Cały sens istnienia społeczeństwa polega na kontrolowaniu twojego życia seksualnego – Archwinger

6 marzec 2026

Jeśli twój ulubiony guru mówi ci, żebyś tłumił swój popęd seksualny i zamiast tego ciężko pracował, znajdź sobie nowego guru.

Cały sens istnienia społeczeństwa polega na kontrolowaniu twojego życia seksualnego

Kiedy John Smith, zwykły pracownik biurowy, żeni się ze swoją żoną Cindy i oboje chcą założyć rodzinę, normalnie wygląda to tak, że małżeństwo uprawia seks, John zapładnia Cindy, a Cindy rodzi dziecko, które jest genetycznie ich obojga.

To normalny sposób, w jaki większość ludzi podtrzymuje istnienie gatunku, ale prawdopodobnie nie jest on optymalny. Gdybyśmy naprawdę chcieli pójść w pełni w stronę dystopii i zoptymalizować ludzkość, mamy już wiele istniejących dzieci, które potrzebują adopcji do dobrych domów, zanim staną się ogromnym obciążeniem dla społeczeństwa. A przy tworzeniu nowych dzieci można zrobić znacznie więcej niż polegać na ślepym losie, można tworzyć lepsze embriony z lepszego materiału genetycznego, wcześniej przebadanego tak, by zminimalizować ryzyko wad i zmaksymalizować potencjał.

Cywilizacja jako całość prawdopodobnie byłaby silniejsza, gdyby John i Cindy wychowywali dziecko, które nie byłoby genetycznie ich własnym. Nadal byliby rodziną. Po prostu jednocześnie przyczynialiby się do optymalizacji społeczeństwa.

Ale oni tego nie chcą. Rodzina Smithów chce mieć własne, genetyczne dzieci. Czy to nie jest jednak trochę absurdalne? John Smith nie ma jakiegoś imperialnego „dziedzictwa”, które musiałby zachować. Jest zwykłym pracownikiem biurowym. Jego firma sprzedaje rury albo polisy ubezpieczeniowe czy coś w tym rodzaju, a on wykonuje jakieś drobne zadania księgowe w boksie biurowym. Jest przeciętnym, nieco niechlujnym facetem, który przyciągnął przeciętną żonę. Żadne z nich nie jest wyjątkowym okazem genetycznym ani szczególnie wybitnym człowiekiem.

A jednak to nie ma znaczenia. Mają silną potrzebę posiadania własnych dzieci. Wszyscy ją mamy. Każdy człowiek, właściwie każda żywa istota, jest napędzany do rozmnażania się. To biologia. I bardzo niewielu ludzi byłoby gotowych z tego zrezygnować w mojej hipotetycznej sytuacji, w której przedstawia się im obowiązek optymalizowania cywilizacji poprzez wychowywanie dziecka, które nie jest genetycznie ich własnym.

Rzecz w tym, że mój dystopijny scenariusz nie jest wcale tak bardzo nieprawdopodobny. Możemy jeszcze za naszego życia zobaczyć czasy, w których dziecko powstałe dzięki inżynierii związanej z zapładnianiem pozaustrojowem [IVF] stanie się czymś bardziej normalnym, podczas gdy posiadanie dziecka w sposób naturalny zacznie być postrzegane jako coś nieco bardziej zacofanego.

Wiem, że to brzmi szalenie, ale pomyśl, jak wiele ludzie już zgodziło się poświęcić w sferze seksu i prokreacji z poczucia obowiązku wobec koncepcji lepszej cywilizacji.

Optymalną strategią dla Johna byłoby zachowywać się jak Czyngis-chan, ogłuszyć kilka kobiet maczugą, zaciągnąć je do swojej jaskini, rozmnażać się i mieć tysiące dzieci. Ale John zgodził się tego nie robić. Wszyscy się na to zgodziliśmy. Wszyscy w pewnym sensie przyjęliśmy zasadę głównie monogamicznych relacji, posiadania dzieci z wybranym partnerem, pozwolenia rządom na rejestrowanie wszystkich narodzin, aby w razie rozpadu związku można było ustalić, kto ma za dzieci płacić oraz niezliczonych innych reguł, które są dla ciebie nieoptymalne, ale lepsze dla społeczeństwa to jest reguł, nad którymi nawet się nie zastanawiamy, bo dla nas po prostu są normalne.

Co więcej, przestrzeganie tych zasad korzystnych dla społeczeństwa uważamy wręcz za cnotę.

Niektórzy powiedzieliby nawet, że cały sens istnienia społeczeństwa, albo przynajmniej jeden z jego głównych celów, polega właśnie na kontrolowaniu ludzkiej seksualności.

Jeśli zapytasz grupę feministek, jak powinna wyglądać prokreacja (pomijając skrajnie dystopijne i szalone odpowiedzi i skupiając się tylko na tych normalnych), otrzymasz odpowiedź, która w gruncie rzeczy sprowadza się do kontrolowanej męskiej seksualności.

Mężczyzna, który jest wdzięczny za to, że został wybrany, jest lojalny wobec swojej żony, uprawia seks tylko wtedy, gdy ona tego chce, ma z nią dzieci wtedy, kiedy ona tego chce, utrzymuje ją oraz wszystkie ich dzieci i wykonuje także prace domowe. Jego seksualność jest kontrolowana, ma dzieci, na które mu się pozwala i seks, na który mu się pozwala. Jeśli ma pragnienia seksualne wykraczające poza to, powinien je powściągnąć i zająć się produktywną pracą dla swojej rodziny i dla społeczeństwa. Prawdziwi mężczyźni szanują kobiety.

Jeśli zapytasz grupę tradycyjnych konserwatystów, jak powinna wyglądać prokreacja (znów pomijając najbardziej dystopijne i szalone odpowiedzi), otrzymasz uderzająco podobną odpowiedź. Kontrolowana męska seksualność.

Mężczyzna, który jest wdzięczny za to, że został wybrany, jest lojalny wobec swojej żony, uprawia seks wtedy, gdy ona tego chce (z założeniem, że ma obowiązek go zadowolić, ale jeśli nie ma na to ochoty, on to szanuje, tak jak chciałyby tego feministki), ma z nią dzieci wtedy, gdy ona tego chce (z założeniem, że ma taki obowiązek, ale… jak wyżej i tak respektuje jej decyzję), utrzymuje ją oraz wszystkie ich dzieci i wykonuje przynajmniej swoją część prac domowych. Jego seksualność jest kontrolowana, ma dzieci, na które mu się pozwala, i seks, na który mu się pozwala. Jeśli pojawiają się u niego pragnienia seksualne wykraczające poza to, powinien powściągnąć te „zdeprawowane przez pornografię” impulsy i zająć się produktywną pracą dla swojej rodziny i dla społeczeństwa. Może pomyśleć o Biblii albo czymś podobnym. Prawdziwi mężczyźni są „zdyscyplinowani” i nie pozwalają, by takie głupie impulsy nimi rządziły.

Nawet gdy zapytasz niektóre środowiska internetowej „manosfery”, jak powinna wyglądać prokreacja, otrzymasz odpowiedź, która w istocie również sprowadza się do kontrolowanej męskiej seksualności.

„Prawdziwy mężczyzna”, który bardzo przejmuje się „męskością”, nie powinien gonić za hedonistycznym seksem. To jest „homoseksualne”, bo geje są rozwiąźli. Nie powinien mierzyć swojej wartości ilością seksu, jaki uprawia. Powinien uprawiać seks prokreacyjny, a jeśli ma jakiekolwiek dodatkowe impulsy seksualne, prawdziwy mężczyzna powściąga te prymitywne pragnienia i buduje imperia czy coś w tym rodzaju, jak jakiś bizantyjski, wiekowy z epoki brązu filozof-mnich-wojownik stoickiego imperium rzymskiego. Bo pogoń za seksem dla przyjemności to „simpowanie” i „homoseksualność” oraz stawianie kobiet na piedestale.

"Prawdziwy mężczyzna to... cokolwiek, co jest magicznie zoptymalizowane pod kątem tego, na co narzeka w danym momencie narzekający."

„Prawdziwy mężczyzna to… cokolwiek, co jest magicznie zoptymalizowane pod kątem tego, na co narzeka w danym momencie narzekający.”

To dość zabawne, kiedy się nad tym zastanowić. Po jednej stronie mamy kobiety mówiące mężczyznom, jak powinni być mężczyznami. Po drugiej, księży i mnichów, którzy nie uprawiają seksu, a mimo to ustalają zasady tego, jak powinna wyglądać męskość. (Swoją drogą ci wojownicy i filozofowie Imperium Rzymskiego byli ogromnymi entuzjastami homoseksualnego seksu).

Kiedy żyjemy w świecie, w którym ludzie, którzy nie są mężczyznami oraz ludzie, którzy nie uprawiają seksu, wyznaczają standardy tego, jak powinna wyglądać męska seksualność, a niezliczeni mężczyźni przyjmują to jak coś zupełnie normalnego, to wcale nie jest tak nieprawdopodobne, że możemy zobaczyć świat, w którym pary takie jak Smithowie zostaną pozbawione pragnienia posiadania własnych biologicznych dzieci, podczas gdy alternatywne formy rodziny staną się normą.

Już teraz oddaliśmy tak wiele naszych naturalnych instynktów w ręce mechanizmu cywilizacji. Antykoncepcja oddzieliła seks od posiadania dzieci już dziesiątki lat temu, zamieniając to, co kiedyś było ryzykownym rzutem kością, w rekreacyjne zajęcie, a posiadanie dzieci w znacznie bardziej sformalizowany proces, w którym John i Cindy prowadzą rozmowę, rozpoczynają formalny akt „starania się”, zaczynają śledzić swoje postępy i po pewnym czasie rozważają interwencje medyczne. Trudno dziś nawet wejść do internetu, nie natykając się na historię o zapłodnieniu in vitro albo o surogacji, które zamieniają dzieci w coś w rodzaju zamówienia na miarę. Celebryci chwalą się swoimi „różnorodnymi” rodzinami zbudowanymi dzięki bankom spermy i dawczyniom komórek jajowych, a media oklaskują ich jako postępowych bohaterów. A tuż za rogiem czeka jeszcze bardziej zaawansowana edycja genów.

Jednak w rzeczywistości nie chodzi tu o optymalizowanie ludzkości. Chodzi o kontrolę. Seks jest potężnym napędem, a kontrolowanie seksu, czy to poprzez religię, społeczeństwo czy przymus, jest celem. Siły, które przekonały mężczyzn, by zdławili swojego wewnętrznego Czyngis-chana, feministki głoszące o lojalności, księża sprzedający cnotę, a nawet wojownicy „ziomko-sfery” zawstydzający hedonizm, mówią ci, że kontrolowana seksualność to siła i cnota. Wierzą, że optymalna cywilizacja to taka, w której jesteś oswojony i kontrolowany. „Zdyscyplinowany”. Taka, w której twoja seksualność jest zamknięta na klucz.

Ostatecznie prawdziwa dystopia nie tkwi w fantastycznych technologiach prokreacji, lecz w tym, jak chętnie jesteśmy gotowi iść na kompromis w kwestii naszego najbardziej pierwotnego popędu.

Każda ważna osoba w twoim życiu, czy to twoja żona, twój rząd, twój ksiądz, jakiś sławny filozof czy twój ulubiony internetowy guru, jeśli mówi ci, żebyś tłumił swój popęd seksualny i po prostu był wołem roboczym, powinieneś poszukać nowego źródła inspiracji.

Źródło:  The entire point of society is to control your sex life

 

Zobacz na: Geny, Memy i Tremy – Susan Blackmore
Robert Lewis Dabney o konserwatyzmie [1897]
Feministki vs Tradycyjni Konserwatyści, Modele Mentalne i Cukrzyca Seksualna
Epikureizm vs Stoicyzm
Mężczyźni wychowywani na wybrakowane kobiety – Rian Stone
Monogamia i jej wpływ na rozwój społeczny – Józef Kossecki