Miłość w czasach Gry – Roissy

18 listopad 2008

Miłość w czasach Gry - Roissy

Wielu czytelników przesłało mi link do artykułu Kay Hymowitz „Love in the Time of Darwinism [Miłość w erze darwinizmu]”. Postanowiłem się mu przyjrzeć, nie oczekując wiele, jak to zwykle bywa w przypadku tekstów pisanych przez kobiety o obecnym stanie randkowania, seksu i Podrywu. Ku mojemu zaskoczeniu, Hymowitz zbliża się do prawdy bardziej niż większość dziennikarzy, ale to niewiele znaczy, bo wciąż tkwi głęboko w świecie iluzji, ograniczona przez swoje feministyczne uprzedzenia. Jej ton ocieka resentymentem i protekcjonalnością wobec mężczyzn, którzy skutecznie odnaleźli się w nowym krajobrazie randkowym.

Ich argument sprowadzał się zasadniczo do tego, że samotny młody mężczyzna odkłada tradycyjne wyznaczniki dorosłości takie jedna żona, dwoje dzieci i trzy łazienki, nie dlatego, że jest niedojrzały, lecz dlatego, że jest zły.

Albo sprytny.

Jest zły, bo uważa, że młode kobiety są nieuczciwe, skupione na sobie, rozwiązłe, manipulacyjne, powierzchowne, kontrolujące i nastawione na korzyści finansowe.

Kobiety zawsze takie były. Zmieniły się natomiast warunki: pigułka antykoncepcyjna, prezerwatywa, równość ekonomiczna i feministyczna degradacja. Wbrew konwencjonalnej „mądrości” propagowanej przez naszych mało szlachetnych komisarzy kulturowej wojny, którzy karzą masy za to, że przejrzały na oczy, to nie męska, lecz kobieca natura seksualna jest bardziej dzika. Kobieca seksualność trzyma mężczyzn w ryzach, ale męska nie ogranicza kobiet, poza spontanicznie wykształconymi normami kulturowymi, które hamowały kobiecą seksualność poprzez konsekwencje takie jak wstyd, niechciana ciąża czy ryzyko ubóstwa poza małżeństwem.

Prawo Briffaulta: jedna z ważniejszych rzeczy jakie musisz wiedzieć jako mężczyzna

Jeśli mężczyźni „na pierwszej linii” twierdzą, że kobiety są dziś bardziej nieuczciwe, powierzchowne i rozwiązłe niż kiedykolwiek, to odpowiedzialność leży w tym, że dano kobietom więcej wolności, a nie mniej. Nic dziwnego, że feministki niechętnie przyjmują taki wniosek.

Jest zły, bo uważa, że kultura lekceważy wszystko, co męskie.

Kapitan Oczywistość się zgadza. Czy kiedykolwiek w historii ludzkości mężczyźni, którzy zbudowali plemię od podstaw aż do poziomu cywilizacji, byli tak systematycznie marginalizowani jak dziś?

Jest zły, bo uważa, że współczesne małżeństwo to dla mężczyzn niekorzystny układ.

Uważa tak, ponieważ to prawda. Błogosławione Słowo Chateau rozprzestrzenia się szeroko po świecie. Powtarzam, rozprzestrzenia się.

„Najlepsza rzecz, jaką społeczeństwo może zrobić dla samców beta

Znieść alimenty i rozwody bez orzekania o winie. Gdyby kobiety były zmuszone ponosić finansowe konsekwencje nieudanych małżeństw z ryzykownymi „seksownymi łajdakami”, byłyby bardziej wybredne przy wyborze „beta żywicieli” na mężów. Gdyby nie miały możliwości jednostronnego odejścia z małżeństwa bez żadnych konsekwencji, stworzyłoby to dodatkową motywację do starannego doboru partnera, takiego, który wykazuje lojalność i wierność oraz większą powściągliwość w porzucaniu „beta” mężów, którzy udowodnili swoją wartość jako dobrzy dostarczyciele.

To świetny przykład tego, jak feminizm najbardziej (nieumyślnie czy celowo?) przysłużył się samcom typu alfa. Ci sami „szowinistyczni faceci”, których tak krytykują, czerpią dziś korzyści z systemu stworzonego przez feministki. Na to mogę tylko powiedzieć: XD.

Aktualizacja: alimenty na dziecko nie powinny stanowić zachęty dla żony do opuszczenia odpowiedzialnego męża-żywiciela, dlatego ich przyznawanie powinno być mocno ograniczone wyłącznie do przypadków rozwodów z powodu winy, gdzie ojciec wyraźnie nie wywiązał się ze swoich obowiązków.” – The Best Thing Society Can Do For Beta Males

Oto wypowiedź Deana z Kalifornii:

„Mężczyźni w końcu budzą się na oczy i dostrzegają oczywisty fakt, że tradycyjne małżeństwo lub stały związek, wraz z narzuconą społecznie rolą bycia chodzącym portfelem dla kobiet, to pusta i bezsensowna harówka.”

Ten gość brzmi, jakby został kompletnie wyrolowany i stracił właściwą perspektywę. Jeśli postrzegasz siebie jako chodzący portfel, kobiety tylko to potwierdzą. Wyjściem z tej samospełniającej się przepowiedni jest wiedza o kobietach oraz Podryw jako praktyczne zastosowanie tej wiedzy. Kobiety będą wykorzystywać mężczyzn, którzy mają tylko pieniądze, ale zakochają się w tych, którzy dominują psychologicznie. Tam, gdzie małżeństwo jest kiepskie, bo stanowi społeczny mechanizm wymiany seksu na przymusową służbę, egzekwowany przez prawo, zaangażowane, kochające relacje są czymś wartościowym.

Te same motywy można znaleźć na stronach takich jak AmericanWomenSuck, NoMarriage, MGTOW (Men Going Their Own Way) czy Eternal Bachelor („Daj współczesnym kobietom męża, na jakiego zasługują. Żadnego”).

No dalej, Kay, nie udawaj niewinnej. Byłaś tu, przestraszony króliczku.

Powodem całej tej złości, twierdzę, że jest fakt, iż scena randkowa i dobór partnerów pogrążone są w chaosie.

Wolność to chaos.

Samotni młodzi mężczyźni epoki postfeministycznej poruszają się w swoistym Babilonie nieporozumień, sprzecznych celów i półświadomych, wewnętrznie sprzecznych oczekiwań kobiet, które raz są dumnie egalitarne, a innym razem kokieteryjnie tradycyjne.

Wyjściem z tego bagna jest nie grać według zasad kobiet.

A ponieważ mężczyźni i kobiety z klasy średniej odkładają małżeństwo na swoje późne lata dwudzieste i trzydzieste, robiąc doktoraty, studia prawnicze czy zarabiając pierwsze pensje rzędu 50.000 dolarów, okazji do złamanych serc i upokorzeń jest mnóstwo.

Uwaga: Mediana dochodu indywidualnego w USA wynosi 32.000 dolarów. „Elity” (i używam tego słowa pogardliwie) są całkowicie oderwane od rzeczywistości.

PS: Używam dochodu indywidualnego, a nie gospodarstwa domowego, ponieważ to on ma większe znaczenie dla szans mężczyzny na znalezienie kobiety. Gdyby kultura rzeczywiście była ustawiona pod „beta dostarczycieli”, system podatkowy by to odzwierciedlał. A nie odzwierciedla. W rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie.

Na początku XX wieku sytuacja ewoluowała tak, że przynajmniej w Stanach Zjednoczonych mężczyzna wiedział, co ma robić: miał zaprosić kobietę na randkę; odebrać ją; zabrać na tańce, do kina albo na lody; jeśli randka się udała, zadzwonić ponownie; a w pewnym momencie, jeśli relacja była wystarczająco intensywna, albo jeśli kobieta zaszła w ciążę, powinien się jej oświadczyć.

Ten system działał, gdy mężczyźni mieli przewagę ekonomiczną i społeczną.

Maksyma #15: Kulturowa równość kobiet = nierówność randkowa mężczyzn. Kulturowa nierówność kobiet = równość randkowa mężczyzn. Natura ludzka mówi, że nie da się mieć obu naraz.

Po pierwsze, mężczyźni znaleźli się w sytuacji i nie jest to przesada, w nowej w historii ludzkości. Nigdy wcześniej nie zabiegali o kobiety, które są, przynajmniej teoretycznie, ich równymi, społecznie, zawodowo i seksualnie.

Niestety, autorka nie łączy faktów i nie wyciąga oczywistych wniosków. Problem nie leży po stronie mężczyzn, którzy są jedynie uniwersalnymi wytrychami dopasowującymi się do zamków, jakie kobiety instalują przy swoich bramach; „problem” leży po stronie kobiet, które nie mają wyboru i muszą podążać za swoim pierwotnym „oprogramowaniem”, szukając partnerów o wyższym statusie na rynku seksualnym, dopóki pozwalają im na to ich zasoby.

Kiedy jednak samotny młody mężczyzna wchodzi do baru i widzi atrakcyjną kobietę, rzeczywistość okazuje się zupełnie inna. Kobieta może liczyć na jednorazowy seks, ale równie dobrze może szukać męża, współrodzica, dawcy spermy, związku, trójkąta albo tymczasowego miejsca do życia. W listopadzie może chcieć jednego, a na Boże Narodzenie czegoś zupełnie innego.

Kobiety są niepoprawnie kapryśne. Dlatego to mężczyźni muszą prowadzić. Bez męskiego przywództwa kobiety wpadają w wir własnych emocji, miotane nimi aż do przesytu, aż pewnego dnia budzą się starsze, ale nie mądrzejsze, bez męskiej uwagi, od której mogłyby się odbijać jak uzależnione.

Dominacja i uległość w małżeństwie: model kapitana i pierwszego oficera

W rzeczywistości młodzi mężczyźni mierzą się z dezorientującą mnogością kobiecych oczekiwań i pragnień. Niektóre kobiety bez skrępowania pytają rano: „Jak masz na imię?”, patrząc na faceta obok siebie na poduszce.

Mnie żadna kobieta nigdy tego nie zrobiła, ale gdyby zrobiła, odpowiedziałbym: „Pierdol się, tak mam na imię.”

Straus opisuje 26-letnią dziennikarkę Lisę, umówioną na randkę z 29-letnim pracownikiem socjalnym. Kiedy przychodzi po nią, jest zachwycona, że jest tak przystojny, jak to się zapowiadało. Ale gdy idą do jego samochodu, popełnia pierwszy błąd: nie otwiera jej drzwi. Błąd numer dwa następuje chwilę później pyta: „To co chciałabyś robić?”.

Szarmanckość nie może współistnieć z emancypacją kobiet i nieograniczonym wyborem seksualnym. Czasy otwierania drzwi dawno minęły. Przyzwyczajcie się do tego.

Największy chaos kulturowy pojawia się, gdy przychodzi rachunek w restauracji. Pytanie, kto powinien zapłacić, jest tematem niekończących się dyskusji na setkach portali randkowych.

Błąd numer jeden: zabieranie kobiety na kolację. Pytanie do czytelników: co takiego zmieniło się w kulturze, że randki przy kolacji stały się praktycznie bezużyteczne?

Ogólny konsensus wśród kobiet jest taki, że to mężczyzna powinien zapłacić na pierwszej randce, traktują to jako dowód jego zainteresowania.

Błąd numer dwa: aktywne okazywanie zainteresowania, zanim pojawi się atrakcyjność.

„Kobiety najwyraźniej uznały, że chcą mieć wszystko (i że im się to należy)”, pisze Kevin z Ann Arbor. „Chcą rywalizować na równych zasadach, a jednocześnie zachować przywileje pokolenia swoich matek. Chcą stanowiska kierowniczego ORAZ możliwości siedzenia w domu z dziećmi i powrotu do pracy na tym samym lub wyższym poziomie. Chcą ‘niegrzecznego chłopca’ i metroseksualisty.”

Czy kobiety mogą mieć wszystko, czego pragną – wywiad z Phyllis Schlafly

Dopóki państwo i kultura finansują kobiecą wolność, poprzez rozwodowe grabieże, alimenty, przedszkola przyzakładowe i nadregulowane, quasi-totalitarne ingerencje państwa opiekuńczego, dopóty kobiety będą mogły mieć wszystko. Ale jest za to cena: mężczyźni rezygnują z obowiązku zachowywania się zgodnie z kobiecymi oczekiwaniami. Stąd „wydymać i porzucić”. Stąd Podryw. Stąd wyniesienie własnego interesu ponad wszystko. Paradoksalnie, realia współczesnego społeczeństwa wymuszają powrót do pierwotnego stanu natury.

Do dziś „jechanie po facetach” jest językiem codziennym komedii sytuacyjnych i reklamy: wystarczy spojrzeć na tępych telewizyjnych ojców, od Homera Simpsona po Ray’a Romano i Tima Allena, albo na gościa, który wywołuje pożar w kuchni, gaszony przez jego wielozadaniową żonę, która już w międzyczasie zamawia jedzenie na wynos.

Czym jest marksizm kulturowy? | William S. Lind

Jest powód, dla którego prawie całkowicie przestałem oglądać telewizję. To gówno zatruwa stan umysłu.

Zdecydowanie najważniejszym filozofem „Renesansu Męskości” jest Charles Darwin. Teoria, że ludzkie preferencje seksualne wyewoluowały w czasach, gdy hominidy skutecznie rozmnażały się na pierwotnych afrykańskich sawannach, wyjaśnia zagadkę kobiecej preferencji dla mężczyzn macho, czyli „samców alfa”.

Psychologia ewolucyjna jest najbardziej ekonomicznym wyjaśnieniem różnic między płciami.

Jednocześnie teoria ewolucyjna daje dawnemu „mięczakowi” przyzwolenie na dążenie do ogromnej liczby kontaktów seksualnych z niekończącą się różnorodnością kobiet.

„Przyzwolenie” nie ma tu nic do rzeczy. Mężczyźni zawsze je mieli, w ścisłym znaczeniu tego słowa. To, co daje teoria ewolucyjna, to solidne, naukowo uzasadnione ramy do maksymalizowania swojej przewagi w grze matrymonialnej.

Kobiety chcą mężczyzn samca alfa, zgadza się z tym społeczność podrywu; przy pewnym wysiłku w samodoskonaleniu każdy mężczyzna może nauczyć się gry – Podrywu, który uczyni go „Artystą Podrywu”.

Nie każdy mężczyzna może zostać Podrywaczem, ale każdy może poprawić swoją sytuację u kobiet, ucząc się Podrywu.

Bardzo zaawansowany Podrywacz może zdobyć każdą kobietę, nawet „dziesiątkę” […]

Nie znam żadnego Podrywacza, który by to twierdził. Twierdzą raczej, że każdy mężczyzna może zwiększyć swój wybór wśród kobiet dzięki podszkoleniu się w Grze.

Nie da się dokładnie określić, ilu jest aspirujących Podrywaczy, ale sądząc po liczbie stron internetowych takich jak AlphaSeduction, Fast Seduction 101, Grow Your Game, SeductionTutor czy The Seduction Chronicles, a także po czatach, konferencjach, reklamach „guru uwodzenia”, warsztatach, nie tylko w USA, ale w całej Europie i części Azji oraz książkach, w tym bestsellerze z 2005 roku pt. Gra autorstwa Neila Straussa, ich liczba jest znaczna.

Wrota stodoły zostały otwarte i zwierzęta wybiegły na wolność. Kobiety zareagują. Są genetycznie zaprogramowane, by maksymalnie utrudniać mężczyznom dostęp do siebie. To wyścig zbrojeń między płciami, teraz i na zawsze.

Grę najlepiej rozumieć jako próbę samotnych młodych mężczyzn uporządkowania chaosu współczesnego randkowania.

Niekoniecznie. Lepiej rozumieć Grę nie jako próbę zaprowadzenia porządku, lecz jako próbę wykorzystania chaosu dla własnej korzyści.

Pamiętacie te kobiety, które chcą faceta otwierającego im drzwi samochodu? Mogą mieć poczucie szczęścia, jeśli znajdą takiego, który doda „proszę” do „Podaj ketchup”.

A i tak nie mogą się powstrzymać, żeby nie kochać takich mężczyzn za to.

Gra idzie jeszcze dalej, wręcz zachęca mężczyzn do stosowania tzw. „docinek” wobec swoich „celów”, czyli subtelnego podkopywania ich pewności siebie poprzez ignorowanie lub lekkie uszczypliwości.

Dlaczego kobietom tak trudno zrozumieć koncepcję „docinek”? Żaden termin nie został tak błędnie zinterpretowany. Docinka to nie obelga, to komplement z ukrytą szpilką.

Darwiniści pytają więc: po co udawać, że interesuje nas coś więcej niż seks?

Darwinistyczna Gra jest równie skuteczna w sferze miłości, jak i w „łaźni parowej” seksu.

Darwinistyczne normy, a raczej antynormy, wyjaśniają też brutalną walkę o status, która przenika współczesne randkowanie i sprawia, że szkolna stołówka wygląda przy tym jak feministyczna utopia. Spójrz na DarwinDating.com, serwis randkowy „stworzony wyłącznie dla pięknych, pożądanych ludzi”. Użytkownicy oceniają twoje zdjęcie w skali od 1 do 5 i głosują, czy dopuścić cię do swojej elitarnej grupy, czy wrzucić do stosu odrzuconych jako „obwisłych”, „owłosionych”, „spoconych”, „kujonowatych”.

Brutalne prawdy wsiąkają w każdą szczelinę społeczeństwa, zatruwając rdzeń idealistycznych impulsów. W miarę jak coraz lepiej rozumiemy, jak działa mózg, jest to nieuniknione. Piękne kłamstwa kiedyś służyły wyższemu celowi, ale to już martwe. Przyjmij to, co wiadome.

Zgodnie z darwinistyczną logiką [mężczyźni] uważają, że kobiety dokonują oceny głównie na podstawie wielkości portfela, a nie urody.

Nie do końca. Portfel to tylko jeden z wielu czynników. Kobiety oceniają na podstawie władzy, statusu i dominacji.

Artyści uwodzenia twierdzą nawet, że preferują kobiety, które rozumieją Podryw jako męski odpowiednik bluzek z głębokim dekoltem.

Tyle że trudniejszy w realizacji. Ale cóż, bez ryzyka nie ma nagrody.

Nie, problem darwinistycznego tonu „Renesansu Męskości” nie polega ani na niechęci wobec równości kobiet, ani na błędnej interpretacji kobiecej natury. Problemem jest bezkompromisowy determinizm biologiczny, który nie pozostawia miejsca na rozwój człowieka.

I wreszcie dochodzimy do momentu, w którym Hymowitz rozpaczliwie próbuje znaleźć wyjście z darwinistycznych „bagien okrucieństwa”. Niemal z góry przesądzone jest, że jej próby odwołania się do duchowego przekraczania natury, zwłaszcza oczekiwane głównie od mężczyzn, będą słabe. Proste pytanie, które zadaje sobie wielu mężczyzn: jeśli będę grał według zasad i robił miejsce na „rozwój człowieczeństwa”, a dupek z ulicy obok uprawia seks bez opamiętania, to co ja z tego mam?

Jeśli Hymowitz odpowie: „uszlachetnienie twojego ducha i godności jako mężczyzny”, przegra tę dyskusję. I słusznie.

Definiują męskość jako „alfową” twardość i pozbawioną sentymentów rozwiązłość.

Nie do końca. Kobiety lubią wyciągać kartę „rozwiązłości”, żeby umniejszyć męskim wyborom, ale męskość alfa lepiej definiować jako zdolność do prezentowania zachowań i postawy, które czynią rozwiązłość opcją. To nie sama rozwiązłość, lecz możliwość jej realizacji definiuje mężczyznę pożądanego przez kobiety.

I w tym duchu pielęgnują manipulację, kalkulację i docinki (dosłownie i w przenośni) własny interes.

„Manipulacja” to słowo obciążone emocjonalnie, używane po to, by zmanipulować czytelnika do zgody. Prawda jest taka: każde działanie i komunikacja nastawione na cel są manipulacją. Wszyscy to robimy, cały czas, nawet gdy używamy banalnej uprzejmości, by wygładzić interakcje społeczne. Twierdzić, że Podryw to manipulacja, to twierdzić, że cały proces zalotów również nią jest. A w „konkursie manipulacji” w uwodzeniu przewagę przyznałbym kobietom. Z ogromną przewagą.

Ale ludzie polegają na kulturze, by poskramiać naturalny egoizm.

Niektóre kultury wzmacniają egoizm, inne go ograniczają. Nie można polegać na czymś, co aktywnie odbiera ludziom zasoby i pozycję. Jeśli Hymowitz chce kultury, która temperuje zachowania, musi uznać, że obecna konfiguracja to nieudany eksperyment. Z perspektywy Chateau to jednak spektakularny sukces.

W końcu mamy zakazy takie jak zabieranie sąsiadowi karkówki z grilla czy porywanie jego córki, to tylko dwa przykłady zachowań, którymi Natura sama w sobie się nie przejmuje.

Zwykle, gdy powstrzymujemy się od kradzieży karkówki sąsiada, oczekujemy wzajemności. Jako analogia do współczesnych relacji seksualnych, tego dziś nie ma.

Z tego powodu udane kultury wymagają od mężczyzn znacznie więcej niż tylko siły i rozwiązłości.

Zasada wzajemności. Bez oczekiwań wobec kobiet nie ma sensu oczekiwać czegokolwiek od mężczyzn.

Twierdzą, że gdy stary system randkowania i zalotów upadł, pozostawił po sobie próżnię kulturową bez zasad powstrzymujących i zawstydzających prostaków, chamów i dupków.

A trafniej: dziwki, puszczalskie i seryjne randkowiczki.

A jeśli historia jest jakimkolwiek wyznacznikiem, większość z nich, nawet najbardziej zaawansowani w Podrywie, ostatecznie skończy jako trenerzy dziecięcych drużyn w weekendy.

Zmiana nadchodzi. Dajcie jej czas. Wkrótce boiska będą rozbrzmiewać jedynie szumem wiatru w niekoszonej trawie.

W ogólnokrajowym badaniu młodych, heteroseksualnych mężczyzn National Marriage Project z Rutgers University wykazał, że większość singli ma nadzieję kiedyś się ożenić i mieć dzieci.

Nadzieja to hołd, jaki rzeczywistość składa fantazji.

Neil Strauss, autor książki pt. Gra, twierdzi, że w czasie swoich lat w środowisku Podrywu widział tyle kłamstw i zdrad, że przy Darwinie wyglądałoby to optymistycznie. „Utrata wszelkiej nadziei to wolność”, warczy bloger z Eternal Bachelor.

To prawda. Ale co wolisz: odnosić sukcesy seksualne i stracić nadzieję, czy ponosić porażki z kobietami i również stracić nadzieję? Wybór jest oczywisty. Przyjemność z towarzystwa kobiety i wartość jej miłości z nawiązką rekompensują utratę nadziei.

W istocie, niektórzy twierdzą, że darwinistyczne podejście do chaosu randkowego stanie się nową normą.

O ile nie nastąpi radykalna zmiana kulturowa, to tak. Ale przewiduję, że wahadło odbije w drugą stronę. I podejrzewam, Kay Hymowitz, że ci się to nie spodoba, bo oznaczałoby zdradę twojej podstawowej ideologii.

Źródło: Love In The Time Of Game

 

Zobacz na: Przetrwanie – Mężczyzni kontra Kobiety [Przetrwać na wyspie z Bearem Gryllsem]
Redefinicja Małżeństwa
Jak szkolnictwo USZKODZIŁO twój mózg (ostrzeżenie Richarda Feynmana)
Twój wygląd i Twoja skrzynka odbiorcza na portalu randkowym – Christian Rudder [OkCupid]
Prawda o samoocenie kobiet i dlaczego TY masz władzę
Jak zdradzać i nie dać się złapać – Shallon Lester
Dlaczego kobiety przyprawiają rogi mężczyznom?
Dlaczego kobiety zdradzają: niewygodna prawda o kobiecej niewierności – rozmowa z Michelle Langley