Narcyzm i Psychopatologia – Ostatni Psychiatra
Maj 2008

The Last Psychiatrist (znany również jako „TLP”, „Alone” lub Edward Teach) był konsultantem programowym i prelegentem na szkoleniu Forensic Trends: Psychiatric & Behavioral Issues Training Course, które odbyło się w dniach 28-31 maja 2008 roku w hotelu Las Vegas Hilton (obecnie Westgate Las Vegas Resort & Casino) w Las Vegas w stanie Nevada. Wydarzenie to zostało zorganizowane przez Contemporary Forums (stowarzyszenie organizujące konferencje z punktami CE w szerokim zakresie dziedzin medycyny) we współpracy z American Institute for Forensic Education (oferującym kursy, głównie z zakresu medycyny sądowej, z punktami CE).
– Dzisiaj porozmawiamy o narcyzmie, moim ulubionym temacie. Jest to temat, o którym mało się mówi. Wydaje się, że nikt nie chce o tym rozmawiać, a jednak jest to definujący… Jak już wspomniałem, porozmawiamy o narcyzmie. Jest to definiujący problem kulturowy naszych czasów, a nikt nie chce o nim rozmawiać.
Dyskutujemy o wielu innych bezsensownych tematach. Lecz jeśli mamy rozmawiać o jakimkolwiek temacie i odnosić go do naszej kultury, to chcemy go wykorzystać do formułowania prognoz dotyczących naszej kultury. Dlatego ten temat jest tak ważny. Natknąłem się na niego przypadkowo. Magazyn Time rzucił mi go prosto w twarz. Pomyślałem: „Lepiej zwrócę na to uwagę, bo nie byłem tego świadomy”. Naprawdę nie byłem. Wiem, czym jest narcyzm, potrafię zidentyfikować osoby, które uważam za narcyzów itepe, itede, ale nie zdawałem sobie sprawy, że istnieje pewien ruch w kierunku zbiorowego narcyzmu, różniący się od tego z lat 70-tych, który również były okresem silnego pokolenia „ja”.
Było to jednak coś innego, ponieważ w latach 70-tych narcyzm był kierowany na zewnątrz. Wszystko działo się na zewnątrz i musieliśmy sobie z tym radzić. Jednak panował wtedy narcyzm. Obecnie wydaje się, że tak nie jest. Podam szybki przykład.
Nie ma znaczenia, po której stronie świata się znajdowałeś. Byłem zaskoczony zerową liczbą protestów przeciwko wojnie w Iraku na jej początku. Nie spodziewałem się tego. Zapomnijcie o stronach, po których się opowiadacie. Po prostu spodziewałbym się, że zaangażuje się w to znacznie więcej osób, a chętnych nie było w ogóle. Potem zobaczyłem to zdjęcie.
W 1968 roku we Francji odbyło się wiele protestów studenckich i tym podobnych i zorganizowano rocznicową manifestację/zamieszki/publiczne wyjście oparte na tym samym poglądzie. Studenci znów wyszli na ulice. Różnica polegała na tym, że (…)
Jeśli faktycznie to zrobisz i napiszesz o tym artykuł, weźmiesz zdjęcie studentów z 1968 roku i porównasz je ze zdjęciem studentów obecnie to przekonasz się, że są na nim wściekli. Na zdjęciu z 1968 roku wszyscy się uśmiechają, bo robią coś pro aktywnego. Fajnie jest tam być. Wyciągają coś z tego dla siebie. Nie chodzi o zmianę czegoś innego. Tylko w niewielkim stopniu chodzi o zmianę czegoś innego. Postanowiłem więc zwrócić na to nieco większą uwagę.
Innym aspektem tej kwestii jest to, że sposób, w jaki zawsze mówimy o narcyzmie, jest w rzeczywistości błędny.
Na przykład, jeśli spojrzeć na DSM, istnieje szereg kryteriów, z których żadne nie ma już zastosowania do narcyzów. A to dlatego, że została napisana w latach 50-tych.
To niesamowite, że możemy rozmawiać o mutacjach wirusów, możemy rozmawiać o doborze naturalnym, możemy rozmawiać o adaptacji, możemy rozmawiać o ewolucji i zmianach, ale z jakiegoś powodu zakładamy, że zaburzenia osobowości są stałymi jednostkami, bytami i odnoszą się do jaskiniowców, do XIX wieku, do lat 50-tych XX wieku, aż do chwili obecnej. Niezależnie od tego, czy uważasz, że cechy te są uwarunkowane genetycznie, środowiskowo, wychowaniem czy czymkolwiek innym, nie ma to znaczenia. Istotne jest to, że definiują ciebie teraz, opisują ciebie teraz.
Pytanie brzmi: co by się stało, gdybyśmy wzięli osobę opisaną przez te cechy i przenieśli ją do innej epoki? Oczywiście nie miałyby one zastosowania. Musiałaby zostać dostosowane. Coś by się zmieniło, a coś pozostałoby takie samo.
Musimy więc dotrzeć do sedna tego, co pozostaje niezmienne, a co ulega zmianie. Musimy zastosować poniekąd nową terminologię, nowe cechy, nowe sposoby myślenia o narcyzmie. Oto, co mówi DSM (klasyfikacja zaburzeń psychicznych Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego):
„Niezdolność do docenienia faktu, że inni ludzie mają swoje własne życie.”
Co nie oznacza, że uważają, iż nikt inny nie istnieje, ale oznacza, że są, jak powiedziałem wczoraj, głównymi bohaterami filmu. Wyobraźcie sobie dowolną komedię romantyczną, jaką kiedykolwiek widzieliście w swoim życiu. Weźmy za przykład kobietę. Główną bohaterkę, wokół której kręci się cały film. Oczywiście są też inne postacie, które robią wiele innych rzeczy – ktoś może umrzeć, ktoś inny nie, różne rzeczy przydarzają się innym ludziom, ale chodzi o to, jak to wpływa na nią. Nie chodzi o to, jak wpływa to na daną osobę.
Wyobraźcie sobie, że ma zabawnego przyjaciela, który zawsze jest w pobliżu, aby bohaterka mogła z nim przedyskutować swoje pomysły. Nawet jeśli w filmie zabawny przyjaciel zaczyna tylko sugerować, że coś dzieje się w jego lub jej życiu, wydaje mi się, że zabawny przyjaciel to zazwyczaj kobieta, to jest to przypadkowe. Powtórzę się. Ma to zastosowanie tylko w odniesieniu do głównej bohaterki. Tak naprawdę zawsze chodzi o główną bohaterkę.
Nie oznacza to, że główna bohaterka uważa się za najlepszą osobę na świecie. Nie oznacza to, że uważa się za najmądrzejszą. Nie oznacza to, że uważa się za najpiękniejszą. Żadna z tych rzeczy nie ma zastosowania. Liczy się tylko to, że postrzegają wszystko przez pryzmat wpływu na siebie samych. Dlatego analogia do filmu jest bardzo dobra.
Inną analogią mogą być gry wideo. Grand Theft Auto, jeśli macie dzieci. W grze Grand Theft Auto wcielacie się w postać i możecie robić wiele rzeczy. Niektóre z nich są dobre, a inne złe. Pomijając kwestie moralne. Lecz dla naszej dyskusji istotne jest to, że liczy się tylko ta postać. W kontekście tej gry wideo istnieje milion innych postaci, które rzekomo wykonują różne czynności poza ekranem, ale nie ma to żadnego znaczenia. Liczy się tylko to, jak ta inna postać wpływa na twoją konkretną postać. Niezależnie od tego, co robisz tej postaci, czy ją uderzasz, dajesz jej pieniądze, czy cokolwiek innego, chodzi o ciebie. Nie istnieją nawet pozory, że powinieneś się przejmować lub nie przejmować tą drugą osobą. Nie chodzi o to, że ci nie zależy, nie o to chodzi. Chodzi o to, że nie ma znaczenia, czy ci zależy, czy nie. Liczysz się tylko ty sam. Takie skupienie się na sobie jest właśnie esencją narcyzmu.
Innym sposobem spojrzenia na to, poza grą wideo i filmem, jest potraktowanie tego jako franczyzy. Franczyza polega na tym, że masz coś, a następnie udzielasz licencji innym osobom, które również mogą z tego korzystać. Jako osoba jestem sobą, ale obecnie udzielam licencji na siebie samego i moją postać, i tym podobne, współczesnym forom.
Mówią: „Potrzebujemy tego faceta, który pisze artykuły o narcyzmie”. Zatem znają mnie jako tego faceta. Wyobraźcie sobie, że cała moja osobowość została zdefiniowana przez ten wykład, a następnie udzielam na nią licencji innym osobom, tak że wszyscy znają mnie jako faceta z wykładem o narcyzmie i niczym więcej. To kolejny przykład narcyzmu, jak już wspomniałem wcześniej. Ciągłe promowanie siebie, ciągłe mówienie o sobie. Nie chodzi tu o wielkość, ale o ciebie.
— „Co robiłeś w ostatni weekend?”
— „Pojechałem w góry.”
— „Ach, w góry. Kiedyś odwiedziłem Ural (…)”
Zbieżność: Biznes „Ja” (budowanie marki wokół własnej osoby)
Widzicie, jak odwracam uwagę z powrotem na siebie? Kolejnym bardzo ważnym sposobem, w jaki to robią, jest branding. Przez branding nie rozumiem porównania komputerów Apple Macintosh i Dell PC. Chodzi mi o to, że inna osoba może opisać cię poprzez produkty, ubrania lub poglądy, z których korzystasz na pstryknięcie palcem, używając tego w zdaniu lub nie. Innymi słowy, możesz opisać mnie innej osobie, która uczestniczyła w tym spotkaniu, jako faceta, który wygłosił wykład o pedofilii. Lecz nie możesz dobrze opisać mojej osobowości bez wspomnienia o tym. Na przykład powiedziałbyś:
— „Był tam ten maniakalny facet”.
— „Który maniakalny facet?”
— „No cóż, ten facet, który był ubrany w (…)”.
— „Który facet?”
Nie jest to więc łatwe, ponieważ nie dałem ci nic, co mógłbyś zapamiętać i co można by łatwo opisać komuś innemu. W przypadku narcyza jest inaczej. Można go opisać innej osobie jednym zdaniem. Nie chodzi o to, że się go bagatelizuje, ale o to, że wysyła sygnały, które mają cię skłonić do opisania go innym osobom.
— „Och, to ten naprawdę przystojny facet z wąsami.”
— „Ach, ten facet.”
Wiecie, dwie sekundy tego i aktywnie to promuje. Tego właśnie chce. A potem nie może być sam. Jest to w bezpośredniej sprzeczności z DSM, która twierdzi, że narcyzi są skupieni na sobie i są samotnikami. A w rzeczywistości tak nie jest. Nie mogą tacy być.
Jeśli musisz aktywnie promować swoją tożsamość wśród innych ludzi, potrzebujesz innych ludzi. Jeśli jesteś na bezludnej wyspie, nie ma sensu być narcyzem. Możesz nim być albo nie, ale nie ma nic pożytecznego w predykcyjnej wartości tej cechy. Jesteś po prostu facetem na bezludnej wyspie. Potrzebujesz innych ludzi, aby cię zdefiniować. Potrzebujesz innych ludzi, aby uwierzyli w twoją historię.
Jeśli więc chcę być postrzegany jako przystojny facet z wąsami, który jeździ ferrari, potrzebuję innych ludzi, aby wiedzieli, że jestem przystojnym facetem, który jeździ ferrari i ma wąsy. Prawdę mówiąc nie ma znaczenia, czy w to wierzysz, czy nie. Ważne jest, abyś uwierzył w tę historię, żebyś mówił, że jest facetem, który uważa się za przystojnego faceta z wąsami. Ale musisz powiedzieć „przystojny facet z wąsami”. To jest w tym najważniejsze. Nie rzeczywistość, tylko opis.
Oto niepoprawna politycznie część prezentacji, po której następuje około 20 slajdów zawierających poprawne politycznie informacje.
Pośrednicy tożsamości. Społeczne podpory tożsamości to narzędzia lub osoby, których narcyz używa, aby umocnić tożsamość, którą chce posiadać.
Podam przykład. Praktycznie każdy z automatu wyobrazi sobie osobę, o której tutaj mowa.
Jeśli jestem mężczyzną i nalegam, aby moja żona nosiła białe czółenka na obcasie, to mówi to coś o mnie. Nie mówi to nic o niej, ponieważ to ty każesz jej je nosić. To, czy jej się one podobają, czy nie, jest nieistotne z punktu widzenia narcyza. Liczy się tylko to, dlaczego tego chcę. Sam but nie ma żadnej wartości moralnej, nie ma znaczenia. Ale co jest takiego w tego rodzaju butach, że nalegam, aby moja żona je nosiła? Cóż, jest to sygnał dla innych ludzi.
Mówi on, że ja, Chris Ballas, jestem z typem kobiety, która nosi tego rodzaju buty. Taki właśnie jestem. Nie mówi on, że moja żona jest tego rodzaju kobietą, ale że ja jestem mężczyzną, który jest z kobietą, która tak robi.
Innym przykładem jest to, że moja żona jest blondynką. Ma to duże znaczenie. Nie powinno tak być. Mógłbym równie dobrze powiedzieć, że moja żona ma brązowe włosy, a to nic nie znaczy. Lecz fakt, że mówię, że moja żona jest blondynką, ma swoje konotacje, prawda? Jeśli moja żona nie jest blondynką, a ja chcę, żeby była blondynką i faktycznie namawiam ją do zmiany koloru włosów, to byłby to przykład narcyzmu. Bo potrzebuję, żeby była taka, jak kobieta, z którą chciałbym być, jeśli rozumiecie to zwariowane zdanie.
Wyobraźcie sobie, co by się stało, gdyby w przyszłości przestała farbować włosy na blond. Pomyślicie sobie: „To tylko włosy. W czym problem?”. Ale jeśli jest to integralna część mojej osobowości, a ty mi to odbierasz, to jest to dla mnie policzek.
Narcystyczne i Echoiczne fantazje, paliwo, zranienie i wściekłość
To narcystyczne zranienie.
Wolałbym, żebyś mnie zostawiła, niż zmieniła tę część mojej tożsamości, ponieważ przynajmniej wtedy mógłbym powiedzieć, że byłem z blondynką.
— „Nie możesz być taki dziecinny.”
— „O tak, mogę.”
Powinienem był wam pokazać ten slajd wcześniej. Istnieją badania, które pokazują, że narcyzm, zwłaszcza wśród studentów, wzrósł od lat 40-tych w porównaniu do czasów obecnych. Jednak zamiast tego przedstawię wam inną perspektywę. Wszyscy wiedzą, że doszło do zamachów z 11 września.
Przyjrzałem się wszystkim motto armii na przestrzeni wieków, aby sprawdzić, czy odzwierciedlają one nasz narcyzm. W latach 1971–1973 brzmiało ono: „Dzisiejsza armia chce się do ciebie przyłączyć”.
A później zmieniono je na – pamiętajcie o szalonych latach 70-tych i narcyzmie – „Dołącz do ludzi, którzy wstąpili do armii”. Oto zbiór. Zbierzcie się wszyscy. Jesteśmy w tym wszyscy razem. Dostrzegacie różnicę? Jest jeszcze lepiej. To armia. Nie ma o tobie żadnej wzmianki. Wszyscy jesteśmy teraz w tej sytuacji.
Albo w trakcie szczytu zimnej wojny albo komunizmu. Trudno nawet o tym pamiętać, ponieważ skupiamy się teraz na terroryzmie i tym podobnych. Jednak to naprawdę zdefiniowało całe pokolenie i wszystko inne. Nauczyłem się nawet rosyjskiego, ponieważ myślałem, że będzie to (…) Tak czy tak, nieważne.
W 2001 roku, „bądź wszystkim, czym możesz być”. Cóż, teraz, gdy zimna wojna dobiega końca, mamy inne motto, nieco bardziej skoncentrowane na sobie. A potem dostaliśmy to, co uznałem za absurdalne w obliczu wydarzeń z 11 września. Wymyślili to właśnie po 11 września. Tak bardzo zależało im na rekrutach, że zaczęli grać na narcyzmie. „Posłuchaj, zostaniesz członkiem armii, jednym z nas.” To z definicji niemożliwe, nielogiczne. Zatem to jest to, co wymyślili.
Tak czy inaczej, to anegdotyczny przykład tego, jak narcyzm przenika społeczeństwo. Powiem, że armia zmieniła swoje motto na „Army Strong” („Silniejszy z armią„). „Army Strong” („Silniejszy z armią”), które jest o wiele lepsze. Jest o wiele lepsze.
No dobrze, komicy są kolejnym rodzajem kulturowego barometru. Kiedyś Seinfeld i wszyscy inni przychodzili do pracy i mówili „Bla, bla, bla…”, a wszyscy się śmiali, bo to było zabawne. Lecz także dlatego, że wszyscy dokładnie wiedzą, skąd to się wzięło i że jest to wspólne doświadczenie kulturowe. Wszyscy wiecie, że „Bla, bla, bla” pochodzi od Joego Bubby. A jeśli powiem „master of my domain” („mistrz samokontroli”), to znowu jest to wspólne doświadczenie kulturowe. To samo w sobie jest zabawne. A gdybym to wymyślił, byłoby super. Ale nie wymyśliłem. Jednak to nie ma znaczenia. Wszyscy nadal się śmieją, bo wszyscy jesteśmy w tym razem, prawda?
To już się nie zdarza lub zdarza się znacznie rzadziej w przypadku komików. Jest taki bardzo znany komik, Mitch Hedberg. Opowiada mnóstwo dowcipów.
Zauważyłem jednak, że chociaż wszyscy moi znajomi znają te dowcipy, nikt nie przypisuje ich jemu, tylko używają ich tak, jakby były ich własnymi. Po prostu opowiadajmy dowcipy. Na przykład, stałem przed wyjściem przeciwpożarowym, podszedł do mnie mężczyzna i powiedział: „Musisz się przesunąć, blokujesz wyjście przeciwpożarowe”. Spojrzałem na niego i powiedziałem: „Więc gdyby wybuchł pożar, nie uciekłbym?”. Następuje krótka pauza, a potem mówi: „Nie stanowisz zagrożenia pożarowego, jeśli masz nogi”. To był żart, tak?
Niezależnie od tego, czy jest śmieszny, czy nie, mogę powiedzieć, że widzę go teraz wszędzie. Nie jest przypisywany komukolwiek. Ludzie po prostu opowiadają go, jakby był ich własnym. Częściowo wynika to z tego, że nikt nie chce już przypisywać autorstwa. Jest w tym pewien narcyzm. Lecz ważniejsze jest to, że ten żart brzmi tak, jakbyś mógł go sam wymyślić. Myślisz sobie: „Tak, mógłbym to zrobić”. A jeśli mógłbyś to zrobić, to równie dobrze mogłeś to zrobić. Przyjmujesz trochę jego osobowości, odbierasz mu trochę tożsamości.
Jak więc stać się narcyzem? Czy istnieje jakiś plan działania? Czy jest na to dobry sposób? Jest na to dobry sposób.
Narcyzi to generalnie pierworodni. Czasami są to jedynacy, a czasami młodsze dzieci, które mają dużą różnicę wieku w stosunku do pozostałych dzieci w rodzinie. Dzięki temu poświęca się im dużo uwagi.
Przeprowadzono badanie, które wykazało, że 50% dyrektorów generalnych to pierworodni. Oznacza to, że pozostałe 50% to pozostałe dzieci, drugie, trzecie, czwarte, urodzone, jako któreś w kolejności lub jedynacy. 50% to pierworodni. Dlaczego tak jest?
Podano wiele niekonwencjonalnych wyjaśnień, w tym wiek komórek jajowych i plemników. Za każdym razem, gdy to słyszę, mam ochotę wyrywać sobie włosy z głowy. Nie ma to z tym żadnego związku. Ale nie o to chodzi. Chodzi o to, że niejako podali wyjaśnienia.
Ale pozwólcie, że podam wam bardzo proste wyjaśnienie, które jest łatwe do zrozumienia i ma o wiele więcej sensu, zwłaszcza jeśli macie więcej niż dwoje dzieci.
Kiedy macie pierwsze dziecko, dziecko ma trzy lata i mówicie mu: „Idź i przynieś mi widelec”. Dziecko patrzy na was. „Przynieś mi widelec.” Dziecko biegnie i przynosi wam widelec. „Świetnie! Bardzo dobrze. Dobra robota.” A potem, trochę później, podnosisz poprzeczkę. Podnosisz poprzeczkę jeszcze trochę.
Następnym razem mówisz: „Dobra, posłuchaj, przynieś mi widelec i łyżkę, i zanieś je mamie, dobrze? „Zanieś je mamie.” Krzyczysz na dziecko, żeby zrozumiało. Dziecko idzie po widelec i łyżkę, i zanosi je mamie. „O, super! Bardzo dobrze.”
Rzecz w tym, że ma trzy lata. Jeśli masz kolejne dziecko i to dziecko skończy trzy lata, nie będziesz prosić go, żeby przyniosło widelec i łyżkę. Poprosisz starsze dziecko, które teraz łatwiej jest poprosić o przyniesienie widelca i łyżki, ponieważ potrzebujesz tylko widelca i łyżki. To nie jest kurs szkolenia dzieci. Po prostu mówisz, żeby przyniosło ci sztućce. Po prostu to mówisz, dopasowując się do starszego dziecka. „Przynieś mi widelec i łyżkę.”
Zatem to drugie dziecko nigdy nie otrzymuje tak dużej odpowiedzialności jak najstarsze dziecko. Nie jest to błąd wychowawczy, po prostu tak jest. Musisz coś zrobić. Starsze dzieci to dla mnie załatwiają. Albo mówisz starszemu dziecku: „Zrób mi przysługę, popilnuj swojej siostry”. Nigdy nie mówisz młodszemu dziecku: „Zrób mi przysługę, popilnuj (…)”.
Nic z tych rzeczy. Tak się nie dzieje. Tak więc bez winy nikogo starsze dziecko uczy się kilku rzeczy.
Po pierwsze, że zawsze jest w pogotowiu. Po prostu to akceptuje i idzie dalej. Nie musi mu się to podobać, ale faktem jest, że jest w pogotowiu. Drugie, trzecie i piąte dziecko nie uczą się tego w ten sposób. Może uczy się w inny sposób, ale nie uczy się tego w ten sposób. Uczy się, że jest w pogotowiu, ale nie uczy się, tego, że życie oznacza bycie w pogotowiu przez cały czas.
Czy to rozróżnienie ma dla was sens? Być może jest to lepsze wyjaśnienie tego, dlaczego są liderami. Lecz z pewnością jest to wyjaśnienie tego, dlaczego stają się narcyzami.
Zasadniczo mówisz temu dziecku: „Jestem z tobą zgrany, potrzebuję cię przez cały czas. Ty, w tym konkretnym momencie naszego życia jesteś najważniejszą osobą poza mną, rodzicem”.
Dziecko naturalnie uważa więc, że rodzice są najważniejsi. Kto jest na drugim miejscu? Ono jest na drugim miejscu. Nie inne dzieci, nie młodsze dzieci, nie sąsiedzi z sąsiedztwa. Może nawet wykorzystywać rodziców. Pamiętajcie, że jest to wiek, w którym jesteś podatny na zmiany, właśnie dochodzisz do punktu, w którym zaczynasz walczyć, w tym przypadku chłopiec walczy z ojcem o dominację.
Kernberg powiedział, że jest to inwestycja libidinalna sama w sobie, co brzmi świetnie, ale tak naprawdę nie wyjaśnia, co to oznacza. Umieściłem to tam, ponieważ jest to trafne, ale nie pomaga wam tego zrozumieć. Jakie jest lepsze wyjaśnienie inwestycji libidinalnej samej w sobie?
Jest ona formą niekonsekwentnego rodzicielstwa. Powtórzę się. W żadnym wypadku nie próbuję karać ludzi ani wyśmiewać rodzicielstwa, próbuję wyjaśnić proces. Nie wydaję osądów wartościujących. Jeśli powiesz dziecku, zwłaszcza pierwszemu, „Nie oglądaj telewizji, to jest dla ciebie złe”. No dobrze, „Nie oglądaj telewizji”. To teraz dziecko chce oglądać telewizję. Jednak słyszy twoje przesłanie „Nie oglądaj telewizji, to jest złe”.
Pewnego dnia wracasz do domu i przyłapujesz je na oglądaniu telewizji. „Mówiłem ci, idioto, nie oglądaj telewizji!”. Krzyczysz: „Mówiłem ci, żebyś nie oglądał telewizji! „Stłukę cię na kwaśne jabłko!”. Brzmi to źle, ale w rzeczywistości nie jest to niekonsekwentne, prawda? To jest to samo. Mówiłem ci, żebyś tego nie robił, przyłapałem cię na tym, a teraz jestem jeszcze bardziej zły, ponieważ przyłapałem cię na czymś, czego ci zabroniłem. To konsekwencja. Może to przesada, ale jednak konsekwencja.
Podstawowy błąd w rodzicielstwie: Jaka jest różnica między mamą tygrysicą a tatą wilkiem?
Tata Wilk, Mama Tygrysica i dlaczego próba bycia dobrym rodzicem to kiepski pomysł
Wyobraźcie sobie, że dzieje się to dwa, trzy, dziesięć, pięćdziesiąt, dwadzieścia, pięć tysięcy razy. A potem pewnego dnia ojciec lub matka podchodzi i mówi: „Cholera, jestem sfrustrowany. Słuchaj, nie przejmuj się, idź oglądać telewizję. Nie mogę cię znieść. Oglądaj telewizję”. Cóż, teraz dziecko myśli: „O, rany teraz mogę oglądać telewizję”. Jakie przesłanie otrzymuje dziecko? Nie jest to przesłanie, że telewizja jest czasem dobra, a czasem zła, ale że najpotężniejsza osoba w pokoju ustala zasady. Nie ma dobra i zła. Nie ma czerni i bieli. Wszystko zależy wyłącznie od najpotężniejszej osoby w pokoju. Nie od tego, co jest złe, a co dobre. Chodzi o to, że tak po prostu jest.
Jaki jest więc cel dziecka? Stać się najpotężniejszą osobą w pomieszczeniu. Nie mam tu na myśli potężną, najbardziej dominującą, przesadną, tylko osobę, która może powiedzieć „zrób to” lub „nie rób tego”. Tak to dziecko nauczyło się, że w tym przypadku telewizja nie ma żadnej wrodzonej dobroci ani zła. Można to rozszerzyć na wszystko, że nic nie ma w sobie nieodłącznego dobra ani zła, ale że to co dobre albo złe zależy od kogoś innego. Widać, że moralność jest podatna na zmiany.
Zostawimy ten temat na chwilę.
Czy narcyzm jest zawsze zły? Nie, nie zawsze jest zły. W rzeczywistości każdy jest w pewnym stopniu lub w niektórych przypadkach narcyzem. Tak po prostu jesteśmy stworzeni. Potrzebujemy tego. To nas chroni.
Jest to jeszcze bardziej widoczne u osób cierpiących z powodu stresu lub traumy. Pomyślcie o każdym nastolatku. Dlaczego każdy nastolatek wydaje się być narcyzem? Ponieważ każdy nastolatek przeżywa ciągły kryzys. Nie widać tego z zewnątrz, ale oni tak to odczuwają, ta dziewczyna w szkole mnie nie lubi, a ten drugi dzieciak jest łobuzem, nie mogę uzyskać odpowiednich ocen, a moi rodzice też mnie nie lubią. Tak więc pojawia się poczucie, że świat nie jest ze mnie zadowolony, więc pozwól mi się trochę wycofać z gry i sprawić, że wszystko inne będzie miało mniejsze znaczenie. Skupić się na sobie.
Kiedy mówię „nie”, czuję się winny – dr Manuel J. Smith
Depresja to kolejny sposób. Jestem nieszczęśliwy, nieszczęśliwy i nieszczęśliwy. Jeśli będziesz nadal tak nieszczęśliwy, spróbujesz popełnić samobójstwo. Ale jeśli potrafisz cofnąć się o krok i powiedzieć: „Moje nieszczęście jest częścią mnie, sprawiam, że staje się ono częścią mojej tożsamości” (…) Wy wszyscy jesteście szczęśliwi, po prostu tego nie rozumiecie. Ja to rozumiem. Wtedy znów się wycofujesz. Ale chroniłeś siebie, dałeś sobie powód do istnienia, wzmocniłeś swoją tożsamość. Wzmocnienie tej tożsamości jest najważniejszym wydatkiem energii, jaki może ponieść narcyz. Nic nie ma większego znaczenia niż wzmocnienie tożsamości. Dlatego właśnie chodzi o to, aby mieć innych ludzi w swoim życiu, kreować markę, i tym podobne.
Staje się to patologiczne, gdy ma charakter interpersonalny. Jeśli chroni mnie to, to świetnie.
Jednak w momencie, gdy się w to angażuję i mam 17 lat, to znaczy, że w momencie, gdy wchodzę w związek z 17-letnią dziewczyną, mamy problem, ponieważ ta dziewczyna musi teraz zmagać się z całym moim szaleństwem. Prawdopodobnie będzie miała 17 lat i sama będzie szalona na swój sposób. A okres dojrzewania ma sposób, aby to rozwiązać. Ale można sobie tylko wyobrazić, że jeśli mam 30, czy 38, 37 lat – to dziwne, że nie pamiętam ile mam lat – i nadal mam ten problem… Zdecydowałem się ożenić z inną osobą, a teraz ona musi radzić sobie ze swoimi sprawami w swoim wieku. A moje sprawy są po prostu zbyt skomplikowane.
Dlatego trzeba się tym zająć na wczesnym etapie. Niestety, nasze pokolenie jeszcze się tym nie zajęło.
Łatwym sposobem na zrozumienie, naprawdę poczucie tego, zrozumienie tego w pełni, jest zrozumienie psychicznej strony medalu, czyli zaburzenia osobowości typu borderline.
Zaburzenie osobowości typu borderline nazywa się tak, ponieważ leży na granicy między nerwicą a psychozą, które są terminami całkowicie pozbawionymi znaczenia i treści. Nie pomaga więc wiedza, że są one granicą między nerwicą a psychozą.
Lepiej jest myśleć o nich jako o granicy między narcyzmem a całkowitym brakiem tożsamości. To lepszy sposób myślenia o zaburzeniach osobowości typu borderline. Jakie cechy charakterystyczne dla osób z zaburzeniami osobowości typu borderline wymienia DSM? Cóż, intensywne, niestabilne relacje.
Wszystko to wynika z lęku przed porzuceniem. Osoby te mają niestabilne poczucie własnej tożsamości.
Lęk przed porzuceniem – Dziecko w Tobie wciąż czeka
Według DSM, rygorystycznej definicji, osoby z zaburzeniem osobowości typu borderline charakteryzuje się intensywnymi, niestabilnymi relacjami, które wynikają z lęku przed porzuceniem. Powodem ich niestabilności i intensywności jest nadmierna świadomość odrzucenia lub możliwości porzucenia. Kiedy więc odczuwają coś takiego, nawet jeśli nie ma to miejsca lub nawet jeśli ma, reagują na to bardziej agresywnie niż to konieczne. Na przykład: „Dokąd idziesz? Dokąd idziesz?!”. Nie chcesz tego widzieć, ponieważ ta osoba zacznie odchodzić. Ale powodem, dla którego tak się denerwują, jest strach przed porzuceniem. A ten strach przed porzuceniem powoduje, że są niestabilni. Intensywność jest spowodowana czymś innym, o czym powiem za chwilę. Lecz wszystko to wynika z niestabilnego poczucia własnej tożsamości.
Nie wiedzą tak naprawdę, kim są, dlatego denerwują się, gdy druga osoba ich opuszcza. Potrzebują bowiem tej drugiej osoby, aby nadać sobie tożsamość.
Osoba z zaburzeniem osobowości typu borderline charakterystycznie używa zewnętrznych wyznaczników, podobnie jak narcyz stosuje kreowanie marki. Różnica polega jednak na tym, że te wyznaczniki ulegają ciągłym zmianom. Stereotypowym przykładem jest 17-letnia dziewczyna, która najpierw ma czarne włosy, potem fioletowe, a potem jeszcze inne, itepe, itede.
Moja ulubiona analogia lub sposób wyrażenia tego zjawiska dotyczy kobiety, która spotyka się z nowym facetem. Pytasz ją: „Jaka jest twoja ulubiona drużyna?”. Wie, że on jest fanem Dallas Cowboys, więc mówi, że Dallas Cowboys. Rzecz w tym, że może mówić to tylko dla męża i nie ma w tym nic złego. A może nawet zaczyna ich trochę lubić, bo jest z nim. Nie ma w tym nic złego. Chodzi o to, że kiedy zrywa z nim i zaczyna spotykać się z innym facetem, który lubi New York Giants, a ty pytasz ją teraz, jaka jest jej ulubiona drużyna, to odpowiada, że New York Giants. Jeśli mówi, że New York Giants i naprawdę wierzy, że to New York Giants, to jest to zachowanie graniczne, ponieważ zmieniła się jej tożsamość. Nie pokochała New York Giants, teraz naprawdę uważa… Bardzo ostrożnie używam tego słowa. Nie mówi tego dla męża, nie mówi tego dla pozoru, ona naprawdę wierzy, że lubi New York Giants.
Wierzy w to, ponieważ wierzy w to facet, z którym jest. To jest najważniejsze. Przejmuje swoją tożsamość od innej osoby. I o to właśnie chodzi.
Gdyby po prostu zostawiła swojego faceta, a potem związała się z innym mężczyzną i zaczęła lubić drużynę New York Giants lub traktować ją jako coś bez wartości, nie byłoby to zachowaniem granicznym. Jeśli jednak przejmuje tę wartość od swojego chłopaka/męża i przyjmuje ją jako swoją, jest to zachowanie graniczne.
Nie w sensie ogólnym, w którym można myśleć o narcyzie jako o postaci z filmu, która nieustannie próbuje stworzyć sobie tożsamość. Jestem jak Neo w Matrixie lub jak detektyw Magnum – taka jest ta postać.
Osoba z osobowością borderline jest aktorem lub aktorką czekającym na scenariusz, który jego lub ją zdefiniuje. Otrzymują scenariusz, kopiują scenariusz.
– Dzisiaj jesteś tą osobą.
– No dobrze.
I wtedy stają się tą osobą. Aby pójść o krok dalej, pomyślcie o… przychodzą mi do głowy tylko dwie osoby, ale jest ich miliard… pomyślcie o przykładach znanych aktorów lub aktorek, którzy z jakiegoś powodu wydają się adaptować scenariusz, który otrzymali, do prawdziwego życia. Na przykład Winona Ryder, kiedy kręciła film „Przerwana lekcja muzyki”, miała niewielkie problemy psychiczne, kradła różne rzeczy. To było dziwne.
Kate Hudson pojawiła się znikąd i nagle musiała poślubić rockmana, mimo że nie jest typem rockowej dziewczyny. Ale to dlatego, że zagrała w filmie „American Rocker”. Tego rodzaju manewr to adaptacja tożsamości z scenariusza. Jestem pewien, że Kate Hudson naprawdę wierzy, że kochała swojego męża. Jestem pewien, że nie sądziła, iż czerpie inspirację ze scenariusza. Jednak ten scenariusz ją zmienił. Ten scenariusz uczynił ją inną osobą. Gdyby zagrała w horrorze, mogłaby umawiać się z Robem Zombie.
Teraz jest Adele Wilson. Czerpie wskazówki ze scenariuszy, a ja próbuję się z niej nabijać. Przepraszam. Dobrze. Próbuję wam pokazać, jak oddzielić swoją tożsamość od scenariusza. Narcyz nigdy by tego nie zrobił. Zdobywa swoją tożsamość, wymyśla ją, tylko jedną tożsamość na zawsze i będzie walczył z całych sił do końca życia, abyście uwierzyli, że ta tożsamość jest prawdziwa. Nie po to, żeby sam w to uwierzył, bo nie obchodzi go, czy sam w to wierzy, nie obchodzi go nawet, czy to prawda, ale po to, żebyście wy uwierzyli, że to prawda.
Hmm… Nie jestem pewien, co to jest. Och, no tak, dobrze.
Stereotypowo można sobie wyobrazić osobę z zaburzeniem osobowości typu borderline jako 15-letnią dziewczynę, która zmienia się, testuje tożsamości, testuje wygląd, prowadzi dyskusje. Pogadanki są tak naprawdę filozoficznym lub intelektualnym odpowiednikiem zmiany koloru włosów. Po prostu siedzisz w kręgu z innymi ludźmi i testujesz pomysły. Czy to brzmi tak, jakbym to lubił? Te słowa wychodzą z moich ust? Okej, tak. Po prostu próbujesz znaleźć swoją tożsamość filozoficzną, rozmawiając z innymi ludźmi. Na początku tych sesji, przy okazji pierwszych kilku spotkań po prostu wypowiadasz słowa, których nawet nie wiesz, jak połączyć. „O tak, wierzę w to”. Tak wygląda pogadanka w grupie. W końcu przestajesz to robić, masz prawdziwe poglądy. Nie ma w tym nic patologicznego. To całkowicie normalne zachowanie.
Nie jest to normalne, gdy osoba z osobowością borderline ma 35 lat. W tym wieku nie powinno się to zdarzać. W wieku 15 lat jest to całkowicie normalne, po prostu wstrzymujesz oddech i masz nadzieję, że to minie.
Narcyzm jest stereotypowo charakterystyczny dla 3-letniego chłopca. 3-letni chłopiec. Jeśli masz 3-letniego chłopca, wiesz, że są bardzo mili i uroczy, ale nie potrafią pojąć, że to, czego chcą, nie jest dokładnie tym samym, czego chcesz ty. Nie chodzi o to, że czegoś im odmawiasz lub że oni po prostu nie potrafią cię zrozumieć.
— „Chcę to ciastko.”
— „Nie.”
— „Co? Ale jak to?”
Widzisz gniew, który jest reakcją. Lecz w ich głowach to nie ma żadnego sensu.
— „Chcę, chcę (…)”
Chwileczkę.
— „Mamo, JA chcę ciastko.”
Nie potrafią tego pojąć. Właśnie to napisałem. Teraz wyobraźcie sobie małżeństwo między narcyzem a osobą z zaburzeniami osobowości typu borderline. W pewnym sensie jest to małżeństwo, które przetrwa najdłużej, ponieważ mamy tu osobę, która potrzebuje, aby inni wierzyli w jej historię.
— „Oto kim jestem. Naprawdę taki jestem.”
– Naprawdę jestem facetem z wąsami, jeżdżącym ferrari, przystojnym i lubiącym Cowboys-ów. A potem mamy drugą osobę, która jest gotowa przyjąć każdy scenariusz, jaki jej się poda, o ile tylko mogę to mieć, o ile nie zamierzasz nigdzie odchodzić, o ile nie dojdzie do porzucenia, jestem gotów to przyjąć. Dlatego z chęcią nieustannie to wzmacniają.
— „Chcę, żebyś farbowała włosy na blond.”
Nie mówi się tego wprost. Jest to ukryte, to coś w stylu: „O rany, podoba mi się, że ta kobieta ma (…)”. „Blond włosy”.
W końcu to rozumieją. Blondynka. Dobrze. Białe czółenka. Rozumiem. Nie musisz mówić „Noś swoje czółenka”, to po prostu się dzieje. Jest bardziej niż szczęśliwa, że może dać ci to, czego chcesz, o ile narcyz otrzyma ponowne potwierdzenie swojej tożsamości.
Dominacja i uległość w małżeństwie: model kapitana i pierwszego oficera
Trzej dysfunkcyjni kapitanowie i pierwsi oficerowie Małżeńskiej Czerwonej Pigułki – jacktenofhearts
Można sobie wyobrazić kłopoty, które mogą z tego wyniknąć, jeśli dwie osoby z osobowością borderline wezmą ślub. Kto jest liderem? Kto ma bardziej dominującą osobowość? Cóż, w rzeczywistości jedno z nich wysuwa się na czoło. Jedno staje się bardziej narcystyczne, drugie bardziej borderline. Ale w pomieszczeniu zawsze musi być dominująca osobowość. To tyle.
Jestem pewien, że słyszeliście to wielokrotnie od kobiet w związkach, w których dochodzi do przemocy lub po prostu od kobiet w kiepskich związkach. Pytasz: „Dlaczego jesteś z tym facetem? Ten facet to palant”. A ona odpowiada: „Słuchaj, nie znasz go tak jak ja”. To nie jest wymówka, ona mówi ci prawdę. Mówi ci surową, faktyczną prawdę. Nie znasz go tak, jak ona go zna. Ona zna go w zupełnie inny sposób. Ty widzisz go jako obserwator z zewnątrz, a ona widzi go od środka. Podsuwa jej ten pogląd, że ten facet wciąż jest z nią związany pępowiną, karmi ją. Nie widzisz tej pępowiny.
Widzisz tylko faceta, którego uważasz za palanta. Lecz ona widzi coś jeszcze, a mianowicie tożsamość, którą on wciąż jej narzuca. Jeśli to zabierzesz, to nie tylko palant odejdzie, ale ona będzie pusta, zniknie, zostanie odsłonięta, wyparuje. Tak więc ona nie mówi tego tylko jako kłamstwo.
Właściwie to umieściłem ten slajd w innym wykładzie. Chciałem złapać niektórych ludzi w pułapkę. Rozglądałem się po sali, żeby zobaczyć, czy ktoś jest tym nazbyt zainteresowany. Nie będzie miało to zastosowania w tej sali, ale to nic. To tylko głupi but. Jednak ten but jest ważniejszy niż osoba, która w nim stoi, której nie widać, bo nikogo tam nie ma. Ale wyobraźcie sobie, że ktoś tam był. To nie ma znaczenia. Nie ma znaczenia, czy stopa jest w bucie, żadna cecha tej osoby nie ma znaczenia. Liczy się ten but, ponieważ ten but jest symbolem tożsamości, prawda?
Jeśli kobieta nosi ten but, a ja potrzebuję, żeby go nosiła, to tylko to się liczy. Wszystko inne – i nie chcę być złośliwy – mogłaby mieć 65 lat, mogłaby być chorobliwie otyła, mogłaby nie mieć nóg, liczy się to, że potrzebuje tego buta, bo wtedy mogę przynajmniej pomyśleć sobie: Jestem typem mężczyzny, który pasuje do kobiety noszącej białe czółenka”.
Wtedy mogę pójść do znajomych. Nie jest to wyraźne, ale po prostu to powiem: „O tak, wiesz, moja żona kupiła ostatnio białe czółenka” lub „Ostatnio była blondynką”. A facet, zwłaszcza jeśli nie może tego sprawdzić, jest w siódmym niebie. Wywarłem na nim wrażenie. Przyjmuje to wrażenie i nie odnosi go do mojej żony, tylko do mnie. „Och, Darek jest takim facetem.” To wszystko, czego potrzebuję. Tylko to mnie interesuje. Gdybym mógł to zrobić bez udziału prawdziwej kobiety, zrobiłbym to, gdybym był narcyzem. Ponieważ osoba nie ma znaczenia.
Mężczyźni od dawna wyśmiewają uzależnienie kobiet od butów, ale mam takie przeczucie i oczywiście nie mam na to żadnych dowodów, ale wydaje mi się, że jest to możliwe, że każdy but daje inne wrażenia. Nie jesteś inną osobą, ale czujesz się jak inna osoba.
Jedynym porównaniem, jakie przychodzi mi do głowy w odniesieniu do mężczyzn, jest to, że każdy mężczyzna poniżej 45. roku życia, który kiedykolwiek w życiu nosił smoking, miał dokładnie taką samą myśl po założeniu muszki, a mianowicie „Bond, James Bond”. Jeśli tak nie jest, to kłamiesz, bo to się na pewno zdarzyło. Kiedy nosisz smoking, zaczynasz dumnie kroczyć. Nie ma ku temu żadnego powodu, nie jest nawet wygodny, więc dlaczego miałbyś dumnie kroczyć, kiedy nosisz smoking? Jednak jest coś szczególnego w zakładaniu tego stroju przez mężczyznę. Jest on pełen znaczenia i symboliki. Po prostu nie możesz się od tego uwolnić. Nie jest to nic negatywnego. To nic złego. To po prostu normalne. Podejrzewam, że podobnie jest w przypadku kobiet i butów.
Powtórzę się, nie mam na to żadnych dowodów, ponieważ nie interesuje mnie to. Moje buty są trochę okropne. Różnica polega jednak na tym, że dla kobiety buty reprezentują możliwości, różne sposoby bycia. Dla mężczyzny reprezentują definicję. Dlatego u niektórych mężczyzn obuwie jest tak intencjonalne.
Ciągle powracam do tematu obuwia, ponieważ nie robią tego już w przypadku rękawiczek. To było 50 tysięcy lat temu. Nie robią tego już przy pomocy kozłów. Robią to przy pomocy Żydów. A nie powinno tak być. Jeśli tylko cofniesz się logicznie o krok i pomyślisz o zakresie ubrań, które kobieta może nosić, aby uzyskać atrakcyjność seksualną, buty są teraz przypadkowe.
W dawnych czasach, kiedy wszystko było zakryte, buty mogły mieć pewne znaczenie, powiedziałbym, że w latach 40-tych. Ale teraz masz krótkie topy . Po co ci buty? Cóż, ponieważ buty coś reprezentują. Są symbolem tożsamości, której mężczyzna pragnie przez cały czas. Powtórzę się, nie ma znaczenia, czy jej się to podoba, czy nie. Liczy się to, że jemu się to podoba.
Teraz przejdziemy do narcystycznych zranień. Nie chodzi o to, co mówią wszyscy, czyli o obrazę. Myślisz sobie „Och, ten narcyz”, a potem po prostu kopiesz go w twarz, więc będzie wściekły. To nie jest narcystyczne zranienie. To absolutnie nie jest narcystyczne zranienie.
Narcystyczne zranienie ściśle definiowane to coś, co zagraża starannie zbudowanej tożsamości. To moje słowa, po prostu to tam wpiszcie. Zagrożenie dla tożsamości narcyza. Narcyz inwestował całe życie, energię psychiczną w tworzenie postaci. Jeśli ta postać zostanie w jakikolwiek sposób zdemaskowana jako oszustwo, to jest to narcystyczne zranienie i lepiej wynoś się stamtąd, bo będą kłopoty.
Dobrym przykładem jest tu nieudane małżeństwo. Małżeństwo narcyza idzie do diabła. Możesz uzyskać rozwód. Jest wiele sposobów, w jakie może się to źle skończyć. Ale ten, który kończy się naprawdę źle, to taki, w którym powodem odejścia jest to, że on nie jest tym, za kogo się podawał. To właśnie wtedy wszystko się psuje. Podam wam krótki przykład. Przepraszam.
Wróćmy do tego przykładu. Potem możemy przejść do 10-stronicowego listu. Jesteś kobietą, jesteś z mężczyzną i sprawy przybierają zły obrót. Piszesz więc do niego 10-stronicowy list, w którym piszesz: „Jesteś największym palantem, jakiego kiedykolwiek spotkałam. Nie znoszę cię. Jesteś palantem. Masz małego penisa. Nigdy cię nie lubiłam”. 10 stron. To nie jest narcystyczne zranienie.
Bez względu na to, jak bardzo jest to złośliwe, nie jest to narcystyczne zranienie, ponieważ nadal istnieje między wami więź. Ty i on nadal jesteście połączeni. Ta część jego tożsamości nie została jeszcze złamana. Zmieniła się, ale nie pękła.
Narcystyczną krzywdą byłoby to, że nie piszesz tego 10-stronicowego listu, a on tego od ciebie oczekuje. Nadal będzie wiedział, jakie obuwie nosisz. Żadnego telefonu, o czym ty mówisz? Co? Tego właśnie nie może pojąć, prawda? A ty na to: To koniec? Odeszłaś. Odeszłaś fizycznie i nie macie kontaktu. Tym samym wracam do stalkingu. Stalking nie ma na celu zranienia cię. To znaczy ma, ale nie jest to główny cel. Nie ma też na celu przestraszenia cię. Ma, ale nie jest to główny cel. Głównym celem jest utrzymanie związku w stanie nienaruszonym, aby zachować swoją tożsamość. Bo jeśli całkowicie odejdziesz, ta część jego tożsamości zostanie całkowicie roztrzaskana.
I to jest ważne. To właśnie powoduje narcystyczne zranienie. Jest to fizycznie niemożliwe. Próbuję podać wam analogię.
Jeśli powiedziałaś: „Opuszczam cię na zawsze, wychodzę za mąż za innego mężczyznę i będę miała inne dzieci, ale raz w miesiącu będziemy spotykać się na kawę„, to prawie wystarczy, to prawie ratuje ci życie. Nie zalecam wam tego. Mówię to tylko z perspektywy narcyza. To prawie się liczy, ponieważ ta relacja pozwala utrzymać kontakt. A więc jeśli w środku nocy otrzymujesz dziwną wiadomość lub ktoś rozłącza się, to jaki w ogóle jest w tym cel? Nie chodzi o ciebie, chodzi o niego. To pozwala utrzymać kontakt. W jego umyśle rejestruje się to. „Wczoraj zadzwoniłem do żony”. Nie ma znaczenia, że masz troje innych dzieci z innym facetem. To nie ma znaczenia. Liczy się utrzymanie więzi. Rozumiecie, jakie to jest ważne? To właśnie powoduje narcystyczną krzywdę.
Zdrada. Och, zdrada jest super. Narcystycznym zranieniem nie jest to, że mężczyzna wraca do domu i zastaje swoją żonę w łóżku z innym mężczyzną. To jest złe, będą kłopoty, ale nie jest to narcystyczna krzywda. Narcystycznym zranieniem byłoby to, że zdradzasz go, a on nie ma o tym pojęcia. Przyjaciel mówi mu: „Czy wiesz, że twoja żona zdradza cię od dwóch lat?”. A on odpowiada sobie: „Nawet o tym nie wiedziałem?”. Twoja bazowa tożsamość zostaje gwałtownie wstrząśnięta, ponieważ uważasz, że wszystko w jakiś sposób dotyczy ciebie. Nie jest to coś pozytywnego ani negatywnego, ale chodzi o to, że ona zdołała stworzyć sobie zupełnie inne życie poza tobą, które nie miało na ciebie żadnego wpływu.
Nawet tego nie zauważyłeś, nie wywołało to ani złych, ani dobrych emocji, nic się nie zmieniło. Nawet tego nie zauważyłeś. Innymi słowy, istnieje inna rzeczywistość poza tobą. Ja pierdolę! To właśnie narcystyczne zranienie. I wtedy następuje śmierć.
W pierwszym przykładzie ludzie zostaną pobici. W drugim przykładzie pojawi się cmentarz, nastąpi śmierć.
Skoro mowa o zagrożeniu życia, przejdźmy na chwilę do Al-Kaidy. Marc Sageman napisał książkę, która obala popularny mit, że islamski terroryzm nie ma tak naprawdę nic wspólnego z islamem, a chodzi w nim wyłącznie o terroryzm. To, co skłania ludzi do wstąpienia do komórek terrorystycznych, to nie sama religia, która jest tylko pretekstem. Prawdziwą motywacją jest poczucie przynależności do spójnej grupy.
Mamy więc do czynienia z grupą narcyzów, z których każdy potrzebuje potwierdzenia swojej tożsamości, co obecnie zapewniają im inni członkowie grupy. Nie ma znaczenia, czy reszta świata to akceptuje. Liczy się to, że wszyscy w grupie to akceptują.
Jeśli więc na przykład zdecyduję, że chcę być osobą bardzo religijną, pełną zapału nawróconego, potrzebuję kogoś, kto w to uwierzy. Jeśli jednak jestem złym człowiekiem, nikt w to nie uwierzy. Lecz jeśli uda mi się przekonać sześciu innych facetów, że jestem religijną i dobrą osobą, wygrywam. Rzeczywistość nie ma znaczenia. Nadal mogę chodzić do klubów ze striptizem, tak jak faceci od zamachów z 11 września. I do prostytutek. I mogę mieszkać z jedną z nich, tak jak główny bohater tej historii. To nie ma znaczenia. Liczy się to, że mam sześciu innych facetów, którzy wierzą w moją historię, że jestem dobrym, religijnym człowiekiem.
Widzicie więc, że nie tak ważna jest część religijna. Ważne jest to, że mam ludzi, którzy potwierdzają moją tożsamość. Pomyślcie o słowie, którego używają, aby uzasadnić swoje działanie. Innymi słowy, dlaczego to robią, dlaczego atakują Amerykę. Czy to dlatego, że – nie mam tu na myśli frakcji – zabieramy im ropę lub coś w tym rodzaju? Jakie słowo powtarzają w kółko? Tym słowem jest „upokorzenie”. Nie mówią, że to boli, nie mówią, że umierają z głodu, nie podają innych powodów. Używają tego słowa w kółko – upokorzenie, upokorzenie.
Kiedy słyszysz słowo „upokorzenie” lub „wstyd”, narcystyczny rozbłysk powinien rozprzestrzeniać się wszędzie. To emocja, która oznacza, że zostałeś zdemaskowany. Że ktoś widzi w tobie coś, czego nie chciałeś pokazywać.
Siedzisz przy komputerze i oglądasz porno, nikt o tym nie wie, wracasz do domu, wszystko jest w porządku. Ktoś to widzi i teraz jest tak, jakby wiedzieli coś o mojej tożsamości, czego nie chciałem, aby wiedzieli. Moja starannie skonstruowana sytuacja została naruszona, więc muszę wymyślić jakieś wyjaśnienie. Włączam to do mojej osobistej historii lub w jakiś sposób się od tego odcinam. Powodzenia.
Jak więc pokonać grupę narcyzów? I zapomnijcie o Al-Kaidzie. Jak nakarmić starannie zorganizowaną grupę ludzi, którzy nieustannie potwierdzają swoją tożsamość? Cóż, tak naprawdę macie tylko dwie możliwości.
Jedną z nich jest namawianie ich do zmiany ich tożsamości. Powodzenia. To się nie uda. Jest to sposób, ale jest to po prostu niemożliwe.
Może się to zdarzyć od wewnątrz. Na przykład kilku z tych sześciu facetów uważa się za ludzi religijnych i świętych, a jeden z nich zaczyna wierzyć w coś innego, jak to, że są religijnymi, świętymi ludźmi, ale tak naprawdę powinni postawić na alternatywne źródła energii. Powinni wykorzystać swoje dobre cechy i przełożyć je na ochronę Ziemi. I zaczynają przyjmować to jako osoby. Zmieniło to ich tożsamość. Teraz nie muszą dłużej wysadzać was w powietrze. Teraz muszą pozbyć się samochodów. Widzicie, jak zmieniła się ta część? Jednak nie możecie im tego narzucić, ponieważ wszystko, co jest im narzucane, jest odczuwane jako zagrożenie.
Podobnie nie można powiedzieć 17-latkowi, żeby nie słuchał tego rodzaju muzyki. Mówiąc mu to, sugerujecie, że to jest coś, co on chce wiedzieć. Chcą, żebyście wiedzieli, że lubią ten rodzaj muzyki. Ten argument jest sensem słuchania tego rodzaju muzyki. Jest potwierdzeniem tożsamości. Ta muzyka jest głupia. Dobrze. Wiesz to. Świetnie. W momencie, gdy przestajesz to robić, gdy zaczynasz sam tego słuchać i mówisz: „To całkiem fajne”, muszą znaleźć sobie coś innego. Potrzebują własnej tożsamości. Ta sama sytuacja ma miejsce tutaj.
Innym sposobem jest pozbawienie tego znaczenia. Zniszczenie znaczenia grupy, samych ludzi.
Jak pozbawić znaczenia grupę ludzi? Cóż, nie tak to się robi. To nie jest narcystyczna krzywda. Niestety, książki mówią, że śmierć jest ostateczną narcystyczną krzywdą. To absolutnie nieprawda. W rzeczywistości może być odwrotnie. Jeśli ta konkretna osoba – wybrałem ją tylko dlatego, że zdjęcie było fajne, ale nie twierdzę, że ona w to wierzy – jeśli jest narcyzem i wierzy, że po śmierci zostanie męczennikiem lub że jego śmierć sprawi, że jego sprawa będzie żyła dalej, to nie zrobiłeś mu narcystycznej krzywdy, ale potwierdziłeś jego tożsamość na całą wieczność.
Ten film trwa wiecznie… Będzie on znany na zawsze – nie mówię konkretnie o nim – jako męczennik. Zabicie osoby niekoniecznie jest więc narcystycznym zranieniem. Gdybyś wsadził tego faceta do więzienia, bez odwiedzin, po prostu utrzymywał go przy życiu, karmił go i tak dalej, ale marginalizował go w ten sposób, byłoby to dla niego narcystyczną krzywdą.
Tak, byłby wkurzony, ale nie miałoby to znaczenia, ponieważ siedziałby w więzieniu. Nie próbuję tu przedstawiać poglądów politycznych, nie próbuję powiedzieć, że powinien lub nie powinien zostać stracony. Nie o to chodzi. Próbuję rozróżnić, co się dzieje, gdy ktoś naprawdę doznaje narcystycznej krzywdy, a co, gdy tak nie jest. To nie jest narcystyczna krzywda, to mobilizacja sił i ludzi wokół tej sprawy. To jest dokładnie to, czego on chce, nie on, ale rozumiecie, o co mi chodzi.
Przeniesienie go do innego kraju, sprowadzenie do Ameryki i zmuszanie do pracy w fabryce byłoby narcystycznym zranieniem. Prawdopodobnie popełniłby samobójstwo. Ale nikt inny na świecie nie mógłby tego wykorzystać przeciwko nam. I powtarzam, nie jest to kwestia polityczna. Nie próbuję powiedzieć, że powinniśmy to zrobić lub nie, próbuję wyjaśnić kwestię narcyzmu. Jeśli jest Amerykaninem, to zabrali go do Ameryki. No dobra. Czy powinniśmy zabijać Amerykanów? Nie wiem. Co mamy zrobić? Mieszkasz w domu? W ten sposób to jest dziwniejsze.
To narcystyczna krzywda, którą można wykorzystać na swoją korzyść.
Co następuje po narcystycznej krzywdzie? Każda narcystyczna krzywda jest odzwierciedleniem przemocy. To odruchowe. Nie jest to coś, co można przemyśleć lub rozegrać. To jest odruchowe. Obydwie są dokładnie takie same. To tak ważne zdanie, że napisałem je dwa razy. To najważniejsze zdanie z ostatnich dwóch dni, jakie tu spędziłem. Jeśli nie zapamiętacie niczego innego, zapamiętajcie to jedno zdanie. Każde narcystyczne zranienie kończy się odruchową potrzebą przemocy. Jeśli wyrządzisz komuś, grupie ludzi, krajowi lub czemukolwiek innemu narcystyczną krzywdę, lepiej bądź gotowy do walki, ponieważ czeka cię walka.
I nie będzie to tylko walka na pięści – wejdźmy na ring i stoczmy kilka rund – będzie to walka z użyciem wszystkich dostępnych środków. Będzie poważnie. Będzie to poważne na tyle, że zginie 10 osób. Nie zawsze się to objawia, ale ta potrzeba jest odruchowa. Możesz być pewien, że to, że cię nie uderzyli, nie oznacza, że nie chcieli tego zrobić.
Okoliczności sprawiły, że nie zostałeś uderzony, ale to uderzenie jest w nich. Pozostanie tam na zawsze, dopóki ta krzywda nie zostanie rozgrzeszona. Tylko dlatego, że minęło 30 lat i wydaje ci się, że jest w porządku, to wcale nie oznacza, że tak jest. Nie jest w porządku. W ogóle nie jest w porządku. Wsiadasz do windy i nie ma nikogo w pobliżu, jest ciemno, to nie będzie zabawnie.
Jednym z powodów, dla których przemoc jest odruchowa, jest to, że pochodzi ona z tego samego etapu rozwoju. Wyobraźcie sobie, że narcyz to 3-letnie dziecko. Jak 3-latek reaguje na krzywdę, na przykład na to, że nie dostanie ciasteczka? Wychodzi z siebie. Mówi: „Co? Nie. Chcę jedno”. Wpada w furię. Rzuca się na podłogę. Nie nauczył się jeszcze, a może nauczył się, że nie może cię uderzyć, prawda? Wie o tym. Ale przynajmniej zrobi sobie krzywdę, wyjdzie z siebie, będzie płakać. W ten sam sposób, w jaki zranisz moją tożsamość, ja zniszczę twoją.
A ty mówisz: „Ja jedynie…”. To nie ma znaczenia. Odczułem to bardzo dotkliwie, niemal jak śmierć. Odczułem to jak próbę morderstwa. Zatem ty też musisz przegrać w walce.
Prawdopodobnie bardziej w walce, upewniając się, że nigdy więcej tego nie zrobisz. Bo jeśli złapiesz mnie na oglądaniu porno na komputerze i zaczniesz się ze mnie nabijać, nie tylko będę wkurzony, ale będę musiał się upewnić, że więcej tego nie zrobisz. Bo za każdym razem, gdy to mówisz, odbierasz mi moją tożsamość. A jeśli, broń Boże, powiesz o tym komuś innemu, będzie naprawdę źle. Dlatego niestety musisz odejść. Jednak ma to również bardzo pozytywny cel dla narcyza, a mianowicie podtrzymuje film. Zawsze będziesz pamiętany jako osoba zabita przeze mnie. To niesamowite.
Przez resztę historii każdy będzie pamiętał, że została zabita przez swojego męża. To nie jest pozytywne. Musisz wyrzucić z głowy myśl, dlaczego on by tego chciał. Nie chodzi o to, dlaczego, ale o to, co. Chce potwierdzenia swojej tożsamości. Żeby fabuła była zawsze taka sama. Musi to być żona. Żona może być martwa, ale musi to być jego żona. Zatem jego żona została zabita.
Inna wersja tej historii jest taka, że zawsze będziesz pamiętać, że zabiłem się z twojego powodu.
To jest równie niesamowite, ponieważ oznacza to, że więź między nami trwa wiecznie. Samobójstwo nie jest więc rzadkością w przypadku narcyzmu, ale jest naturalnym i logicznym przedłużeniem przemocy zewnętrznej. Dlatego często mówi się, że samobójstwo jest przemocą zinternalizowaną. Dokładnie tak dzieje się w tym przypadku. Tak czy inaczej, ktoś musi zginąć. A ja muszę utrzymać ten film przy życiu. Podejrzewam, że tak jest w przypadku większej liczby osób.
A co z dobrocią narcyzów? Są dobrymi ludźmi? Są złymi ludźmi? Przyjmijmy projekt oceny wartości. Zdecydujmy po prostu, czy w strukturze osobowości narcyza istnieje skłonność do dobra lub zła.
Cóż, nie mają oni wewnętrznego poczucia dobra i zła, ponieważ pamiętajmy, że od dzieciństwa nauczyli się, że jest ono niekonsekwentne i że tak naprawdę definiuje je najpotężniejsza osoba w grupie. W kategoriach dynamicznych powiedzieliśmy, że superego ewoluowało wewnątrz ego, a nie jako zewnętrzny pan dla ego.
Freudowski model Ego, Rząd i Czerwień
Inna epidemia ego
Stadia rozwoju moralnego według Kohlberga
Jeśli więc wyobrażasz sobie, że jesteś osobą i postrzegasz coś jako dobre lub złe, słuszne lub niesłuszne, lub coś w tym rodzaju, to robisz coś, a powodem, dla którego uważasz to za słuszne lub niesłuszne, jest to, że w swoim mózgu masz zewnętrznego obserwatora, który mówi: „To nie jest słuszne”. Nadal jesteś sobą, ale jest to coś zewnętrznego względem twojej tożsamości.
Narcyz tego nie ma, wszystko jest połączone w jedną masę. Jest tylko jedna masa. Nie ma więc zewnętrznego obserwatora. Wszystko, co jest dobre lub złe, zależy od tego, co dzieje się w danej chwili i wszystko jest przypadkowe. Dlatego narcyzi uwielbiają stosować zasady narzucone z zewnątrz, które mogą przyjąć i wykorzystać jako strukturę. Prawo, religia, honor, kodeksy – za chwilę do nich wrócę. Są bardzo surowi wobec innych ludzi.
Słucham?
Ponieważ nie mają wewnętrznego poczucia dobra i zła w tym sensie. Rzeczy są dobre lub złe, ale szukają zewnętrznego powodu, aby je zastosować. Ludzie mają zewnętrzny powód, nazywa się on superego. Jest on w nas, ale nadal pozostaje zewnętrzny względem naszego ego. Narcyzi nie mają tego zewnętrznego superego, więc szukają czegoś innego. Tak więc wybierają prawo, religię, honor.
Wyobraźcie sobie stereotypowego narcyza, który zostaje policjantem lub prawnikiem, albo narcyza, który odkrywa religię lub coś w tym rodzaju. Tak naprawdę chodzi o znalezienie zewnętrznego zestawu zasad, których wszyscy inni muszą ściśle przestrzegać.
Jeśli więc jestem narcyzem, moja żona powinna wyznawać tę konkretną religię lub cokolwiek to jest.
A co ze mną? Czy muszę przestrzegać tych zasad? Tak, oczywiście, takie są zasady. Rozumiem, że takie są zasady. Jednakże w tej sytuacji jest trochę inaczej. Nie zrozumiałbyś tego, ponieważ cię tu nie ma. Zawsze tak jest. Nigdy nie jest inaczej.
Nigdy nie chodzi o to, że zrobiłem coś złego. Zawsze chodzi o to, że nie zrozumiałeś powodu. To właśnie dlatego lub to wyjaśnia, dlaczego narcyzi nigdy nie czują się winni. Czują tylko wstyd. Nie robią czegoś takiego jak „nie powinienem był tego zrobić„. Nikt nie wie, że oni nie mają tego uczucia. Mogą się martwić, że ktoś się dowie, mogą odczuwać niepokój z tego powodu, ale nie jest to poczucie winy w sensie Dostojewskiego „Muszę zgłosić się na policję, bo to mnie dręczy”.
Nigdy nie zgłaszają się na policję. Nie ma takiej możliwości. Będą z tym żyć do końca życia. „Sypiając z wrogiem” – widzieliście ten film? To przykład sytuacji, w której bohater wie, że może działać bezkarnie. Nigdy nie przychodzi mu do głowy, że to, co robi, jest złe.
Nie pojawia się to w jego umyśle. Widzieliście kiedyś film „Zniknięcie”? Dziewczyna zostaje porwana pod mostem, a facet, który ją zabija, czyli William Hurt, nie ma żadnych wyrzutów sumienia. Zrobił to tylko dlatego, że chciał sprawdzić, czy jest w stanie to zrobić i pogrzebał jej życie. Nie o to chodzi.
Chodzi o to, że ma rodzinę, zajmuje się swoimi sprawami, jest bardzo dobrym człowiekiem, angażuje się w życie społeczności, zostaje burmistrzem miasta, spotyka się nawet z Emilio po tym wszystkim i nie ma w nim cienia poczucia winy. Bo dlaczego miałby się czuć winny? W tamtej chwili musiałem to zrobić. A teraz już nie muszę tego robić. Poza tym to nie jestem ja, to nie jest moja prawdziwa tożsamość. Jestem kimkolwiek, jestem postacią, którą sam stworzyłem, a ta postać nie zabija ludzi. Jest więc to poczucie celowości i brak poczucia winy. Ale co ze wstydem?
Wstyd pojawia się, gdy jesteś narażony na upokorzenie. Gdy ktoś dostrzega, że twoja tożsamość jest sztuczna, a nie prawdziwa.
Podam wam przykład zabójstwa honorowego. Wybrałem ten przypadek, ponieważ pojawił się w gazecie, a zawsze dobrze jest być na bieżąco. 11 maja. Przeczytam go, sparafrazuję. Zasadniczo chodzi o Irak. Tak, Irak. Dobrze.
Mamy więc 16-letnią dziewczynę, która zakochuje się w brytyjskim żołnierzu, który oczywiście okupuje Irak. Ojciec wpadł w szał. Bije ją i zabija. A kiedy ją bije i zabija, jej dwaj bracia/jego dwaj synowie dołączają do bicia i zabijania. Nie jest koniecznie ważne, jak ją zabił, ale należy powiedzieć, że było to zdecydowanie przesadzone. Więc opowiem wam tylko ostatnią część.
Po wszystkim dźgnęli ją nożem, co było bezsensowne, ale tak właśnie zrobili. Wszyscy są przerażeni i rozumiem to, ja też jestem przerażony. Jednak spróbujmy przez chwilę postawić się w jego sytuacji. Nie próbuję tego usprawiedliwiać. Spróbujcie postawić się w jego sytuacji i zrozumieć, do czego zmierza. Najlepszym porównaniem, jakie przychodzi mi do głowy – i nie chcę wywoływać tym kłopotów – jest II Wojna Światowa. Ona jest Żydówką i zakochuje się w nazistowskim żołnierzu. A ten nazistowski żołnierz okazuje się być tym samym, który zabił jej dwóch kuzynów i wujka/brata jej ojca. Zatem ojciec ma powód, żeby być zły, tak?
Wpadnie w szał. Powiem nieco więcej. Facet zostaje aresztowany, bo właśnie zabił swoją córkę. Nadal obowiązują przepisy prawa. Wsadzają go do więzienia. Jednakże, jak tu napisano, idzie na posterunek policji, zostaje poklepany po plecach, wszyscy mówią „Dobra robota” i po dwóch godzinach go wypuszczają, bo wszyscy wiedzą, że czasami nie da się uniknąć zabójstw honorowych. Trzeba robić to, co trzeba. Policja to rozumiała.
„Funkcjonariusze byli przy mnie przez cały czas. Gratulowali mi tego, co zrobiłem.”
To nie jest czcze gadanie. Tak było naprawdę. Gratulowali mu, ponieważ mamy tu do czynienia z grupą narcyzów, którzy potwierdzają swoją tożsamość, potwierdzają tożsamość innych.
Tak właśnie będzie. Wracając do przykładu żydowskiej dziewczyny i nazistowskiego żołnierza, można dostrzec gniew ojca, który pyta: „Jak mogłaś to zrobić?”. Rozumiecie to, prawda? Ale nie rozumiecie, dlaczego ją zabił, a nie po prostu wygnał. Poświęciłem sporo czas na próby zrozumienia tego. Zamierzam to wymazać. Naprawdę staram się wgryźć w umysł ojca, żydowskiego ojca. Jesteś zły, ale czy zabiłbyś ją? Nienawidziłbyś jej, prawdopodobnie biłbyś ją. Naprawdę nie możesz pojąć, dlaczego ją zabił. To dlatego, że ta struktura nie jest narcystyczna, jest bardziej zorientowana na rodzinę, w tym sensie, że jest to grupa.
Nigdy nie chodzi tylko o ciebie. Zawsze chodzi o grupę. Jesteś więc zły i pozbędziesz się tej osoby, ale jej nie zabijesz. Ale ten facet postąpił inaczej. Musiał ją zabić. Nie zabił jej, ponieważ był zły. Musiał ją zabić. Oto, co powiedział. Powiedział: „Nie mam teraz córki i wolę powiedzieć, że nigdy jej nie miałem”. To nie są puste słowa. To prawda. On naprawdę nie ma córki. Ta część jego tożsamości nigdy nie miała miejsca. Nie mogła mieć miejsca, ponieważ to, co zrobił, było tak strasznie złe.
Ta dziewczyna mnie upokorzyła – ponownie użyto tego słowa – przed moją rodziną i przyjaciółmi. On sam to czuje, ponieważ – i to jest kluczowa kwestia – jeśli jest jedyną osobą o znaczącej tożsamości, to on to zrobił. To on zrobił tę straszną, szaloną rzecz, za bycie z brytyjskim żołnierzem. A ty mówisz: „Cóż, to nie on to zrobił, zrobiła to jego córka”. Ale chodzi o niego. To wszystko jest przedłużeniem jego osoby.
Weźmy inną rodzinę. Jeśli inna rodzina patrzy na tę rodzinę, mówi: „Zrobiła to rodzina Ballasów”. To wina Chrisa Ballasa, że jego córka jest puszczona samopas i robi coś strasznego. Czuje to w odniesieniu do siebie. Niekoniecznie wstydzi się tego, że ona to zrobiła, wstydzi się tego, że pozwolił, aby coś takiego wydarzyło się w jego rodzinie, że zawiódł w wychowaniu swoich dzieci, skoro ona w ogóle pomyślała o zrobieniu czegoś takiego. Chodzi o niego. Zabicie jej oznacza, że ja, moja tożsamość nigdy więcej tego nie zrobi.
Zwracam się do wszystkich, którzy na mnie patrzą. Pamiętajcie, że jest to tożsamość starannie skonstruowana i wykreowana, nieustannie sprzedawana wszystkim innym. Zaakceptujcie ją. Słuchajcie wszyscy, to się nigdy więcej nie powtórzy. Wszyscy mogą wrócić do domu i powiedzieć: „Cóż, poradził sobie z tym całkiem nieźle. No dobra, chyba to się już nigdy nie powtórzy”. Jego tożsamość jest wyraźnie ustalona. Nie ma żadnych wątpliwości w tej kwestii. A wszyscy inni mówią: „Ale to jest właśnie ważne”. Rzeczywistość nie ma znaczenia.
W rzeczywistości ta dziewczyna zakochała się w tym facecie, ale nigdy się nie dotknęli, nigdy się ze sobą nie przespali, nie zrobili nic. Brytyjski żołnierz nawet nie wiedział, że dziewczyna go lubi. To zupełnie nie ma znaczenia. Liczy się tylko postrzeganie, ponieważ chodzi o postrzeganie naszej tożsamości. Nie o to, co ona faktycznie robi, ale o to, jak to wygląda.
W rzeczy samej, lepiej byłoby, gdyby to zrobiła i nikt o tym nie wiedział, nawet on. Aniżeli odwrotnie, że tego nie zrobiła, ale ludzie myślą, że to zrobiła. Pierwsza opcja byłaby lepsza, gdyby to zrobiła, ale nikt by o tym nie wiedział. To narusza wewnętrzne poczucie moralności. Jeśli istnieje coś takiego jak dobro i zło, nazwijmy to po prostu zdradą. Jeśli zdrada jest zła, to niezależnie od tego, czy ktoś wie, że to zrobiłeś, jest to złe i powinieneś czuć się winny.
Lecz nie dla tej osoby. W sumie nie ma znaczenia, co zrobiłaś, ponieważ nie chodzi o poczucie winy, ale o tożsamość, o postrzeganie, o to, jak to się odbija na mnie. Ludzie myślą, że to zrobiła, ludzie o tym plotkują, nieważne. Musi odejść.
Moralność jest zawsze względna w stosunku do ciebie. Wszyscy wiedzą, że zaprzeczanie jest znaną wszystkim psychologiczną metodą obronną. Jednak rzeczywistość nie jest metodą obrony psychologicznej. To obrona w stylu „Hej, to się nie wydarzyło”, ale nie jest to obrona psychiczna. Nie pomaga ci to wewnętrznie. Wewnętrznie liczy się to, że można po prostu powiedzieć, że to się nigdy nie wydarzyło.
Tak właśnie postępuje ten facet. Tylko w ten sposób można zrozumieć kontekst tego, co ten facet mówi później. Coś rasistowskiego. Widzicie, co zrobił swojej córce, prawda? Wyobraźcie sobie, co by się stało, gdyby jego syn był pedałem. Cóż, ma już dla was odpowiedź w tej kwestii. Ta odpowiedź jest absurdalna. Jest tak absurdalna, że nie mogłem uwierzyć, że dobrze ją przeczytałem, więc sięgnąłem po inny artykuł, aby upewnić się, że nie została źle zacytowana. Ale tak nie było. Oto, co powiedział. Powiedział: „Homoseksualizm podlega karze śmierci”.
„Ostrzegłem moich dwóch synów, że spotka ich ten sam los, co córkę, jeśli zarażą się jakimkolwiek homoseksualnym związkiem. Te przestępstwa zasługują na śmierć”.
No dobrze, jeśli po prostu zaakceptujecie fakt, że homoseksualizm jest zły zgodnie z jego strukturą… Po prostu to zaakceptujcie. On nie mówi po prostu „Moi synowie nie są pedałami”. Nigdy nie przyszło mu do głowy, żeby powiedzieć „moi synowie nie są pedałami”. Mówi: „Jeśli zarażą się homoseksualnym związkiem”. Żaden inny człowiek na tej planecie nawet nie pomyślałby, żeby powiedzieć to w taki sposób.
Gdyby przyszedł do mnie i powiedział: „Moi synowie nie są pedałami”, powiedział to w ten sposób, ale on o tym nie myśli, ponieważ nie ma znaczenia, czy jego synowie są gejami, czy nie. Nie wie, czy są, nie obchodzi go to, rzeczywistość nie ma żadnego znaczenia. Liczy się tylko postrzeganie. Zatem używa słów związanych z postrzeganiem. Mówi wam o pozorach. Mówi, że jeśli tak się stanie, to właśnie to zrobi. Nie mówi, że to się nigdy nie wydarzy lub że rzeczywistość nie ma znaczenia.
Przyjrzyjmy się więc zinstytucjonalizowanemu narcyzmowi. Wszyscy potwierdzają swoją tożsamość. A jeśli masz więcej niż jedną lub dwie takie osoby, masz problem, ponieważ to jest jak – jakie to jest – galaretka. Nie można się jej pozbyć, chyba że pozbędziecie się całej galaretki. Jeśli macie trochę galaretki, to po prostu się skleja i wzmacnia.
Nadal jest galaretką, bez względu na to, ile kawałków odetniecie. Jeśli kobieta zachowuje się w ten sposób, to jest to zabójstwo honorowe. Jeśli kobieta wykracza poza swoją rolę, nie chodzi o to, że działa na własną rękę, ale raczej o to, że on nie ma kontroli nad tą konkretną rzeczywistością. Ona robi coś, co nie jest częścią jego światopoglądu, co nie jest częścią jego rzeczywistości. Nie ma nawet znaczenia, czy to, co robi, jest dobre czy złe, czy ma miejsce, czy nie, ważne jest to, że różni się to od jego postrzeganej rzeczywistości. I dotyka go upokorzenie. Odruchową reakcją jest to, że ktoś musi umrzeć, aby było tak, jakby to się nigdy nie wydarzyło, aby mieć pewność, że to się nigdy więcej nie powtórzy. Można być pewnym, że ten facet nie czuje absolutnie żadnej winy z powodu jej śmierci. W rzeczywistości jest bardzo dumny z tego powodu.
Ale czy, kiedy ogląda zdjęcia, wszyscy nie mówią: „Wiesz co, założę się, że nie”? On nawet nie myśli o niej w pozytywny sposób, ponieważ ten jeden czyn, którego ona w rzeczywistości nie popełniła, zanieczyścił wszystko. Zanieczyścił. Ja nawet nie pomyślałem, żeby tak to określić. Cóż, ta historia… Wstyd, że to zrobiła. Nie ma znaczenia, czy faktycznie spała z tym brytyjskim żołnierzem, czy nie. Liczy się postrzeganie, że tak się stało. Dlatego czuje wstyd z powodu tego czynu, a nie z powodu zabicia jej. Przepraszam. Nie czuje wstydu z powodu zabicia córki. Nie czuje się z tym źle. Wstyd pozostaje w jego umyśle, że jego córka to zrobiła, że pozwolił, aby to się stało, że nie był wystarczająco dobrym ojcem, aby nauczyć córkę, aby nie robiła takich złych rzeczy.
– Czuje to nawet po?
– Tak. To trwa wiecznie. Ponieważ wszyscy o tym wiedzą. Mija jakiegoś faceta na ulicy, a ten patrzy na niego dziwnie, a on myśli: „Czy to dlatego, że (…)?”. Okej? A dowodem potwierdzającym to, co tu pokazuję, jest fakt, że w tej historii brakuje jednej osoby, a mianowicie matki. Chcecie wiedzieć, co stało się z mamą? Cóż, oczywiście nie ma ona żadnego znaczenia dla jego tożsamości, prawda? Jest tylko kolejną postacią drugoplanową.
Można więc sobie wyobrazić, że nie odgrywa ona żadnej istotnej roli w jego umyśle w tej sytuacji. Oczywiście tłucze ją na kwaśne jabłko. Bo jeśli częściowo to jej wina, to nie jest to częściowo jego wina. Widzicie, rozładowuję odpowiedzialność, szukam sposobu, aby wyjść z cyklu ukrywania błędów. A więc mówi: „Złe geny mojej córki zostały przekazane przez jej matkę”, co jest rodzajem dziwnej zabawy opartej na amerykańskiej genetyce, coś w rodzaju „To ona mnie do tego zmusiła”. Ale tak właśnie powiedział. Więc ją bije, a ona się ukrywa. Oczywiście rozwodzi się z nim i żyje w strachu przed zemstą jego rodziny.
Oto dlaczego żyje w strachu przed zemstą. Nie mogą zaakceptować tego, że go opuściła. Dlatego się ukrywa. Została za to pobita, ale on byłby całkowicie szczęśliwy, żyjąc z nią do końca życia. Myśląc, że – jestem tego pewien – odpowiednio ukarał ją za grzechy swojej córki i że w pewnym sensie się oczyścił i wyładował. Zamierza ruszyć naprzód ze swoim życiem. Ona się na to nie zgadza i odchodzi. A teraz wszyscy ją ścigają, ponieważ on ponownie doznał narcystycznego zranienia i cierpiał. Zrobiła dokładnie to, czego nie wolno jej robić, czyli nie być nim.
Idziemy gdzie indziej. Nie utrzymuj z nim kontaktu. A teraz ona się boi, więc nie ma z nim żadnego kontaktu, co, jestem pewien, jest jeszcze bardziej irytujące. A co więcej, po prostu nie wypada tego robić. Jak to nie wypada? W moim światopoglądzie niemożliwe jest, żeby kogoś faktycznie tu nie było. Nie mogę pojąć, że ich tam nie ma. Tak się zdarza, stary. Oto, co napisała. Cytuję. Matka mówi: „Nawet teraz nie mogę uwierzyć, że mój były mąż był w stanie zabić naszą córkę. Przez 24 lata małżeństwa nie był złym człowiekiem. Nigdy nie był agresywny. Ale tego dnia był inną osobą”.
Chodzi mi o to, że to nie on był inną osobą, to córka była inną osobą. W tym tkwił problem.
To wszystko, co mam do powiedzenia. Och, to dziwne. To wszystko, co mam. Zatem, dziękuję. To było nagłe zakończenie. Przepraszam. Po prostu skończyły mi się slajdy. Przestałem mówić, bo nie mam więcej slajdów. Przejdziemy teraz do pytań? Tak, czemu nie? Czy ktoś ma pytanie? Właściwie nie mam pojęcia. Ale wiecie, zawsze robimy wielką sprawę z wpływu genetycznego w porównaniu z wpływem rodziców na dzieci. Jedyne, co mogę powiedzieć, to że zasady, których rodzice próbują nauczyć dzieci, często nie są zasadami, które one postrzegają, bo rodzice udzielają lekcji i są odrębni w sensie, że rozróżniają, że to jest złe, a to jest dobre, ale dzieci obserwują pewnego rodzaju holistyczne podejście. Dlatego dla wychowania dziecka znacznie ważniejsze jest to, jak obserwuje ono interakcje rodziców z innymi rzeczami, niż to, co im mówią lub nawet jak z nimi postępują, jeśli ma to sens. Tak jak powiedziałam.
Odpowiedź na pytanie, jak osoby z osobowością typu borderline wychowują swoje dzieci lub jakie to są dzieci, zależy od tego, jak postępują, a nie od tego, jak postępują z dzieckiem. Liczy się to, co obserwują w ten sposób. Przykładem niekonsekwentnego rodzicielstwa byłby model tego zachowania. Słucham pani.
– To ekstremalny przypadek.
– Tak.
– Zaprzecza, że był kiedykolwiek agresywny. To nigdy się nie wydarzyło.
– To się nie wydarzyło.
– Nie zrobiłem tego.
– To się wydarzyło, ale się nie wydarzyło. Ona mówi o… Zapomnijcie o śmierci. Powiedzmy, że jest to narcystyczna krzywda, która skutkuje tylko uderzeniem lub nie śmiertelną raną. A facet wraca później i zaprzecza: „To się nie wydarzyło, to nie wydarzyło się w ten sposób”. Na pierwszy rzut oka musi wiedzieć, że to się faktycznie wydarzyło, prawda? Był tam, zrobił to, jego pamięć nie jest upośledzona, nie ma Alzheimera. Powtórzę się. Nie chodzi tu o rzeczywistość, chodzi o pewnego rodzaju uczucie. To kwestia tożsamości.
Kiedy mówi „Nie zrobiłem tego”, ma na myśli: „Ja, moja starannie skonstruowana tożsamość nie jest typem osoby, która mogłaby zrobić coś takiego. Dlatego nie mówię ci o tym, czy coś się wydarzyło, czy nie, mówię ci o moim charakterze. Proszę mnie ukarać lub nie karać na podstawie mojego charakteru, a nie faktów dotyczących sprawy”.
Wyobraźmy sobie sytuację w sądzie. Narcyz nie może pojąć wyroku wymierzonego za czyn, a nie za charakter. „Jestem dobrym człowiekiem”. Oni podnoszą kwestie charakteru, a potem inne sprawy. Nie jest to więc zaprzeczenie w sensie, że coś się nie wydarzyło.
Wiedzą, że to się wydarzyło. Jest to zaprzeczenie dotyczące przyszłości. „Nie jestem typem osoby, która zrobiła coś takiego” i to oznacza, że to się nie powtórzy, co jest w rzeczywistości błędnym rozumowaniem, ponieważ tak naprawdę są oni dokładnie typem osób, którym coś takiego się przydarza i dlatego właśnie tak się stało. To się na pewno powtórzy, ponieważ tak właśnie się dzieje. Słucham pani.
– Czy istnieje jakieś rozróżnienie między upokorzeniem a wstydem?
– Nie. To znaczy, jestem pewien, że istnieje, ale w tym przypadku używam ich zamiennie. No dobrze, może powiedziałbym, że upokorzenie to coś, co ktoś robi ci w sposób agresywny, podczas gdy wstyd to coś, co czujesz, że inni po prostu wyczuwają w tobie. Tak więc jeśli mam cię upokorzyć, to jest to prawie jak dokuczanie, podczas gdy wstyd to po prostu ciągłe poczucie, że ludzie mają takie myśli, ale nie krzewią ich agresywnie wobec mnie. Jednak ja używam tych terminów zamiennie, aby po prostu zasugerować, że ludzie widzą twoją prawdziwą stronę, a tobie się to nie podoba. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to właściwe słowo, ponieważ narcyz nie ma strony prawdziwej lub nieprawdziwej, widzi on inną stronę, której nie chcesz widzieć. Słucham pani.
– Czy istnieje jakaś terapia?
– Nie ma żadnej. Nie ma. W psychiatrii nie można powiedzieć, że nie ma leczenia na coś. Ale to nie jest choroba, a sposób myślenia. Na przykład narcyz może popaść w depresję i można mu w tym pomóc, ale nie rozwiązuje to podstawowego problemu, jakim jest sposób postrzegania rzeczywistości. Z pewnością nie ma leczenia farmakologicznego. Może istnieć leczenie terapeutyczne, sposób terapii, który sprawi, że zaczną myśleć inaczej.
Przejdźmy do zaburzenia osobowości typu borderline, a wyjaśnię dlaczego tak jest. W przypadku zaburzenia osobowości typu borderline, jeśli stosuje się leczenie, bardzo ważne jest, aby terapeuta zachował neutralność, bo jeśli osoba z zaburzeniem osobowości typu borderline zawsze przywiązuje się do dominującej osobowości w pomieszczeniu, niezależnie od tego, czy jest to mąż, czy ktoś inny, a ty jesteś tą dominującą osobą, to ona polega na tobie.
Nie tego chcesz. Chcesz, żeby stworzyła własną tożsamość. Musisz więc zachowywać się ciagle w ten sam sposób. A potem masz nadzieję, że nauczy się, że istnieje konsekwencja, że istnieją zasady, że nie potrzebują innej osoby, żeby być częścią czegoś.
Wtedy możesz po prostu na przestrzeni czasu powoli kształtować swoją osobowość. Jednak narcyz wcale taki nie jest. Narcyz jest dominującą osobowością w pomieszczeniu. Dlatego to, co masz do powiedzenia, nie dociera do niego pod kątem emocjonalnym. Jedynym sposobem, aby coś zmienić, jest sprowadzenie kogoś o jeszcze bardziej dominującej osobowości. A to doprowadzi do smutku i krzyków. Przykładem, który przychodzi mi do głowy, jest sprowadzenie ojca narcyza. To same kłopoty. Nic się nie zmieni.
To jedyny sposób, aby wpłynąć na zmianę, ale jest już na nią za późno. Jeśli jesteś 35-letnim narcyzem, sprowadzasz ojca. Tak należy postąpić, ale to i tak nie zadziała. W przypadku nastolatka może być inaczej. Teraz masz czas. Masz dziecko, które zmierza w złym kierunku, wyczuwasz to, sprowadzasz ojca, ponieważ to on ma dominującą osobowość. Jestem pewien, że tak to będzie wyglądało.
W ten sposób możesz wpłynąć na pewne zmiany, które mogą zadziałać. Jednak uważam, że po osiągnięciu pewnego wieku jest to przegrana sprawa. Najlepsze, co możesz zrobić, to unikać narcystycznych krzywd i marginalizować ich zachowanie, aby nie sprawiało kłopotów innym. Słucham pani.
– Zastanawiam się nad rolą narcyzmu i narcystycznego zranienia w odniesieniu do tego, dlaczego wysłano naszych żołnierzy do Iraku i dlaczego do tego wszystkiego doszło.
– No cóż, można powiedzieć, że porażka na początku była potężna. Czy to możliwe, że narcyzm odegrał rolę na początku wojny w Iraku i tamtym dniu? Wyjaśnię wam swoje poglądy polityczne. W rzeczywistości jestem zagorzałym Republikaninem. Pozwólcie, że podam wam przykład. Można by argumentować, że istniało poczucie upokorzenia, że nie udało się wygrać wojny za pierwszym razem. Po drugie, kolejnym upokorzeniem był 11 września, który nie powinien był się wydarzyć w ten sposób. Po prostu to wszystko stało się szybko, ci ludzie zginęli, więc nie można było ich ukarać, prawda? Nie można było nic zrobić, byliśmy bezsilni.
A jeśli twoja tożsamość opiera się wyłącznie na władzy, a teraz jesteś bezsilny, możesz odczuwać to jako narcystyczną krzywdę. Powiem jednak, że istnieje milion powodów, dla których politycy robią różne rzeczy. Uważam, że tylko w sferze polityki liczy się wynik. Innymi słowy, jeśli ktoś coś robi, chcę znać powody, dla których to zrobił.
Ale jako że polityka jest naprawdę prowadzona przez nielicznych dla wszystkich, istnieje milion powodów, aby się w nią angażować. Moim zdaniem nie powinniśmy patrzeć na powody, ponieważ jest ich zbyt wiele, aby przeanalizować wszystko, ale na to, co się wydarzyło i oceniać to, co się wydarzyło. A w takim przypadku każdy miałby inne zdanie. To moje osobiste przekonanie polityczne. Ale tak, można to w ten sposób argumentować. I jestem pewien, że nie jestem pierwszą osobą, która to zrobiła. New York robi to cały czas. Słucham panią. Ja nie, ale ktoś inny tak.
Ale ciekawym odkryciem było to, że można by pomyśleć, że rzeczywistość… Zapytała, czy reality show promują narcyzm, itepe, itede. Biorąc pod uwagę postacie z reality show, takich jak „The Bachelor” i tym podobne można by pomyśleć, że osoby te są narcyzami z wielu powodów.
Jednak w rzeczywistości nie są narcyzami z dwóch powodów.
Po pierwsze, wiele z nich udaje. Są tam ze względu na drugorzędną wartość, jaką jest pojawienie się w telewizji. Nie są tam dla zabawy w programie, faceta czy czegokolwiek innego.
Drugim powodem jest…
Zastanówcie się nad strukturą programu „The Bachelor”. Jest to mężczyzna i dziesięć kobiet albo dziewczyna i dziesięciu facetów. Z definicji taka struktura nie jest narcystyczna, ponieważ ten mężczyzna – mężczyzna jest osobą dominującą w pomieszczeniu, więc żadna z tych osób nie może być narcyzem. Z czasem widać, jak pogarsza się ich stan psychiczny. Przychodzą tam silni i pewni siebie, a pod koniec płaczą i pytają: „Co ty robisz?”. Widzicie, że są zdezorientowani. Załamują się. Być może weszli tam jako narcyzi, ale struktura wymusza dominującą osobowość i osobowość nie dominującą. Musisz zaakceptować rolę, która została ci przypisana. I właśnie dlatego…
W ogóle o tym nie wspomniałem, ale ty poruszyłaś tę kwestię. Dlatego kontekst ma duże znaczenie w narcyzmie. Kiedyś narcyz, teraz już nim nie jest, ale próbuje nim być. Można to zmienić, zmieniając kontekst. Nie oznacza to, że będzie z tego zadowolony.
Nadal będzie nieszczęśliwy, ale można zmienić dynamikę. Tak samo jest w przypadku osoby borderline, która nie jest osobą z zaburzeniem osobowości typu borderline na bezludnej wyspie. Osoba z zaburzeniem osobowości typu borderline jest osobą z zaburzeniem osobowości typu borderline tylko w relacji z kimś innym.
Potrzebujesz innych ludzi, aby to osiągnąć. Jeśli masz osobę z zaburzeniami typu borderline, która przebywa w pomieszczeniu z osobą o jeszcze większych tego typu zaburzeniach, to ta osoba z zaburzeniami osobowości typu borderline staje się mniej zaburzona w kontekście borderline. Ktoś musi wznieść się na szczyt. To po prostu ktoś.
A dominująca osobowość jest tym, czym jest. Można więc powiedzieć: „Och, ona ma zaburzenia typu borderline”, ale nie wiadomo, jak się zachowa. Nie wiadomo, jak by się zachowała w przypadku zamachów z 11 września na Manhattanie. Mogłaby stanąć na wysokości zadania. Ludzie tak robią. Nigdy nie wiadomo, co się stanie. Nigdy nie wiadomo, jak poradzisz sobie w sytuacji kryzysowej. To prawda.
Słucham panią. Tak, absolutnie. Nie tylko możesz być, ale powtórzę się, musisz być. Tak więc normalna osoba będzie narcystyczna w tej sytuacji lub będzie osobą z zaburzeniami osobowości typu borderline w innej sytuacji. Ale ostatecznie chodzi o różnicę we władzy między dwiema osobami. Jedna osoba może dominować nad drugą. Nie zawsze jest tak, że jedna osoba dominuje w rolach x, y, z, a druga przyjmuje rolę drugorzędną.
Na przykład, kiedyś byłem naprawdę dobry z matematyki. Studiowałem fizykę. Jestem dobry z matematyki. Moja żona płaci rachunki, nie mogę nic dodawać nie tylko dlatego, że brakuje mi praktyki, ale dlatego, że w tym konkretnym kontekście faktycznie przyjąłem drugorzędną rolę względem niej pod kątem emocjonalnym. Była przełożoną pielęgniarek. Zarządzała oddziałami. Zna się na komputerach, robiła to cały czas. Teraz nie umie nawet włączyć komputera. Faktycznie straciła tę umiejętność.
Nie chodzi o to, że po prostu wypadła z praktyki, tylko o to, że jej umysł nie działa w ten sposób. Ja już nie prowadzę samochodu, prowadzi moja żona. Po prostu nie jestem dobrym kierowcą. Obecnie jestem naprawdę kiepskim kierowcą. Powtórzę się. Nie chodzi o brak praktyki, tylko o to, że faktycznie przyjmuję rolę kogoś, kto nie jest zbyt dobrym kierowcą. Tak właśnie się to odbywa.
Gdybym musiał być naprawdę dobrym kierowcą, na przykład gdy moje dziecko skończy 16 lat, to nagle stałbym się naprawdę dobrym kierowcą. Chcę więc podkreślić, że kontekst ma znaczenie i zawsze coś wysuwa się na pierwszy plan. A jeśli jesteś normalny, to coś tego rodzaju jest zawsze zmienne. Jeśli nie jesteś normalny, to nie ma zmian. I właśnie o tej statycznej części tutaj mówię. Słucham panią.
Tak, proszę pani. Nie ma. Uciekasz. Nie ma odpowiedzi. Jest taki znany psychiatra, Park Dietz. Prowadzi grupę zajmującą się oceną zagrożeń dla gwiazd. Jeśli więc Madonna jest prześladowana, idzie do niego po radę, jak się pozbyć stalkera. A jego rada jest zawsze taka sama – przeprowadź się. Nie żartuje, nie próbuje zarobić pieniędzy. Chodzi o to, że będzie to nieustanna pogoń. To, co musi się wydarzyć, a na co nie masz wpływu, to to, że on musi się przyczepić do czegoś innego, innej kobiety lub czegoś w tym rodzaju. Musi więc teraz zainwestować całą swoją tożsamość w jakąś inną sytuację. Ale oczywiście nie możesz do tego doprowadzić. Coś w stylu: „Och, poznałeś Betty?” – to nie zadziała.
Słucham panią, która siedzi z tyłu i macha. To wcale nie jest zaburzenie. W tym sensie, że jeśli mówisz o zaburzeniu, sugeruje to, że istnieje coś przeciwnego i że terapia nie jest konieczna. Ale istnieje mechanizm, dzięki któremu definiuje się to jako negatywne i chcemy zmienić to w coś pozytywnego. A to tak nie działa. To po prostu opis charakteru. Jest to patologiczne w tym sensie, że jest złe dla nich i dla wszystkich innych.
Jednak jeśli odbierze się temu wartość, to jest to po prostu opis. Jedynym innym przykładem, jaki mogę podać, jest stwierdzenie, że facet jest schludny. Schludny nie mówi nic poza tym, że jest schludny. Z pewnością ma wiele konotacji, ale gdyby nie był schludny, nie należałoby go schludnie ubierać. Mogą istnieć powody, dla których nie jest schludny. Schludny jest dobry, ale nie bycie schludnym nie jest czymś złym. Nie ma żadnej wartości. To tylko opis. I o to właśnie chodzi. Chcę tutaj pokazać, że kiedy widzisz cechy charakteru, które nie są złe, zrozum, co z nich wynika, jakie zachowania można przewidzieć i co to oznacza dla rozwoju danej osoby. Ale osobiście nie uważam tego za złe. Nie chodzi o to, że to osądzam, chodzi o to, że wiem, co robić, kiedy to widzę.
Słucham panią. Tak, zewnętrzne źródło zasad. Istnieje cienka granica między pytaniem kogoś a dawaniem mu tego, co chce usłyszeć. Na przykład, jeśli tożsamość danej osoby, jeśli tożsamość narcyza polega na tym, że jest twardzielem, to istnieje subtelny sposób, aby wyjaśnić, że jest twardy. Jeśli więc nadyma klatę, żeby stać się przez to jeszcze twardszy… Na przykład, jestem psychiatrą i mam do czynienia z bardzo złymi ludźmi, ale nigdy nie zostałem zaatakowany. A to dlatego, że zawsze przyjmuję postawę: „Stary, możesz mnie zabić, więc po prostu przejdźmy dalej”. Nawet nie udaję, że próbowałbym się bronić. Nigdy nie podnoszę rąk, nie próbuję się cofać, daję mu do zrozumienia, że jeśli chce, to ma nade mną przewagę fizyczną. Nie ma znaczenia, że tak naprawdę uważam, iż mógłbym go pokonać. Mogę nawet myśleć, że mógłbym go zabić. Nie o to chodzi. Przekazuję mu wrażenie, że w tej sytuacji wygrywa.
Przejdźmy do innej kwestii, a mianowicie tego, jak mogę mu pomóc w inny sposób. Staram się dać im poczucie, że chcesz przywrócić ich tożsamość lub potwierdzić ich tożsamość w takim stopniu, aby w swoich umysłach mogli uznać cię za osobę, która potwierdzi ich tożsamość. Pamiętajcie, że nie liczy się to, czego oni chcą, rzeczy materialne, ale tożsamość.
To bardzo zły przykład. Więzienie może być w porządku, o ile uważasz, że jest on typem człowieka, który trafi do więzienia, kimkolwiek by nie był. Nie jestem nawet pewien, czy to było pomocne, ale fajnie było to powiedzieć.
Słucham panią siedzącą z tyłu. Jest Pani ostatnia. Nie wiem. Rozumiem, co masz na myśli, mówiąc o nadmiernej pobłażliwości, ale widzę, że skutkiem tej nadmiernej pobłażliwości jest zaniedbanie w inny sposób.
Odprowadzam moje dzieci do szkoły, a ich rodzice są tam obecni przez cały czas, uczestniczą w zajęciach dzieci, ale rozmawiają z innymi rodzicami. Poza mną i moją żoną nikt nie spędza z dzieckiem całego czasu. Zdaję sobie sprawę, że jestem trochę dziwny i zbytnio angażuję się w życie mojego dziecka. To mój problem. Lecz nikt inny nie angażuje się nawet w najmniejszym stopniu w życie swojego dziecka. Są fizycznie blisko szkoły, więc w tym sensie zasługują na uznanie. Jednak tak naprawdę angażują się w interakcje między sobą. Co więc widzi dziecko w tym przykładzie? Widzi, że bycie z dzieckiem wiąże się z fizyczną bliskością, a nie emocjonalną. Nie twierdzę nawet, że to prawda, mówię tylko, że jest to przykład tego, co dziecko może z tego wywnioskować. Nie wiem więc, czy mogę oceniać nadmierną pobłażliwość, ale mogę powiedzieć, że nadmierna pobłażliwość prowadzi do przeciwnego skutku, który moim zdaniem może być gorszy. Ty jesteś ostatnia.
– Tak. Oczywiście.
– W którym miejscu jeśli chodzi o wychowanie dziecka rodzic myli się robiąc coś lub nie robiąc czegoś, co pozwala narcyzowi nauczyć się czegoś, co będzie problematyczne dla dziecka jako dorosłego?
– Tak, więc pierwsza część pytania dotyczy tego, czy narcyzm jest normalny. Tak, jest to całkowicie normalne, każdy ma w sobie pewną dozę narcyzmu. Powtórzę się. U normalnych ludzi jest to zmienne w zależności od relacji z innymi osobami i kontekstu. Możesz więc być bardziej narcystyczny w tej dziedzinie lub w stosunku do tej osoby, a mniej w stosunku do innej. To jest całkowicie normalne. Potrzebujesz tego, aby być człowiekiem. Musisz mieć silną tożsamość, aby móc poruszać się po świecie. Subtelna różnica polega jednak na tym, że poczucie tożsamości u osoby niebędącej narcyzem po prostu istnieje. Jesteś tym, kim jesteś i nie ma w tym nic więcej. Nie jest to ani dobre, ani złe, ale tak właśnie jest. Natomiast dla narcyza budzenie się rano jest jak „Zaczynamy przedstawienie, zaczynamy przedstawienie”. Promowanie tożsamości jest świadome. Nie jest nieświadome.
Druga część dotyczy rodzicielstwa. Oczywiście nie jestem dobrym rodzicem. Nie mam żadnych rad dotyczących rodzicielstwa, z wyjątkiem jednej, przynajmniej w odniesieniu do narcyzmu, a mianowicie niekonsekwentnego rodzicielstwa. Nie ma nawet znaczenia, jakie zasady obowiązują. Ważne jest, aby dziecko nauczyło się, że zasady istnieją poza różnicą władzy.
Możecie mieć zwariowane zasady. Na przykład od teraz wszyscy będziemy na siebie oddawać mocz. Ale to nie ma znaczenia, ponieważ w końcu dziecko spotka innych ludzi i powie: „Moi rodzice są kompletnie szaleni”. Ważne jest jednak, aby dzieci nauczyły się, że taka jest zasada i tak właśnie jest i że będzie ona konsekwentnie stosowana jako zasada. Jest to lekcja wewnętrzna, w przeciwieństwie do lekcji zewnętrznej, pod wpływem której w końcu zdają sobie sprawę, że jest zwariowana.
Nie. Uwięzieni w lustrze? Cóż, skoro już wszystko wyjaśniamy… Och, to nie ty to napisałaś. Och, no dobrze. Powtórz nazwę lub podaj mi nazwę. Powiem ją. Och, no dobrze. Amazon.com Nawet nie pamiętam…
Chodzi mi o to, że chcesz, aby zasada była wewnętrzna, a nie mówić, że prawo mówi, że to jest złe, więc dlatego jest złe. Wewnątrz siebie chcesz wiedzieć, że to jest złe. A więc konsekwentne rodzicielstwo uczy dziecko, że istnieją zasady, które są internalizowane. Nie ma znaczenia, jakie są te zasady, ale że są one uwewnętrzniane. Tak mówi prawo. Tak. A wniosek z tego przykładu, który właśnie podałaś, który by wyciągnęli brzmi tak, że bezpieczeństwo jest ważne. Dbaj o siebie lub coś w tym rodzaju. Nie chodzi o to, że prawo mówi, że muszę zapinać pasy, więc to robię.
Chciałem wam polecić stronę internetową The Last Psychiatrist. Świetny artykuł na temat narcyzmu. Z tej strony zaczerpnąłem ten konkretny przypadek. Adres to thelastpsychiatrist.com.
Ktoś zapytał mnie o Irak. Jest tam artykuł o Paulu Wolfie i narcyzmie. Co za szalony zbieg okoliczności. Artykuł o narcyzmie Paula Wolfa z New Yorkera jest tam w tym tygodniu, miesiącu, jak sądzę. Dobranoc.
https://blog.artyom.me/all/the-last-psychiatrist-on-narcissism/
Narcyzm i Psychopatologia – Ostatni Psychiatra
https://rumble.com/v73q9tg-narcyzm-i-psychopatologia.html
Ostatni Psychiatra przedstawia narcyzm jako zjawisko kulturowe, które „mutuje” wraz z epoką, dlatego stare kryteria (np. DSM pisane pod realia sprzed dekad) nie łapią współczesnych odmian. Rdzeń pozostaje ten sam: narcyzm nie polega na tym, że ktoś uważa się za „najlepszego”, tylko na tym, że ustawia siebie jako oś interpretacyjną świata. Wszystko jest filtrowane przez pytanie: „co to znaczy dla mnie?”, a inni ludzie istnieją głównie jako publika, rekwizyty i nośniki znaczeń, które mają potwierdzać jego konstrukcję „Ja”.
1) „Główny bohater” jako rdzeń narcyzmu
Narcyz nie musi uważać się za najmądrzejszego czy najpiękniejszego. Kluczowe jest to, że każdy wątek i zdarzenie liczy się o tyle, o ile dotyczy protagonisty. Całkiem niezłym porównaniem tego zjawiska jest porównanie do:
— filmu, gdzie wszystkie wątki są ważne tylko w relacji do głównej postaci,
— gry (np. GTA), gdzie Niegrywalne Postacie nie mają znaczenia same w sobie, znaczą cokolwiek tylko wyłącznie w relacji do gracza.
2) Narcyzm jako projekt tożsamości i potrzeba publiczności
Wbrew stereotypowi „samotnika” narcyz nie może być sam, bo jego tożsamość jest częściowo produkowana społecznie. Potrzebuje świadków, którzy będą ją powtarzać. Dlatego ważniejsze od faktów jest to, co krąży o nim w obiegu: opis, etykieta, skrót narracyjny. Nie musi być prawdziwe, ma być uznane.
3) Tworzenie marki [branding] i „jednozdaniowość”
Narcyz świadomie wysyła sygnały, które mają sprawić, że inni będą go umieli streścić „w jednym zdaniu”: styl, atrybuty, deklaracje, znaki rozpoznawcze. To jest zarządzanie percepcją: nie „kim jestem naprawdę”, tylko jako jaka marka/mem mam funkcjonować w cudzych głowach.
4) „Społeczne podpory tożsamości” – społeczne podpory Ja
Narcyz używa ludzi i rzeczy jako nośników własnej tożsamości. Partner/partnerka staje się rekwizytem statusu, a wygląd lub symbole (np. „blond włosy”, „białe szpilki”) są elementem jego persony: „jestem typem faceta, który jest z kobietą od X”. Gdy ten rekwizyt znika lub się zmienia, pojawia się narcystyczne zranienie: to nie „tylko włosy”, tylko uszkodzenie całej konstrukcji Ja.
5) Geneza: odpowiedzialność + niekonsekwentne reguły
Narcyzmowi sprzyja sytuacja, gdy dziecko (często pierworodne) dostaje dużo uwagi i odpowiedzialności: uczy się, że jest „w pogotowiu”, „kluczowe”, „drugie po rodzicach”. Do tego dochodzi niekonsekwentne rodzicielstwo: zasady nie wynikają z obiektywnego dobra/zła, tylko z nastroju i siły autorytetu. Dziecko uczy się wtedy, że moralność jest płynna, a liczy się władza, więc celem staje się bycie osobą, która ustala zasady.
6) Narcyzm jako obrona i kiedy staje się patologią
Narcyzm bywa adaptacyjny: w stresie, traumie czy depresji może „skleić” tożsamość i ochronić psychikę. Staje się patologiczny, gdy wchodzi w relacje: otoczenie zaczyna płacić koszt utrzymywania stabilności narcystycznego Ja, a partner ma obsługiwać cały system potwierdzania tożsamości.
7) Kontrast: borderline jako „pożyczanie tożsamości”
Ostatnia Psychiatra zestawia narcyza z osobowością typu borderline:
— narcyz ma scenariusz o sobie i go forsuje,
— osoba borderline czeka na scenariusz z zewnątrz i go kopiuje; tożsamość zmienia się wraz z partnerem/otoczeniem (np. „moja drużyna = jego drużyna”, i to „na serio”).
To domyka oś wykładu: narcyzm to kontrola narracji i świadków, borderline to pożyczanie tożsamości, bo własna jest niestabilna.
8) Narcystyczne zranienie: nie obraza, tylko zagrożenie konstrukcji Ja
Najostrzejsze rozróżnienie wykładu: zniewaga to nie to samo co narcystyczne zranienie. Zranienie to coś, co demaskuje lub rozbija starannie zbudowaną postać. Narcyz może znieść nawet brutalny konflikt, jeśli relacja nadal istnieje. Najgorsze jest zniknięcie i zerwanie kontaktu, bo wtedy „film” się urywa. Stąd stalking jako próba utrzymania więzi, a zdrada bywa mniej ważna „sama w sobie” niż fakt, że powstał świat poza nim, którego nawet nie zauważył.
9) Wstyd zamiast winy + zewnętrzne kodeksy
Narcyz nie działa według czegoś co można by nazwać logiką winy („zrobiłem źle”), tylko wstydu/upokorzenia („ludzie zobaczą, że moja postać jest sztuczna i/lub nie autentyczna”). Wina wymaga wewnętrznego „sędziego” i stałych zasad; narcyz ma raczej moralność podporządkowaną narracji i władzy. Dlatego chętnie przyjmuje zewnętrzne kodeksy (prawo, religia, honor), aby sądzić innych, zwykle z wyjątkiem: „moja sytuacja jest zupełnie inna”.
10) Przemoc jako odruch po narcystycznej krzywdzie
Prawdziwe narcystyczne zranienie rodzi odruch przemocy. Nie jako chłodną strategię, tylko jako automatyczną próbę odwrócenia utraty kontroli: skoro moja tożsamość jest zagrożona, twoja ma zostać zniszczona. W skrajnym wariancie przemoc staje się „wiecznym przypięciem” relacji (morderstwo lub samobójstwo jako sposób utrwalenia historii).
11) Instytucjonalny narcyzm: „galaretka” grupowa
Gdy narcyzm staje się zbiorowy, grupa wzajemnie podtrzymuje swoje narracje o sobie. W przykładzie terroryzmu spoiwem jest nie doktryna, tylko tożsamość + przynależność, a słowem-kluczem jest „upokorzenie” (sygnał demaskacji). Podobnie w analizie zabójstwa honorowego: to nie „gniew”, tylko próba usunięcia skazy z narracji („wolę powiedzieć, że nigdy jej nie miałem”), bo bliscy są przedłużeniem Ja. Liczy się „jak to wygląda”, nawet jeśli fakty są inne.
12) Kontekst i role + wnioski praktyczne
Ekspresja narcyzmu zależy od kontekstu i dominacji: ktoś może wyglądać na narcyza, dopóki nie trafi do struktury, gdzie musi przyjąć rolę podrzędną (np. format reality show).
W praktyce:
— nie ma „tabletki na narcyzm”, bo to sposób widzenia rzeczywistości,
— borderline można stabilizować terapią przez konsekwencję i neutralność, by osoba nie „przykleiła się” do terapeuty jako nowego źródła tożsamości,
— u narcyza zmiana jest trudna, bo nie przyjmuje korekty emocjonalnie,
— w wychowaniu kluczowa jest konsekwencja zasad: dziecko ma się nauczyć, że reguły istnieją niezależnie od siły autorytetu i mogą zostać uwewnętrznione; niekonsekwencja uczy, że liczy się tylko władza i narracja.
Najnowsze komentarze