Jestem w związku z kobietą i jestem wyczerpana

19 październik 2026

Jestem w związku z kobietą i jestem wyczerpana

 

 

Cześć, Piotrze!

Czytam Cię od kilku lat w nadziei, że zrozumiem relacje międzyludzkie. Nie są ani łatwe, ani czytelne.

Kobiety zdają się być bardziej pokrzywdzone przez mężczyzn. Czy dlatego, że częściej o tym piszą?

Postanowiłam i ja zabrać głos w tej dyskusji. Ale nie jako kobieta skrzywdzona przez mężczyznę… tylko przez kobietę.

Jestem w związku z kobietą od kilku lat.

Odkąd pamiętam, zawsze ciągnęło mnie w „tę” stronę, ale nie traktowałam tego poważnie. Ot, etap rozwojowy, fascynacje, takie tam.

Nie żebym miała coś do facetów. Świat bez Was byłby pół światem (ale mężczyzn nigdy nie rozumiałam i trochę się ich bałam).

Gdy stuknęła mi czterdziestka, a fascynacja nie mijała, przyjęłam do wiadomości, że wolę kobiety.

Trafiłam na tę „jedyną”. Poleciały iskry, potem wielki płomień… i zamieszkałyśmy razem.

I teraz — uwaga! — napiszę coś, co z pewnością nie spodoba się przedstawicielkom mojej płci.

Obiecałam sobie jednak, że w tym konkretnym przypadku będę ponad solidarnością jajników i napiszę prawdę. Tylko prawdę.

Gdybym miała do czegoś porównać krzywdy wyrządzane przez mężczyzn, porównałabym je do gromu: gwałtowne, mierzalne, definiowalne, wręcz spektakularne. Zdrada, przemoc, wykorzystywanie itd.

Krzywdy wyrządzane przez kobiety są w większości jak… chińska tortura wodna. Codzienne krople, strumyczek, który sączy się pomalutku, po cichutku, ale sieje spustoszenie: w duszy, sercu i ciele.

Ktoś powie: „Chwila, moment! Przecież dwie baby zawsze się dogadają!”.

Otóż nie.

Kobiety nie potrafią grać w otwarte karty. Ich strategia to nieustanna manipulacja: słowem, czynem, gestem. Zawsze chcą mieć coś w zanadrzu. Coś, czego — jak szpikulca do lodu ukrytego w podwiązce — będą mogły użyć w stosownej chwili. Najczęściej wtedy, gdy zabraknie im racjonalnego argumentu.

Nie potrafią być szczere. Nazywają to „troską o twoje uczucia”. W rzeczywistości jest to troska o ich uczucia i strach przed szczerością „na odlew”. Albo przed konsekwencjami.

Fakty? Kiedy w kłótni przedstawiasz niepodważalne fakty, one wyciągają tajną broń: grzechy sprzed lat, za które wielokrotnie przeprosiłeś i odpokutowałeś. I nic już nie osiągniesz w takiej dyskusji, gdy Ona twierdzi, że pomimo przeprosin nadal czuje się zraniona. Pozostaje kapitulacja.

Albo przestaje być ważne rozwiązanie problemu, z powodu którego się pokłóciliście. Liczy się już tylko „czyje na wierzchu”.

Możesz być wierny jak pies, ale Ona i tak nie będzie ufać, bo w 1945 roku ktoś to zaufanie zawiódł i teraz ty za to pokutujesz.

Nie możesz powiedzieć Jej prawdy. To zawsze kończy się awanturą. Zawsze.

Nie możesz też nie powiedzieć prawdy, bo jeśli to się wyda, będziesz po wsze czasy kłamcą. I cyk! Zaufanie znowu nadużyte. To nic, że to w 1945 roku zostało zdeptane.

Prowokacje mające na celu wywołanie zazdrości? Czemu nie?

Argument ostateczny? Łzy. Używany wielokrotnie — przestał na mnie działać.

Sama już dawno przestałam płakać.

Zauważ, że piszę: „Ich”, „Jej”, „Ona” — zupełnie jakbym sama nie była kobietą.

Po kilku latach związku nauczyłam się reagować „po męsku”: unikać konfrontacji, wychodzić z domu, gdy sytuacja robi się napięta, i gromadzić emocje w środku.

I robić swoje: płacić rachunki, sprzątać, gotować, prać, przybić gwoździa. Czasem ją „puknąć”, choć ostatnio mi „nie staje” (panowie, wybaczcie zapożyczenie).

Serio. Przychodzi taki moment, że nie masz już ochoty na romantyczne akcje, dzikie orgazmy, płomienie namiętności. Chcesz tylko świętego spokoju.

W którymś momencie zrozumiałam, że im bardziej się staram, tym gorzej jest. Dlatego przestałam leczyć Jej rany, kompleksy i deficyty zaufania. Przestałam zapewniać po sto razy o miłości i wierności.

Ileż razy można tłumaczyć, że kontakt z koleżanką lub kolegą z pracy jest tylko kontaktem z koleżanką lub kolegą z pracy? I że po tych wszystkich jazdach mam ochotę posiedzieć w bibliotece, a nie szukać kochanki?

Dlatego coraz częściej siedzę w samochodzie pod domem i odwlekam moment powrotu. Tu przynajmniej widać mnie z okna i nie ma podejrzeń o lewiznę.

Lubię „ciche dni” po każdej kłótni. To jedyny czas, gdy nie czuję się emocjonalnie mielona. Mogę wtedy zająć się sobą i choć trochę zregenerować organizm.

Bo ten zaczyna szwankować: coraz częstsze bóle żołądka, jakieś trzepotania serca, problemy ze snem. Wypadające włosy.

Nie dziwię się, że mężczyźni umierają wcześniej.

Nawet nie mam z kim o tym porozmawiać.

Poszłyśmy raz na psychoterapię. Kiedy terapeutka pokazała, gdzie leży błąd, moja partnerka zrezygnowała z dalszej terapii. Nie spodobało Jej się to, co usłyszała. A sama przecież nie będę chodzić na terapię par.

Mogę jeszcze odejść. Ale nie mam siły.

Wszystko poszło w budowanie i utrzymywanie tej relacji, a tak naprawdę w obronę przed niesprawiedliwymi, absurdalnymi atakami, pretensjami, histeriami i brakiem zaufania.

Nigdy nie przypuszczałam, że związek z kobietą jest tak trudny i tak męczący. Jakby Ona była planetą, a ja jakimś pokracznym księżycem, który próbuje — bezskutecznie zresztą — rozświetlać ciemność.

Mam nadzieję, że nie wszystkie związki i kobiety takie są, bo jeśli tak, czuję się uleczona.

Może nie z fascynacji kobietami, bo ta pozostanie, ale na pewno z kolejnego związku.

Pozdrawiam,

S. (Listy do Czarnego)

Źródło: Jestem w związku z kobietą i jestem wyczerpana

 

Zobacz na: Lesbijskie Martwe Łóżko
Stronniczość gamma. Kiedy różnice między płciami się podkreśla, a kiedy je ukrywa