Zgorzkniali Mizogini – Rollo Tomassi
20 październik 2011

Kiedy mężczyzn da się przekonać do uczestniczenia w kobiecych konwencjach społecznych, połowa pracy jest za nich wykonana.
Jednym z najpewniejszych wskaźników mentalności Przeciętnego Sfrustrowanego Frajera jest automatyczne założenie, że każda choćby minimalnie krytyczna wypowiedź mężczyzny o kobietach lub kobiecości jest z definicji mizoginią. Wystarczy, że mężczyzna otworzy usta i w możliwie obiektywny sposób wyrazi jakąkolwiek krytyczną uwagę o kobiecości, a natychmiast zostaje podejrzany o zgorzknienie. „Na pewno ktoś go zranił”, „jest sfrustrowany”, „zdesperowany”, takie etykiety pojawiają się nawet przy najbardziej rzeczowych obserwacjach niespójnych zachowań kobiet.
To niezwykle potężna konwencja społeczna, taka w której mężczyzna sam zaczyna się cenzurować. Najskuteczniejsze konwencje to te, w których jednostka dobrowolnie tłumi własne interesy, zniechęca do ich kwestionowania i jednocześnie zachęca innych do ich podtrzymywania.
„Jesteś po prostu zgorzkniały, bo jakaś suka cię kiedyś zraniła, a twoja mizoginia to tylko sposób na wyładowanie frustracji.”
Słyszę to często, zarówno od mężczyzn, jak i kobiet. To łatwa, powtarzalna odpowiedź i bardzo użyteczna. Przerzuca odpowiedzialność za konfrontację z krytycznymi ideami z powrotem na mężczyznę, jednocześnie zawstydzając go za wyciąganie wniosków na podstawie własnych (i zbiorowych) obserwacji. To działa jak „bądź sobą” – brzmi sensownie, jest nadużywane do poziomu banału i skutecznie odciąga od dalszej analizy.
Frazes przerywający myślenie – Robert Jay Lifton
To kobieca konwencja społeczna, oparta na wstydzie. Każdy mężczyzna, niezależnie od tego, jak trafne ma argumenty, może zostać zdyskredytowany tylko dlatego, że jest mężczyzną, a przecież „większość mężczyzn jest sfrustrowana, bo nie uprawia seksu”, więc jego krytyka to tylko sposób odreagowania. Jeśli mężczyźni sami zaczynają uczestniczyć w tych konwencjach, połowa pracy jest za kobiety wykonana. Przyjęcie domyślnego założenia o męskiej mizoginii oznacza jednocześnie domyślną „niewinność” kobiet. Innymi słowy: jesteś winny, dopóki nie udowodnisz swojej niewinności.
Feminizm obnażony: Nasza ślepota na kobiece zło – David Shackleton
Jak ruch kobiecy nauczył kobiety nienawidzić mężczyzn – Erin Pizzey
Dynamika „obrońcy”
Dynamika obrońcy przekształciła się w strategię prokreacyjną bety. To coś w rodzaju darwinistycznej wersji „ratownika kobiet”, przy najmniejszej krytyce kobiety pojawia się reakcja: „Widzisz, jak szybko staję w obronie kobiet? Jaka kobieta nie chciałaby takiego obrońcy jak ja? Jestem wyjątkowy. Nie jestem jak ci zgorzkniali inni faceci, więc najlepszą inwestycją emocjonalną/seksualną/rodzicielską dla ciebie jestem właśnie ja.”
Oczywiście nie jest to świadoma reakcja, to raczej podświadomy schemat działania. Kiedy taki schemat staje się utrwaloną strategią, zaczyna działać automatycznie. Wystarczy najmniejsza okazja, by go zademonstrować (nawet anonimowo), a mężczyzna reaguje natychmiast. To w gruncie rzeczy próba podniesienia i zademonstrowania własnej wartości. Sama w sobie nie jest to koniecznie zła skłonność, problem polega na tym, że służy podtrzymywaniu sfeminizowanej konwencji społecznej.
Maruderzy i Przegrywy
„Blogi o Podrywie, goście od Podrywu, działacze na rzecz praw mężczyzn [MRA] to banda maruderów, którzy wolą narzekać na feminizm i prawdziwe lub wyimaginowane krzywdy, zamiast po prostu wziąć się w garść i żyć dalej.”
Problem, jaki większość ludzi ma z tonem, jaki przyjmuje się w ramach Gry, polega na tym, że jest ona w gruncie rzeczy męską odpowiedzią na to, czym stał się feminizm (a właściwie feminizacja). Choć rozumiem odczucie, że w niektórych miejscach, zwłaszcza na blogach działaczy na rzecz praw mężczyzn [MRA], Gra może brzmieć żałośnie lub roszczeniowo, to współczesny Podryw jest w rzeczywistości reakcją obronną na warunki społeczne, które ideologia feministyczna zakorzeniła w kulturze przez ostatnie ponad 50 lat.

Jednocześnie cały system społeczny jest skonstruowany tak, że już samo wskazanie tego faktu czyni mnie podejrzanym o narzekanie lub „zgorzknienie”. Widzisz, jak to działa? Nadal uważam, że „nie życz sobie, żeby było łatwiej, tylko stań się lepszy”, ale feminizacja została tak zaprogramowana, że nawet jej analiza i krytyka automatycznie klasyfikuje cię jako marudę. Nie ma powrotu.
NEO: „Nie ma już odwrotu, prawda?”
MORPHEUS: „Nie. Ale nawet gdyby był, czy naprawdę byś tego chciał?”
Gra to Czerwona Pigułka – Hawaiian libertarian
Jedną z rzeczy, które obserwuję u mężczyzn mających kontakt ze „społecznością”, jest chęć powrotu do wcześniejszej, wygodnej ignorancji. Rzeczywistość, z którą się zetknęli, okazuje się zbyt trudna do przyjęcia, więc „wypluwają czerwoną pigułkę”. Chcą ponownie podłączyć się do Matrixa.
Nie ma dla mnie nic bardziej odpychającego niż ktoś, kto rozumie prawdę, a mimo to świadomie wybiera jej zaprzeczenie. Nie sama chęć ucieczki jest problemem, bo tę rozumiem. Problem polega na tym, że nie ma powrotu. Nawet jeśli przestaniesz czytać, wrócisz do dawnych nawyków i spróbujesz żyć jak wcześniej, nadal będziesz widział zależności, zauważał wzorce w zachowaniach kobiet i świata. Ta wiedza zostaje. Będzie do ciebie wracać, choćby podświadomie, jako przypomnienie tej prawdy lub przynajmniej impuls do jej szukania. Jeśli będziesz robił to samo co wcześniej, dostaniesz to samo co wcześniej. Nie ma już powrotu. Nie życz sobie, żeby było łatwiej. Stań się lepszy.
Przychodzi moment konfliktu (albo wręcz odrazy, jeśli tak to nazwać), gdy mężczyzna po wystarczająco długim „odłączeniu od Matrixa” zaczyna wątpić w siebie i w to, co obserwuje wokół. Dynamiki między płciami oraz złożona, choć subtelna gra między kobietami i mężczyznami, która przez lata była dla niego zagadką, zaczyna się nagle wyraźnie ujawniać.
Zagrania typu docinki [ang. neg], których jako Przeciętny Sfrustrowany Frajer nigdy by nie spróbował, okazują się zaskakująco skuteczne w wzbudzaniu zainteresowania, do tego stopnia przewidywalne, że aż przygnębiające. Komplement z ukrytą szpilą nie powinien działać, stoi to w sprzeczności ze wszystkim, co kobiety wcześniej mu mówiły o tym, co je przyciąga, ale kiedy zbierze się na odwagę i spróbuje, okazuje się, że działa.
Przygnębiające nie jest to, że dobrze użyta docinka, bycie zadziornym i zabawnym, czy energia „atrakcyjnego dupka alfa” mogą wywołać seksualne zainteresowanie kobiet. Przygnębiająca jest zasada stojąca za tym wszystkim, powód dla którego to działa. To właśnie on rodzi wewnętrzny konflikt. Czy kobiety naprawdę w większości tak działają?
Mężczyzna zaczyna eksperymentować dalej, testuje kolejne założenia i odkrywa, że z drobnymi wyjątkami, te zasady w dużej mierze się potwierdzają, a nawet są przewidywalne. To bardzo trudna do przełknięcia pigułka, zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę takie koncepcje jak bezwzględność kobiecej hipergamii. Dla mężczyzny wychowanego na romantycznych, „kwiatowych” narracjach feminizacji przez większość życia jest to doświadczenie niemal nihilistyczne.
Trudno mu zestawić nową wiedzę z tym, w co wcześniej był uczony wierzyć, jak mit „drugiej połówki”, stawianie kobiety na piedestale, „bądź sobą” itd. Nie potrafi tego pogodzić. Dlatego albo nauczy się żyć z tym nowym rozumieniem, wykorzysta je i rozwinie się w nowej roli, albo całkowicie je odrzuci i zacznie demonizować.
„Kobiety wcale nie są takie złe, jak twierdzą ci mizogini i zgorzkniali faceci. Trzeba być naprawdę płytkim i bezdusznym, żeby myśleć, że wszystkie kobiety są takie. Oni wszystko nadmiernie analizują, zamiast po prostu być sobą i pozwolić losowi albo jakiejś wyższej sile połączyć ich z bratnią duszą. Szczerze mówiąc, współczuję im.”
Słyszałem takie regresywne tłumaczenia od chłopaków w wieku 14 lat i od mężczyzn po siedemdziesiątce. To wygodna ignorancja, wierzyć, że rzeczy są niepoznawalne i poza naszą kontrolą czy zdolnością zrozumienia. Co gorsza, istnieje cały system społecznych konwencji gotowych, by takie podejście wzmacniać i potwierdzać, gotowych by ponownie „podłączyć” go do Matrixa i przekonać, że jest wyjątkowy („nie jak inni faceci”) i że zostanie nagrodzony kobiecą bliskością za odrzucenie tej wiedzy.
Źródło: Bitter Misogynists
Zobacz na: Beta pyta kobiety, dlaczego go odrzuciły
Bojownicy o Sprawiedliwość Społeczną jako Podstępne Jebaki – Gad Saad
Bronić, Wyjaśniać, Usprawiedliwiać, Racjonalizować. Kiepskie narzędzia dla ciot
Znaczenie pielęgnowania w sobie instynktu zabójcy
Klub Panów Nienawidzących Kobiet | O listach i kobietach [1937]
Nie pytanie, lecz rama decyduje o wyniku dyskusji – Chase Hughes
Jeśli odpowiesz na ich pytanie, to już przegrałeś. Większość pytań to nie prośby o informacje. To narzucanie ram. To one ustalają winę i władzę oraz decydują, kto musi się tłumaczyć. Na tym polega pułapka. W momencie, gdy odpowiadasz, akceptujesz ich ramę. Oto trzy sposoby, by odrzucić tę ramę, nie odrzucając rozmówcy. Po pierwsze: doprecyzuj ramę. Możesz powiedzieć: zanim odpowiem, co zakładasz, zadając to pytanie? To zmusza ukryte oskarżenie do wyjścia na jaw. Po drugie: zawęź ramę. Zapytaj: pytasz o intencję czy o rezultat? Wtedy muszą wybrać, a niejasne ataki zawsze się rozsypią przy konieczności wyboru. Po trzecie: zamień ramę w proces. Możesz zapytać: co by się dla ciebie zmieniło, gdybym odpowiedział na to pytanie? Jeśli zależało im na prawdzie, to posunęłoby sprawę do przodu. Jeśli chcą mieć kontrolę, to wyjdzie na jaw. Oto zasada, która leży u podstaw tego wszystkiego. Nie przegrywasz dyskusji dlatego, że nie znasz odpowiedzi. Przegrywamy dyskusje, bo odpowiadamy na niewłaściwe pytanie. Nigdy nie odpowiadaj na narzucone ramy. Zawsze sam je ustalaj.
Cypher – scena w restauracji |Matrix
https://rumble.com/v4flb66-cypher-scena-w-restauracji-matrix.html

Najnowsze komentarze