Seksowność – Rollo Tomassi

8 luty 2012

Seksowność nie zawsze oznacza bycie wyzywającą, ale bycie wyzywająca jest zawsze seksowne.

Seksowność – Rollo Tomassi

Jako względny nowicjusz w blogowaniu zaczynam coraz lepiej wyczuwać, co ludzie uznają za na tyle ważne, by dzielić się tym z całym światem. Jest jednak pewne irytujące zjawisko. Zdarza mi się głęboko zanurzyć w jakiś temat i stworzyć, przynajmniej moim zdaniem, dobrze przemyślaną analizę, po czym nagle coś wybija mnie z tego stanu, bo uznaję, że wymaga natychmiastowego komentarza. Tak właśnie było z przytoczonym wyżej wywodem Emmy Watson na temat seksowności. Ten fragment jej niedorzecznych, post-pokwitaniowych aforyzmów aforyzmów krąży po Facebooku (zwykle udostępniany przez starsze i mniej atrakcyjne kobiety) jako rzekome potwierdzenie tego, co mogę jedynie uznać za przekonanie, że mężczyźni nie są w stanie zrozumieć, czym naprawdę są seksowność, piękno i kobiecy urok lub mistyka. Pomijając kwestie akceptacji otyłości i problemów z obrazem własnego ciała, ironią jest to, że te same kobiety, które z aprobatą kiwają głową nad słowami Emmy, chwilę później wrzucają na swoje profile zdjęcia z ostatniego babskiego wieczoru, same pozując w minispódniczkach.

Wystarczy chwilę poszperać na 4Chanie, żeby trafić na wątek zgodny z Regułą 34, w którym twarz Emmy została wklejona na ciało jakiejś aktorki porno podczas seksu z dwoma partnerami jednocześnie. Jest jedną z najczęściej wykorzystywanych celebrytek w tego typu fałszywych materiałach pornograficznych. Być może ma to związek z jej rolą w Harrym Potterze i różnymi fetyszami, ale sedno jest proste: faceci chcą przelecieć Emmę, a skoro nie mogą tego zrobić naprawdę, to cholernie chcą przynajmniej zobaczyć ją nago. Szkoda tylko, że Emma nie rozumie, czym jest bycie seksowną. Zresztą nie jest wyjątkiem, bardzo niewiele kobiet naprawdę wie, co podnieca mężczyzn, a jeszcze mniej potrafi świadomie to wykorzystać.

Można być seksowną, nie będąc puszczalską, ale puszczalskość zawsze jest seksowna.

Tak samo jak kobiety nie są w stanie naprawdę docenić poświęceń, jakie mężczyzna ponosi, aby podtrzymać ich rzeczywistość, tak większość z nich nie rozumie również męskiego popędu seksualnego. Jak pisałem wcześniej, dopóki kobieta nie doświadczy działania testosteronu na poziomie siedemnastokrotnie wyższym od swojego naturalnego, nigdy nie zrozumie męskiego doświadczenia seksualności. Gdy kobieta mówi: „Nie rozumiem, dlaczego seks jest dla facetów aż tak ważny”, mówi dosłowną prawdę. Nie jest w stanie tego zrozumieć. A wraz z tym niezrozumieniem pojawia się rozdźwięk między jej niewiedzą o męskim popędzie seksualnym a ukształtowanym przez kobieco centryczną kulturę wyobrażeniem o tym, jaki seks powinien być dla mężczyzny.

„Cała koncepcja bycia ‘seksowną’ wydaje mi się krępująca i niezrozumiała.”

Patrząc na chłopięcą fryzurę Emmy w stylu pixie (niepokojąco przypominającą młodą Sinéad O’Connor), trudno się temu dziwić. Emma nie rozumie jednak jednej rzeczy: seksowność nie zawsze oznacza puszczalskość [wyuzdanie]. Nie wie, jak być seksowną, ale niewiele kobiet to wie, ponieważ to mężczyźni historycznie definiowali, co jest seksowne i kobiece. To, co przez wieki działało jako seksowne, i to, co utrwaliło się jako kobiece, zostało określone przez reakcje i odpowiedź mężczyzn na określone zachowania i cechy wyglądu kobiet. To, co dziś uważamy za seksowne zachowanie i atrakcyjny wygląd, to cechy, które były przez pokolenia preferowane, aż stały się charakterystycznymi wyznacznikami kobiecości. Analogicznie działa to w drugą stronę, to kobiety definiują, co jest seksowne u mężczyzn.

Problem kobiet z byciem seksownymi w ciągu ostatnich ponad 50 lat dobrze ilustruje kolejna wypowiedź Emmy:

„Wiem, że wszyscy chcą zobaczyć mnie w minispódniczce. Ale to nie jestem ja. Czuję się w tym niekomfortowo. Nigdy nie wyszłabym w minispódniczce. Osobiście nawet nie uważam, żeby to było szczególnie seksowne.”

Na najbardziej podstawowym, biologicznym poziomie Emma doskonale wie, co jest seksowne (czyli co podnieca mężczyzn w kobietach), ale czuje się z tym niekomfortowo. Ludzie chcą zmienić ją w osobę, która czułaby się swobodnie, będąc seksowną, ponieważ widzą w niej taki potencjał, stąd popularność pornograficznych przeróbek z jej udziałem zgodnych z Regułą 34. Jej niechęć lub dyskomfort wobec bycia seksowną to moment, w którym kobiecy imperatyw przejmuje pałeczkę i rozwija tę narrację. Oto młoda kobieta, którą mężczyźni uznaliby za atrakcyjną, a która odmawia podporządkowania się temu, czego pragną mężczyźni. Jak wiele współczesnych kobiet, chce sama definiować, co dla mężczyzn powinno być seksowne, według kryteriów, z którymi sama czuje się dobrze. Problem, jak w przypadku wszystkich zjawisk zdominowanych przez kobieco centryczne podejście, polega na tym, że próba przedefiniowania mężczyznom tego, co powinni uważać za seksowne, zderza się czołowo z ich biologicznymi uwarunkowaniami. Mimo nieustannych wysiłków feminizacji, nadal chcemy uprawiać seks z kobietą, która najbardziej przypomina modelkę z rozkładówki Playboya, a nasze erekcje pozostają ostatecznym testem tego, co nas podnieca.

 

Przyjdź nago i przynieś piwo

 

Kolejną wielką ironią naszych czasów jest to, że wciąż trzymamy się przekonania, iż to kobiety są największymi uwodzicielkami ludzkości. Tak samo jak chciałyby wierzyć, że są bardziej romantyczną płcią, tak samo chciałyby wierzyć, że są skuteczniejszymi uwodzicielkami. Oba przekonania są bardzo dalekie od prawdy. To mężczyźni, dzięki swojej sztuce uwodzenia, zapisali się w historii jako najwięksi uwodziciele. Od mężczyzn wymaga się znacznie więcej, aby skutecznie uwodzili.

W dzisiejszych czasach kobiece uwodzenie sprowadza się do zasady: Przyjdź nago i przynieś piwo. Mężczyzn pobudza przede wszystkim wygląd fizyczny, ale kobieta może zrobić znacznie więcej, aby być uwodzicielska. Szczerze mówiąc, uważam, że sztuka uwodzenia została przez kobiety praktycznie zapomniana. Bardzo niewiele kobiet wie, jak być seksowną, a jeszcze mniej potrafi naprawdę uwodzić. Jeszcze mniej czuje, że w ogóle powinno to robić. Wynika to z faktu, że przez ostatnie pięćdziesiąt lat środowisko społeczne uprościło wymianę seksualną dla kobiet do tego stopnia, że wystarczy być w miarę szczupłą i od czasu do czasu założyć stringi. Tak wielu mężczyzn przywykło do reagowania wyłącznie na takie bodźce wizualne, że kobiety właściwie nie muszą już uczyć się uwodzenia. Nie ma dla nich większej nagrody za bycie naprawdę seksowną lub uwodzicielską ponad to, co i tak są już w stanie wywołać u mężczyzny, więc zachowania uwodzicielskie nie są u nich wzmacniane.

Do tego dochodzi fakt, że zachodnia kultura podporządkowana kobiecym priorytetom nadała kobiecej seksualności szczególny status. Każda kobieta, która odczuwa potrzebę uwodzenia mężczyzny, zostaje przedstawiona jako osoba stawiająca jego wartość seksualną ponad własną. Pamiętajmy, że według Cosmopolitan i Oprah to on powinien być wrażliwy na jej potrzeby. Jej seksualność jest DAREM, na który mężczyzna musi sobie zasłużyć, a nie czymś, co ona miałaby sprzedawać poprzez uwodzenie.

Kobiety nie muszą już uwodzić mężczyzn. Dynamika stawiająca kobiety na pierwszym miejscu nadała kobiecej seksualności domyślną wartość. Te, które są wystarczająco atrakcyjne, by po prostu założyć coś wyzywającego, nie potrzebują uwodzenia. Te, które nie są dość atrakcyjne i tak nie są w stanie tego „sprzedać”. A kobiety znajdujące się gdzieś pośrodku, czyli te, które odniosłyby z nauki uwodzenia największe korzyści, są zniechęcane do rozwijania takich umiejętności, ponieważ uważa się, że jest to poniżające dla kobiet, które z założenia powinny już stać na piedestale.

Od czasu rewolucji seksualnej kobiety mają coraz mniej motywacji do rozwijania umiejętności uwodzenia. Jeśli już, to pojawiła się wręcz niechęć do samej myśli, że kiedyś były one potrzebne. Posunąłbym się nawet do stwierdzenia, że kobiece umiejętności uwodzenia zostały zastąpione manipulacjami emocjonalnymi i psychologicznymi (zob. BPD), które mają skłaniać mężczyzn do podporządkowania się kobiecym imperatywom w miejsce dawnych zachowań uwodzicielskich.

To mężczyźni uczą się dziś sztuki uwodzenia. Jak sądzisz, ilu mężczyzn przeczytało książkę The Art of Seduction Roberta Greene’a w porównaniu z kobietami? To mężczyźni stworzyli światową społeczność poświęconą technikom uwodzenia. Być może właśnie to jest najlepszym dowodem na odwrócenie ról płciowych, o którym społeczność tak często dyskutuje. Kobieca seksualność została wyniesiona do tak wysokiej rangi, że to mężczyźni uznali za konieczne wspólne studiowanie sztuki uwodzenia.

Źródło: Sexy

Zobacz na: Test Wzwodu