składa, są zorganizowane w określony sposób, tak by tworzyć żołądź. Jednak żołądź wraz z różnymi innymi substancjami z gleby może zostać przekształcony, przyjąć nową formę i stać się drzewem. Tak więc względem dębu żołądź jest po prostu materią. To materia dla dębu. A dąb, w relacji do żołędzia, jest po prostu formą. Jest formą. Nową formą nadaną żołędziowi.

Widzicie więc, że mamy tu dwa znaczenia: tak zwane znaczenie statyczne, w którym rzecz zawsze jest materią uformowaną oraz tak zwane znaczenie dynamiczne, gdy myślimy o rzeczy jako o materii względem następnej formy albo jako o formie względem poprzedzającej ją materii.

Aby uniknąć nieporozumień, Arystoteles wprowadził nowy zestaw terminów, nowy zestaw pojęć, który miał oddawać dynamiczne, zmienne użycie tego pojęcia. To terminy: możność i aktualność, [potencjał i realizacja]. Jak mówił, cegły można nazwać materią domu. Ale jaśniej jest powiedzieć, choć znaczy to dokładnie to samo, że cegły są potencjalnie domem. A dom, kiedy już powstaje, jest urzeczywistnieniem cegieł. Innymi słowy, są urzeczywistnieniem ich potencjalności. Tym, co nadaje cegłom nową formę. Tym, co zawiera w pełnej rzeczywistości to, co wcześniej istniało jedynie potencjalnie.

Albo, jak można powiedzieć, żołądź jest potencjalnie dębem. Jest materią dla dębu. A dąb jest spełnieniem, czyli urzeczywistnieniem, możliwości zawartych w żołędziu. To powinno wam być doskonale znane, bo wszyscy posługujecie się pojęciami potencjalności i aktualności. Taki właśnie jest ich pierwotny rodowód w metafizyce Arystotelesa.

W tym sensie materia to każde tworzywo, które ma potencjał do przeorganizowania, każde tworzywo, które może stać się czymś innym albo zacząć działać w inny sposób. A forma to każda struktura, w której te możliwości zostają urzeczywistnione.

Arystoteles powie więc na przykład, zobaczmy, czy potraficie to teraz przełożyć. Dosłownie ująłby to mniej więcej tak: zamknięte oko jest materią widzenia. No dobrze, jak byście to przetłumaczyli? To po prostu znaczy, że zamknięte oko ma możność widzenia, o ile nie jest ślepe. A kiedy otwieracie oko, pojawia się aktualność. Forma tego, co wcześniej było jedynie materią. Ta myśl jest w gruncie rzeczy całkiem prosta. Trzeba się tylko oswoić z tą terminologią.

To znaczenie przetrwało do dziś, choć w osłabionej postaci, właśnie w tym sensie, w jakim Arystoteles używał słowa „materia”. Jeśli powiesz na przykład: „On ma w sobie to coś„, właśnie tak Arystoteles rozumiał takie „tworzywo”. To znaczy, że ma w sobie pewne możliwości. Albo jeśli powiesz: „To świetny materiał na piłkarza”, takie użycie słowa „materiał” odpowiada właśnie sensowi Arystotelesowskiemu. Albo: „To świetny materiał na prezydenta„, to użycie słowa „materiał” odpowiada właściwie dosłownemu, pierwotnemu greckiemu znaczeniu. Bo greckie słowo „hyle”, którego Arystoteles używał na oznaczenie materii, przed jego czasami znaczyło po prostu „drewno”.

Wszystkie te sformułowania znaczą po prostu, że ktoś ma pewne możliwości. Czasem mówimy też, że kiedy urzeczywistnia swoje możliwości, to naprawdę jest dziś w formie.

Widzicie więc, że u Arystotelesa forma równa się aktualności. Jeśli więc posłużymy się terminami „możność” i „aktualność”, możemy powiedzieć, że dla Arystotelesa zmiana jest przejściem od możności do aktualności.

Mamy więc jeszcze jeden sposób sformułowania odpowiedzi na zarzut Parmenidesa. Parmenides powiedział, że gdy ziarno staje się kwiatem, mamy do czynienia z tym, że coś powstaje z niczego. Innymi słowy: to, co nie jest kwiatem, staje się kwiatem. Arystoteles twierdzi, że to błędne. Nie jest tak, że z niczego powstaje coś. Mamy raczej do czynienia z jednym rodzajem rzeczywistości, rzeczywistością potencjalną, czyli kwiatem na początku, który staje się innym rodzajem rzeczywistości, rzeczywistością aktualną, czyli kwiatem na końcu. Zmiana jest więc przejściem od jednej formy bytu do drugiej, od możności do urzeczywistnienia. Wszystko to dokonuje się w obrębie rzeczywistości oraz tego, co jest, i w żadnym momencie nie zależy od tego, czego nie ma.

Przejdźmy teraz dalej. Zauważcie, że wszystko, co na późniejszym etapie rozwoju jest materią, względem wcześniejszego stanu jest formą. Wszystko, a ściślej mówiąc, prawie wszystko, pewne wyjątki omówimy w przyszłym tygodniu. Ale pomijając te wyjątki, wszystko jest formą jakiejś wcześniejszej materii. Innymi słowy, jest urzeczywistnieniem wcześniejszych potencjalności. A zarazem jest materią dla przyszłej formy. Jest potencjalnością dla jeszcze późniejszego urzeczywistnienia. Wszechświat składa się z bytów, które nieustannie urzeczywistniają swoje potencjały, przechodząc od materii do formy, która z kolei staje się materią dla przyszłej formy i tak dalej. W ten sposób powstają całe ciągi, a więc całe hierarchie, w których każdy kolejny stopień jest bardziej ukształtowany niż poprzedni.

Weźmy na przykład trawę. Trawa z czegoś wyrasta. Jakaś możność musiała to umożliwić. Powiedzmy, że jest to nasiono, nasiono trawy. A więc nasiono trawy byłoby materią, której urzeczywistnieniem jest trawa. Ale w odniesieniu do tego, co nastąpi później, trawa jest również możnością. Na przykład może zostać zjedzona przez krowę i przekształcić się w wołowinę. Mówimy więc, że trawa jest formą w odniesieniu do nasiona, ale materią w odniesieniu do krowy, której częścią może się stać. A potem oczywiście wołowina z tej krowy może zostać przez nas przyswojona i stać się ludzkim ciałem i tak dalej.

Podobnie dąb jest urzeczywistnieniem w odniesieniu do żołędzia, a możnością w odniesieniu do drewna. Drewno jest urzeczywistnieniem możliwości zawartych w dębie, który można porąbać i tak dalej. A jeśli chodzi o statki, które buduje się z drewna, to drewno jest tu możnością.

Albo weźmy pojęcie. To jest aktualność albo możności danych zmysłowych. Z kolei, gdy masz już pojęcia, pojawia się możność nowej organizacji, mianowicie połączenia kilku pojęć w przesłankę albo twierdzenie, który jest urzeczywistnieniem możności zawartych w pojęciu. Z kolei twierdzenie ma możność połączenia się w nową strukturę z innymi zasadami, tworząc pełny argument, który z kolei jest możnością całej nauki itd.

Jakie więc jest znaczenie tych ciągów? To rzeczywista metafizyczna podstawa poglądu, że rzeczywistość rządzi się prawami i ma uporządkowaną strukturę. Bo to, dla czego dana rzecz może być materią, zależy od jej natury, od tego, czym faktycznie jest. Z drewna można zbudować statek, ale nie z żołędzi. Ty, jako człowiek, możesz żyć dzięki wołowinie, ale nie dzięki nasion traw. Można zbudować naukę z sylogizmów, ale nie z samych nieuporządkowanych danych zmysłowych. Innymi słowy, w pewnych granicach porządek tych cykli urzeczywistnienia jest konieczny. Nieprawdą jest, że wszystko jest możliwe.

Zwróćmy teraz uwagę na słowo „możliwe”. Oznacza ono tutaj pojęcie możności. Jako ojciec pojęcia możności Arystoteles stanowczo podkreśla, że nie jest prawdą, iż wszystko ma jakąkolwiek możność.

Nieprawdą jest więc, że może zdarzyć się cokolwiek. „Mogłoby” to po prostu synonim możności. Po prostu nieprawdą jest, że po czymkolwiek może nastąpić cokolwiek. Istnieją prawa rządzące tym, co dzieje się w świecie. Świat jest uporządkowaną strukturą, czyli hierarchią rzeczy powiązanych ze sobą tak, jak materia ma się do formy. Dlatego jeśli uchwycimy te reguły za pomocą odpowiednich metod indukcyjno-dedukcyjnych, możemy przewidywać. Możemy wyjaśnić zachowanie rzeczy, odwołując się do ich natury, i wiedzieć, czego się spodziewać. To nie jest dziki, chaotyczny wszechświat, pozbawiony praw.

To, co rzecz może zrobić, jej potencjał, zależy od tego, czym jest, czyli od jej aktualności. Aktualności wyznaczają możności, to podstawowe prawo metafizyki Arystotelesa. To właśnie jest rzeczywista metafizyczna podstawa rozróżnienia, które omawialiśmy w epistemologii, między istotą a właściwościami. Ponieważ istota jest w istocie aktualnością rzeczy, a właściwość jest konsekwencją tej istoty. To właśnie stanowi metafizyczną podstawę Arystotelesowskiej teorii wyjaśniania. To, czym dana rzecz jest jako materia, zależy od jej formy.

Nawiasem mówiąc, to właśnie stanowi podstawę formalnego dowodu zasady przyczynowości. Sam dowód jest bardzo prosty. Jeśli połączymy tę przesłankę z prawem tożsamości, otrzymamy po prostu tezę, że rzecz w danych okolicznościach może, to znaczy ma możność, działać tylko w jeden sposób, ten wyznaczony przez jej naturę. W danych okolicznościach byt o określonej naturze ma tylko jedną możność działania. Zatem właśnie tak będzie musiał się zachować. Ten sam byt, w tych samych okolicznościach, będzie więc zawsze zachowywał się w ten sam sposób. Innymi słowy: ta sama przyczyna, ten sam skutek. Wszystko inne oznaczałoby sprzeczność z naturą danego bytu, przypisanie mu możności sprzecznej z jego aktualnością. Widzicie więc, że jest to formalny dowód zasady przyczynowości, którego nie sposób obalić.

Powinienem jednak zaznaczyć, że u Arystotelesa jest to jedynie zawarte implicite, w taki sposób, jak właśnie wskazałem, ale nie zostało to wyrażone wprost. To jedno z tych miejsc, w których, sądząc przynajmniej po zachowanych pismach, platońskie skłonności Arystotelesa wzięły nad nim górę. W wielu miejscach daje on bowiem do zrozumienia, że nie uznaje powszechnego panowania zasady przyczynowości. O niektórych z nich wspomnę w przyszłym tygodniu. Wygląda więc na to, że Arystoteles nie miał wyraźnie sformułowanego pojęcia powszechnego panowania prawa we wszechświecie. Najwyraźniej. Ale w każdym razie pozostawił swoim następcom podstawowe przesłanki, z których zbudowanie pełnego dowodu nie wymaga już wielkiej przenikliwości.

Znaczenie tego odkrycia polega na tym, że ujmuje ono prawo przyczyny i skutku z perspektywy prymatu istnienia. A tym samym góruje zarówno nad podejściem mistycznym, jak i sceptycznym do tej kwestii.

Typowe mistyczne podejście do przyczyny i skutku polega, jak wiecie, na twierdzeniu, że powodem, dla którego wszystko jest tak uporządkowane, jest po prostu to, że Bóg tego chce. Wywodzi ono przyczynowość, prawo i porządek z działania nadprzyrodzonej, stwórczej istoty. To tak zwany argument z projektu. Oczywiście musi istnieć jakaś nadprzyrodzona świadomość, bo kto sprawiłby, że drzewo zachowuje się tak regularnie, gdyby nie Bóg? To właśnie podejście do przyczynowości oparte na prymacie świadomości.

W opozycji do niego stoi podejście sceptyczne, które również miało swoich zwolenników w starożytności. Przykładem jest Ainezydem z Knossos. A jego najsłynniejszym przedstawicielem w czasach nowożytnych był oczywiście David Hume, który całkowicie odrzucał przyczynowość i twierdził, że jedyne, co wie, to to, że w każdej chwili może zdarzyć się cokolwiek. A jeśli podrzucić monetę, to według niego równie dobrze mogłaby zamienić się w Hegla. Oczywiście nie posłużył się akurat tym przykładem, bo zabrakło mu wyobraźni, by przewidzieć Hegla.

Mimo to prawdziwie arystotelesowski punkt widzenia głosi, że oba te stanowiska, czyli pogląd o boskim cudzie oraz humowski sceptycyzm wobec przyczynowości, są wewnętrznie sprzeczne. Zakładają sprzeczność.

Dopuszczają możliwość, że byt działa wbrew własnej naturze. Jedno albo drugie, a być może oba te stanowiska, to zakładają. I dlatego oba trzeba odrzucić.

Powiedzieliśmy, że zmiana polega na tym, że materia przyjmuje nowe formy. Inaczej mówiąc, co znaczy to samo, jest urzeczywistnieniem możności. Ale Arystoteles chciał teraz wiedzieć: jak właściwie do tego dochodzi? Przecież możność nie może urzeczywistnić się sama.

Weźmy przykład gliny, z której powstaje posąg. Albo cegieł, z których powstaje dom. Przyjrzyjmy się bliżej czynnikom obecnym w każdym procesie zmiany, posługując się nimi jako przykładem, bo chcemy wiedzieć, na co zwracać uwagę, żeby zrozumieć taką zmianę. Musi tu być coś do zrozumienia, bo cegły nie wskakują same z siebie na swoje miejsce i nie tworzą domu. Ile czynników bierze udział w każdej zmianie, które musimy zrozumieć, jeśli chcemy pojąć ją w pełni?

Arystoteles odpowiada w swojej słynnej doktrynie, że cztery. Cztery czynniki, zwane czterema przyczynami zmiany. Ale słowo „przyczyna” nie ma tu w grece takiego znaczenia, jakie nadajemy mu dzisiaj. Nie jest ono używane wyłącznie we współczesnym znaczeniu, lecz w sensie szerszym. Dla Arystotelesa przyczyna oznacza każdy czynnik konieczny do tego, by zaszła zmiana. To każda odpowiedź na pytanie: „dlaczego?”. W gruncie rzeczy jest to Arystotelesowska definicja pytania „dlaczego”. O co właściwie pytasz, kiedy pytasz: „dlaczego?”. A on mówi, że możesz mieć na myśli cztery różne rzeczy i że istnieją tylko cztery możliwe odpowiedzi. A suma tych czterech odpowiedzi daje pełną odpowiedź na pytanie: „dlaczego?”.

A teraz weźmy konkretny przykład. Załóżmy, że człowiek bierze trochę gliny i lepi z niej posąg Arystotelesa. Czy możemy wyodrębnić te cztery czynniki? Cóż, jednym z oczywistych czynników jest glina, od której zaczęliśmy. Materia, od której wyszliśmy. To jest czynnik materialny, czyli to, co Arystoteles nazywa przyczyną materialną.

Oczywiście na końcu tego procesu mamy posąg. Innymi słowy, nową formę, którą nadaliśmy materii. I to będzie przyczyna formalna.

Ale żeby przejść od materii do nowej formy, potrzeba jeszcze czegoś. Potrzebny jest jakiś czynnik sprawczy, który oddziałuje na materię, by przekształcić ją w… właściwie samo „przekształcić” wystarczy. „Przekształcić” to po prostu nasz sposób powiedzenia, że nadajemy jej nową formę. Potrzebny jest jakiś sprawca. W tym przypadku są to oczywiście działania rzeźbiarza, który formuje glinę. To właśnie Arystoteles nazywa przyczyną sprawczą. Mianowicie: rzeczywiste źródło ruchu, to, co go wywołuje. Tutaj „sprawczy” nie znaczy, że coś działa wyjątkowo dobrze. Angielskie słowo „efektywny” wywodzi się od łacińskiego facio, czyli „czynić” lub „robić”. Jest to więc przyczyna, która sprawia, że dokonuje się zmiana.

Wreszcie, mówi Arystoteles, istnieje jeszcze czwarty czynnik. Rzeźbiarz podjął te działania i ukształtował glinę z myślą o określonym celu. Na przykład chciał ozdobić swoje mieszkanie albo agorę. Albo chciał upamiętnić Arystotelesa czy kogokolwiek innego. Innymi słowy, miał pewien cel, po łacinie finis, a więc także przyczynę celową.

A zatem u Arystotelesa istnieją właściwie cztery znaczenia pytania „dlaczego”. Jeśli teraz wskażę ten posąg i zapytam: dlaczego, dlaczego to jest posąg? Można odpowiedzieć: bo była pod ręką glina, to jest przyczyna materialna. Albo: bo ma kształt ludzkiego ciała, to jest przyczyna formalna. Albo dlatego, że pewne działania ukształtowały glinę, to jest przyczyna sprawcza. Albo dlatego, że ktoś chciał unieśmiertelnić Arystotelesa, to jest przyczyna celowa.

A więc, jak mówi Arystoteles, żeby w pełni zrozumieć zmianę, trzeba znać cztery czynniki: materiał wyjściowy oraz formę, jaką ostatecznie przybrał, sprawcę, który dokonał tej przemiany, oraz cel procesu. Zmiana jest przejściem z czegoś w coś, dokonującym się za pomocą czegoś i ze względu na jakiś cel.

To powinno od razu nasunąć wam wiele pytań. Jest to przedstawione jako analiza metafizyczna. Na tym etapie powinniście więc słusznie zapytać: czy Arystoteles uważa, że cztery przyczyny odnoszą się do każdej zmiany? Czy każda zmiana ma jakiś kres, cel albo zamysł? Czy Arystoteles jest zatem teleologiem, uniwersalnym teleologiem, tak jak Platon? A jeśli tak, to jak broni takiego stanowiska? Oczywiście pozostaje jeszcze wiele innych pytań dotyczących metafizyki Arystotelesa, na które nie znaleźliśmy odpowiedzi.

A co z nieruchomym poruszycielem? Jaką rolę odgrywa tak zwany Bóg Arystotelesa? Jak Arystoteles na przykład odpowiada Zenonowi? Pamiętajcie, że według Zenona nie dało się nawet przejść przez pokój. Jakie są poglądy Arystotelesa na nieskończoność?

A w innych kwestiach: jak Arystoteles broni wiarygodności zmysłów przed zasadniczym atakiem sofistów? I jakie trudności pojawiają się w filozofii Arystotelesa, na co nie ma odpowiedzi? Co z jego psychologią, teorią ludzkiej duszy i jej relacji do ciała, a także z jego etyką i polityką?

— Odpowiedzi na wszystkie te pytania, a także na wiele innych, będą tematem wykładu w przyszłym tygodniu. Na tym więc zakończymy dzisiejszy wykład. Otrzymaliście przynajmniej przedsmak wszechogarniającego geniuszu Arystotelesa i jego zdolności ujmowania wszystkiego w spójną całość, mam nadzieję, że to wystarczy na jeden wieczór. W każdym razie tyle zdołałem dziś zmieścić w tym wykładzie. Bardzo dziękuję.

— Chciałbym odłożyć to na przyszły tydzień. Spojrzenie obiektywizmu na Arystotelesa zapytajcie mnie następnym razem, w części pytań, bo mamy jeszcze wiele do powiedzenia o formie i materii. Istnieje wiele różnych znaczeń tego pojęcia. Nie wszystkie znaczą to samo. Nie jest konsekwentny. Niektóre aspekty są całkiem sensowne, inne nie. Obiektywizm nie zgadza się z poglądem, że to, co ogólne, jest formą, a to, co jednostkowe, materią. To po prostu tworzywo. Obiektywizm całkowicie się z tym nie zgadza. W przyszłym tygodniu zobaczycie, że to sformułowanie wpędza Arystotelesa w straszliwy impas, z którego nie potrafił się wydostać. Ale z tym musimy jeszcze poczekać. Więc nie pytajcie mnie teraz o stanowisko obiektywizmu, tylko o pogląd Arystotelesa na kwestie, które omówiliśmy dziś wieczorem.

— Otóż zgadzał się, że zmiana wiąże się z przeorganizowaniem materii. Ale w jego rozumieniu nie chodzi po prostu o zmianę przestrzenną, lecz o zmianę formy, przy czym forma oznacza strukturę, i u Arystotelesa nie da się jej sprowadzić jedynie do ruchu w przestrzeni. W tym sensie Arystoteles nie zgadza się z atomistami, że wszelką zmianę da się sprowadzić do ruchu lokalnego.

— Nie. Arystoteles zaprzecza istnieniu próżni.

— Co masz na myśli, mówiąc, że pytanie jest niewłaściwe? Krótko mówiąc: to pytanie oparte na nieuzasadnionym założeniu. Załóżmy, że pytam cię: jaki film ogląda wszechświat? Można by odpowiedzieć: nie ma na to odpowiedzi, to jest pytanie niewłaściwe. Wszechświat nie może oglądać filmu, bo zakładałoby to zarówno istnienie czegoś poza wszechświatem, jak i to, że sam wszechświat ma narządy percepcji, a oba te założenia są fałszywe. To założenie jest więc nieuzasadnione. Załóżmy, że pytam: kto stworzył wszechświat? To zakłada, że wszechświat został stworzony przez coś albo kogoś, a jedyne pytanie brzmi: przez kogo? To pytanie jest nieuzasadnione, chyba że najpierw wykażesz, że wszechświat został stworzony; dopiero wtedy można sensownie pytać, kto to zrobił. Ale tylko wtedy, gdy to wykażesz.

 

Metafizyka Arystotelesa: Materia, Forma i Przyczynowość

https://rumble.com/v7c6tew-metafizyka-arystotelesa.html

Arystoteles odrzuca platoński podział na świat idei i świat zmysłowy. Uważa, że rzeczywistość jest zrozumiała sama w sobie, a każda istniejąca rzecz stanowi jedność materii i formy. Materia jest tworzywem, z którego coś powstaje, natomiast forma jest strukturą lub organizacją nadającą temu tworzywu określoną naturę. Nie istnieją one oddzielnie, są dwoma aspektami tej samej rzeczy.

Kluczową ideą jest to, że forma wyjaśnia, czym dana rzecz jest, a materia z czego jest zrobiona i co czyni ją konkretnym egzemplarzem. Arystoteles rozszerza jednak znaczenie tych pojęć poza świat fizyczny. Materią może być nie tylko drewno czy glina, ale również treść argumentu, fabuła powieści, dane zmysłowe czy cechy charakteru. Forma oznacza natomiast sposób ich organizacji. Dlatego poprawność rozumowania zależy od formy (struktury), a nie od treści, stąd pojęcie logiki formalnej.

Na tej podstawie Arystoteles rozwiązuje problem zmiany, który dzielił wcześniejszych filozofów. Heraklit uważał, że zmiana prowadzi do sprzeczności, a Parmenides że jest niemożliwa, bo coś nie może powstać z niebytu. Arystoteles odpowiada, że zmiana nie oznacza ani sprzeczności, ani powstawania z niczego. Jest procesem, w którym ta sama materia przyjmuje nową formę. Zmieniają się właściwości rzeczy, ale nie musi oznaczać to zaniku jej tożsamości.

Aby dokładniej opisać zmianę, Arystoteles wprowadza rozróżnienie między możnością (potencjalnością) a aktualnością (urzeczywistnieniem). Żołądź jest potencjalnie dębem, cegły są potencjalnie domem, a zamknięte oko ma możność widzenia. Zmiana polega na przejściu od możliwości do jej realizacji. Świat jest więc siecią procesów, w których byty nieustannie urzeczywistniają swoje możliwości. Jednocześnie nie każda możliwość jest realna, to co dana rzecz może stać się lub zrobić, wynika z jej natury.

Z tego wynika ważny wniosek: rzeczywistość nie jest chaotyczna. Możliwości działania każdego bytu są ograniczone jego właściwościami. Drewno może stać się statkiem, ale nie ziarnem; żołądź może stać się dębem, ale nie koniem. Świat posiada zatem wewnętrzny porządek, który można poznawać i na jego podstawie przewidywać skutki działań.

Na tej podstawie Arystoteles rozwija swoją teorię przyczynowości. Aby w pełni wyjaśnić, dlaczego coś istnieje lub dlaczego zaszła zmiana, trzeba uwzględnić cztery rodzaje przyczyn:

— przyczynę materialną – z czego coś powstało,
— przyczynę formalną – jaką strukturę lub postać posiada,
— przyczynę sprawczą – co wywołało zmianę,
— przyczynę celową – w jakim celu zmiana została dokonana.

Dopiero wszystkie cztery razem dają pełną odpowiedź na pytanie „dlaczego?”.

Wykład podkreśla również, że Arystoteles traktował świat jako racjonalny i poznawalny. Zmiana nie narusza zasad logiki, lecz sama je zakłada. Tożsamość rzeczy nie wyklucza zmiany, lecz umożliwia jej opis. Dzięki temu Arystoteles stworzył spójny model rzeczywistości, w którym forma, materia, potencjalność, aktualność i przyczynowość tworzą jeden system wyjaśniający zarówno świat przyrody, jak i procesy myślenia.

 

https://rumble.com/embed/v7a05eo/?pub=h88ld