45 lat danych podważających mit, że to mężowie są sprawcami przemocy – Rachel Wilson
20 lipiec 2023

Jak dzieciństwo zostało poświęcone na ołtarzu feminizmu
Historia ruchu przeciwko przemocy domowej w świecie zachodnim – Erin Pizzey
Dlaczego kobiety zdradzają: niewygodna prawda o kobiecej niewierności – rozmowa z Michelle Langley
Feministyczna propaganda od zawsze forsowała tezę, że patriarchat jest z natury niebezpieczny dla kobiet i dzieci. Jeśli kwestionujesz sens ruchu wyzwolenia kobiet, niemal na pewno spotkasz się z zarzutem: „dlaczego nie chcesz chronić kobiet, a tym samym dzieci?!”. Propagandyści używają frazesów o dobru dzieci, by grać na emocjach opinii publicznej. Niezależnie od tego, czy chodzi o zdobycie poparcia dla wojny, nowego prawa czy zbiórki pieniędzy, dzieci są wykorzystywane jako narzędzie propagandowe. Aktywiści feministyczni bardzo sprytnie włączyli temat dobra dzieci do narracji ruchu wyzwolenia kobiet, ale po 100 latach dane zdają się wskazywać, że dzieci nie zostały przez feminizm ochronione. W rzeczywistości wyraźnie na nim ucierpiały. Dla mnie jest to logiczna i przewidywalna konsekwencja. Ma sens, że to ojcowie są naturalnie najbardziej zainteresowani dobrostanem własnego potomstwa. Historycznie i biologicznie głównym motywem znalezienia żony czy gromadzenia zasobów było zapewnienie powstania i przetrwania potomstwa mężczyzny. Głównym biologicznym imperatywem mężczyzny jest zapewnienie przetrwania swojej linii genetycznej długo po jego śmierci. Tymczasem inżynierowie społeczni i rewolucjoniści, którzy wprowadzali ideę wyzwolenia kobiet do kultury, przekonali opinię publiczną, że to ojciec, głowa rodziny, stanowi główne zagrożenie dla własnej żony i dzieci.
W tym tekście zostaną omówione powody rozpowszechnienia tej idei oraz sposoby, w jakie to zrobiono, ale najpierw warto przedstawić dane dotyczące wpływu ostatnich 100 lat feminizmu na dzieci. Na wstępie należy zaznaczyć, że współczesne przekonanie, iż matka jest domyślnym głównym opiekunem dziecka w przypadku rozwodu lub separacji, jest stosunkowo nowe. Zmiana ta nastąpiła wraz z pierwszą rewolucją przemysłową, kiedy model życia rodzinnego przeszedł od gospodarstw domowych, rolnictwa i rodzinnych biznesów do systemu, w którym mężczyźni opuszczali dom, by pracować za wynagrodzenie w miastach. Wcześniej dzieci były uznawane za „własność” ojca, ponieważ to on był w stanie zapewnić im ochronę i materialne wsparcie. Rozwody były wówczas niezwykle rzadkie, więc kwestia opieki nad dziećmi nie była palącym problemem aż do momentu, gdy zmiany gospodarcze zaczęły postrzegać ojców bardziej jako pracowników najemnych niż jako patriarchów rodziny.
Zmiany zaczęły się w 1839 roku, gdy w Anglii uchwalono ustawę Custody of Infants Act [Ustawa o opiece nad dziećmi]. Pozwalała ona kobietom ubiegać się w sądzie o opiekę nad dziećmi do 7. roku życia. W 1873 roku rozszerzono to do 16 lat w ramach tzw. „doktryny wczesnych lat” (Tender Years Doctrine), zgodnie z którą matki uznawano za najlepsze opiekunki dla dzieci w tym wieku. Doktryna ta powstała głównie dzięki działaniom angielskiej reformatorki Caroline Norton, znanej bywalczyni salonów i pisarki, która przeszła głośny i skandaliczny rozwód, a następnie prowadziła zaciekłą batalię sądową o opiekę nad trzema synami. Norton zwróciła się do brytyjskiego parlamentu, a nawet do królowej Wiktorii i skutecznie doprowadziła do zmiany prawa. Od tego czasu sądy w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych zaczęły przyznawać opiekę nad dziećmi matkom jako rozwiązanie domyślne, chyba że zostanie udowodnione, że są one niezdolne do jej sprawowania.
Wprowadzenie praw wyborczych dla kobiet na początku XX wieku, a następnie rewolucja seksualna oraz równoczesne powstanie studiów nad kobietami jako dyscypliny akademickiej, dopełniły procesu przekształcania Zachodu w kulturę gynocentryczną, a nie patriarchalną. W Stanach Zjednoczonych od 1989 roku zaczęły się upowszechniać rozwody bez orzekania o winie. Jakie były rezultaty tych ogromnych zmian? Jak zauważam w mojej książce Occult Feminism: The Secret History of Women’s Liberation, żadna inna rewolucja społeczna w historii nie może się równać z wpływem feminizmu. W książce analizuję skutki ostatnich 100 lat, ale tutaj chcę skupić się konkretnie na tym, jak wpłynęło to na dzieciństwo. Czy feministyczny argument, że uwolnienie kobiet od małżeństwa i domu poprawi warunki ich życia oraz życia ich dzieci, się potwierdził?
Z dziećmi nie jest dobrze
Zmiany ostatniego stulecia, a szczególnie ostatnich 50 lat, dostarczyły nam obszernego materiału do analizy. Choć radykalna lewica robi wszystko, by wybiórczo traktować dane i je zniekształcać, pewne wnioski są jasne. Pierwszy z nich jest taki, że wychowywanie dzieci przez dwoje biologicznych, pozostających w małżeństwie rodziców daje najlepsze rezultaty i wiąże się z najmniejszym ryzykiem dla dzieci.
Amerykański Departament Zdrowia i Opieki Społecznej śledzi dane dotyczące przemocy wobec dzieci i zaniedbań od 1978 roku w ramach projektu National Incidence Study (NIS). Jest to cykliczne badanie zlecone przez Kongres, prowadzone przez Departament Zdrowia i Opieki Społecznej USA. Powstały cztery raporty tego typu, z czego najnowszy NIS-4 opublikowano w 2010 roku. Zawiera on szczegółowe zestawienia danych dotyczących przemocy i zaniedbań wobec dzieci w zależności od struktury rodziny i warunków życia (sekcja 5.3.2). Sekcja ta rozpoczyna się następująco:
„Rycina 5–9 przedstawia wskaźniki występowania maltretowania według standardu zagrożenia (Endangerment Standard) w różnych typach struktur rodzinnych i układów zamieszkania. Ogólny wskaźnik maltretowania według standardu zagrożenia dla dzieci żyjących z dwojgiem biologicznych rodziców pozostających w małżeństwie (15,8 dzieci na 1000) jest istotnie niższy niż wskaźniki dla dzieci w innych sytuacjach (51,5 lub więcej dzieci na 1000). Najwyższy wskaźnik maltretowania według standardu zagrożenia występował u dzieci żyjących z jednym rodzicem, którego niezamężny partner mieszkał w tym samym gospodarstwie domowym (136,1 dzieci na 1000). Odpowiada to ponad 13 dzieciom na 100, czyli ponad jednemu dziecku na 8 w tej grupie. Ryzyko maltretowania według standardu zagrożenia w tej sytuacji jest ponad 8 razy wyższe niż w przypadku dzieci żyjących z dwojgiem biologicznych rodziców pozostających w małżeństwie.”
Inne istotne wnioski z tego raportu obejmują następujące obserwacje:
— Dzieci żyjące z samotnym rodzicem, który ma niezamężnego partnera, wykazywały zdecydowanie najwyższy wskaźnik przemocy fizycznej, ponad 10 razy wyższy niż najniższy odnotowany poziom.
— Tylko 0,7 na 1000 dzieci żyjących z dwojgiem biologicznych rodziców pozostających w małżeństwie doświadczało przemocy seksualnej, w porównaniu do 12,1 na 1000 dzieci żyjących z jednym rodzicem mającym nieformalnego partnera.
— Jeśli chodzi o przemoc emocjonalną, wskaźnik 15,0 na 1000 dzieci żyjących z samotnym rodzicem i jego partnerem jest ponad 8 razy wyższy niż w przypadku dzieci wychowywanych przez dwoje biologicznych rodziców w małżeństwie.
— Najniższy poziom zaniedbań fizycznych według standardu zagrożenia występował u dzieci żyjących z dwojgiem biologicznych rodziców w małżeństwie (6,5 na 1000), co jest znacząco niższym wynikiem niż we wszystkich innych konfiguracjach rodzinnych.
— Najwyższy poziom zaniedbań fizycznych występował u dzieci żyjących z samotnym rodzicem i jego partnerem (47,4 na 1000), czyli ponad 7 razy więcej niż najniższy poziom.
— Dzieci, których samotny rodzic miał niezamężnego partnera, ponownie wykazywały najwyższy poziom zaniedbań emocjonalnych, w wysokości 68,2 na 1000 dzieci, co stanowi ponad 10-krotność najniższego wskaźnika.
— Odsetek dzieci, które doznały poważnej krzywdy w wyniku maltretowania według standardu zagrożenia, był znacząco niższy wśród tych żyjących z biologicznymi rodzicami w małżeństwie (2,8 na 1000), w porównaniu z dziećmi żyjącymi w innych warunkach (9,5 lub więcej na 1000).
— Stopień powagi obrażeń wynikających z przemocy fizycznej różnił się w zależności od relacji sprawcy z dzieckiem. Dziecko doświadczające przemocy fizycznej było bardziej narażone na poważne obrażenia, gdy sprawcą nie był rodzic.
Być może jednym z najbardziej istotnych i zaskakujących ustaleń było to: 68% dzieci doświadczających przemocy było krzywdzonych przez kobiety, podczas gdy 48% przez mężczyzn (część dzieci była krzywdzona przez obie płcie). Wśród dzieci krzywdzonych przez biologicznych rodziców większość przypadków dotyczyła matek (75%), podczas gdy ojcowie stanowili znaczącą mniejszość (43%). Natomiast w przypadku sprawców niebędących biologicznymi rodzicami lub partnerami rodziców dominowali mężczyźni (64%), podobnie jak wśród innych osób (75%).
Monogamia i jej wpływ na rozwój społeczny – Józef Kossecki
Ta statystyka stanowi najbardziej obrazowy dowód na to, że usunięcie biologicznego ojca z domu jest najważniejszym czynnikiem zwiększającym ryzyko przemocy wobec dziecka. Wspiera to tezę, że ojcowie, patriarchowie rodziny, mają największy interes i najsilniejszy wpływ ochronny na życie dzieci. Rzadziej dopuszczają się przemocy niż biologiczne matki, a ich brak sprawia, że gospodarstwa prowadzone przez samotne matki stają się łatwym celem dla drapieżników niezwiązanych z dzieckiem.
Drugą kwestią, którą należy zrozumieć, jest to, że to matki są bardziej skłonne do przemocy i zaniedbań wobec dzieci niż ojcowie. W 2021 roku około 210 746 dzieci w Stanach Zjednoczonych zostało skrzywdzonych przez swoje matki, podczas gdy 132 363 dzieci zostało skrzywdzonych przez ojców. (Źródło: US Department of Health and Human Services; Administration for Children & Families) Jest to zgodne z ustaleniami ze wszystkich badań NIS.
Obrońcy feminizmu najczęściej odpowiadają na te dane, wskazując, że matki częściej pełnią rolę głównych opiekunów i spędzają więcej czasu z dziećmi, co ich zdaniem tłumaczy wyższe wskaźniki przemocy ze strony matek. Istnieje jednak trend, który pozwala zweryfikować tę hipotezę. Liczba dzieci mieszkających wyłącznie z ojcami wzrosła ponad czterokrotnie z 0,8 miliona (1%) do 3,3 miliona (4,5%) między 1968 a 2020 rokiem. W związku z tym należałoby oczekiwać wzrostu przypadków przemocy ze strony ojców w tym samym okresie, proporcjonalnego do ich większego udziału w opiece nad dziećmi. Fakty są jednak takie, że dane z ostatnich 45 lat badań NIS pozostają w tym zakresie bardzo stabilne, co oznacza, że nie odnotowano wzrostu przemocy wraz ze wzrostem udziału ojców jako głównych opiekunów.
Bardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem większego udziału matek w przypadkach przemocy wobec dzieci może być to, że kobiety są znacznie bardziej podatne na problemy psychiczne. W ostatnich dekadach obserwujemy wzrost liczby kobiet zmagających się z zaburzeniami psychicznymi. Wiodąca brytyjska organizacja zajmująca się zdrowiem psychicznym, Mental Health Foundation, podaje, że obecnie kobiety są trzykrotnie bardziej narażone niż mężczyźni na występowanie powszechnych problemów psychicznych. W 1993 roku były narażone dwukrotnie częściej. McLean Hospital, jeden z czołowych ośrodków opieki zdrowotnej w USA, przywołuje badanie z końca 2020 roku, które wykazało, że kobiety zgłaszają częstsze i bardziej nasilone objawy lęku i depresji. Co więcej, ich objawy z czasem pogarszają się bardziej niż u mężczyzn.
Zgodnie z analizą danych dotyczących leków na receptę przeprowadzoną przez Medco Health Solutions, ponad jedna czwarta amerykańskich kobiet (26%) przyjmuje leki psychiatryczne, w tym antydepresanty, leki przeciwlękowe, leki na ADHD oraz atypowe leki przeciwpsychotyczne. Dla porównania dotyczy to 15% mężczyzn.
Podobny trend obserwuje się w Kanadzie. Badanie Centre for Addiction and Mental Health wykazało, że niemal 25% kanadyjskich kobiet deklaruje umiarkowany lub ciężki poziom lęku, w porównaniu do niespełna 18% mężczyzn. Ponadto ponad 23% kobiet zgłasza silne poczucie samotności, wobec nieco ponad 17% mężczyzn.
Różnice biologiczne, w tym budowa mózgu i hormony, mogą w dużej mierze tłumaczyć te różnice, według ośrodka leczenia Turnbridge: „Na przykład, ze względu na sposób funkcjonowania mózgu, kobiety wykazują wyższy poziom empatii i rozumienia emocjonalnego niż mężczyźni. Te cechy, choć generalnie pozytywne, są ściśle powiązane z nasileniem depresji, lęku i traumy.”
Empatyczne reakcje neuronalne są modulowane przez postrzeganą uczciwość innych
„Procesy neuronalne leżące u podstaw empatii są przedmiotem intensywnych badań w ramach neuronauki społecznej. Jednak niewiele wiadomo o tym, w jaki sposób empatyczne reakcje mózgu są modulowane przez emocjonalną relację między jednostkami. W niniejszej pracy pokazujemy, że reakcje empatyczne są modulowane przez wyuczone preferencje, co jest zgodne z ekonomicznymi modelami preferencji społecznych.
Zaangażowaliśmy ochotników obu płci w grę ekonomiczną, w której dwaj współpracownicy badaczy zachowywali się uczciwie lub nieuczciwie, a następnie mierzyliśmy aktywność mózgu za pomocą funkcjonalnego rezonansu magnetycznego (fMRI), gdy ci sami ochotnicy obserwowali, jak współpracownicy doświadczają bólu.
U obu płci zaobserwowano aktywację obszarów mózgu związanych z empatią i przetwarzaniem bólu (kora przednia wyspy oraz przednia część zakrętu obręczy) w odpowiedzi na cierpienie uczciwych graczy. Jednak U MĘŻCZYZN REAKCJE EMPATYCZNE BYŁY ISTOTNIE OSŁABIONE PODCZAS OBSERWOWANIA CIERPIENIA OSOBY NIEUCZCIWEJ.Efektowi temu towarzyszył wzrost aktywności w obszarach mózgu związanych z nagrodą, skorelowany z deklarowaną chęcią odwetu. Wnioskujemy, że u mężczyzn (przynajmniej) reakcje empatyczne są kształtowane przez ocenę społecznych zachowań innych osób — empatyzują oni z uczciwymi przeciwnikami, natomiast sprzyjają fizycznemu karaniu przeciwników nieuczciwych. Wynik ten jest zbieżny z niedawnymi dowodami na istnienie tzw. altruistycznego karania.” – Źródlo: Nature. 2006 Jan 26;439(7075):466-9; Empathic neural responses are modulated by the perceived fairness of others https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/16421576/
A co ze zdrowiem psychicznym dzieci? Badanie z 2012 roku analizowało związek między strukturą rodziny a wskaźnikami hospitalizacji jako wskaźnikiem problemów behawioralnych u dzieci. Przegląd 154 przypadków pacjentów przyjętych na oddział dla dzieci w wieku przed nastoletnim w Lincoln Prairie Behavioral Health Center między lipcem a grudniem 2012 roku wykazał, że tylko 11% dzieci pochodziło z pełnych rodzin żyjących z biologicznymi rodzicami, podczas gdy 89% doświadczało jakiejś formy zaburzenia struktury rodzinnej. Autorzy badania stwierdzili, że dzieci z pełnych biologicznych rodzin znacznie rzadziej doświadczają problemów psychicznych na tyle poważnych, by wymagały hospitalizacji psychiatrycznej.
Oto kilka szybkich statystyk z Centrum Kontroli i Prewencji Chorób [CDC] dotyczących ryzyka dla dzieci wychowujących się bez ojca. Dzieci z takich domów stanowią:
— 90% dzieci bezdomnych
— 85% dzieci z zaburzeniami zachowania
— 70% dzieci w ośrodkach dla nieletnich
— 71% dzieci w ośrodkach leczenia uzależnień
Co się zmieniło? Statystyki CDC pokazują, że w 1960 roku tylko 5% dzieci w USA rodziło się poza małżeństwem. Do 2010 roku liczba ta wzrosła do 41%. Dane spisowe wskazują również, że liczba dzieci mieszkających wyłącznie z matką podwoiła się w ciągu ostatnich 50 lat. Ponownie, gdyby to ojcowie byli głównym zagrożeniem, czy nie powinniśmy obserwować gwałtownego spadku przemocy wobec dzieci w tym okresie? Tymczasem według badań NIS wskaźniki pozostają względnie stabilne przez ostatnie 45 lat.
Czy kobiety są szczęśliwsze?
Wygląda więc na to, że według większości wskaźników dobro dzieci zostało raczej pogorszone niż poprawione przez rewolucję seksualną, rozwody bez orzekania o winie oraz podejście, które traktuje ojców jako zbędnych. A co z kobietami? Również tutaj wydaje się, że mężczyźni i małżeństwo nie były źródłem ich problemów. Przełomowe badanie z 2008 roku przeprowadzone przez Wharton School, zatytułowane „The Paradox of Declining Female Happiness [Paradoks malejącego szczęścia kobiet]”, rozpoczyna się następująco:
„Według wielu obiektywnych wskaźników życie kobiet w Stanach Zjednoczonych poprawiło się w ciągu ostatnich 35 lat, jednak nasze analizy pokazują, że wskaźniki subiektywnego dobrostanu wskazują na spadek poziomu szczęścia kobiet, zarówno w ujęciu bezwzględnym, jak i w porównaniu z mężczyznami. Paradoks spadku względnego dobrostanu kobiet występuje w różnych zestawach danych, przy różnych miarach subiektywnego dobrostanu i jest powszechny w różnych grupach demograficznych oraz krajach uprzemysłowionych. Spadek szczęścia kobiet zniwelował wcześniejszą różnicę między płciami, w której kobiety w latach 70. zazwyczaj deklarowały wyższy poziom dobrostanu niż mężczyźni. Trend ten utrzymuje się, a obecnie wyłania się nowa luka, z wyższym poziomem dobrostanu u mężczyzn.”
Badanie to wywołało spore poruszenie, gdy zostało opublikowane. Autorzy przyznają, że nie mają odpowiedzi na pytanie, co powoduje spadek szczęścia kobiet mimo ogromnego wzrostu możliwości i wyborów, jakie zyskały w ciągu poprzednich 35 lat. W 2022 roku ukazała się kontynuacja tego badania, która w dość ironiczny sposób stwierdza: „Stwierdzamy, że jeden element paradoksu kobiecego szczęścia jest niezwykle stabilny: odpowiadając na pytania dotyczące negatywnych emocji, kobiety zawsze i wszędzie deklarują wyższy poziom nieszczęścia niż mężczyźni. Dotyczy to różnych okresów, krajów i miar negatywnego afektu.” No cóż.
Widzimy też kolejne dowody na to, że dobrostan kobiet pogarsza się wraz ze wzrostem egalitaryzmu. Statystyki CDC pokazują, że problematyczne spożycie alkoholu wśród amerykańskich kobiet ponad dwukrotnie wzrosło między 2002 a 2013 rokiem, co jest dość szokujące. Dane NIH wskazują również, że częstość występowania zespołu alkoholowego płodu wzrosła dwuipółkrotnie między 1996 a 2018 rokiem.
List Miłosny Do Ameryki – Tomas Schuman (Yuri Bezmenow)
Można więc powiedzieć, że kobiety zamieniły długoterminowe bezpieczeństwo i stabilność, jakie dawało małżeństwo, na kiepskie prace, alkohol i leki psychiatryczne. Ale przynajmniej nie są już „uwięzione” w przemocowych małżeństwach, prawda?
Okazuje się jednak, że związki kohabitacyjne są bardziej przemocowe niż małżeństwa. To kanadyjskie badanie wykazało, że kobiety w związkach nieformalnych doświadczają więcej przemocy niż ich zamężne odpowiedniczki. Co może być jeszcze bardziej zaskakujące, mężczyźni nie są częściej sprawcami przemocy domowej. To kobiety częściej pełnią tę rolę.
Analiza danych zebranych od 11.370 respondentów wykazała, że „połowa relacji przemocowych była przemocą wzajemną. W relacjach, gdzie przemoc nie była wzajemna, kobiety były sprawcami w ponad 70% przypadków”. W jednym z badań obejmujących 1100 lesbijek lub kobiet biseksualnych będących w przemocowych związkach jednopłciowych stwierdzono, że częściej doświadczały przemocy w relacjach z kobietami niż w relacjach z mężczyznami.
Badacz dr Don Dutton wskazuje również na dużą różnicę między płciami w zgłaszaniu przemocy w związkach. Mężczyźni znacząco zaniżają skalę przemocy ze strony kobiet, podczas gdy kobiety znacznie częściej ją zgłaszają. Są też bardziej skłonne do fałszywych oskarżeń wobec mężczyzn, choć szacunki dotyczące skali tego zjawiska są bardzo zróżnicowane ze względu na trudność jego pomiaru. Mężczyźni bardzo rzadko fałszywie oskarżają kobiety o przemoc, zarówno ze względu na społeczne piętno, jak i niewielkie szanse na to, że zostaną potraktowani poważnie.
Zaskakujące może być również to, że w placówkach resocjalizacyjnych dla nieletnich to personel żeński stanowi znacznie większe zagrożenie niż personel męski; ponad dziewięciu na dziesięciu nieletnich, którzy zgłosili wykorzystywanie seksualne przez personel, wskazało na kobietę jako sprawcę.
Skoro właśnie zasypałam cię sporą ilością danych (gratulacje, jeśli dotarłeś aż tutaj!), mam nadzieję, że dałam ci wystarczający powód, by ponownie przemyśleć twierdzenie, że feminizm chroni kobiety i dzieci. Nawet osoby najbardziej przeciwne moim argumentom muszą przyznać, że rezultaty są co najwyżej mieszane, a w najgorszym wypadku obciążające. Rozbicie młotem sakramentu małżeństwa i rodziny nie ochroniło nikogo. Rozbiło ludzi na atomy. Zniszczyło nie tylko rodziny, ale także więzi międzypokoleniowe i społeczności. W ten sposób feminizm stworzył łatwe cele dla najbardziej drapieżnych mężczyzn i kobiet. Nie ma lepszej ofiary dla drapieżnika niż samotna matka, która właśnie wyrzuciła męża z domu.
Łatwość uzyskania rozwodu osłabia męski instynkt chronienia własnej żony i dzieci, ponieważ czyni małżeństwo i rodzinę ryzykiem prawnym i finansowym. Kobiety inicjują 70–80% rozwodów. Najczęstsze powody nie mają nic wspólnego z „zdradą i przemocą”, choć to właśnie takie założenie najczęściej słyszę w dyskusjach o epidemii rozwodów. W ankietach dotyczących powodów inicjowania rozwodu odpowiedzi kobiet są różne, ale często pojawiają się takie jak nuda, problemy finansowe, poczucie ograniczenia w karierze lub życiu, czy brak komunikacji. Wydaje się to spójne z ogólną tendencją kobiet do silniejszego odczuwania negatywnych emocji (czyli bycia trudniejszymi do zadowolenia) niż mężczyźni. Kobiety częściej też działają pod wpływem tych emocji. Tym, czego zdają się nie dostrzegać, jest to, że po rozwodzie często kończą z zupełnie nowym zestawem problemów, a jednocześnie mają mniejsze możliwości ich rozwiązania.
Jak do tego doszło?
Jak do tego doszło? Kto uznał, że rozmontowanie rodziny i usunięcie ojców to dobry pomysł? Nie jest przypadkiem, że wzrost znaczenia socjalizmu zbiegł się w czasie z rozwojem feminizmu i egalitaryzmu w ogóle. Marksiści na początku XX wieku pisali obszernie o tym, że nie będą w stanie w pełni osiągnąć bezpaństwowego komunizmu bez feminizmu. Wynikało to z faktu, że własność prywatna i majątek międzypokoleniowy przekazywane są poprzez linię ojcowską. Ponadto ojcowie jako głowy rodzin utrzymują hierarchię, co stoi w sprzeczności z lewicowym kolektywizmem.
Dominacja i uległość w małżeństwie: model kapitana i pierwszego oficera
Usunięcie ojców sprawia również, że kobiety i dzieci stają się zależne od państwa i redystrybucji dochodów, co prowadzi do całkowitej reorganizacji gospodarki. Wprowadzenie na rynek pracy zamężnych kobiet, które wcześniej nie pracowały poza domem, obniżyło płace mężczyzn, podwoiło bazę podatkową i przekształciło gospodarkę w system oparty na usługach i konsumpcji. Emancypację kobiet można uznać za pierwszy „Wielki Reset”, choć nie jestem ekonomistą, a ten tekst i tak jest już długi.

Engels o rodzinie: Mąż jako burżuazja, żona jako proletariat „W ogromnej większości przypadków współcześnie, przynajmniej w klasach posiadających, mąż jest zobowiązany zarabiać na życie i utrzymywać rodzinę, a to samo w sobie daje mu pozycję dominującą, bez potrzeby nadawania mu jakichkolwiek szczególnych tytułów czy przywilejów prawnych. W obrębie rodziny jest on burżuazją, a żona reprezentuje proletariat. (…) W ten sam sposób szczególny charakter dominacji męża nad żoną we współczesnej rodzinie, konieczność stworzenia między nimi rzeczywistej równości społecznej oraz droga do jej osiągnięcia staną się widoczne w pełnym świetle dopiero wtedy, gdy oboje będą posiadać prawnie całkowitą równość praw. Wtedy stanie się jasne, że pierwszym warunkiem wyzwolenia kobiety jest ponowne wprowadzenie całej płci żeńskiej do publicznego przemysłu, a to z kolei wymaga zniesienia monogamicznej rodziny jako ekonomicznej jednostki społeczeństwa.” – Pochodzenie rodziny, własności prywatnej i państwa”, rozdział II: „Rodzina”, podrozdział 4: „Rodzina monogamiczna”
Warto jednak zauważyć, że ekspansja państwa opiekuńczego bezpośrednio koreluje ze wzrostem liczby urodzeń pozamałżeńskich. W 1950 roku wydatki socjalne wynosiły 50 miliardów dolarów, a odsetek dzieci rodzących się poza małżeństwem wynosił 4%. Do 2010 roku wydatki socjalne wzrosły czternastokrotnie do 700 miliardów dolarów, a odsetek urodzeń pozamałżeńskich wzrósł do 41%. Teraz to państwo jest twoim ojcem, Ameryko.
Jest to korzystne dla korporacji ponadnarodowych, rządu, drapieżników i całej klasy drapieżniczej. Te same grupy są mistrzami propagandy i „public relations”. Dlatego większość tego, co ludzie myślą o historii feminizmu, jest błędna. Sto lat propagandy przenikającej kulturę i instytucje. Jeśli chcesz wiedzieć, jak się tu znaleźliśmy, oto odpowiedź.
Thomas Sowell powiedział kiedyś: „Nie ma rozwiązań, są tylko kompromisy; można jedynie starać się wybrać najlepszy możliwy kompromis.” Życie nigdy nie będzie równe ani sprawiedliwe i wcale nie jest oczywiste, że pełna równość byłaby najlepsza, albo choćby lepsza. Eksperyment feministyczny ostatniego stulecia to pokazuje. Kobiety zostały skuszone wizją władzy i zawarły faustowski układ, który doprowadził do rozbicia rodziny oraz osłabienia mężczyzn, którzy zbudowali nowoczesny świat przemysłowy, dzięki któremu taki paradoks jak feminizm w ogóle jest możliwy.
Czas przyznać, że łatwość rozwodów, całkowity rozpad spójności rodzinnej oraz odrzucenie ról płciowych sprawiły, że kobiety i dzieci są dziś bardziej narażone na przemoc niż wcześniej. Ojcowie i mężowie są obrońcami, nie sprawcami. Życie mężczyzn zostało zniszczone przez całkowite odwrócenie porządku społecznego. Same kobiety deklarują paradoksalny spadek dobrostanu. Jednak dane dotyczące wpływu tych zmian na dzieciństwo są naprawdę poruszające.
Odwołam się bezpośrednio do emocji i poproszę, byś zastanowił się nad tym, w jakim piekle dorasta dziś wiele dzieci. To właśnie mnie motywuje. Żadna matka nie powinna niszczyć domu swoich dzieci, chyba że istnieje ku temu naprawdę poważny powód. Zranione dzieci wyrastają na zranionych dorosłych. Wiemy bez wątpienia, że dzieci potrzebują pełnych rodzin z rodzicami pozostającymi w małżeństwie. Sto lat feminizmu to wystarczająco dużo. Ja, osobiście, nie zamierzam poświęcać dzieci na ołtarzu feminizmu.
Źródło: 45 Years of Data Disproving the Myth That Husbands Are The Abusers
Zobacz na: Lewicowa osobowość: Lewicowa ideologia jako zjawisko biologiczne
„Wokeizm” jako kobiece wzorce zachowań – Helen Andrews
Dysonans Poznawczy jako broń w walce informacyjnej – Chase Hughes
Leonard Peikoff: Wprowadzenie do Historii Filozofii Zachodniej (część 1 z 50)
Najnowsze komentarze