„Mentalne obciążenie” to stek bzdur – Archwinger
3 kwiecień 2025

Kobiety nie radzą sobie z ryzykiem. Ale to już wiemy.
Wiele podstawowych czynności życiowych, które uważamy za dość łatwe, stąd używanie słowa „podstawowe”, gdy o nich mówimy, w rzeczywistości jest bardzo trudnych.
Weźmy taką „podstawową” rzecz jak pójście na zakupy spożywcze. To naprawdę trudne.
Bo zakupy spożywcze nie polegają po prostu na pojechaniu do sklepu i kupieniu losowych rzeczy. Trzeba kupić konkretne produkty. A to oznacza, że najpierw trzeba wykonać pewną pracę przygotowawczą.

Najpierw musisz przejrzeć swoją spiżarnię i lodówkę, żeby sprawdzić, co się skończyło i czego potrzebujesz. Czasem okazuje się, że niektóre rzeczy w lodówce się zepsuły i trzeba je wyrzucić, albo że coś w spiżarni przekroczyło termin ważności i również trzeba to wyrzucić. A to oznacza, że kiedyś wcześniej gdzieś popełniłeś błąd, a to jest nieprzyjemne uczucie.
To zadanie jest jeszcze trudniejsze, jeśli masz rodzinę albo mieszkasz z innymi ludźmi, którzy nie zawsze zachowują porządek i nie odkładają rzeczy dokładnie tam, gdzie zwykle się je znajduje. Wtedy trudno ustalić, czego naprawdę potrzebujesz, a czego nie. Można mieć listę zakupów, którą domownicy powinni aktualizować, gdy czegoś chcą albo gdy coś się skończy, ale ludzie często o tym zapominają, więc i tak za każdym razem musisz przeglądać spiżarnię i lodówkę, żeby zaplanować zakupy.
Musisz też zdecydować, co chcesz jeść w tym tygodniu i ustalić, jakie produkty musisz kupić, aby przygotować te posiłki. Czasami trzeba nawet wejść do internetu i sprawdzić gazetki promocyjne sklepu, żeby zobaczyć, co jest w promocji, co pomoże w podjęciu decyzji. Możesz zapytać osoby, z którymi mieszkasz, co według nich powinieneś kupić, ale zwykle ich to nie obchodzi i mówią tylko, żebyś wziął to, co wygląda dobrze i jest w rozsądnej cenie.
Spójrz na to wszystko! Nawet jeszcze nie wyszedłeś z domu, a już musisz udźwignąć cały ten mentalny ciężar tylko po to, żeby przygotować się do wyjścia na zakupy.
Kiedy w końcu dotrzesz do sklepu i tak zapomnisz sprawdzić jednej albo dwóch rzeczy. Na przykład mogłeś nie sprawdzić szuflady w lodówce, w której trzymasz starty ser. Więc teraz nie wiesz, czy masz wystarczająco dużo startego cheddara, żeby zrobić zapiekankę, którą planowałeś upiec w tym tygodniu.
To jest kryzys. Bo teraz musisz podjąć decyzję: czy kupić ser mimo wszystko, ale może okaże się, że go nie potrzebujesz i będziesz musiał znaleźć jakiś inny sposób, żeby go wykorzystać, a jeśli go nie użyjesz, to się zepsuje i zmarnujesz 3,79 dolara na ser, którego nie zjesz? Czy może nie kupować go wcale, wrócić do domu i odkryć, że jednak był potrzebny i wtedy trzeba wymyślić jakąś modyfikację zapiekanki albo znaleźć zupełnie nowy przepis? A może nie kupować go, odkryć w domu, że jednak jest potrzebny i wtedy musieć jechać na kolejne zakupy, żeby go kupić?
A nie daj Boże pójdziesz do sklepu bez planu posiłków na tydzień, myśląc, że po prostu obejrzysz mięso i warzywa, kupisz to, co wygląda dobrze i ma rozsądną cenę, a posiłki wymyślisz później. To tylko przesuwa ogromny mentalny ciężar na później w tygodniu, na moment, kiedy nadejdzie pora kolacji i nagle trzeba będzie zdecydować, co ugotować.
…Czy to wszystko brzmi dla ciebie trochę niedorzecznie?
Tak jakbym zachowywał się nieco neurotycznie, opisując zwykłą czynność planowania zakupów i kolacji?
To tak jakbym wymyślał sobie dodatkowy stres, który wcale nie jest potrzebny, a potem wściekał się na ogrom „mentalnego obciążenia”, jakie muszę znosić, żeby wykonać bardzo prostą czynność — taką, którą ktoś normalny, taki jak ty, po prostu zrobiłby, wsiadając do samochodu i jadąc do sklepu, godząc się z każdym możliwym rezultatem?
Witaj w umyśle kobiet.
Są trzy rzeczy, których kobiety nienawidzą bardziej niż czegokolwiek innego na świecie:
— nie wiedzieć czegoś;
— mylić się w jakiejś sprawie;
— podejmować ryzyko.
Właściwie wszystko to sprowadza się do punktu trzeciego — podejmowania ryzyka. Bo podjęcie działania, gdy nie wiesz, jaki będzie rezultat i możliwość popełnienia błędu to po prostu jeden z możliwych skutków podjęcia ryzyka.
Podjęcie ryzyka i otrzymanie złego rezultatu jest nieprzyjemne. Niezależnie od tego, czy chodzi o duży zły rezultat, na przykład przejechałeś na czerwonym świetle i spowodowałeś wypadek samochodowy, a teraz jesteś lżejszy o 8784 dolary na naprawę karoserii i nową chłodnicę, twoja składka ubezpieczeniowa prawie się podwoiła i przez tydzień nie masz samochodu, czy o mały zły rezultat, jak wtedy, gdy nie kupiłeś więcej startego cheddara i teraz musisz zrobić zapiekankę z resztek otwartej paczki mieszanki serów „meksykańskie mieszanki”.
Najgorsze w podjęciu ryzyka i otrzymaniu złego rezultatu, dużego czy małego, jest to, że to twoja wina. To ty podjąłeś decyzję i się pomyliłeś.
Ale wcale nie musi to być twoja wina.
Może możesz obwinić drugiego kierowcę za to, że nie patrzył. Może możesz obwinić współmałżonka albo dzieci za to, że nie aktualizują listy zakupów. Może możesz obwinić współmałżonka za to, że w ogóle musisz robić zakupy i że nie dzieli z tobą całego tego mentalnego obciążenia, a gdyby nie cały ten stres związany z „mentalnym obciążeniem”, to przecież nigdy nie miałbyś tego wypadku samochodowego!
Chwileczkę… znów to robię, prawda?
Jedną z rzeczy, które naprawdę doprowadzają kobiety do szału, jest to, jak beztrosko mężczyźni w ich życiu podchodzą do ryzyka.
Czy wiesz, że mężczyzna potrafi po prostu wsiąść do samochodu, pojechać do sklepu i kupić różne rzeczy? Czasami wraca do domu i okazuje się, że nie ma czegoś, co chciałby mieć, więc musi sobie jakoś poradzić. Czasami kupi coś ekstra, czego wcale nie potrzebował i musi wymyślić, co z tym zrobić.
Czasami — wyobraź sobie — kupi udka z kurczaka, które pieką się 45 minut, ale nie może ich zrobić dziś wieczorem, bo młodsza Beata ma lekcję fortepianu (czy on o tym zapomniał?!), więc powinien był kupić coś szybszego i prostszego do przygotowania na poniedziałkowy wieczór i… musi zamówić pizzę albo zawieźć dzieci do jakiejś knajpy na coś szybkiego na kolację przed lekcjami fortepianu. A te udka zrobi dopiero w czwartek na grillu.
I przez cały ten czas, gdy przestawia się z jednej rzeczy na drugą i podejmuje kolejne „złe decyzje”, zachowuje się tak, jakby to w ogóle nie było nic wielkiego! Jakby to nie był żaden problem, że ciągle coś robi nie tak. Dzieci są nakarmione, docierają na swoje zajęcia, ale spójrz na cały ten mentalny ciężar, którego on nawet nie zauważa!
Cholera. Znowu to robię.
Mężczyźni z internetu: kobiety nie potrafią radzić sobie z ryzykiem. Nawet wtedy, gdy możliwe konsekwencje są niewielkie. Nie chcą nawet wybrać, dokąd pójść dziś na kolację, bo nie chcą, żeby to była ich wina, jeśli jedzenie okaże się kiepskie albo jeśli nie będą się dobrze bawić.
Ty, ten beztroski facet, który potrafi wzruszyć ramionami i powiedzieć:
„Okej, nic wielkiego. Dziś zawieziemy dzieci do McDonalda, a kurczaka zrobimy w czwartek”,
a potem patrzeć z lekkim zdziwieniem, gdy ona narzeka na ciebie z jakiegoś błahego powodu…
Ty, ten beztroski facet, który potrafi powiedzieć: „Wyrzuć stary ser. Kupimy następny przy kolejnych zakupach”, a potem patrzeć ze zdumieniem, gdy ona dziwnie denerwuje się o 3,79 dolara za ser, podczas gdy ty zarabiasz sześciocyfrową pensję, a ona dorzuca do budżetu kolejne 50 tysięcy…
Ty, ten beztroski facet, który po prostu wybiera restaurację na kolację, a nawet jeśli okaże się kiepska, i tak świetnie się bawi, bo jest z nią… Cóż, taki facet jest w porządku!
Podejmuj ryzyko, radź sobie z konsekwencjami, pozwól jej narzekać na cokolwiek chce.
Ona nie potrafi radzić sobie z ryzykiem, a mimo że narzeka, dla niej jesteś bohaterem.
Źródło: „Mental Load” is a load of crap
Zobacz na: Kobiety dwa razy częściej niż mężczyźni doświadczają lęku [niepokoju]
Dlaczego tak wielu ludzi jest neurotycznych – Carl Jung jako terapeuta
Kiedy mówię „nie”, czuję się winny – dr Manuel J. Smith
Co robić, gdy dziewczyna płacze? | Archwinger
Efekt kosza z krabami
„Mentalne obciążenie” kobiet jest manipulacją – Sara Eaton
„Mentalne obciążenie” kobiet to fikcja. To totalna bzdura. To wymysł i kompletna bzdura.
To są lęki, które kobieta sama sobie narzuca i to ona bierze na siebie więcej obowiązków. I wykorzystuje to do samopoświęcenia, jakby robiła w związku więcej, żeby wkręcać cię w to abyś poczuł się źle. Większość kobiet bierze na siebie coraz więcej obowiązków, nawet o to nie prosząc. Podejmują te obowiązki tak, jakby były spoiwem trzymającym związek razem.
Wkręca sobie, że jedyny powód, dla którego związek działa, to fakt, że ona robi wszystko. To też jest wymyślone, więc kiedy będzie gotowa wziąć z tobą rozwód albo będzie potrzebować pretekstu do odejścia, ma to podane na tacy z całą listą oczekiwań i wyimaginowanych standardów, o których nawet nie miałeś pojęcia, więc kiedy będzie chciała odejść, po prostu cię rzuci. A to wszystko to jedna wielka manipulacja.
Taktyka, żeby potem wykorzystać to przeciwko tobie, że niby nie robiłeś wystarczająco dużo w związku, mimo że to wszystko, to jej wymyślone lęki od samego początku.
Co najdziwniejsze, niektóre z tych kobiet są tak oderwane od rzeczywistości, że używają tej narracji o „mentalnym obciążeniu”, żeby udawać, że są uciskane w swoich związkach, bo biorą na siebie za dużo obowiązków. W związku z tym czuje się pokrzywdzona, bo mąż albo chłopak nie robi wystarczająco, bo jako kobieta pewnie myślisz o wszystkich obowiązkach, które po prostu musisz wykonywać jako dorosła osoba.
Czujesz żal i złość z tego powodu. Serio, ktoś potrafi to wyjaśnić? Jakoś to wina twojego męża, że bierzesz na siebie cały ten wyimaginowany ciężar, żeby mieć poczucie, że robisz więcej w związku, tylko po to, żeby potem móc mu to wypomnieć. To niby nie jest manipulacja?
Co naprawdę jest szalone, to to, że mężczyźni też zmagają się z obciążeniem psychicznym. To dokładnie to samo obciążenie, które mają mężczyźni, ale zgadnij co? Im się każe siedzieć cicho. Nie mają wsparcia i od urodzenia słyszą, żeby się nie odzywali.
Najnowsze komentarze