Propedeutyka Filozofii – Kazimierz Ajdukiewicz

PROPEDEUTYKA FILOZOFII – KAZIMIERZ AJDUKIEWICZ
Propedeutyka Filozofii Dla Liceów Ogólnokształcących, Wydanie Trzecie Poprawione
KSIĄŻNICA-ATLAS, WROCŁAW – WARSZAWA 1948
Podręcznik zatwierdzony do użytku szkolnego pismem Ministerstwa Oświaty z 6 marca 1948 r. Nr VI OC — 769/45 N.
Data wydania: październik 1948 r.
Myślenie pojęciowe, a myślenie stereotypowe – Andrzej Wronka, Kazimierz Ajdukiewicz, Józef Kossecki
Leonard Peikoff: Wprowadzenie do Historii Filozofii Zachodniej (część 1 z 50)
WSTĘP
Przedmioty, którymi zajmowaliśmy się w dotychczasowej nauce szkolnej, należały przeważnie do otaczającego nas świata. Zajmowaliśmy się przyrodą żywą i martwą, uczyliśmy się o minionych dziejach ludzkości itd. Na lekcjach propedeutyki filozofii uwaga nasza zwróci się ku nam samym. Zajmować się tu będziemy najpierw sposobami, za pomocą których dochodzimy do poznania, następnie zaś przedmiotem, o którym będziemy się uczyć, będzie postępowanie człowieka. Zajmując się ludzkim poznaniem, traktować będziemy naprzód o tym, jak każdy z nas w życiu codziennym dochodzi do swych wiadomości, później zaś poświęcimy naszą uwagę sposobom, czyli metodom, stosowanym w poznaniu naukowym. Mówiąc o postępowaniu człowieka nie będziemy się zajmowali jedynie zewnętrzną stroną ludzkiego działania, a więc ruchami naszego ciała, lecz zwrócimy przede wszystkim uwagę na to, co się w naszej świadomości odbywa wtedy, gdy działamy. Zagadnienia, będące głównym tematem naszych rozważań, należą głównie do dwóch nauk filozoficznych, mianowicie do psychologii, która zajmuje się życiem psychicznym człowieka, i do logiki, która w znacznej swej części jest nauką o poznaniu naukowym.
Refleksja nad poznaniem człowieka i nad jego postępowaniem należy do zadań nauk, zwanych naukami filozoficznymi lub określonych wspólnym mianem filozofii. Niepodobna w tym wstępie zajmować się bliżej charakteryzowaniem filozofii lub też poszczególnych dyscyplin do niej należących. Tyle tylko wypada tu zaznaczyć, że refleksja nad poznaniem, jak również refleksja nad postępowaniem człowieka, otwiera nam oczy na zagadnienia, należące do innych działów filozofii, budzi zrozumienie tych zagadnień i stwarza potrzebę zajęcia się nimi. Dlatego też przedmiot nauki szkolnej, w którym głównym tematem jest poznanie i postępowanie człowieka, nosi nazwę propedeutyki filozofii, tzn. wprowadzenia w krąg filozoficznych zagadnień.
Część I
PSYCHOLOGIA PROCESÓW POZNAWCZYCH
Rozdział I
O SPOSTRZEŻENIACH
§ 1. Drogi poznania
a) Sąd. Na wstępie rozważań poświęconych poznaniu zajmiemy się kwestią, w jaki sposób dochodzimy do poznania. Lecz przed rozpatrzeniem tej kwestii zastanowimy się nad tym, co się rozgrywa w świadomości człowieka, gdy dochodzi do poznania w pewnej sprawie. Otóż osiągamy poznanie w jakiejś sprawie, gdy wyrabiamy sobie co do niej zdanie, gdy dochodzimy do jakiegoś poglądu na nią. To, co się wtedy w naszej świadomości rozgrywa, można opisać jako wewnętrzne przeświadczenie, iż w danej sprawie rzecz ma się tak a tak. Ów stan wewnętrznego przeświadczenia, że tak a tak jest lub że tak a tak nie jest, nazywa się sądem.
Wydawane przez nas sądy wyrażamy słownie za pomocą zdań. Nie każde jednak zdanie gramatyczne może służyć jako zewnętrzny wyraz sądu. Nie wyraża np. sądu zdanie rozkazujące ani zdanie pytajne, zdanie względne itp. Wyrazem sądu może być tylko takie zdanie, które jest prawdziwe lub fałszywe. Ani zdania rozkazujące, ani też zdania pytajne nie są zaś ani prawdziwe, ani fałszywe. Zdania, które są prawdziwe lub fałszywe, zowią się zdaniami orzekającymi lub powiedzeniami. Nietrudno podać przykłady zdań orzekających: „Niebo jest dziś pokryte chmurami”, „Warszawa jest stolicą Polski”, „Pięć jest liczbą parzystą”, „Woda nie jest pierwiastkiem chemicznym” — wszystko to są przykłady zdań orzekających, gdyż przytoczone zdania są bądź prawdziwe, bądź fałszywe. Za pomocą takich właśnie zdań możemy dawać zewnętrzny wyraz naszym sądom.
Zbierając te uwagi, możemy powiedzieć, iż sąd jest to myśl, którą można wyrazić za pomocą zdania orzekającego, a która polega na wewnętrznym przeświadczeniu, że tak a tak jest lub że tak a tak nie jest.
b) Źródła sądów. Ponieważ zdobycie poznania w jakiejś sprawie polega na wydaniu w tej sprawie sądu, przeto pytanie nasze, w jaki sposób dochodzimy do poznania, można zastąpić pytaniem, w jaki sposób dochodzimy do wydawania sądów.
c) Doświadczenie. Wyglądam w tej chwili przez okno i na podstawie tego, co widzę, wydaję sąd, że łąka przed moimi oknami jest skoszona. Do uszu moich dochodzi charakterystyczny warkot motoru i na tej podstawie wydaję sąd, że w pobliżu przelatuje samolot. Biorę do ręki stojącą na moim biurku szklankę z herbatą, a to, co przy tym czuję, skłania mnie do wydania sądu, że herbata w tej szklance jest gorąca. We wszystkich tych przykładach do wydania sądów skłaniało mnie to, że coś widziałem, coś słyszałem, coś czułem — jednym słowem to, że czegoś właśnie w danej chwili doświadczałem. O tych wszystkich sądach, do których wydania skłania mnie to, czego w danej chwili doświadczam, powiemy, że ich źródłem jest doświadczenie.
β) Pamięć. Jadę pociągiem po dobrze znanej mi linii i ktoś z towarzyszy podróży zapytuje mnie, po której stronie pociągu będzie najbliższa stacja. Odtwarzam sobie w myśli widzianą dawniej, niejednokrotnie, sytuację wjazdu pociągu na stację, o którą w zadanym mi pytaniu chodzi, i z obrazu, jaki mi pamięć moja nasuwa, wywodzę niejako odpowiedź; wydaję sąd: „Stacja będzie po prawej stronie pociągu”. Sąd ten wydałem dzięki mej pamięci.
γ) Wnioskowanie. Zastanawiam się nad tym, czy rok 1950 jest rokiem przestępnym, i w tym celu przeprowadzam następujące rozważania. Stwierdzam naprzód, że jeśli dany rok jest przestępny, to jego data jest podzielna przez 4; stwierdzam dalej, że data 1950 nie jest podzielna przez 4. Oba te sądy prowadzą mnie do wydania sądu trzeciego, że rok 1950 nie jest rokiem przestępnym. W przytoczonym przykładzie do wydania tego trzeciego sądu doszedłem na podstawie uprzedniego wydania dwu innych sądów. O sądach, do których wydania skłaniają mnie inne żywione przeze mnie sądy, mówimy, iż wydajemy je na drodze wnioskowania.
δ) Oczywistość. Istnieją sądy, do których wydania nie potrzebujemy ani odwoływać się do doświadczenia lub pamięci, ani też stosować jakiegokolwiek rozumowania. Wystarczy zrozumieć zdanie, które taki sąd wyraża, aby wydać ten sąd. Sądy takie nazywamy sądami oczywistymi. Jako przykłady takich sądów mogą służyć sądy wyrażone w zdaniach: „Kwadrat jest czworobokiem”, „Cokolwiek jest czerwone, to jest też kolorowe”, „Jeżeli Jan jest ojcem Pawła, to Paweł jest dzieckiem Jana” itp.
Przytoczone wyżej przykłady ilustrują różne sposoby, którymi dochodzimy do wydawania sądów. Widzieliśmy, że wydajemy niekiedy sądy na podstawie doświadczenia, czasem zawdzięczamy je pamięci, często dochodzimy do nich na drodze wnioskowania, a wreszcie wydajemy je niekiedy dzięki ich oczywistości. Wykaz ten należy uzupełnić wskazaniem jeszcze jednego sposobu, w jaki powstają nasze sądy. Sposób ten polega na dawaniu wiary temu, co inni mówią, piszą itp. Tą drogą wciska się w nasz umysł ogromna ilość zapatrywań i poglądów.
Dawanie wiary temu, co inni mówią, piszą itp., nie stanowi w wielu wypadkach sposobu dochodzenia do własnych sądów, który by się nie dał wtłoczyć w ramy sposobów omówionych poprzednio. W wielu wypadkach przychylamy się do zdania innych na skutek przeprowadzonego wnioskowania, które w formie rozwiniętej można by przedstawić w następujący sposób. Stwierdzamy naprzód, iż osobnik X twierdzi, że jest tak a tak. Mniemamy dalej, że świadectwo osobnika X zasługuje na zaufanie, czyli że jeśli osobnik X twierdzi, że jest tak a tak, to prawdopodobnie jest też tak a tak. Opierając się na obu tych sądach, dochodzimy w drodze wnioskowania do sądu, że prawdopodobnie jest tak a tak.
W ten sposób sędzia urabia sobie swój własny sąd na podstawie opinii rzeczoznawców. W podobny sposób postępuje niekiedy historyk, gdy daje wiarę źródłom historycznym opisującym zdarzenia minionej przeszłości. W taki też lub podobny sposób może wnioskować uczeń, gdy daje wiarę słowom nauczyciela pouczającego go o geografii odległych krajów, o faktach historii, o ciężarach atomowych pierwiastków, o temperaturze gwiazd itp.
Faktycznie bywa jednak zazwyczaj inaczej. Słysząc pewne zdanie w ustach drugiej osoby, wypowiadającej je w tonie przekonania, częstokroć nie wnioskujemy wcale, nie zastanawiamy się nad wiarygodnością tej osoby, lecz ulegamy wprost wpływowi jej słów. Jeśli, siedząc wieczorem w pokoju przy otwartym oknie, usłyszę nagle rozpaczliwy okrzyk: „Pali się!”, wówczas, nie badając wcale, kto woła, a tym bardziej czy wołający jest osobą wiarygodną, natychmiast dam wiarę usłyszanym słowom.
Jeśli w okresie wrogiego nastawienia jednej części ludności wobec innej grupy ktoś do zgromadzonego tłumu przybiegnie z wieścią o jakimś wystąpieniu jednej ze zwalczających się grup przeciw drugiej, wówczas najczęściej słowa te znajdą wiarę w grupie rzekomo zaatakowanej, choć nikt może nie zna zwiastuna tej wiadomości i nie wie wcale, w jakim stopniu zasługuje on na zaufanie. Przykładów takich przytaczać można by bez liku.
Świadczą one o tym, że cudze słowo działa zaraźliwie lub, jak się też mówi, posiada moc sugestywną. Sugestywnie działa nie tylko słowo mówione, lecz również i pisane (prasa). Obok wymienionych poprzednio czterech sposobów dochodzenia do wydawania sądów wymienimy więc jeszcze piąty sposób, mianowicie uleganie sugestii cudzego zdania. Z tym sposobem mamy do czynienia w tych wypadkach, gdy do wydania sądu w jakiejś sprawie skłania nas sam fakt posłyszenia zdania wyrażającego taki sąd w cudzych ustach (lub przeczytania go w jakimś źródle).
Ze wszystkich dróg wiodących nas do wydawania sądów ta ostatnia jest najbardziej niebezpieczna, zwłaszcza gdy czynimy z niej użytek bezkrytyczny, tzn. pochopnie przychylamy się do cudzego zdania, nie licząc się ani z prawdopodobieństwem, jakie temu zdaniu skądinąd przysługuje, ani z wiarygodnością źródła, z którego ono pochodzi. Biorąc jednak pod uwagę wiarygodność źródła, od którego zasłyszaną wiadomość przejmujemy, nie ulegamy już właściwie jego sugestii, lecz stosujemy metodę wnioskowania; mianowicie z tego, że ktoś pewien pogląd głosi i że ten, który go głosi, zasługuje na wiarę, wnioskujemy o słuszności tego poglądu.
W przeglądzie czynników, które prowadzą nas faktycznie do wydawania sądów, bez względu na to, czy uprawniają nas one do ich wydawania, nie możemy pominąć również czynników natury uczuciowej, które mają wpływ na żywione przez nas sądy. Są ludzie, którym każdy pozór wystarczy, by ich skłonić do uwierzenia w to, co zgadza się z ich pragnieniami. Ludzi takich zaliczamy do tzw. optymistów, tj. takich, u których nadzieja przeważa nad obawą i lękiem.
Pesymiści, ludzie, w których życiu dominuje obawa rzeczy przykrych, są znów skłonni na byle jakiej podstawie oprzeć swą wiarę w to, co stoi w sprzeczności z ich pragnieniami. Na ogół jesteśmy skłonni wierzyć w to, co usprawiedliwia nasze postępki i nasze pragnienia. Tak np. chętnie wierzymy w to, co wywyższa naszych przyjaciół, gdyż taki pogląd zdaje się usprawiedliwiać naszą miłość, a z drugiej strony dajemy łatwo wiarę temu, co rzuca cień na ludzi, dla których jesteśmy nieżyczliwie usposobieni, gdyż prawdziwość takiej opinii zdaje się czynić słuszną naszą nienawiść.
Szczególnie też wtedy, gdy względy natury uczuciowej mogą wpływać na nasz sąd, należy dbać o to, by nie wydawać go lekkomyślnie, lecz krytycznie ważyć argumenty.
W rozważaniach powyższych dokonaliśmy pobieżnego przeglądu sposobów, w jakie dochodzimy do wydawania naszych sądów. Obecnie zajmiemy się bliższym rozpatrzeniem niektórych z nich, przy czym zwracać też będziemy uwagę na to, w jakim stopniu możemy zaufać sądom wydanym wedle tych sposobów.
§ 2. Spostrzeżenie zewnętrzne i wewnętrzne
Zachodzące w naszej świadomości procesy widzenia, słyszenia, czucia itp. obejmujemy wspólną nazwą procesów spostrzegania. Procesy te są czymś niezmiernie pospolitym, z czym ustawicznie niemal mamy do czynienia, co jednak mimo to nie jest nam dokładnie znane. Wtedy bowiem, gdy coś spostrzegamy, myśl nasza zajęta jest tym, co spostrzegamy, a nie sama sobą; spostrzegając ten stół, w akcie tego spostrzegania skierowujemy się myślą ku temu stołowi, a nie ku czynności spostrzegania. Akt spostrzegania przeżywamy tylko, ale nie czynimy go przedmiotem, o którym myślimy. Stąd to pochodzi, iż procesy spostrzegania, mimo swej pospolitości, nie są na ogół ludziom dokładnie znane.
Możemy jednak równocześnie niemal z przeżywaniem aktu spostrzegania zwrócić uwagę na sam ten fakt, możemy niejako myśl swą skierować na nasze własne spostrzeganie. Możemy to uczynić w odniesieniu do każdego niemal procesu, który się rozgrywa w naszej psychice. Takie skierowanie naszej uwagi na rozgrywający się równocześnie w naszej duszy proces psychiczny zaliczamy również do spostrzeżeń.
Nazwą spostrzeżenia obejmujemy więc nie tylko akty widzenia, słyszenia, czucia itd., lecz również czynności polegające na zwróceniu uwagi na rozgrywające się w nas procesy psychiczne. Spostrzeżenia, których przedmiotami są przedmioty i procesy fizyczne, nazywamy spostrzeżeniami zewnętrznymi lub zmysłowymi, a to ze względu na to, że w dochodzeniu do skutku tych spostrzeżeń istotną rolę grają organy zmysłowe. Spostrzeżenia natomiast, w których zwracamy się ku przebiegom psychicznym równocześnie w nas się rozgrywającym, nazywamy spostrzeżeniami wewnętrznymi lub też aktami introspekcji (intra = wewnątrz).
W związku z tym mówimy też o sądach opartych na doświadczeniu zewnętrznym, mając przy tym na myśli sądy wydawane na podstawie spostrzeżeń zewnętrznych, jak i o sądach opartych na doświadczeniu wewnętrznym, tj. o sądach wydawanych na podstawie spostrzeżeń wewnętrznych.
§ 3. Sądy spostrzeżeniowe
Spostrzeżenie jakiegoś przedmiotu sprawia, że jesteśmy gotowi wydawać o tym przedmiocie szereg sądów, z tym poczuciem, że to spostrzeżenie stanowi gwarancję prawdziwości tych sądów. Są to te sądy, które wydajemy równocześnie niemal ze spostrzeżeniem, a co do których, gdyby nas zapytano, na jakiej podstawie je wydajemy, odpowiedzielibyśmy, że czynimy to na tej podstawie, iż widzimy (słyszymy, czujemy itd.), że tak właśnie jest, jak owe sądy głoszą. Sądy te nazywają się sądami spostrzeżeniowymi.
Sądy spostrzeżeniowe nie towarzyszą zawsze spostrzeżeniu w postaci wyraźnej. Nie jest tak wszakże, żebym, spoglądając na swój stół, myślał sobie: „Mój stół znajduje się teraz przede mną”, „Ma on cztery nogi”, „Jest brązowy”, „Leżą na nim książki” itd. Ta nieograniczona mnogość rozmaitych sądów spostrzegawczych, które gotów jestem na podstawie przeżywanego spostrzeżenia wydać, nie zjawia się w mojej świadomości w postaci wyraźnej. Niemniej jednak sądy te tkwią w formie niejako zarodkowej w spostrzeżeniu. O tym wszystkim, co mógłbym o przedmiocie spostrzeganym na podstawie jego spostrzeżenia orzec w sądach wyraźnych, ujętych w słowach, o tym wszystkim wiem już poniekąd, zanim sądy te sformułuję.
§ 4. Przedmiot i treść spostrzeżenia
Spostrzeżenia zewnętrzne mogą dochodzić do skutku za pośrednictwem różnych zmysłów. Zależnie od tego, który zmysł pośredniczy w dochodzeniu do skutku danego spostrzeżenia, nazywamy je spostrzeżeniem wzrokowym, słuchowym, dotykowym itp.
Przy spostrzeżeniu wzrokowym, które mam, spoglądając na dom mojego sąsiada, jawi mi się pewien widok, w którym dom ten staje się obecny mojej świadomości. Widok ten biorę po prostu za dom sąsiada, względnie za zwróconą ku mnie fasadę tego domu. Podobnie ma się rzecz w wypadku słyszenia, czyli spostrzeżenia słuchowego. Gdy słyszę świst przejeżdżającej w pobliżu lokomotywy, wówczas jawi mi się pewna charakterystyczna treść słuchowa i treść tę biorę za rzeczywiście teraz w przestrzeni rozlegający się świst.
Podobnie ma się też rzecz przy spostrzeżeniach dochodzących do skutku za pośrednictwem innych zmysłów.
Jawiący się nam w procesie spostrzegania widok wzrokowy czy też treść słuchową itp. bierzemy w tym procesie za jakiś rzeczywiście teraz w przestrzeni istniejący przedmiot. Przedmiot ten nazywamy przedmiotem spostrzeżenia. Przedmiotem spostrzeżenia opisanego w pierwszym z naszych przykładów był dom sąsiada, w drugim — obiektywny świst lokomotywy.
Spełniając normalnie akt spostrzegania, myślimy tylko o tym przedmiocie, biorąc jawiący nam się widok za ten właśnie przedmiot. Nietrudno jednak zdać sobie sprawę z tego, że widok ten nie jest identyczny z przedmiotem spostrzeżenia. Świadczy o tym fakt, że widok ów może się zmieniać, choć przedmiot spostrzeżenia nie ulega żadnej zmianie.
Przypuśćmy, że oddalam się od domu, który jest przedmiotem mego spostrzeżenia (np. przejeżdżając obok niego koleją), nie tracąc go z oczu. Widok, który przez cały ten czas jest mi obecny, ulega ciągłej zmianie. Staje się coraz mniejszy, coraz mniej wyrazisty. Tymczasem dom, na który oczy moje są skierowane, żadnej zmianie nie uległ. Nie stał się wskutek mojego odeń oddalenia ani mniejszy, ani szczegóły jego budowy nie uległy obiektywnie żadnym zmianom.
Patrząc na ten dom, wkładam na oczy czerwone okulary. Od razu zmienia się widok, który mi się pojawia przy patrzeniu na ten dom. Dom jednak obiektywnie żadnej nie uległ zmianie, nie stał się on czerwony przez to, że ja włożyłem czerwone okulary. Przeciskam palcem jedną gałkę oczną — w następstwie tego natychmiast zamiast widoku jednego domu mam widok podwójny, a przecież dom obiektywnie się nie rozdwoił.
Wszystkie te przykłady świadczą o tym, że jawiący mi się przy spostrzeganiu pewnego przedmiotu widok może się zmieniać, choć przedmiot spostrzegany nie ulega żadnej zmianie. Wynika z tego, że przedmiot spostrzeżenia i jawiący mi się przy spostrzeganiu widok nie są jednym i tym samym, a przynajmniej że nie każdy z tych zmieniających się widoków jest identyczny z przedmiotem spostrzeżenia.
Rozważania te wskazują na konieczność dokonania rozróżnienia pomiędzy jawiącym się mi przy spostrzeganiu widokiem a przedmiotem spostrzeżenia. Owe jawiące się nam przy spostrzeganiu widoki wzrokowe, treści słuchowe itp. nazywamy ogólnie zmysłowymi treściami spostrzeżenia.
§ 5. Wrażenia zmysłowe i ich przegląd
Treść spostrzeżenia, która mi się zjawia, gdy spoglądam na dom mego sąsiada, nie jest prosta. W widoku, który tę treść stanowi, wyróżniam mianowicie u dołu część zieloną (murawę), wyżej część białą, poprzerywaną ciemnymi prostokątami (ściana i okna), jeszcze wyżej część czerwoną (dachówka), całkiem zaś u góry część niebieską (niebo).
W wymienionych właśnie częściach zjawiającego się widoku mogę jeszcze dalej wyróżniać składniki jakościowo różne, np. w części czerwonej występują różne odcienie tej barwy. Mogę jednakże, biorąc pod uwagę dostatecznie małe cząstki zjawiającego mi się widoku, dojść do cząstek zupełnie jednorodnych, czyli prostych. Takie proste składniki treści zmysłowych nazywamy wrażeniami zmysłowymi.
Niekiedy cała treść zmysłowa bywa prosta, tzn. nie składa się z części jakościowo różnych (taką jest np. treść wzrokowa, która mi się zjawia, gdy leżąc na wznak spoglądam na bezchmurne niebo lub gdy znajduję się w zupełnej ciemności, treść słuchowa przeżywana przy słuchaniu monotonnego brzmienia widełek stroikowych itp.). W tych wypadkach całą treść spostrzeżenia nazwać możemy wrażeniem.
Wrażeniem nazywa się często nie samą prostą treść spostrzeżenia, lecz fakt doznawania takiej treści. W związku z tym pozostaje sposób, w jaki się wysławiamy, opisując wrażenia. Np. o wrażeniu, które w nas powstaje, gdy spoglądamy na bezchmurne niebo, nie powiemy zazwyczaj, że jest ono wrażeniem o barwie błękitnej, lecz powiemy raczej, że jest ono wrażeniem barwy błękitnej.
Ten pierwszy sposób wyrażania się (rzadko stosowany) jest właściwy, gdy terminem „wrażenie” nazywamy samą treść spostrzeżenia; treść ta istotnie posiada barwę błękitną. Drugi zaś sposób wyrażania się (zwykle stosowany) jest na miejscu, jeśli, mówiąc „wrażenie”, mamy na myśli doznawanie treści; doznawanie treści jest bowiem doznaniem barwy błękitnej. Mimo to jednak, że ten drugi sposób wyrażania się nie jest właściwy, jeśli przez wrażenie rozumiemy treść spostrzeżenia, stosuje się go także i w tym wypadku.
Spostrzeżenia nasze dochodzą do skutku za pośrednictwem zmysłów. Zależnie też od tego, jakiemu zmysłowi dane spostrzeżenie zawdzięczamy, jakość wrażeń wchodzących w skład jego treści jest zasadniczo odmienna. Bogactwo zasadniczo odmiennych gatunków wrażeń jest ogromne. Obok wrażeń wzrokowych, słuchowych, dotykowych, węchowych i smakowych wymienia się cały szereg innych jeszcze gatunków wrażeń. Mówi się więc o wrażeniach temperatury, o wrażeniach bólu, o wrażeniach stawowych, mięśniowych, wrażeniach równowagi i wrażeniach ustrojowych.
Wrażenia wzrokowe, słuchowe, dotykowe, węchowe, smakowe…
Najnowsze komentarze