Leonard Peikoff: Parmenides z Elei, Logika Niezmiennego Wszechświata – Historia Filozofii Zachodniej (część 4 z 50)

Parmenides z Elei, Logika Niezmiennego Wszechświata – Historia Filozofii Zachodniej (część 4 z 50)

Leonard Peikoff: Wprowadzenie do Historii Filozofii Zachodniej (część 1 z 50)
Leonard Peikoff: Heraklit z Efezu, Świat Zmiany i Sprzeczności – Historia Filozofii Zachodniej (część 3 z 50)

Przejdźmy teraz do filozofa, który działał około 20 lat po Heraklicie, czyli około 480 roku p.n.e. który prezentuje zupełnie przeciwstawny pogląd — Parmenides. Parmenides pochodzi z miasta Elea, dlatego jego filozofię często nazywa się eleatyzmem, czyli filozofią eleatów.

Parmenides jest pierwszym, sądząc po zachowanych fragmentach, który popiera swoje przekonania logicznymi argumentami. Po raz pierwszy mamy zachowany spójny poemat jego autorstwa i nie przedstawia swoich wniosków w zagadkowy sposób, jak czynił to Heraklit, lecz dzieli się z nami swoim rzeczywistym rozumowaniem. Jest zdecydowanie przeciwny poglądom Heraklita, według którego wszystko jest tożsamością przeciwieństw albo że nic nie istnieje, a wszystko jest w procesie stawania się.

Cała jego filozofia wywodzi się z jednej podstawowej zasady, którą przedstawię własnymi słowami, ale jej sednem jest właśnie ta zasada: Co jest, istnieje, a czego nie ma, nie istnieje.

A to, czego nie ma, nie może istnieć ani być przedmiotem myśli. Powtarzam to, bo to właśnie stanowi istotę filozofii Parmenidesa. To, co jest, istnieje, a to, czego nie ma, nie istnieje. To, czego nie ma, nie może ani istnieć, ani być pomyślane. Jeśli chcesz poznać własne sformułowania Parmenidesa, zacytuję ci fragmenty jego dzieł. Cytat z Parmenidesa.

„Chodź, opowiem ci, więc wsłuchaj się w moje słowa i zapamiętaj je. Istnieją tylko dwie możliwe drogi poszukiwania. Pierwsza to ta, że to, co jest, istnieje i niemożliwe jest, by nie istniało, to droga przekonania, bo towarzyszy jej prawda. Druga, że to, co jest, nie istnieje — mówię ci, że to ścieżka, której nikt nie może poznać. Bo nie możesz poznać tego, czego nie ma, to niemożliwe, ani tego wypowiedzieć.”

Koniec cytatu. Jak widzisz, to całkowite odrzucenie poglądów Heraklita. Heraklit twierdzi, że wszystko jednocześnie jest i nie jest. A Parmenides stanowczo temu zaprzecza. Jeśli coś istnieje, to istnieje, a jeśli nie istnieje, to nie istnieje. To, co istnieje, istnieje, a to, czego nie ma, nie istnieje. W stosunku do heraklityków wypowiada się bardzo dosadnie. W jednym z fragmentów odnosi się do nich, cytuję:

„…jako śmiertelników nieświadomych, którzy błąkają się dwulicowo. Bezradność prowadzi ich błąkające się myśli w sercach i są niesieni w oszołomieniu niczym ludzie głusi i ślepi. Nieświadome tłumy, które twierdzą, że coś jest i nie jest zarazem tym samym oraz że wszystko zmierza w przeciwnych kierunkach.”

Koniec cytatu. Innymi słowy, odrzuca poglądy heraklityków. Jeszcze jeden fragment od niego.

„Nigdy nie da się dowieść, że rzeczy, które nie istnieją, istnieją. I powstrzymaj swoje myśli od takiego rozumowania.”

Koniec cytatu. Co właściwie oznacza jego podstawowa zasada? Jest to oczywiście najwcześniejsza formuła w historii filozofii tego, co Ayn Rand w przemówieniu Galta określa jako 'istnienie istnieje’. Jego sens pozostaje taki sam. Zatem obejmuje następujące elementy.

Po pierwsze, istnieje rzeczywistość, którą określa jako to, co jest. To, co istnieje. Rzeczywistość istnieje. I tylko rzeczywistość istnieje. To, co jest, istnieje i tylko to, co jest, istnieje. To, czego nie ma, nie istnieje. I jeszcze jedna ukryta kwestia. O tym, czego nie ma, nie można nigdy pomyśleć. Innymi słowy,wszelkie myślenie musi dotyczyć istnienia. O tym, co jest.

Według Parmenidesa nie da się nigdy pomyśleć o tym, czego nie ma. Ani poznać tego, czego nie ma. Ani mieć jakiegokolwiek poznawczego związku z tym, czego nie ma.

Jeśli masz wątpliwości, zrób teraz eksperyment myślowy. Spróbuj. Chcę, żebyś przez chwilę spróbował pomyśleć o niczym. Nie chodzi mi o litery z tego słowa, bo to już jest coś. Nie mam też na myśli czarnej ściany, bo to także jest coś. Mam na myśli absolutny brak czegokolwiek. Całkowity brak czegokolwiek. To, czego nie ma. Dobrze, spróbuj teraz pomyśleć.

Dostrzegasz, że nie jesteś w stanie tego zrobić, bo gdy tylko zaczniesz myśleć, myślisz o czymś. Myślisz o tym, co istnieje. Stąd słynne zdanie Parmenidesa,

„Nie możesz poznać ani wypowiedzieć tego, czego nie ma.”

To po prostu pustka. Nie istnieje „to, czego nie ma”, więc nie możesz o tym pomyśleć. Właśnie taki pogląd pojawia się ostatecznie w przemówieniu Galta, w rozwiniętej filozofii, jako pogląd, że świadomość jest zdolnością dostrzegania tego, co istnieje. W tym sensie najwcześniejszym źródłem tych kluczowych idei jest Parmenides. Dlatego jest niezwykle ważnym i pod tym względem wybitnym filozofem.

Możemy przedstawić jego pogląd inaczej, aby przygotować się na konsekwencje, które z niego wywiódł. Jeśli myśl zawsze dotyczy rzeczywistości, zawsze tego, co istnieje, to nie da się utrzymać ani uzasadnić pojęcia czystego nieistnienia.

Innymi słowy, tego, co nie istnieje. Bo to byłoby pojęcie nicości. Innymi słowy, to nie byłoby żadne pojęcie czy termin. Jego kluczowa myśl w tym zakresie to:

Ujmując to trochę żartobliwie, ale oddając sedno sprawy: nie istnieje nic. Istnieje tylko coś. A myśl o nicości nie jest więc myślą o czymkolwiek. To w ogóle nie jest myśl.

Wszystkie pojęcia muszą być formułowane w obrębie istnienia i odnosić się do istnienia.

Dlatego każda teoria lub stanowisko filozoficzne, które w jakimkolwiek momencie wymaga pojęcia czystej nicości, nieistnienia, według Parmenidesa jest z tego powodu nieprawomocna i należy ją natychmiast odrzucić.

Na tej podstawie Parmenides wyciągnął szereg systematycznych wniosków. Oto one.

Po pierwsze, wszechświat musi być niepowstały. Nigdy nie mógł zaistnieć. Dlaczego? Jeśli istniał początek tego, co jest, to co istniało wcześniej? Jeśli nie było tym, co jest, musiało być tym, czego nie ma. Ale to, czego nie ma, nie istnieje. Nicość nie istnieje. Dlatego nigdy nie mogło istnieć stadium nicości poprzedzające stadium istnienia. Innymi słowy, wszechświat musiał istnieć od zawsze. Nie mógł zostać stworzony. To tyle na temat poglądu religijnego.

Teraz mogę powiedzieć, że na podstawie tego rozumowania, żaden grecki filozof nigdy nie uważał, że wszechświat został stworzony z nicości. To jest wyłącznie i charakterystycznie żydowsko-chrześcijańska doktryna, nigdy nie była akceptowana przez najbardziej mistycznych Greków zgodnie z zasadą Parmenidesa.

Po drugie, patrząc z drugiej strony, wszechświat musi być niezniszczalny. Nigdy nie mógłby przestać istnieć, bo gdyby przestał istnieć, mając na myśli wszechświat, czyli wszystko, co istnieje, co by pozostało? To, co nie istnieje. Ale to, co nie istnieje, to nie istnieje i nigdy nie może zaistnieć. A zatem wszechświat musi być niezniszczalny. Będzie istnieć zawsze.

Jeśli połączysz te dwa wnioski, można powiedzieć, że według Parmenidesa wszechświat jest wieczny. Nie ma początku ani końca. Trzeci punkt.

Skupmy się teraz na tym, co znajduje się wewnątrz wszechświata, czy może istnieć coś takiego jak próżnia? Jako pusta przestrzeń? Całkowicie pusta przestrzeń. Prawdziwe, dosłownie zerowe miejsce w świecie fizycznym. Na to Parmenides odpowiada stanowczo: nie.

To, czego nie ma, nie istnieje. Istnieje tylko to, co istnieje. A zatem nie istnieje coś takiego jak prawdziwa próżnia. Później zaczęto to wyrażać po łacinie,

Wszechświat jest plenum, czyli jest całkowicie wypełniony. Samo słowo oznacza „pełny”. Jest całkowicie wypełniony. Nie ma żadnych małych dziur, żadnych szczelin, żadnych pustych miejsc. To jedna wielka masa materii. Ogromna kula ściśle zbitej materii. Teraz, z innych, nieistotnych powodów, przypadkowo uważał, że ma kształt kuli. Najwyraźniej sądził, że nie ma żadnego dobrego powodu dlaczego miałoby się wybrzuszać w jedną stronę, a nie w drugą. Ale to nie ma znaczenia.

Jak dotąd przedstawiłem ci kilka jego wniosków. Jego zasada „co jest, to jest” to w gruncie rzeczy podstawowe prawo logiki. W tym sensie czasem nazywa się go ojcem logiki. Chociaż to dość niebezpośrednie, bo nie wiedział, że ma to związek z myśleniem, jako zasada kierująca rozumowaniem.

Zdecydowanie przypuścił zmasowany atak na Heraklita i wywołał zamieszanie w kwestiach religijnych. Więc zaczął z rozmachem.

Ale Parmenides wyciągnął jeszcze jeden wniosek ze swojej podstawowej zasady, który według niego był równie oczywisty jak wszystkie wcześniejsze. Tu zaczynają się wszystkie problemy. Jako czwarty wniosek sformułował, przekonanie, że zmiana jest niemożliwa. Jakakolwiek zmiana. Ruch, przemiana, jakiekolwiek zdarzenie.

Zatem według jego poglądu, nie istnieje coś takiego jak mówienie, ruch, pisanie, pływanie, planety krążące wokół Słońca. To wszystko jest ogromną iluzją.

Dlaczego? Jak doszedł do takiego wniosku? Weźmy prosty przykład zmiany. A żeby to urozmaicić, nie będę go dopasowywać.

Weźmy nasiono, które wyrasta na kwiat. Teraz, na początku tej zmiany, Na początku nasiono jest tym, co istnieje. A co z kwiatem na początku? Kwiat jeszcze nie istnieje. A na końcu zmiany, co stało się z nasionem? Zniknęło. Już go nie ma. Co stało się z kwiatem? Oczywiście, teraz już jest. To jest to, co istnieje. I tak właśnie jest przy każdej zmianie.

Coś przemija, a coś się pojawia.

Co to więc oznacza? Zmiana, jak stwierdził, jest podwójnym naruszeniem jego zasady. Każda zmiana to jednoczesne przejście od tego, co istnieje, do tego, co nie istnieje, a z drugiej strony: od tego, co nie istnieje, do tego, co istnieje.

Ale nie istnieje to, co nie istnieje, nie można pomyśleć o tym, co nie istnieje, więc jest to wykluczone. Według niego zmiana jest równie nieracjonalna jak przekonanie, że wszechświat został stworzony lub może przestać istnieć.

Odwołuje się to do tego, co nie istnieje, a to, co nie istnieje, nie istnieje. Dlatego, jak wnioskował, nie ma żadnej zmiany. Świat jest całkowicie nieruchomy pod każdym względem. Widzisz tutaj, że w pewnym sensie w którym całkowicie zgadza się z Heraklitem.

Obaj zgadzają się co do następującego kluczowego poglądu.

Zmiana zakłada sprzeczność. Zmiana oznacza naruszenie zasad logiki. Heraklit uważał, że po dokonaniu zmiany rzecz jednocześnie jest i nie jest tym, czym była, a Parmenides, patrząc z perspektywy tego, co dzieje się na końcu zmiany, masz sytuację, w której to, co nie istnieje, staje się tym, co istnieje i odwrotnie, co jest sprzeczne, bo to, czego nie ma, po prostu nie istnieje.

Mając tę wspólną przesłankę, oczywiście zajmują zupełnie przeciwstawne stanowiska.

Heraklit mówi: zmiana jest oczywista, więc logika nie ma tu znaczenia.

Parmenides mówi: logika jest oczywista, więc zmiana nie ma tu znaczenia.

Ale wspólnym mianownikiem jest to, że musisz dokonać wyboru. Albo logika, albo zmiana. Albo tożsamość, albo zmiana.

A żeby jeszcze bardziej to skomplikować, dwie kwestie, którymi Grecy byli przede wszystkim zainteresowani, na tym wczesnym etapie to zmiana i wielość [mnogość].

Otóż, skoro zaprzeczył zmianie, Parmenides z równie konsekwentnym podejściem zaprzeczył także wielości. Nie istnieje wielość. Nie ma różnorodności rzeczy. Dlaczego?

Otóż on, podobnie jak wszyscy w tamtym wczesnym okresie, był monistą. Pamiętaj, monista to ktoś, kto wierzy, że świat składa się z jednej substancji. Dodatkowo uważał, że świat jest pełnią, jest całkowicie wypełniony. Nie istnieją żadne puste przestrzenie.

Zatem zapytał: co właściwie sprawia, że jedna rzecz różni się od drugiej? Jak można by wyznaczyć granicę i powiedzieć, tu jest jedna rzecz, a tam druga? Świat jest jednolitą, nieodróżnialną masą jednej substancji, bez żadnych przerw. Nie ma więc nic, co oddzielałoby jedną rzecz od drugiej.

Dlatego musimy uznać, że wielość jest iluzją. Świat to po prostu bryła jednolitej materii. Nic nie odróżnia jednej części od drugiej. Ponownie: nie istnieją żadne odrębne byty. Albo inaczej: istnieje tylko jeden byt — wszystko. Nazwał to Jednym i łatwo zrozumieć dlaczego.

Zobacz, to już nie jest 'jedno wśród wielu’, bo wielość już zniknęła. Pozostało tylko Jedno. A to, wierzcie lub nie, jest przodkiem chrześcijańskiego Boga. Przez liczne przemiany i przekształcenia, Parmenidesowe Jedno stało się bogiem chrześcijaństwa, choć zajęło to sporo czasu.

Świat jest więc pozbawiony ruchu, niezmienny, niezróżnicowaną kulą ściśle skupionej materii. Oczywiście, nasze zmysły odbierają to zupełnie inaczej. Wydaje się, że istnieje wielość. Wydaje się, że zachodzą zmiany. Jaka jest odpowiedź Parmenidesa? Tak samo jak Heraklit. Zmysły nas zwodzą. Ukazują nam jedynie świat pozorów, który nie jest prawdziwą rzeczywistością. Prawdziwa rzeczywistość to Jedno, niezmienne i nieruchome. Można to poznać dzięki logice, a nie zmysłom.

Przez rozum, rozumiany tak, jak on go pojmował. Dlatego znów mamy tu epistemologiczny racjonalizm.

Parmenides, podobnie jak Heraklit, dochodzi jednak do przeciwnego wniosku. Co jest nie tak z jego rozumowaniem? Znów poczekam, aż dojdziemy do Arystotelesa, bo jednym z głównych zadań Arystotelesa w metafizyce było odpowiedzenie Heraklitowi i Parmenidesowi.

Aby to zrobić, Arystoteles wyodrębnił pewne pojęcia, które sam stworzył, które wcześniej nie istniały, a których używamy do dziś. Twierdził, że tylko dzięki tym pojęciom możemy odpowiedzieć Parmenidesowi.

Zobaczymy, gdy przejdziemy do Arystotelesa. Jak widzicie, ludzie obecnie znajdują się w bardzo trudnej sytuacji filozoficznej. Już na samym początku filozofii zachodniej mamy niemal katastrofę. Jeden filozof przedstawił szereg argumentów, które wówczas wydawały się przekonujące, by dowieść, że wszystko się zmienia i nie istnieją żadne rzeczy.

Inny filozof przedstawił zestaw argumentów, które wydawały się przekonujące, by udowodnić, że nic się nie zmienia i że istnieje tylko jedno, pozbawione ruchu Jedno.

Jak możemy pogodzić tych dwóch filozofów, wziąć ich argumenty i nadać temu wszystkiemu sens? To było zadanie kolejnych filozofów, na które właściwej odpowiedzi nie znaleziono aż do czasów Arystotelesa.

Nie skończyliśmy jednak z Parmenidesem, bo miał on słynnego ucznia, Zenona. Żył mniej więcej w latach 490–430 p.n.e. Jest znany z wymyślenia serii paradoksów, które mają dowodzić dwóch rzeczy.

Niektóre z nich mają dowodzić, że ruch jest niemożliwy, w ten sposób realizując zasadę Parmenidesa. A niektóre, zwłaszcza jeden, mają dowodzić, że wielość jest niemożliwa. Teraz podam wam po jednym z każdego. Wszystkie opierają się na tym samym sposobie rozumowania, tylko czasem jest to bardziej widoczne, a czasem mniej. Znów, nie odpowiem na nie dziś, ponieważ Arystoteles poświęcił się ich rozwiązywaniu i przy okazji powiedział kilka bardzo cennych rzeczy o naturze nieskończoności.

Przedstawię wam tylko dwa paradoksy Zenona, żebyście mogli zrozumieć, skąd wzięła się ta trudna sytuacja w której znaleźli się ludzie w tamtych czasach, bo nie potrafili odpowiedzieć Zenonowi i wiedzieli, że coś musi być nie tak.

Jego najprostszy paradoks dotyczący ruchu mówi, że nie da się przejść przez pokój. Dlaczego nie można przejść przez pokój? Zastanówcie się nad tym.

Żeby przejść przez pokój, najpierw trzeba pokonać jego połowę. Ale żeby przejść połowę, najpierw muszę przejść połowę tej połowy. Czyli ćwierć pokoju. A żeby to przekroczyć, najpierw musisz przejść połowę tej odległości, potem jedną ósmą. A potem oczywiście jedną szesnastą, i tak dalej.

Zapytał więc: ile razy można podzielić odległość? A jego odpowiedź brzmiała: nie ma końca podziałów. Jeśli powiesz „jedną biliardową część” odległości, zawsze można ją podzielić jeszcze na połowę tej biliardowej części. Można dzielić bez końca. Innymi słowy, można dzielić w nieskończoność.

Ale jak można pokonać nieskończoną liczbę odcinków, niezależnie od tego, jak są małe? Bo pokonanie każdej odległości zajmuje trochę czasu. Nawet jeśli to bardzo mało. A pokonanie nieskończonej liczby odcinków zajęłoby nieskończoną ilość czasu. Ale przecież umrzesz za 40, 50 albo 60 lat. Więc oczywiście nie byłbyś w stanie przejść przez pokój ani pokonać żadnej odległości. A zatem ruch jest iluzją. To dotyczyłoby również ruchu jego języka podczas wypowiadania tego argumentu.

Jego język, żeby przejść z podniebienia górnego na dolne, musi najpierw pokonać połowę drogi, potem połowę z pozostałej i tak bez końca. Ale to jego sposób patrzenia na sprawę. Są też inne, bardziej zawiłe przykłady, ale wszystkie opierają się na tej samej zasadzie. Przez najbliższe trzy lub cztery tygodnie zobaczycie, co można z tym zrobić. A teraz jeden z jego paradoksów dotyczących wielości. Wielość [mnogość] to pogląd, że świat składa się z wielu różnych rzeczy. Na przykład: ty, ty, ty i to. Możecie też rozważać to na poziomie atomów, jeśli wolicie. Albo na poziomie galaktyk. To nie ma znaczenia dla samego rozumowania.

Teraz Zenon będzie dowodził, że to niemożliwe. Innymi słowy, świat nie może być całością złożoną z części. Musi być jedną niepodzielną bryłą, a nie całością złożoną z elementów. Dlaczego tak jest? No więc mówi: pokażę wam, że przekonanie, iż wszechświat składa się z części, jest pełen sprzeczności, które są niemożliwe do pogodzenia.

Załóżmy na przykład, że wszechświat stanowi całość złożoną z wielu części. Zastanówmy się, jaki byłby rozmiar wszechświata? Ile części składa się na świat? Twierdzi, że według tych, którzy wierzą w istnienie części. Jeśli będziemy dalej dzielić, do ilu części ostatecznie rozpadnie się świat?

Według niego, oczywiście, skończy się to nieskończoną liczbą części. Ponieważ każdą wielkość można teoretycznie dzielić bez końca. Jeśli podzielimy świat na elementy o długości jednej stopy, każdy z nich możemy podzielić na dwa elementy po 15 centymetrów, a każdy z nich na cztery elementy po siedem i pół centymetra i tak bez końca. Teoretycznie nie ma końca. Więc jeśli będziemy kontynuować, trzeba uznać, że istnieje nieskończona liczba części.

Jeśli liczba części jest nieskończona, bez względu na to, jak małe są, wszechświat musi być nieskończenie wielki. Bo nieskończoność pomnożona przez dowolną wartość daje nieskończoność. Zatem dochodzimy do wniosku, że jeśli wszechświat składa się z części, musi być nieskończenie wielki.

Ale spójrzmy na to teraz z innej perspektywy. Jaki będzie rozmiar najmniejszych, ostatecznych części? Najbardziej podstawowe składniki, gdy już do nich dotrzemy. Twierdzi, że muszą istnieć takie ostateczne, niepodzielne części. W przeciwnym razie nie możemy sensownie mówić o świecie jako całości złożonej z części. Jeśli mówimy o całości, muszą istnieć jej części. To oznacza, że ostatecznie musi istnieć coś, czego już nie da się podzielić.

Ale przecież każda wielkość, jak widzieliśmy, jest podzielna. Jaki zatem musi być rozmiar ostatecznych części, jeśli mają być, choćby teoretycznie, niepodzielne? Muszą mieć rozmiar równy zeru.

Ostateczne cząstki lub składniki świata nie mogą mieć żadnej wielkości. Ale jeśli wszechświat składa się z części pozbawionych rozmiaru, jaki będzie rozmiar całości? Oczywiście całość nie będzie mieć żadnego rozmiaru. Nawet nieskończona liczba zer wciąż daje zero.

Jeśli istnieje mnogość, z jednej strony musielibyśmy mieć nieskończenie wielki wszechświat, który składa się z niezliczonych części. A z drugiej strony, nieskończenie mały wszechświat, którego części nie mają żadnych rozmiarów. To jest niemożliwa sprzeczność. Dlatego założenie musi być nieprawidłowe. Nie istnieje mnogość. A więc Parmenides miał rację. W końcu istnieje tylko Jedno. Wszechświat jest z zasady niepodzielny. I na tym koniec.

Zanim przejdziemy do odpowiedzi Arystotelesa na ten temat, jak widzisz, chodzi tu o te same zagadnienia związane z nieskończonością i nieskończonym podziałem. Jak w przypadku innych paradoksów, potrzebna jest odpowiednia teoria natury nieskończoności, by móc na nie odpowiedzieć.

Ale zanim do tego dojdziemy, jeśli nie rozumiesz, możesz spokojnie wrócić do domu. Możesz przyjąć pragmatycznie, że jesteś jedną częścią, a twój dom drugą i że ruch między nimi jest możliwy. A jak to uzasadnić filozoficznie, omówimy za kilka tygodni. Czy istnieje coś takiego jak próżnia, czy też wszechświat jest całkowicie wypełniony jakąś formą materii? Zgadzam się z poglądem Parmenidesa. Uważam, że jego argument w tej sprawie jest nie do podważenia. Że nie istnieje nicość, a co za tym idzie, nie ma czegoś takiego jak prawdziwa próżnia, czyli absolutne zero, nigdzie w rzeczywistości. To jednak nie oznacza, że wszystko musi być szczelnie wypełnione materią w takiej postaci, w jakiej ją obecnie znamy. Po prostu musi być czymś wypełnione. Czym dokładnie jest to wypełnienie, nie twierdzę, że wiem.

W XIX wieku istniały teorie, że tak zwane puste przestrzenie były wypełnione eterem, a cały wszechświat był przez niego wypełniony, a eter był medium, przez które przemieszczała się energia, możliwe było działanie na odległość i tym podobne. Wierzę, że ostatecznie jakaś forma tej teorii będzie musiała zostać utrzymana z filozoficznego punktu widzenia. Ale ponownie odnoszę się do różnicy między filozofią a nauką.

Nie zamierzam spekulować, co właściwie znajduje się w tym, co nazywamy próżnią. W końcu nie wiemy wszystkiego o fizycznym wszechświecie, a to, że potrafimy wydzielać lub odkrywać obszary niemal całkowicie pozbawione materii, które obecnie potrafimy zidentyfikować, samo w sobie nie dowodzi istnienia próżni.

Dawno temu niektórzy z nas żartobliwie używali określenia „drobiazgi”. A „drobiazgi” nazywaliśmy tym, co znajduje się tam, gdzie nie ma niczego. Ale czym to właściwie jest, nie twierdzimy, że wiemy. Powtórzę tylko, że jednym z problemów wczesnych filozofów był brak rozróżnienia różnych rodzajów zmian. Z całą pewnością nie rozróżniali tych rodzajów. I z pewnością wielkim krokiem naprzód było to, gdy Platon i Arystoteles zaczęli klasyfikować zmiany, mówiąc o zmianie miejsca, czyli ruchu. Oraz o zmianie substancji, gdy coś powstaje, jak kwiat w miejsce nasiona. Oraz o zmianie ilości, gdy coś się powiększa. Oraz o zmianie jakości, i tak dalej. A u Arystotelesa mamy już wyrafinowane spojrzenie na wszystkie typy zmian. Okazuje się, że wiele problemów, w które popadali, znika, ponieważ mylili jeden rodzaj zmiany z innym.

W tym sensie, tak, to był problem. Ale nigdy nie chciałbym powiedzieć niczego, co sugerowałoby, że powinni byli postąpić inaczej. Ani że to jest ich krytyka, bo przecież to dopiero przedszkole ludzkości. A oni, mimo swoich błędów, są bohaterami, którzy zrobili pierwsze kroki. To znaczy, oczywiście, gdyby wiedzieli, co wydarzy się wieki później, postąpiliby lepiej. Ale z drugiej strony, gdyby nie zrobili tego, co zrobili, kolejne wieki nie mogłyby się rozwinąć. Więc zawsze… Gdy ktoś w XX wieku mówi, że wszystko płynie i nic nie trwa, mam zupełnie inne podejście niż wobec Heraklita.

Jak Parmenides mógł wyobrazić sobie kształt wszechświata? Co znajdowałoby się poza tym kształtem? Czy wszechświat nie musiałby być nieskończony i pozbawiony kształtu? Nie, nie musiałby. W tej kwestii zgadzam się z Parmenidesem.

Gdybyś go zapytał, niekoniecznie mając na myśli kulę, nie udaję, że wiem, jaki kształt ma wszechświat. Zgadzam się z Parmenidesem, podobnie jak Arystoteles, a także — jeśli chcesz — Einsteinem, każdy na swój sposób. Chodzi mi o to, że według współczesnej nauki wszechświat jest skończony i posiada pewną strukturę. Ma jakiś kształt. To nie oznacza, że istnieje coś poza wszechświatem. Proste pytanie: co jest poza wszechświatem? Odpowiedź brzmi: nie ma nic poza wszechświatem. „Poza wszechświatem” to pojęcie pozbawione sensu. Nie wskazuje ono żadnego miejsca, które byłoby puste. W rzeczywistości nie wskazuje żadnej lokalizacji.

Nie istnieje miejsce „poza wszechświatem”. Istnieje tylko wszechświat. Zadając takie pytanie, musisz niejako wyobrazić sobie, że jesteś poza wszechświatem, patrzysz na niego z zewnątrz, widzisz wielką kulę i całą przestrzeń wokół. Ale nie możesz naprawdę wyobrazić sobie siebie poza wszechświatem.

Możesz wyobrazić sobie siebie tylko wewnątrz wszechświata. Dlatego z tej perspektywy nie ma problemu, by uznać wszechświat za skończony, ograniczony i posiadający kształt, ale nie możesz go sobie zwizualizować, jego kształtu, bo żeby to zrobić, musiałbyś znajdować się poza nim.

Najlepsze ćwiczenie umysłowe, jakie mogę ci polecić, to wyobrazić sobie w myślach małą kropkę i pozwolić jej rozrastać się od środka na zewnątrz, aż wypełni cały twój umysłowy ekran i nie próbuj zaglądać poza nią. A wtedy masz cały wszechświat.

Kiedy mówię, że to, czego nie ma, nie istnieje, czy to zasada dotycząca nicości? Nie. To zasada, która odrzuca pojęcie nicości. To zasada mówiąca, że nie można tworzyć zasad dotyczących nicości, bo nicość nie istnieje. A więc nie dotyczy nicości. Pośrednio odnosi się do czegoś. Mówi ci jedną rzecz o tym, co istnieje. Mianowicie: istnieje tylko „coś”.

Zobacz na: Nowy sposób wyjaśniania – David Deutsch
Myślenie pojęciowe, a myślenie stereotypowe – Andrzej Wronka, Kazimierz Ajdukiewicz, Józef Kossecki

 

Parmenides z Elei, Logika Niezmiennego Wszechświata – Historia Filozofii Zachodniej (część 4 z 50)

https://rumble.com/v73tupe-parmenides-z-elei.html

Parmenides, działający ok. 480 r. p.n.e., występuje jako bezpośrednie przeciwieństwo Heraklita. O ile Heraklit głosił powszechną zmienność i sprzeczność rzeczywistości, Parmenides opiera całą swoją filozofię na jednej fundamentalnej zasadzie logicznej: „to, co jest, istnieje; to, czego nie ma, nie istnieje”.

Z tej zasady Parmenides wyprowadza wniosek, że nieistnienie nie może być ani poznane, ani pomyślane. Każda myśl musi dotyczyć tego, co istnieje. Próba pomyślenia „nicości” kończy się fiaskiem, ponieważ myślenie zawsze operuje na czymś. Wszystkie pojęcia muszą być formułowane w obrębie istnienia i odnosić się do istnienia. Świadomość jest zdolnością ujmowania bytu, nie niebytu.

Na tej logicznej podstawie Parmenides wyciąga szereg dalekosiężnych konsekwencji metafizycznych. Po pierwsze, wszechświat nie mógł powstać, ponieważ musiałby wyłonić się z nicości, a nicość nie istnieje. Po drugie, wszechświat nie może przestać istnieć, bo jego zanik oznaczałby przejście w nieistnienie. Wniosek: wszechświat jest wieczny, bez początku i końca. Po trzecie, nie istnieje prawdziwa próżnia, rzeczywistość jest „plenum”, całkowicie wypełniona bytem. Nie ma absolutnej pustki.

Najbardziej kontrowersyjny wniosek Parmenidesa dotyczy zmiany. Zmiana zakłada, że coś, co było, przestaje być, a coś, czego nie było, zaczyna istnieć. To jednak oznaczałoby odwołanie do nieistnienia, co jest logicznie niedopuszczalne. Dlatego Parmenides uznaje, że zmiana, ruch i wszelkie procesy są iluzją. Świat jest całkowicie nieruchomy i niezmienny. Paradoksalnie, zarówno Heraklit, jak i Parmenides zgadzają się, że zmiana implikuje sprzeczność, różnią się tylko w wyborze, co odrzucić: Heraklit odrzuca logikę, Parmenides odrzuca zmianę.

Z zaprzeczenia zmiany wynika zaprzeczenie wielości. Jeśli rzeczywistość jest jednorodnym, ciągłym bytem bez pustek, nie ma kryterium odróżniania jednej rzeczy od drugiej. Nie istnieją odrębne byty, istnieje tylko jedno, jednolite Jedno. Zmysły, które pokazują wielość i ruch, są zwodnicze; prawdę poznaje się wyłącznie rozumem. Jest to skrajna forma racjonalizmu epistemologicznego.

Uczeń Parmenidesa, Zenon z Elei, wzmacnia tę doktrynę paradoksami mającymi wykazać niemożliwość ruchu i wielości (np. paradoks przechodzenia przez pokój czy nieskończonego podziału). Grecka filozofia popada w impas: albo wszystko się zmienia i logika zawodzi (Heraklit), albo logika obowiązuje absolutnie i zmiana nie istnieje (Parmenides).

Leonard Peikoff podkreśla, że rozwiązanie tego kryzysu pojawi się dopiero u Arystotelesa, który wprowadzi rozróżnienia typów zmian i nową teorię bytu. Mimo błędów, Parmenides pozostaje kluczową postacią: jako pionier myślenia logicznego, metafizyki bytu i zasady, że nie można budować filozofii na pojęciu nicości.