Leonard Peikoff: Etyka Platona: Cnota i Zdrowie Duszy – Historia Filozofii Zachodniej (część 11 z 50)

Leonard Peikoff: Wprowadzenie do Historii Filozofii Zachodniej (część 1 z 50)
Leonard Peikoff: Metafizyka Platona: Świat Dostępny Zmysłom i Świat Form Idealnych – Historia Filozofii Zachodniej (część 9 z 50)
Leonard Peikoff: Epistemologia Platona: od Idei Wrodzonych do Poznania Form – Historia Filozofii Zachodniej (część 10 z 50)
Teraz, mając już ustalone ogólne podstawy, chcemy bardziej systematycznie przyjrzeć się etyce Platona. Ale najpierw chciałbym na chwilę cofnąć się w czasie i powiedzieć kilka słów o poglądach Sokratesa na etykę. Sokrates, jak już wspominałem, był nauczycielem Platona. Sokrates wypracował własne, dość ogólne, ale bardzo istotne poglądy etyczne, które później zostały przejęte i rozwinięte przez Platona, a także w inny sposób przez Arystotelesa. Nie zamierzam dziś wieczorem przedstawiać pełnego wykładu na temat poglądów Sokratesa. Skupię się przede wszystkim na tych poglądach, które są zasadniczo trafne, wspominając jedynie o pojedynczych błędach, ale nie koncentrując się na nich.
Sokrates był, jak mówiłem w zeszłym tygodniu, zwolennikiem absolutnego, obiektywnego i uniwersalnego kodeksu zasad etycznych. Był zdecydowanym przeciwnikiem sofistów. Uważał, że etyka jest nauką, a nie sprawą uczuć czy impulsów. Nie stworzył wprawdzie pełnego systemu etycznego, ale wskazał drogę do jego powstania.
Być może najważniejszą wskazówką była analogia, którą chętnie przywoływał, między duszą a ciałem. Zastanówmy się przez chwilę nad ciałem. Oczywiście ma swoją określoną naturę, dlatego istnieją konkretne warunki, które trzeba spełnić, aby zachować zdrowie. Są też konkretne dziedziny nauki, których zadaniem jest ustalenie tych warunków. W świecie greckim mamy gimnastykę, czyli sposób dbania o ciało i ćwiczenia fizyczne, by utrzymać zdrowie, oraz medycynę, metodę leczenia różnych dolegliwości ciała. Istnieją różne możliwości.
Możesz robić brzuszki albo pompki, albo jeść taki czy inny rodzaj jedzenia z określoną ilością witamin. Opcji jest wiele, ale zasady dbania o ciało są obowiązkowe, nie podlegają wyborowi. Jeśli ich nie przestrzegasz, twoje ciało będzie chore i osłabione. Oczywiście, niektóre rzeczy mogą dawać chwilową przyjemność, na przykład narkotyki czy trucizny. Jednak istnieje obiektywny powód, by uznać je za szkodliwe, bo niszczą życie jednostki i jej ciało. W rezultacie po krótkiej chwili przyjemności mamy wyniszczonego narkomana, alkoholika z majaczeniem i tym podobne przypadki.
Ogólna zasada jest taka: określone warunki fizyczne muszą być spełnione przez wszystkich, by osiągnąć zdrowie fizyczne i prawdziwe dobro ciała. A to wymaga, byś dbał o swoje ciało w sposób naukowy, kierował się rozumem i samokontrolą, zamiast podążać za każdym kaprysem czy impulsem. Sokrates, jako pierwszy naprawdę to podkreślił, uważał, że to samo dotyczy duszy. Dusza, w rozumieniu Sokratesa, oznacza psychologiczny lub duchowy aspekt człowieka.
Dusza ma swoją określoną naturę i potrzebuje konkretnych warunków, by być zdrową, uniwersalnych, wynikających z jej natury. W dzisiejszych czasach nie mówimy o chorej duszy, ale rozumiemy zjawisko, o którym mówił Sokrates. Mówimy o osobie neurotycznej, psychotycznej, lękliwej, pełnej poczucia winy, przygnębionej, niepewnej siebie, rozdartej wewnętrznie itd. Sokrates nazwałby to chorą duszą.
Aby mieć zdrową duszę, trzeba żyć w określony sposób, co potwierdza istnienie chorych dusz. Trzeba żyć w sposób cnotliwy.
Warto zrozumieć, co Grecy rozumieli przez cnotę. Grecy używali tego słowa na określenie doskonałego wykonywania swojej funkcji. Niezależnie od funkcji, jeśli nóż służy do cięcia, to ostry nóż jest nożem doskonałym. To nóż, który posiada właściwość lub moc spełniania swojego zadania. Człowiek cnotliwy to ktoś, kto prawidłowo wykonuje swoją rolę i odpowiednio troszczy się o swoją duszę. Nie należy utożsamiać pojęcia cnoty używanego przez Greków ze znaczeniem, jakie nadało mu chrześcijaństwo. Samo słowo „virtue”, którego używamy, ma ten sam rdzeń co „virility”, a „vir” po łacinie oznacza mężczyznę. Jak ktoś kiedyś zauważył, to ciekawy komentarz na temat rozwoju cywilizacji, że słowo „virtue” od męskości i mężczyzny zaczęło oznaczać czystość u kobiety. To jest spuścizna chrześcijaństwa.
Etyka według Sokratesa to nauka o osiąganiu zdrowia duszy. Na poziomie duszy jest tym, czym gimnastyka i medycyna są dla ciała. Dlatego istnieją obiektywne, absolutne zasady etyki, podobnie jak w przypadku ciała. Przestrzegając ich, osiągniesz szczęście. Sokrates podkreśla, a Platon i Arystoteles się z nim zgadzają, że istnieją konkretne warunki wynikające z ludzkiej natury, które trzeba spełnić, by osiągnąć szczęście.
Jak wszyscy podkreślają, nie chodzi o to, by działać pod wpływem każdej zachcianki, która się pojawi. Szczęście zależy od obiektywnych, uniwersalnych warunków. Oczywiście, dziś to już tylko banał. Ludzie mogą osiągać szczęście na różne sposoby, wszystko jest arbitralne, subiektywne i tak dalej. Ale to Grecy mają rację, nie sofiści, lecz główny nurt filozofii od Sokratesa, mają słuszność w tym poglądzie. Nieprawdą jest, że wystarczy mieć dowolne pragnienie i je zaspokoić, by być szczęśliwym. Dowodów na to jest nieskończenie wiele.
Bez odpowiednich warunków psychologicznych możesz pragnąć pieniędzy, zdobyć je i skończyć jako nieszczęśliwy neurotyk z Park Avenue. Albo możesz pragnąć sławy, zdobyć ją i skończyć jako gwiazda filmowa na wiecznej terapii w Beverly Hills. Albo możesz pragnąć miłości, zdobyć ją i skończyć jako jeden z tych neurotyków, którzy ciągle w siebie wątpią, czują się oszustami i bezwartościowi, a miłość tylko pogarsza ich samopoczucie.
Sokrates miał rację: nieszczęście wynika z chorej, niemoralnej lub niesprawiedliwej duszy. Dlatego on, podobnie jak Grecy w ogóle, domaga się dowodu, gdy twierdzisz, że ktoś jest szczęśliwy. Uważają to za osiągnięcie, bo oznacza, że jest osobą całkowicie moralną. Nie posługują się pojęciem szczęścia w taki sposób, jak robią to współcześni.
Dlatego, jeśli ktoś opowie trzy dowcipy na imprezie i upije się do nieprzytomności, nie powiedzą, że jest szczęśliwy. Powiedzą, że przeżywa chwilową przyjemność. Wyraźnie rozróżniają dwa greckie słowa: jedno oznacza przyjemność, drugie szczęście. Przyjemność to hedone, od którego pochodzi słowo hedonizm. Szczęście to eudaimonia, znacznie szersze pojęcie, obejmujące całą kondycję duszy.
Z poglądu Sokratesa wynika, że nikt nie może naprawdę wyrządzić drugiemu krzywdy. Twierdzi tak, bo w istocie kluczowy stan duszy zależy od człowieka, od tego jak postępuje. Nikt nie może uczynić cię nieszczęśliwym w tym zasadniczym sensie. Musimy tu rozróżnić, jak robił to Sokrates, szczęście wewnętrzne od zewnętrznego. Warunki zewnętrzne, czyli to jak traktują cię inni oraz twój stan wewnętrzny.
Sokrates, jak ukazuje go Platon, to człowiek o wewnętrznym spokoju, równowadze i pogodzie ducha. Jego dusza jest zdrowa. Jeśli to prawda, inni mogą go oczerniać, okradać, a nawet zabić. Ale w głębokim sensie nie są w stanie go dosięgnąć. Nie mogą odebrać mu wewnętrznego spokoju. I odwrotnie, nie są w stanie dać ci prawdziwego szczęścia. Mogą dać ci pieniądze, sławę, miłość i inne rzeczy, ale nie zapewnią ci wewnętrznej harmonii ani zdrowia, które sprawiają, że to wszystko daje radość.
Idealnie, według Greków, dobrze jest mieć zarówno to, co wewnętrzne, jak i zewnętrzne. Najważniejsze jest jednak to, co wewnętrzne, bo ono decyduje o kierunku twojego życia. Najważniejsze jest mieć zdrową duszę. Liczy się nie samo życie, lecz życie dobre. Nigdy nie wolno popełniać niesprawiedliwości, niezależnie od okoliczności. Nigdy nie wolno czynić zła, bo zło jest jak trucizna, dosłownie. Zło prowadzi tylko do cierpienia i samozniszczenia. To właśnie jest istota sokratejskiego wkładu w etykę.
Jest jeszcze jeden kluczowy punkt u Sokratesa: cnota wymaga wiedzy, podobnie jak medycyna, architektura czy każda praktyczna umiejętność. Sokrates często zestawiał różne praktyczne umiejętności z etyką, czyli sztuką życia. To wymaga wiedzy, znajomości właściwego celu oraz sposobów, jak go osiągnąć. Stąd słynna zasada Sokratesa: cnota jest wiedzą. Cnota jest wiedzą.
Co dokładnie Sokrates miał na myśli, mówiąc, że cnota jest wiedzą? O ile możemy stwierdzić, chodziło mu o dwie dość odmienne rzeczy. Jedną z nich uznałbym za słuszną, drugą za błędną. Obie te kwestie są zawarte w tym słynnym stwierdzeniu.
Po pierwsze: wiedza jest niezbędnym warunkiem cnoty. Chodzi oczywiście o wiedzę, co jest potrzebne dla zdrowia duszy. I tutaj to jest oczywiście prawda, istnieje tu dokładna analogia, na przykład z architekturą. Jeśli nie masz żadnej wiedzy, nie będziesz w stanie sensownie budować. To czysta loteria, a w dziewięciu na dziesięć przypadków budowla się zawali, nawet jeśli uda ci się ją postawić. To samo dotyczy sztuki życia według Sokratesa. Jeśli nie znasz zasad życia, twoje życie się rozsypie zamiast być trwałe jak budowla. To pierwszy punkt dotyczący wiedzy jako cnoty.
Sokrates wierzył też w drugi punkt: że wiedza wystarcza, by być cnotliwym. Innymi słowy, jeśli wiesz, co jest dobre, zrobisz to automatycznie i bez wyjątku. Nie masz tu wyboru. Nie istnieje świadome zło, jest tylko brak wiedzy.
Jak Sokrates twierdził, że sama wiedza wystarcza, by być cnotliwym? Jego argument wyglądał następująco. Twierdził, że każdy dąży do tego, co uważa za dobre dla siebie, swojego interesu i szczęścia. Muszę tu wyjaśnić, że Sokrates, podobnie jak większość Greków, przyjmował bez zastrzeżeń, że wszyscy ludzie są egoistami i dążą do własnego szczęścia. To błędne założenie, ale świadczy o względnym zdrowiu kultury greckiej.
Jeśli połączysz tę przesłankę z sokratejską definicją cnoty, czyli tego, co jest niezbędne dla dobrostanu człowieka, nieuchronnie dochodzisz do wniosku, że każdy, kto wie czym jest cnota i dostrzega, że prowadzi ona do jego dobra, będzie ją nieuchronnie wybierał i prowadził dobre życie, bo jedyną alternatywą byłoby świadome i dobrowolne dążenie do własnej zguby. A według Greków, to jest niemożliwe. Dlatego Sokrates twierdził, że każdy, kto nie prowadzi dobrego życia, nie zna istoty ani korzyści płynących z cnoty. Grzech to po prostu niewiedza. Nie istnieje coś takiego jak świadome zło. Kiedy już poznasz dobro, nie możesz go zdradzić. Wszelkie złe uczynki są niezamierzone.
Dlatego właśnie studiowanie filozofii było dla Sokratesa tak ważne, bo daje wiedzę, która czyni człowieka dobrym, a przez to zdrowym i szczęśliwym. Studiowanie filozofii jest więc kluczem, jedynym kluczem, do udanego życia.
Muszę jednak, dosłownie w kilku zdaniach, wyrazić sprzeciw wobec tego ostatniego elementu poglądu o cnotliwej wiedzy — przekonania, że sama wiedza wystarcza, by zagwarantować cnotę.
Ten ostatni pogląd wywarł bardzo negatywny, wręcz fatalny wpływ, bo doprowadził do zatarcia różnicy między błędami poznawczymi a wykroczeniami moralnymi.
Według tej koncepcji nie istnieje coś takiego jak świadomie niemoralne zachowanie, jest tylko mimowolna niewiedza. A dziś, jak wiadomo, wiele osób usprawiedliwia lub próbuje usprawiedliwiać najróżniejsze przestępstwa, tłumacząc to tym, że sprawca nie miał wyboru, był niewykształcony, nie wiedział lepiej. Gdyby posiadał odpowiednią wiedzę, wszystko byłoby w porządku. Znasz ten schemat. Spośród wszystkich możliwych zarzutów wobec tego poglądu, ograniczę się tu do dwóch, bardzo krótko.
Po pierwsze, jak już wspomniałem, zakłada on, że wszyscy ludzie są racjonalnymi egoistami, którzy działają zawsze w przekonaniu, że robią to dla własnego dobra, co jest oczywistą nieprawdą.
Każdy, kto zna historię chrześcijaństwa, której Sokrates oczywiście nie mógł znać, zauważyłby to. Nie chodzi mi tylko o chrześcijaństwo, ateiści wcale nie są lepsi. Wystarczy spojrzeć na sytuację na świecie i przeczytać dowolną gazetę, by się o tym przekonać. Stanie się racjonalnym egoistą to osiągnięcie, a nie cecha wrodzona. Ludzie nie są z góry zaprogramowani; Sokrates uznałby to za formę determinizmu. Nie są z góry skazani na racjonalność lub irracjonalność, egoizm lub jego brak. Są osoby, które faktycznie pozostają obojętne wobec własnego życia i szczęścia.
Są też tacy, którzy — patrząc na fakty — wręcz z zapałem dążą do samozniszczenia poprzez poświęcenie. Sokrates myli się, przypisując ludzkiej naturze ogólny, pro-rozumowy i zdrowy egoizm charakterystyczny dla cywilizacji greckiej. To szlachetny błąd, ale jednak błąd.
Kolejna uwaga: to, że coś wiesz, nie oznacza, że automatycznie wykorzystasz tę wiedzę. Możesz być świadomy, że coś jest dla ciebie dobre, a mimo to świadomie odsunąć tę wiedzę na bok.
Przykład, który podaję uczniom, idealnie ilustrujący tę sytuację, to świadomość, że jutro jest egzamin. Masz możliwość po prostu wyprzeć tę nieprzyjemną informację z głowy przez unikanie i stracić skupienie. Jak widzisz, Sokrates sugeruje tutaj, że jeśli już coś wiesz, ta wiedza zawsze musi mieć wpływ na twoje działania. Ale jeśli rozumiesz obiektywistyczną teorię wolnej woli, której tutaj nie zamierzam wyjaśniać, to dla wolnej woli kluczowe jest, że nie wystarczy tylko wiedzieć, trzeba jeszcze świadomie przywołać swoją wiedzę i skupić się na niej w danej sytuacji poprzez konsekwentne akty skupienia. Tego właśnie Socrates nie uwzględnia.
Ma więc rację, że kiedy wiesz, że coś jest właściwe i gdy świadomie skupiasz się na tym fakcie, utrzymujesz go dla siebie jako rzeczywisty, wtedy w tym momencie nie masz wyboru i postępujesz zgodnie z tą wiedzą. Ale to nie oznacza, że za każdym razem, gdy popełniasz zły czyn, nie miałeś wiedzy.
Możliwe, że miałeś wiedzę, ale zdecydowałeś ją zignorować. To jest wpisane w istotę wolnej woli. Nigdy nie staniesz się automatycznie dobrym człowiekiem tylko przez przyswajanie wykładów z etyki.
Tyle o poglądach Sokratesa: widzisz, że poza pewnymi błędami, jego ogólny pogląd jest słuszny, choć nie do końca rozwinięty i zbyt ogólny.
Jesteś pasterzem a nie inżynierem – Prof. Russell Barkley o rodzicielstwie
To prawda, że człowiek ma swoją naturę. Posługując się jego terminologią, dusza ma swoją naturę. To prawda, że szczęście zależy od zdrowia duszy i życia w zgodzie z własną naturą. Uwielbianie sofistycznych zachcianek prowadzi prosto do nieszczęścia. I rzeczywiście, znajomość natury człowieka i jego potrzeb jest niezbędna, by osiągnąć cnotę i szczęście.
Wciąż jednak nie mamy żadnych konkretnych odpowiedzi. Musimy się dowiedzieć, jaka jest konkretna natura człowieka lub duszy.
Jakie są jej potrzeby? Jakie prawa rządzą szczęściem? Jakiej wiedzy potrzebujemy? Dlatego musimy sięgnąć do Platona, by rozwinął ogólny schemat Sokratesa i wyprowadził z niego konkretne cnoty. Najpierw więc, jak Platon postrzega naturę człowieka i duszy?
Możesz zatytułować ten fragment, jeśli robisz notatki: „Psychologia Platona”.
To jednak nie oznacza analizy działania jego umysłu. Chodzi tu o jego teorię natury duszy i człowieka. Psyche to greckie słowo oznaczające duszę, więc psychologia dosłownie jest teorią duszy. Można to uznać za teorię osobowości, teorię duchowego i psychologicznego wymiaru człowieka. Aby zrozumieć psychologię Platona, trzeba pamiętać o jego metafizyce.
Istnieje wyraźny dualizm między światem doskonałych form a światem zmiennych, jednostkowych rzeczy według Heraklita. Według Platona człowiek jest istotą powiązaną z obydwoma światami. Jest istotą złożoną z dwóch elementów: duszy i ciała. Jego dusza, czyli rozum, należy do innego wymiaru. Pochodzi stamtąd. Jest niematerialna. Jej główną funkcją jest poznawanie Form [idei].
Jednak w tym życiu dusza jest zamknięta w ciele, przez co człowiek odczuwa popędy, pragnienia i żądze, których dusza pozbawiona ciała nie miałaby. Odczuwamy miłość i pożądanie wobec rzeczy materialnych.
Krótko mówiąc, istnieje w człowieku część, która kieruje go ku światu idei, ku nauce, myśleniu, filozofowaniu oraz część, która ciągnie go w dół, do świata materialnego, pod wpływem ciała. Dlatego osobowość człowieka musi mieć dwie części, albo dusza musi mieć dwa aspekty, jeśli tak to nazwiemy, odzwierciedlające dwa różne światy.
Według Platona człowiek jest istotą dualistyczną. Posiada wyższą i niższą naturę. U każdego człowieka wyższą naturą jest rozum, czyli umysł, ta część która myśli, bada idee i zdobywa wiedzę. Niższa natura to irracjonalna część, emocje i uczucia.
Jak mówi Platon, są to zawsze uczucia skierowane do rzeczy tego świata, świata zmysłowego. Zauważcie, nie odczuwamy namiętności wobec abstrakcyjnych form. Emocje i pragnienia z natury dotyczą spraw przyziemnych, są skierowane na konkretne rzeczy, partykularia. Możesz odczuwać pożądanie wobec bananów, ale nikt nie pożąda bananowatości, prawda? W tym punkcie ma rację.
Emocje dotyczą konkretnych rzeczy, partykularii. Te dwa elementy, według Platona, obecne są w każdym człowieku i są zasadniczo niezależne od siebie, a nawet przeciwstawne, tworząc istotę ludzkiej duszy.
Zwróćcie uwagę, że z natury są sobie przeciwne. Jaki jest na to dowód? Można to nazwać argumentem konfliktu, który Platon przedstawia w „Republice”. I który od tamtej pory rozprzestrzenia się błyskawicznie. Najlepiej obrazuje to historia Philipa i Mildred z „Of Human Bondage„, która rzekomo pokazuje odwieczny konflikt między rozumem a namiętnościami człowieka. Jeśli znasz tę historię, nie zamierzam jej teraz opowiadać, poza jednym zdaniem, czyli: Philip jest artystą, spotyka Mildred, zielonawą prostytutkę z ulicy, którą intelektualnie uważa za odpychającą. A mimo to jest wobec niej emocjonalnie bezradny. Z kolei poznaje Norę, sympatyczną dziewczynę, którą intelektualnie akceptuje, ale jest wobec niej całkowicie obojętny emocjonalnie i seksualnie. I przez całą książkę narzeka na wieczny los człowieka: emocje ciągną go w jedną stronę, rozum w drugą.
Podobnych przykładów są tysiące, napisanych przez zwolenników Platona, nie muszę ich tu mnożyć. Platon argumentuje, że jeśli ktoś jest jednocześnie popychany w dwa przeciwne kierunki, to muszą w nim działać dwa różne, przeciwstawne elementy, dwa niezależne, autonomiczne, źródła motywacji, jedno ciągnie w jedną stronę, drugie w przeciwną. Widzisz tu wpływ metafizyki Platona, bo gdybyś wyznawał pogląd o jednej rzeczywistości, nigdy nie doszedłbyś do takiego wniosku.
Można łatwo wyjaśnić konflikt, nie traktując emocji jako irracjonalnych elementów oderwanych od rozumu i działających niezależnie. Możesz to zrobić, odwołując się do sprzecznych idei i przesłanek, które dana osoba posiada. Powiedziałbyś, że ta osoba żyje w sprzeczności. Jest w konflikcie intelektualnym, a część tego konfliktu zwykle nie jest dla niego świadoma. Ale zasadniczo, jeśli dobrze się zastanowi, przeprowadzi autoanalizę, być może pójdzie na psychoterapię, będzie mógł wydobyć wszystko na powierzchnię, pozbyć się sprzeczności, przywrócić harmonię w swoim życiu emocjonalnym i zająć się codziennymi sprawami.
Dysonans Poznawczy jako broń w walce informacyjnej – Chase Hughes
Ale jeśli z góry przyjmiesz metafizykę dualizmu i konfliktu, znajdziesz taki konflikt także w człowieku. Dlatego dla Platona w duszy każdego człowieka istnieje podstawowy konflikt między rozumem a emocjami. To trochę bardziej skomplikowane, bo Platon dzieli niższy element emocjonalny na dwie części, więc ostatecznie mamy trzy: dwa plus jeden, rozumiesz.
Najniższy składnik tej dolnej części nazywa popędami. To są pragnienia, mocno i prymitywnie związane ze światem materialnym. Pragnienia dotyczące rzeczy materialnych, takich jak jedzenie, schronienie, bogactwo, pieniądze, seks.
Następnie mamy wyższą część tej dolnej sfery, jeśli nadążasz za tym podziałem. Jest ona mniej więcej pośrednia. Nazywa ją elementem porywczym, nie duchowym, bo wszystkie są duchowe w kontraście do fizycznych, lecz właśnie porywczym. To w gruncie rzeczy namiętna, bardziej gwałtowna część twoich emocji. Jest to część nieco wyżej niż popędy, znacznie wyżej. Ponieważ nie jest bezpośrednio związana z rzeczami materialnymi, ale nadal skupia się na tym świecie. Więc oczywiście nie ma nic wspólnego z najwyższą częścią. Odpowiada przede wszystkim za silny gniew, oburzenie, ambicję, nienawiść, pragnienie władzy, honoru, chwały.
Jeśli zapytasz, dlaczego rozróżnił popędy od elementu porywczego, to wynika z tego samego argumentu o konflikcie. Zauważył, że męskie pożądanie seksualne może kierować się w jedną stronę, a jednocześnie mężczyzna może odczuwać gwałtowny gniew wobec własnego pożądania; w takim przypadku jego oburzenie, jego żywiołowa część, sprzymierza się z rozumem, powiedzmy, i obie te siły występują przeciwko jego żądzom.
Z drugiej strony, żywiołowa część może skierować się w przeciwną stronę. Ona, można powiedzieć, utrzymuje równowagę sił w duszy i jeśli głos rozumu mówi, że nie powinieneś mieć tego konkretnego pragnienia, a żywiołowa część dołącza się z nienawiścią, do tego powodu i wspiera apetyt, to wtedy człowiek jest praktycznie bez szans.
Tak więc żywiołowa część jest czymś pośrednim, co może opowiedzieć się po każdej ze stron. Widać tu wyraźny wpływ Pitagorasa. Pamiętacie trzech ludzi na igrzyskach olimpijskich: miłośnika zysku, miłośnika chwały i sławy oraz widza? To zostało teraz rozbudowane do pełnej teorii psychologii człowieka.
Platon porównuje to do tego, że pod skórą każdego człowieka kryją się trzy stworzenia: mały człowieczek który symbolizuje rozum, wściekły lew, który symbolizuje żywiołową część, a także wielogłowy, śliniący się potwór, który symbolizuje nasze żądze.
Osoby zaznajomione z teorią Freuda zauważą tu wyraźne podobieństwo z trójpodziałem duszy u Platona a teorią Freuda. Freudowskie id to w zasadzie platońskie popędy, tylko nazwane po łacinie. Platon uważał, że wśród popędów kryją się tak złe pragnienia, że ujawniają się wyłącznie w snach, bo nie jesteśmy w stanie zmierzyć się z nimi na jawie. Chciałbym jednak zaznaczyć, broniąc Platona, że Freud był irracjonalistą XIX wieku, a w porównaniu z nim platoński trójpodział duszy to wzór cnoty w zestawieniu z freudowskim zepsuciem. Jeśli interesuje was, dlaczego tak twierdzę, mogę to wyjaśnić podczas sesji pytań, jeśli będziecie chcieli.
Podsumowując: według Platona dusza jest podzielona na trzy części, autonomiczne, odrębne, charakterystyczne i niezależne źródła zachowań, czyli trzy siły napędowe człowieka, przez co człowiek z natury, metafizycznie, pozostaje w konflikcie.
Jego części są z natury ze sobą skłócone. Taka już jest ludzka natura. To nie jest objaw nerwicy. To właśnie ta teoria psychologiczna stawia przed nami problem etyki, chodzi o to, jak osiągnąć pokój i harmonię między tymi częściami. Według Platona zdrowie duszy polega na pokojowym współistnieniu człowieka, lwa i wielogłowego stwora. Etyka to nauka, która podpowiada, jak tego dokonać.
Jak należy żyć? Jak osiągnąć harmonię duszy, a tym samym szczęście? Platon uważa, że odpowiedź tkwi w tym, że każda z tych trzech części duszy ma swoją określoną funkcję, zadanie do wykonania i cel do spełnienia w całym organizmie. Jeśli zrozumiemy funkcję każdej z nich, będziemy wiedzieć, jak właściwie z nich korzystać. Funkcją rozumu jest oczywiście zdobywanie wiedzy o świecie idei, a na podstawie tej wiedzy powinien kierować pozostałymi częściami osobowości i tym samym życiem człowieka.
Element popędliwy i pożądliwy są oczywiście ślepe. Te części po prostu ryczą i ślinią się. Tylko rozum potrafi przewidzieć skutki działania, określić warunki celu i planować w perspektywie długoterminowej, dlatego to właśnie rozum powinien rządzić.
Gdy rozum człowieka zdobył wiedzę i kieruje jego życiem, według Platona człowiek jako całość posiada cnotę mądrości.
Warto wspomnieć, że Grecy wyróżniali cztery cnoty kardynalne.
Grecy tradycyjnie tak uważali. Tak jak dziś w cywilizacji chrześcijańskiej za główne cnoty uznaje się wiarę, nadzieję i miłość.
W Grecji ich odpowiednikami były mądrość, odwaga, umiarkowanie i sprawiedliwość.
To była bardziej rozwinięta cywilizacja. Platon pokaże, jak można te cztery podstawowe cnoty włączyć do swojego systemu.
A więc czym zajmuje się żywiołowy element? To zasadniczo wykonawcza część osobowości. To ta część, która motywuje cię do działania. Platon uważa, że sam rozum, pozbawiony ciała, jedynie kontemplowałby w bezruchu i nigdy niczego by nie zrobił. Twierdzi, że żaden człowiek nie działałby wyłącznie na podstawie czysto teoretycznych, intelektualnych wniosków.
Dlatego, według niego, żywiołowy lub namiętny pierwiastek jest potrzebny, by człowiek zaczął działać w oparciu o swoje racjonalne wnioski. To właśnie on daje ci motywację, energię i entuzjazm, by wyjść na świat i walczyć o swoje wartości, zamiast tylko siedzieć i je rozważać. Jego właściwą rolą jest oczywiście poddanie się prowadzeniu rozumu. Będzie więc działać wyłącznie dla wartości uznanych przez rozum i walczyć tylko w sprawach zatwierdzonych przez rozum. Innymi słowy, musi stanąć po stronie rozumu.
A jeśli tak — mówi Platon — człowiek jako całość będzie posiadał cnotę odwagi. Platon nazywa to odwagą, ponieważ uważa, że żywiołowy pierwiastek najpełniej ujawnia się podczas działań wojennych. Gdy żołnierz kieruje się rozumem, będzie dokładnie wiedział, ile może znieść, czego się bać, a czego nie. Nie będzie ani działał na oślep, podejmując nierozsądne ryzyko, nie wiedząc, co robi, ani nie stchórzy i nie ucieknie, gdy powinien wytrwać na swoim miejscu. W takiej sytuacji nie będzie ani lekkomyślny, ani tchórzliwy. Będzie odważny. W ten sposób Platon uzyskuje drugą cnotę jaką jest odwaga.
Jeśli chodzi o sferę żądz, zasadniczo pełni ona funkcje podtrzymujące życie. Chodzi tu przede wszystkim o troskę o jedzenie, seks, dobra materialne, utrzymanie i rzeczy fizyczne. To najbardziej niebezpieczny element, bo zwierzęca natura ma stałą skłonność do przejmowania kontroli. Istnieje ciągła pokusa, by traktować te dążenia jako przyjemności same w sobie, a nie tylko jako środki do podtrzymania życia. Dlatego żądze zaczynają dominować nad większością ludzi. Platon powtarza, że musimy kierować się ich funkcją. Nigdy nie powinniśmy oddawać się im jako celom samym w sobie. Powinniśmy dobrowolnie podporządkować się rozumowi. Używając terminologii Freuda, trzeba trzymać id pod kontrolą. A jeśli to zrobisz, zyskujesz trzecią cnotę jaką jest umiarkowanie.
Umiarkowanie w starożytnej Grecji nie oznaczało całkowitej abstynencji. Nie oznacza tego samego, co chrześcijańskie kobiece stowarzyszenie trzeźwości. Ale u Platona jest to nieco bliższe temu znaczeniu, bo był platonikiem. Załóżmy teraz, że te trzy części działają prawidłowo, tak jak to opisałem. Każda spełnia swoją rolę. W praktyce mamy psychologiczny podział pracy. Każda robi to, do czego jest stworzona i nie wchodzi innym w drogę. W efekcie otrzymujemy zintegrowaną, harmonijną osobowość. Wtedy, jak mówi Platon, człowiek jako całość posiada cnotę sprawiedliwości.
Nazwano ją sprawiedliwością, bo Grecy zwykle traktowali sprawiedliwość nie jako jedną z cnót, lecz jako synonim cnoty czy dobrego postępowania w ogóle. Z kolei niesprawiedliwość lub zło to sytuacja, gdy niższa część osobowości przejmuje kontrolę, przejmuje stery i rozrasta się w sposób niekontrolowany, jak nowotwór. Na przykład Platon powiedziałby, że Hitler jest przykładem nowotworowego rozrostu elementu ducha, żądzy władzy. Albo że Don Juan to przykład nowotworowego rozrostu elementu pożądania. Platon równie dobrze mógłby powiedzieć, że przemysłowiec taki jak Henry Ford senior jest przykładem nowotworowego rozrostu pożądania. Wada, innymi słowy, to nowotworowy rozrost pewnej części duszy, duchowy przerost.
Dlatego ostateczna odpowiedź Platona na sofistów brzmi, dlaczego nie powinieneś żyć tak, jak zalecają sofiści? Bo duchowo siebie niszczysz. Podkopujesz swoją duszę. Wprowadzasz wewnętrzny konflikt, który doprowadzi cię do zguby.
Widzisz tu, że przedstawił pełniejszą wizję poglądu Sokratesa na zdrowie duszy. Rozwinął ten pogląd w całą teorię dotyczącą natury duszy, jej części i sposobu życia. Uczynił to, łącząc teorię z całą metafizyczno-epistemologiczną podstawą.
A gdybyś teraz zadał Platonowi pytanie, od którego zaczyna się „Republika”, jeśli człowiek otrzymałby pierścień Gygesa, jak powinien postępować? Gdyby mógł bezkarnie zabijać, Platon powiedziałby: nie rób tego. Nawet jeśli mógłbyś to zrobić bez konsekwencji, nie warto, bo niszczysz siebie.
Zauważ więc, że odpowiedź Platona dla sofistów sprowadza się do tego. Musimy odwrócić się od spraw doczesnych. Musimy poskramiać nasze namiętności i pragnienia oraz skupić się na wyższej rzeczywistości. W praktyce te dwie szkoły oferują ci albo subiektywizm oparty na kaprysach, albo ascetyzm oderwany od rzeczywistości.
To właśnie taką alternatywę ci przedstawiają. Platon nie twierdzi, że emocje wynikają z twoich założeń. Jeśli twoje założenia są racjonalne, to i emocje będą racjonalne, a osobowość stabilna i zdrowa. Twierdzi, że emocje to trzecia, irracjonalna siła, która tylko czeka, by przejąć kontrolę. Zdrowie polega na tłumieniu ich i niedopuszczaniu, by wymknęły się spod kontroli.
Wpływ platońskiego spojrzenia na naturę człowieka, zwłaszcza na naturę i źródło emocji, był ogromny dla późniejszej cywilizacji Zachodu. Podam kilka najbardziej oczywistych przykładów, choć sam ten temat mógłby być materiałem na pięciogodzinny wykład. Wszystkie poniższe poglądy wywodzą się z Platonizmu.
Po pierwsze, to oznacza pewien rodzaj determinizmu, bo nie masz wpływu na swoje emocje, upodobania, niechęci, uczucia czy namiętności. Są one niezależne od twojego myślenia. Są ci narzucane przez ciało. W rezultacie nie masz możliwości zmiany swojego charakteru. Jeśli urodzisz się z silnie rozwiniętymi apetytami, po prostu masz taki rodzaj duszy i nic nie możesz na to poradzić.
To właśnie u Platona staje się podstawą, jak zaraz zobaczymy, podziału ludzi na trzy typy o wrodzonych, odmiennych charakterach. Warto wspomnieć, że Platon w kilku miejscach sugeruje, iż w innym świecie miałeś wybór, z jaką duszą się narodzisz. Można powiedzieć, że wybierałeś swoją duszę dosłownie w ostatniej chwili, zanim ponownie pojawiłeś się na świecie. Ale tutaj, na ziemi, niewiele ci to daje.
Druga konsekwencja. Ponieważ namiętności są z natury złe, a każdy człowiek odczuwa je w pewnym stopniu, w ludzkiej naturze tkwi pięta Achillesa, czyli fundamentalna słabość. Człowiek odczuwa emocje. To przygotowuje grunt pod teorię grzechu pierworodnego, czyli przekonanie, że od urodzenia w człowieku tkwi wrodzona słabość, defekt, zło. Oczywiście u Platona metafizyczną podstawą tego jest przekonanie, że wszystko na tym świecie — człowiek, banan czy trójkąt — jest niedoskonałe, częściowo realne i sprzeczne itd. A więc człowiek również jest niedoskonały. Później, rzecz jasna, w okresie teologicznym zaczęto to tłumaczyć przez grzech pierworodny Adama. To po prostu mitologiczna wersja platonizmu.
Po trzecie. Czy słyszałeś kiedyś, że jeśli komuś zasugerujesz życie wyłącznie według rozumu, odpowie: jak to niby miałoby działać? A co z emocjami w ludzkiej naturze? Jeśli to słyszałeś, to właśnie jest platonizm. Chodzi o to, że emocje istnieją, są zasadniczo sprzeczne z rozumem i domagają się ujścia. Dlatego całkowicie racjonalny człowiek musiałby być pozbawiony uczuć, co jest niemożliwe.
Pamiętam rozmowę sprzed lat z platonikiem, gdy twierdziłem, że zawsze należy kierować się rozumem. Odpowiedział mi: przecież to oczywiście niemożliwe. Załóżmy, że jedziesz z dziewczyną samochodem na szczyt góry, żeby podziwiać księżyc. Gdybyś kierował się rozumem, co byś zrobił? Rozmawiałbyś z nią o astronomii? Widzisz, to jego automatyczny platonizm. On po prostu z góry zakładał, że bycie racjonalnym oznacza brak uczuć, zawsze zachowywanie dystansu itd. Rozum to przeciwieństwo uczuć i emocji. Nie chodzi tylko o skrupulatne trzymanie się faktów bez uwzględniania emocji jako dowodu, lecz o prawdziwą przeciwstawność wobec emocji. Dlatego rozum wymaga wyeliminowania emocji, co jest niemożliwe, więc ludzie nie mogą żyć całkowicie racjonalnie. Ten platoński pogląd jest obecny wszędzie.
Czwarty punkt: istnieje hierarchia zawodów zależna od tego, która część duszy bierze w nich największy udział. Na przykład według tej koncepcji biznesmeni, przemysłowcy i producenci są postrzegani jako osoby niższego szczebla w porównaniu z filozofami czy naukowcami zajmującymi się teorią, albo z matematykami zajmującymi się wyłącznie teorią.
Zwróćcie uwagę, że słowo „czysty” pochodzi od Platona. Są, jak widzicie, nieskażeni przez przyziemne, fizyczne sprawy. Według tej dychotomii funkcjonują w swojej własnej, wyższej rzeczywistości. Jedna z tych części jest materialistyczna, nastawiona na potrzeby i przez to irracjonalna. Oczywiście taki pogląd jest powszechny i wpływa na różne typy intelektualistów.
Weźmy drobny przykład: teorię, że wielcy amerykańscy kapitaliści, którzy doszli do wszystkiego sami, są baronami rabusiami. Nie ma żadnych dowodów ani dokumentów potwierdzających takie zarzuty, ale historycy, którzy je głoszą, oraz ludzie, którzy im wierzą, oczekują że takie historie okażą się prawdziwe z powodów filozoficznych, bo według nich mają do czynienia z człowiekiem z natury podłym, zepsutym i irracjonalnym.
Wiecie, oni wiedzą to od Platona. Więc oczywiście, czego można się spodziewać? Dlatego nie trzeba zbyt wnikliwie analizować dowodów. Wystarczy, że Fundacja Forda sfinansuje grant, pojawi się kilka oszczerstw i sprawa załatwiona. Dla waszej informacji, warto wspomnieć, że sam Platon nie zaliczał artystów do tej dobrej strony zawodowej dychotomii. Miał na to kilka powodów, których teraz nie będę omawiać. Jednak późniejsi platonicy uznali artystów za duchowych, przeciwnych materialistom i również podnieśli ich do tej wyższej kategorii. Oczywiście tylko dopóki nie są popularni, bo jeśli ich twórczość się sprzedaje, stają się komercyjni i wtedy znów spadają w hierarchii.
Co dalej? Piąty punkt? A jakie jest podejście do pieniędzy i bogactwa? A co z przekonaniem, że umiłowanie pieniędzy jest źródłem wszelkiego zła?
Oto, jak Platon opisuje życie prawdziwego filozofa.
Żaden prawdziwy filozof nie powinien posiadać prywatnej własności poza tym, co absolutnie niezbędne. Własność prywatna jest postrzegana jako przejaw materializmu. Nikt nie powinien mieć domu ani magazynu, do którego inni nie mogą swobodnie wejść. Jedzenie otrzymują w ilościach odpowiednich dla ludzi umiarkowanych i odważnych, a ich wynagrodzenie ustalone jest tak, by wystarczyło na rok, bez nadwyżki. Posiłki będą spożywać wspólnie i żyć razem, jak żołnierze w obozie. Powinniśmy im powiedzieć, że nie potrzebują złota ani srebra, bo mają ich boskie odpowiedniki w duszy, jako dar od Boga, czystości których nie wolno kalać zdobywaniem ziemskich bogactw, będących przyczyną wielu niegodziwości. Tylko im, spośród wszystkich obywateli, nie wolno dotykać ani posiadać srebra czy złota, przebywać z nimi pod jednym dachem, nosić ich jako ozdób czy pić z naczyń z nich wykonanych. Taki styl życia będzie dla nich zbawienny.
Jak Platon postrzega seks? Już wcześniej o tym wspominałem, ale przeczytam wam krótki fragment. Kolejna rozmowa, cytuję:
Czy nadmierna przyjemność jest zgodna z umiarkowaniem? Odpowiedź: jak to możliwe, skoro rozstraja umysł równie mocno jak ból? Czy jest zgodna z cnotą jako taką? Zdecydowanie nie. Czy nie jest raczej związana z bezczelnością i rozwiązłością? Czy możesz wskazać jakąś przyjemność większą i intensywniejszą niż przyjemność seksualna? Odpowiedź: nie, żadna nie jest też bardziej zbliżona do szaleństwa.
Natomiast prawdziwa miłość to uczucie, które piękno w połączeniu ze szlachetnym i harmonijnym charakterem może wzbudzić w człowieku umiarkowanym i wykształconym. Dlatego należy ją chronić przed wszelką rozwiązłością i szaleństwem. A tam, gdzie istnieje taka właściwa pasja, kochankowie nie powinni mieć nic wspólnego z tą przyjemnością. Odpowiedź: zdecydowanie nie, Sokratesie. Wygląda więc na to, że w tej wspólnocie, którą zakładamy, będzie obowiązywało prawo pozwalające zakochanemu szukać towarzystwa ukochanego.
Muszę tu przerwać i zaznaczyć, że to odnosi się do miłości homoseksualnej, ale zasady mają szersze zastosowanie.
Zakochany może szukać obecności ukochanego i za jego zgodą całować go oraz obejmować z szlachetnymi intencjami, jak syn,
ale nie wolno mu być podejrzewanym o większą zażyłość, bo grozi to uznaniem go za osobę pozbawioną dobrych manier i wrażliwości. Tak, całkowicie się zgadzam. Pozwólcie, że skoro już mówimy o miłości, dodam coś od siebie.
Czym właściwie jest miłość platoniczna? Można by sądzić na podstawie tego fragmentu, że według Platona należy kochać duszę lub charakter ukochanego, nawet jeśli nie jego ciało. Ale to nie jest prawda. Platon mówi o tym bardzo jasno. Nawet dusza jest zbyt mocno związana z tym światem.
W innym dialogu Platona, Sympozjonie, czyli słynnym dziele o miłości platonicznej, Platon wyjaśnia, jak powinna wyglądać prawdziwa miłość w sensie platonicznym. I chodzi o to, że zaczyna się od miłości do ciała.
To najniższy rodzaj miłości — kochać czyjeś ciało. Potem zaczynasz kochać jego lub jej duszę. Następnie robisz kolejny krok i dostrzegasz, że tak naprawdę kochasz piękno obecne w ciele lub duszy, które można znaleźć także w wielu innych rzeczach. Piękno dzieł sztuki, odkryć naukowych, praw politycznych i tak dalej. I w końcu zauważasz, że kochasz samo piękno, jego formę, a nie konkretne przejawy. Platoniczna miłość to zatem technicznie rzecz biorąc miłość do formy piękna. A ponieważ forma piękna jest w praktyce tym samym co forma dobra, to jest to miłość do formy dobra. To miłość zupełnie nieziemska, a potoczne rozumienie „miłości platonicznej”, czyli kochanie wyłącznie duszy, jest dla Platona zbyt przyziemne. Widzicie, mamy tu kolejną drabinę, drabinę miłości.

Cała filozofia Platona to seria drabin. W metafizyce mamy drabinę bytu: od obrazów, przez częściowo rzeczywiste rzeczy fizyczne, przez niższe formy, aż do dobra. W epistemologii istnieje drabina poznania: od wyobraźni, przez przekonanie, myślenie, aż po prawdziwą wiedzę. A teraz mamy drabinę miłości: od konkretnego ciała, przez konkretną duszę, przez różne konkretne przejawy piękna, gdziekolwiek się pojawią, aż do samej Formy piękna.
Tak jak zmysły budzą w nas wspomnienie Form, które posiadaliśmy w poprzednim życiu, podobnie postrzeganie fizycznego piękna, które wzbudza pożądanie, ożywia w duszy pamięć o doskonałym pięknie, które kontemplowała w poprzednim istnieniu. A kiedy przypominasz sobie to piękno, rodzi się w tobie tęsknota za wyższym życiem związanym ze światem Form. Dlatego miłość seksualna i tęsknota za istotą piękna mają wspólne źródło, ten sam podstawowy impuls.
Ale problem, jak zauważa Platon, polega na tym, że większość ludzi zadowala się najniższą, najbardziej prymitywną i wulgarną formą zaspokojenia, czyli seksem lub co najwyżej osobistą miłością do innych jednostek. Tymczasem ich miłość powinna być skierowana ku niewyrażalnemu szczytowi świata Form, co później przekształciło się w pogląd, że najwyższą cnotą jest miłość do Boga.
– Proszę szczegółowo wyjaśnić podobieństwa między platońską a freudowską teorią osobowości oraz istotę obiektywistycznych zastrzeżeń wobec koncepcji freudowskich. Otrzymałem na ten temat wiele pytań. Można by o tym mówić godzinami, ale ja postaram się streścić w półtorej minuty. W gruncie rzeczy różnica sprowadza się do tego. Obaj się mylą, ale charakter ich błędów jest zupełnie inny.
Dla Platona najwyższym z trzech elementów jest rozum. Trzeba jednak przyznać, że ostatecznie rozum definiuje w sposób mistyczny. Mimo to chodzi o umysł, zdolność myślenia, część, która ocenia, wyciąga wnioski i przynajmniej na niższych poziomach posługuje się logiką.
U Freuda rozum zostaje zdegradowany do środkowego poziomu tej trójcy. To w zasadzie ego. Pełni wyłącznie rolę pośrednika. Między dwoma przeciwnościami, zamiast być władcą osobowości jak u Platona, jest tylko bezradną marionetką, przestawianą tam i z powrotem przez pozostałe dwa elementy. To więc podejście zdecydowanie bardziej antyracjonalne.
A czym właściwie jest trzeci element u Freuda? Platon wyróżnia przynajmniej dwa elementy emocjonalne, oba reprezentujące ciebie i twoje uczucia oraz jeden element racjonalny. W związku z tym można dostrzec w tym pewien indywidualizm. To wszystko są części ciebie.
Freud natomiast wyróżnia id, czyli twoje wrodzone, nieposkromione żądze, ego, czyli zasadniczo twoją zdolność do rozumowania oraz superego, czyli normy społeczne, które przyswoiłeś i które stały się częścią ciebie. Innymi słowy, według Freuda twój podstawowy konflikt nie dotyczy nawet rzeczywistości ani rozumu, nawet w mistycznym ujęciu.
Konflikt nie polega, jak u Platona, na starciu namiętności z rozumem, lecz na starciu dowolnych żądz z dowolnym społeczeństwem, między uczuciami a ludźmi, przy całkowitym pominięciu rzeczywistości. To o wiele bardziej wypaczona trójdzielność, która nie mogłaby powstać przed XIX wiekiem, dopiero po Kancie, gdy rzeczywistość została całkiem odsunięta na bok.
Jeśli chodzi o obiektywistyczne zarzuty wobec freudowskich koncepcji, nawet nie wiem, od czego zacząć. Po pierwsze, to wszystko są wymyślone konstrukcje. Innymi słowy, arbitralne, bezpodstawne, absurdalne, nieuzasadnione, irracjonalne dogmaty, wymyślane na bieżąco, a obserwacje naginane, by pasowały do najbardziej dziwacznych teorii, kompleks Edypa, instynkt śmierci i tym podobne. To oczywiście całkowicie deterministyczne, czemu obiektywizm się sprzeciwia.
O ile promuje instynkt, który jest dla niego kluczowy, jest platonistyczny, reprezentuje teorię wrodzonych idei, bo w gruncie rzeczy wszelkie impulsy do działania zakładają pewną wiedzę lub świadomość. Każda teoria dotycząca wrodzonej motywacji czy popędów oznacza wrodzone idee. To tylko kilka oczywistych kwestii na pierwszy rzut oka.
Moje prawdziwe odczucie wobec Freuda jest podobne do tego, co powiedziałbym, gdyby ktoś zapytał mnie, co mam przeciwko Świętemu Mikołajowi. Odpowiedziałbym, że oczywiście Święty Mikołaj jest znacznie bardziej życzliwy, ale zapytałbym: dlaczego właściwie miałbym w niego wierzyć? Ciężar dowodu spoczywa na osobie, która twierdzi, że coś istnieje. Dopóki nie pojawią się dowody, filozoficznym błędem jest traktować to na tyle poważnie, by próbować to obalać.
–Jeśli masz w sobie zasadniczo apetyt duszy, czy możesz przekonać się do życia moralnego, czy też z natury swojej duszy jesteś skazany na niemoralność? To dobre pytanie i myślę, że Platon odpowiedziałby na nie zarówno tak, jak i nie.
Tak, z punktu widzenia, że nie uwzględnia on deterministycznego elementu obecnego w jego filozofii. On chce zasugerować, że mężczyźni są naprawdę wolni i odpowiedzialni za to, kim są. Ale nie, bo uważa, że masz wrodzony charakter i poza wpływem państwa nie możesz nic z tym zrobić. Tak więc on, podobnie jak cała zachodnia religia, która z niego wyrosła, stoi jedną nogą po stronie wolnej woli, a drugą po stronie determinizmu.
Ten schemat powtarza się wielokrotnie w religii. Z jednej strony, na przykład, Adam musiał mieć wolną wolę, bo inaczej kara Boga za grzech pierworodny byłaby pozbawiona sensu. Z drugiej strony, według chrześcijaństwa, Bóg jest wszechmocny i faktycznie decyduje o wszystkim, co się dzieje. A więc to Bóg sam jest przyczyną grzechu Adama. W związku z tym Adam nie miał żadnego wyboru. Chrześcijaństwo próbuje rozpaczliwie godzić te dwa poglądy na wszelkie możliwe sposoby, ale oczywiście nie jest w stanie tego wyjaśnić.
Zobacz na: Magnetyzm behawioralny – Chase Hughes
Historia ruchu przeciwko przemocy domowej w świecie zachodnim – Erin Pizzey
Teoria Drabiny w relacjach damsko męskich [1994]
Etyka Platona: Cnota i Zdrowie Duszy – Historia Filozofii Zachodniej (część 11 z 50)
https://rumble.com/v765wdy-etyka-platona.html
Wykład Leonarda Peikoffa rozpoczyna się od omówienia etyki Sokratesa jako fundamentu, na którym Platon buduje własny system. Sokrates był zdecydowanym przeciwnikiem relatywizmu sofistów i bronił poglądu, że etyka jest nauką opartą na obiektywnych, uniwersalnych zasadach wynikających z natury człowieka. Kluczową analogią była dla niego relacja między ciałem a duszą: tak jak ciało ma określoną naturę i obiektywne warunki zdrowia, tak samo dusza — rozumiana jako psychiczny i duchowy aspekt człowieka — wymaga określonego sposobu życia, aby pozostać „zdrowa”.
Zdrowie duszy Sokrates utożsamiał z cnotą. Greckie pojęcie cnoty oznaczało doskonałe spełnianie swojej funkcji — analogicznie jak ostry nóż jest „dobrym” nożem. Cnota nie miała charakteru religijnego ani ascetycznego, lecz praktyczny: była sztuką właściwego życia. Szczęście (eudaimonia) nie oznaczało chwilowej przyjemności (hedone), lecz trwały stan harmonii duszy. Z tego wynikał sokratejski pogląd, że nieszczęście jest skutkiem chorej duszy, a nie złych okoliczności zewnętrznych. Inni mogą człowieka skrzywdzić fizycznie, lecz nie mogą odebrać mu wewnętrznego dobra, jeśli żyje on cnotliwie.
Sokrates twierdził również, że cnota wymaga wiedzy. W tym sensie miał rację: aby dobrze żyć, trzeba wiedzieć, jakie warunki sprzyjają zdrowiu duszy. Błędne było jednak jego przekonanie, że sama wiedza wystarcza do bycia cnotliwym. Według Sokratesa nie istnieje świadome zło — każdy, kto zna dobro, musi je czynić, a zło wynika wyłącznie z niewiedzy. Peikoff krytykuje ten pogląd jako fatalny błąd, który prowadzi do zatarcia różnicy między błędem poznawczym a winą moralną. Człowiek może bowiem znać dobro, a mimo to świadomie je zignorować. Wolna wola polega nie tylko na posiadaniu wiedzy, lecz na aktywnym skupieniu się na niej i zastosowaniu jej w działaniu.
Po tym wprowadzeniu Peikoff przechodzi do etyki Platona, która rozwija ogólny schemat Sokratesa w rozbudowaną teorię natury duszy. Kluczowym elementem platońskiej filozofii jest dualizm metafizyczny: podział rzeczywistości na doskonały świat Form oraz niedoskonały świat materialny. Człowiek uczestniczy w obu tych światach, jego dusza (rozum) należy do świata Form, natomiast ciało wiąże go ze światem zmysłowym.
Z tego dualizmu wynika platońska psychologia, według której dusza składa się z trzech odrębnych i z natury skonfliktowanych części: rozumu, elementu porywczego (emocjonalnego) oraz popędów. Rozum dąży do poznania prawdy i powinien rządzić całością osobowości. Popędy odpowiadają za pragnienia materialne, takie jak jedzenie, seks czy bogactwo. Element porywczy zajmuje pozycję pośrednią, odpowiada za ambicję, gniew, pragnienie honoru i może sprzymierzyć się zarówno z rozumem, jak i z popędami.
Platon uważał ten konflikt za metafizycznie nieunikniony i wpisany w ludzką naturę. Zdrowie duszy polega na zaprowadzeniu harmonii między tymi trzema częściami. Etyka jest więc nauką o osiąganiu tej harmonii. Każda część duszy ma swoją funkcję: rozum powinien rządzić, element porywczy dostarczać energii do działania zgodnego z rozumem, a popędy pełnić rolę podporządkowanych środków podtrzymania życia.
Z tego układu Platon wyprowadza cztery cnoty kardynalne: mądrość (rozum rządzi), odwagę (element porywczy wspiera rozum), umiarkowanie (popędy są kontrolowane) oraz sprawiedliwość, która oznacza ogólną harmonię duszy. Niesprawiedliwość natomiast to „nowotworowy rozrost” jednej części duszy kosztem pozostałych, prowadzący do samozniszczenia.
Peikoff podkreśla, że platońska etyka jest odpowiedzią na sofistów: nawet jeśli zło byłoby bezkarne, nie warto go czynić, bo niszczy ono duszę sprawcy. Jednocześnie krytykuje on platoński pogląd na emocje jako irracjonalną siłę niezależną od rozumu. Ten pogląd wywarł ogromny wpływ na późniejszą filozofię, religię i psychologię, prowadząc do determinizmu, koncepcji grzechu pierworodnego, wrogości wobec bogactwa, seksu i życia doczesnego oraz do hierarchii zawodów deprecjonującej działalność materialną.
W końcowej części wykładu Peikoff porównuje Platona z Freudem, wskazując, że choć obaj dzielą osobowość na trzy elementy, Freud posunął antyracjonalizm znacznie dalej, redukując rozum do roli bezsilnego mediatora między popędami a normami społecznymi. Obiektywizm odrzuca zarówno platoński, jak i freudowski determinizm, podkreślając rolę świadomości, wolnej woli i odpowiedzialności moralnej jednostki.
Najnowsze komentarze