Leonard Peikoff: Pluraliści, Atomiści i Narodziny Determinizmu– Historia Filozofii Zachodniej (część 6 z 50)

Leonard Peikoff: Wprowadzenie do Historii Filozofii Zachodniej (część 1 z 50)
Leonard Peikoff: Pitagoras: Matematyka i Mistycyzm – Historia Filozofii Zachodniej (część 5 z 50)
Dobry wieczór, szanowni państwo. Filozofowie, których omawialiśmy w zeszłym tygodniu, choć wywarli ogromny wpływ na całą późniejszą filozofię, nie przedstawili kompletnych systemów filozoficznych. Mieli inspiracje, własne idee, konkretne obserwacje i argumenty, które oczywiście zostały przyjęte przez wielu późniejszych filozofów. Jednak ci pierwsi przed-sokratejczycy nie opracowali jeszcze żadnego ostatecznego, systematycznego i całościowego podejścia do filozofii.
Dziś wieczorem przyjrzymy się pierwszym rzeczywiście opracowanym, przemyślanym, systematycznym podejściom do filozofii, czyli pierwszym próbom stworzenia pełnych systemów lub przynajmniej ogólnych koncepcji filozoficznych. Przyjrzymy się trzem nurtom filozoficznym, które powstały w Grecji i przetrwały do dziś, mając rzesze zwolenników aż po współczesność, choć zapewne niekoniecznie w tym pomieszczeniu.
Te trzy nurty to materializm, sceptycyzm i idealizm; na początku krótko zdefiniuję każde z tych podstawowych podejść.
Materializm to pojęcie techniczne w metafizyce. Nie oznacza to skupienia na pieniądzach czy seksie. To pogląd, że rzeczywistość to zasadniczo materia w ruchu, a wszelkie tak zwane niematerialne lub mentalne zjawiska należy wyjaśniać wyłącznie w kategoriach fizyczno-materialnych.
Sceptycyzm to pogląd, że nikt nie może posiadać obiektywnej ani pewnej wiedzy o czymkolwiek. Innymi słowy, to, co nazywamy wiedzą, jest w rzeczywistości przypuszczeniem, przeczuciem, subiektywnym odczuciem, prawdopodobieństwem lub czymkolwiek innym, ale nie prawdziwą wiedzą.
Idealizm to ponownie termin techniczny w filozofii. Nie oznacza oddania się dobru. To pogląd, wywodzący się z metafizyki, że rzeczywistość jest zasadniczo niematerialna oraz że świat materialny nie jest pierwotną, niepodważalną podstawą, lecz w rzeczywistości jedynie skutkiem ubocznym lub przejawem czegoś bardziej fundamentalnego, czegoś o niematerialnym charakterze.
Zaznaczam, że te trzy nie wyczerpują wszystkich możliwych podejść do filozofii. Ani Arystoteles, ani obiektywizm nie zaliczają się do nich, ale o tym powiemy więcej później. Wszystkie te trzy, które dziś omówimy, w różny sposób wywodzą się z poglądów wczesnych filozofów, których rozważaliśmy w zeszłym tygodniu.
Można powiedzieć, że materializm wynika z poglądu Talesa, że wszystko jest wodą, ponieważ woda jest formą materii, choć Tales żył zbyt wcześnie, by to w pełni zrozumieć albo wyraził materialistyczne konsekwencje swojego stwierdzenia i jest bardzo wątpliwe, że zaakceptowałby materializm, gdyby zdał sobie sprawę, że wynika on z jego wypowiedzi.
Głównymi greckimi przedstawicielami materializmu byli atomiści i to właśnie od tej szkoły zaczniemy dzisiejsze rozważania.
Sceptycyzm wywodzi się przede wszystkim od Heraklita. Pamiętacie jego ucznia, Kratylosa, który całkowicie zaniechał mówienia, twierdząc, że nie ma do czego się odnosić; głównym przedstawicielem tego nurtu była szkoła sofistów. To ostatnia szkoła przed-platońska. Nie nazywam ich już przed-sokratejskimi, bo byli współcześni Sokratesowi w V wieku p.n.e.
DODAĆ LINK PONIŻEJ
A idealizm w Grecji zasadniczo wywodzi się z poglądów pitagorejskich, z dużym wsparciem ze strony Parmenidesa i Heraklita; jego głównym przedstawicielem jest oczywiście Platon, inspirowany także pewnymi sugestiami Sokratesa.
Spośród tych trzech nurtów, już na początku warto zaznaczyć, że idealizm Platona był nieporównanie bardziej wpływowy w świecie starożytnym, w średniowieczu, czasach nowożytnych oraz w XX wieku, niż materializm czy sceptycyzm — zarówno osobno, jak i razem — kiedykolwiek były.
W rzeczywistości jedną z największych zalet, które Platon zaoferował swoim zwolennikom i nadal oferuje po dziś dzień, było to, że jego podejście do filozofii pozwalało im uniknąć materialistycznych lub sceptycznych sposobów myślenia.
Dlatego najpierw pokrótce przyjrzymy się materializmowi i sceptycyzmowi jako ogólnemu tłu, a następnie przejdziemy do Platona. A teraz najpierw skupmy się na materialistach, czyli atomistach, jak nazywano ich w Grecji, z powodu, który zaraz wyjaśnię.
Po pierwsze, w zeszłym tygodniu omawialiśmy problem wynikający ze sprzeczności między Heraklitem a Parmenidesem. Wszystko się zmienia i to jest jedyna rzeczywistość. Nie ma żadnej zmiany, istnieje tylko to, co nieporuszone. Widzieliśmy też, jak pitagorejczycy próbowali rozwiązać ten problem, postulując istnienie dwóch światów.
Jeden świat to nieustanny przepływ, ten tutaj, który według nich powinien zadowolić Heraklita, a drugi jest niezmienny i powinien zadowolić Parmenidesa. Tak więc podjęto próbę pogodzenia tych dwóch stanowisk.
Atomisci są efektem zupełnie innej próby pogodzenia Parmenidesa i Heraklita, czyli próby bardzo odmiennej od tej pitagorejskiej. Atomisci zaliczają się do ogólnego nurtu filozoficznego zwanego pluralizmem, pluralizmem… za chwilę wyjaśnię, co oznacza ta nazwa. Pluraliści byli grupą filozofów, którzy zgadzali się z pewnymi poglądami Parmenidesa oraz pewnymi poglądami Heraklita w następujący sposób.
Zgadzali się z Parmenidesem, że substancja tworząca rzeczywistość musi być niepowstała, niezniszczalna, wieczna i niezmienna. Byli całkowicie zgodni, że nie może istnieć coś, co staje się niczym, ani odwrotnie. Nie istnieje to, co nie jest. Innymi słowy, zgadzali się, że nic naprawdę nowego nie może powstać ani przestać istnieć. Jednak zgadzali się z Heraklitem, że istnieje coś takiego jak zmiana, proces, działanie, ruch, stawanie się i uważali to za fakt zbyt oczywisty, by go negować.
Pojawiło się pytanie: jak pogodzić te dwa poglądy? Wpadli na pewien pomysł. Zastanawiali się: a co jeśli porzucimy monizm? Monizm, przypomnijmy, to pogląd, którego nazwę wprowadziłem w zeszłym tygodniu i oznacza przekonanie, że istnieje tylko jedna substancja świata, że wszystko, na przykład, jest wodą albo powietrzem, czy czymkolwiek innym. Załóżmy, że odrzucamy ten pogląd i zamiast tego twierdzimy, że świat składa się z wielu różnych składników. Oczywiście nazwa pluralizm wywodzi się z koncepcji wielu składników.
Powiedzmy, jak oni rozumowali, że każdemu z tych składników nadamy wszystkie parmenidejskie cechy, tak by każdy z nich był sam w sobie niezmienny, wieczny, niezniszczalny, niczym mały parmenidejski wszechświat w miniaturze. Ale, jak mówili, jedyną rzeczą, na którą pozwolimy tym składnikom, jest przemieszczanie się w przestrzeni. Tylko tyle. Pozwolimy im zmieniać swoje położenie. Dopuszczamy ruch jako jedyny rodzaj zmiany. Nie pozwolimy natomiast na żadne wewnętrzne zmiany w tych składnikach. Żadnych zmian w ich indywidualnych właściwościach.
Twierdzili, że ruch nie narusza zasady Parmenidesa, ponieważ nie wymaga powstawania ani zanikania czegokolwiek nowego. Ruch polega po prostu na przestawianiu składników, które zawsze istnieją, w nowych kombinacjach, na ciągłym mieszaniu i rozdzielaniu tych składników w różnych układach, jak to ujmowali. Nigdy nie zdarzy się, że coś stanie się tym, czym nie jest, ani odwrotnie. Zamierzamy więc wyjaśniać każdy inny rodzaj zmiany wyłącznie jako rzeczywisty, w rzeczywistości proces zmiany położenia, a więc przekształcania rozmieszczenia tych niezmiennych substancji.
Jeśli chcesz to sobie tak wyobrazić, rozbijemy Parmenidesa na wiele oddzielnych, małych substancji. A wszelką zmianę, wzrost, stawanie się i rozwój wyjaśnimy jedynie jako proces, w którym te wieczne substancje nieustannie się przemieszczają i przekształcają swoje układy. Nie będzie więc potrzeby odwoływania się do nieistnienia jako początku czy końca procesu zmiany. A kluczowa kwestia jest taka, że nic nowego nigdy nie powstaje.
Oczywiście pojawiało się pytanie: czym są te liczne substancje? Wcześni pluraliści mają dziś głównie znaczenie historyczne.
Pierwszym zwolennikiem tego podejścia był Empedokles, żyjący w latach 490–435 p.n.e. Nie był zbyt oryginalny w swojej koncepcji tego, czym są te substancje. Po prostu zebrał różne substancje od swoich poprzedników i połączył je w jedną teorię. Twierdził więc, że istnieją cztery podstawowe rodzaje materii, cztery korzenie, jak je nazywał: ziemia, powietrze, woda i ogień. A wszystko inne to tylko kombinacje i przekształcenia tych czterech. To tyle o Empedoklesie. Miał ciekawy pomysł, ale nie warto się tu nad nim dłużej zatrzymywać.
Miał następcę, Anaksagorasa, urodzonego około 500 r. p.n.e., który się z nim nie zgadzał. Był również pluralistą, ale przedstawiał swoje argumenty w następujący sposób. W zasadzie mówił Empedoklesowi:
„twierdzisz, że nic nowego nie powinno powstawać. Według twojej filozofii, nie istnieje coś, co nie staje się tym, czym jest. Ale ja tego nie dostrzegam. Z tego co widzę, z twojego punktu widzenia ciągle łamiesz podstawową zasadę Parmenidesa.”
Weźmy na przykład pomidory, banany, tytoń, kredę, mięso, włosy i tak dalej. Twierdzisz, że te rzeczy powstają, gdy ziemia, powietrze i pozostałe elementy łączą się w różne kombinacje. Ale mimo to, wszystkie wymienione przeze mnie rzeczy różnią się od ziemi, powietrza, wody i ognia. Mają różne cechy. Różnią się smakiem, kolorem, dźwiękiem i zapachem. A więc faktycznie powstaje coś nowego. Kiedy zachodzą różne zmiany, pojawia się smak banana, a gdy banan się rozkłada, smak znika i tak dalej. Powiedział, że musimy być tu naprawdę konsekwentni.
Jeśli rzeczywiście nie pojawiają się nowe cechy w rzeczywistości, a to jest podstawowa zasada Parmenidesa, musi istnieć znacznie więcej niż cztery rodzaje substancji. Musi istnieć nieokreślona liczba substancji. Powinno być tyle różnych substancji, ile jest różnych rodzajów rzeczy. Musi istnieć substancja pomidora z jej charakterystycznymi cechami, substancja banana, mięsa, włosów, tytoniu itd. Każdą z nich trzeba uznać za nieredukowalną, niewytłumaczalną przez cokolwiek innego, podstawowy składnik rzeczywistości. Powiedział też, że jeśli przyjmiemy ten pogląd, to maleńkie cząstki wszystkich tych substancji są obecne we wszystkim. Małe nasiona, jak to określił.
Wszystkie te substancje są obecne we wszystkim. Możesz powiedzieć: ale przecież nie widzę żadnych śladów banana ani pomidora, kiedy patrzę na czyjeś włosy. Odpowiedź byłaby taka: są tam tylko maleńkie ziarenka, a twoje zmysły są zbyt prymitywne, żeby je wykryć. Twoje zmysły cię oszukują. Dostrzegasz tylko to, czego jest najwięcej. Ale wyobraź sobie, że drobne cząstki, ziarenka wszystkiego są obecne we wszystkim. Wtedy, jak mówi, zmiana byłaby jedynie przestawieniem, a nic nowego nigdy by nie powstało.
Na przykład, gdybyśmy spalili drewno i zamienili je w popiół, nie pojawiłyby się żadne nowe właściwości, bo popiół był od początku obecny w drewnie. A wszystko, co się stało, to takie przestawienie, które pozwoliło nam dostrzec popiół i tymczasowo ukryło drewno, które nadal tam jest. I tak jest ze wszystkimi zmianami. To, jak powiedział, jedyne rozwiązanie, jeśli chcemy przestrzegać zasady Parmenidesa.
Z drugiej strony, to był całkowity ślepy zaułek wobec zadania, którego podjął się Tales. To był zupełny upadek, bo Tales chciał odnaleźć jedność pośród różnorodności. Chciał znaleźć jedność i wielość, a tutaj zostajemy z różnorodnością, gdzie wielość jest absolutnie nieredukowalna i niewytłumaczalna. To teoria bez przyszłości, która oznaczałaby kres nauki.
O pomidorach można powiedzieć tylko, że są zrobione z pomidorowej materii i tak samo jest z każdą inną rzeczą. A jednak wydawało się to wynikać z poglądów Empedoklesa, jeśli zachować konsekwencję wobec Parmenidesa. W tym momencie na scenę wkraczają atomiści. Dwaj słynni atomiści to Leukippos, który żył w VI wieku p.n.e. i o którym prawie nic nie wiadomo, a znacznie bardziej znany jest Demokryt, który, według dostępnych informacji, żył całe stulecie, od 460 do 360 p.n.e. Obaj, jako przedstawiciele szkoły atomistycznej, byli również pluralistami.
Zgodzili się, że świat składa się z wielu elementów, z których każdy jest zbyt mały, by go dostrzec, a wszelka zmiana polega jedynie na mieszaniu, rozdzielaniu i przestawianiu tych elementów. Ale ich zdaniem teoria Anaksagorasa jest beznadziejna. Co możemy zrobić, żeby wyjść z tej sytuacji? Opracowali teorię, która miała się okazać niezwykle wpływowa.
Stwierdzili, że trzeba rozróżnić dwa rodzaje cech, które posiadają rzeczy fizyczne, dwa zasadniczo odmienne rodzaje właściwości: jakościowe i ilościowe. Cechy jakościowe w przeciwieństwie do ilościowych, matematycznych czy liczbowych. Do cech jakościowych zaliczano między innymi kolory: czerwony, pomarańczowy, żółty itd. Dźwięki: głośne, ciche i tym podobne. Zapachy, można podać różne przykłady. Smaki, temperatury: ciepło, zimno i inne. Tekstura: chropowata, gładka i inne. To właśnie są cechy jakościowe.
Do ilościowych należą właściwości, które można zmierzyć matematycznie. Widać tu wyraźny wpływ pitagorejczyków. Zaliczają się do nich rozmiar, czyli dokładny stopień rozciągłości danej cząstki. Kształt: czy jest trójkątny, prostokątny czy inny? Ruch lub spoczynek, a także z jaką prędkością? Czy pozostaje w bezruchu, czy się porusza? A jeśli się porusza, to z jaką prędkością? I liczba. Czy dana rzecz to jedna cząstka, czy może dziesięć cząstek tworzy brzoskwinię albo coś innego? To są cztery główne wielkości. Rozmiar, kształt, ruch i liczba.
Na podstawie tego rozróżnienia stwierdzili, że jest tylko jedno wyjście z dylematu Anaksagorasa. Mianowicie całkowicie pozbawić rzeczy w świecie cech jakościowych. Stwierdzić, że rzeczy w świecie fizycznym mają w rzeczywistości wyłącznie cechy ilościowe. W rzeczywistości mają tylko rozmiar, kształt, ruch i liczbę.
Bo według nich, jeśli uznasz, że cechy – tak jak je właśnie zdefiniowali – takie jak kolory, zapachy, smak, temperatura i tak dalej są rzeczywiste, to masz dwie możliwości i obie prowadzą do katastrofy. Albo musisz przyznać, że niektóre z nich są rzeczywiste, ale nie wszystkie. I to właśnie, zasadniczo, jest stanowisko Empedoklesa. Niektóre cechy są rzeczywiste, a pozostałe nie. Ale wtedy pozostałe pojawiają się, zaczynają istnieć i znikają. A to jest zabronione przez Parmenidesa. Albo trzeba przyjąć, że wszystkie cechy są rzeczywiste. Wszystkie są równie fundamentalne i wieczne. I to właśnie stanowisko Anaksagorasa, które jest bez wyjścia. Naszą jedyną alternatywą, by uniknąć tej katastrofy, jest uznanie, że tylko niektóre cechy są rzeczywiste.
Twierdzenie, że wszystkie cechy są rzeczywiste, jest równoznaczne z twierdzeniem, że żadna nie jest rzeczywista. Można więc powiedzieć, że rzeczywistość sama w sobie jest wyłącznie ilościowa. Różne substancje, które ją tworzą, mają same w sobie jedynie rozmiar, kształt, ruch i liczbę.
To, co nazywamy cechami, to po prostu sposób, w jaki to, co istnieje naprawdę, oddziałuje na nas. Są jedynie subiektywnymi efektami odczuwanymi przez ludzi. To tylko sposób, w jaki rzeczy się nam jawią. A jeśli przyjmiemy taki pogląd, jak twierdzili, będziemy mogli wyjaśnić zmianę bez sprzeczności z Parmenidesem.
Gdy drewno zamienia się w popiół, w rzeczywistości nie pojawiają się żadne nowe cechy, bo w rzeczywistości nie ma żadnych cech. Pojawienie się nowych cech zachodzi wyłącznie w naszym umyśle, jako skutek różnych przemieszczeń czysto ilościowych cząstek w świecie. A zatem rzeczywistość składa się z ogromnej, właściwie nieskończonej liczby drobnych substancji lub cząstek, posiadających wyłącznie cechy ilościowe. Jak nazwiemy te cząstki? Każda z nich jest całkowicie parmenidejska. To maleńka, parmenidejska cząstka. Jest całkowicie zwarta w obrębie danej cząstki. To 'planum’, jeśli pamiętasz ten termin, całkowicie wypełnione. Nie ma w nim żadnych dziurek.
Gdybyś próbował wbić czubek noża albo igły w jedną z tych cząstek, nie udałoby się, bo jest całkowicie zwarta. Jest całkowicie niepodzielna. A ponieważ po grecku „niepodzielny” to atome, uznano, że te maleńkie cząstki to atomy. Dlatego uznali, że wszelka zmiana to wyłącznie zmiana przestrzennego położenia atomów. Stąd nazwa atomistów, która wyparła pluralizm, bo dawny pluralizm stracił poważanie. To stało się bardziej wyrafinowaną formą pluralizmu.
Teraz pojawia się pytanie: jak odróżnić jeden atom od drugiego? Skoro nie mają żadnych właściwości, co sprawia, że jeden atom jest inny niż drugi? Odpowiedź brzmiała: musi istnieć pusta przestrzeń między nimi. Bo gdyby nie było pustej przestrzeni, gdyby wszystko było jedną zwartą masą atomów, to byłoby to po prostu jeden wielki atom. Innymi słowy, wrócilibyśmy do stanowiska Parmenidesa. Dlatego oprócz samych atomów muszą istnieć puste przestrzenie między nimi.
Dlatego twierdzili, że rzeczywistość składa się z dwóch elementów: atomów oraz, jak to nazywali, pustki [próżni]. Próżnia to właśnie puste przestrzenie oddzielające atomy. Oczywiście próżnia jest rażącym naruszeniem zasady Parmenidesa. To jawne „nie-istniejące”, które staje się częścią rzeczywistości.
Próbowali obejść ten problem, mówiąc: nie, to nie narusza zasady Parmenidesa. Po prostu istnieją dwa rodzaje rzeczywistości: pełna i pusta. Ale to dość kulawe rozwiązanie. Tak czy inaczej, wszechświat to atomy w próżni i tyle.
Jak działają te atomy? Co decyduje o ich zachowaniu? Odpowiadali, że atomy działają wyłącznie pod wpływem nacisku i zderzeń z innymi atomami oraz odpowiednich reakcji fizycznych. Zderzają się i uderzają o siebie ściśle według praw mechaniki. Oczywiście w tamtych czasach nie znali praw mechaniki, ale chodzi o to, co dziś nazywamy prawami mechaniki. Czasem nazywa się to metafizyką bilardowych kul.
Wyobraź sobie, że ktoś uderzył w bile, które się rozbiegły i teraz odbijają się od siebie, poruszając się tam i z powrotem wyłącznie zgodnie z mechanistycznymi prawami. Według atomistów wszystko działa właśnie w ten sposób. Wszystko, co się dzieje, odbywa się wyłącznie według praw mechaniki. To oznacza przede wszystkim, że nic nie dzieje się przypadkowo. Byli całkowicie przeciwni poglądowi, że coś może wydarzyć się bez przyczyny. Wszystko jest zdeterminowane przez konfiguracje atomów oraz różne naciski i reakcje zgodnie z prawami mechaniki.
Po drugie, według nich nic nie dzieje się z powodu celu, zamierzenia czy dążenia do jakiegoś końca. Bo atomy, albo bile bilardowe, jeśli użyć tej analogii, nie poruszają się po to, żeby trafić do bocznej kieszeni. Poruszają się wyłącznie pod wpływem działających na nie sił. Innymi słowy: prawa mechaniki. Nie mają żadnych celów ani zamiarów.
Możesz pomyśleć: kule bilardowe poruszają się w ten sposób, ale człowiek, który porusza kijem, kieruje się inną zasadą działania. On miał swój cel. Czy to dla przyjemności, pokazania swoich umiejętności, zarobku, zabicia czasu czy z jakiegokolwiek innego powodu. Ale jeśli jesteś atomistą i wyznajesz tę filozofię, powiesz, że człowiek poruszający kijem działa według dokładnie tej samej zasady co kule bilardowe, gdy je uderzy. On również ma drgający układ atomów.
Pewne atomy uderzyły go w odpowiednie miejsca, co spowodowało drganie części jego ciała, a to sprawiło, że sięgnął po kij, To wywołało kolejne reakcje, aż w pewnym momencie ruch został przekazany kulom, które zaczynają się poruszać tam i z powrotem, potem uderzają w stół, inne się poruszają i tak dalej, i tak dalej, i na tym koniec. Taka metafizyka nazywana jest technicznie materializmem mechanistycznym.
Każde z tych słów ma swoje znaczenie. Materializm, jak już wyjaśniłem, to pogląd, że materia stanowi podstawę rzeczywistości. A wszystko, co niematerialne, jest tylko pochodną lub produktem ubocznym, który należy tłumaczyć wyłącznie za pomocą praw fizyki.
Mechanicyzm to przekonanie, że wszystko dzieje się zgodnie z prawami mechaniki.
Innymi słowy, przeciwstawia się to poglądowi znanemu jako teleologia. Teleologia zakłada, że gdzieś we wszechświecie działa zasada celowości. Teleolodzy jednak nie są zgodni co do tego, gdzie dokładnie występuje ta celowość. Religijny teleolog twierdzi, że cały wszechświat ma swój cel, a wszystko jest celowe. Natomiast teleolog o bardziej naturalistycznym podejściu powie, że tylko niektóre części wszechświata mają cel. Na przykład tylko istoty żywe, tylko świadome, albo nawet wyłącznie ludzie kierują się celowością.
Jednak mechanicyzm odrzuca istnienie celu na każdym poziomie i w każdym miejscu. Po prostu coś takiego nie istnieje. Celowe zachowanie to mit. To właśnie stanowi istotę metafizyki mechanistycznego materializmu. To właśnie byli pierwsi mechanistyczni materialiści w historii. Skoro przedstawia się to jako metafizykę, obejmuje wszystko, a więc także człowieka, jak właśnie zaznaczyłem. Z tego wynika, że człowiek podlega ścisłemu, niezmiennemu determinizmowi. Materializm zakłada determinizm, bo przecież nie istnieje umysł, który mógłby dokonywać wyborów.
Podobnie mechanicyzm zakłada determinizm, ponieważ wszystko dzieje się według praw mechaniki. Są więc deterministami w podwójnym sensie. To pierwsi w historii filozofii ortodoksyjni, systematyczni, zasadniczy i świadomi swego stanowiska determiniści.
Gdybyś ich zapytał: czy naprawdę nie wierzycie w istnienie umysłu lub duszy? Odpowiedzieliby: tak, wierzymy w duszę, ale dusza składa się z atomów duszy. To właśnie obecność tych szczególnych atomów powoduje powstanie życia i świadomości. Warto dodać, że wierzyli też w bogów, prawdopodobnie dlatego, że ludzie śnili o bogach, a w tamtych prymitywnych czasach sądzono, że jeśli coś pojawia się we śnie, musi mieć odpowiednik w rzeczywistości.
Jednak według nich bogowie również byli zbudowani z atomów. Ostatecznie bogowie ginęli tak samo jak ludzie. Nie posiadali boskich cech. Byli obojętni wobec ludzi. W pewnym momencie ich różne atomy po prostu się rozdzielały i tworzyły nowe kombinacje, co oznaczało koniec bogów. Z praktycznego punktu widzenia atomiści byli ateistami, choć uznawali istnienie bogów zupełnie niereligijnych i nieistotnych.
Podkreślam, że atomy duszy są całkowicie fizyczne, więc według tej filozofii można by dosłownie mieć garść duszy. Atomy duszy, jak twierdzą, są drobne, okrągłe, gładkie, wypolerowane i ruchliwe. Są rozproszone po całym świecie. Gdy ich skupisko połączy się z większymi atomami i zacznie drżeć, powstaje istota żywa, a jeśli wszystko jest odpowiednio zorganizowane, to do tego świadoma. Świadomość to nic innego jak drżenie atomów duszy. Okresowo występuje ich niewielki niedobór. Kilka z nich opuszcza ciało. To nazywamy snem.
Czasem w ciągu dnia następuje nagły odpływ. To jest omdlenie. A w pewnym momencie wszystkie opuszczają ciało na zawsze. To jest umieranie. Oczywiście, według tej filozofii nie istnieje coś takiego jak nieśmiertelność. Śmierć to rozpad, po którym nie pozostaje już nic z ciebie.
Twoje różne atomowe składniki rozpraszają się zgodnie z prawami mechaniki, by uczestniczyć w nowych połączeniach, a ty zostajesz unicestwiony, to już koniec, bo jesteś tylko tą kombinacją. To tyle o metafizyce atomistów.
A co z ich epistemologią? Wspomnę tu tylko o jednym aspekcie, ich podejściu do zmysłów. Pamiętacie, że Heraklit uważał zmysły za niewiarygodne i rozróżniał rzeczywistość od pozoru; podobnie myśleli Parmenides i pitagorejczycy. Zmysły nas zwodzą. Atomiści mają dokładnie taki sam pogląd. Twierdzą, że nie można polegać na zmysłach. Dlaczego?
Według zmysłów wydaje się, że rzeczy mają kolory. Nic nie wydaje mi się bardziej oczywiste niż to, że ten obrus jest zielony. A jednak, jeśli ta teoria jest słuszna, w rzeczywistości nie istnieją żadne kolory. Zielony [kolor] to dla mnie subiektywne wrażenie. Nic nie wydaje się bardziej oczywiste niż to, że to odczuwam jako chłodne. A jednak wiemy, że w rzeczywistości nie istnieją temperatury. Nic nie wydaje się bardziej oczywiste niż to, że teraz słyszę dźwięk, czyli swój własny głos, ale dźwięki nie istnieją. Nie istnieją też smaki ani faktury. Istnieje tylko rozmiar, kształt i tym podobne. Dlatego zmysły są zwodnicze.
Demokryt używa terminu „konwencja”, który zaczerpnął ze szkoły sofistów, aby określić wszystko, co jest wytworem subiektywnej natury człowieka, w przeciwieństwie do rzeczywistych faktów.
Grecy często przeciwstawiali to, co wynikało z konwencji, temu, co pochodziło z natury lub rzeczywistości.
Posługując się tą terminologią, Demokryt mówi w słynnym cytacie:
„Według konwencji słodkie jest słodkie. Według konwencji gorzkie jest gorzkie. Według konwencji gorące jest gorące. Według konwencji zimne jest zimne. Według konwencji kolor to kolor. Ale w rzeczywistości istnieją tylko atomy w pustce. To znaczy, że przedmioty postrzegane zmysłami uznaje się za rzeczywiste i zwykle traktuje właśnie w ten sposób. Ale tak naprawdę nie są one rzeczywiste. Prawdziwe są wyłącznie atomy w pustce”, koniec cytatu.
Tak więc atom podlega tej samej dychotomii między rzeczywistością poznawaną rozumem a pozorem poznawanym zmysłami. Więc powielają to, co obserwowaliśmy w wielu innych przypadkach. Dlatego oni również są racjonalistami w sensie filozoficznym.
Ci z was, którzy znają filozofię nowożytną, wiedzą, że rozróżnienie atomistów na tak zwane jakości i ilości, choć w świecie antycznym i średniowiecznym nie miało większego znaczenia, zostało podjęte w epoce renesansu przez niemal wszystkich wybitnych naukowców i filozofów. Podjęli je i zaakceptowali Galileusz, Kartezjusz, Spinoza, Leibniz, Locke. A Locke nadał temu współczesną nazwę. Zamiast mówić o cechach i ilościach, nazwał je cechami pierwotnymi i wtórnymi.
Według niego cechy pierwotne to ilości, a wtórne to subiektywne wrażenia, jakie wywołują w nas. Wszyscy ci filozofowie wykorzystali to jako podstawę do podważania wiarygodności zmysłów. Tak więc jeszcze do tego wrócimy. Pochodzi to od greckich atomistów i wywarło ogromny wpływ na filozofię nowożytną. Na razie zostawię ten temat.
Rozplątanie, co jest w tym nie tak, to skomplikowana sprawa. W grę wchodzi tu kilka różnych czynników. Przedstawię obiektywistyczne stanowisko w tej sprawie, gdy będziecie szczególnie ciekawi odpowiedzi, jeśli jeszcze nie jesteście, bo zobaczycie, jakie katastrofy w świecie współczesnym wynikają z tego rozróżnienia. Proponuję, żebyście prowadzili listę zagadnień. Obiecałem, że przedstawię obiektywistyczne stanowisko w tych sprawach przed końcem kursu.
Pierwsze pytanie: co jest nie tak z rozróżnieniem między cechami pierwotnymi a wtórnymi?
Chciałbym jednak jeszcze na koniec powiedzieć coś o metafizyce atomizmu, zanim przejdziemy dalej. Nie daj się zwieść prymitywnej wizji atomów, bo w bardziej zaawansowanych wersjach ta teoria jest dziś niezwykle rozpowszechniona. Jest obecna wszędzie, zwłaszcza wśród psychologów, którzy bardzo chcą uchodzić za naukowców i uważają, że muszą być materialistami.
Być może najbardziej znanym przykładem jest B.F. Skinner, ale takich osób jest naprawdę wiele. Oczywiście dziś nie mówi się o atomach duszy, ale to, z czym zgadzają się z atomistami, to przekonanie, że całe ludzkie zachowanie można wyjaśnić bez odwoływania się do umysłu czy świadomości. Można po prostu pominąć świadomość i uznać ją za zwykły efekt działania materii. A potem oczywiście spierają się między sobą, czy istotne są geny, ładunki elektryczne, czy połączenia bodziec–reakcja, odruchy, super odruchy i tym podobne. Ale filozoficznie to wszystko nie ma znaczenia. To tylko bardziej wyrafinowane wersje teorii Demokryta (atomizmu).
Filozoficznie jednak jest to identyczne z teorią Demokryta. Naukowo jest bardziej zaawansowane, ale filozoficznie pozostaje takie same. A teraz, jeśli chodzi o to, co jest nie tak z materializmem mechanistycznym jako filozofią, jeśli jesteś zainteresowany, polecę ci kilka lektur. Najpierw polecam artykuł pani Rand o Skinnerze w „Ayn Rand Letter”. Możesz też sięgnąć po książkę W.T. Jonesa, „Historia Filozofii Zachodniej”, tom 1, zawiera rozdział o atomizmie, w którym przedstawiono wiele krytycznych uwag na jego temat.
Mogę polecić książkę Branda Blansharda „Natura Myśli”, która zawiera bardzo dobry rozdział krytykujący i analizujący behawioryzm, behawioryzm to po prostu nazwa materializmu mechanistycznego stosowanego we współczesnej psychologii.
Mogę też polecić książkę Jamesa Bissett Pratta „Materia i Duch”, która ma wiele, wad, ale również wiele trafnych argumentów przeciwko materializmowi. Jako teoria fizyki, nie metafizyki, lecz właśnie fizyki, materializm mechanistyczny był genialnym pomysłem.
W rzeczywistości współczesna nauka zaczęła się, gdy ktoś wpadł na pomysł połączenia Demokryta z Pitagorasem. Czyli poszukiwania praw mechanistycznych, które można było wyrazić matematycznie. Ale osiągnięto to dopiero w czasach renesansu, o czym przekonamy się, gdy tam dotrzemy. Jako metafizyka jest całkowicie nie do przyjęcia, ponieważ zaprzecza istnieniu umysłu. Jako taka natychmiast sama sobie przeczy, co jej przeciwnicy podkreślali od czasów starożytnych aż do dziś.
Jeśli nie istnieje umysł zdolny do obserwowania dowodów i rozumowania według praw logiki, to wnioski każdego człowieka są jedynie ślepymi, mechanistycznymi reakcjami. Każdy człowiek jest wtedy maszyną. Jest fizyczną marionetką sterowaną przez prawa ruchu. Jego wnioski są zdeterminowane przez takie czynniki jak gęstość języka, lepkość śliny, ładunki przepływające przez układ nerwowy itd. W gruncie rzeczy jest jak mały układ bilardowych kul, brzęczący i drżący z mechanicznej konieczności. Nikt wyznający tę filozofię nie może twierdzić, że kieruje się logiką, rozumem czy dowodami, bo nie ma umysłu, który mógłby je pojąć, przemyśleć czy powiązać.
Jak więc można rozstrzygnąć, która z wielu sprzecznych opinii na różne tematy jest prawdziwa? Tak wygląda ta sytuacja. Ty brzęczysz tak, jak musisz, ja drżę tak, jak muszę i na tym koniec. Nikt nie może powiedzieć, że jego stanowisko to wiedza, po prostu tak musi mu się drżeć. Innymi słowy, materializm prowadzi do sceptycyzmu i w tym sensie sam sobie przeczy. Nie byłbyś w stanie nawet wiedzieć, że materializm jest prawdziwy, gdybyś nie miał umysłu zdolnego do zdobywania wiedzy.
Jest wiele innych zarzutów, o których możesz przeczytać w wymienionych przeze mnie książkach. Jeśli chcesz, z przyjemnością podczas sesji pytań rozwinę trzy lub cztery kolejne przykładowe zarzuty wobec materializmu, jeśli potrzebujesz większego arsenału argumentów. Ale jeśli sobie życzysz, poczekam na pytania podczas sesji.
Proszę podać kilka dodatkowych argumentów przeciwko materializmowi mechanicznemu. Pierwsze pytanie, jakie należy zadać, to: jaki jest argument za materializmem? Co ma to uzasadniać?
Jeśli spojrzysz na rzeczywistość bez uprzedzeń i naprawdę będziesz kierować się obserwacją, zauważysz istnienie świata zewnętrznego i wewnętrznego. Masz bezpośrednią świadomość materii na zewnątrz oraz świadomości we własnym umyśle. Standardowy materialista, powiedzmy ten niższego szczebla, a tacy też mogą być profesorami na Harvardzie. Standardowy materialista powie: nie wiem, o czym mówisz, gdy wspominasz o świadomości czy umyśle.
Nie potrafię go posmakować. Nie potrafię go poczuć. Nie mogę tego zważyć. Nie mogę tego rozebrać na części. Teraz mogę rozłupać twoją czaszkę i włożyć palce do twojego mózgu. To jest dobre, solidne i fizyczne. Mogę mieć kanapkę z mózgiem. Ale nie potrafię znaleźć żadnego umysłu. Dlatego to mit.
Ten argument, w rzeczywistości, jest znakomity. Polega on tym, że przypisuje się cechy materii jako kryterium rzeczywistości, a następnie stwierdza, że skoro umysł nie ma tych cech, nie jest realny. Cóż, gdyby ta metoda rozumowania była prawidłowa, można by zrobić dokładnie to samo w odwrotną stronę. Można sporządzić listę wszystkich rzeczy, których materia nie posiada. Na przykład nie da się przeprowadzić psychoanalizy elektronów ani materii. Nie można omawiać ich motywacji. Nie można omawiać ich uczuć, doznań, przesłanek itp. Załóżmy teraz, że powiedziałbym: skoro nie da się tego robić z materią, oczywiście materia nie istnieje, istnieje tylko umysł.
Najbardziej oczywista odpowiedź brzmi: jak można przyjąć cechy świadomości i dowolnie stwierdzić, że cała rzeczywistość musi je spełniać? Skoro wyraźnie istnieją dwa rodzaje rzeczy. Ta sama zasada dotyczy również materii. Wtedy oczywiście materialista odpowie: tak, ale nie da się zdefiniować świadomości.
Możesz jedynie podać synonimy. Możesz powiedzieć, że świadomość to zdolność postrzegania. Albo wymienić jej cechy. Ale nie możesz powiedzieć, czym ona właściwie jest? Na co odpowiedź brzmi: w dokładnie taki sam sposób jesteś w tej samej sytuacji wobec materii. Możesz podać synonimy. Możesz powiedzieć, że jest materialna, fizyczna, rozciągła w przestrzeni. Ale nie możesz jej zdefiniować za pomocą innych pojęć, tak samo jak świadomości.
Wszystkie definicje zakładają istnienie pewnych poznawczych podstaw, czyli podstawowych kategorii, za pomocą których definiuje się wszystko inne, ale których samych nie da się już bardziej rozłożyć. W praktyce są to aksjomaty definicji.
Są wszelkie powody, by uznać, że świadomość jako zjawisko jest po prostu opisowo odmienna od materii. W konsekwencji nie możesz zrobić nic więcej, niż powiedzieć: jeśli chcesz wiedzieć, co mam na myśli mówiąc o świadomości, wskazujesz ją w taki sam sposób, jak wskazujesz materię albo kolor zielony.
Jak przekazałbyś komuś, kto nie zna tego pojęcia, czym jest kolor zielony? Musiałbyś wskazać kilka przykładów i powiedzieć: to jest zielony. To właśnie nazywa się definicją przez wskazanie.
Definicja przez wskazanie. W ten sposób definiuje się wszystkie pojęcia podstawowe. Jak zdefiniowałbyś istnienie? Tak samo. Ponieważ wszystko istnieje, nie możesz odróżnić istnienia od czegokolwiek innego. Jedyny sposób, by zdefiniować istnienie, to po prostu machnąć ręką i powiedzieć: to właśnie to.
Obejmuje wszystko. Ta sama zasada dotyczy świadomości. Nie chodzi o to, że obejmuje wszystko, lecz o to, że pojmujesz ją przez bezpośrednią introspekcję. Przypominam o kluczowej kwestii: musimy rozróżnić, co może zrobić filozofia, a co nauka.
Ani ja, ani obiektywizm nie przedstawiamy teorii na temat ostatecznej relacji między materią, jaką obecnie znamy, a świadomością. Może tak być. Mówię, że być może, po prostu tego nie wykluczam, że świadomość jest zjawiskiem powstającym wskutek ogromnej złożoności organizacji materii. W tym sensie jest to zjawisko wtórne.
Może być tak, że istnieją po prostu, niepodzielnie, świadomość i materia jako dwa odrębne zjawiska, które w pewnej formie zawsze istnieją i łączą się w określony sposób, gdy są odpowiednie warunki. Może się też okazać, że istnieje trzecie albo dziesiąte zjawisko, którego jeszcze nie znamy. Z którego materia jest jednym produktem, a świadomość drugim. Albo jedną formą, a drugą formą. Jakaś substancja świata, która pozostaje poza naszą wiedzą. Jakiś rodzaj energii. Nie wiem.
Nikt nie wie i nikt nie powinien snuć spekulacji przy obecnym stanie naszej wiedzy. Filozofia również nie będzie miała narzędzi, by odpowiedzieć na to pytanie. Na to pytanie odpowiedzą odpowiednie odkrycia naukowe w dziedzinie fizyki, biologii i psychologii. Nie przesądzam tych kwestii. Po prostu twierdzę, że z filozoficznego punktu widzenia nie można pominąć następującego faktu.
Po pierwsze, istnieje świadomość, której nie da się sprowadzić do materii, tak jak obecnie rozumiemy zjawisko materii. Ma swoje własne cechy i swój własny sposób poznania. Jest równie rzeczywistym zjawiskiem, jak zewnętrzna materia fizyczna.
Po drugie, wnioski świadomości są skuteczne. Wpływają na rzeczywiste zachowanie świadomych istot.
Po trzecie, w przypadku człowieka świadomość jest związana z wolą. Dowody na te ostatnie punkty, oczywiście, zakładam, że znacie z obiektywistycznej literatury, więc nie będę ich tutaj omawiać. To są kwestie dotyczące problemu umysł–ciało, które są filozoficznie niepodważalne. Natomiast ostatecznych fizycznych czy metafizycznych powiązań między nimi nie znam i nie ma to znaczenia. Z filozoficznego punktu widzenia nie ma to znaczenia.
Przyjrzyjmy się teraz materializmowi, który występuje w dwóch odmianach.
Jedna z nich to materializm redukcyjny, a druga to epifenomenalizm.
Materializm redukcyjny to najbardziej prymitywny typ. To ten pogląd, według którego myślenie to nic innego jak drżenie komórek mózgowych. Miłość to tylko wydzielanie soków gruczołowych i tak dalej. To prymitywne pomieszanie warunku koniecznego z tożsamością.
Może faktycznie niektóre gruczoły muszą wydzielić coś, zanim można poczuć miłość. To nie oznacza, że jest to niezbędny warunek miłości. Oczywiście musi to być coś innego niż to, co ją wywołuje lub co ją zakłada. Jak powiedział pewien filozof, nie da się dyskutować z kimś, kto twierdzi, że miłość to po prostu wydzielanie soków. To się różni od twierdzenia, że miłość jest przez coś wywołana lub coś zakłada; chodzi o to, że miłość dosłownie tym jest.
Bo jak mówił, jeśli chcesz obalić jakieś stanowisko, próbujesz wykazać, że prowadzi ono do absurdu. Ale jeśli ktoś przychodzi i jako swoje oficjalne stanowisko wygłasza absurd, nie masz już żadnych argumentów. Jeśli ktoś przyjdzie i powie: „uważam, że słonie to brzoskwinie”, to co możesz zrobić? To właśnie jest redukcyjny materializm.
Bardziej poważną odmianą materializmu jest epifenomenalizm, pogląd że istnieje coś takiego jak umysł, który jest jedynie odrębny od materii. To całkowicie bezradny produkt uboczny materii. Nie jest w stanie zainicjować żadnego działania. Jest biernym skutkiem procesów fizycznych. Jest całkowicie zdeterminowany, zupełnie pozbawiony celu. Trochę jak bezużyteczny odpad, który natura wydziela.
Problemy z tym podejściem to wszystkie te, które już wskazaliśmy, a nawet więcej. Jeśli umysł jest metafizycznie bezsilny i nie wywiera żadnego wpływu, to taka teoria natychmiast sama sobie przeczy. Zwolennicy tej teorii według własnych założeń są pozbawieni umysłu, albo raczej mają bezużyteczny umysł, który niczego nie zmienia. A zatem ich umysł nie miał żadnego związku z ruchem ich rąk czy języka, gdy przedstawiali swoją teorię.
Oczywiście, jeśli nie ma umysłu, nie ma też możliwości wyboru, więc materializm z konieczności prowadzi do determinizmu. A to, jak zapewne wiesz z literatury obiektywistycznej, jest całkowicie sprzeczne samo ze sobą. Determinista nie może wiedzieć niczego, nawet tego, że jest zdeterminowany. A ponieważ zakłada brak celu, również jest sprzeczne samo ze sobą. To oznacza, że w zasadzie nie da się odróżnić człowieka, którego ręka drży z powodu choroby, od człowieka, którego ręka drży, bo chce wyrazić jakąś myśl, bo nie istnieje coś takiego jak chęć wyrażenia.
Wszystko, co się dzieje, pozbawione jest celu. To jest po prostu mechanicznie spowodowane. Jeśli tak jest, nikt nie ma prawa oczekiwać, że będziesz brał pod uwagę skutki jego mimowolnych drgawek. A poza tym wszystkim jest jeden prosty fakt. W filozofii często bardzo pomocne jest odwoływanie się do faktów. Nie jest to częsta praktyka, ale bardzo pożądana. Twierdzę, że nie można spojrzeć na rzeczywiste fakty świata i choćby przez chwilę rozważać pogląd, że idee, zjawiska mentalne, nie mają żadnych skutków, a to właśnie jest istotą materializmu.
Nie da się wyjaśnić faktów dotyczących ludzkiego zachowania, tych oczywistych faktów, że ich postępowanie wynika z ich przekonań, w tym ocen wartości, że gdy zmieniają swoje wartości, zmieniają swoje działania, że chodzą do psychoterapeutów, by zmienić swoje procesy myślowe, aby móc postępować inaczej, że to jedyny sposób, w jaki mogą to zrobić, że wiedza jest niezbędna, bez której człowiek nie przejdzie przez ulicę ani nie zaspokoi nawet najmniejszego głodu oraz że wiedza to coś mentalnego, zdobycie świadomości, idei, informacji.
Nie da się zacząć rozumieć historii ludzkości, od rewolucji przemysłowej po samobiczowanie najbardziej skrajnych średniowiecznych świętych. Na mechanistyczno-materialistycznych podstawach, że w jakiś dziwny sposób atomy zaczęły drżeć, a święty Franciszek wychodził i zanurzał się w śnieżnej zaspie za każdym razem, gdy odczuwał pożądanie seksualne. To naprawdę jest dziwaczne.
Nie chcę poświęcać temu całego czasu, ale uważam mechanistyczny materializm za całkowicie bezsensowny. Uważam, że filozofia Platona jest nieskończenie bardziej wyrafinowana, głębsza i lepiej uzasadniona. Jest błędna, ale i tak wolałbym Platona niż materialistę.
Czy mechanicyzm jest uzasadniony w fizyce? To część tego samego zagadnienia. Cóż, jeśli przez mechanicyzm rozumiesz jedynie odrzucenie teleologii w odniesieniu do świata nieożywionego, to powiedziałbym: tak. Innymi słowy, obiektywizm nie uznaje poglądu, że świat nieożywiony jest kierowany przez celowość. Uważa, że celowość współistnieje ze świadomością, więc jest możliwa co najwyżej u zwierząt, a przede wszystkim w formie konceptualnie ukierunkowanego celu u człowieka.
W tym szerokim sensie obiektywizm zgodziłby się z mechanicyzmem w fizyce. Jednak gdy zaczynasz rozumieć mechanicyzm bardziej szczegółowo, prawa Galileusza, Newtona, Einsteina czy jakiegokolwiek innego konkretnego naukowca, który ci o tym powie jakie są zasady działania materii, to pytanie do nauki, nie do filozofii.
Czy są materialiści, którzy nie są mechanistami, albo mechaniści, którzy nie są materialistami? Dobrze, rozważmy to po kolei. Czy są materialiści, którzy nie są mechanicyzmami? Tak, są… na przykład marksiści.
Marksiści to materialiści dialektyczni, a nie mechanistyczni. Jako materialiści uznają, że rzeczywistość to przede wszystkim materia w ruchu. Ale jako zwolennicy dialektyki nie wierzą, że prawa rządzące rozwojem materii to po prostu stare, klasyczne prawa mechaniki galileuszowskiej czy newtonowskiej. Uważają, że prawa rządzące całym światem to dialektyczna triada Hegla. Najpierw coś się wydarza, potem pojawia się przeciwieństwo, następnie oba te elementy się łączą, tworząc nowe przeciwieństwo, i tak dalej… rzeczywistość zmierza w ten sposób ku przeznaczeniu. To zupełnie inny rodzaj materializmu. To nie jest materializm mechanistyczny.
Czy są mechaniści, którzy nie są materialistami? Nie potrafię sobie wyobrazić, czym by się charakteryzowali. Jeśli mechanicyzm zakłada, że wszystko działa według praw mechaniki, to nie wiem, co poza rzeczami materialnymi mogłoby im podlegać. A jeśli wszystko funkcjonuje w ten sposób, to zapewne wszystko jest materialne, więc nie potrafię sobie wyobrazić odwrotnej sytuacji.
Czy filozofia zajmuje się ustalaniem statusu świadomości, czyli czy jest ona odrębną substancją czy bytem, stanem, cechą lub działaniem niektórych istot żywych? Jeśli to jest pytanie filozoficzne, jaka jest na nie odpowiedź? Jedyny sposób, w jaki jest to pytanie filozoficzne, polega na tym, że świadomość musi w pewnym sensie posiadać przynajmniej jedną cechę bytu, czyli być zdolną do inicjowania działania. Musi być do tego zdolna, jeśli mamy zachować filozoficzną zasadę skuteczności świadomości i jej zdolności do kierowania zachowaniem ludzi lub zwierząt. Pod tym względem musi być zbliżona do bytu. Natomiast co do jej dokładnego statusu i dalszych relacji, filozofia nie ma nic do powiedzenia.
Zobacz na: Modele mentalne
(Nie)mierzalny Wszechświat | Psychologia totalitaryzmu – Mattias Desmet
Myślenie pojęciowe, a myślenie stereotypowe – Andrzej Wronka, Kazimierz Ajdukiewicz, Józef Kossecki
Leonard Peikoff: Pluraliści, Atomiści i Narodziny Determinizmu– Historia Filozofii Zachodniej (część 6 z 50)
https://rumble.com/v74868k-pluralisci-atomisci-i-narodziny-determinizmu.html
W tym wykładzie Leonard Peikoff wskazuje, że po „pierwszych” przedsokratejczykach Grecy zaczęli budować pełniejsze, systematyczne stanowiska filozoficzne. Omawia trzy wielkie nurty: materializm (rzeczywistość to materia w ruchu, a zjawiska psychiczne trzeba wyjaśniać fizyką), sceptycyzm (brak pewnej, obiektywnej wiedzy) i idealizm (pierwotne jest to, co niematerialne). W tym fragmencie skupia się głównie na materializmie atomistów i na tym, jak rodzi się determinizm.
Punktem wyjścia jest konflikt Heraklita i Parmenidesa: z jednej strony oczywistość zmiany, z drugiej teza, że „nic nie powstaje z niebytu i nie znika w niebyt”. Pluralisci próbują pogodzić te intuicje, odrzucając monizm: świat ma się składać z wielu wiecznych, niezmiennych składników, a „zmiana” ma oznaczać tylko przemieszczanie i nowe układy tych elementów.
Peikoff streszcza dwie wcześniejsze wersje pluralizmu. Empedokles proponuje cztery „korzenie” (ziemia, woda, powietrze, ogień), z których powstają rzeczy jako mieszanki. Anaksagoras zarzuca mu niekonsekwencję: skoro nic nowego nie może się pojawiać, to nie da się wyjaśnić nowych jakości (smak, zapach, barwa) czterema elementami; trzeba więc przyjąć nieokreśloną liczbę „nasion” wszystkich rodzajów rzeczy obecnych we wszystkim. Peikoff ocenia to jako ślepy zaułek: zamiast jedności w różnorodności dostajemy czystą, nieredukowalną mnogość.
W tym miejscu pojawiają się atomiści (Leukippos i Demokryt). Ich kluczowy manewr to rozróżnienie właściwości ilościowych (rozmiar, kształt, ruch, liczba) i jakościowych (kolor, smak, dźwięk, ciepło/zimno, faktura). Aby uniknąć konsekwencji Anaksagorasa, atomiści ogłaszają, że realne są tylko cechy ilościowe, a jakościowe to wyłącznie subiektywne wrażenia powstające w nas wskutek układów i zderzeń cząstek. Zmiana w świecie to więc wyłącznie przestawianie niezmiennych składników.
Te składniki nazywają atomami (niepodzielnymi, „pełnymi”, zwartymi cząstkami). Żeby atomy mogły się poruszać i nie tworzyły jednego bloku, potrzebna jest próżnia – puste przestrzenie między nimi. Peikoff zauważa, że to kłopotliwe względem Parmenidesa (wprowadza „niebyt”), ale atomiści próbują to obejść mówiąc o „pełnym” i „pustym” jako dwóch aspektach rzeczywistości.
Następnie wykłada się sedno „narodzin determinizmu”: świat jest jak bilardowe kule – atomy działają tylko przez nacisk i zderzenia, według praw mechaniki. Nie ma tu miejsca ani na przypadek, ani na celowość (teleologię). Skoro człowiek jest częścią tej samej maszynerii, jego „dusza” i „umysł” to także konfiguracje atomów; świadomość to tylko fizyczny proces. Wniosek: brak wolnej woli i konsekwentny determinizm.
W epistemologii atomistów wraca znana dychotomia: zmysły zwodzą, bo pokazują kolory, smaki czy temperatury, których „naprawdę” nie ma; prawdą są jedynie „atomy w próżni”. Peikoff cytuje Demokryta: „konwencjonalnie” istnieją jakości, „w rzeczywistości” tylko atomy i pustka. To dziedzictwo przechodzi później do filozofii nowożytnej jako podział Locke’a na jakości pierwotne i wtórne.
Na końcu Peikoff krytykuje materializm mechanistyczny jako metafizykę: zaprzeczając realnej, sprawczej roli umysłu, podcina gałąź, na której siedzi, bo jeśli myślenie jest tylko mechaniczną reakcją, nie ma podstaw, by mówić o dowodach, logice i wiedzy. Materializm prowadzi więc do sceptycyzmu i samosprzeczności. Dodatkowo wskazuje, że w praktyce współczesne wersje tego podejścia (np. behawioryzm) powtarzają filozoficznie Demokryta, nawet jeśli są naukowo bardziej „zaawansowane”.
Najnowsze komentarze