Nasze przewidywania okazały się błędne

Czy możesz uwierzyć, że od czasów Chateau Heartiste minęło już 20 lat?
Każdy w tej niszy lubi powtarzać, że chodzi wyłącznie o opisywanie rzeczywistości, a nie o zalecenia i przepisy jak należy postępować. Ale wszyscy jesteśmy ludźmi i wszyscy formułujemy jakieś przewidywania. Przeglądając stare materiały, odkryłem, że dobrze, iż trzymaliśmy się przede wszystkim opisów, ponieważ nasze zalecenia okazały się kiepskie. Co więcej, nasze katastroficzne prognozy również okazały się nietrafione, a to daje pewne powody do optymizmu.
Na szczęście nie ma to większego znaczenia. Przez ostatnie dwadzieścia lat nikt niczego się nie nauczył, nic z tego, nad czym pracowaliśmy, nigdy nie zostanie zaakceptowane ani przyjęte przez główny nurt i nikt nie przyjdzie nas ratować. Jesteśmy naprawdę wolni.
Dlatego, kierując się zasadą „nie słuchaj, co mówi tylko patrz, co robi”, postanowiłem zignorować to, co przedstawiciele trzech filarów Czerwonej Pigułki (Roissy, Roosh i Rollo) mówili i zamiast tego przyjrzeć się temu, co faktycznie robili. Ty również możesz zrobić to samo.

Seksualna Wartość Rynkowa to w uproszczeniu poziom atrakcyjności jednostki dla płci przeciwnej i jest to odpowiednik własnej mocy na rynku matrymonialnym. Seksualna Wartość Rynkowa (SMV) odnosi się do wartości godowej osoby i jest sumą jej wyglądu, statusu, umiejętności społecznych i randkowych, cech osobistych, wskaźników zdolności i wszelkich zasobów zewnętrznych, które posiada.
To chyba najbardziej udostępniany wykres w historii wykresów. Jestem o tym niemal przekonany. Każda rozgoryczona k0bieta, każdy nie uprawiający seksu „obrońca kobiet” w imię chrześcijaństwa (simp), każdy sfrustrowany mimowolnym celibatem (incel) oraz każdy imigrant (brownoid) wykorzystuje go i dołącza do niego swoje najnowsze wywody o mężczyznach, kobietach i kolejnej modnej moralnej powinności dnia.
„Nie ufaj własnym kłamiącym oczom, tylko zaufaj mojej marce!”
Zabawne jest to, że Rollo Tomassi wcale nie wyciągnął tego wykresu z kapelusza i nie ogłosił się odkrywcą Kamienia z Rosetty. Roissy pisał o tym już pięć lat wcześniej, a jestem przekonany, że i on zaczerpnął ten pomysł od kogoś jeszcze wcześniejszego, działającego zanim w ogóle zacząłem interesować się tym środowiskiem.
Ograniczenia „Gry”
„Gra jest dziś pakowana, promowana i nauczana dziesiątkom tysięcy mężczyzn w Stanach Zjednoczonych. Biorąc pod uwagę tempo rozwoju największych firm z tej branży oraz sprzedaż książek, można przypuszczać, że w ciągu kilku lat 10 milionów lub więcej amerykańskich mężczyzn będzie znało przynajmniej podstawowe zasady Gry. To liczba, której nie można lekceważyć.
Część z tych mężczyzn rzeczywiście włoży wysiłek w praktyczne zastosowanie zdobytej wiedzy w swoim życiu randkowym. Kiedy osiągnięty zostanie pewien krytyczny moment powszechnego podejścia „pokochać i porzucić”, uważam, że kraj przejdzie kolejną rewolucję społeczną, podobną do wielkich przemian lat sześćdziesiątych XX wieku.
Co będzie potem, to tego nie wie nikt. Choć ja mam na ten temat własne teorie.
…
Większość mężczyzn wyśmiewa takie twierdzenia. Zanim przeciętny facet porzuci swoje długo utrzymywane przekonania o tym, jak działa świat, potrzeba wielu pionierów, którzy pokażą mu to na własnym przykładzie. Nawet ci, którzy poznali Grę i zanurzyli się w niej niczym religijni wyznawcy na ewangelizacyjnym zgromadzeniu, mają ogromny problem z porzuceniem dawnych nawyków. Na razie nadal dominuje status quo. Małżeństwo, choć w swojej obecnej formie jest skonstruowane na niekorzyść mężczyzn to pozostaje ideałem, do którego większość ludzi aspiruje. I właśnie tutaj Gra (przynajmniej do tej pory) zawiodła. Jest świetnym narzędziem do podrywu, ale wymaga dopracowania, jeśli ma znaleźć zastosowanie w długoterminowych związkach.” – 29 maja 2007 – Heartiste
Jest rok 2007. Kiedy będziesz to czytać, minie już dwadzieścia lat. O ile się orientuję, jestem jedyną osobą, która zajmuje się tym w taki sposób. Wielu ludzi to rozumie i wielu stosuje tę wiedzę w praktyce, ale o ile nikogo nie pominąłem tylko ja traktuję ten pozornie błahy, a jednak ważny aspekt ludzkiej natury z taką systematycznością, jak robił to Roissy.
Z mojej strony wymagało to pięciu lat pracy, a dodatkowo dziesięciu lat doświadczeń tysięcy anonimowych mężczyzn „na pierwszej linii”. Lubię myśleć, że wspólnie dopracowaliśmy zastosowanie tych zasad do długoterminowych związków. Roissy przewidywał, że właśnie tego brakującego elementu potrzeba, aby mężczyźni masowo „przebudzili się” i dostrzegli realia współczesnego rynku seksualnego. Dziś, mając za sobą całe pokolenie doświadczeń, mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że nie zmieniło się absolutnie nic. Nadal tylko ułamek procenta społeczeństwa w ogóle wie, o czym mówię (tak, mam na myśli ciebie). Świat okazał się znacznie skuteczniejszy w przekonywaniu mężczyzn do odcinania sobie penisów i wkradania się do damskich toalet, jednocześnie transmitując w telewizji kolejne medialne widowiska związane z kulturą transpłciowości, niż w przekonywaniu ich do wzięcia odpowiedzialności za własne szczęście.

Wygląda na to, że Iluminaci znacznie lepiej ode mnie potrafią wpływać na to, jak mężczyźni prowadzą swoje życie. Lepszy zawodnik wygrał. Jej/Ich/Cokolwiek?
Mężczyzna nie został stworzony po to, żeby rozkwitać. Został stworzony po to, żeby harować, poświęcać się i dobrowolnie stawać się stopniem, po którym inni wspinają się do wielkości… albo do kolejnej recepty na SSRI, czy czegoś równie banalnego.
Nie oznacza to jednak katastroficznej wizji przyszłości. Choć Roissy pomylił się w wielu swoich przewidywaniach, to pomylił się również w swoich najbardziej pesymistycznych prognozach.
Około pięćdziesiątego roku życia postępująca degeneracja mitochondriów zacznie wyraźnie ograniczać zdolność mężczyzny do skutecznego podrywu. Kobiety poniżej trzydziestki przestaną traktować jego flirt poważnie. W tym momencie ilość władzy (czyli pieniędzy), jakiej będzie potrzebował, aby nadal przyciągać młodsze kobiety, zacznie rosnąć wykładniczo. Na wykresie wyglądałoby to mniej więcej tak:
W przypadku kobiet odpowiednikiem Gry, bogactwa, statusu społecznego i wpływu na mężczyzn jest jeden podstawowy czynnik jakim jest uroda. Gdy ona przemija, a zazwyczaj przemija u kobiet szybciej niż u mężczyzn, ich sytuacja radykalnie się pogarsza. Jednak przez krótki okres, gdy dysponują swoją urodą, trzymają w rękach władzę porównywalną z mocą bogów.
…
Starsze kobiety (między 30. a 45. rokiem życia), którym pozostało jeszcze kilka lat atrakcyjności na rynku randkowym, mogą konkurować z młodszymi kobietami, decydując się na seks już na początku znajomości. Jest to jednak jedynie rozwiązanie tymczasowe. Mężczyzna o wysokiej wartości chętnie przeżyje romans z dojrzałą kobietą, ale swoje zaangażowanie zachowa dla młodszej partnerki. Graficzne przedstawienie ograniczeń, w których funkcjonują kobiety na rynku matrymonialnym, wyglądałoby następująco:
Nie wiem, od kogo Roissy zapożyczył swoje wykresy, ale wiem, jak później ewoluowały. Jeśli połączy się te dwa rysunki wykonane w MS Paint, otrzyma się przedstawiony wcześniej wykres Seksualnej Wartości Rynkowej (Sexual Market Value – SMV). Osobiście wolę wersję Roissy’ego niż interpretację Rolla Tomassiego. Nie dlatego, że uważam jedną za lepszą od drugiej, lecz dlatego, że nie zgadzam się z wykorzystaniem przez Tomassiego konkretnych wartości liczbowych.
Problem z liczbami polega na tym, że dają kobietoidom, brownoidom i simpom pretekst do niekończących się sporów, które tylko marnują wszystkim czas. Uważam, że wykres nie powinien być traktowany jako dokładny opis rzeczywistości, lecz jako ilustracja pewnej koncepcji. Sama idea, że mężczyźni rozwijają swoją wartość stopniowo, osiągają szczyt później i długo utrzymują wysoki poziom, podczas gdy kobiety osiągają szczyt wcześniej, a następnie napotykają gwałtowny spadek („ścianę”), opowiada historię, którą zarówno kobiety, jak i mężczyźni mogą odnieść do własnego życia, bez ugrzęźnięcia w jałowych sporach czy wzajemnym oskarżaniu się o szerzenie nienawiści. Twierdzenie, że następuje to dokładnie w wieku 28 czy 32 lat, dostarcza jedynie paliwa, przynajmniej na kolejne dwadzieścia lat, do niekończącej się wojny płci pomiędzy kobietami, które czują się wykorzystane i porzucone, a mężczyznami narzekającymi na brak powodzenia seksualnego. Szczerze mówiąc, mam już tego dość.
Choć Gra jest kolejnym etapem ewolucji relacji między kobietami i mężczyznami, nie jest żadną obcą technologią posiadającą dyplomatyczny immunitet wobec ludzkiej natury ani uniwersalnym rozwiązaniem, które zapewni sukces każdemu w każdych okolicznościach. Bezdomni mieszkający na ulicy nie zaczną nagle sypiać z wyjątkowo atrakcyjnymi kobietami, choć być może poprawią swój „wskaźnik poznanie–seks” dzięki wolontariuszkom z jadłodajni dla ubogich. Według autora mężczyzna, który naprawdę chce osiągnąć życie, o jakim marzy większość mężczyzn, powinien jednocześnie rozwijać kilka obszarów: finanse, kondycję fizyczną oraz umiejętności interpersonalne w ramach Gry, mając jednocześnie świadomość upływającego czasu.
Mogliśmy mieć złotą epokę. Kobiety mogły wcześniej wiązać się z najlepszym mężczyzną, jakiego były w stanie znaleźć, mając większą świadomość tego, jak funkcjonują mężczyźni („uprawiamy seks z niemal wszystkim, ale nie wiążemy się z przeciętnością”), podczas gdy mężczyźni mogliby przestać wariować, nie taranować furgonetką grup cheerleaderek i po prostu korzystać z możliwości, jednocześnie z roku na rok stając się coraz lepszymi przez kolejne pół wieku. Ale nie. Zamiast tego dostaliśmy coś takiego.
![Wiotki biały nacjonalista i foid wydają na świat genetycznego mesjasza [Kwisatz Haderach]](https://wybudzeni.com/wp-content/uploads/2026/07/Wiotki-bialy-nacjonalista-i-foid-wydaja-na-swiat-genetycznego-mesjasza-Kwisatz-Haderach.jpg)
Wiotki biały nacjonalista i kobietoid wydają na świat genetycznego mesjasza [Kwisatz Haderach]
Jeżeli nie wiesz, kim są ci ludzie, to tylko pogratulować. Jeden z nich to seryjny morderca, który wykorzystał ciężarówkę U-Haul do ataku, a druga historia dotyczy białego nacjonalisty Richarda Spencera, który miał dziecko z kontrowersyjną radykalną feministką znaną w internecie jako „RadfemHitler”, stając się czymś w rodzaju „Brangeliny wojny płci”. Bardziej cię to zdezorientowało czy mniej? Przejdźmy dalej.
Choć dobrze znam i sam doceniam strategię budowania rozpoznawalności stosowaną przez ostatnie dwadzieścia lat polegającą na mówieniu czegoś prowokacyjnego po to, aby wywołać falę krytycznych komentarzy i przyciągnąć uwagę ciekawskich obserwatorów, uważam że jest to konieczne zło. Prawda jest taka, że niemal nikogo nie interesuje oglądanie wykresów i statystyk walczących ze sobą niczym zawodnicy w oktagonie.
Tak to wyglądało, odkąd tylko pamiętam istnienie tej niewielkiej niszy.
Przykład 1
Ktoś pisze bardzo ogólną, nudną listę porad o tym, jak ogarnąć własne życie, zachowywać się jak mężczyzna, być uczciwym wobec siebie i przestać ufać ludziom, którzy cię okłamują. Potem dokleja prowokacyjny tytuł o watażkach i…
…łapie to Vice, Netflix umieszcza artykuł na ekranie laptopa w serialu o seryjnym mordercy, który wtedy był ogromnym hitem (a dziś prawie nikt już go nie pamięta), setki oburzonych ludzi zaczynają płakać, narzekać i wylewać żale, a 20 tysięcy nowych użytkowników zapisuje się na forum The Red Pill.
I wszyscy dochodzą do tego samego wniosku:
„Jak można było napisać coś tak okropnego? Muszę sam to przeczytać… Zaraz, przecież to jest po prostu o tym, żeby nie bać się kobiet i nie pozwalać ludziom siebie okłamywać?”
Moja kolejna prognoza, która zapewne również się nie sprawdzi jest taka, że dziś ten mechanizm działa już słabiej niż kiedyś. Tam, gdzie jeszcze działa, przypomina internetowy kult cargo oparty na zbiorowym oburzaniu się: wszyscy wiedzą, że coś jest obraźliwe, wszyscy demonstracyjnie udają oburzenie, a większość odbiorców zwyczajnie przestaje zwracać na to uwagę.
Sam stosuję podobne zabiegi i rzadko dostaję nienawistne komentarze od ludzi, którzy nie reprezentują marki stojącej w jawnej opozycji do mojej. Ich odbiorcy kibicują swojemu liderowi, moi kibicują mnie.
Witamy w postmodernistycznej, zdekonstruowanej wersji naszej niszy.
Gratulacje.
Na szczęście, albo niestety, zależnie od tego, po której stronie barykady stoisz, wszystko nadal jakoś się toczy. Liczby są mniejsze niż kiedyś, ale stosunek wartościowych treści do szumu staje się coraz korzystniejszy. W tym przypadku „sygnałem” jest facet, którego właśnie wykiwała żona, dziewczyna, pastor, rodzic, przyjaciółka albo koleżanka z pracy.
Ale jeśli kopniak w jaja jest tym, co uruchamia drogę prowadzącą do unikania kolejnych kopniaków w jaja, to kim ja jestem, żeby to oceniać?
Internetowi gapie zaczynają się nudzić. Z kamieni wyciśnięto już ostatnie krople krwi. Powoli wracamy do modelu z lat osiemdziesiątych, gdy newslettery trafiały bezpośrednio do skrzynek odbiorców. Wielkich pieniędzy już tutaj nie ma, dlatego oportuniści po prostu odgrywają kolejne odsłony wojny płci aż do następnego roku wyborczego, ponieważ z jakiegoś powodu polityka zawsze pozostaje miejscem walki o losy wszechświata i o uwagę znudzonych ludzi dysponujących wolnymi pieniędzmi.
To wciąż jedno z nielicznych miejsc, gdzie można ciężko pracować, mieć talent i coś osiągnąć. Może nie wielkość, ale przynajmniej ratę kredytu hipotecznego albo wizę do kraju, który nie chciałby cię poddać eutanazji, żeby ograniczyć wydatki na opiekę zdrowotną.
Dla zwykłych facetów oznacza to jedno, istnieje wiele różnych miejsc, w których można doskonalić umiejętność wkładania penisa do pochwy, nie tracąc przy tym własnej duszy. A jeśli świadomie dobierasz to, czym karmisz swój umysł, możesz naprawdę stworzyć sobie własny kawałek Wyspy Szczęścia, w dowolnym kraju, jaki uznasz za najlepszy.
Prawdziwa lekcja płynąca z ostatnich dwudziestu lat ignorowania tonu wypowiedzi i skupiania się na jej treści jest taka, że jeżeli potrafisz pominąć ton i skupić się na treści, możesz osiągnąć naprawdę wiele, zarówno jako twórca, jak i odbiorca.
I jeszcze jedno.
Jeżeli w internecie poznasz kobietę, która przedstawia się jako „BitchFeministHitler420”, to na miłość boską, nie rób jej dziecka.
Źródło: Our Predictions Were Wrong
Zobacz na: Leonard Peikoff: Pitagoras: Matematyka i Mistycyzm – Historia Filozofii Zachodniej (część 5 z 50)



Najnowsze komentarze