Leonard Peikoff: Filozofia Polityczna Platona: Kolektywizm i Król-filozof – Historia Filozofii Zachodniej (część 12 z 50)

Leonard Peikoff: Wprowadzenie do Historii Filozofii Zachodniej (część 1 z 50)
Leonard Peikoff: Metafizyka Platona: Świat Dostępny Zmysłom i Świat Form Idealnych – Historia Filozofii Zachodniej (część 9 z 50)
Leonard Peikoff: Epistemologia Platona: od Idei Wrodzonych do Poznania Form – Historia Filozofii Zachodniej (część 10 z 50)
Leonard Peikoff: Etyka Platona: Cnota i Zdrowie Duszy – Historia Filozofii Zachodniej (część 11 z 50)
Myślę, że powiedziałem już dość, by dać wam wyobrażenie o etyce Platona. A teraz, na koniec, przejdźmy do słynnej teorii politycznej, na której ją opiera. Pierwsza rzecz, na którą warto zwrócić uwagę, to że trzy części duszy nie występują u każdej osoby w równych proporcjach. Każdy człowiek — jak mówi Platon — ma w sobie każdą z nich, ale nie u wszystkich są one rozwinięte w równym stopniu.
Dzieje się tak dlatego, że każda osoba jest jedynie obrazem lub odbiciem Formy człowieka. A między obrazami zachodzą różnice, tak jak między wszelkimi odbiciami. Jedne odbijają lepiej niż inne. Niektóre są bardziej zniekształcone przez wpływy tego świata, bardziej zmieszane z niebytem. I dlatego u takich ludzi silniejsze będą elementy niższe. Ogólnie rzecz biorąc — być może z pewnymi przypadkami pośrednimi — można spodziewać się trzech ogólnych klas ludzi, trzech typów.
Ludzie, u których rozum jest elementem dominującym — to filozofowie.
Ludzie, u których dominującym elementem jest pierwiastek popędliwy — to żołnierze, wojownicy, klasa wojskowa.
Oraz ludzie, u których najbardziej rozwinięte są pożądania. A to są masy w ich roli ekonomicznej: biznes i praca, wytwórcy i pracownicy.
Platon twierdzi, że te różnice między ludźmi są wrodzone. Opowiada też inny mit — słynny mit o metalach — żeby to zilustrować.
Mówi: wyobraźcie sobie na przykład, że niektórzy ludzie rodzą się ze złotem w duszy. To filozofowie. A niektórzy ludzie rodzą się ze srebrem w duszy. To klasa wojowników. A niektórzy ludzie rodzą się z żelazem i mosiądzem w duszy. I to są ludzie od spraw gospodarczych, jest ich większość. Tak to już jest.
Są więc trzy typy ludzi, z natury określone przez rodzaj duchowego metalu, z którego są ulepieni. Zauważcie: to nie musi być dziedziczne. Możesz mieć złotą duszę, a twoje dzieci mogą mieć dusze z żelaza i mosiądzu. Platon nie twierdzi, że to jest dziedziczne, tylko że jest wrodzone. Albo też odwrotnie. Możesz być z mosiądzu, a mimo to pochodzić od rodzica ze złota albo srebra.
Dla Platona pytanie polityczne brzmi: kto ma rządzić? Której grupie powinniśmy powierzyć władzę? Czy oddać ją ludziom z jaskini, tym zdominowanym przez pożądania albo przez pierwiastek impulsywny? Oczywiście, że nie. Wtedy zapanuje po prostu chaos.
Władzę w państwie powinni sprawować filozofowie, ponieważ są jedynymi ludźmi rozumu, jedynymi, którzy znają Formę dobra, jedynymi którzy wiedzą, co jest słuszne i jak postępować, jedynymi naprawdę sprawiedliwymi, jedynymi, których dusze są zdrowe. Wszyscy pozostali ludzie są w różnym stopniu z natury nierozumni, niesprawiedliwi, ślepi, zezwierzęceni.
U Platona istnieje więc ścisła analogia między duszą jednostki a państwem jako całością.
Gdy niższe części dominują w duszy jednostki, mamy rozszalałego sofistę w ciągu samozniszczenia. Gdy niższe części dominują w państwie, dzieje się dokładnie to samo.
Dlatego Platon jest jawnym i jednoznacznym przeciwnikiem demokracji, czyli rządów większości, w jakiejkolwiek postaci i w jakimkolwiek celu. Według niego, tak jak rozum powinien rządzić w duszy, tak w państwie powinni rządzić ludzie rozumu, czyli filozofowie. I tak jak rozum musi mieć w duszy nieograniczoną władzę, być jej absolutnym władcą, tak filozofowie muszą mieć nieograniczoną władzę w państwie. Muszą być absolutnymi władcami.
Krótko mówiąc: filozofowie muszą być królami, królami absolutnymi. I to oczywiście słynna platońska teoria króla-filozofa.
Platon mówi, że harmonia w naszym życiu na Ziemi zapanuje dopiero wtedy, gdy filozofowie przejmą pełnię władzy, oczywiście filozofowie w sensie platońskim, albo gdy ktoś, kto już ma władzę absolutną, jakiś król, nawróci się na platonizm. Innej opcji nie ma. To jedyny sposób, by na Ziemi zapanował rozsądek. Platon zresztą sam w swoim życiu próbował nawrócić jednego takiego króla na platonizm, z miernym skutkiem.
W końcu — mówi Platon — dlaczego mielibyśmy w ogóle dopuszczać masy do współrządzenia krajem? Rządzenie to wyspecjalizowana sztuka. Zastanów się. Rząd ma sprawować pełną kontrolę nad sztukami pięknymi, nauką, przemysłem, polityką zagraniczną, nad wszystkim co tylko przyjdzie do głowy. Jak w ogóle można by to oddać w ręce niewyszkolonych, niewykształconych, nieświadomych mas? Wyobraź sobie, co by się stało, gdybyśmy o projekcie budynków w architekturze decydowali większością głosów. Otóż — mówi Platon — dokładnie to samo stałoby się, gdybyśmy rządzili państwem większością głosów. Cnota jest wiedzą.
Masy nie mają cnoty, nie mają wiedzy, a więc nie potrafią postępować cnotliwie. Skoro druga połowa cnoty to wiedza, nasuwa się pytanie: czy bezpiecznie jest powierzyć filozofom tak absolutną władzę? O tak, bo mają absolutną wiedzę, a więc nie mogą nadużyć swojej władzy. Muszą postępować właściwie, skoro wiedza gwarantuje cnotę. I sprawa załatwiona.
Gdy dochodzi się do polityki, wniosek jest taki: z żadnym filozofem nie da się dyskutować. Jeśli przyjąłeś jego wnioski z metafizyki i epistemologii, to kiedy dochodzisz do polityki, on bierze cię za rękę i prowadzi dokąd zmierza, a ty nie możesz nawet pisnąć.
Wniosek jest taki, że nie ma sensu spierać się z kimś o politykę, jeśli najpierw nie przejdzie się przez metafizykę i epistemologię. A kiedy już to zrobisz, zdziwisz się, że spory polityczne potrafią się poukładać w kilka minut.
Możesz jednak zaprotestować przeciw Platonowi i powiedzieć: no dobrze, ale po co w ogóle władcy w tym sensie, w jakim on to rozumie? On po prostu wchodzi od razu w temat i pyta: kto ma rządzić?
Możesz powiedzieć: a czemu nie pozwolić każdemu kierować własnym życiem według własnego rozumu i uczynić rolą państwa wyłącznie ochronę indywidualnych praw każdego obywatela przed naruszeniem siłą i oszustwem?
Po części odpowiedź brzmi: samo pojęcie niezbywalnych praw jednostki, przysługujących człowiekowi jako człowiekowi, nie zostało jeszcze odkryte. To odkrycie nastąpiło dopiero po Arystotelesie.
Ale jest odpowiedź o wiele ważniejsza. Nawet gdyby było to już odkryte, Platon i tak by to odrzucił. Bo w jego ujęciu większość ludzi nie jest w stanie żyć racjonalnie na własny rachunek. Tkwią w jaskini, zdominowani przez swoje żądze. W głębi duszy są dzikimi barbarzyńcami.
Dlatego jakakolwiek stabilność jest możliwa tylko wtedy, gdy istnieje silny rząd sprawowany przez elitę, w której rozum jest najsilniejszym pierwiastkiem.
Widzicie teraz, jak przebiega ten wywód. Po pierwsze: ten świat jest nierzeczywisty. Prawdziwa wiedza pochodzi spoza tego świata. To nazywa się racjonalizmem. Platon jest racjonalistą.
Po drugie: większość ludzi jest przywiązana do tego świata. Nie są zdolni do mistycznej wizji. Wniosek: większość ludzi jest nieuleczalnie irracjonalna i bezradna, nie potrafi żyć samodzielnie. Dlatego potrzebujemy rządów autorytarnej mniejszości, która ma wyspecjalizowaną wiedzę. Tu widać regułę, o której mówiłem wcześniej: mistycyzm prowadzi do dyktatury. Irracjonalizm prowadzi do etatyzmu.
Mamy więc społeczeństwo trzech klas, dokładnie równoległe do duszy jednostki.
Filozofów Platon nazywa strażnikami, bo są strażnikami państwa. I pełnią wszystkie funkcje ustawodawcze i sądownicze. A gdy rządzą jak należy, państwo jako całość posiada cnotę mądrości.
Wojsko pełni funkcje wykonawcze. Platon nazywa ich „auxiliaries”, czyli pomocnikami, asystentami, wsparciem dla strażników.A gdy należycie spełniają swoją rolę, państwo jako całość zyskuje drugą cnotę, jaką jest odwaga.
A masy, rzecz jasna, stanowią trzecią klasę, wytwórczą, ekonomiczną. Ich podstawową cnotą jest umiarkowanie, które w tym kontekście oznacza posłuszeństwo.
A gdy te trzy klasy właściwie wykonują swoje zadania, państwo jako całość będzie miało właściwy podział pracy i właściwą harmonię.
I to właśnie będzie cnotą sprawiedliwości. Powtórzę — dla uczciwości wobec Platona — to nie jest społeczeństwo kastowe. Innymi słowy, nie musisz należeć do tej samej klasy co twój ojciec. On mógł być filozofem, a ty będziesz musiał zostać robotnikiem, albo odwrotnie; można awansować lub spaść w hierarchii.
A Platon opracował cały zestaw testów oraz cały program edukacyjny w odpowiednim wieku wyłonić tych, którzy naprawdę należą do danej klasy i odpowiednio przesuwać ich w górę lub w dół drabiny społecznej.
Jeśli martwisz się, że filozofowie mogą nadużyć swojej absolutnej władzy, Platon odpowiada częściowo tym, o czym już wspomniałem, czyli cnotliwą wiedzą. Ponieważ ci filozofowie znają dobro, tracą zainteresowanie wszystkim, co mogłoby ich skłonić do nadużywania władzy. Nie zależy im na pieniądzach, sławie ani na niczym w tym rodzaju. Chcą tylko mądrości. Ale — mówi Platon — żeby mieć całkowitą pewność, że strażnicy nie nadużyją władzy, pozbawimy ich wszelkiej własności prywatnej, jak już wspominaliśmy. W związku z tym nie mogą kierować się pieniędzmi, bo nie wolno im posiadać żadnych pieniędzy.
I tak usuwa się im z drogi wszelką pokusę. Załóżmy teraz, że zbudowaliśmy takie platońskie państwo. Spójrz, co otrzymujemy. W gruncie rzeczy mamy ogromnego człowieka — jak jeden wielki organizm. Mamy byt sam w sobie, ze wszystkimi częściami pojedynczego człowieka, tyle że wyolbrzymionymi do gigantycznych rozmiarów. Każda z trzech klas odpowiada jednej z trzech części. I wszystkie razem funkcjonują jako jeden byt.
Ten pogląd jest znany jako organiczna teoria państwa. Pogląd, że państwo jako całość jest odrębnym, nie dającym się wyraźnie wyodrębnić organizmem i że jednostka ma do państwa taki sam stosunek, jak komórka w ciele do całego organizmu. Jest to więc szczególnie jadowita forma kolektywizmu.
Jej twórcą był Platon. Jaki ma to związek z jego metafizyką? No cóż, powinieneś być w stanie to dostrzec. Według Platona indywidualność nie jest czymś realnym. Realne są tylko uniwersalia. A jeśli chodzi o ludzi, to poszczególni ludzie — o ile są jednostkami — są nierzeczywiści. To, co jest w nich realne, to wyłącznie to, w czym wszyscy są tacy sami, a to jest człowiekowatość. Pozór całej masy różnych ludzi — pamiętaj — istnieje po prostu tylko w obrazach. Tak naprawdę, z metafizycznego punktu widzenia, nie istnieją odrębne, autonomiczne jednostki. Wszyscy jesteśmy po prostu rozmaitymi odbiciami jednego bytu. A zatem wszyscy w ostatecznym rozrachunku jesteśmy metafizycznie tacy sami.
Krótko mówiąc: w rzeczywistości i w sferze tego, co ważne, podstawową jednostką jest grupa, państwo, a nie jednostka.
W metafizyce uniwersalia są realne, a jednostkowe partykularia są złudne. Co w polityce oznacza, że realny jest kolektyw, a jednostka jest złudzeniem. To stanowi filozoficzną podstawę kolektywizmu w polityce. Kolektywizm — w swojej pełnej postaci — to pogląd, że to grupa jest podstawową jednostką rzeczywistości i wartości.
I nawiasem mówiąc, to jeden z wielu powodów, dla których najważniejszym zagadnieniem filozofii jest problem uniwersaliów.
– Jakie więc — według Platona — masz zobowiązanie polityczne? Jako obywatel, jakie masz zobowiązanie? Uznawać swoją tożsamość ze wszystkimi innymi ludźmi i postępować odpowiednio. A jaką naczelną wadę w sobie ucieleśniasz? Traktować siebie jak autonomiczną, samowystarczalną istotę, żyjącą dla własnego szczęścia. Masz żyć dla dobra państwa jako całości.
I znów podkreślam: jako Grek, Platon nie jest altruistą w czystej postaci. Powiedział jednak, że w gruncie rzeczy można też całkiem zasadnie troszczyć się o własne szczęście, niejako przy okazji. I mówił, że w jego państwie przyniesie to nie tylko szczęście zbiorowe, ale także twoje, indywidualne. Ale to są ustępstwa wobec dominującego greckiego sposobu myślenia, a nie coś typowego dla Platona. Jako platonik — w odróżnieniu od Greka — Platon jest aktywnym, żarliwym czcicielem państwa, zwolennikiem poglądu, że jednostki powinny żyć po to, by służyć państwu i konsekwentnie poświęcać własne, osobiste szczęście.
Cytuję: „nadmierna miłość własna jest największą ze wszelkiego zła.”
Jaki jest ideał?
Cóż, teraz cytuję z jego ostatniego dialogu — „Prawa”. Ideał jest taki, cytuję:
„żeby to, co prywatne i indywidualne, zostało całkowicie usunięte z życia i żeby rzeczy z natury prywatne, takie jak oczy, uszy i ręce, stały się wspólne.”
– Jaki jest stosunek Platona do własności prywatnej? Do spraw prywatnych? Do człowieka, który powie: „to jest moje, tamto jest twoje”?
Do kogoś, kto tak bardzo chce ustalać własność: kto to ma, czyje to jest? Cytat z „Państwa”.
„Rozłam rodzi się wtedy, gdy słowa „moje” i „nie moje”, a także „cudze” i „nie cudze”, nie odnoszą się do tych samych rzeczy w całej wspólnocie. Najlepiej urządzonym państwem będzie to, w którym jak największa liczba ludzi używa tych określeń w tym samym sensie, a przez to najpełniej przypomina jedną osobę. Gdy któryś z nas zrani palec, cały układ cielesnych powiązań, zebrany w duszy i zespolony w jedność, zostaje o tym powiadomiony i jako całość współodczuwa ból cierpiącej części.
Dlatego mówimy, że boli nie tylko palec, lecz człowiek. Tak samo jest z bólem lub przyjemnością, gdy cierpi albo doznaje ulgi jakakolwiek inna część człowieka. Tak — mówi drugi rozmówca w tym dialogu — zgadzam się, że najlepiej urządzona wspólnota najbardziej zbliża się do takiego stanu.
W naszej wspólnocie więc, bardziej niż w innych, gdy komuś dzieje się dobrze albo źle, wszyscy będą używać słowa „moje” w tym samym sensie i mówić, że u niego i jego bliskich wszystko idzie dobrze albo źle. Ludzie nie będą rozdzierać wspólnoty, każdy odnosząc słowo „moje” do czegoś innego i nie będą wynosić wszystkiego, co zdołają zagarnąć dla siebie, do prywatnego domu, gdzie założy własną, odrębną rodzinę, centrum wyłącznych radości i smutków. Przeciwnie: ludzie będą, na ile to możliwe, odczuwać wspólnie i dążyć do tych samych celów.”
To oczywiście formalne i wyraźne poparcie dokładnie tej wizji człowieka i społeczeństwa, którą Ayn Rand dramatyzuje w „Anthem”. Dlatego trudno to uznać za skrajnie wyolbrzymioną projekcję. To dramatyzacja politycznego ideału Platona. I nie tylko Platona, rzecz jasna, także wszystkich późniejszych kolektywistów.
Ideał zakłada, że ludzie utworzą jedną wspólnotę, w której wszystko będzie wspólne. Pod tym względem Platon jest ojcem komunizmu. Pouczające jest zauważyć, że jest on ojcem religii Zachodu, ojcem zachodniego komunizmu i że oba te nurty są w jego filozofii pięknie zintegrowane, tworząc jedną spójną całość. To bardzo pomocna myśl, gdy dostrzeżesz, że dziś te dwie linie potomków pozują na wojujących wrogów. Dodam jednak, że Platon uważał komunizm za ideał, lecz za niepraktyczny w zastosowaniu do mas, bo ich popędy są po prostu zbyt silne i nie zaakceptowaliby tego.
Muszą mieć swoje małe rodziny, własność prywatną i tak dalej, a Platon mówi, że w gruncie rzeczy powinniśmy im na to pozwolić, żeby ich udobruchać, bo nie ma sensu próbować nakłonić ich do życia według ideału. Mimo to, według Platona, prawdziwi filozofowie żyją w ten sposób.
Jak widzieliśmy, mają cały majątek wspólny, a Platon upiera się, że wspólne mają być także żony i dzieci, co nie będzie im przeszkadzać, bo jako prawdziwi filozofowie i tak nie interesują się seksem i jak mówi Platon, pomoże to też usunąć z ich drogi wszelką możliwą pokusę, bo nie będzie już możliwości, żeby przejawiali ambicje związane ze swoimi dziećmi. Ich żony i dzieci będą odbierane zaraz po urodzeniu, a następnie wychowywane, nadzorowane i kształcone przez państwo.
Platon dodaje też, że wśród filozofów będą się odbywać coroczne festiwale kojarzenia w pary i że tym niższym filozofom powie się, iż odbywa się to po prostu na chybił trafił, że partner, który ci przypadnie, to po prostu kwestia szczęścia albo pecha; tymczasem prawda jest taka, że najstarsi, najbardziej dostojni filozofowie będą studiować eugeniczny „dobór” wśród filozofów i będą kojarzyć tych, którzy eugenicznie są najlepsi, żeby uzyskać najwyższy „gatunek”, a pozostali po prostu — w istocie — będą mieć pecha w losowaniu.
– Teraz pytacie: czy strażnicy, filozofowie, nie byliby nieszczęśliwi, żyjąc takim życiem, żyjąc w taki sposób? A Platon odpowiada na to, cytuję:
„Zakładając państwo, nie mieliśmy na celu uczynić jednej klasy szczególnie szczęśliwą, lecz zapewnić możliwie największe szczęście całej wspólnocie. Nie staramy się zapewnić dobrobytu jedynie garstce wybranych. To tak, jakbyśmy malowali posąg. Wiecie, w Grecji posągi barwiono. A potem ktoś przyszedł i zarzucił nam, że nie kładziemy najpiękniejszych barw na najszlachetniejszych częściach postaci. Na przykład — mówił — oczy powinny być karmazynowe, a my zrobiliśmy je czarne.
Uczciwa odpowiedź brzmiałaby: nie oczekujcie, że pomalujemy oczy tak pięknie, żeby w ogóle nie wyglądały jak oczy. To dotyczy wszystkich części. Pytanie brzmi, czy nadając każdej części jej właściwą barwę, czynimy piękną całość. Tak samo jest i w tym wypadku. Nie naciskajcie, byśmy obdarzyli naszych strażników takim szczęściem, które uczyniłoby ich kimś innym niż strażnikami.”
Koniec cytatu. Widzicie tu pełny kolektywizm platońskiej mentalności.
Jednostki po prostu się nie liczą. Liczy się grupa. A grupa jest czymś więcej niż sumą jednostek. Może być „szczęśliwa”, nawet jeśli wszyscy jej członkowie są nieszczęśliwi, mizerni. „Człowiekowatość” dostaje to, na co zasługuje, nawet jeśli ludzie są nieszczęśliwi. Mamy więc olbrzymi organizm, w którym ludzie rozumu żyją wspólnotowo i rządzą najniższą klasą, a niższe klasy są wspierane przez porywczych „pomocników”, przy czym wszystkim, na ile to możliwe, systematycznie wpaja się pragnienie służby państwu i posłuszeństwa wobec rządzących.
– Co prowadzi nas do pytania: jakie są funkcje strażników? Jakie obszary życia człowieka mają kontrolować? Wszystko. Teoria Platona jest całkowita, totalna. A jeśli zrobisz z tego przymiotnik, wyjdzie „totalitarny”.
Wzorował się na Sparcie, która była całkowicie państwowa i którą Platon bardzo podziwiał. Edukacja, mówi Platon, musi być gruntownie kontrolowana przez państwo. Musimy mieć gruntowną cenzurę literatury, muzyki, filozofii i nauki. Pozwolimy ludziom słyszeć tylko te idee, które są dla nich dobre, ocenione, oczywiście, przez władze, czyli filozofów.
Będziemy mówić ludziom kłamstwa, tak zwane szlachetne kłamstwa. To znaczy kłamstwa na rzecz dobra ludu, gdy i jeśli okaże się to konieczne. Innymi słowy, zamierzamy prowadzić jawne pranie mózgu. I nie ma do tego zastrzeżeń, bo rozum mas jest po prostu tak słaby, że nie odpowiada na argumenty. Dlatego musimy zwyczajnie warunkować ludzi emocjonalnie do ślepego posłuszeństwa. Jak mówi jeden niesympatyczny, lecz trafny komentator, opisując ten punkt, cytuję:
„Na przykład bezsensowne jest próbować wyjaśniać masom organiczną naturę państwa i wynikającą stąd potrzebę każdego człowieka by podporządkował swoje bezpośrednie interesy całości, ponieważ nie potrafią pojąć takich abstrakcyjnych pojęć. Lojalność i patriotyzm to postawy, które łatwo zaszczepić; spełniają ten sam cel: budują spójność społeczną, skłaniają do poświęceń, uczą posłuszeństwa rozkazom itd.
Dlatego machanie flagą, patriotyczne pieśni i opowieści o bohaterskich przodkach muszą zajmować znaczną część programu szkolnego. Nie ma większego znaczenia, czy opowieści snute dzieciom są nieprawdziwe, byle w ten sposób skłaniały je do postępowania najlepszego dla państwa…”
Teoria myślenia narracyjnego
Potęga narracji w podejmowaniu decyzji
Nie mogę się, oczywiście, powstrzymać od wtrącenia, że widać tu rażącą analogię z nazizmem, wśród dziesiątek innych ruchów. A komentator ciągnie dalej:
„A jeśli z jednej strony dopilnujemy, by pewnych rzeczy nauczano, musimy z równą starannością dopilnować, by innych rzeczy nie nauczano. Skoro cała ta edukacja odwołuje się raczej do emocji niż do intelektu, to sprawą kluczową jest, by nie wzbudzać niewłaściwych emocji i pragnień — na przykład strachu czy chciwości — oraz by dobre emocje nie wiązały się z niewłaściwymi obiektami, na przykład z lojalnością wobec własnej rodziny czy klasy, zamiast z lojalnością wobec rządzących jako symbolu państwa jako całości. A zatem w państwie Platona ministerstwo propagandy i oświecenia publicznego oraz jego dopełnienie — ministerstwo cenzury — mają znaczenie pierwszorzędne.” Koniec cytatu. I tak właśnie jest.
Nie trzeba dodawać, że wszystkie ścieżki zawodowe mają być całkowicie kontrolowane. Będą przeprowadzane testy predyspozycji zawodowych, które rada filozofów wyznaczona do doradztwa zawodowego będzie wykorzystywać, aby ocenić twoje zdolności i przydzielić ci pracę, w której według państwa najlepiej się sprawdzisz, niezależnie od twoich pragnień. A jeśli powiesz:
„No dobrze, sprzeciwiam się. A co z moim własnym szczęściem?”
„Nie chcę wykonywać właśnie takiej pracy.”
Odpowiedzą: „Spójrz, jesteś komórką w ciele społeczeństwa”.
Załóżmy, że człowiek musi przejść przez błoto, by dotrzeć do celu, a jego stopa mogłaby mówić i powiedziałaby mu:
„Nie chcę się ubrudzić.”
Odpowiedziałbyś: „Jesteś stopą”.
„A jeśli będzie trzeba, to się ubrudzisz, albo zostaniesz odcięta.”
Tak samo jest z jednostką w relacji do państwa. Będą też, oczywiście, mechanizmy kontroli gospodarczej.
„Skrajności bogactwa trzeba kontrolować” — mówił Platon.
Nie może być ani biedy, ani skrajnego bogactwa. Ogólnie rzecz biorąc, mamy tu do czynienia z pełnym totalitaryzmem. Szczególnie w „Prawach”, swoim ostatnim dialogu, dopracowuje totalitaryzm w każdym szczególe, proponując drobiazgowe przepisy regulujące wszystko, od wygnania ateistów po szczegółowe reguły handlu rozmaitymi towarami itd.
Cały ten model rozpisuje z wyczerpującą drobiazgowością. Przy okazji: wśród platoników to nie jest popularny dialog, bo jest po prostu bezwstydnie totalitarny. Wolą „Państwo”, które jest wcześniejsze i trochę bardziej mgliste, choć nie aż tak bardzo. A teraz: filozofia Platona w tych kwestiach od tamtej pory stanowiła plan wyjściowy dla dyktatorskich projektów totalitarnych wszelkiego rodzaju. To on jest fundamentem, który to umożliwia i na który nieustannie powoływali się średniowieczni teokraci oraz obrońcy monarchii absolutnych we wczesnej nowożytności, a także komuniści, faszyści i naziści. Dlatego proponuję, żebyś kiedyś przeczytał „Państwo”, bo wszystko jest tam jasno zarysowane i bardzo łatwo to śledzić. To dość częste u ludzi, którzy nie lubią totalitaryzmu, ale w pełni akceptują podstawową etykę i metafizykę Platona.
Innymi słowy, przyjmują altruistyczno‑kolektywistyczny punkt widzenia, ale nie chcą pełnego totalitaryzmu. Zwykle od razu mówią: To nie zadziała. Nie powinniśmy żyć w takim społeczeństwie. To byłoby dobre, ale by nie zadziałało. I oczywiście to prawda, że nie zadziała. Ale to, że by nie zadziałało, wynika z etyki i metafizyki leżących u jego podstaw. Opiera się na antyżyciowej etyce, nie z tego świata. Oczywiście życie na Ziemi w takim ustroju jest niemożliwe i żaden taki ustrój nie zadziała. Nie da się z tym walczyć, poprzestając na stwierdzeniu, że to nie zadziała, nie wtedy, gdy akceptujesz fundamenty, z których to wyrasta. Pójdę o krok dalej. Może was zaskoczyć, że to Platon jako pierwszy powiedział, że to nie zadziała. Nawet wyjaśnił, dlaczego to nie zadziała. Powiedział: to nie zadziała, bo w gruncie rzeczy cała moja filozofia polityczna jest teorią. A to, co dobrze wygląda w teorii, niekoniecznie sprawdza się w praktyce. To też on wymyślił.
A to wynika bezpośrednio z jego metafizyki. Bo kiedy snujemy teorie, na czym się skupiamy? Na świecie Form, idei. A gdy praktykujemy, gdy działamy, to w jakim świecie jesteśmy? W tym fizycznym, niedoskonałym, przemijającym, popędowym, zmysłowym świecie.
No cóż, nie możemy więc oczekiwać, że wszystkie nasze teorie zadziałają tu na dole, w tym świecie, idealnie. W gruncie rzeczy powinniśmy się spodziewać, że nie będą działać najlepiej, przez całe to nie-bycie, sprzeczności i niedoskonałość tego świata. Dlatego musi istnieć dychotomia między teorią a praktyką.
Dlatego ludzie, którzy mówią: „w teorii dobre, ale w praktyce nie zadziała”, są konsekwentnymi platonikami, nawet jeśli nigdy nie słyszeli o uniwersaliach. Oczywiście ta dychotomia między teorią a praktyką wywołała też własne, dewastujące skutki. Doprowadziła do powstania dwóch typów ludzi.
Tych samozwańczo praktycznych, którzy gardzą teorią i intelektem oraz tych samozwańczo teoretycznych, którzy gardzą praktyką i światem fizycznym, a sami bujają w obłokach, we własnych, wyśnionych wymiarach konstrukcji. Oba podejścia odcinają rozum: odrywają myśl od życia.
To jest zasadniczy wkład Platona. Mimo to — mówi Platon — nawet jeśli moja teoria nie zadziała idealnie, to i tak jest lepsza niż jakakolwiek inna możliwość, jaką mamy. A więc: zróbmy to. Warto dodać, że z wiekiem stawał się w tej sprawie coraz bardziej pesymistyczny, ale nigdy z tego nie zrezygnował. Oczywiście prawda jest taka, że w praktyce by to nie zadziałało, bo teoria, na której się to opiera, jest wadliwa i sprzeczna z rzeczywistością. Do tego potrzebna jest inna metafizyka i inna epistemologia.
Na koniec chcę wam wskazać zasadnicze podobieństwo między dwiema szkołami, które na pierwszy rzut oka wydają się całkowitymi przeciwieństwami, Platonem i sofistami, którzy walczą ze sobą od Grecji aż po dziś dzień. Spójrzcie na to podobieństwo.

Strona subiektywistyczno-sceptyczna mówi: nie mamy żadnego standardu, by rozstrzygać spory między ludźmi. Jedynym środkiem, do którego możemy się uciec w relacjach międzyludzkich, jest siła. W polityce musimy stać się tyranami.
Platoński mistyk twierdzi, że prawda jest dostępna tylko dla nielicznych uprzywilejowanych. Masy są nierozumne i trzeba im mówić, co mają robić. W kontaktach z nimi musimy uciekać się do siły. Musimy uprawiać politykę tyranii.
Sofiści mówią: do diabła z teorią. Gardzimy nią. Czujmy i zabijajmy.
Platon mówi, że rozum zaprowadzi cię tylko do pewnego momentu, a potem trzeba mieć wizję i zabijać.
Zwolennicy Platona mówią, że to niesprawiedliwe. W końcu mówią: sofiści są tyranami w imię egoizmu, podczas gdy platońscy filozofowie rządzą w imię bezinteresownego dobra mas.
Jeden zabija, jeśli w ogóle zabija dla osobistej, egoistycznej przyjemności, a drugi zabija altruistycznie, dla szczęścia społeczeństwa. Nie zamierzam się o to targować. Tak czy inaczej jesteś trupem.
To prowadzi nas do ostatniego pytania tego wieczoru. A co z możliwością filozofii, która stałaby się fundamentem trzeciej drogi? Filozofia głosząca, że istnieje jedna obiektywna rzeczywistość — ta tutaj — którą każdy człowiek może poznać dzięki zmysłom i rozumowi, że ani subiektywistyczny sceptycyzm, ani mistycyzm odrywający od tego świata nie są prawdziwe i że w ten sposób kładzie podwaliny pod etykę racjonalnego szczęścia człowieka na ziemi oraz politykę indywidualizmu i wolności. No i co z tego? Czy istniała taka filozofia? A tym zajmiemy się, gdy przejdziemy do Arystotelesa.
– Czy Platon w ogóle brał pod uwagę, co by się stało z jego idealnym państwem, gdyby dwóch królów-filozofów się nie zgadzało? Cóż, oczywiście powiedziałby, że coś takiego nie może się zdarzyć. Dwaj królowie-filozofowie, odpowiednio wyszkoleni itd., skoro wszyscy kierują się tym jednym światem Form, muszą ostatecznie, gdy osiągną najwyższy wgląd, dojść do tych samych wizji. Istnieje tylko jedna Forma Dobra, a więc powiedziałby, nie ma możliwości niezgody.
– Czy Platon przewidział jakieś zabezpieczenia przed żywiołem popędliwym, żeby wojsko nie nadużywało władzy? Cóż, zabezpieczenie wynika z samej natury systemu. Człowiek zostaje dopuszczony do klasy walecznej, do klasy wojskowej, dopiero po
a) wszechstronne wykształcenie, wpajanie mu konieczności bezwzględnego posłuszeństwa filozofom, oraz
b) dopiero po przejściu prób charakteru, które mają dowieść, że jest człowiekiem ze srebra.
– Czy Platon przewidywał jakieś zabezpieczenia przed tym, by u strażników ujawniał się pierwiastek porywczy? Tylko te, o których wspomniałem. Wszechstronne wychowanie, całkowity brak własności, całkowity brak prywatnej rodziny, mistyczny wgląd. Ale przyznawał, że strażnicy są niedoskonali, jak wszyscy inni i w gruncie rzeczy dlatego nie był pewien, czy to zadziała. Ale — mówił — co możesz zrobić, kiedy masz do czynienia z ludźmi?
– Obowiązek wydaje się u Platona bardzo istotny, bo strażnicy mają opuścić swój piękny, skąpany w słońcu świat, żeby zejść do jaskini. Skąd wzięło się pojęcie obowiązku? Nie wzięło się od Platona. U Platona jest ono obecne implicite, bo pojawia się w każdej etyce, która postuluje poświęcenie siebie. Ale posiadanie formalnej etyki, która wprost ogłasza, że dobro i zło są wyraźnie kwestią obowiązku, oznacza etykę, która stwierdza, że szczęście jest dla etyki jakiegokolwiek rodzaju nieistotne. Twoje szczęście albo czyjekolwiek szczęście. I że po prostu musisz ślepo podporządkować się pewnym zasadom, bo zostały ustanowione i już. Platon jednak nie był aż tak zepsuty. To jest implicite, ale przeczy temu jego grecka, pro‑szczęściowa strona.
Najwcześniejsze na Zachodzie ujęcia czegoś zbliżonego do moralności obowiązku pojawiają się u po arystotelesowskich stoików, którzy byli temu bliscy. Bardziej religijni chrześcijanie twierdzili, że obowiązek polega na wierności Bożym przykazaniom, bez względu na okoliczności, ale nawet te szkoły nie są w pełnym sensie szkołami obowiązku, bo stoicy mówili, że spełniając swój obowiązek osiągniesz szczęście, a chrześcijanie, że jeśli wypełnisz obowiązek, osiągniesz szczęście pozaziemskie w niebie.
Dlatego dopiero u Kanta obowiązek stał się centralnym, nadrzędnym pojęciem w filozofii. Kant rozpętał bezpardonową polemikę przeciwko szczęściu jako takiemu, uznając je za żałośnie niskie w porównaniu z moralnością. Dopiero od tego czasu obowiązek stał się pojęciem centralnym. W tym sensie wziął to, co u Platona, stoików i w chrześcijaństwie było pod powierzchnią, co czasem na nią wypływało i rozdmuchał to do postaci gigantycznego, w pełni rozwiniętego, jawnego systemu moralności.
Zobacz na: 14 zasad w prywatnych elitarnych szkołach – John Taylor Gatto
Dlaczego szkoły nie edukują – John Taylor Gatto, 1990
John Taylor Gatto: Jak oświata publiczna upośledza nasze dzieci i dlaczego?
Nauczyciel Sześciu Lekcji – John Taylor Gatto
Złe usposobienie/osobowość jako narzędzie zarządzania – John Gatto
Prawdziwy Wyznawca — streszczenie (i cytaty) książki Erica Hoffera The True Believer
Filozofia Polityczna Platona: Kolektywizm i Król-filozof – Historia Filozofii Zachodniej (część 12 z 50)
https://rumble.com/v76g3dy-filozofia-polityczna-platona.html
Leonard Peikoff przedstawia teorię polityczną Platona jako bezpośrednią konsekwencję jego metafizyki, epistemologii i etyki. Punkt wyjścia stanowi platoński podział duszy na trzy części: rozumną, popędliwą (impulsywną) i pożądliwą. U każdego człowieka występują wszystkie trzy, ale w różnych proporcjach, bo jednostki są jedynie mniej lub bardziej udanymi „odbiciami” Formy człowieka. Stąd Platon wyprowadza trzy typy (klasy) ludzi: filozofów (u których dominuje rozum), wojowników/żołnierzy (u których dominuje pierwiastek popędliwy) oraz masy producentów i pracowników (u których dominują pożądania). Różnice te są wrodzone i ilustruje je „mit o metalach”: złoto w duszy oznacza filozofów, srebro wojowników, żelazo i mosiądz klasę wytwórczą. Nie musi to być dziedziczne, ale jest „naturalne”.
Centralne pytanie polityczne Platona brzmi dla Peikoffa: „kto ma rządzić?” Platon odrzuca demokrację jako rządy większości, bo większość to ludzie „z jaskini” zdominowani przez pożądania i impulsy, w różnym stopniu ślepi i nierozumni. Władza powinna należeć do filozofów, bo tylko oni znają Formę Dobra, a więc wiedzą, co jest słuszne. Skoro cnota jest wiedzą, a wiedza gwarantuje cnotę, to filozofowie jako jedyni posiadający prawdziwe poznanie mają być absolutnymi władcami. Tak powstaje słynna doktryna króla-filozofa: albo filozofowie muszą zostać królami, albo król ma zostać platonikiem. Peikoff podkreśla, że w platońskim schemacie nie da się prowadzić „autonomicznej” dyskusji politycznej bez sporu o metafizykę i epistemologię: gdy zaakceptujesz platoński racjonalizm (w sensie wiedzy „z innego świata”), to w polityce jesteś już „prowadzony za rękę” ku autorytaryzmowi.
Platon buduje ścisłą analogię między duszą jednostki a państwem. Tak jak rozum ma rządzić w duszy, tak filozofowie mają rządzić w państwie. Państwo ma strukturę trzech klas odpowiadających częściom duszy.
— Filozofowie-„strażnicy” pełnią funkcje ustawodawcze i sądownicze, a ich cnotą zbiorową jest mądrość.
— Wojownicy, „pomocnicy” (auxiliaries), stanowią warstwę wykonawczą, a ich cnotą jest odwaga.
— Klasa wytwórcza ma cnotę umiarkowania rozumianą praktycznie jako posłuszeństwo.
Sprawiedliwość państwa to harmonia: każda klasa robi „swoje” i nie wychodzi poza przypisaną rolę. Peikoff zaznacza, że Platon nie projektuje systemu kastowego w sensie sztywnej dziedziczności: możliwy jest awans i degradacja, a państwo ma selekcjonować ludzi testami i programem edukacji.
Kwestia potencjalnych nadużyć władzy przez strażników jest u Platona „rozwiązana” dwojako: po pierwsze, filozofowie dzięki wiedzy o Dobru tracą zainteresowanie pieniądzem i sławą; po drugie, dla pewności należy ich pozbawić własności prywatnej. Platon idzie dalej: aby usunąć pokusy rodzinne i ambicje związane z dziećmi, wśród strażników mają być wspólne również żony i dzieci, a wychowanie dzieci ma przejąć państwo. Pojawia się też element eugeniczny: rzekomo „losowe” dobieranie par jest w istocie sterowane przez elitę w celu uzyskania „najlepszego” potomstwa.
Peikoff interpretuje całość jako organiczną teorię państwa: społeczeństwo ma być jak jeden wielki organizm, a jednostka jak komórka w ciele. To jego zdaniem szczególnie „jadowita” forma kolektywizmu.
Źródło kolektywizmu tkwi w platońskiej metafizyce uniwersaliów: realne są Formy (uniwersalia), a jednostkowość jest wtórna, „mniej realna”. Skoro w sferze tego, co fundamentalne, podstawową „jednostką” jest to, co wspólne, to w polityce podstawową jednostką staje się kolektyw, nie osoba. Z tego wynika obowiązek obywatela: żyć dla dobra państwa, nie traktować siebie jako autonomicznego celu. Platon potępia „nadmierną miłość własną” i idealizuje eliminację prywatności; prywatne „moje” i „twoje” ma zostać maksymalnie zastąpione wspólnotowym „nasze”.
W praktyce projekt Platona jest totalny: państwo ma kontrolować edukację, sztukę, naukę, przekaz kulturowy. Cenzura i propaganda są konieczne, bo masy nie reagują na argumenty, tylko na warunkowanie emocjonalne; dopuszcza się „szlachetne kłamstwa” dla dobra wspólnoty. Państwo ma też kontrolować dobór zawodu i ścieżki życia jednostki; sprzeciw jednostki jest traktowany jak bunt „stopy”, która nie chce wejść w błoto. Peikoff widzi tu wzór dla późniejszych projektów totalitarnych.
Na koniec podkreśla platońską dychotomię teoria–praktyka: sam Platon przyznaje, że ideał może „nie działać” w świecie zmysłowym, ale uważa go za najlepszy dostępny. Peikoff wskazuje też podobieństwo Platona i sofistów: oba podejścia choć uzasadniane inaczej (egoistycznie lub „altruistycznie”) kończą się polityką siły i tyranii. Zapowiada, że alternatywą ma być dopiero filozofia Arystotelesa: jedna rzeczywistość „tu”, poznawalna rozumem i zmysłami, prowadząca do etyki ludzkiego szczęścia i polityki wolności.
Najnowsze komentarze