Nauczyciel Sześciu Lekcji – John Taylor Gatto

Nauczyciel sześciu lekcji - John Taylor Gatto

Znalazłem ten esej w jesiennym numerze Whole Earth Review z 91 roku. W końcu wyjaśnił mi, dlaczego amerykańska szkoła jest tak miażdżącym doświadczeniem i zasugerował, co można z tym zrobić.

Przed przeczytaniem proszę ustawić swój detektor ironii w pozycji włączonej. Jeśli jesteś skłonny odrzucić poniższe stwierdzenia jako paranoję, powinieneś wiedzieć, że projekt stojący za obecnym amerykańskim systemem szkolnym jest bardzo dobrze udokumentowany historycznie, w opublikowanych pismach o zawrotnym cynizmie autorstwa tak znanych postaci jak Horace Mann i Andrew Carnegie.

Ogłupianie świata szkolnictwem – John Taylor Gatto
5 eksperymentów psychologicznych, które pomagają zrozumieć współczesny świat
Dr Mattias Desmet i Psychologia Totalitaryzmu

 

Nauczyciel sześciu lekcji – John Taylor Gatto

 

Proszę mówić mi pan Gatto. 26 lat temu, nie mając nic lepszego do roboty, spróbowałem swoich sił w nauczaniu szkolnym. Mój dyplom potwierdza, że jestem nauczycielem języka angielskiego i literatury, ale to nie jest to, co robię w ogóle. To, czego uczę, to szkoły, i zdobywam za to nagrody.

Nauczanie oznacza wiele różnych rzeczy, ale sześć lekcji jest wspólnych dla nauczania w szkołach od Harlemu po Hollywood. Płacisz za te lekcje na więcej sposobów, niż możesz sobie wyobrazić, więc równie dobrze możesz wiedzieć, czym one są:

Pierwsza lekcja, której uczę, to: “Zostań w klasie, do której należysz”. Nie wiem, kto decyduje, że moje dzieci tam należą, ale to nie moja sprawa. Dzieci są ponumerowane, aby w przypadku, gdy któreś się oddali, można je było przywrócić do ich właściwej klasy. Z biegiem lat różnorodność sposobów numerowania dzieci drastycznie wzrosła, aż trudno dostrzec człowieka pod ciężarem numerów, które każde z nich nosi. Numerowanie dzieci to duży i bardzo dochodowy biznes, choć nie wiadomo, co ma on na celu.

W każdym razie, ponownie, to nie moja sprawa. Moim zadaniem jest sprawić, by dzieci polubiły to – bycie zamkniętym razem, mam na myśli – lub przynajmniej to zniosły. Jeśli wszystko idzie dobrze, dzieci nie wyobrażają sobie siebie nigdzie indziej; zazdroszczą i boją się lepszych klas i mają pogardę dla głupszych. Tak więc klasa przeważnie utrzymuje się w dobrym porządku. To jest prawdziwa lekcja każdego sztywnego konkursu, jakim jest szkoła. Trzeba znać swoje miejsce.

Niemniej jednak, pomimo ogólnego planu, staram się nakłaniać dzieci do osiągania wyższych poziomów w testach, obiecując w nagrodę ewentualne przeniesienie z klasy niższej o poziom wyżej. Insynuuję, że nadejdzie dzień, kiedy pracodawca zatrudni je na podstawie wyników egzaminów, chociaż z mojego własnego doświadczenia wynika, że pracodawcy są (słusznie) obojętni na takie rzeczy. Nigdy nie kłamię wprost, ale przekonałem się, że prawda i nauczanie są nie do pogodzenia.

Lekcja z numerowanych klas jest taka, że nie ma możliwości wyjścia z klasy, chyba że za sprawą magii. Dopóki to nie nastąpi, musisz pozostać tam, gdzie cię umieszczono.

Drugą lekcją, której uczę dzieci, jest włączanie i wyłączanie ich jak włącznik światło. Wymagam, aby całkowicie zaangażowały się w moje lekcje, podskakiwały na swoich miejscach z niecierpliwością, energicznie rywalizowały ze sobą o moją przychylność. Ale kiedy zadzwoni dzwonek, nalegam, by natychmiast rzuciły pracę i szybko przeszli do następnego stanowiska [klasy, pomieszczenia]. W mojej klasie, ani w żadnej innej, którą znam, nigdy nie kończy się cokolwiek ważnego.

Lekcja z dzwonków szkolnych jest taka, że nie warto kończyć żadnej pracy, więc po co się zbytnio przejmować? Dzwonki są sekretną logiką czasu szkolnego; argumentacja za nimi jest nieubłagana; dzwonki niszczą przeszłość i przyszłość, przekształcając każdy odstęp czasu w identyczność, tak jak abstrakcyjna mapa sprawia, że każda żyjąca góra i rzeka są takie same, mimo że nimi nie są. Dzwonki szkolne wszczepiają w każde przedsięwzięcie obojętność.

Trzecią lekcją, której was uczę, jest poddanie waszej woli z góry ustalonemu łańcuchowi dowodzenia. Prawa mogą być przyznane lub wstrzymane, przez władzę, bez odwołania. Jako nauczyciel interweniuję w wiele osobistych decyzji, wydając przepustki dla tych, które uważam za uzasadnione, lub inicjując dyscyplinarną konfrontację dla zachowań zagrażających mojej kontroli. Moje osądy przychodzą szybko i przejmująco, ponieważ indywidualność nieustannie stara się zaznaczyć swoją obecność w mojej klasie. Indywidualność jest przekleństwem dla wszystkich systemów klasyfikacji, zaprzeczeniem teorii klas.

Oto kilka częstych sposobów, w jakie się ona objawia: dzieci wymykają się na chwilę dla siebie w toalecie pod pretekstem załatwiania swoich potrzeb; wyłudzają ode mnie prywatną chwilę na korytarzu, twierdząc, że potrzebują wody. Czasami wolna wola pojawia się tuż przede mną w dzieciach rozzłoszczonych, przygnębionych lub rozradowanych przez rzeczy, które nie są mi znane. Prawa w takich sprawach nie mogą istnieć dla nauczycieli; istnieją tylko przywileje, które można odebrać.

Czwartą lekcją, której uczę, jest to, że tylko ja ustalam, jakiego programu nauczania będziecie się uczyć. (Raczej egzekwuję decyzje przekazane przez ludzi, którzy mi płacą). Ta władza pozwala mi natychmiast oddzielić dobre dzieci od złych. Dobre dzieci wykonują wyznaczone przeze mnie zadania z minimalną ilością konfliktów i przyzwoitym pokazem entuzjazmu. Z milionów wartościowych rzeczy do nauczenia się, ja decyduję, na które z nich mamy czas. Wybór należy do mnie. Na ciekawość nie ma u mnie miejsca, tylko konformizm.

Władza, Odpowiedzialność i Rozliczalność

Złe dzieci oczywiście z tym walczą, próbując otwarcie lub potajemnie podejmować decyzje za siebie o tym, czego będą się uczyć. Jak na to możemy pozwolić i przetrwać jako nauczyciele? Na szczęście istnieją procedury łamania woli tych, którzy się opierają.

Oto kolejny sposób, w jaki prowadzę lekcję nauczania zależności [poddaństwa]. Dobrzy ludzie czekają na nauczyciela, który powie im, co mają robić. To najważniejsza lekcja ze wszystkich, że musimy czekać, aż inni ludzie, lepiej wyszkoleni od nas samych, nadadzą znaczenia naszemu życiu. Nie jest przesadą stwierdzenie, że cała nasza gospodarka zależy od tego, czy ta lekcja zostanie przyswojona. Pomyślcie, co by się rozpadło, gdyby dzieci nie były szkolone z lekcji zależności: firmy świadczące usługi społeczne z trudem by przetrwały, w tym szybko rozwijający się przemysł doradczy; komercyjne rozrywki wszelkiego rodzaju, wraz z telewizją, zwiędłyby, gdyby ludzie pamiętali, jak tworzyć i organizować swoją własną zabawę; usługi gastronomiczne, restauracje i magazyny gotowych dań skurczyłyby się, gdyby ludzie wrócili do robienia własnych posiłków, a nie polegali na obcych, którzy by im gotowali. Duża część współczesnego prawa, medycyny i inżynierii również by upadła – biznes odzieżowy również – gdyby nie gwarantowany dopływ bezradnych ludzi wylewanych co roku z naszych szkół. Zbudowaliśmy sposób życia, który zależy od tego, że ludzie robią to, co im się każe, bo nie znają innego sposobu. Na miłość boską, nie róbcie zamętu!

W lekcji piątej uczę, że twój szacunek do samego siebie powinien zależeć od tego, jak obserwator oceni twoją wartość. Moje dzieci są nieustannie oceniane i osądzane. Miesięczny raport, imponujący w swej precyzji, jest wysyłany do domów uczniów, by szerzyć aprobatę lub dokładnie – z dokładnością do jednego punktu procentowego – zaznaczyć, jak bardzo niezadowoleni z dzieci powinni być rodzice. Chociaż niektórzy mogą być zaskoczeni, jak mało czasu i refleksji poświęca się na sporządzenie tych zapisów, to jednak łączna waga obiektywnie wyglądających dokumentów ustanawia profil wad, który zmusza dziecko do podjęcia pewnych decyzji o sobie i swojej przyszłości w oparciu o swobodny osąd obcych ludzi.

Samoocena – podstawa każdego większego systemu filozoficznego, jaki kiedykolwiek pojawił się na naszej planecie – nigdy nie jest czynnikiem w tych sprawach. Lekcja w postaci kartek z raportami, ocen i testów jest taka, że dzieci nie powinny ufać sobie ani swoim rodzicom, ale muszą polegać na ocenie certyfikowanych urzędników. Ludziom trzeba mówić, ile są warci.

Eksperci i opinia publiczna.

Edward Snowden: rządowe szpiegostwo zaszło za daleko
William Binney: Celem NSA jest całkowita kontrola populacji
Życie w Chinach, państwie totalnej inwigilacji obywatela [WSJ, 2017]

W lekcji szóstej uczę dzieci, że są obserwowane. Każdego ucznia trzymam pod stałą obserwacją, podobnie jak moich kolegów. Nie ma prywatnych przestrzeni dla dzieci; nie ma prywatnego czasu. Zmiana klasy trwa 300 sekund, aby utrzymać na niskim poziomie przypadkowe bratanie się. Uczniowie są zachęcani do donoszenia na siebie nawzajem, a nawet do donoszenia na swoich rodziców. Oczywiście zachęcam rodziców, aby również oni donosili na swoje dziecko.

Zadaję “pracę domową”, aby ten nadzór rozciągał się na gospodarstwo domowe, gdzie uczniowie mogliby w przeciwnym razie wykorzystać czas na nauczenie się czegoś nieautoryzowanego, być może od ojca lub matki, albo przez przesiadywanie u jakiejś mądrzejszej osoby z sąsiedztwa.

Lekcja z ciągłego nadzoru jest taka, że nikomu nie można ufać, że prywatność nie jest uprawniona. Nadzór jest starożytną pilną potrzebą pewnych wpływowych myślicieli; był to główny przepis ustanowiony przez Kalwina w Instytutach, przez Platona w Republice, przez Hobbesa, przez Comte’a i Francisa Bacona. Wszyscy ci bezdzietni mężczyźni odkryli to samo: dzieci muszą być uważnie obserwowane, jeśli chcesz utrzymać społeczeństwo pod centralną kontrolą.

Wielkim triumfem szkolnictwa jest to, że wśród nawet najlepszych moich kolegów nauczycieli i wśród nawet najlepszych rodziców jest tylko niewielka liczba tych, którzy potrafią wyobrazić sobie inny sposób robienia rzeczy. A przecież zaledwie parę lat temu w Stanach Zjednoczonych wszystko wyglądało inaczej: oryginalność i różnorodność były powszechną walutą; nasza wolność od dyscypliny [reżimu] czyniła nas cudem świata; granice klas społecznych były stosunkowo łatwe do przekroczenia; nasi obywatele byli cudownie pewni siebie, pomysłowi i zdolni do robienia wielu rzeczy niezależnie i samodzielnego myślenia. Byliśmy czymś, sami z siebie, jako jednostki.

Potrzeba tylko około 50 godzin kontaktu, by przekazać podstawowe umiejętności czytania i pisania oraz matematyki na tyle dobrze, by dzieci mogły od tej pory być samoukami. Nawoływanie o ćwiczenie “podstawowych umiejętności” jest zasłoną dymną, za którą szkoły zawłaszczają czas dzieci na dwanaście lat i uczą je tych sześciu lekcji, które właśnie wam omówiłem.

W Stanach Zjednoczonych od czasów tuż przed wojną secesyjną mamy społeczeństwo w coraz większym stopniu poddane centralnej kontroli: życie, które prowadzimy, ubrania, które nosimy, jedzenie, które jemy i zielone znaki drogowe, które mijamy od wybrzeża do wybrzeża są produktami tej centralnej kontroli. Podobnie, jak sądzę, epidemia narkotyków, samobójstw, rozwodów, przemocy, okrucieństwa i przekształcania się klas w kasty w USA, są produktami dehumanizacji naszego życia, pomniejszania znaczenia jednostki i rodziny, które narzuca centralna kontrola.

Bez w pełni aktywnej roli w życiu społecznym nie można rozwinąć się w pełną istotę ludzką. Uczył tego Arystoteles. Z pewnością miał rację; rozejrzyjcie się wokół siebie lub spójrzcie w lustro: to jest właśnie tego stanu manifestacja.

“Szkoła” jest niezbędnym systemem wsparcia dla wizji inżynierii społecznej, która skazuje większość ludzi na bycie podrzędnymi kamieniami w piramidzie, która w miarę wznoszenia się zwęża się do punktu kontrolnego. “Szkoła” jest artefaktem, który sprawia, że taki piramidalny porządek społeczny wydaje się nieunikniony (choć takie założenie jest fundamentalną zdradą amerykańskiej rewolucji). W czasach kolonialnych i przez okres wczesnej Republiki nie mieliśmy szkół, o których można by mówić. A jednak obietnica demokracji zaczynała być realizowana. Odwróciliśmy się od tej obietnicy, wprowadzając w życie starożytne marzenie Egiptu: obowiązkowe szkolenie dla każdego w podporządkowaniu się. Obowiązek szkolny był tajemnicą, którą Platon niechętnie przekazał w Republice, gdy układał plany całkowitej kontroli państwa nad ludzkim życiem.

Obecna debata na temat tego, czy powinniśmy mieć krajowy program nauczania jest kpiną; już go mamy, zamknięty w sześciu lekcjach, o których wam powiedziałem i kilku innych, których wam oszczędziłem. Ten program nauczania wytwarza moralny i intelektualny paraliż, i żaden program nauczania treści nie będzie wystarczający, by odwrócić jego złe skutki. To, co jest przedmiotem dyskusji, jest kompletnie nie istotne.

Żadna z tych rzeczy nie jest nieunikniona, wiesz o tym. Żadna z nich nie jest nieprzekraczalna dla zmian. Mamy wybór, jak wychowywać młodych ludzi; nie ma dobrej drogi. Nie istnieje żadna “międzynarodowa konkurencja”, która zmusza nas do istnienia, o czym trudno nawet myśleć w obliczu nieustannej medialnej zapory z mitami, że jest inaczej. Pod każdym ważnym względem materialnym nasz naród jest samowystarczalny. Gdybyśmy przyjęli niematerialną filozofię, która odnajduje sens tam, gdzie jest on rzeczywiście zlokalizowany – w rodzinach, przyjaciołach, przemijaniu pór roku, w przyrodzie, w prostych ceremoniach i rytuałach, w ciekawości, hojności, współczuciu i służbie innym, w przyzwoitej niezależności i prywatności – wtedy bylibyśmy naprawdę samowystarczalni.

Nie obchodzi mnie to – Jack Donovan

Jak powstały te okropne miejsca, te “szkoły”? Takie jak je znamy, to są one produktem “czerwonej paniki” z okresu 1848 i 1919 roku, kiedy to potężne interesy obawiały się rewolucji wśród naszej przemysłowej biedoty, a częściowo są one wynikiem wstrętu, z jakim stare rodziny patrzyły na fale celtyckiej, słowiańskiej i łacińskiej imigracji – oraz religii katolickiej – po 1845 roku. Trzecią przyczyną jest z pewnością wstręt, z jakim te same rodziny patrzyły na swobodny przepływ Afrykanów przez społeczeństwo po wojnie secesyjnej.

Spójrzmy jeszcze raz na sześć lekcji jakich uczą szkoły. Jest to szkolenie dla permanentnych podklas, ludzi, którzy mają być na zawsze pozbawieni możliwości znalezienia centrum swojego szczególnego geniuszu. I jest to szkolenie wyrwane ze swojego pierwotnego założenia: regulować [sterować] biednych. Od lat dwudziestych XX wieku rozwój dobrze wyartykułowanej szkolnej biurokracji oraz mniej widoczny rozwój hordy branż, które czerpią zyski ze szkolnictwa dokładnie takiego, jakim jest, powiększyły pierwotny zasięg szkolnictwa, by zawładnąć synami i córkami klasy średniej.

Czy można się dziwić, że Sokrates był oburzony oskarżeniem, że brał pieniądze za nauczanie? Już wtedy filozofowie wyraźnie widzieli nieuchronny kierunek, w jakim zmierza profesjonalizacja nauczania, uprzedzając funkcję nauczycielską, która należy do wszystkich w zdrowej społeczności; należy, w istocie, najbardziej do samego siebie, ponieważ nikt inny nie troszczy się tak bardzo o twój los. Profesjonalne nauczanie ma tendencję do innego poważnego błędu. Sprawia, że rzeczy z natury łatwe do nauczenia, takie jak czytanie, pisanie i arytmetyka, stają się trudne – poprzez naleganie, aby były nauczane przez procedury pedagogiczne.

Czy można się dziwić, że z takimi lekcjami jak te, które prowadzę dzień po dniu, mamy kryzys narodowy, z którym mamy do czynienia dzisiaj? Młodzi ludzie obojętni na świat dorosłych i na przyszłość; obojętni na prawie wszystko poza zabawkami i przemocą? Bogaci czy biedni, uczniowie nie potrafią skupić się na niczym przez bardzo długi czas. Mają słabe poczucie czasu przeszłego i przyszłego; są nieufne wobec intymności (jak dzieci porozwodowe, którymi naprawdę są); nienawidzą samotności, są okrutne, materialistyczne, zależne, pasywne, gwałtowne, nieśmiałe w obliczu niespodziewanego, uzależnione od rozproszenia uwagi [rozrywki].

Wszystkie peryferyjne skłonności dzieciństwa są powiększane do groteskowych rozmiarów przez szkolnictwo, którego ukryty program nauczania uniemożliwia skuteczny rozwój osobowości. W rzeczy samej, bez wykorzystywania lękliwości, egoizmu i niedoświadczenia dzieci nasze szkoły nie mogłyby w ogóle przetrwać, ani ja jako dyplomowany nauczyciel.

“Krytyczne myślenie” to termin, który często słyszymy w tych dniach jako formę szkolenia, która będzie zwiastować nowy dzień w masowym szkolnictwie. Z pewnością tak będzie, jeśli kiedykolwiek się to stanie. Żadna szkoła powszechna, która faktycznie odważyłaby się uczyć stosowania dialektyki, heurystyki i innych narzędzi wolnych umysłów, nie mogłaby przetrwać roku bez rozerwania na strzępy.

Nauczyciele szkół instytucjonalnych są destrukcyjni dla rozwoju dzieci. Nikt nie przetrwa programu Sześciu Lekcji bez szwanku, nawet instruktorzy. Metoda ta jest głęboko i dogłębnie antyedukacyjna. Żadne majsterkowanie tego nie naprawi.

Jak na jedną z największych ironii losu, potężne przemyślenie którego wymaga szkolnictwo, kosztowałyby o wiele mniej niż wydajemy obecnie, więc raczej nie dojdzie do jego realizacji. Przede wszystkim biznes, w którym działam, jest projektem dotyczącym miejsc pracy i agencją najmu kontraktowego. Nie stać nas na oszczędzanie, nawet na pomoc dzieciom.

Na przełęczy, do której historycznie doszliśmy, i po 26 latach nauczania, muszę stwierdzić, że jedną z jedynych alternatyw na horyzoncie dla większości rodzin jest nauczanie własnych dzieci w domu. Kolejną są małe, zinstytucjonalizowane szkoły. Jakaś forma wolnorynkowego systemu szkolnictwa publicznego jest najprawdopodobniej miejscem, w którym należy szukać odpowiedzi. Jednak prawie niemożliwa do osiągnięcia tych celów przez rozbite rodziny ubogich i zbyt wielu ludzi na obrzeżach ekonomicznej klasy średniej zapowiada, że katastrofa Szkół Sześciolekcyjnych prawdopodobnie będzie trwać nadal.

Po dorosłym życiu spędzonym w szkole uważam, że metoda nauczania jest jedyną prawdziwą treścią, jaką posiada. Nie dajcie się nabrać, że dobre programy nauczania czy dobre wyposażenie lub dobrzy nauczyciele są decydującymi wyznacznikami szkolnego czasu waszego syna i córki. Wszystkie patologie, które rozpatrywaliśmy, powstają w dużej mierze dlatego, że lekcje szkolne uniemożliwiają dzieciom dotrzymanie ważnych spotkań z samymi sobą i swoimi rodzinami, aby nauczyć się lekcji dotyczącej samomotywacji, wytrwałości, samodzielności, odwadze, godności i miłości – i oczywiście lekcji o służbie innym, które są jednymi z kluczowych lekcji życia domowego.

Trzydzieści lat temu tych rzeczy można było się jeszcze nauczyć w czasie, który pozostawał po szkole. Ale telewizja pochłonęła większość tego czasu, a połączenie telewizji i stresu charakterystycznego dla rodzin z dwoma dochodami lub z jednym rodzicem pochłonęło większość tego, co kiedyś było czasem dla rodziny. Nasze dzieci nie mają już czasu, by w pełni rozwinąć się jako ludzie, a jedynie cienkie, glebowe pustkowia, na których mogą to zrobić.

Na naszą kulturę spada przyszłość, która będzie wymagała od nas wszystkich nauczenia się mądrości płynącej z niematerialnego doświadczenia; ta przyszłość będzie wymagała, jako ceny przetrwania, abyśmy podążali za tempem naturalnego życia, oszczędnego w kosztach materialnych. Tych lekcji nie da się nauczyć w szkołach w ich obecnym kształcie. Szkoła jest jak rozpoczęcie życia od 12-letniego wyroku więzienia, w którym złe nawyki są jedynym programem nauczania, którego można się naprawdę nauczyć. Ja uczę w szkole i zdobywam za to nagrody. Powinienem wiedzieć.

Źródło: The Six-Lesson Schoolteacher

Wywiad z 1997 roku w radiu We The People który został spisany i wrzucony tutaj.
[Poniższy fragment pochodzi z listu Grace Llewellyn (autorki Teenage Liberation Handbook), wydrukowanego w wiosennym numerze Whole Earth Review z 1992 roku]

   „… Gatto ma nową pracę. Po rezygnacji kontynuuje wdrażanie swojego unikalnego “partyzanckiego programu nauczania” w Albany Free School, a także prowadzi wykłady w całym kraju. W swoich wykładach i pismach John Taylor Gatto nie tylko zręcznie piętnuje szkoły publiczne, ale także przedstawia radykalne propozycje ich ulepszenia. Sugestie te nie są oparte na hipotetycznych bajdurzeniach, ale raczej na jego własnych innowacyjnych metodach nauczania, które obejmują projekty prac społecznych, niezależne studia, praktyki i samotność… Więcej pisarstwa Gatto można znaleźć w nowym zbiorze jego esejów zatytułowanym “Dumbing Us Down” (New Society Publishers, 1992)”

Zobacz na: https://www.johntaylorgatto.com/

John Taylor Gatto: Jak oświata publiczna upośledza nasze dzieci i dlaczego?
Amerykańska R/Ewolucja – dr David Martin

 

System Edukacji(Indoktrynacja)

 

Pranie Mózgu vs Edukacja ( Erica Goldson )

 

Wyniki końcowych egzaminów szkolnych to oszustwo – napisy PL

 

Złe usposobienie/osobowość jako narzędzie zarządzania – napisy PL

 

 

66. Ludzie zawdzięczają dzisiaj życie temu, co system robi DLA nich lub IM, bardziej niż temu, co sami dla siebie robią; a to, co dla siebie robią jest coraz częściej robione sposobem wyłożonym przez system. Okazje wydają się być zapewniane przez system, muszą być wykorzystywane zgodnie z zasadami i przepisami [13], a jeżeli mają odnieść sukces muszą być realizowane zgodnie z zaleceniami ekspertów.

119. System nie istnieje i nie może istnieć w celu zaspokajania ludzkich potrzeb. Zamiast tego właśnie ludzkie zachowanie musi ulec modyfikacji w celu dostosowania się do potrzeb systemu. Nie ma to nic wspólnego z polityczną ani społeczną ideologią, która może udawać, że przewodzi technologicznemu systemowi. Jest to wina technologii, ponieważ system przewodzony jest nie przez ideologię, lecz przez techniczną konieczność. [18] Oczywiście system zaspokaja wiele ludzkich potrzeb, ale ogólnie rzecz biorąc robi to tylko do poziomu do którego robienie tego jest dla niego korzystne. Najważniejsze są potrzeby systemu, a nie człowieka. Na przykład, system dostarcza ludziom żywność, ponieważ nie mógłby funkcjonować gdyby wszyscy głodowali; zajmuje się psychologicznymi potrzebami człowieka wtedy, kiedy jest mu WYGODNIE, ponieważ nie mógłby funkcjonować jeżeli zbyt wielu ludzi wpadłoby w depresję lub zaczęło się buntować. Jednakże system z dobrych, solidnych, praktycznych powodów musi wywierać ciągłą presję na ludzi, by dostosować ich zachowanie do swoich potrzeb. Zbyt duża akumulacja śmieci? Rząd, media, system edukacji, ekolodzy, wszyscy zasypują nas masą propagandy na temat recyklingu. Potrzebny jest większy personel techniczny? Chór głosów nakazuje dzieciom studiowanie przedmiotów naukowych. Nikt nie zatrzymuje się by spytać, czy ludzkie jest zmuszanie młodych ludzi do spędzania większości ich czasu na naukę przedmiotów, których większość nienawidzi. Gdy utalentowani pracownicy odsuwani są od pracy przez techniczne innowacje i muszą przejść “ponowne przeszkolenie”, nikt nie pyta czy nie jest dla nich poniżające traktowanie ich w ten sposób. Po prostu przyjmuje się jako pewnik, że wszyscy muszą kłaniać się przed techniczną koniecznością i to z dobrego powodu: gdyby ludzkie potrzeby przełożono ponad techniczną konieczność powstałyby problemy ekonomiczne, bezrobocie, braki lub coś jeszcze gorszego. Koncepcja “zdrowia psychicznego” w naszym społeczeństwie jest określana głównie przez stopień, w jakim jednostka zachowuje się zgodnie z potrzebami systemu bez okazywania oznak stresu.

6. Niektóre z wymienionych symptomów są podobne do tych, jakie wykazują uwięzione zwierzęta.

Aby wyjaśnić jak te symptomy wyłaniają się z pozbawienia uczestnictwa w procesie władzy:

Pospolite rozumienie ludzkiej natury mówi, że brak celów, których osiągnięcie wymaga wysiłku, prowadzi do znudzenia, a to znudzenie długo kontynuowane, często w ostateczności prowadzi do depresji. Porażka w osiąganiu celów prowadzi do frustracji i obniżenia samooceny. Frustracja prowadzi do gniewu, gniew do agresji, często w formie nadużyć wobec dzieci i współmałżonków. Wykazano, że długo kontynuowana frustracja zwykle prowadzi do depresji, a depresja do poczucia winy, zaburzeń snu i przyjmowania pokarmu oraz złych odczuć odnośnie własnej osoby. Ci którzy dążą do depresji widzą antidotum w przyjemności, stąd też niezaspokojony hedonizm i nadmierny perwersyjny seks. Znudzenie również prowadzi do nadmiernego poszukiwania przyjemności, ponieważ z braku innych celów, celem staje się przyjemność. Oczywiście jest to uproszczenie. Rzeczywistość jest dużo bardziej złożona i oczywiście pozbawienie udziału w procesie władzy nie jest JEDYNĄ przyczyną opisanych symptomów. Przy okazji, kiedy mówimy o depresji, niekoniecznie mamy na myśli taki stopień depresji, jaki wymaga terapii psychiatrycznej. Często chodzi tylko o łagodne formy depresji. A kiedy mówimy o celach, niekoniecznie mamy na myśli cele długoterminowe. Dla wielu osób (być może dla większości) w ludzkiej historii wystarczającym celem było po prosu zapewnienie sobie i swej rodzinie pożywienia.

174. Z drugiej strony możliwe jest, że ludzka kontrola nad maszynami zostanie utrzymana. W takim przypadku przeciętny człowiek będzie mógł mieć kontrolę nad niektórymi ze swoich maszyn, jak samochód czy komputer osobisty, lecz kontrola nad dużymi systemami maszyn spoczywać będzie w rękach wąskiej elity – dokładnie tak jak wygląda to dzisiaj, jednak z dwiema różnicami. W wyniku udoskonalonych technik elita uzyska większą kontrolę nad masami, a ponieważ ludzka praca nie będzie już potrzebna, masy staną się zbędnym, bezużytecznym ciężarem dla systemu. Jeżeli elita będzie bezwzględna, może po prostu zdecydować się na eksterminację masy ludzkości. Jeżeli będzie humanitarna, może użyć propagandy lub innych psychologicznych bądź biologicznych technik w celu redukowania liczby urodzin aż do wymarcia ludzkości, pozostawiając świat elicie. Jeżeli elita składać się będzie z liberałów o miękkich sercach, może zdecydować się na odgrywanie roli dobrego pasterza dla pozostałej części ludzkiej rasy. Będzie im się wydawać, że potrzeby fizyczne każdego zostały zaspokojone, wszystkie dzieci dorastają w odpowiednich psychologicznie warunkach, każdy ma swoje hobby, które go zajmuje, a każdy kto może stać się niezadowolony przechodzi “leczenie” eliminujące jego “problem”. Oczywiście życie będzie tak pozbawione celu, że ludzie będą musieli być poddawani biologicznej bądź psychologicznej inżynierii usuwającej potrzebę procesu władzy lub przekształcającej ją w jakieś nieszkodliwe hobby. Te wyinżynierowane istoty ludzkie mogą być w takim społeczeństwie szczęśliwe, lecz z całą pewnością nie będą wolne. Ich status zostanie zredukowany do statusu zwierząt domowych.

%d bloggers like this: