Leonard Peikoff: Epistemologia Arystotelesa: Pojęcia, Wyjaśnianie i Istota Nauki – Historia Filozofii Zachodniej (część 14 z 50)

Epistemologia Arystotelesa - Pojęcia, Wyjaśnianie i Istota Nauki – Historia Filozofii Zachodniej (część 14 z 50)

Arystoteles ujmuje poznanie jako drogę od zmysłów do pojęć, definicji i praw ogólnych. Wiedza powstaje przez abstrakcję, indukcję i dedukcję, a wyjaśnianie polega na uchwyceniu istoty rzeczy oraz odróżnianiu przyczyn od ich skutków.

Leonard Peikoff: Wprowadzenie do Historii Filozofii Zachodniej (część 1 z 50)
Leonard Peikoff: Arystoteles: Filozof dla Życia tu, na Ziemi – Historia Filozofii Zachodniej (część 13 z 50)

Dobrze, przejdźmy teraz systematycznie do epistemologii Arystotelesa. Pierwsze pytanie, jakie stawiamy, brzmi: od czego zaczynamy, jeśli chodzi o wiedzę? Z czym przychodzimy na świat pod względem poznawczym? Odpowiedź Arystotelesa na to pytanie jest bardzo prosta: z niczym. Nie mamy idei wrodzonych. Żeby poznać rzeczywistość, trzeba się z nią zetknąć. Nie ma życia przed tym życiem.

Dlatego przy narodzinach jesteśmy, jak mówi w słynnym porównaniu, jak niezapisana tabliczka. Tabula Rasa, termin, który oznacza po prostu czystą kartę. Nie ma to nic wspólnego z ogrodnictwem ani z różami rurkowymi. Jak mówi Arystoteles, cała wiedza musi zaczynać się od doświadczenia zmysłowego. Ten pogląd często nazywa się empiryzmem i przeciwstawia racjonalizmowi. Empiryzm w tym sensie to stanowisko, że cała wiedza opiera się na danych zmysłowych i z nich się wywodzi.

Innymi słowy: nie ma żadnej wrodzonej treści poznawczej. Jeśli rozumiesz to pojęcie w ten sposób, można uczciwie powiedzieć, że Arystoteles był empirystą, w przeciwieństwie do racjonalisty.

Jednak od XVIII wieku, od czasów Davida Hume’a, empiryzm z powodów, które za chwilę zobaczymy, stał się synonimem subiektywizmu i sceptycyzmu wszelkiego rodzaju. Zaczął oznaczać pogląd, że wiedzę możemy zdobywać wyłącznie za pomocą zmysłów i że w ogóle nie ma czegoś takiego jak rozum. W tym sensie Arystoteles nie jest empirystą, tak samo jak nie jest racjonalistą. Jest po prostu racjonalny, to znaczy: arystotelikiem. Ale jeśli rozumiesz empiryzm w jego przedhume’owskim sensie, możesz nazwać Arystotelesa empirystą.

A jego filozofia jest pierwszym w dziejach wpływowym sformułowaniem tego rzekomo oczywistego faktu, że poznanie zaczyna się od świadectwa zmysłów. Dla Arystotelesa poznanie polega na zwróceniu się ku światu i odkrywaniu faktów, a nie na introspekcji czy wyprowadzaniu wniosków z umysłowych konstrukcji. A jeśli dojdziesz do rzekomo racjonalnego wniosku, który przeczy świadectwu zmysłów, po prostu wiesz, że gdzieś popełniłeś błąd. Wszystkie teorie muszą wychodzić od faktów. Nie możesz zbyć świadectwa zmysłów jako złudzenia, bo to od niego zaczyna się poznanie. Zmysły, krótko mówiąc, są wiarygodne. Dają nam świadomość rzeczywistości takiej, jaka jest.

Teraz, jako jeden z argumentów w obronie zmysłów, Arystoteles jako pierwszy wpływowy filozof powiedział, że w przypadku złudzeń trzeba wyraźnie odróżnić to, co wnoszą zmysły, od interpretacji dostarczanej przez umysł. No więc, wiesz, kiedy patrzysz na kij zanurzony w wodzie, kij który w rzeczywistości jest prosty, ale wydaje się zgięty, wszyscy sceptycy na przestrzeni wieków biadolą. To ci mniej radykalni sceptycy.

„O, widzisz, zmysły nas oszukują, bo wygląda na zgięty, a w rzeczywistości jest prosty.”

Arystoteles mówi: zmysły cię nie oszukują. Dostarczają ci rzeczywistego świadectwa faktów. Zmysły nie mogą cię oszukać. Błąd pojawia się w wyciąganym przez ciebie wniosku i w teorii, którą wysuwasz, by zinterpretować dane.

Twierdzisz, że przyczyną jest to, iż kij naprawdę wygina się w wodzie, zamiast przyjąć inne wyjaśnienie. Ale nie obwiniaj zmysłów za swoje mętne albo błędne interpretacje intelektualne. To arystotelesowski argument w obronie zmysłów.

Sofiści twierdzili, że zmysły są z gruntu niewiarygodne, bo z samej swojej natury zniekształcają. Muszę odłożyć odpowiedź Arystotelesa na ten zarzut, bo żeby ją zrozumieć, trzeba poznać więcej z jego podstawowej filozofii.

Załóżmy na razie, że zmysły są wiarygodne. Zmysły są jednak tylko początkiem poznania. Trzeba pójść dalej. Pod tym względem, mówi Arystoteles, Platon ma absolutną rację. Nie chodzi tylko o jednostkowe dane zmysłowe. Musimy tworzyć pojęcia. Musimy uchwycić to, co wspólne, żeby móc klasyfikować i porządkować nasze spostrzeżenia, a tym samym zrozumieć świat.

Platon mylił się jednak co do tego, jak ten proces przebiega. Pamiętaj: Platon sądził, że trzeba mieć pojęcia jeszcze przed zetknięciem się z konkretami [partykulariami], żeby wiedzieć, jak je grupować.

Tak miał wyglądać porządek poznania. Arystoteles mówi, że to całkowicie błędne. Pojęcia można uchwycić w procesie abstrakcji z jednostkowych przypadków, bez żadnej uprzedniej wiedzy. Dlatego najpierw poznajesz partykularia, a dopiero później pojęcia. Nie potrzebujesz też pojęć, żeby je zdobyć, jak twierdził Platon.

Jak mówi, ten proces jest prosty. Punkt pierwszy: zaczynasz od doświadczenia zmysłowego.

Teraz, jak mówi, w niektórych przypadkach istota żywa potrafi zatrzymać dane zmysłowe i wtedy na tym poprzestaje. Widzi jedno wrażenie zmysłowe, potem ono znika; widzi następne i to wszystko. Podobno tak jest u łososi. Nie wiem, skąd ktokolwiek miałby to wiedzieć, ale podobno tak właśnie jest. Ale u niektórych istot żywych, a na pewno u ludzi, potrafią pamiętać wcześniejsze doświadczenia zmysłowe. Mają pamięć. Potrafią zachować swoje spostrzeżenia.

Po trzecie, tylko w przypadku człowieka: oprócz percepcji i pamięci istnieje jeszcze trzecia zdolność. Gdy wiele podobnych spostrzeżeń się powtarza, człowiek potrafi dostrzec ich wspólny mianownik. Ma zdolność abstrahowania: selektywnie skupia się na tym, co wspólne, ignorując różnice.

I tak właśnie tworzymy pojęcia. Widzisz jeden przykład zieleni, potem drugi i kolejny, aż w pewnym momencie, jeśli nie masz poważnych trudności z myśleniem, dostrzegasz podobieństwo między tymi przypadkami. Nawet jeśli różnią się kształtem, położeniem i rozmiarem, skupiasz się na wspólnym elemencie, tworzysz pojęcie „zielone” i tak samo z wszystkimi innymi. Nie musimy znać pojęć z góry.

Na początku jesteśmy po prostu bombardowani chaosem wrażeń zmysłowych. I na początku nic nie wiemy. Gdy coś zielonego rzuca nam się w oczy, nie mamy pojęcia, czym to jest. To po prostu coś. Nie mamy pojęcia, co to. Gdybyś wziął piętnastomiesięczne niemowlę i jakoś przeprowadził z nim filozoficzną rozmowę, pytając: „co to jest?”, odpowiedziałoby: „nie mam najmniejszego pojęcia”.

Natomiast gdybyś wziął platońskie niemowlę i je o to zapytał, powiedziałoby: „jeszcze tego nie wiem, ale za chwilę będę wiedzieć, że to jest zielone, że należy do kategorii barw, i tak dalej, i tak dalej”. Bo kiedyś już to wszystko wiedziałem, po prostu zapomniałem.

Więc cała ta teoria nie jest nam potrzebna. Wystarczy uchwycić je, kiedy stają przed tobą, a potem wyabstrahować i pominąć różnice. Za każdym razem, gdy tak robimy, wprowadzamy porządek w pewnym obszarze naszych spostrzeżeń. Tworzymy klasyfikacje, dostrzegając tożsamość pośród różnic.

A teraz, jeśli zapytasz Arystotelesa: „dlaczego?” Skąd u ludzi taka zdolność? Arystoteles odpowiada, tak samo jak na pytanie, czemu mamy zmysły albo czemu mamy pamięć. To po prostu fakt. Możesz albo uciec w mistykę, albo próbować to zagadać i rozmyć. Jego słynne zdanie w tej sprawie brzmi, cytuję: „dusza jest tak ukształtowana, że jest zdolna do tego procesu”. Koniec cytatu. I wraca do rzeczy. Fakty są faktami i nie należy robić z nich mitologii.

Kiedy już utworzysz dane pojęcie, pozwala ci ono rozpoznawać i identyfikować jego nowe przypadki, gdy je napotkasz. Więc następnym razem, gdy pojawi się mała zielona rzecz, możesz powiedzieć: „aha, wiem, co to jest”. To jest zielone.

Ten proces, rzecz jasna, przebiega dalej, na coraz bardziej abstrakcyjnych poziomach. Kiedy abstrahujesz od swoich abstrakcji, otrzymujesz zielony i czerwony itd., a potem kategorię kolor, albo: człowiek i zwierzę itd., a potem istoty żywe; albo: stół, krzesło itd., a potem meble i idziesz jeszcze szerzej.

Na przykład z mebli i sztuki możesz wyabstrahować przedmioty wytworzone przez człowieka. A z kamieni, pomidorów i gór możesz wyabstrahować przedmioty naturalne. Łącząc wytwory człowieka z obiektami naturalnymi, otrzymujesz najszerszą kategorię, mianowicie: rzecz, substancję pierwszą. A w innych obszarach otrzymujesz takie kategorie jak: działanie, jakość, ilość, relację. Innymi słowy, kategorie, jak je nazywał, są najszerszymi uniwersaliami.

Są zwieńczeniem procesu abstrahowania. Są najszerszymi abstrakcjami w każdej dziedzinie. Innymi słowy, budujemy aparat pojęciowy abstrakcji, który pozwala nam klasyfikować obserwowane fakty, wydobywać porządek z chaosu doznań zmysłowych, identyfikować fakty, czyli tworzyć pojęcia.

Człowiek jako istota pojęciowa – Mike Mentzer
Myślenie pojęciowe, a myślenie stereotypowe – Andrzej Wronka, Kazimierz Ajdukiewicz, Józef Kossecki

Więc zamiast być bombardowanymi niezrozumiałymi kształtami, kolorami i dźwiękami, mówimy: człowiek właśnie umarł. Kawałek lodu właśnie się roztopił, i tak dalej.

Wtrącę tu nawiasem mówiąc: odpowiedź Arystotelesa Platonowi w kwestii doskonałości. Ponieważ to istotne, łatwo to omówić w kontekście jego ujęcia abstrakcji. Pamiętaj ten argument, wydaje mi się, że to był drugi, w tej wersji, w jakiej wam go przedstawiłem. Nigdy nie spotykamy w tym świecie czegoś doskonałego, więc nasza wiedza o doskonałości musiała pochodzić z innego świata.

Np. wszystkie łóżka na tym świecie mają jakąś wadę. Na przykład: grudkę.

Arystoteles mówi: zostawiając na boku wszelkie inne argumenty, czemu po prostu nie możesz „odabstrahować” tej grudki? Na podstawie obserwacji: czym jest łóżko i do czego służy? A potem uchwycić: przyznać, że ma grudkę i to zignorować. Powiedzieć coś w rodzaju doskonałe łóżko byłoby takie jak to, tylko bez grudki. Po co więc trzeba było spotkać je w innym wymiarze?

To samo, oczywiście, dotyczy linii, które mają jakieś falowanie. Nawet gdyby było prawdą, że każda linia ma falowanie. Ludzie potrafią abstrahować od wszelkich „nierówności”.

A co do poglądu Platona: otóż na przykład w tym świecie nie ma trójkąta, bo trójkąt składa się z prostych linii, a linie są jednowymiarowe, a w tym świecie istnieje tylko trójwymiarowość, więc jednowymiarowość musieliśmy napotkać w innym wymiarze.

Musieliśmy napotkać jednowymiarowość w czwartym wymiarze. Arystoteles twierdzi, że to fałsz. Jednowymiarowość istnieje w tym świecie, ale nie występuje w oderwaniu od pozostałych dwóch wymiarów. A sposób, by ją odnaleźć, jest prosty: selektywnie skierować uwagę. Wystarczy spojrzeć na powierzchnię, pominąć jej rozciągłość i skupić się tylko na rozciągłości w jednym wymiarze.

I oto mamy prawdziwą jednowymiarowość. Dokładnie tak samo realną jak kolor. Tyle że nie istnieje „samodzielnie”, ale kolor też nie. Więc po co nam do tego inny wymiar? Innymi słowy, jeśli potrafisz abstrahować, to potrafisz abstrahować. No dobrze, idźmy dalej.

Załóżmy, że przyswoiliśmy sobie pewien aparat pojęciowy. Możemy odkryć całą masę konkretnych faktów. To miałby być kres wiedzy, czyli nauki. Nie, mówi Arystoteles, to dopiero początek.

Bo celem wiedzy, jak twierdzi, jest zrozumieć i wyjaśnić; dociec, dlaczego rzeczy dzieją się tak, a nie inaczej i dostrzec ich konieczność. Celem nauki, mówi Arystoteles, jest dojść do takiego etapu, że zdumiałby cię każdy inny przebieg rzeczy niż ten, który jest. Na początku, gdy nic nie wiesz, wszystko cię zaskakuje.

Dziwi cię, że suma kątów w trójkącie wynosi 180 stopni, albo że wszyscy ludzie są śmiertelni itd. Nie umiesz pojąć, dlaczego tak jest. Kiedy zdobędziesz dość wiedzy z geometrii, matematyki czy biologii, zdumiałoby cię, gdyby stało się cokolwiek inaczej. I to, mówi Arystoteles, to jest celem.

Innymi słowy, dojść do etapu, na którym znasz dwie kluczowe rzeczy, jak to ujmuje: „że” i „dlaczego”. Fakty oraz przyczyny, które czynią je tym, czym są. Przyczyny, które je wyjaśniają.

Tyle że to rodzi pytanie, co uznasz za wyjaśnienie? Co sprawia, że rzeczy mają takie, a nie inne cechy i zachowują się właśnie w ten sposób?

Musimy więc przyjrzeć się arystotelesowskiej teorii wyjaśniania, która z kolei opiera się na jego metafizyce. Zanim zaczniemy szukać przyczyn, musimy ustalić, czym właściwie są przyczyny działań rzeczy.

Na przykład, jeśli wierzysz we wszechmocnego Boga jako źródło wszystkiego, uznasz, że wyjaśnienia muszą mieć charakter teologiczny. Musi to brzmieć, stało się tak, ponieważ Bóg tego chciał. To byłby punkt widzenia chrześcijański. Albo, jeśli, jak Platon, wierzysz, że idea dobra ożywia wszystko i jest ostateczną przyczyną, twoje wyjaśnienia będą musiały odwoływać się do tego, że wszystko dąży ku idei dobra.

Skoro Arystoteles odrzuca wszelką sferę nadprzyrodzoną, rzeczy działają tak, jak działają, dlatego że są tym, czym są z racji swojej natury, tego, jakim w istocie są rodzajem bytu.

Dlaczego ta konkretna rzecz zaczyna wrzeć, kiedy podgrzejesz ją do określonej temperatury? Bo to na przykład woda, a nie piasek. Dlaczego ta wybucha? Bo to proch strzelniczy, a nie papier. Dlaczego ta lata? Bo to ptak, a nie łyżeczka. Innymi słowy, to czym dana rzecz jest w swej istocie, determinuje jej cechy i sposób działania.

A zatem, by wyjaśnić jakąś konkretną rzecz, musimy wiedzieć, do jakiej klasy należy. Jakie są jej cechy istotowe? I tak dochodzimy do pytania, jak odkryć cechy istotowe, istotę, każdej klasy rzeczy?

Jak ustalić, co sprawia, że woda jest wodą? Albo co sprawia, że człowiek jest człowiekiem? Jaką metodę przyjmiemy, by odpowiedzieć na te pytania i tym samym odnaleźć istotę każdej klasy, a następnie wyjaśnić wszystkie pozostałe cechy?

Otóż pytając, jak znaleźć istotę, dochodzimy do kolejnej teorii Arystotelesa, teorii definicji. U Arystotelesa definicja jest ujęciem istoty danej klasy. Innymi słowy, to sformułowanie tych podstawowych cech, które czynią daną klasę tym, czym jest i odróżniają ją od wszystkich innych rodzajów rzeczy we wszechświecie.

Dla Arystotelesa odkrycie poprawnych definicji każdego pojęcia było sprawą pilną, żywotną i kluczową. Bo definicje mówią, jaka jest istota czegoś, a to pozwala zrozumieć, dlaczego zachowuje się tak, a nie inaczej.

No dobrze, to jak dochodzi się do trafnych definicji? Arystoteles sporo pisał na ten temat. Miał do powiedzenia wiele rzeczy kluczowych. Dziś wieczorem mogę podać tylko krótki przykład.

Na przykład twierdził, że każda definicja musi mieć określoną budowę. Ta budowa musi składać się z dwóch części.

Załóżmy na przykład, że chcesz zdefiniować człowieka. Najpierw trzeba wskazać ogólny rodzaj, do którego należy. To zwierzę. To daje ci podstawową, fundamentalną kategorię, do której należy. W ten sposób umieszczasz człowieka w szerszej klasie ogólnej.

Tę klasę nazywa się rodzajem (po łacińsku genus), od którego mamy słowo „generalny”. Albo czym jest trójkąt? To figura płaska. Czym jest kościół? To budynek. Czym jest kapitalizm? To system polityczny itd. Ale sam rodzaj oczywiście nie wystarcza, bo w tym samym rodzaju są też inni przedstawiciele. Są też inne typy figur płaskich, inne rodzaje budowli itd. Dlatego musimy dodać jeszcze element, który określi, czym definiowana rzecz różni się od wszystkiego innego w obrębie tego rodzaju.

Człowiek, na przykład, to — jak mówimy — zwierzę obdarzone zdolnością rozumowania. I to właśnie odróżnia go od małp albo trzmieli. Trójkąt jest figurą płaską, ale jest ograniczony trzema odcinkami prostymi, w przeciwieństwie do kół, kwadratów i tak dalej. Zwrot, który wskazuje to, co wyróżnia w obrębie rodzaju, nazywa się różnica, differentia. Differentia, stąd pochodzi słowo „differentiate”.

Jeśli masz te dwa elementy i dobrałeś je właściwie, mówi Arystoteles, to musiałeś uchwycić istotę danej klasy. Rodzaj gwarantuje, że wskazujesz podstawowy, fundamentalny typ tego, czym dana rzecz jest. Różnica gatunkowa, [differentia] gwarantuje, że podajesz cechę prawdziwą wyłącznie dla tej klasy, czyli że odróżniłeś ją od wszystkich pozostałych. A więc te dwa elementy razem muszą dawać istotę klasy.

Muszą mówić, czym ona jest w sposób fundamentalny, odróżniający ją od wszystkich innych klas. Podkreślam, że kluczowe jest dobranie właściwego rodzaju (genus) i różnicy gatunkowej (differentia).

Mógłbym powiedzieć, że papieros to świnia ze skrzydłami. Podałem pewien „rodzaj” i pewną „różnicę”, ale to z pewnością nie jest poprawna definicja, więc potrzebny jest cały zestaw dalszych reguł.

Arystoteles omawia tę kwestię w sposób złożony, precyzyjny i bardzo wartościowy. Wspomnę po prostu o dwóch z jego wielu reguł, żeby dać wam wyobrażenie o charakterze jego poglądów i osiągnięć. Na początek mówi, że definicja musi być współmierna, współmierna do klasy, którą definiujecie. Innymi słowy, musi być prawdziwa wyłącznie o członkach tej klasy i o wszystkich członkach tej klasy. W tej regule można się pomylić na dwa sposoby. Albo definicja będzie zbyt szeroka, albo zbyt wąska, obejmie za dużo albo za mało.

O tworzeniu pojęć klasowych oraz teoriach adekwatnych, kulawych i skaczących – Leon Petrażycki

Załóżmy na przykład, że powiedziałbym: człowiek jest elementem rzeczywistości. Cóż, jako definicja to oczywiście obejmuje wszystko, a więc w ogóle nie definiuje człowieka. Niewiele lepiej jest powiedzieć, że człowiek to zwierzę społeczne. No bo według tego samego, a co z mrówkami?

Twierdzić, że człowiek to „dwunożny bez piór”, czyli istota na dwóch nogach pozbawiona piór, tak właśnie niektórzy platonicy kiedyś definiowali człowieka. Legenda głosi, że przechodziła obok grupa arystotelików i wrzuciła między nich oskubanego kurczaka.

Żeby pokazać, że ta definicja jest zbyt szeroka, że obejmuje zbyt wiele. To nie może być istota rzeczy, która czyni człowieka człowiekiem. A z drugiej strony, zbyt wąski typ definicji też dziś mamy wszędzie wokół.

Jeśli powiem, że człowiek to Amerykanin żyjący w XX wieku, to oczywiście definicja jest zbyt wąska. Albo że człowiek to Aryjczyk, robocza, nazistowska definicja człowieka. Albo że człowiek to istota, która czuje współczującą, życzliwą, ofiarną miłość wobec cierpiących, czyli definicja z gazetowego felietonu. To wszystko jest zdecydowanie zbyt wąskie. Nie obejmuje wszystkich przedstawicieli gatunku.

Definicje muszą być współmierne. Ale to jeszcze nie wystarcza. Przejdźmy do jeszcze jednej zasady. Nie wystarczy, żeby definicja była współmierna. Ponadto definicja musi wskazywać podstawowe cechy definiowanej klasy. Są jednak cechy współmierne, ale wtórne. To znaczy: cechy przysługujące wszystkim i tylko członkom danej klasy, ale niebędące cechami podstawowymi, będące skutkiem czegoś głębszego, co jest podstawowe.

Na przykład, załóżmy, że powiem iż człowiek to istota, która o ile nie jest upośledzona, ma zdolność do mówienia. Albo istota obdarzona poczuciem humoru. Te właściwości ma dlatego, że posiada rozum. W związku z tym nie mogą one stanowić poprawnej definicji człowieka. Są skutkami jego istoty. Nie są jego istotą.

Albo jeśli powiem, że trójkąt to figura płaska, której suma kątów wynosi 180 stopni. To prawda. To prawda wyłącznie o trójkątach, ale nie jest to definicja trójkąta, ponieważ sumę kątów równą 180 stopni można wyjaśnić, odwołując się do budowy trójkąta oraz aksjomatów geometrii.

Albo jeśli powiem, że kapitalizm to system wysoce produktywny, przynoszący dobrobyt i zapewniający największe szczęście największej liczbie ludzi.

Jak wiesz z obiektywizmu, to jest prawdziwe o kapitalizmie i tylko o nim, ale nie stanowi istoty kapitalizmu.

To po prostu jego konsekwencja. Ten ostatni przykład, rzecz jasna, nie jest Arystotelesa. W konsekwencji, mówi Arystoteles, musimy stanowczo odróżniać istotę, czyli podstawowe cechy współmierne, od cech pochodnych.

Otóż te cechy pochodne, Arystoteles określa technicznym terminem „właściwości”. Tak właśnie używa tego terminu w sensie technicznym. Przez „właściwości” rozumie te cechy współmierne, które nie są podstawowe, lecz są po prostu skutkami albo efektami istoty danej klasy. A posługując się jego rozróżnieniem na istotę i właściwości, kiedy chcemy zrozumieć jakiś fakt, badamy związek między istotą rzeczy a jej właściwościami.

To jedynie inne sformułowanie tego, co mówiłem kilka minut temu, że natura rzeczy wyznacza jej cechy i zachowanie. Dlatego, mówi Arystoteles, w definicjach musimy wytyczyć wyraźną granicę między przyczynami a skutkami, między istotą a własnościami. Jeśli tego nie zrobimy, jeśli zaczniemy uwzględniać właściwości w definicjach i tym samym zatrzemy rozróżnienie między istotą a właściwością, nigdy nie zdołamy wyjaśnić tych cech i po prostu pogrążymy się w zupełnym zamęcie.

Dobrze, idźmy dalej.

Załóżmy, że umiemy formułować poprawne definicje. Wiemy, jak uchwycić istotę jakiejś klasy. Chcieliśmy to wiedzieć, jak mówiliśmy, bo istota klasy wyznacza jej właściwości, wyznacza jej sposób działania. Rzeczy o tej samej istocie będą zachowywać się tak samo.

Ta sama natura, te same właściwości, [cechy]. Istnieją, krótko mówiąc, i teraz wprowadzam nowy temat, ale oczywiście powiązany: w rzeczywistości istnieją ogólne prawa rządzące tym, jak rzeczy się zachowują. Te prawa, według Arystotelesa, zawsze mają jedną postać.

Rzecz o takiej a takiej naturze ma takie a takie właściwości. Rzecz o takiej a takiej istocie zachowuje się w taki a taki sposób.

Gdybyśmy odkryli te ogólne prawa, moglibyśmy wtedy wyjaśnić początkowe obserwacje, od których wyszliśmy. Obserwujemy na przykład, że Sokrates jest śmiertelny. Ale gdybyśmy uchwycili naturę człowieka i powiedzieli: wszystkie istoty tego rodzaju, wszyscy ludzie, są śmiertelne, a Sokrates jest człowiekiem, to wyjaśnilibyśmy fakt jego śmiertelności. Zatem teoria wyjaśniania Arystotelesa, mówiąc w skrócie, bo na tym polega jej sedno, sprowadza się do tego, że wyjaśnienie polega na ujmowaniu obserwowanych zdarzeń jednostkowych jako przypadków ogólnej zasady, która łączy naturę pewnej klasy z jej sposobem działania.

To jest sedno teorii Arystotelesa. Żeby zrozumieć jakikolwiek konkretny fakt czy obserwację, musimy ją podporządkować ogólnym zasadom. Zakładam, że chcecie, żebym to powtórzył? Wyjaśnienie polega na ujmowaniu obserwowanych zdarzeń jednostkowych jako przypadków ogólnej zasady, zasady, która łączy naturę danej klasy z jej sposobem działania.

Powinniście tu dostrzec oczywisty wpływ Platona na Arystotelesa w tej kwestii, bo w pewnym sensie wywodzi się to z platońskiej linii podzielonej. Pamiętacie, że gdy dochodzi się do trzeciego stopnia linii podzielonej i dociera do form, do uniwersaliów, to one, według Platona, oświetlają i czynią zrozumiałymi rzeczy jednostkowe [partykularia]? To w gruncie rzeczy ten sam punkt, który Platon tam postawił: ogólne wyjaśnia partykularia, tylko że teraz ujęty dosłownie, w naukowym duchu, bez metafor i mistycyzmu. Platonowi należy się więc uznanie za tę intuicję, nawet jeśli była ukryta w mistycznej oprawie.

Pytanie brzmi: jak odkrywamy te ogólne zasady?

Wszyscy ludzie są śmiertelni, albo zmieniając przykład: wszystkie gorące piecyki (o ile są dość gorące) oparzą cię, jeśli trzymasz przy nich palce wystarczająco blisko i wystarczająco długo itd.

Nie obserwujemy zasad ogólnych, samych zasad, a jednak są one niezbędne, by wyjaśnić to, co obserwujemy. Obserwujemy jedynie rzeczy jednostkowe.

Musi więc, mówi Arystoteles, istnieć proces zdobywania wiedzy o zasadzie ogólnej poprzez obserwację faktów szczegółowych. Ten proces nazywa indukcją, po grecku epagoge.

Definiuje się go jako proces przechodzenia w myśli od szczegółów do zasady ogólnej. Według Arystotelesa jest to podstawowa procedura ludzkiego poznania, bo stanowi ostateczne źródło wszystkich naszych zasad ogólnych. Do zasad ogólnych nie dochodzi się przez przypomnienie sobie jakiegoś innego wymiaru, lecz przez uogólnianie na podstawie szczegółów, które faktycznie obserwujemy.

Dlatego, mówi Arystoteles, wszystkie zasady, dzięki którym wyjaśniamy szczegóły, muszą ostatecznie pochodzić z uogólniania tego, co obserwujemy w jednostkowych przypadkach. A zatem zachodzi ścisła równoległość między tworzeniem pojęć a dochodzeniem do praw ogólnych. Przechodzimy od spostrzeżeń do pojęć albo od pojedynczych faktów do praw ogólnych.

W obu przypadkach, nie przez przypominanie sobie ani anamnezę czy mistycyzm, lecz dzięki zdolności do abstrahowania.

Jak możemy to zrobić? Cytuję: dusza jest tak ukształtowana, że jest zdolna do tego procesu. Koniec cytatu.

Arystoteles pisał bardzo niewiele o indukcji. Był pierwszym, jeśli pominąć pewne sugestie u Sokratesa i Platona, który oficjalnie uznał, że jest ona niezbędna dla ludzkiego poznania, ale niewiele miał o niej do powiedzenia.

Dla ścisłości dodam, że jak wszyscy Grecy, posługiwał się prymitywnym pojęciem indukcji. Miał to, co nazywa się indukcją przez proste wyliczanie, czyli indukcję polegającą po prostu na wyliczaniu przypadków.

Widzisz: pierwszy człowiek umiera, drugi, trzeci i po jakimś czasie mówisz: no cóż, chyba wszyscy ludzie muszą być śmiertelni. Arystoteles nie znał, podobnie jak inni Grecy, a także średniowieczni, metod eksperymentalnych, które są odkryciem czasów nowożytnych. Nie znał kontrolowanych eksperymentów, dzięki którym na podstawie kilku przypadków można z pewnością potwierdzić prawo ogólne.

Nowy sposób wyjaśniania – David Deutsch

W konsekwencji nie uważał, że samą indukcją da się dowieść prawdziwości jakiegoś prawa. Bo przecież zdawał sobie sprawę, że możesz mieć takie przypadki, które wydają się reprezentatywne dla zasady ogólnej. A może istniał ukryty warunek konieczny, którego nie dostrzegłeś, a który nie zawsze będzie spełniony i przez to obali twoje uogólnienie.

Dlatego, zdaniem Arystotelesa, który nie dysponował bardziej wyrafinowanymi współczesnymi pojęciami indukcji, najlepsze, co można dzięki indukcji uzyskać, to jedynie podpowiedź prawa, prawa o ułomnej metodologii. Wspominam o tym tylko dla porządku.

Jednak jego zasadniczy pogląd o niezbędności indukcji jest trafny. Wymaga to jednak uzupełnienia o teorię reguł uzasadniania indukcji. Nie chcę przez to sugerować, że nowoczesna metoda eksperymentalna daje pełną odpowiedź na to pytanie. To tylko częściowa wskazówka.

Pełna odpowiedź na to pytanie wciąż czeka na sformułowanie. Nigdy dotąd nie została przedstawiona na piśmie. Dobrze.

Załóżmy teraz, że drogą indukcji doszliśmy do praw ogólnych i je zweryfikowaliśmy. Teraz możemy wziąć te prawa i zastosować je do nowych przypadków szczegółowych. Przewidywać z góry, co się wydarzy, bo znamy prawa. Wyjaśniać to, co obserwujemy, bo znamy prawa. Możemy też teraz pójść w przeciwnym kierunku.

Zaczynając od Sokratesa, Platona, Plotyna i kilku innych ludzi, doprowadziliśmy do wniosku, że wszyscy ludzie są śmiertelni. Teraz, kiedy spotykamy Jana Nowaka, możemy odwrócić tok rozumowania i stwierdzić: wszyscy ludzie są śmiertelni. Jan Nowak jest człowiekiem. A zatem, mimo że jeszcze nie umarł, wiem, że Jan Nowak także jest śmiertelny.

A ten proces, w którym wychodzimy od zasady ogólnej i stosujemy ją do przypadku szczególnego, to oczywiście dedukcja. A więc mamy tu według Arystotelesa do czynienia w ramach wiedzy z integracją indukcji oraz dedukcji.

Indukcja dostarcza podstawowych praw ogólnych. Dedukcja wykorzystuje te prawa, by wyjaśniać i rozumieć konkretne przypadki. I oczywiście nie poprzestajesz na swoich pierwszych indukcjach. Nie poprzestajesz na „wszyscy ludzie są śmiertelni” ani na „wszystkie rozgrzane piece parzą”, tak samo jak nie poprzestajesz na poziomie formowania pojęć.

Dlaczego to ogólne prawo jest prawdziwe? I – jak mówi Arystoteles – znów, w procesie szerszej indukcji, znajdujesz bardziej ogólne prawo, z którego możesz wydedukować prawo, do którego najpierw doszedłeś drogą indukcji.

Na przykład najpierw doszliśmy indukcyjnie do wniosku, że wszyscy ludzie są śmiertelni, po prostu obserwując poszczególne przypadki. Teraz, patrząc szerzej, widzimy, że marchewki, trzmiele, świnie i koty też są śmiertelne. Na tej podstawie indukujemy, że wszystkie istoty żywe są śmiertelne. Mówimy więc sobie: wszystkie istoty żywe są śmiertelne, a człowiek jest istotą żywą. A zatem człowiek musi być śmiertelny. I w ten sposób wydedukowaliśmy, a więc wyjaśniliśmy, prawo, do którego pierwotnie doszliśmy po prostu przez indukcję. Oczywiście ten proces toczy się dalej.

Proces poznania, czyli zintegrowane stosowanie indukcji i dedukcji, coraz głębiej wnika w prawa rzeczywistości, odkrywając coraz bardziej podstawowe prawa dzięki coraz szerszym indukcjom; każda nowa indukcja pozwala wydedukować poziom poprzedni i tak dalej. Na każdym kroku wyjaśnia się coraz większą część rzeczywistości, a prawa układają się w systematyczny łańcuch dedukcji.

– Czy według Arystotelesa człowiek rodzi się jako tabula rasa, bez pojęć, wychodząc od spostrzeżeń i czy w tym schemacie uwzględniał także wiedzę introspekcyjną obok zewnętrznej?

Tak. Nie rodzisz się z wiedzą o swoich stanach psychicznych tak samo, jak nie rodzisz się z wiedzą o faktach fizycznych. Najpierw musisz zajrzeć w siebie i uchwycić te dane. A zdolność, która to umożliwia, jego zdaniem nazywała się zdrowym rozsądkiem. Tak to właśnie nazywał. Zdolność samoświadomości, to co dziś nazwalibyśmy introspekcją, a potem ujmujesz to pojęciowo w zwykły sposób.

– Mówisz, że Arystoteles był pierwszym wpływowym empirystą w świecie zachodnim. Czy to znaczy, że ktoś był przed nim?

Tak. W pewnym sensie sofiści byli empirystami. Nie wierzyli w idee wrodzone. Uważali, że wszystko zaczyna się od doświadczenia. Tyle że uważali też, że na doświadczeniu wszystko się kończy i że doświadczenie nie daje żadnej wiedzy. Są więc sceptycznymi empirystami i z rzadkimi wyjątkami tak właśnie jest dziś z Davidem Hume’em i Arystotelesem.

– Czy Arystoteles zapoczątkował koncepcję abstrakcji: przechodzenia od jednostkowych przypadków do uchwycenia uniwersaliów?

Cóż, oczywiście u Platona były pewne tropy, o tyle że Platon mówił, iż potrzebujesz bodźców zmysłowych, żeby wznieść się do abstrakcji. Ale o ile mi wiadomo: jako formalna teoria abstrakcji, w odróżnieniu od samych bodźców wywołujących przypomnienie, tak, to on ją zapoczątkował.

– Jaka, jeśli w ogóle, jest różnica między indukcją a abstrakcją?

W dzisiejszym użyciu zależy to od autora. Czasem mówi się, że abstrakcja to proces tworzenia pojęć na podstawie spostrzeżeń, podczas gdy indukcja to proces wyprowadzania ogólnych zasad z jednostkowych faktów. Ale takie rozumienie wcale nie jest powszechnie przyjęte. Abstrakcji używa się też czasem na określenie każdego procesu umysłowego polegającego na selektywnym skupieniu uwagi. W którym pomija się część danych, a koncentruje na pozostałych. W tym sensie indukcja również obejmowałaby abstrakcję, podobnie jak tworzenie pojęć, które wymaga abstrakcji. Jedyne, co jest pewne, to że „indukcja” najczęściej odnosi się wyłącznie do prawd w formie zdań, do dochodzenia do w pełni sformułowanych praw, typu „wszyscy ludzie są śmiertelni” itd. Natomiast „abstrakcja” oznacza albo tworzenie pojęć, albo ogólnie cały proces tworzenia pojęć i uogólniania.

– Według Arystotelesa: czy podstawowe przesłanki danej nauki osiąga się dzięki intuicji?

Innymi słowy: te pierwsze zasady, do których dochodzi się na końcu. Tak, mówi, że tak. To kolejny przypadek, w którym, rzecz jasna, obiektywizm nie zgodziłby się z Arystotelesem. Widzisz, wzorował wszystkie nauki na matematyce, co częściowo wynikało z wpływu pitagorejskiego. Wpływ platonizmu, ale też po części to, że dochodził do pierwszych zasad. I dlatego po prostu założył, że w fizyce, biologii itd. będzie tak samo. A zatem w fizyce musi istnieć odpowiednik zasady, że „prosta jest najkrótszą drogą między dwoma punktami”.

I rzeczywiście uważał, że odkrył takie pierwsze zasady fizyki, które gdy się je pojmie, są po prostu samooczywiste w ten sam sposób jak aksjomaty matematyczne; z tą różnicą, że wymaga to ogromnej wiedzy i niewiarygodnie złożonej nauki. Wiele osób mówiło, że dobrze się stało, że mu się to nie udało. Bo gdyby Grecy wiedzieli, jak niewiarygodnie skomplikowane byłoby wydobycie wszystkich praw rządzących światem fizycznym, niektórzy przypuszczają, że w ogóle by nie zaczęli. Po prostu daliby sobie spokój. Może nie, ale w każdym razie byłoby to jak proszenie dziecka, które dopiero uczy się czytać, żeby przez jedną noc przeczytało 13 tomów Oxford English Dictionary.

Tego nie da się wymagać. A jeśli zadasz mi inne pytanie, to znaczy: jak nauka miałaby się kiedyś skończyć? Jeśli nie dochodzi się do niej przez intuicyjne, samooczywiste zasady, to jak? Powiedziałbym, że to zależy od tego, jak odpowiesz na pytanie o indukcję. Bo w ramach pełnej teorii indukcji trzeba też wejść w teorię powstawania teorii. W końcu do ogólnych zasad można dochodzić także innymi drogami niż przez proste uogólnienie indukcyjne.

Do teorii atomowej na przykład nie dochodzi się przez uogólnienie indukcyjne. Arystoteles ma więc braki, bo w swojej epistemologii nie rozpoznaje w pełni kluczowej roli tworzenia teorii. Nie dochodzi się przecież na przykład do teorii atomowej, mówiąc:

„Widzę, że to jest z atomów, i to też, i tamto też, więc wszystko jest z atomów”.

Do teorii atomowej dochodzi się zupełnie inaczej, a potem stawia się hipotezę o czymś, co w typowych przypadkach nie jest bezpośrednio obserwowalne. Zasady tego, jakie hipotezy naukowe są dopuszczalne, a jakie nie, należą do problemu indukcji i trzeba je omawiać razem z kwestią uogólnień indukcyjnych. A gdy już będziesz mieć odpowiedzi w tej sprawie, ostatecznie dostarczy ich twoja teoria tworzenia pojęć. To po prostu kwestia wyprowadzenia konsekwencji z teorii tworzenia pojęć.

– Gdy powiedziałeś, że prawa indukcji nie zostały spisane, czy sugerowałeś, że ktoś je już odkrył, tylko jeszcze ich nie spisał?

Chcę być bardzo precyzyjny: moim zdaniem obiektywizm, czyli epistemologia Ayn Rand, sformułował zasady odpowiedzi na problem indukcji. Ale te zasady nie zostały jeszcze opisane wprost w zastosowaniu do indukcji; jednak pewnego dnia, za naszego życia, zostaną.

– Czy mógłbyś zarysować, jak wyglądałaby poprawna obrona zasady indukcji? Czy ma to związek z prawem przyczynowości?

Cóż, jeśli masz na myśli uzasadnienie ogólnej procedury indukcji, to sam Arystoteles daje do tego materiał. Masz podstawy do uogólniania, bo związek przyczyny i skutku jest prawem rzeczywistości. Dlatego na podstawie poszczególnych przypadków możemy zasadnie uogólniać. Ale jeśli pytasz: skąd w konkretnym przypadku wiesz, że zaobserwowana próba naprawdę jest reprezentatywna dla jakiegoś prawa, a nie jest tylko zbiegiem okoliczności albo czymś zależnym od koniecznego warunku, którego nie zidentyfikowałeś, to prosisz mnie o szczegółową teorię praktyki indukcji; i w tym właśnie zakresie polecam ci lekturę książki, którą wspomniałem wcześniej.

– Jaki jest pogląd obiektywizmu o rozróżnieniu Arystotelesa między istotami a własnościami, pomijając fakt, że Arystoteles uważał istoty za immanentne, a nie obiektywne?

Cóż, jeśli to i wszystkie konsekwencje tego stanowiska odłożysz na bok, to obiektywizm to rozróżnienie przyjmuje. Rozróżniamy istotę i konsekwencje tej istoty. Na przykład pani Rand twierdzi, że błędem jest definiować kapitalizm jako system, który prowadzi do największego szczęścia największej liczby ludzi, chociaż do tego prowadzi. Opiera się to na arystotelesowskiej idei, że istota jest fundamentem, a własności są jej konsekwencjami oraz że epistemologicznie pomieszanie tych dwóch rzeczy jest katastrofą. W tym sensie obiektywizm to podziela. Ale sprawa istoty jako czegoś immanentnego, ściśle powiązana z jego poglądem, że uniwersalia są formalnymi strukturami tkwiącymi w rzeczach, stanowi sedno wymiaru metafizycznego i tu obiektywizm się z nim nie zgadza.

– Po sformułowaniu definicji: czy można dowolnie utworzyć słowo dla tego pojęcia, czy też dobiera się je na podstawie jednostek, które pojęcie obejmuje?

Po pierwsze, nie wiem, czy pytasz mnie jako obiektywistę, czy jako interpretatora Arystotelesa; ale jeśli dobrze rozumiem, w gruncie rzeczy nie ma to znaczenia. Jeśli odróżniasz słowo od pojęcia, to przez „słowo” musisz rozumieć konkretny dźwięk lub znak; natomiast to, co integruje te poszczególne jednostki, to oczywiście pojęcie.

Oczywiście możesz wybrać dowolny dźwięk, jaki chcesz. Jeśli wyodrębnisz pewną grupę, dokonasz abstrakcji i utworzysz klasę, którą dziś nazywamy „człowiekiem”, to nie ma w tym nic metafizycznego. Mie ma niczego ontologicznie ani epistemologicznie „świętego” w brzmieniu słowa „człowiek”, w przeciwieństwie do „mensch”, „lam”, „homo”, „anthropos” czy czegokolwiek innego. A zatem możesz nadać temu brzmieniu dowolną postać dźwięku, byle robić to konsekwentnie. Ale jeśli wejdziesz w obręb ukształtowanego języka i chcesz rozmawiać z innymi jego użytkownikami i powiesz: no cóż…

„Zamierzam używać słów na swój własny sposób i odtąd przez 'człowiek’ będę rozumiał 'banan’.” „Teraz chcę, żeby wszyscy w tym pokoju zgłosili się po ciasto.” Jeśli mówisz w ten sposób, to jest to nie do przyjęcia.

– Dlaczego definicja: „człowiek to racjonalna istota żywa” miałaby być błędna?

Pozwól, że ujmę to tak: Nie byłaby błędna według obiektywistycznego ujęcia definicji, które różni się od arystotelesowskiego. Arystoteles uważa, że istoty [treść] są immanentne, wynikający z natury danej rzeczy. To znaczy, że sądzi, iż cechy składające się na istotę bytu lub klasy bytów są wyznaczone przez naturę całkowicie niezależnie od stanu ludzkiej wiedzy. A zatem niezależnie od tego, czy znamy te fakty, czy nie, istota jest raz na zawsze ustalona przez rzeczywistość. To fakt immanentnie tkwiący w danym bycie, tak jak jego długość, rozmiar i kształt. Obiektywizm nie przyjmuje jednak takiego stanowiska. Obiektywizm utrzymuje, że esencje są obiektywne, ani nie są subiektywne, ani wewnętrznie wpisane w rzeczy i że odzwierciedlają fakty rzeczywistości, a więc nie są czymś subiektywnym, lecz faktami ujmowanymi w kategorie przez ludzi zgodnie z tym, jak zdobywają wiedzę.

– Dlatego w obiektywizmie, mówiąc o definicjach i esencjach, zawsze trzeba pytać: jaki jest ich cel poznawczy?

Celem jest umożliwienie nam odróżniania pojęć, a cechy, które to zapewniają na jednym etapie wiedzy, mogą być zupełnie inne niż na innym.

Tak na przykład, jeśli jesteś na bardzo prymitywnym etapie i jedyne, co znasz, to „rzecz”, i potrafisz powiedzieć, że człowiek jest „rzeczą” rozumną, a inne rzeczy nie są, to „rzecz” jest całkiem uprawnionym rodzajem. Kiedy jednak twoja wiedza się poszerza i zaczynasz chcieć wprowadzać ważniejsze rozróżnienia między tym, co żywe, a nieożywione oraz między zwierzęciem a rośliną, twój rodzaj zaczyna się zawężać, aż staje się dość specyficzny, by uchwycić taki rodzaj wiedzy o człowieku, jaki jest potrzebny na twoim obecnym poziomi, a także aby móc odróżnić człowieka od wszystkich innych rzeczy.

– Jak bardzo powinno się to uszczegółowić?

Tak bardzo, jak to konieczne, by zintegrować twoją wiedzę. Jeśli jesteś fizykiem i na co dzień operujesz podziałami w obrębie królestwa zwierząt, to w tym kontekście w pełni uzasadnione jest stwierdzenie, że człowiek jest racjonalnym ssakiem, odróżnionym od innych typów. Ale w ramach uogólnionej wiedzy ludzkiej, niespecjalistycznej, „zwierzę” jest rodzajem, który definiuje człowieka wystarczająco trafnie, nie popadając w nadmierną specjalizację. Dlatego obiektywizm, idąc tu za wpływem platońskim, twierdzi że istota rzeczy jest „wycięta” przez naturę. A zatem nie może istnieć coś takiego jak istoty kontekstowe ani definicje kontekstowe. To jeden z kluczowych punktów, w których obiektywizm nie zgadza się z Arystotelesem. Choć Arystoteles sformułował wiele cennych reguł definiowania, zarówno on, jak i Platon ostatecznie mówią, że definicja sprowadza się do pewnego aktu, a niestety intuicji używa się tu w mniej racjonalnym sensie, jako bezpośredniego wglądu i to oczywiście naraża całą teorię na zarzut domyślnego mistycyzmu; nie taki był zamiar Arystotelesa, ale taki jest ostateczny efekt. Oczywiście nie mogłem oczekiwać, że w pełni wyjaśnię całe stanowisko obiektywizmu i nie próbowałbym tego robić w odpowiedzi na pytanie, które jest tylko tak obszerne.

– Czy zestawiłbyś arystotelesowską koncepcję wyjaśnienia z pozytywistycznym poglądem, że wyjaśnienie jest jedynie opisem?

Tak, oczywiście. Pozytywiści, zwolennicy Augusta Comte’a oraz cała długa lista tych, którzy później dołożyli do tego zniekształconą wersję logiki i w XX wieku nazwali się pozytywistami logicznymi, stwierdzili w istocie, że potrafisz sporządzić podsumowanie danych zmysłowych, które przewijają ci się przed oczami i być może, jeśli nie jesteś zbyt pesymistyczny, uogólnić je i sformułować jakąś ogólną regułę, że z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu po tym konkretnym wrażeniu zmysłowym zwykle następuje kolejne, zgodnie z regułą. Oczywiście, według nich nigdy nie możesz mieć pewności. Dlatego ta szkoła nazywa się pozytywizmem. Arystoteles całkowicie odrzuca taki pogląd. To jest opis, jeśli przez opis rozumieć po prostu wyliczenie i podsumowanie danych zmysłowych, które przez ciebie przepływają. Wyjaśnienie to pojęciowe uchwycenie przyczyn w kategoriach ogólnych zasad oraz przez odwołanie do natury działających bytów. Dlatego nie jest to coś dostępnego umysłowi działającemu na prostym, czysto percepcyjnym poziomie; jest to jednak coś realnego i kluczowego w ludzkiej wiedzy i w tym drugim sensie można powiedzieć, że wyjaśnienia są opisami. Teoria atomowa jest wyjaśnieniem wielu faktów, ale teoria atomowa jest też opisem pewnego faktu rzeczywistości. Więc w tym sensie wszystko oczywiście jest opisem, ale jest ogromna różnica między opisem, który jest jedynie konkretnym, ograniczonym opisem wrażeń zmysłowych, a opisem, który stanowi o wiele bardziej fundamentalne ujęcie przyczyn tego, co obserwujesz, to jest właśnie sens, w jakim mówi o tym Arystoteles.

Zobacz na: Jesteś pasterzem a nie inżynierem – Prof. Russell Barkley o rodzicielstwie

 

Epistemologia Arystotelesa: Pojęcia, Wyjaśnianie i Istota Nauki – Historia Filozofii Zachodniej (część 14 z 50)

https://rumble.com/v78ple2-epistemologia-arystotelesa.html

Wykład Leonarda Peikoffa przedstawia epistemologię Arystotelesa jako teorię poznania zaczynającego się od kontaktu z rzeczywistością, a nie od idei wrodzonych. Człowiek rodzi się jako „czysta karta”, a cała wiedza bierze początek z doświadczenia zmysłowego. Zmysły nie są tu wrogiem poznania, lecz jego punktem wyjścia. Jeśli pojawia się złudzenie, błąd nie leży w samym postrzeżeniu, tylko w interpretacji. Kij zanurzony w wodzie nie „dowodzi”, że zmysły kłamią; pokazuje jedynie, że umysł może błędnie wyjaśnić to, co widzi. Praktyczna korzyść z tego stanowiska jest jasna: jeśli teoria przeczy temu, co rzeczywiście obserwujesz, najpierw sprawdzaj swoje rozumowanie, zamiast odrzucać fakty.

Kolejny mechanizm poznania to tworzenie pojęć. Arystoteles odrzuca platoński pomysł, że trzeba mieć pojęcia z góry, zanim zacznie się poznawać świat. Najpierw są konkretne obserwacje, potem pamięć, a następnie zdolność uchwycenia tego, co wspólne. W praktyce oznacza to, że człowiek widzi wiele zielonych rzeczy i stopniowo abstrahuje pojęcie „zieleni”, pomijając różnice rozmiaru, kształtu czy miejsca. Tak samo tworzymy pojęcia bardziej złożone i coraz bardziej ogólne. Dla przeciętnego czytelnika oznacza to ważną zasadę uczenia się: nie zaczynaj od definicji oderwanych od przykładów. Najpierw zbierz konkretne przypadki, potem szukaj tego, co się powtarza. Tak właśnie powstaje prawdziwe rozumienie, a nie mechaniczne wkuwanie.

Samo posiadanie pojęć to jednak dopiero początek nauki. Celem wiedzy jest wyjaśnianie: nie tylko wiedzieć, że coś zachodzi, ale dlaczego zachodzi. Arystoteles uważa, że wyjaśnienie polega na odkryciu natury rzeczy, czyli tych cech, które czynią daną klasę bytów tym, czym jest, a następnie na pokazaniu, że z tej natury wynikają jej dalsze właściwości. Woda wrze po podgrzaniu nie dlatego, że „tak się akurat dzieje”, lecz dlatego, że jest wodą, a nie piaskiem. Człowiek jest śmiertelny nie jako przypadek, ale dlatego, że należy do klasy istot żywych określonego rodzaju. Praktycznie oznacza to, że kiedy próbujesz coś zrozumieć, nie pytaj tylko „co się dzieje?”, ale „jakiego rodzaju rzeczą to jest?” i „jakie cechy wynikają z tej natury?”.

Tutaj pojawia się teoria definicji. Dobra definicja ma uchwycić istotę klasy rzeczy. Arystoteles twierdzi, że musi mieć dwie części: rodzaj i różnicę gatunkową. Rodzaj umieszcza rzecz w szerszej klasie, a różnica wskazuje, co odróżnia ją od innych elementów tej klasy. Człowiek to nie po prostu „rzecz” ani „zwierzę społeczne”, lecz zwierzę rozumne. Trójkąt to nie byle figura, lecz figura płaska ograniczona trzema prostymi odcinkami. Z praktycznego punktu widzenia to cenna metoda porządkowania myślenia: gdy próbujesz coś zdefiniować, najpierw zapytaj, do jakiej większej kategorii to należy, a potem czym różni się od reszty tej kategorii. To chroni przed definicjami zbyt szerokimi, zbyt wąskimi albo opartymi na skutkach zamiast na tym, co podstawowe.

Arystoteles bardzo mocno rozróżnia istotę i właściwości. Istota to cechy podstawowe, a właściwości to skutki z tej istoty wynikające. Na przykład zdolność mowy czy poczucie humoru nie definiują człowieka, lecz wynikają z jego rozumności. To rozróżnienie ma wielką wartość praktyczną, bo pomaga nie mylić objawów z przyczynami. Jeśli chcesz coś naprawdę zrozumieć, czy to będzie zjawisko społeczne, organizację, ideę czy system polityczny, to musisz szukać jego podstawowej natury, a nie zatrzymywać się na widocznych konsekwencjach.

Aby odkrywać prawa ogólne, Arystoteles wprowadza indukcję: przechodzenie od jednostkowych obserwacji do zasady ogólnej. To dzięki niej dochodzimy do twierdzeń typu „wszyscy ludzie są śmiertelni”. Następnie używamy dedukcji, by zastosować to prawo do nowego przypadku: skoro Jan jest człowiekiem, to także jest śmiertelny. Nauka rozwija się więc przez współdziałanie indukcji i dedukcji. W praktyce oznacza to dobrą metodę myślenia: najpierw obserwuj wiele przypadków, ostrożnie formułuj uogólnienie, a potem sprawdzaj, czy pozwala ono trafnie wyjaśniać i przewidywać nowe fakty.

Najbardziej użyteczna lekcja z tego wykładu jest taka, że wiedza nie bierze się ani z samego patrzenia, ani z samego rozumowania w próżni. Trzeba zaczynać od faktów, tworzyć pojęcia przez abstrakcję, definiować rzeczy przez ich istotę, odróżniać przyczyny od skutków i stale łączyć indukcję z dedukcją. To daje nie tylko filozofię nauki, ale też praktyczną metodę myślenia: obserwuj uważnie, klasyfikuj precyzyjnie, definiuj jasno i pytaj o naturę rzeczy, zanim wyciągniesz wnioski.

https://rumble.com/embed/v76ixdu/?pub=h88ld