Przeciw Platonowi II – komentarz Thomasa Jeffersona
„Jestem usatysfakcjonowany i w pełni zajęty rzeczami, które są, bez dręczenia się i niepokojenia tymi, które być może są, lecz na które nie mam żadnych dowodów.”
„Mówić o bytach niematerialnych to mówić o nicościach. Powiedzieć, że ludzka dusza, aniołowie, Bóg są niematerialni, to powiedzieć, że są niczym, albo że nie ma Boga, nie ma aniołów, nie ma duszy. Nie potrafię rozumować inaczej.”

„Nie ma nic bardziej nierównego niż równe traktowanie nierównych ludzi” – Thomas Jefferson
Przypomina to podobny fragment z Listu do Herodota (67), gdzie Epikur mówi o bezcielesnej duszy.
Dzięki bardzo życzliwemu wkładowi jednego z Przyjaciół Epikura (którego z przyjemnością wymienię z nazwiska, gdy tylko wyrazi zgodę) mogę opublikować dwa fascynujące fragmenty listów Thomasa Jeffersona dotyczące Platona i poglądów platońskich. Niezwykle owocnym przedsięwzięciem byłoby kiedyś zebranie wszystkich pism Jeffersona, które odnoszą się do jego epikurejskiego myślenia; mam nadzieję wkrótce zrobić pierwszy krok, poświęcając temu osobną stronę. (Wkłady i sugestie mile widziane!). Tymczasem przedstawiam fragmenty dwóch listów do Johna Adamsa, jednego z 1814 r. i drugiego z 1820 r. w których wyraźnie widać, jak Jefferson oceniał wpływ Platona. Zauważmy, że są to odniesienia dodatkowe wobec słynnego listu z 1820 r. do Williama Shorta, w którym Jefferson oświadczył („Ja także jestem epikurejczykiem”) i określił Platona jako tego, który „rozdawał mistycyzmy niepojęte dla ludzkiego umysłu, [które] zostały ubóstwione przez pewne sekty przywłaszczające sobie miano chrześcijan; ponieważ w jego mglistych wyobrażeniach znalazły podstawę nieprzeniknionej ciemności, na której wznieśli szalone konstrukcje majaczeniowe, własnego pomysłu”. Szczególnie list Jeffersona z 1820 r. jest klejnotem, godnym uważnej lektury i studium:
Jefferson do Johna Adamsa, 5 lipca 1814 r.:
Właśnie wróciłem z jednej z moich dłuższych nieobecności, spędziwszy ostatnich pięć tygodni w moim drugim domu. Mając tam więcej czasu na lekturę niż tutaj, zabawiałem się, a raczej, mylnie to tak nazywam, poważną lekturą Państwa Platona. Nazywanie tego zabawą jest błędem, bo było to najcięższe zadanie, jakie kiedykolwiek przyszło mi wykonać. Wcześniej okazjonalnie sięgałem po inne jego dzieła, lecz rzadko miałem cierpliwość, by przebrnąć przez cały dialog. Brodząc przez dziwactwa, dziecinadę i niezrozumiały żargon tego dzieła, wielokrotnie odkładałem je, pytając sam siebie, jak to możliwe, że świat przez tak długi czas godził się obdarzać reputacją takie brednie? Jak to się stało, że tak zwany świat chrześcijański w ogóle to uczynił, jest osobliwą ciekawostką historyczną. Ale jak mogła to zrobić rzymska trzeźwość umysłu? A zwłaszcza, jak mógł Cyceron obsypywać Platona takimi pochwałami! Choć Cyceron nie władał gęstą logiką Demostenesa, był jednak człowiekiem zdolnym, uczonym, pracowitym, obytym w sprawach świata i uczciwym. Nie mógł dać się zwieść samemu stylowi, którego był przecież największym mistrzem swoich czasów. W przypadku nowożytnych sądzę, że to raczej kwestia mody i autorytetu. Edukacja znajduje się głównie w rękach osób, które z racji swego zawodu mają interes w reputacji i marzeniach Platona. One nadają ton w szkole, a niewielu ma później okazję rewidować swoje uczelniane opinie. Lecz odłóżmy modę i autorytet na bok i poddajmy Platona próbie rozumu: odbierzmy mu sofizmaty, banały i niepojętości, co pozostaje? W istocie jest on jednym z rodu prawdziwych sofistów, który uniknął zapomnienia swoich pobratymców najpierw dzięki elegancji stylu, a przede wszystkim dzięki przyjęciu i włączeniu jego dziwactw do ciała sztucznego chrześcijaństwa. Jego mglisty umysł nieustannie przedstawia pozory przedmiotów, które na wpół widziane przez mgłę nie dają się określić ani co do kształtu, ani co do rozmiarów. A jednak to właśnie to, co powinno było skazać go na rychłe zapomnienie, zapewniło mu nieśmiertelność sławy i czci.
Chrześcijańskie kapłaństwo, widząc, że nauki Chrystusa są dostosowane do każdego rozumu i zbyt jasne, by wymagały wyjaśnień, dostrzegło w mistycyzmie Platona materiał, z którego można było zbudować sztuczny system, taki który dzięki swojej nieokreśloności dopuszczałby niekończące się spory, zapewniałby zajęcie ich stanowi oraz wprowadzał go w zysk, władzę i uprzywilejowaną pozycję. Nauki, które wypływały bezpośrednio z ust samego Jezusa, są zrozumiałe dla dziecka; tymczasem tysiące tomów nie zdołały dotąd wyjaśnić platonizmów na nich wszczepionych i to z oczywistego powodu: nonsens nigdy nie daje się wyjaśnić. Ich cele zostały jednak osiągnięte. Platon został kanonizowany; i dziś uważa się za bezbożność kwestionowanie jego zasług w takim samym stopniu, jak zasług Apostoła Jezusa. Jest on szczególnie przywoływany jako obrońca nieśmiertelności duszy; a jednak ośmielę się stwierdzić, że gdyby nie było na jej poparcie lepszych argumentów niż jego, nikt na świecie by w nią nie uwierzył. Dobrze się składa, że republikanizm platoński nie zdobył takiej samej łaski jak chrześcijaństwo platońskie; bo wówczas żylibyśmy dziś wszyscy, zarówno mężczyźni, kobiety i dzieci stłoczeni bezładnie, jak zwierzęta pól i lasów. A jednak „Platon jest wielkim filozofem” – powiedział La Fontaine. „Ale czy jego idee wydają ci się bardzo jasne?” – pyta Fontenelle. „Ależ nie! Jest nieprzeniknienie mroczny”. „Czy nie uważasz go za pełnego sprzeczności?” „Z pewnością – odpowiada La Fontaine – to zwykły sofista”. Po czym natychmiast znów wykrzykuje: „Och, Platon był wielkim filozofem”. Sokrates miał zresztą wszelkie powody, by skarżyć się na zniekształcenia Platona; bo w istocie jego dialogi są paszkwilami na Sokratesa.
Dlaczego jednak raczę cię tymi przedpotopowymi tematami? Ponieważ cieszy mnie, że mam kogoś, komu są one znajome i kto nie przyjmie ich tak, jakby spadły z księżyca. Nasza porewolucyjna młodzież rodzi się pod szczęśliwszymi gwiazdami niż ty i ja. Całą wiedzę przyswajają w łonie matki i przychodzą na świat już z nią gotowi. Informacje zawarte w książkach nie są już potrzebne, a wszelka wiedza, która nie jest wrodzona, spotyka się z pogardą lub co najmniej z zaniedbaniem. Każda głupota musi zatoczyć swoje koło; i tak też, przypuszczam, musi się stać z tą głupotą samouczenia się i samowystarczalności z odrzucaniem wiedzy zdobytej w minionych wiekach i rozpoczynaniem wszystkiego od nowa na gruncie „intuicji”…
Jefferson do Johna Adamsa, 15 sierpnia 1820 r.:
Dość już krytyki; przejdę więc do twojego niepokojącego listu z 12 maja o materii, duchu, ruchu itd. Jego natłok sceptycyzmów nie dawał mi spać. Czytałem go i odkładałem; czytałem i odkładałem, raz po raz; aż w końcu, by uspokoić umysł, musiałem powrócić do mojego zwyczajowego środka uspokajającego: „Czuję, więc istnieję”. Czuję ciała, które nie są mną; a zatem istnieją inne byty. Nazywam je materią. Czuję, że zmieniają położenie, to daje mi pojęcie ruchu. Tam, gdzie występuje brak materii, nazywam to próżnią albo niczym, albo przestrzenią niematerialną. Na podstawie wrażeń, materii i ruchu możemy zbudować strukturę wszystkich pewników, jakie możemy mieć lub których możemy potrzebować.
Potrafię sobie wyobrazić myśl jako działanie szczególnej organizacji materii, ukształtowanej w tym celu przez jej Stwórcę, tak samo jak przyciąganie jest działaniem materii, albo magnetyzm działaniem kamienia magnetycznego. Gdy ten, kto odmawia Stwórcy mocy obdarzenia materii sposobem działania zwanym myśleniem, pokaże, jak mógł On obdarzyć Słońce sposobem działania zwanym przyciąganiem, które utrzymuje planety na torach ich orbit, albo jak brak materii może mieć wolę i za pomocą tej woli wprawiać materię w ruch, wówczas materialista może być zasadnie wezwany do wyjaśnienia procesu, dzięki któremu materia posiada zdolność myślenia. Gdy tylko porzucimy podstawę wrażeń zmysłowych, wszystko rozpływa się w powietrzu. Mówić o bytach niematerialnych to mówić o nicościach. Powiedzieć, że ludzka dusza, aniołowie i Bóg są niematerialni, to powiedzieć, że są niczym, albo że nie ma Boga, nie ma aniołów, nie ma duszy. Nie potrafię rozumować inaczej; a wierzę, że w moim materialistycznym wyznaniu wspierają mnie Locke, Tracy i Stewart.
Nie wiem, w jakim wieku Kościoła chrześcijańskiego wpełzła ta herezja nie materializmu, ten zamaskowany ateizm. Lecz herezją jest ona niewątpliwie. Jezus niczego takiego nie nauczał. Powiedział wprawdzie, że „Bóg jest duchem”, ale nie zdefiniował, czym jest duch, ani nie stwierdził, że nie jest on materią. Dawni ojcowie Kościoła w większości, jeśli nie wszyscy, uważali go za materialny: lekki i subtelny, eteryczny gaz, lecz mimo to materię. Orygenes mówi: Deus reapse corporalis est; sed graviorum tantum corporum ratione, incorporeus [Bóg jest rzeczywiście cielesny; ale tylko z powodu cięższych ciał, niecielesny.]. Tertulian: quid enim deus nisi corpus [Czymże jest Bóg, jeśli nie ciałem]? oraz dalej: quis negabit deum esse corpus? Etsi deus spiritus, spiritus etiam corpus est, sui generis, in sua effigie [Któż zaprzeczy, że Bóg ma ciało? Chociaż Bóg jest duchem, duch jest również ciałem, własnym rodzajem, na swoje podobieństwo]. Św. Justyn Męczennik pisze: to Theion phamen einai asomaton oyk oti asomaton—epeide de to me krateisthai ypo tinos, toy krateisthai timioteron esti, dia toyto kaloymen ayton asomaton [Mówimy, że Boskie jest bezcielesne nie dlatego, że jest bezcielesne, albowiem nie być opanowanym przez cokolwiek jest cenniejsze niż być opanowanym, dlatego nazywamy je bezcielesnym]. A św. Makary, mówiąc o aniołach, stwierdza: quamvis enim subtilia sint, tamen in substantia, forma et figura, secundum tenuitatem naturae eorum, corpora sunt tenuia [Choć bowiem są subtelne, to jednak w substancji, formie i kształcie, zgodnie z subtelnością swojej natury, ciała są subtelne]. Św. Augustyn, św. Bazyli, Laktancjusz, Tacjan, Atenagoras i inni z których pismami nie roszczę sobie prawa do znajomości według tych, którzy je znają, nauczali tego samego. Zajrzyj do Ocellusa d’Argens, strony 97 i 105, oraz do jego Timajosa, strona 17, po te cytaty. W Anglii ci niematerialiści mogliby być paleni na stosie aż do 29. roku Karola II, kiedy to zniesiono nakaz de haeretico comburendo; a tutaj aż do rewolucji, ponieważ tamten statut nas nie obejmował. Skoro dziś wszelkie herezje zostały u nas zniesione, ci schizmatycy są po prostu ateistami, różniącymi się od ateisty materialnego jedynie wiarą, że „nic stworzyło coś”, a od deisty materialnego, który wierzy, że tylko materia może oddziaływać na materię.
Odrzucając zatem wszelkie organy poznania poza moimi zmysłami, uwalniam się od pyrronizmów, którymi tak bezużytecznie zajmuje się i niepokoi umysł pobłażanie spekulacjom nadfizycznym i antyfizycznym. Pojedynczy zmysł może czasem nas oszukać, ale rzadko; a nigdy wszystkie zmysły naraz wraz z ich zdolnością rozumowania. One dają świadectwo rzeczywistościom; a jest ich dość dla wszystkich celów życia, bez zanurzania się w bezdenną otchłań snów i fantasmagorii. Jestem usatysfakcjonowany i wystarczająco zajęty rzeczami, które są, bez dręczenia się i niepokojenia tymi, które być może są, lecz na które nie mam żadnych dowodów. Jestem pewien, że naprawdę wiem bardzo, bardzo wiele rzeczy, a żadnej bardziej pewnie niż to, że kocham cię z całego serca i modlę się o to, by twoje życie trwało, aż sam się nim zmęczysz.
Źródło: Against Plato II – The Commentary of Thomas Jefferson
Zobacz na: Leonard Peikoff: Wprowadzenie do Historii Filozofii Zachodniej (część 1 z 50)
O ład w historii – Feliks Koneczny
Najnowsze komentarze